środa, 10 września 2014

Rozdział 66

Nie zorientował się kiedy padł na ziemię i stracił przytomność. Marla z resztą zauważyli jak James ląduje na chodniku.
- James!- krzyczała Marla. Natalie z ciekawości wyszła z mieszkania. Kiedy dziewczyna zaczęła krzyczeć, Logan zatrzymał się i odwrócił za siebie. Stał nieruchomo w miejscu patrząc na nieprzytomnego przyjaciela. Chciał uciec, ale kiedy zobaczył go w takim stanie, podszedł do niego. Kendall, Carlos i Marla dobiegli do przyjaciela.
- Trzeba wezwać pogotowie!- Carlos wyciągnął telefon i zadzwonił.
- Przecież to zwykłe omdlenie.- wytłumaczył Logan.
- Nie poznaję ciebie.- spojrzał na niego Kendall.- Mógł uderzyć się poważnie w głowę.
- Podnieś mu ręce.- powiedział Logan. Marla klęczała obok niego zdruzgotana. Kendall podniósł mu ręce.- Krew musi dopłynąć do mózgu.- kiedy to mówił sam podniósł mu nogi.
- Może dla ciebie to zwykłe omdlenie, ale to nie pierwszy raz ostatnio!- wtrąciła Marla.
- Jak to?- zdziwił się Logan.
- Niedawno zasłabł, a teraz zemdlał. Coś się z nim dzieje. Może jakbyś nie był tak uparty to byś zauważył. Myślisz, że tak by to przeżywał gdyby mu nie zależało?- spojrzała na niego z wyrzutem.
- Zaraz przyjadą.- powiadomił ich Carlos.- Was przy tym nie było, ale wczoraj wieczorem też źle się czuł.
- No super!- fuknął Kendall. Zwrócił się do Logana.- Sprawdzisz czy coś mu nie jest w tą głowę czy ja mam to zrobić i uszkodzić mu kręgosłup?- brunet bez słowa kucnął przy jego głowie. Chciał jej dotknąć, ale powstrzymał się.
- Żeby mu zrobić krzywdę?- wstał i oddalił się kilka kroków. Miał wyrzuty sumienia. Był zły na Jamesa, ale teraz nie potrafił się na niego wściekać. Patrzył jak leży taki nieprzytomny. Poczuł dziwną pustkę.
Niedługo po tym przyjechała karetka. Zabrała go ze sobą. Odzyskał już przytomność, ale ledwo kontaktował z otoczeniem. Kiedy zobaczył Logana, zamknął oczy. Marli samochód był najbliżej, więc wszyscy weszli do jego. Kendall z przodu, a Carlos z Loganem z tyłu. Logan trzymał głowę spuszczoną i siedział w takiej pozycji dopóki nie zaparkowała samochodu na parkingu. Nikt się do niego nie odzywał.

Czekali z niecierpliwością w szpitalnym korytarzu. Lekarze zabrali go na badania. Marla usiadła i schowała twarz w dłoniach. Kendall oparł czoło o ścianę i zamknął oczy. Carlos chodził w kółko tupiąc butami. Logan siedział zamyślony, nie kontaktował z otoczeniem. To było jedne z najgorszych pół godziny ich życia. W końcu podszedł do nich lekarz. Wszyscy się włączyli do świata ich otaczającego.
- Co z nim doktorze?- spytał Kendall.
- Pacjent przytomny. Możecie wejść do środka to razem się dowiecie co było przyczyną omdlenia.- wszyscy weszli z wyjątkiem Logana. Stanął przed drzwiami, zawahał się. Zatrzymał się przy otwartym wejściu. 
- Mogłem się tego spodziewać, że jak otworzę oczy to was zobaczę.- uśmiechnął się James. Nie miał na sobie kołnierza, więc uznali, że z głową wszystko w porządku. Miał tam tylko niewielki opatrunek.
- No Panie Maslow.- zaczął mówić lekarz.- Powinien Pan trafić do rekordów Guinnessa.
- Dlaczego?- zdziwił się James.
- Pobił Pan rekord na najszybsze wypłukanie magnezu z organizmu. Pije Pan kawę?
- Ostatnio dużo…- podrapał się po głowie. Trochę jęknął, bo jeszcze bolała. Zorientował się, że ma tam opatrunek.- Nawet kilka dziennie.
