Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Big Time Tragedy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Big Time Tragedy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 154

Przykra wieść o śmierci Lucy Stone szybko się rozeszła. Wśród jej rodziny z najbliższymi oraz jej fanami nastała żałoba. James nie spał przez ostatnie dwa dni. Wyglądał jak wrak człowieka. Zupełnie się zapuścił, nie zależało mu na niczym. Prawie nic nie jadł i nie pił. Carlos znów zaczął go natarczywie odwiedzać i się martwić. Wszystko wróciło nie do normy, znowu. Znowu to przeżywał. Coś w rodzaju de ja vu. Jednak dziś musiał wziąć się za siebie. Oporządził się w łazience. Ułożył fryzurę. Następnie ubrał się w przygotowany wcześniej czarny garnitur. Założył na nogi czarne pantofle, wziął bukiet kwiatów w rękę i wyszedł z mieszkania. Alexa i Carlos czekali na niego pod domem. Mieli go zabrać razem ze sobą na pogrzeb. Bez słowa otworzył tylne drzwi od samochodu. Państwo Pena spojrzało po sobie porozumiewawczym wzrokiem, a następnie wsiedli do auta.


Kościół pękał w szwach. Przyjechała jej cała najbliższa rodzina, dalsza również, znajomi ze szkoły, studiów, pracy, przyjaciele i w dodatku Diana i Jason z zespołu, który jeszcze niedawno jeszcze razem tworzyli. Odwołali koncert, aby móc przyjechać tu dzisiaj. James nie widział Eleny w kościele. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Spojrzał pytająco na Logana. Ten tylko wzruszył ramionami.
Na cmentarzu znów ponowiły się gorzkie płacze. Najgorzej przeżywała to matka Lucy. Żal było nawet na nią spojrzeć, ponieważ sam jej widok wzbudzał ból w sercu. James cały czas był otępiały. Nie miał sił na okazywanie swych uczuć. Wszystko to zalegało w nim, dusił emocje w środku sprawiając mu cierpienie. Ojciec Lucy położył mu rękę na ramieniu. Jej rodzice nadal myśleli, że byli razem, jednak nikt nie chciał mówić prawdy. Szatyn położył kwiaty na jej grobie, który następnie

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 153

Kendall wyciągnął Logana z sali gdzie leżała jego żona. Blondyn zamknął drzwi na klamkę i złapał się za głowę. Następnie pociągnął go ze sobą w stronę wyjścia ze szpitala. Logan w połowie drogi wyrwał się z jego uścisku.
- Kend, co ty robisz?
- Nie chciałem tego mówić przy Marli żeby się nie zdenerwowała, ale James…- urwał szybko oddychając.- Zresztą sam zobaczysz. Potrzebuję dobrego negocjatora. Ty wystarczysz.
- Gdzie on jest?- spytał trochę wyprowadzony z równowagi.
- Z Camille na zewnątrz. Szybko, bo może być za późno!
Wybiegli ze szpitala w stronę mostu, który łączył teren szpitala z resztą miasta. James stał na barierce. Logan wybałuszył oczy. Czy on chce skoczyć?- pomyślał. James spojrzał się za siebie zobaczyć kto jeszcze dołączył do grupy wsparcia Kendalla. Kiedy zobaczył Logana, pokierował swój zdesperowany wzrok z powrotem w dół gdzie znajdowała się ruchliwa jezdnia.
- James!- zawołał brunet.- Zejdź na ziemię!
- Po co?
- Jak to po co?- podniósł brwi.- Chcesz drugi raz popełnić ten sam błąd? Popieprzyło cię do reszty?
- Nie, czuję się świetnie.- odpowiedział ironicznie szatyn.- Drugi raz nie zniosę takiego ciosu.
- Dzwonię do Eleny.- Logan wyciągnął telefon.
- Nie odbiera! – uprzedził go Kendall.- Po tym co widziała to się nie dziwię.
- O czym wy mówicie?- spytał szatyn.
- O niczym.- odpowiedział. James nie wiedział, że cały monolog do Lucy słyszała Elena, która od razu po tym wybiegła ze szpitala.

