piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 103

Kiedy Marla wróciła od jasnowłosej przyjaciółki, Elena była już w domu. Paradowała po domu w koszulce i majtkach. Kiedy zobaczyła Marlę, pomachała jej słodko. Szatynka uznała, że już nic ją nie zdziwi. Logan uprzedzał, że Elena uwielbia chodzić po mieszkaniu w samej bieliźnie. Dobrze, że przynajmniej nie nago. Nie wiadomo czemu włączyła laptopa. Miała wyrzuty sumienia, że tak spławiła tego gościa. Zalogowała się na pocztę. Cały czas był dostępny.
S: Halo?- czytała nieodebrane wiadomości.- Jesteś tam?
Wróć. Nie skończyliśmy konwersacji.
Pojawisz się jeszcze?
Przepraszam za to, że jestem taki namolny i cię zasypuję wiadomościami.
Daj przynajmniej znak, że żyjesz. Martwię się.
Jeszcze nie zyskałem przyjaciółki, a już ją straciłem. Żyjesz?
Proszę. Daj znak.- nie mogła się powstrzymać.
M: .
S: Żyjesz! Już traciłem wiarę, że zamienimy słowo.- odpisał ekspresowo.
M: Zrobiło mi się ciebie żal.
S: Dobre i to. Myślałaś więc nad tym żeby się spotkać?
M: Nie spotkam się z tobą. Co sobie Logan pomyśli?
S: To nie jest tajemnica…
M: Jest w pracy i dziwnie to zabrzmi jak powiem mu to przez telefon.
S: Łatwizna: Halo, skarbie. Nie będzie mnie w domu, bo poszłam na kawę z nowym przyjacielem. Może będziesz miał okazję go kiedyś poznać.
M: Naprawdę? Proszę cię…- nie wierzyła w to.
S: No w czym problem?
M: W ostatniej rozmowie tkwi problem.
S: Zgadywałem twoje imię. Trafiłem?
M: Pamiętasz tę wokalistkę? Jak ją to określiłeś? Super hot? Tak mam na imię.
S: Marla? Ładnie…
M: To nie wszystko. To jestem ja, we własnej osobie z nią piszesz.
S: Żartujesz? Ha ha! Piszę maile z gwiazdą! Jaram się. Nic lepszego mnie w życiu nie spotkało.
M: Chyba rozumiesz, że nie możemy się spotkać.
S: Dokładnie rozumiem, że tacy ludzie jak ty nie mają czasu dla zwykłych ludzi takich jak ja.
M: To nie tak. Nie mogę ryzykować. Nie zmienia to faktu, że nadal cię nie znam.
S: Boisz się, że zrobię ci krzywdę albo paparazzi nas przyłapią i ten twój Logan zobaczy nas w gazecie, a ty będziesz musiała się tłumaczyć?- czytał jej w myślach.
M: Coś w tym stylu.
S: Mieszkasz w LA, prawda?
M: Nie powiem.
S: Czyli tak. Skoro nie możesz się ze mną spotkać na kawie to może przyjdziesz za godzinę pod fontannę na Savannah Square, abyś mi dała swój autograf? Chyba to możesz dla mnie zrobić i to w miejscu publicznym.
M: Mogę. Tylko po to?
S: I tak i nie. Chciałbym cię zobaczyć na żywo. Umawiasz się na ten autograf?- zastanowiła się.
M: Dla fanów wszystko. Ale jak ja ciebie rozpoznam?
S: Ważne, że ja rozpoznam ciebie. Usiądź na fontannie. Będę za godzinę. To cześć!
M: Do zobaczenia.- wyłączyła laptopa.

Niecałą godzinę później była już na miejscu. Wyglądała nieznajomego spod ciemnych okularów słonecznych. Patrzyła na zegarek. Powinien być za dwie minuty. Cierpliwie czekała, aby nie rzucać się w oczy. I tak było mało osób.
- Marla?- nagle zza jej pleców doszedł znajomy głos.- Co ty tu robisz?
- Ja? No… czekam na kogoś.
- Na kogo?- spytał Logan.
- Na fana.- odpowiedziała krótko, ale i nerwowo.- A ty co tu robisz?
- Widzisz ten budynek?- wskazał wieżowiec palcem.- Tam miałem spotkanie i właśnie z niego wracam. Tam jest parking i samochód. I nie zmieniaj tematu.
- No dobra.- jęknęła.- Przyszłam dać komuś autograf.
- Serio?- uśmiechnął się.- Teraz trzeba się z tobą umawiać na takie rzeczy?
- Wiem jak to wygląda. Weź spadaj.
- No już się nie śmieję.- uspokoił się.- To jak ona wygląda?
- Kto powiedział, że to musi być ona.- podrażniła go trochę.
- Ohoho. Zaczynam się niepokoić, więc z tobą tu zostanę.- usiadł.- Wiesz jak wygląda?
- Nie. Po co mam to wiedzieć?
- Może cię w konia robi. No bo kto normalny umawia się z gwiazdą po autograf. Kiedy powinien przyjść?
- Powinien już być. Spóźnia się. Poczekam jeszcze chwilę. Nie będę czekać na niego w nieskończoność.- poczekali w ciszy jeszcze pięć minut. Fan nie zjawiał się.
- Mam pomysł.- odezwał się w końcu.- Chodźmy stąd. Usiądziemy sobie na tamtej ławeczce pod drzewem, bo słońce dziś strasznie praży i stamtąd go będziemy wypatrywać. Jesteś zdenerwowana?
- Nie, po prostu nie lubię spóźnialskich.- skrzyżowała ręce na piersiach.
- To mnie też nie lubisz?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Ty jesteś wyjątkiem.- złapała go za rękę. Rozejrzała się.- Chyba nie przyjdzie. O czym tak myślisz?
- Zastanawia mnie jak do tego doszło, że ze sobą rozmawialiście.
- Napisał maila.- odpowiedziała.
- Jaki nick?
- Nie śmiej się… Seksowny24hH.- spojrzała na Logana, który ukrywał uśmiech.- No wiedziałam.
- I nie domyślił się, że pisze z taką hot dziewczyną?- zaśmiał się głośniej. Marla zmarszczyła brwi.- Biedny Larry.
- To byłeś ty!- podniosła się gwałtownie. Nie spodziewała się, ze Logan jest zdolny do czegoś takiego. Patrzyła na niego wzrokiem zabójcy.- Jak mogłeś? Dobrze się bawiłeś? Dlaczego?
- Chciałem z tobą spotkać się w parku i mi się udało.
- Nie można było po prostu zapytać?- wsparła ręce na biodrach.
- Tak jest zabawniej.- pokazał dołeczki.
- Wiesz co? Twoja kochana siostrzyczka ci się udziela. Jesteś niemożliwy!- odwróciła się na pięcie i poszła jak najdalej od niego.
- Czekaj!- złapał ją za ramię.
- Że niby Seksowny24hH? Skąd ten pomysł?
- Seksowny dwadzieścia cztery godziny na dobę Henderson.- wyjaśnił.- Kiedy pisałaś maile, schodziłem na dół, aby nie robić podejrzeń wokół mojej osoby. Pisałem z telefonu...
- Zrobiłeś ze mnie idiotkę! Wyrwała się z jego ramion obrażona i uciekła.
- Marla!- zawołał jej imię. Był to błąd, bo ludzie obrócili się w ich stronę. Szybko się ulotnił. Wiedział, że Marla nie chce z nim teraz rozmawiać. Może rzeczywiście przesadził. Nie tego się spodziewał.