- Mówiłem ci żebyś tyle nie żłobał.- pouczył go Kendall.
- I niech zgadnę…- dokończył lekarz.- Dużo stresu. Brak magnezu powodował objawy o takich jak Pan wspominał. Ból mięśni, kłucia w sercu, odrętwienia i inne. W dodatku ciągły stres i ta parna pogoda spotęgowały działanie i stąd to zemdlenie. Podamy Panu magnez i jeśli Pan będzie chciał to wieczorem wróci Pan do domu. Przyjdzie Pan tylko na zmianę opatrunku, a przede wszystkim… zaczyna Pan przyjmować magnez i zero kawy. Rozumiemy się, Panie Maslow?- kiwnął głową.- To do zobaczenia.- wyszedł.
- Nooo.- uśmiechnął się Carlos siadając mu na łóżku. Zrobił sobie z nim zdjęcie.
- Weź tylko tego nigdzie nie wstawiaj.- ostrzegł go szatyn.
- Udostępnię po fakcie, dla dobra szpitala.- zachichotał i oddalił się.
- I jak się czujesz?- spytał Kendall.
- Głowa boli, ale leki przeciwbólowe zaczynają działać.- James zauważył dopiero Logana, który opiera się o framugę drzwi. Po chwili zniknął. Marla poszła za nim.
- A ty gdzie?- dogoniła go.
- Czy to prawda? To co mówicie?
- Prawda. To był pocałunek po pijaku i tylko tyle. Czego ty się spodziewałeś? Że wskoczyłam mu do łóżka?
- Raczej…- podrapała się zmieszany po głowie.
- Logan. Ja…- przełknęła ślinę. Nie wiedziała czy mu powiedzieć.- Jeśli tak bardzo chcesz to wiedzieć to proszę. Jestem dziewicą.- załamał jej się głos.- Może w to nie uwierzysz, ale z nikim nie byłam jeszcze tak blisko. Chyba, że nie wierzysz i chcesz sprawdzić. Ach, z resztą.- machnęła ręką. Wyjęła telefon Jamesa z kieszeni i wcisnęła mu do ręki.- Masz! Obejrzyj nagranie. Może wtedy przejrzysz na oczy jakim byłeś upartym osłem. I wiesz co jeszcze? To mnie jest przykro, że to właśnie nam nie potrafiłeś zaufać.- nie usłyszała od niego ani słowa, bo stał jak słup soli. Wróciła na salę.
- Może czegoś potrzebujesz?- zapytała Jamesa jakby za drzwiami nic się nie wydarzyło.
- Niczego mi nie trzeba.- uśmiechnął się.- Chcę tylko stąd wyjść.
- Zostaniemy z tobą aż do wieczora.- odpowiedział Carlos.
- A ty co? Już się nie gniewasz na mnie?
- Nie. Dotarło do mnie, że to musiała być pomyłka.- uśmiechnął się.
- Spoko.- przybili sobie piątkę.- Zjadłbym hamburgera.
- Pielęgniarki się przewrócą gdy zobaczą takie jedzenie na oddziale.- Marla usiadła na taborecie. James się zasmucił.- Nie przejmuj się. Zjesz coś lepszego.
- Nie o to mi teraz chodzi…
- A o co?- zapytał Kendall.
- Jest mi przykro, że Logan mi nie wierzy…- zapadła krótka cisza.
- Wierzę ci.- w drzwiach pojawił się znowu Logan. Wszedł do środka, położył jego telefon na stoliku.- Obejrzałem to. Przepraszam…- na twarzy bruneta malował się ból po tym, co usłyszał i skrucha.
- Spoko, ale to nie mnie w pierwszej kolejności powinieneś przepraszać.
- Wiem.- wstał i podszedł do Marli.- Przepraszam za niesłuszne oskarżenia. Za to, że ci nie ufałem i tak potraktowałem. Ale postaw się w mojej sytuacji.
- Dobrze zdaję sobie z tego sprawę.- siedziała nadal obrażona.- To nie jest czas ani miejsce na takie tego typu rozmowy.- Logan zawiedziony kiwnął głową i wrócił na swoje miejsce.
- Macie rację. Zachowywałem się jak uparty osioł. Mam nadzieję, że sprawy się naprostują.