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 152

Logan otępiał po słowach Jamesa. Powoli dochodziło do niego, że dziewczyna, którą ostatnio tak okrutnie potraktował, nie żyje. Zrobiło mu się przykro. Gdyby wiedział, nigdy by tak nie postąpił. Nie czuł już do niej żalu. Znów poczuł jakby była jego dobrą dawną koleżanką. Zawsze pewną siebie, energiczną i zdolną dziewczyną. A teraz już jej nigdy więcej nie zobaczy. Ścisnęło go serce gdy zobaczył Jamesa w tak opłakanym stanie. Następnie przeniósł wzrok na Marlę. Przestraszył się. Dziewczyna zbladła i wyglądała jakby zaraz miała zemdleć. Podparła się o ścianę. Logan złapał jej opadające ciało w ostatniej chwili chroniąc głowę przed zderzeniem z podłogą. Leżała nieprzytomna w jego ramionach.
- Marla!- zawołał jej imię wciąż gdy trzymała ją na swoich kolanach twardo przyklejonych do podłoża.- Zawołajcie lekarza!
- O matko!- wstał Kendall gdy ich zobaczył. Pobiegł do lekarza. James też wyglądał źle, więc jedna z pielęgniarek zabrała go ze sobą, aby dać coś na uspokojenie. W tle wciąż nie ucichał rzężący płacz Camille.- Tutaj!- blondyn wskazał drogę lekarzowi.
- Co się stało?- zapytał doktor Logana.
- Żona zemdlała, nie widać?!- wydarł się na niego brunet.
- Proszę nie krzyczeć. Czy choruje na coś?- kontynuował.
- Nie, no skąd.
- Ona jest w ciąży.- oznajmił mu Kendall. Przysiągł jej, jednak sytuacja byłą tak poważna, że musiał myśleć teraz o dobru jej i dziecka.
- Co?!- Logan zmarszczył brwi. Rozchylił wargi z niedowierzania. Te słowa obijały się wciąż w jego uszach.

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 151

Marla wyczekiwała Logana w domu. Niedługo pierwsza wizyta u ginekologa i chciała, aby jej mąż przy tym był. A jeśli ma się tak stać to musi być przy niej. Była zdeterminowana na tyle, aby wyznać mu prawdę. Mówiła pod nosem wiele razy tę kwestie. Ćwiczyła przed lustrem. Spojrzała na zegarek. Lada chwila powinien być. Nie chciała tego odwlekać na kolejny dzień bo z każdym dniem denerwowała się coraz bardziej. A to było niewskazane w jej stanie. Usłyszała przekręcanie klucza w zamku, więc szybko zajęła swoje miejsce. Złapała przypadkową gazetę i udała, że czyta ją od dawna. Logan spojrzał na nią i uśmiechnął się kręcąc głową.
- Co cię tak śmieszy?- spytała.
- Od kiedy interesuje cię motoryzacja?- wskazał palcem na magazyn motoryzacyjny.
- Nudziłam się to sobie czytałam.- odłożyła gazetę.
- To wróć do pracy jak ci się tak nudzi.
- To raczej jest niemożliwe.- czuła, że rozmowa kieruje się z dobrą stronę.
- Jak chcesz.- o dziwo nie drążył dalej tego tematu.- Pieniędzy nam nie brakuje.
- Aha… - wstała.- Hendi…-objęła go od tyłu.- Chciałam cię przeprosić za rano. Poniosło mnie.
- Nic się nie stało.
- Bo ja muszę ci coś powiedzieć ważnego.- zaczęła. Logan na te słowa odwrócił się do niej.
- Ja wszystko wiem.- uśmiechnął się.
- Co wiesz?- przestraszyła się.
- Też cię kocham.- pocałował ją.
- Logan…- jęknęła w jego objęciach.- Wciąż mi przeszkadzasz mi coś powiedzieć. Muszę ci się wytłumaczyć z mojego dotychczasowego zachowania.

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 150

Lucy wpuściła Jamesa do środka. Po tym co jej powiedział, nie mogła go zostawić na korytarzu. W absolutnej ciszy skierowali się do salonu. Lucy nie wierzyła w to, co usłyszała. To znaczy, miała takie nadzieje, jednak nie wiedziała, że przyniesie to taki szybki efekt. Poszła do kuchni zaparzyć herbaty. Gdy wróciła, uśmiechnęła się serdecznie. Szatyn wziął od niej filiżankę. Wypił łyk gorącego napoju, a następnie odłożył porcelanę na stół.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że zgodziłeś się. To dla mnie bardzo ważne.
- Tia…- westchnął. Nie wiedział co ma jej więcej powiedzieć. Przyszedł i zgodził się, aby zostali przyjaciółmi, a teraz zabrakło mu języka w buzi. Nie wierzył, że to zrobił.
- Co jesteś taki małomówny?
- Po prostu nie wiem co powiedzieć. Dziwnie się czuję. Przyrzekłem sobie, że już się do ciebie nie zbliżę...
- Wstrząśnięty niemieszany?- zażartowała.
- I wstrząśnięty i zmieszany.- podniósł filiżankę, aby zająć sobie czymś ręce. modlił się, aby nie żałował swojego postanowienia.
- Rozumiem.- wstała ze swojego miejsca, aby usiąść bliżej niego.- Jednak jako przyjaciele możemy ze sobą swobodnie rozmawiać, prawda? Zapomnij o tym co było. Właśnie przedtem byłeś zagubiony. Teraz powinieneś poczuć się wolny. Uwolniłeś się z łańcuchów przeszłości. Zacznij żyć na nowo.
- Ale jak?- spojrzał jej w oczy.- Zgodziłem się, ale wewnętrznie nie jestem przekonany czy dobrze zrobiłem. Czuję jak coś mnie przygniata.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 149