Alexa krzątała się po kuchni kiedy Carlos siedział zaczytany w gazecie motoryzacyjnej. Kobieta była już mocno zirytowana, ponieważ mąż nie chciał jej wyjaśnić co zaszło kiedy ostatnio był u Jamesa. Wzięła naczynia i specjalnie zaczęła nimi hałasować niechcący uderzając o ich powierzchnie. Jednak nawet to nie wynurzyło jego nosa znad gazety. Podniosła garnek i stuknęła nim o blat. Zerknęła na niego z nadzieją. Ten tylko zmarszczył brwi dalej klejąc oczy do czasopisma. Podeszła do okna próbując opanować emocje. Jej wzrok natrafił na drzwi frontowe Jamesa. Pewien umięśniony, czarnoskóry mężczyzna opuszczał jego dom.
- Carlos!- zawołała go myśląc, że wzbudzi jego zainteresowanie.- Ten facet znowu się spotkał z Jamesem.
- Mhm...- odrzekł mało poruszony tym.
- Oni się obejmują?- zmrużyła oczy patrząc w tamtym kierunku. Dokładnie to widziała. Następnie mężczyzna wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Bardziej zaskoczona była tym faktem, że Carlos nie ruszył się z miejsca.- Hej? Nie poznaję cię. Nagle nie jesteś zainteresowany swoim przyjacielem? Obejmował go jakiś nieznany facet.
- I co z tego?- podniósł wzrok lekko zirytowany odkładając gazetę.- Czy to ma może oznaczać, że są razem? Spotykają się, hmm? Nie mogą się po przyjacielsku objąć? A może o coś ich podejrzewasz?
- O co tobie chodzi w ogóle?
- O nic!
- Weź się uspokój. Gadaj lepiej co się stało. Co? Nie wierzę, że tak po prostu posłuchałeś się mnie i zszedłeś z Jamesa.
- Dobra!- uniósł ręce.- Ja myślałem, że oni są razem. Sobie winko piją siedząc blisko siebie na kanapie. Wydają dziwne dźwięki. Myślałem, że seks uprawiają, a potem byłem zszokowany propozycją gejowskiego trójkąta, który okazał się zaproszenie na ćwiczenia, bo to jego trener. Ma na imię Dave i nos taki wielki rozpłaszczony jakby kości w nim nie miał.- skończył mówić. Patrzył na żonę oczekując jakiejś reakcji, a ta po chwili wybuchła śmiechem.- No wiedziałem! Wiedziałem, że tak będzie!- wywrócił oczami.
- Wyobrażam sobie twoją minę przy trójkącie.- wyszczerzyła się.
- To nie jest śmieszne.
- Ależ jest.-przytaknęła.- I dobrze ci tak. W końcu przestałeś się zachowywać jak Sherlock Holmes. Musiałeś wyjść na kretyna żeby znormalnieć.
- Zamilcz kobieto.
- Dobra. Lecę do pracy.- wzięła szybko torebkę.- Obiad jest gotowy. Nie zrób niczego głupiego jak mnie nie będzie.
- Obiecuję...

Kendall położył nerwowo ręce przy talerzu. Drżały mu, więc żeby już się bardziej nie kompromitować, schował je pod stół, aby spoczęły na kolanach. Na jego talerzu pysznie komponowało się danie. Jednak czuł taki ucisk w żołądku, że nie był w stanie nic przełknąć. To był pierwszy raz kiedy czuł się w swoim domu niebezpiecznie. Jo, która siedziała naprzeciwko niego również nie czuła się zrelaksowana. Para spojrzała na państwo Taylor. Kendall obserwował jego dłonie. Kiedy nagle się poruszył, podskoczył na miejscu, lecz po chwili odetchnął z ulgą. Pan Taylor to zauważył i uśmiechnął się zadowolony pod nosem.
- Bardzo dobry sos przygotowałaś, córciu.- zabrała głos kobieta.
- Dzięki mamo. Uczyłam się od najlepszych przecież...
- A co się nagle stało, że nas zaprosiłaś?- spytał ojciec patrząc na blondynkę. Zupełnie zignorował Kendalla. Oczywiście inicjatywa wyszła od Jo, ale oboje zaprosili ich na obiad.
- Ekm...-chrząknęła zwracając uwagę narzeczonego. Zrobiła minę w stylu "Powiedz im." Kendall wstrzymał powietrze i delikatnie pokręcił przecząco głową.
- Dobra. Widzę, że coś tu się dzieje i chyba już wiem co.- zmierzył Kendalla wzrokiem. Ten wsadził dwa palce w swój kołnierzyk, bo miał wrażenie, że zaraz się przyklei do jego szyi.- Zrobiłeś dziecko mojej córce!
- Tato!- blondynka zmarszczyła brwi.- Uspokój się. Ja... Nie jestem w ciąży.- zrobiło jej się przykro. Jeszcze niedawno była w ciąży. Ukryła ten fakt przed rodzicami. Uznała, że tak będzie najlepiej.- Ja, to znaczy my...
- Poprosiłem Jo o rękę.- wyrzucił z siebie ten ciężar.- Zaręczyłem się z państwa córką. Uznaliśmy, że w takich okolicznościach najlepiej jest to ogłosić. I...
- O nie!- przerwał mu podnosząc się.- Żadnego ślubu nie będzie!







* Witajcie. Jak tam Wigilia i pierwszy dzień świąt? Ja spędzam je w Zakopanem gdzie prószy trochę śniegu. A czy u Was jest śnieg?
Dziś taki rozdział, nie inny :D Kto podejrzewał, że tajemniczym mężczyzną może być Logan? Jak ocenicie jego postępowanie? I co dalej u Kendalla i Jo? Czy pan Taylor zmieni zdanie? Piszcie komentarze. Do piątku :* Chyba, że do poniedziałku na TWTN ;)

PS Oliffka, speszyl for you wstawiłam o północy, bo wiem, że odliczałaś niecierpliwie czas :* Dzięki Tobie jest szybciej, bo bywa, że się nie spieszę i czasem trzeba poczekać dłużej te kilka minut, ewentualnie godzin :D