- Nie mówmy teraz o tym.- powiedział James.
- A co jest na tym telefonie?- nie mógł powstrzymać się Carlos.
- Weź i sam się przekonaj.- podał mu sprzęt James. Carlos i Kendall usiedli pod ścianą, aby to obejrzeć. Lampili się w wyświetlacz z otwartymi ustami. Kiedy skończyli podnieśli głowy i spojrzeli na siebie.
- Co za larwa!- powiedzieli jednogłośnie.
- Coś tu jest nie tak.- wtrącił Kendall.- Co do tego nagrania. Jak zostało nakręcone?
- Ha, ha!- zaśmiał się pacjent.- No jak to jak? Siedziałem na drzewie.
- I to on to zaplanował.- wtrąciła Marla.- Zadzwonił do mnie w nocy powiedzieć jak nakryć Natalie. James przypomniał sobie, że za jego oknem jest drzewo, które łączy ich sypialnie.
- A no tak!- klepnął się w czoło Carlos.- Raz po pijaku próbował się przedostać to z niego spadł.
- Dlatego chciałam rozmawiać z Natalie w jej pokoju. Szczęście nam sprzyjało. Przez pogodę, okno było otwarte, więc wszystko lepiej słychać.
- James?- niespodziewanie pojawiła się Lucy. Wszyscy kiedy ją zobaczyli, nagle opuścili pomieszczenie zostawiając ich samych.
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?- zdziwił się na jej widok, ale cieszył się, że przyszła.
- Marla napisała do mnie. Niedawno, raczej dopiero co go odebrałam, bo nie słyszałam.- usiadła na łóżku.- Co się stało?
- Niedobór magnezu, stres, taka sytuacja.- odpowiedział po krótce. Spoważniał po chwili i spojrzał w jej oczy.- Przepraszam. Przepraszam za to, że cię zostawiłem. Byłem zagubiony, nie wiedziałem co mam myśleć. Moja głowa pękała od tego wszystkiego w szwach. Zwątpiłem w swoje uczucia. A z tą całą sytuacją z Marlą, nie chciałem cię zranić.
- I wcale nie jesteś taki jak mówiłeś. Że myślisz tylko o sobie. Powiedziałeś, że jesteś niebezpieczny i możesz złamać mi serce. Dotarło do mnie, że chcesz mnie bronić przed krzywdą, bo ci na mnie zależy.
- Chyba mi nie wyszło…
- Wszystko na swój sposób.
- Jesteś na mnie zła?
- Już nie.- uśmiechnęła się.
- Widzisz mój sweter tam na krześle?- zapytał.- Podasz mi go?- Lucy zrobiła jak kazała.- Miałem cię zamiar dziś przeprosić, ale… nie zdążyłem i zostanę tu do wieczora. Zrozumiałem, że cię kocham i nigdy nie czułem do żadnej dziewczyny tego, co do ciebie. Wybacz mi za wszystkie przewinienia.- wyjął z kieszeni małe, czerwone pudełeczko.- Chciałem dać ci to w środę. Prezent z okazji rocznicy.- otworzył pudełko ze srebrnym pierścionkiem.- Może to mało romantyczne miejsce na takie wyznania… Lucy Stone, czy zostaniesz jeszcze raz moją dziewczyną?
- Tak!- przyjęła pierścionek z uśmiechem i pocałowała go. Zza drzwi przyjaciele bili oklaski.
- Nieładnie tak podsłuchiwać.- zaśmiał się James, a następnie wrócił do całowania dziewczyny.

Wieczorem James został wypisany ze szpitala. Jeszcze przed tym dołączyła do nich Jo, która była zła, że tak późno jej ktoś o tym powiedział. Wszyscy wrócili do domu. Lucy opiekowała się Jamesem. Kendall i Jo sprzeczali się o to co wcześniej. Marla zaś nadal nie odzywała się Logana. Carlos patrzył w okno i dał wszystkim sygnał.
- Uwaga! Zbliża się larwa!
- I jak tam James?- Natalie zaczęła swoje wejście od pytania. Carlos zamknął za nią drzwi mrugając do Kendalla.
- Jakby cię to obchodziło…- prychnął James. Natalie spojrzała na Marlę.