Chłopaki skończyli nagrania. Logan ulotnił się ze studia najszybciej. Dobrze się nie obejrzeli, a jego już nie było. Kendall zabrał ze sobą Carlosa, aby mu doradził w sprawach organizacyjnych związanych ze ślubem. Carlos już przez to przechodził, więc stwierdził, że przyda mu się jego pomoc. James na spokojnie opuścił mury wytwórni. Założył okulary przeciwsłoneczne na nos i z ulgą westchnął. Miał zamiar mile spędzić resztę dnia u boku swojej Eleny. Jednak coś pokrzyżowało mu plany. Lucy przejechała obok niego na swoim motorze. Gdy go zatrzymała, zdjęła kask i zalotnie poprawiła włosy. Szatyn zrobił krok do tyłu i zamierzał iść w swoją stronę. Żałował wtedy, że był pieszo, jednak po co miałby brać samochód skoro ma tak niedaleko do pracy?
- James!- zatrzymała go dziewczyna.- Nie unikaj mnie tak.- dorównała jego tempu.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Myślałem, że tamtym razem widzę cię po raz ostatni, więc chciałbym, aby tak zostało.
- No widzisz… jest już za późno.
- No to ten jest ostatni raz.- odpowiedział patrząc przed siebie.- Będziesz teraz tak szła przy mnie aż nie zamknę ci przed nosem drzwi od mieszkania?
- Gdybyś był naprawdę tak złowieszczo zły, nie odzywałbyś się do mnie.
- No to się nie odzywam!- wyrzucił z siebie, a po chwili ucichł. Szedł dalej przed siebie nie zważając na nią.
- Ale skoro to jest niby ten ostatni raz to moglibyśmy go pożytecznie spożytkować.- nie poddawała się.
- Nie, nie wydaje mi się.
- Ale ty jesteś niedostępny.- uśmiechnęła się.- Podoba mi się to.- zaszła mu drogę i pogładziła po policzku.

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 148

Marla wróciła do domu. Rzuciła marynarkę na oparcie krzesła. Poszła do kuchni napić się wody. Następnie usiadła w salonie na kanapie i jak szybko na niej spoczęła, tak szybko się z niej podniosła bowiem zauważyła, że coś leży na podłodze. Zmarszczyła brwi.
- Loooogaaaaan!- wrzasnęła.
- Czegoooo?- spytał z góry.
- Złaź mi tu natychmiast!
- Ubieram się!- poinformował ją.
- Nie obchodzi mnie to!- tupnęła nogą.- Masz się pojawić w salonie natychmiast!
- Jak chcesz!- po chwili brunet zszedł na dół w samych bokserkach.- Trzeba było powiedzieć, ze się już za mną stęskniłaś.- uśmiechnął się i chciał ją pocałować, jednak odsunęła się od niego. Logan zaskoczony podniósł brwi.- Co się dzieje?
- Co to jest?- wskazała palcem na to co leżało na podłodze pod stołem. Brunet schylił się i wyszczerzył.
- Skarpetki.- podniósł je.- Wszędzie ich szukałem.
- Co twoje brudne skarpety leżą pod naszym stołem?!
- Oj przepraszam. Nie są brudne. Godzinę miałem je na stopach. I nie krzycz na mnie. Raz mi się zdarzyło, a ty już we wrzask. Co się z tobą dzieje?
- Co? Ty się pytasz co się ze mną dzieje?! Czyli uważasz, że to normalne orzeźwić sobie stopy ściągając skarpety i rzucić je pod stół?
- Miałem je zabrać, ale zapomniałem.- rozłożył ręce.- Ostatnio jesteś jakaś nakręcona!- spojrzał na swój zegarek, który dostał od niej w prezencie.- No tak… siedemnasty. Wybacz.- ukłonił się nonszalancko i odszedł. Zdenerwowany wrócił na górę.
- To nie jest wina okresu.- powiedziała już sama do siebie. Usiadła, aby ochłonąć.