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 102

Marla nie mogła znaleźć sobie zajęcia. Przerwa w pracy doprowadzała ją do szału. Nie tak to sobie wyobrażała. Cieszyła się, że odpocznie i spędzi mnóstwo czasu ze swoim mężem, ale teraz zmieniła zdanie. Wczoraj przeczytała scenariusz. Zadzwoniła do Camille żeby umówiła ją z reżyserem. Postanowiła wziąć tą małą rolę do specjalnego odcinka. Włączyła laptopa, aby przejrzeć stronę społecznościową i dodać kilka wiadomości dla fanów. Zanim jednak to zrobiła, otworzyła skrzynkę pocztową. Logan zszedł szybko na dół, aby wziąć coś do picia i znów zniknął na górze. Kiedy przeglądała maile, natychmiast pojawił się nowy. Zmarszczyła brwi jak zobaczyła login nadawcy wiadomości.
S: Cześć.- tak brzmiała informacja.
M: Cześć. Czy my się znamy?- odpisała szybko.
S: Nie wiem. Raczej nie, ale zawsze możemy się poznać.
M: Kim jesteś?- odpisała. Zdziwiła się, bo ta osoba znała jej prywatny email.
S: Widzisz mojego maila?
M: Seksowny24hH? Nie masz imienia?
S: Wolę się nie ujawniać. Jeszcze cię nie znam.
M: Nie znasz mnie?- myślała, że napisał do niej jakiś fan, któremu udało się przechwycić jej maila, a tu taka niespodzianka.
S: To takie dziwne?- odpisał szybko.
M: Nie. Jest idealnie. Czemu piszesz akurat do mnie?
S: Szukam przyjaciół. Może dziewczyny…
M: Nie trafiłeś. Jestem zajęta.
S: Mam nadzieję, że twój chłopak nie będzie zazdrosny jeśli pochatujesz z nieznajomym. Hym?
M: Jest moim mężem.
S: Wow! To ile ty masz lat? 30?- kiedy to przeczytała, oburzyła się. wkręciła się w konwersację.
M: Bez przesady! 24 w tym roku.
S: Sorry.
M: A ty?
S: Jestem tak rok starszy.
- Marla!- zawołał Logan, który pojawił się nagle znikąd na dole.- Widziałaś mój kalendarz?
- Nie. -odpowiedziała szybko.
- Co ci jest? Wystraszyłem cię?- zaśmiał się i wrócił z powrotem na górę.
S: No to jak już nie zostaniesz moją dziewczyną, to może przyjaciółką.- pojawiła się druga wiadomość od niego. Dziewczyna nie wiedziała dlaczego prowadzi tą idiotyczną rozmowę. Może dlatego, że ma nieograniczony wolny czas.
M: Wierzysz, że można się w ten sposób zaprzyjaźnić?
S: Wszystko jest możliwe.
M: Nic o tobie nie wiem.
S: Ja też, ale czy narzekam? Nie robię nic złego…
M: A jeśli jesteś jakimś psychopatą? Zboczeńcem albo gwałcicielem?
S: No coś ty! Te głupie przesądy. Zawsze to musi być ktoś z tych typów wyżej wymienionych?
M: Wolę się upewnić.- nadal jednak się pilnowała.
S: A czy ty nie jesteś żadną z nich?
M: Oczywiście, że nie!
S: To ci wierzę…ha!
M: Co?
S: Próbuję cię rozszyfrować po nazwie. Chociaż Mar00Hen nie daje wiele do myślenia.
M: Za trudne?- uśmiechnęła się do monitora.
S: Za łatwe. Albo to pierwsze litery twojego imienia i nazwiska albo jesteś dziwna. Ale stawiam na to pierwsze, bo nie wydajesz się dziwna.
M: Bo nie jestem. Za to po twoim można się domyślać, że masz wysokie mniemanie o sobie.
S: Znów się mylisz. Tak się nazywam, bo moja dobra koleżanka twierdzi, że jestem seksowny. A ja jestem zwykłym, uroczym mężczyzną.
M: Która koleżanka mówi do kolegi, że jest hot? Może wpadłeś jej w oko.
S: Nie wiem. Nie jestem dobry w relacjach damsko- męskich. Nie gadajmy o tym.
M: A o czym byś chciał?- podniosła brwi.
S: Chciałbym cię poznać.
M: No nie wiem czy to jest dobry pomysł.
S: Nie jestem przekonywujący? Nie dziwię się. piszemy zaledwie kilka minut. Mam pomysł. Będziemy wymieniać się ze sobą informacjami. Ale jest jeden wyjątek…
M: Jaki?
S: Nie określamy tego jak wyglądamy.
M: Serio?- zdziwiła się.- Nie chcesz wiedzieć jak wyglądam? Myślałam, że poproszenie mnie o zdjęcie to kwestia czasu.
S: A czy to aż takie ważne? W dodatku nie wszyscy faceci tacy są. Znowu uległaś pozorom, po raz trzeci.
M: Te przesądy, pozory i stereotypy… To w takim razie z tobą jest coś nie tak.
S: Sądzisz, że jestem ohydnym typem, obrzydzającym i odrażającym?
M: Nie o to mi chodziło.- wyjaśniła.
S: Czy gdyby się okazało, że nie wyglądam jak Brat Pitt, to pisałabyś nadal ze mną?
M: Tak.
S: To wszystko wyjaśnione. Zaczynamy?
M: Kto zaczyna?
S: Kobiety mają pierwszeństwo.
M: No dobrze. Jestem artystką. Wydawałoby się, że potrafię w tym zakresie wszystko, ale nadal nie umiem grać na gitarze. Mój mąż namówił mnie na fortepian. Sam pięknie gra. Uwielbiam śpiewać i tańczyć.
S: Wow. Ja jestem człowiekiem sukcesu, kowalem własnego losu. Wszystko osiągam ciężką pracą, ale sprawia mi to przyjemność. Uwielbiam to robić, to jest najważniejsze. Nic więcej się nie liczy.
M: Pracoholik?
S: Nie-e! Praca jest ważna, ale bardziej liczy się pasja. Zresztą gdybym mógł, wstawałbym późno, a wieczorami degustował wino.
M: No niestety. Też mam pracę, ale nie narzekam. Teraz mam sporo wolnego czasu.
S: Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym.-szybko zmienił temat.
M: A o czym?
S: Opowiedz jaka jesteś…
M: Otwarta na nowych ludzi, umiejąca dotrzymać tajemnicy, można na mnie polegać. Jestem typem kobiety zdolnych do poświęceń, ale też z taki nastawieniem do życia: oby przebrnąć najłatwiejszą drogą. Nie zawsze się udaje.
S: Otwarta na nowych ludzi? Wciąż krąży mi to po głowie.
M: Internet to nie to samo co prawdziwe życie.
- Wychodzę!- Logan zszedł z góry.- Idę do Gustavo załatwić resztę formalności.- założył buty i wyszedł.
S: To spotkajmy się, abyś mogła się otworzyć.
M: Jeszcze nie pora i pomysł ten jest z kosmosu.
S: Dlaczego?
M: Bo jeszcze się nie dowiedziałam jaki jesteś ty.
S: Nie jestem obiektywny w opisywaniu siebie.
M: Umawialiśmy się.
S: Jestem nadzwyczaj inteligentny, dbający o siebie i bliskich, niedawno naprostowałem bałagan w swoim życiu. Na pewno nie jestem typem brutala i egoisty, ale potrafię być niegrzeczny. No nie wspomnę, że ma  poczucie humoru.
M: Rozwalił mnie tekst o brutalu.- uśmiechnęła się do monitora.
S: No wiem. Masz jakieś zwierzęta?
M: Na razie nie, ale mój mąż rozmyślał o psie.
S: Ja lubię takie wielkie, silne, które będą pilnować domu.
M: A ja miłe, słodkie, które lubią się bawić i przytulać. Mój mąż zresztą skusi się na takiego, którego będę chciała.
S: Ciągle o nim gadasz. Aż tak niesamowity jest twój wybranek?
M: Nie ciągle, a może ze trzy razy. I tak, jest niesamowity.- odpisała szybko.
S: Jak ma na imię? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.
M: Logan.
S: Logan? Co to za imię?
M: Najpiękniejsze na literę L.
S: A nie podoba ci się na przykład… Larry?
M: Larry? Tak masz na imię?
S: Nie… przecież tak tylko przykładowo napisałem.
M: Akurat! Zdradziłeś się.
S: Jak chcesz, a ty w takim razie też zdradź swoje imię.
M: Ha ha ha! Masz pecha!
S: Będę zgadywał. Znam pierwszą sylabę.
M: Nie zabronię ci się pobawić.
S: Martha?
M: Nie.
S: Maria?
M: Próbuj dalej.- nieznajomy był blisko, ale nie chciała mu tego pisać.
S: Mara, Margaret, Marcy, Marsylia?
M: Marsylia to nie imię, ale miasto we Francji.
S: Ale jak ładnie brzmi. Skąd wiesz? Może ktoś na świecie tak się nazywa?
M: Ktoś na pewno…
S: Twoje imię nie należy do najpopularniejszych, co?
M: Raczej.
S: Marica, Marina, Marion?
M: Nie-e!
S: Cholera. Nie znam więcej. Powiedz mi, plis.
M: Ale jak ci powiem to możesz sobie to z kimś skojarzyć, bo to imię jest… specyficzne.
S: Daj mi chwilę.- zdziwiła się gdy to przeczytała.
M: Ok.- czekała spokojnie.
S: Już jestem. Znalazłem ciekawe imię w necie. Taka jedna gwiazda ma tak na imię.
M: Jaka gwiazda?- wybałuszyła oczy.
S: Taka jedna wokalistka. Kliknąłem w jej zdjęcie.
M: I co?
S: O rajuśku. Jaka hot. Piękna kobieta.
M: Wiesz… ja muszę już lecieć.- spanikowała. Nie chciała, aby dowiedział się prawdy.
S: Serio? Nie znajdziesz dla mnie odrobiny czasu?
M: To nie jest dobry pomysł żebyśmy ze sobą pisali. W ogóle nie powinnam.
S: Ale co ja takiego zrobiłem? Uraziłem cię czymś?
M: Nie.
S: Ale popiszemy jeszcze kiedyś?
M: Nie będę miała czasu. Cześć.- wylogowała się i zamknęła komputer.
- Marla, jesteś głupia.- powiedziała do siebie. W jej przypadku i każdej innej sławy nie wypadało pisać z takimi ludźmi. To zbyt niebezpieczne. Westchnęła ciężko, wzięła torebkę i poszła do Jo.