- A co ona tu robi, Logan?- wszyscy spojrzeli na nią jak na idiotkę.
- Jak mogłaś?- spytał wstając do niej.- Nigdy nie spotkałem takiej manipulantki jak ty!
- Nie wiem o czym ty mówisz!
- Gra skończona.- podniosła się z krzesła Marla.- W końcu wszyscy się na tobie poznali. Pokonałam cię twoją własną bronią. Nasza rozmowa została nagrana. Może czas ściąć to drzewko?- Natalie zrobiła się czerwona na twarzy ze złości. Wiedziała, że jej słowa mało dadzą. Jednak nie mogła się powstrzymać, aby nie uderzyć Marlę w twarz. Ta zamknęła oczy i złapała za policzek. Logan zbliżył się, ale dziewczyna zatrzymała go odpychając go lekko od siebie.
- Posmakuj tego!- Marla złożyła rękę w pięść i przywaliła jej w nos, z którego zaczęła lecieć krew. Wszystkim z wrażenia opadły szczęki. Najbardziej zadowolony był Carlos z uśmiechem jak banan od ucha do ucha. Lucy spojrzała na nią jakby była z niej dumna. Natalie złapała się za nos i jęknęła. Wyjęła sobie chusteczkę, a potem przyłożyła do nosa.- Pięknie wyjdziesz na najbliższej sesji.
- Jeśli lubi czarno białe zdjęcia.- dodał Kendall wyglądając przez okno. Zza drzwi było słychać syreny wozu policyjnego. Carlos otworzył drzwi policjantowi. A drugiemu podał stary telefon Jamesa z nagraniem.
- A oto dowód.- wręczył go policjantowi.
- Co tu się dzieje? Dokąd mnie zabieracie?- spytała przerażona Natalie kiedy zakładali jej kajdanki.
- Na komisariat. Za nielegalne posiadanie narkotyków i użyciu ich na dwóch osobach.- miotała się i krzyczała. Wpakowali ją do radiowozu i odjechali.
- Drapieżnicy wygrywają, a ofiary umierają.- westchnęła Marla.- Kto wezwał policję?
- Ja.- pochwalił się Carlos.- Dziękuję, nie ma za co.- ukłonił się.
- Jak dobrze, że wszystko wraca do normy.- uśmiechnął się Kendall.
- Nie wszystko.- wtrącił Carlos.- Moja Alexa…- po chwili jak na zawołanie magiczne, Alexa weszła do mieszkania.
- A co tu jakaś impreza się szykuje?- rozejrzała się po zatłoczonym salonie.
- O! Mój tygrysek!- pisnął Carlos i rzucił się na blondynkę.- Co tu robisz?
- Stęskniłam się. Żyć bez ciebie nie mogę. Zażądałam kilka dni wolnego żeby spędzić z tobą trochę czasu.- nie mogli się powstrzymać i zaczęli się całować, a raczej pożerać swoje twarze. Nie patrząc na resztę gapiów, dziewczyna wzięła chłopaka za rękę i zaciągnęła do swojego mieszkania. Na twarzach wszystkich zawitały zawstydzone uśmieszki.
- Jak oni idealnie do siebie pasują.- uśmiechnęła się Jo.
- Teraz dopiero wszystko wróciło do normy.- Kendall objął dziewczynę i pocałował w głowę.






* I tak oto w ten sposób kończy się wątek z Natalie? Zadowoleni, że już nie musicie wyzywać jej od najgorszych? :) Epicki prawy sierpowy Marli. Brytyjka potrafi :) Za bardzo nie wiem co napisać. Zostawiam to w Waszych rękach. Do soboty :*

sobota, 6 września 2014

Rozdział 65

Marla psychicznie nastawiała się na spotkanie z Natalie. Myślała, że to będzie ich ostatnia konfrontacja, która tym razem wypali. Ubrała na siebie w ten parny dzień w spodenki i bluzkę na ramiączkach. Upał był niesłychany. Założyła sandały i pożegnała się z Lucy, która postanowiła pójść dzisiaj do studia. Życzyła jej powodzenia. Marla wsiadła do samochodu. Pierwsze co zrobiła to włączyła klimatyzację. Nie brała torebki. Telefon postanowiła zostawić w samochodzie. Wysłała tylko smsa do Jamesa, że właśnie idzie do Natalie. Nie chciała mieć żadnych przyrządów, które mogłyby wzbudzić podejrzenia. Już po chwili stała przed jej domem. Niepewnie niż kiedykolwiek przekroczyła zazwyczaj otwartą furtkę. Zapukała do drzwi. Po chwili głowa Natalie pojawiła się między framugą a drzwiami.