środa, 27 maja 2015

Rozdział 147

Lily miała coś ważnego do przekazania, ale nie chciała rozmawiać co tym przez telefon. Skończyła wcześniej niż przepuszczała, więc zdążyła skoczyć do domu przebrać się w coś lżejszego. Pogoda była dzisiaj upalna, okrągłe czterdzieści stopni. Żar rozpływał się w powietrzu, było go można dostrzec gołym okiem. Przebrała się w fioletowe spodenki i biały top na ramiączka. Założyła na nos okulary słoneczne i opuściła mieszkanie.
Pojechała prosto do przyjaciół Pena. Zaparkowała auto pod ich domem i pozwoliła sobie wejść do środka. Drzwi były otwarte, więc dała znać, że weszła do środka. Jednak nie usłyszała żadnego odzewu.
- Alexa?- ponowiła próbę.- Carlos? Czy któreś z was jest w domu?- nadal żadnego sygnału. Przestraszyła się, że w domu jest złodziej. Złapała w dłoń ciężką figurkę i po cichu weszła po schodach szukając podejrzanego. Przeszukała na palcach każde pomieszczenie. Nagle niechcący gdy się obkręcała, zwaliła stos książek z półki. Syknęła cicho i je szybko pozbierała. Gdy skończyła, na schodach usłyszała skrzypienie. Ktoś wchodził na górę, zmierzał w jej stronę. Ścisnęła mocniej posążek gotowa do ataku. Gdy zobaczyła czyjąś rękę zza drzwi, szykowała się do unieszkodliwienia.
- A masz!- zamachnęła się, ale w ostatniej chwili powstrzymała. Mężczyzna skulił się broniąc głowę rękami. Był w samych kąpielówkach, pokryty potem.- Carlos?!
- Lily?! Co ty tu robisz?
- Myślałam, że to złodziej. Odzywałam się wiele razy, nikt nie odpowiadał. A w dodatku drzwi wejściowe były otwarte. Wystraszyłam się.
- Opalałem się na tarasie.- wytłumaczył.- Musiałem nie słyszeć.- podrapał się po głowie.- Uf, o mały włos i leżałbym nieprzytomny. Ten posąg jest z marmuru.- uśmiechnął się. Zeszli razem na dół.

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 146

Blondyn wrócił do domu już półsuchy. W drodze zdążył trochę wyschnąć. Wparował do mieszkania zdenerwowany. Pozrzucał na podłogę ze złości to co mu przeszkadzało na swojej drodze, czyli wszystko po kolei. Pożałował tego, że ojciec Jo się o tym dowiedział. Wiedział, że nie przepada za nim, ale to co odstawił, przerosło jego oczekiwania. Poszedł do łazienki się osuszyć. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc pojechał do Logana. Do niego miał najbliżej. 
Chwilę później był już na miejscu. Logan otworzył mu drzwi. Kendall poczuł ulgę gdy zobaczył, że nie ma Jamesa i Carlosa. Od kiedy dowiedział się, że ustawili na niego zakład, obraził się na nich.
- Musisz być naprawę zdesperowany, że przychodzisz rozmawiać do znienawidzonego pijaka.- odparł Logan.
- Polej mi coś mocnego.- usiadł w fotelu.
- Się robi.- brunet poszedł do kuchni, aby otworzyć lodówkę. Wyjął z niej resztę wódki jaka została. Logan podniósł butelkę do góry, aby sprawdzić ile tego jest. Została na jego oko jakaś jedna trzecia. Wzruszył ramionami i podał ją całą blond przyjacielowi.- Masz. Należy ci się.
- Dzięki.- wziął od niego trunek i napił się z gwinta krzywiąc się.- Nie wiem co mam już robić? Co ty robisz?- spytał Logana gdy okładał się po policzkach.
- Chcę się otrząsnąć, abym mógł cię zrozumieć i nie palnąć czegoś…
- Mimo, że wyglądasz głupio, to miłe z twojej strony. Jednak uważam, że zaraz polegniesz.
- Dlaczego?- spojrzał na niego nieprzytomnie.
- Bo oddałeś mi resztę swojej wódki.- uśmiechnął się.
- Serio? Kiedy? Aaaa…- spojrzał na flaszkę.- Rzeczywiście. To możesz oddać…- wyciągnął rękę.- zażartował.- Sorry. Nawet nie wiem co piłem, że mnie tak wzięło. James przyniósł coś z tej swojej piwniczki.

środa, 20 maja 2015

Rozdział 145

Kendall, po wyznaniu prawdy rodzicom Jo o ich potajemnym ślubie, odważył się podnieść na nich swój przerażony wzrok. Zapadła grobowa cisza. Jo ścisnęła blondyna za rękę, aby dodać mu otuchy. Jej też było z tym ciężko. Chłopak miał ochotę wybiec stąd z żoną i wyjechać daleko przed siebie, jednak jego nogi przygnieździły się do podłoża. Przegryzł wargę gdy zobaczył ich reakcję. Jej mama zamarzła w miejscu i nie dawała oznaki życia. Wydawało się, że w ogóle nie oddycha. Nieprzytomnie patrzyła na półpełną wazę na białym obrusie. Jednak jej reakcja nie była tak przerażająca jak u głowy rodziny. Zacisnął pięści na stole, a jego twarz poczerwieniała jak pomidor. Wyglądał jakby miał zaraz eksplodować złością, która jak lawa z obłokami dymu miała wylać mu się z ciśnieniem przez uszy. Jego morderczy wzrok szczypał Kendalla w twarz. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nigdy nie był w takiej sytuacji.
- Ty…- powiedział w końcu pan Taylor wstając.- Wyjdź z mojego domu!- uniósł rękę do góry i wskazującym palcem wskazał mu drzwi.
- Ale tato!- podniosła się również Jo.- Kendall zostaje!
- Nie mów mi co mam robić! -wrzasnął.
- To jak on wyjdzie to ja też wyjdę!- najwidoczniej te słowa poskutkowały, bo pan Taylor usiadł na krześle.
- Jak mogliście! Jak do tego doszło? Kiedy? Zawiodłem się na was! Łamiecie wszystkie nasze zasady!
- Twoje zasady, tato!- poprawiła go.- Nie moje, nie nasze! Nie każdy musi żyć według twoich ściśle określonych zasad. Jak cię to interesuje to jakiś miesiąc temu pobraliśmy się w kaplicy w Las Vegas i gdybym miała cofnąć czas, zrobiłabym tak samo!- założyła ręce i tupnęła nogą.