* Hejoo. Dzisiaj jak czytaliście było tak chatowo. Przez ostatni czas moje życie to jeden wielki chat, więc się zgadza. Jak myślicie kim jest człowiek po drugiej stronie? Kimś dobrym czy złym? Hmm? Ostatni rozdział tutaj przed świętami :) Jeszcze to pewnie napiszę, ale Wesołych Świąt :*
Do piątku :*

PS DZIĘKUJĘ ZA 30 000 WYŚWIETLEŃ! MOJE ŻYCZENIE SIĘ SPEŁNIŁO. JESTEM TAKA HAPPY!!! AŻ TAK, ŻE CHYBA NAPISZĘ JEDNORAZÓWKĘ. TRZEBA SIĘ ZA TO WZIĄĆ, BO ZASŁUŻYLIŚCIE NA TO, DRODZY CZYTELNICY :) OBY I WASZE ŻYCZENIA SIĘ SPEŁNIŁY




środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 100 i 101 !!!

Logan obudził się z uśmiechem na twarzy. Po raz pierwszy nie wiadomo od jak dawna, mógł tak się wyspać. Wydrwił z budzika, który codziennie budził go z samego rana. Wyciągnął się porządnie. Marla właśnie podniosła się z łóżka. Uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo. Mieli za sobą wspaniałą noc. Oboje zeszli na dół. Elena siedziała przy kuchennym stole, oparta o łokieć. Mieszała łyżeczką herbatę.
- Jak ci się spało?- zapytała ją Marla.
- Ach, nie za dobrze. Pozwoliłam sobie przenieść do drugiego pokoju piętro niżej.
- Dlaczego?- założył ręce Logan.- Wydawało mi się, że ci się podobał bardziej tamten.
- W nocy zmieniłam zdanie gdy do moich uszu zaczęły dochodzić odgłosy ostrego seksu.- znowu zaświeciła szczerością. Para poczerwieniała na twarzy. Zapomnieli się. Nie byli przyzwyczajeni, że z kimś jeszcze dzielą dom.
- Soku?- zmienił szybko temat unikając jej spojrzenia.
- Przecież mam herbatę. Spoko. Przecież wam niczego nie zabraniam. A jak tam wasza praca w LA?
- Ogólnie to jestem po wydanej płycie i koncertach. Mam przerwę, ale chyba wezmę się za coś.- pomyślała o propozycji Camille.
- A ty, Logen?- Elena z uśmieszkiem spojrzała na niego.
- Logan. Podobnie. Na chwilę obecną mam przerwę.
- A co z tym, że chciałeś zostać lekarzem?
- Chciałem, ale zmieniłem zdanie. Długa i ciężka historia. Zresztą teraz nie wyobrażam sobie dokończyć studia, ślęczeć jeszcze nad książkami oraz przechodzić staże. Miałbym jeszcze mniej czasu dla żony i przyjaciół.
- Właśnie!- przypomniała coś sobie.- Ci twoi przyjaciele. Poznam ich kiedyś? Podobno super ciacha.- Logan spojrzał się na nią dziwnie.- No nie patrz tak. Jakieś cztery lata temu widziałam wasze zdjęcie w necie, ale to było tak dawno. Nie mam czasu ganiać za nowościami. Studia były dla mnie najważniejsze. A teraz praca…
- Idziesz tam dzisiaj?
- Muszę się stawić. Oby ten dom przyniósł mi wenę, abym stworzyła cudowny projekt.- kiedy tak gadała, zauważyła, że szatynka przygląda się jej.- Co tam Marla?
- Podoba mi się twoja bluzka.- nie spuszczała wzroku z lazurowego materiału.- Gdzie kupiłaś?
- Sama ją uszyłam.
- Serio?- zachwyciła się.
- Byłam kiedyś na kursie krawieckim. Można było wcielić swój projekt w życie i wyszło mi coś takiego. Podoba ci się?
- Strasznie…
- Ok.- zaczęła ją z siebie ściągać. Siedziała w staniku i ściskała bluzkę w ręce.- Weź ją.- Logan, aby ukryć swój uśmiech widząc tą scenkę, zwinął usta w linkę. Mina Marli była bezcenna.
- Nie. Jak to? Teraz? Nie mogę…- wybąkała.
- Bierz. Uznaj to za prezent. Jak ja mogę wam się odwdzięczyć za to, że mnie przygarnęliście?- wcisnęła jej materiał do ręki.- Nie ma za co.
- Dziękuję…- cieszyła się z takiego gestu, jednak pozbawiła ją odzieży. Elena poprawiła sobie ramiączka w biustonoszu bez żadnego wstydu, jakby uznała, że nadal jest w ubraniu.
- A może w takim razie ubrałabyś coś na siebie, a nie świecisz cyckami.- odezwał się Logan.
- No dobrze.- wstała.- Idę przygotować się do wyjścia.
- Musisz się przystosować, bo tak będzie częściej.- szepnął Marli na ucho.