- Nie będę z tobą dyskutowała.- poinformowała gościa na dzień dobry.
- Nie chcę się kłócić.- wytłumaczyła.- Chcę zaspokoić wyrzuty sumienia.- skłamała tylko po to, aby wpuściła ją do środka. Dla modelki wydawało się to intrygujące. Wpuściła ją.- Musimy porozmawiać.
- Tylko szybko. Logan i ja wybieramy się do parku.- Marla udała, że tego nie słyszała.
- Wolałabym porozmawiać u ciebie.
- Jesteś w moim domu. Hello!- zaśmiała się głupkowato.
- U ciebie w sypialni.
- Bo?- podniosła brew z zaciekawienia.
- Bo ściany mają uszy, okna oczy.- Natalie przez chwilę się zawahała, ale w końcu się zgodziła.
- Widzę, że szybko się uczysz. Nie widzę twojej torebki szpiegowskiej, a wątpię żebyś sobie coś wsadziła do stanika.
- Jeśli chcesz sprawdzić to proszę.- powiedziała Marla wchodząc po schodach.
- Wierzę ci.
- Serio?
- Tak. Nie masz biżuterii ani dodatków, które robiłyby za oczka szpiegowskie i Takie tam.- otworzyła drzwi do swojej sypialni. Powstał przeciąg, bo okno było otwarte. Mleczne firanki delikatnie podfruwały w powietrzu.
- Widzę, że rozmawiam z mistrzynią.- kontynuowała szatynka.
- Dobrze cię znam. Nie jesteś taka bystra.
- Ty mnie w ogóle nie znasz.- zaoponowała.- Za to ja rozgryzłam cię w całości. Jesteś fałszywa i zakłamana. Jesteś zdolna do wszystkiego, aby osiągnąć cel.
- I już to zrobiłam.- zamknęła drzwi.- I trochę zdążyłam się znudzić tym fantem.- przyjęła minę niezadowolonej dziewczynki.
- Robisz to dla zdobywania? Sprawia ci to przyjemność? Satysfakcję?
- Im trudniej zdobyć chłopaka tym cenniejsza z niego zdobycz. A ten nieźle całuje. Ciekawe czy w łóżku jest równie wyśmienity?
- Jesteś obrzydliwa. Chcesz go potem zostawić?
- Ty za to jesteś niedoświadczona o życiu.- skrzyżowała ręce na piersi.
- Przeżyłam więcej niż ci się wydaje. Nie wysuwaj pochopnie wniosków.
- Podobno coś cię tu sprowadza.- zmieniła szybko temat.
- Ty i to video, na którym całuję się z Jamesem. Chyba mam prawo wiedzieć od samej autorki, która tam była, co się tak w ogóle wydarzyło tamtej nocy. I wytłumacz dlaczego to twoja wina.
- Moja wina? Ha! Jeszcze czego.
- Tak się złożyło, że jeszcze tego samego dnia zrobiłam sobie badanie krwi. Wśród śladowych ilości alkoholu wiesz co jeszcze było w mojej krwi? Tabletka gwałtu.
- To moja wina, że ćpasz?- burknęła. Marla zauważyła w jej oczach niepokój.
- Wiesz, że nie, ale jak byłam u ciebie ostatnio miałam okazję znaleźć coś interesującego.- wyjęła z kieszeni jej torebeczkę z tabletką.
- Skąd to masz? Cały czas przy tobie byłam!- Natalie zbladła na twarzy.
- Mam swoje sposoby. Poznajesz tę torebeczkę z twoimi odciskami palców? Dowiedziałam się od Jo o tym jak na imprezie podajesz mnie i Jamesowi drinki, a potem bach! Film nam się urywa. Widziałaś jak James prowadzi mnie do pokoju, bo Jo ci się przypadkowo wygadała, że James coś szykuje dla Lucy. On chciał mi pokazać ten prezent u siebie w pokoju zanim wyszłam. Poszłaś na górę i nas sfilmowałaś.