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 144

- Jo! Musimy już jechać, bo się spóźnimy!- pogonił ją Kendall, który czekał na nią niecierpliwie w drzwiach. Gdy spojrzał na zegarek, odruchowo zaczął tupać nogą. Przejrzał się w lustrze na korytarzu. Poprawił kołnierzyk swojej białej koszuli, a dłonią delikatnie przeczesał niektóre kosmyki swoich miodowych włosów.- Josephine!- zawołał.
- No już idę!- pełna forma jej imienia zawsze pomagała.- I jak wyglądam?- obróciła się w pełnej krasie w pięknej niebieskiej sukience.
- Seksownie.- mruknął.
- Nie używaj tego słowa przy moich rodzicach.- ostrzegła biorąc torebkę.- A szczególnie przy tacie.
- Czy to wszystko czy może wydasz podręcznik Jak rozmawiać z moim tatą?
- Nie używaj słów…
- Ty mówisz poważnie?- przerwał jej.- Spoko, będę miał się na baczności.- posłał jej ciepły uśmiech.- Gotowa?
- Gotowa.- złapała go za rękę.


Droga do domostwa Państwa Taylor skróciła się w oczach z powodu nerwów. Blondyn przewidywał drogę na dobre dwie godziny, a miał wrażenie, że przeleciała w zaledwie pół godziny. Dopiero gdy zaparkował pod willą rodziców swojej żony, poczuł nieposkromiony strach. Jego ręce przykleiły się do kierownicy. Jo spojrzała na niego z miną mówiącą A nie mówiłam?

środa, 13 maja 2015

Rozdział 143

Wieczorem Kendall z Jo odwiedzili Marlę i Logana. Raz na jakiś czas umawiali się wspólną grę w karty. Najczęściej był to poker. Tak było też i tym razem. Najlepszą passę miał zazwyczaj Kendall, choć Logan upierał się, że dobrze oszukuje. Nie wiedział jak, ale miał zamiar też to opatentować.
- Komuś dolać soku?- spytała Marla gdy zobaczyła, że szklanki przyjaciół są puste.
- Ja poproszę.- odezwał się Kendall. Marla kiwnęła głową i pomaszerowała do kuchni po cały karton, aby nie trudzić się kolejnym razem.- Hej…- odwróciła się. Za nią stanął Kendall. Przestraszyła się, bo wyrósł jak spod ziemi. Spojrzał na chwilę za siebie zobaczyć czy nikt ich nie podsłuchuje, a potem znów nawiązał z nią kontakt wzrokowy.- Jak się czujesz?
- Dobrze, dzięki za troskę.- odpowiedziała nalewając mu pomarańczowego płynu. Nie musiała pytać, aby się domyśleć dlaczego przyszedł.- Proszę, tylko nie mów mi, że muszę mu powiedzieć, bo o tym wiem.- nie wyglądała jakby się cieszyła z tego powodu, jednak po chwili parsknęła śmiechem.
- Co cię tak śmieszy?
- Nie wiem szczerze. Może to te hormony? Po prostu przypomniały mi się jeszcze nie tak stare czasy. Kendall jako wujek dobra rada. Zawsze kazał mówić prawdę. Który to już raz?
- Hmm…- zamyślił się.- Możliwe, że czwarty jeśli chodzi o takie grubsze sprawy.- wziął od niej szklankę.- Wracajmy do gry, bo się niecierpliwią.