Elena wróciła z pracy cała w skowronkach. Szef oraz całe grono pracowników miło przywitali ją na pokładzie. Tamto miejsce bardzo przypadło jej do gustu. Kroczyła spokojną uliczką Sunrise Drive. Zbliżała się do domu szybkim krokiem. Nacisnęła na klamkę, ale drzwi były zamknięte. Dzwoniła dzwonkiem ze trzy razy. Nic to nie dało. Nikogo nie było w domu. Wyciągnęła z torebki srebrną komórkę i zadzwoniła do Logana.
- Halo?- usłyszała jego głos.
- Hejka. Wiesz co teraz robię? Stoję pod waszym domem jak ta idiotka…
- Co tak szybko z tej pracy wróciłaś? Dobra, nieważne. My nieprędko wrócimy do domu. Jesteśmy daleko za miastem.- zaczął się tłumaczyć.
- Mogliście jednak dać mi ten klucz.
- Skąd miałem wiedzieć, że nie będzie cię tak krótko?
- To co teraz? Mam jak ten pies tu czekać na was?- spytała.
- Zostań tam. Zaraz ktoś po ciebie przyjedzie. Nie mogę rozmawiać, pa!
- Kto?- te słowo do niego nie doszło, ponieważ się rozłączył.- Świetnie…
Przysiadła na schodach. Czekała tak dziesięć minut. Po tym czasie pod dom podjechał czarny samochód. Nie znała się na autach, ale domyśliła się, że musiało być drogie. Po chwili kierowca wysiadł. Jej oczom ukazał się wysoki szatyn. Kuźwa, jakie ciacho…- pomyślała.
- Hej. Ty jesteś Elena?- podszedł do niej i zapytał swoim cudownym głosem.
- Tak. A ty to kto? Zaraz…- przyjrzała mu się uważnie.- Ja cię skądś kojarzę.
- Jestem James.- wyciągnął rękę i uśmiechnął się pokazując szereg śnieżnobiałych ząbków. Uścisnęli sobie ręce.- Logan kazał się tobą zająć.
- Jesteś jego przyjacielem?
- I to bardzo dobrym. Chodź. Krzywdy ci nie zrobię.- otworzył przed nią drzwi. Wsiadła do nich bez zastanowienia.
- No dobrze… to gdzie jedziemy?- spytała.
- Do mnie.- wzrok sprzed szyby skierował teraz na nią.- Boisz się?
- Wcale nie mimo, że znam cię zaledwie minutę. Jeszcze nikomu tak szybko nie wpakowałam się do auta.- zaśmiała się.- Logan mi nie powiedział, że ma takich…- chciała powiedzieć przystojnych, ale wtedy uznałby, że go podrywa.-… pomocnych przyjaciół. Długo się znacie?
- Od małego.
- I jeszcze cię nie poznałam?- oburzyła się.
- Może nie było okazji.- odpowiedział.- Jesteśmy na miejscu.
- Tak szybko?- wysiadła.- To tu mieszkasz?- spojrzała na willę z zachwytem.
- Tak.- otworzył przed nią drzwi od mieszkania.- Kiedyś we czwórkę tu mieszkaliśmy. Ja, Logan, Kendall i Carlos.
- No tak! Teraz sobie uzmysłowiłam.- klepnęła się w czoło.- Przecież to ty jesteś z tego zespołu, wy wszyscy. Jaka ja jestem nieogarnięta. Mieszkasz sam w takim wielkim domu?
- Nie, sam nie.- w tej chwili pies Jamesa podbiegł do niej i zaczął skakać.
- Jaki prześliczny słodziak!- zaczęła go głaskać.
- Ja?- zażartował.
- Nie. Twój pies.- wystawiła mu język.- Jak się wabi?
- Fox.- odpowiedział krótko.- I chyba cię polubił.
- Fox… ładnie.- uśmiechnęła się.- Mam nadzieję, że będę miała was wszystkich okazję poznać. Prócz Logana i Marli nikogo tu nie znam.
- Teraz znasz i mnie. Carlos mieszka naprzeciwko. Może zorganizujemy wkrótce jakieś spotkanie żebyś mogła nas poznać, co?
- Byłoby bardzo miło.- przytaknęła.
- A ty właściwie kim jesteś dla Logana?
- Kuzynką.- odpowiedziała krótko. Kiedy James to usłyszał, mocno się zdziwił.- Coś nie tak?
- N-nie…- odwrócił się, aby ukryć zaskoczenie. Słyszał o niej wiele historii, ale wydawało mu się, że przed nim stoi zupełnie inna dziewczyna.- Słyszałem trochę o tobie.
- Logan zapewne ci opowiadał jak to się nad nim znęcałam w dzieciństwie.- założyła ręce.
- Nie.- skłamał, co wyszło mu bardzo realistycznie.- O tym mi nic nie mówił, ale chętnie bym posłuchał. Napijesz się czegoś?
- Masz mleko sojowe?
- Eee, nie piję mleka. Od niego choruję.- skrzywił się.
- Wyglądasz jak okaz zdrowia.- spojrzała na jego umięśnioną sylwetkę.- Chorujesz na coś jeszcze?
- Nie.- zaoponował.
- Ja mam uczulenie na orzechy. Wyskakuje mi wysypka, puchnę i duszę się. Straaaaszny widok. A masz sok pomarańczowy?
- A mam!- ucieszył się i podał jej szklankę.- Jesteś głodna?
- Może…
- Czyli tak. Ponieważ moja lodówka jest dość uboga to zamówię pizzę.- chwycił za telefon. Elena w tym czasie usiadła na krześle. Patrzyła jak uroczo bawi się Fox.
- Jak ci się podoba w LA?- wyrwał ją z rozmyślań.
- Czuję się tutaj jakbym miała wieczne wakacje. W Teksasie zimno nie jest, ale tu to co innego. Mam ochotę zwiedzić Hollywood, zobaczyć aleję gwiazd… Może spotkam kogoś sławnego. Och! Głupio to zabrzmiało. Ty jesteś sławny.- zarumieniła się.
- Nic nie szkodzi.
- Mam ochotę zostać tu na stałe. A ty na pewno widziałeś mnóstwo sławnych ludzi…
- Trochę ich było.- uśmiechnął się.- Co tak nagle posmutniałaś?
- Może tego nie widać po mnie, ale nie mogę na razie się tu odnaleźć. To jest miasto przepełnione artystami, utalentowanych ludzi, którzy lśnią każdego dnia. A ja ani nie tańczę, nie gram, nie śpiewam. Jestem zwykłą projektantką wnętrz.- oparła się o łokieć.
- Głupoty gadasz. Miasto jak każde inne. Tu też mieszkają zwyczajni ludzie. Co ty myślałaś? Że w co drugim domu mieszka jakiś sławny aktor? To tylko pozory. Jak tu pomieszkasz to zobaczysz. Fakt. Tu mieszka chyba najwięcej sław, ale bez przesady.
- Też myślałeś kiedyś tak jak ja?
- No jasne.- potwierdził.- Wszystko było zupełnie inne, ja też. Ale to stare dzieje.- machnął ręką.
- Spoko. Nie musisz się tłumaczyć.
- Pozwól, że zostawię cię na chwilkę.- wstał i poszedł do innego pomieszczenia.
Elena znów pogrążyła się w przeróżnych myślach. Kiedy James wrócił wpatrzyła się w niego tak bez celu.
- Co się nie odzywasz?- spytał.
- A tak sobie myślę…
- Nad czym jeśli mogę wiedzieć.
- A takie głupoty. Nie powinnam.- spuściła głowę.
- No weź, nie wstydź się mnie.
- Znamy się za krótko. To nie na miejscu żebym cię o to pytała, choć jest to dziwne, bo zawsze otwarcie mówię o tym co myślę.
- O, chyba pizza przyjechała.- zerknął przez okno James.
- Tak szybko?- zdziwiła się.
- Czego ja nie potrafię. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci wegetariańska?
- Wprost przeciwnie. Jest idealnie.- posłała mu szczery uśmiech.