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 142

Od kiedy Kendall dowiedział się o ciąży Jo, traktuje ją jak osobę niezdolną do samodzielnego życia. Wykonuje za nią najcięższe obowiązki domowe, kupuje mnóstwo zdrowej żywności żeby ich dziecko się dobrze rozwijało, spełnia każdą choćby najmniejszą zachciankę, a minął dopiero jeden dzień. Jo była mu wdzięczna za to jak się stara, jednak poprosiła go, aby trochę odpuścił i pozwolił jej złapać trochę powietrza.
- A może zrobić ci koktajl bananowy. Chcesz?- zapytał.
- Nie, dziękuję.- odpowiedziała.
- To może coś innego ci przynieść? Na co masz ochotę? Kupiłem pomarańcze…
- Nie trzeba.- wywróciła oczami.
- No dobrze, ale jakbyś czegoś chciała. Na przykład jogurt. Twój ulubiony kupiłem no i…
- Kendall.- przerwała mu.- Jedyne czego chcę to spokoju. A jak będę chciała czegoś to cię poproszę albo sama sobie wezmę. Idź już do tej pracy.
- A może ja zostanę tutaj z tobą, co?- zasugerował.
- Skarbie, to jest zaledwie kilka dni, a nie dziewiąty miesiąc ciąży. Poradzę sobie. Idź już. Ktoś teraz musi pracować na tę rodzinę.- powiedziała. Blondyn skinął posłusznie głowę i oddelegował się do wyjścia.

Marla wybrała się na blade osiedle. Dawno nie była u Jamesa. Chciała odwiedzić Elenę, zobaczyć jak tam się jej żyje. Ku jej zdziwieniu nie zastała tam Eleny, a samego Jamesa. Nie chciało mu się iść dzisiaj do pracy, więc wykiwał Gustavo, że ma niestrawność żołądkową i fatalnie się czuje. Miał

środa, 6 maja 2015

Rozdział 141

Cztery dni później Jo zabrała się do Marli. Wracała właśnie z apteki i nie chciała być sama w tym momencie. Uprzedziła ją wcześniej telefonicznie, że przyjdzie. Marla akurat była sama w mieszkaniu. Jak zawsze gościnnie przyjęła ją do środka. Zaparzyła kawę i wzięło je na babskie pogaduchy. Po dziesięciu minutach Jo zdradziła prawdziwe intencje odwiedzenia przyjaciółki. Szatynka podniosła brwi przybierając do tego badawczy wyraz twarzy. Blondynka wysypała na stół zawartość swojej torebki. Marla otworzyła usta z wrażenia.
- Jo?- spojrzała na wszystkie zakupione przez nią rzeczy.- Po co ci aż tyle testów ciążowych?- po tych słowach naliczyła ich osiem.
- Na wszelki wypadek.- odpowiedziała niespokojnie. Marla przypatrzyła się blondynce. Nie wiedziała, że jest aż tak zdesperowana. Uważała, że kwestią czasu jest to kiedy zeświruje na tym punkcie.- Musisz mnie wesprzeć w tym momencie.
- Co ja mam zrobić?- zaśmiała się bezgłośnie.- Mam go zrobić razem z tobą żeby ci było łatwiej czy coś?- na te pytanie Jo zaświeciły się oczy. Szatynce zrzedła mina.- Ja tylko żartowałam.- wyjaśniła.
- A ja nie. No chodź.- złapała ją za rękę i pociągnęła do łazienki.
- Ty jesteś nienormalna.- mimo to dała się zaciągnąć.
Kiedy zrobiły testy, wróciły do salonu. Aby nie czekać jak głupie na wyniki ślęcząc nad nimi, wciągnęły się z rozmowę. Marla wyjawiła Jo swoje plany na temat przyszłości zawodowej. W

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 140

Pomimo, że Elena miała dzisiaj dzień wolny od pracy, wstała dosyć wcześnie. Przespała się z tym na spokojnie po tym co powiedział jej James. Dopóki Cassie żyje, nie ma się czym przejmować. Wciąż była nadziei, że wszystko się ułoży. Pani Lorenz to silna kobieta. Na pierwszy rzut oka można było to dostrzec. Te kruczoczarne włosy i ten jastrzębi nos jak u walecznego wojownika. Gdy zeszła na dół, Foxa nigdzie nie było. Najwidoczniej James wziął go ze sobą do pracy. Usmażyła sobie jajecznicę, którą zjadła ze smakiem. Nie wiadomo dlaczego przypomniała się jej spaghetti Jamesa, które miała kiedyś okazję spróbować. Było to tak niedawno. Dwa miesiące temu. Tyle była już w LA i tak wiele już się wydarzyło. Oporządziła się do końca i poszła do szpitala. Szła spokojnie korytarzem. Gdy otworzyła drzwi od sali, serce skoczyło jej do gardła. Po chorej szefowej nie został śladu. Pielęgniarka wymieniała białą pościel na jej łóżko. Elena kurczowo ścisnęła framugę drzwi.
- Gdzie jest Pani Lorenz? Umarła?- załamał się jej głos.
- Kto umarł?- zapytała pielęgniarka. Po chwili dotarło do niej o co jej chodzi.- A nie…- pokręciła głową.- Proszę się nie martwić. Pani Cassie żyje. Została przeniesiona na inny oddział.
- Co za ulga.- wypuściła powietrze z płuc i oparła głowę o ścianę.
- Jednak będzie lepiej kiedy zostawi ją pani samą, ponieważ pacjentka jest po chemioterapii.
- Dziękuję.- odpowiedziała. Mimo to nie posłuchała jej i poszła do recepcji zapytać się gdzie teraz leży jej szefowa. Gdy otrzymała informacje, skierowała się w wyznaczone drzwi. W połowie drogi

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 139

Jo wciąż zastanawiała się czy powiedzieć Kendallowi prawdę. Właśnie wracała od swojego ginekologa. Dowiedziała się, że ma małe szansę na ponowne zajście w ciążę. Jednak nie wykluczył w ostateczności takiej opcji. To podniosło ją trochę na duchu. Myślała, że po poronieniu zostanie bezpłodna. Postanowiła to wykorzystać. Wróciła do domu zastanawiając się jak przygotować się na powrót Kendalla. Ugotowała pyszny obiad. Następnie wzięła orzeźwiający prysznic, po czym ubrała się w seksowną bieliznę. Włożyła szlafrok i rozsiadła się wygodnie w fotelu czekając na męża oglądając najnowszy odcinek swojego serialu. Uśmiechnęła się pod nosem, ponieważ wyszedł świetnie. Nie minęło dwadzieścia minut kiedy blondyn wrócił do apartamentu. Kendall, gdy zobaczył Jo, wewnętrznie posmutniał wciąż zostawiając pozorny uśmiech na twarzy. Zamiast podejść do niej i skorzystać z okazji, skierował się w zupełnie inną stronę co zaskoczyło dziewczynę.
- Co mamy na obiad? Strasznie zgłodniałem.- podniósł pokrywkę od patelni i zajrzał do środka. Wciągnął nosem aromatyczny zapach sosu.
- Nałożę ci.- powiedziała trochę zawiedziona. Jednak miała nadzieję, że po obiedzie zaciągnie go do sypialni. Patrzyła jak mąż delektował się daniem. Zielonooki zauważył, że jest notorycznie obserwowany czego mógł się spodziewać.
- A ty nie jesz?- spytał gdy przełknął kęs.
- Ja już zjadłam.- skłamała.
- Bardzo dobre…-po chwili dokończył jeść i odłożył talerz do zmywarki.- To był bardzo pracowity dzień. Gustavo nas wycieńczył.- rozłożył się na kanapie.

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 138

Lucy dowiedziała się od Camille, że Marla z całą paczką wróciła niedawno do domu. Z biegiem czasu zrobiło jej się przykro za to jak ostatnim razem potraktowała Marlę. Przechodzą wielki kryzys w ich przyjaźni, ale nie chciała dłużej tego tak ciągnąć. Zostawiła rzeczy, którymi się wcześniej zajmowała i opuściła Palmwoods. Postanowiła, że pojedzie do szatynki i z nią porozmawia. Dosiadła motocykl, który kupiła sobie w tamtym tygodniu, założyła kask i pojechała przed siebie. Wkrótce dojechała na miejsce. Furtka była otwarta, więc pozwoliła sobie wejść do środka. Stanęła przed drzwiami, podniosła rękę, aby nacisnąć na dzwonek, który wydawał się mało używany. Zawahała się i opuściła rękę. Wypuściła powietrze z płuc i policzyła do dziesięciu, po czym odważnie zapukała. Drzwi lekko się uchyliły, a następnie szybko znów się zatrzasnęły. Po chwili dotarło do niej kto ją tak niegościnnie potraktował. Był to Logan. Zmarszczyła brwi i zapukała ponownie. Usłyszała jakieś szmery i pogłosy Logana oraz Marli. Po chwili drzwi otworzyła jej Marla.
- Cześć.- powiedziała Lucy.
- Cześć…- odpowiedziała niepewnie trzymając się kurczowo drzwi.
- Raczej do widzenia!- wtrącił się brunet zakładający kurtkę w korytarzu. Zdenerwowany wyszedł z mieszkania. Szatynka upuściła głowę. Lucy przegryzła dolną wargę, bo najwyraźniej przed chwilą pokłócili się o nią. Nie była zła na Logana za to jak ją traktuje. Rozumiała go, jednak miała nadzieję, że z czasem złagodnieje.
- Mogę wejść?- spytała niepewnie rockmenka.
- Po co?- burknęła.
- Porozmawiać i… przeprosić.- podrapała się najmniejszym palcem po policzku. Marla bez słowa pokazała ręką zapraszający ruch do środka.- Sorry, że przeze mnie się pokłóciliście.
- Mógł nie zamykać ci drzwi pod nosem.- założyła ręce.