ROZDZIAŁ 101


Elena wcisnęła w siebie dwa kawałki pizzy. James namawiał ją, aby zjadła więcej, ale odpowiedziała, że jej żołądek może tego nie wytrzymać. Na stole został jeden kawałek, a resztę zjadł szatyn. Zabrał talerze i odłożył je do zmywarki.
- Chcesz poznać chłopaków?- spytał patrząc przez okno.- Bo właśnie tu idą.
- Serio? Też są tacy przystojni?
- Nie mnie to oceniać, ale każdy wie, że to ja jestem najprzystojniejszy.- wyszczerzył się.
- Król skromności…- odparła. Po chwili w mieszkaniu pojawiła się dwójka przyjaciół.
- Siemaneczko!- przywitał się z Jamesem chłopak o ciemniejszej karnacji. Kiedy jego wzrok natrafił na Elenę zwinął usta w literę u.- A co ta za pani?- uśmiechnął się szczerze. Za nim stanął blondyn z podobnym wyrazem twarzy.
- To jest Elena. Moja nowa znajoma.
- Cześć, jestem Kendall.- przedstawił się zielonooki miodowłosy.
- Hej.- odpowiedziała.
- Tia, już. Ile czasu się spotykacie?- Latynos szturchnął Jamesa w ramię.- Gadaliśmy o dziewczynach i nic nie wspomniałeś.
- Znamy się godzinę, ciołku!- warknął.
- Ok. Nie wiedziałem, że taki szybki jesteś.- miał taką minę jakby w ogóle mu nie wierzył. Podszedł do wiśniowłosej.- Carlos jestem. Możesz mi mówić Carlito albo Los.
- Ale ty jesteś wesoły.- powiedziała.
- Zawsze i wszędzie.- odpowiedział. Zwinął ze stołu ostatni kawałek pizzy.
- Carlito jest jednak najbardziej irytującą i denerwującą osobą jaką znam.- opisał go James.
- Staram się jak mogę. Ha ha!
- Za to Kendall udaje miłego, ale w głębi duszy jest królem ironii. Jego marzeniem jest stworzenie riposty, która mnie zgasi, ale jest wprost przeciwnie.
- Dzięki, mój przyjacielu.- burknął Kendall klepiąc Jamesa bratersko po plecach.
- Widzisz?
- Wow.- powiedziała.- Jesteście super. Tacy inni niż reszta gwiazd, prawdziwi i w ogóle… Będę musiała poważnie skarcić Logana za to, że nas ze sobą nie poznał.
- Znasz go?- blondyn podniósł gęste brwi.
- No właśnie…- zaczął szatyn.- Bo wy jeszcze nie wiecie kim jest Elena.
- Modelką?- strzelał Carlos.
- Nie w tym sensie, ciołku!
- Twoją opiekunką?- kontynuował.
- Bo cię strzelę!- podniósł rękę.
- No już gadaj , bo się niepokoję.- założył ręce Kendall.
- Logan nigdy nie opowiadał wam o swojej kuzynce?- spytała dwójkę nowo poznanych znajomych.
- Ohohohoho, opowiadał!- Carlosowi zaświeciły się oczy.- Mówił, że wygląda niepozornie, ale to szatan wcielony. Wspomniał, że gdyby nie była dziewczyną to porachowałby jej wszystkie kości, bo jest to osoba tak nieznośna, że po pierwszym zdaniu nie chce się jej słuchać.- James pokazywał mu potajemnie znaki żeby skończył, ale on nie brał tego do siebie.- Narzekał, że kiedyś się nad nim znęcała, biła i takie tam. Coś tam jeszcze wspominał… jak ją tam nazwał?- zamyślił się. James schował twarz w dłonie.- Co mi James tak pokazujesz? No zresztą teraz sobie nie przypomnę… No i chyba imię miała podobne. Eliza, Alana…
- Elena.- poprawiła.
- Tak samo?- ucieszył się. James spojrzał na niego jakby był skończonym debilem, a Kendall przegryzł wargę. Domyślił się.
- Carlos.- zaczął Kendall.
- Czego?
- To chyba jest ona.- odpowiedział.
- Pozwól, że jeszcze raz się przedstawię.- zbliżyła się do niego spokojnie.- Elena Henderson. Diablica i kuzynka twojego przyjaciela.
- Carlos zrobiwszy się czerwony na twarzy jak burak, spostrzegł, że po raz kolejny zaliczył gafę w swoim życiu przepełnionym już od samych porażek.- powiedział James głosem lektora jakby opowiadał to zdarzenie.
- Sorry…- skrzywił się ze skruchy Los.- Nie wiedziałem. Trochę inaczej cię opisywał. Nie skojarzyłem.
- Nie ma sprawy.- uspokoiła go.- Czasami bywa, że zmieniam image. Jeszcze niedawno miałam czerwone pasemka.- James na słowo pasemka pobladł na twarzy. Kendall to zauważył jednak szatyn szybko doprowadził się do wcześniejszego stanu.
- Uff, kiedyś ci to wynagrodzę. Jeśli mogę stwierdzić to nie jesteś taka straszna.
- Logan opowiadał wam bajeczki z dzieciństwa. Jesteśmy już dorośli. Sporo się zmieniło.
- Kto jest diabłem, nim pozostanie.- zażartował Kendall.
- Grabisz sobie blondyneczku, oj grabisz.- zmrużyła oczy.- Co mi się tak przyglądasz?
- Szukam podobieństwa.- nie przestawał jej obserwować.- Chyba macie takie same oczy.
- Taa!- wywrócił oczami Carlos.- Z której strony? Brałeś LSD?
- Spadaj. Nie wyzywaj mnie od ćpuna!
- Może kolor taki sam.- przyznała trochę racji uśmiechając się.
- Kości policzkowe!- blondyn dotknął jej policzka.- Dołeczków nie masz, ale macie podobne policzki jak się uśmiechasz.
- Chodzący test DNA!- zaśmiał się Los.- Elena, od której strony jesteś? Córka jego wujka czy siostry jego matki?
- Kurde, tępy jesteś?- spytał go Kendall.- Skoro mają takie same nazwisko to raczej nie od jego ciotki.
- Wszystko się może zdarzyć, ale to prawda.- potwierdziła.
- Gafa numer dwa!- wyszczerzył się James.- Wybacz mu. Przestał myśleć odkąd skończył liceum.

James wieczorem przywiózł Elenę do domu. Dziewczyna pomachała mu i patrzyła jak odjeżdża. Weszła do mieszkania. Kiedy zauważyła Logana, szybkim krokiem podążyła ku niemu.
- Szatan? Wcale taka nie jestem!- tupnęła nogą jak mała dziewczynka.
- Wiedziałem…- westchnął.- James?
- Nie, Carlos.- poprawiła.- Dlaczego przez całe życie ukrywałeś ich przede mną. Masz niesamowitych przyjaciół.
- Może dlatego, że ich lubię.- zaśmiał się.
- Ha, śmieszny jesteś…- zironizowała.- Mam do ciebie żal. I mógłbyś w końcu zapomnieć o tych wszystkich rzeczach z czasów młodości. Aż tak to cię boli?
- Nie. Ale nadal jesteś wredna na swój indywidualny sposób, jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć.
- Powiedz co cię tak boli? Co ja ci takiego zrobiłam?
- Jesteś zmęczona?
- Nie.
- To dobrze, bo mi noc zejdzie na opowiadanie tego. Nie mam do ciebie żalu o twoje głupie zabawy, docinki i wyżywanie się nade mną. Masz rację, to było kiedyś. Nawet tak z czasem to zaczynam się z tego śmiać.- nie krył swojego uśmiechu.- Pamiętasz gimnazjum i jak odwiedziłaś mnie na Halloween? Chciałem, abyś przebrała się w coś strasznego, w coś czego ludzie będą się bali. A ty co zrobiłaś? Przebrałaś się za mnie. Założyłaś moje ubrania i straszyłaś małe dzieci. Było tak ciemno, że ludzie pomyśleli, że to rzeczywiście byłem ja. I do kogo potem mieli pretensje ich rodzice? Do mnie.
- To nie było najlepsze.- poprawił jej się humor.- Nie lubiłam twojej nauczycielki od wychowania do życia w rodzinie. Wrzeszczała na mnie, pamiętasz? W Halloween złożyłam jej miłego psikusa.
- Wylewałaś sok porzeczkowy na podpaski i rzucałaś nimi w jej drzwi.
- A mokre tampony przyklejały się do ściany!- wybuchła śmiechem.
- W szkole dostałem ochrzan za ciebie!- rzucił w nią poduszką.
- Ha ha!- oddała mu. Zaczęła się wojna na poduszki.- To co? Jest między nami ok?
- Ok.
- Ale i tak będę cię denerwować Logen, czy Loggie Bear jak to mówi James. Denerwowanie cię sprawia mi przyjemność.
- Diablica!- rzucił się na nią z poduszkami. Do mieszkania weszła Marla.
- Co tu się dzieje?- spytała.
- Bawimy się?- odpowiedziała pytaniem Elena leżąc na podłodze.
- Aha. Logan. Nie potrzebujemy dzieci, bo jedno już mamy.- wskazała na nią palcem. Uśmiechnęła się i poszła dalej. Kiedy zniknęła na górze, Logan z powrotem zaczął wojnę na poduszki.





~.*~.*~.*~.*~ Seteczka za nami. Jupiii! ~.*~.*~.*~.*~.*~
Tak niewielu blogerów dotąd dochodzi :D


* I wypadło tak, że akurat ten rozdział wypadł jako setny :) Jejuśku to już ponad 100!!! Jak to zleciało...  Ale mam tempo :D W prawie 11 miesięcy 101 rozdziałów... Jestem miszczem. Dziękuję wszystkim, że wytrzymaliście z czytaniem do tej pory, bo będzie więcej :D Kilka osób do mnie pisało i w komentarzach, że Elena rozwala system. Nie pytajcie mnie tylko skąd pomysł na podpaski i tampony przyklejające się do ściany :D To taki sekrecik :P
Może to Was zasmucić, choć nie powinno, ponieważ trzeba wrócić do normalności. To jest ostatni sklejony post z dwóch rozdziałów. Nawet jeśli jakimś razem trafi się serio krótki rozdział to już taki zostanie...


Dlaczego? Zauważyliście me tempo. Nie chcę szybko skończyć tego bloga. Kocham go :*
Druga sprawa!
Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami okresu świątecznego i zapierdzielu na studiach jestem zmuszona do publikacji PPP RAZ W TYGODNIU!