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 137

Kiedy Marla obudziła się, Logana już nie było. Musiała znów przyzwyczaić się, że będzie wstawał wcześniej. Praca to praca. Zeszła na dół do kuchni. Poczuła się trochę dziwnie i nieswojo. Na dole nie było już Eleny, która z samego rana czekała na jej przepyszne śniadanie. Nie będzie słuchać jak kuzynostwo użera się ze sobą każdego dnia, dogryza sobie lub wyzywa od najgorszych. Wiele się zmieniło w przeciągu kilku dni. Było bez niej tak cicho. Zastanowiała się co teraz może robić Elena u Jamesa kiedy go też teraz nie ma w domu. Z jej rozmyślań wyrwało ją pukanie do drzwi.
- Cześć.- w drzwiach pojawiła się Lily. Marla odkąd wróciła z wycieczki, widzi ją po raz pierwszy.
- No cześć. A co dopiero teraz do mnie przychodzisz? Napijesz się czegoś?
- No może kawy…- usiadła przy stole.- Nie przychodziłam wcześniej ze względu na Alexę. Ostatnio bywała u ciebie dzień w dzień.
- Aha.- dosiadła się.- Ty chyba nie wiesz, ale oni wrócili do siebie.
- Naprawdę?- uśmiechnęła się lekko. Westchnęła z ulgą.- To dobrze, bo myślałam, że przeze mnie się rozwiodą. Dobra, nie ważne. Gadaj co tam na Hawajach ciekawego robiliście.
- Mój Boże dziewczyno, ile się działo.- podała ja kawę.- Chyba mi trochę zejdzie, aby ci to opowiedzieć.- szatynka postanowiła w skrócie streścić przygody z każdego dnia. Lily słuchała ją uważnie z opadniętą z wrażenia szczęką.- No i po tym wszystkim wróciliśmy do domu… Tak to było.
- To wiele sobie nie odpoczęłaś.- pokręciła głową. Usłyszały jak ktoś puka do drzwi.

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 136

James od samego rana tryskał radością. Za pół godziny mają spotkanie z szefem. Nie wierzył, że kiedykolwiek będzie szykował się na spotkanie z nim z takim optymistycznym nastawieniem. Fox kręcił się obok jego nogi podskakując co chwila. Nadal nie nacieszył się swoim panem po tygodniowej rozłące. Szatyn wziął go na ręce i pocałował w wilgotny nosek.
- Kto jest moim skarbem, no kto?…- pozwolił mu złożyć psi pocałunek na jego policzku.- Jezu, jakiś ty już duży… Łap!- rzucił mu chrupkę, którą pupil złapał w swoje szczęki zanim spadła na ziemie.
James zjadł śniadanie, które wcześniej przygotował. Następnie umył swoje śnieżnobiałe ząbki. Pogładził się po brodzie. Pod opuszkami palców wyczuł pierwoszodniowy zarost. Uznał, że zostawi jak jest. Elena uwielbiała kiedy, jak to ona się wyraziła, jest jej słodką małpeczką. W dodatku wydawało mu się, że Marla jest dla niego milsza gdy jest zarośnięty. Taki już jego urok, tak działał na kobiety.
Miał już wychodzić kiedy Fox zaczął skamleć. Szatynowi zrobiło się przykro, więc złapał za smycz i przypiął ją do obroży pupila.
- No przecież bym cię tu samego nie zostawił, prawda?- jak na zawołanie Fox szczeknął.
Od jego domu do wytwórni było piętnaście minut drogi. Przed Rocque Records wziął go na ręce i wszedł z nim do windy. Następnie przeszedł się swobodnie korytarzem i zapukał do gabinetu Gustavo. Na miejscu byli już jego przyjaciele. Usiadł na wolnym siedzeniu obok Carlosa, a Foxa

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 135

Nadeszła niedziela, dzień wyjazdu. Budziki ustawione były na godzinę ósmą. O dwunastej muszą się wymeldować, a o trzynastej samolot będzie już czekać na nich na lotnisku. Marla wstała jednak wcześniej. Nie mogła spać wiedząc, że już nigdy nie odnajdzie swojego zegarka. Było jej przykro z tego powodu. Dla niektórych, a raczej reszty Wszechświata to nie był problem, dla niej to zmartwienie. Czuła wewnętrzną pustkę. Wyszła po cichu z łóżka, aby nie budzić Logana. Poszła na poranną toaletę, ubrała się i wyszła z apartamentu. Był świeży poranek. Na korytarzach panowały pustki. Zapytała w recepcji czy przypadkiem nie odnaleziono jej zguby. Niestety… mogła się tego spodziewać. Recepcjonistka o niczym nie wiedziała. Ostatnia nadzieja umarła. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc pokierowała się w stronę oceanu.


Tymczasem Kendall właśnie się budził. Przeciągnął się i uśmiechnął. To było optymistyczne powitanie dnia. Myślał teraz tylko o tym żeby wrócić do domu, a następnego dnia porozmawiać z Gustavo. Miał w sobie nieposkromione pokłady energii do pracy i czuł, że coś z tego wyjdzie. Poszedł do łazienki się oporządzić. Spojrzał w lustro i zaśmiał się pod nosem, ponieważ jego włosy przypominały gniazdo.

# Translate

# Znajdź rozdział