( Zawsze mam bekę z tego gifa )

Mam nadzieję, że zrozumiecie. Tak, tak. Fajnie, że nie muszę pisać rozdziałów. Fajnie, że nie ma sytuacji typu " Przepraszam, ale rozdział się nie pojawi, bo jestem zasypana nauką/ jestem chora/ wylatuję na Majorkę prostować banany." Jednak przed publikacją rozdział trzeba przeczytać jeszcze raz, sprawdzić błędy i dopisać coś od siebie, a jak mam to zrobić jak mi brakuje nawet czasu na sen? Mogę Wam powiedzieć, że od 22 grudnia do 7 stycznia będę miała wolny tylko tydzień od wszystkiego. Trzeba pracować jeszcze... A ten tydzień oddaję się mojej rodzinie i wypoczynkowi fizycznemu i psychicznemu. Ostatnio mam problemy ze zdrowiem i coś z tym trzeba zrobić. Więc mam nadzieję, że rozumiecie. OD DZISIAJ DO DNIA 7 STYCZNIA ROZDZIAŁY BĘDĄ PUBLIKOWANE W PIĄTKI! Potem wszystko wróci do normalności.

Mam nadzieję, że będziecie ze mną do samego końca. A zobaczycie jak to szybko zleci. Jeszcze w tym tygodniu ten piątek się zalicza, więc do najbliższego piątku :*

PS Czytaliście już rozdział drugi na TWTN? Jak nie to zapraszam :)



sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 99

Nadszedł ten dzień kiedy miała przylecieć Elena. Logan miał jechać po nią na lotnisko za dwie godziny, Marla w tym czasie kończyła przygotowywanie jej pokoju. Była dość przejęta. Wczoraj mąż opowiadał jej tysiące niepokojących informacji na jej temat. Nie chciała o tym myśleć. Wciąż zapierała się, że to było kiedyś. Byli młodzi i niedojrzali. Jej przyjazd przeżywała bardziej niż sam Logan. Ten podszedł do tego dość sceptycznie. Szatynka chciała wywołać dobre pierwsze wrażenie. W końcu to była jedyna kuzynka Logana i będzie tu mieszkać przez jakiś czas. Potrawa, którą przyszykowała na dzisiejszy obiad jeszcze dochodziła do siebie. Szybko poszła do łazienki. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Logan! Otwórz! Jestem w łazience!- krzyknęła.
- Już idę!- brunet podbiegł do drzwi. Nacisnął na klamkę.
- Logaaaaan!- przed drzwiami pojawiła się ładna dziewczyna. Jej promienna cera idealnie komponowała się z burzą wiśniowych loków opadających na piersiach. Tęczówki przypominały kolor ciemnych rodzynek. Pod zadartym noskiem widniał szeroki uśmiech. Wesołe kości policzkowe dodawały uśmiechowi szczerości. Od całej jej osoby emanowało mnóstwo energii. Miała na sobie turkusowe leginsy imitujące jeansowy materiał oraz zwiewną, mleczną bluzkę z dekoltem w łódkę. Rzuciła swoje bagaże i rozpostarła ramiona, aby uściskać bruneta.
- Elena?- zawahał się Logan w uściskach kobiety. Jej nowy image zupełnie ją zaskoczył . Mógł się spodziewać, że znowu zmieni fryzurę, ale ona zmieniła się w pełnej krasie. Znacznie schudła. Uśmiechała się non stop swoim rzędem równych ząbków, innych niż wcześniej. Puściła go z objęć.
- Nie poznajesz siostrzyczki?
- Nie poznałbym cię gdybyś się nie odezwała.- podrapał się po głowie jeszcze raz lustrując ją wzrokiem.
- No co ty.- pozwoliła sobie wejść targając dwie walizki. Logan szybko jej wziął od niej.- Niewiele się zmieniłam.
- Miałem przecież jechać po ciebie na lotnisko.
- No tak. Pomyliłam się z godzinami. No i suprajs!- w tym samym czasie Marla wyszła z łazienki.- A ty to jesteś pewnie żona Logana, Maria.
- Marla.- poprawiła ją. Uścisnęły sobie ręce.
- Ach tak! Przepraszam.- rozejrzała się wokół.- Jejuśku! Jak wy sobie tu ładnie mieszkacie… To już dwa lata, co?
- Rok.- znowu ją poprawiła.- A raczej prawie rok. Czekamy na rocznicę.- uśmiechnęła się.
- Sorry, ale jestem trochę nieogarnięta.- położyła torebkę na krześle.- Jak ten czas szybko leci. Jestem wykończona podróżą.
- Zrobić ci coś do picia?- zapytał Logan.
- Macie mleko sojowe?
- Nie, ale mogę skoczyć do sklepu.- zaoferował.
- No to ubieraj kurteczkę i pędź. Poczekam na ciebie.- odpowiedziała. Logan za jej plecami spojrzał na Marlę z miną: A nie mówiłem.- Albo wiesz co? Zatrzymaj się. Nie musisz się tak trudzić. Nie pogardzę też wodą z lodem.
- Proszę.- szatynka szybko wręczyła jej szklankę z wodą.
- Ach, gracias.- wypiła duszkiem. Elena przyjrzała się jej uważnie. Marla poczuła na sobie je wzrok.- Ładna jesteś. Logenowi się poszczęściło.- wstała i ją uścisnęła.- Sądzę, że zostaniemy wkrótce przyjaciółkami.- to się stało tak szybko, że dziewczyna nie zdążyła zareagować na słowa wiśniowłosej.
- Elena, pokażę ci twój pokój.- wtrącił Logan.- I nie mów do mnie Logen. Wiesz, że nienawidzę jak przekręcasz moje imię.
- Najpierw weź mi ty pokaż łazienkę, bo wezmę się kuźwa posikam.- brunet wskazał jej palcem drzwi. Szybko za nimi zniknęła.
- Wygląda trochę inaczej niż ją opisywałeś.- szepnęła mu na ucho żona.
- Ja też nie spodziewałem się, że aż tak się zmieni. I jak tam pierwsze wrażenia?
- Cicho to tu nie będzie. Jest strasznie wygadana. I żywiołowa. Fajna…- podsumowała.
- Oby nie było z nią problemów.
- Nie jest zła.- dodała.- Tylko specyficzna. Nadal nie widzę podobieństwa między wami.
- Już jestem!- wróciła Elena.
- Chodź pokażę ci dom.- Logan położył jej rękę na plecach i skierował na górę.

Nadeszła pora na obiad. We trójkę zasiedli do stołu.
- Już zaraz coś zjecie.- poinformowała ich Marla gdy wyciągała naczynie z piekarnika.
- Super.- Elena zatarła ręce.- Umieram z głodu. Raz byłam taka głodna, że jadłam śnieg. Pamiętasz Logan? To chyba u ciebie.
- Tak.- przytaknął.- A potem celowo wylałem na niego oranżadę, abyś pomyślała, że zjadłaś obsikany śnieg. Pobiegłaś do łazienki z płaczem. To był jedyny moment kiedy widziałem cię w takim stanie. Musiałem się zemścić za te wszystkie krzywdy.
- A pamiętasz co było potem?
- Co było?- wtrąciła Marla.
- Przybiła mnie gwoździami, przez moje ubrania, do starej szopy.- odpowiedział za nią.
- Kurczak gotowy!- szatynka wyłożyła danie na stół.
- Kurczak?- jęknęła kuzynka.
- Jest jakiś problem?- spytała.
- Nie jem mięsa.- odpowiedziała wprost.
- Pamiętam, że je uwielbiałaś.- dodał Logan marszcząc brwi.
- Ale już nie jem. Nie widzisz jak wyglądam? Przeszłam na specjalną dietę.
- Na szczęście mam jeszcze sałatkę.- Marla położyła przed nią wielką miskę sałatki.- Częstuj się.
- Dzięki.- nałożyła sobie sporą porcję.
Kiedy jedli, rozmowa dalej się toczyła.
- Opowiedz co tam się u ciebie działo przez te ostatnie lata.- powiedział Logan kiedy przełknął kawałek kurczaka.
- Życie jak życie. Nic ciekawego, choć potem na pewno mi się przypomni multum historii. Teraz zostałam ze złamanym sercem. Ten tępak Tom, którego raz miałeś zaszczyt poznać, zdradził mnie z moją przyjaciółką. Myślałam, że powyrywam tej zafałszowanej larwie wszystkie kudły i przerobię na szczotę do kibla, abym mogła pałać się tym widokiem w nieskończoność jak spuszczam ją w towarzystwie wody sedesowej.- mówiąc to zacisnęła zęby i wbiła ze zgrzytem widelec w liść sałaty z miną mordercy.- Ale obiecałam sobie, że nie będę już wyżywać się na ludziach, więc po prostu dostała po mordzie, a Tom po swoich małych klejnotach.- westchnęła. Marlę wmurowało. Zabrakło jej słów.
- Aha…- Logan rozwarł wargi patrząc na dziwne zachowanie Eleny. Postanowił szybko zmienić temat.- A jak ci szło na studiach?
- To było coś czym może w dzieciństwie nie interesowało mnie. Dopiero po liceum odkryłam tę pasję. Na początek mama odradzała mi ten kierunek.
- Przecież architektura to dobry zawód. Zawsze miałaś bujną wyobraźnie, więc dlaczego nie?
- Też jej to mówiłam. Tata jak zawsze zgadzał się ze mną. Jak on to mówił: Jeśli moja córcia chce zostać architektem wnętrz to niech nim zostanie.- sparodiowała głos wujka Logana.
- Wnętrz.- powtórzył dość wyraźnie brunet. Tego nie wiedział.
- Tak. Fachowo jest to architektura, ale większość i tak myli to z projektowaniem. Może to zależy od miejsca? Ponieważ byłam najlepsza na roku, wysłano mnie tutaj do LA na specjalny staż. Jak mogłam tego nie przyjąć? Jeśli zlecenie, które wykonam im się spodoba, dostanę tu pracę na stałe.- wzięła łyk wody.- Ciągle paplamy o mnie. A wy to co?- zerknęła raz to na nią, raz to na niego.-Planujecie dzieci?- na te słowa Logan zakrztusił się kawałkiem mięsa.
- Logan!- szatynka zaczęła klepać go po plecach.
- Przepraszam na moment.- odszedł od stołu prosto do łazienki.
- Powiedziałam coś nie tak?- spytała Elena.
- Nie jesteśmy jeszcze gotowi na dzieci…- podrapała się po głowie.
- Rozumiem. Ach, bardzo chciałabym zostać ciocią.
- Wszystko pod kontrolą.- Logan wrócił do stołu.
Resztę dnia spędzili na dalszych rozmowach.

Kiedy James otworzył oczy, zdał sobie sprawę, że spał na kanapie w salonie. Spojrzał na zegarek, a następnie złapał się za głowę. Już po trzynastej?- powiedział swoim wewnętrznym głosem. Przetarł delikatnie powieki. Złapał za telefon, który leżał obok opróżnionej butelki wina. Po chwili do jego uszu doszedł szczekanie Foxa, który ożywił się nerwowo kiedy jego pan wstał. Nasypał mu szybko karmy do miski i zostawił uchylone drzwi, ponieważ nie miał ochoty na spacer z psem. Usiadł zmęczony mierzwiąc swoje włosy. Podniósł następnie głowę, a w oczy rzuciła mu się mała komódka. Przyglądał się jej z lekkim przestrachem. Zastanawiał się czy podejść tam czy nie. Tak długo wytrzymał nie zaglądając tam. Myślał, że dał radę. Jednak to było silniejsze od niego. Złapał za uchwyt i pociągnął w swoją stronę. Wyjął stamtąd fotografię i natychmiast uśmiechnął się pod nosem. Przejechał po niej palcem mając nadzieję, że może w ten sposób poczuje bliskość tej osoby, ale tak się nie stało. Po czasie do ręki wpadł mu pognieciony kawałek papieru. Rozprostował go jeszcze raz, lecz nie przeczytał. Dobrze wiedział co tam jest napisane i nie chciał czytać tego jeszcze raz.
- James?- nagle w mieszkaniu pojawił się Carlos.
- Co ty tutaj robisz?- spytał.
- Chciałem zapukać, ale drzwi były otwarte.- chciał zacząć swój temat, ale zobaczył rzeczy, które trzymał James. Ten machinalnie schował je z powrotem do szafki.- Co to było?
- Nic...- wbił wzrok w podłogę.
- James.- podszedł do niego.- Widziałem. Czemu nadal to trzymasz? To tylko tobie szkodzi. Pozbądź się tego. Spal.
- Nie mogę.- jęknął robiąc żałosny wyraz twarzy,- Nie mogę...
- To ja to zrobię.- zadeklarował się.
- Nie!- podniósł głos, jednak szybko się uspokoił.- Przepraszam.
- Czy ty nie rozumiesz, że to wszystko nie ma sensu jeśli o niej nie zapomnisz? Po co trzymasz jej zdjęcia? Po co trzymasz to wszystko? Twoje serce jest pełne ran. Z czasem się zagoją, lecz gdy otwierasz tę szafkę, robią się na nowo. Kiedy robisz postępy, znów wracasz do przeszłości. To błędne koło. Byłeś dziś u terapeutki?
- Nie byłem. Wstałem niedawno.
- Widzę.- spojrzał na butelkę wina. Zapadła cisza.- A może ty nie chcesz o niej zapomnieć?
- Ja ją nadal kocham.
- Oprzytomnij.- spojrzał mu prosto w oczy.- Ja rozumiem, ale ona nie wróci. Skoro ci to zrobiła to nigdy cię nie kochała. Nie tak bardzo jak ty, więc nie jest tego warta. Ty o niej myślisz, ona o tobie teraz nie. Jaki jest sens chodzenia do tego terapeuty w takim razie? Przecież myślałem, że chociaż pomoże ci przestać myśleć o niej.
- Może i pomógł, że nie myślę o niej cały czas, ale zawsze będę ją pamiętał.
- Wiesz czego ty potrzebujesz?- spytał już z lepszym humorem. James pokręcił tylko przecząco głową.- Dziewczyny.
- Boooże Caaarlos.- wywrócił oczami.- Mogłem się domyśleć. Ile jeszcze będziesz to powtarzał?
- Ale to prawda. Musisz się na nowo zakochać.
- Już nigdy nie pokocham nikogo tak samo jak ją. Taka miłość jest tylko jedna. Znam już chyba całe to miasto. Nagle nikogo nie spotkam i nie będzie z tego wielkiej miłości. Takie jest życie. Może lepiej będzie nie pakować się w nic innego. Nie będę musiał wtedy cierpieć.
- Chcesz być sam do końca życia? Ty? James Maslow? Jeden pyk i już wyrywasz laseczkę.
- To było kiedyś.- westchnął.- Teraz nie jestem tym samym Jamesem co kiedyś.- odwrócił się opierając ręce na meblu.- Zmieniłem się, ale teraz czuję, że coś we mnie umarło. To jest straszne uczucie czuć w sobie te obce...coś. Nie wiem jak to nawet nazwać. Jestem, żyję, ale nie mam z tego żadnego szczęścia.
- A my? Przyjaciele?
- Wiesz o co mi chodzi.- odparł.- Cieszę się, że was mam. To jedyna rzecz jaka mnie jeszcze tu trzyma. Ale wy macie też swoje życia. Ty i Logan macie żony, Kendall się oświadczył... a ja stoję w miejscu. Patrzę jak wszystko wokół mnie się rusza, ale nie ja sam. Ani kroku w przód...
- Oj, poetycka filozofia się zaczyna. Chodźmy stąd. Rozerwiemy się przy piwku. Nie akceptuję odmowy.- uśmiechnął się. Jamesowi lekko uniosły się kąciki ust. Zgodził się. Tak jak powiedział jego przyjaciel, nie miał innego wyboru, a dobrze wiedział, że ten nie odpuści.








* No i poznaliście Elenę. Jej buźka widoczna będzie w zakładce z Bohaterami z samego rana gdy dosiądę do kompa. Dzisiaj króciutko. W sumie nie mam głowy teraz do pisania. Jestem padnięta. W informacjach po prawej znajdziecie linka do pewnej rzeczy huehue :)
Do środy :*


# Translate

# Znajdź rozdział