- Bo potem się zaczęliście całować!- próbowała się usprawiedliwić.
- Przez alkohol i nie wiedzieliśmy co robimy. W dodatku on pocałował mnie, bo był bardziej pijany. Pytanie brzmi co było dalej? Po to przyszłam. Chcę wiedzieć czy poszliśmy razem do łóżka i czy w ogóle coś tam się działo. Dla własnej wiedzy…
- Nie, nic się nie wydarzyło.- burknęła.- W sumie to wycięłam najfajniejszy moment z tego nagrania. Wycięłam ten moment po tym jak cię pocałował…a usunęłam ten, w którym dałaś mu w twarz. On cię przeprosił i położył się na łóżko. Ty obok niego. Zaczęliście gadać o pierdołach i szybko zasnęliście. Znudziłam się, bo nie było akcji, więc poszłam.
- Aha… więc przyznajesz, że uknułaś to wszystko?
- A kto ci w to uwierzy? Ja mam dowody, a ty nie.
- Pójdę z tym na policję.- podniosła woreczek na wysokość jej oczu.
- Teraz na tej torebce są i twoje ślady.
- Masz!- cisnęła w nią torebeczką.- W przeciwieństwie do ciebie ja nie potrzebuję tego.- patrzyła na nią z pogardą.
- To tylko ułatwienie w osiągnięciu celu.
- Logana nazywasz celem?- pokręciła głową.- On też ma uczucia.
- Tak już jest. Drapieżniki zdobywają, a ofiary umierają.- poprawiła włosy.
- To twoje motto życiowe?- wydrwiła ją.
- Niezły pomysł.
- Ja go kocham.- wyznała jej prosto w twarz.
- A ja go wykorzystam.- zaśmiała się jak wiedźma.
- Przeklinam dzień, w którym nasze drogi się skrzyżowały!
- Czy to już wszystko co masz mi do powiedzenia?
- Tak.- odrzekła krótko.
- Będę jeszcze taka miła i odprowadzę cię do drzwi żebyś znów mi czegoś magicznym cudem nie ukradła.
- Nie mam tutaj już czego szukać.- zeszły obie na dół. Natalie otworzyła jej drzwi. Marla wyszła bez słowa. Podeszła do samochodu po telefon i skierowała się do Jamesa.
Szatyn czekał już na nią przed furtką. Poszli na taras.
- Widzisz? Przyznała się do wszystkiego!- podskoczyła z radości Marla.- Narkotyki i jej zryty czerep. Nie, nie mogę już się doczekać kiedy powiem mu prawdę.
- Masz. Wszystko jest git.- z uśmiechem oddał jej swój stary telefon. Przeszli z powrotem na przód. Marla była podekscytowana. W końcu nie wytrzymała i rzuciła się na Jamesa z podziękowaniami. Chłopak złapał ją i obracał w koło. Nie spodziewali się, że wyjdzie do nich Logan. Dopiero jak przestali się kręcić, dotarło do nich, że stoi i im się przygląda.
- I jak się bawicie?- zapytał ich Logan.- Nie martwcie się mną. Kiedy się odwrócę, możecie zacząć się całować.
- Musimy ci coś powiedzieć ważnego.- odezwał się James.
- Co niby? Zostaliście parą?- spytał ironicznie.- No gratulacje!- zaczął klaskać w dłonie. Kendall i Carlos wyszli z mieszkania. Stanęli niedaleko niego.
- Weź przestań z tą ironią. Mamy dowody na swoją niewinność.- wytłumaczył.
- Nie mam zamiaru was słuchać i tego co wykombinowaliście.
- Popełniasz błąd.- wtrąciła Marla.- To wszystko wina Natalie. Ona to wszystko zmanipulowała.
- Akurat szedłem do niej.- wyminął ich i podszedł do furtki.
- Widzę, że się szybko pocieszyłeś. Idziesz z nią na randkę?- jej słowa spowodowały, że się zatrzymał.
- Nawet jeśliby tak było czy nie mam prawa?- wycedził przez zęby. Słońce zaczęło jeszcze mocniej prażyć. James poczuł jak drętwieją mu palce.- Nie chcę na was patrzeć.- wybiegł. James zaczął go gonić. Próbował go złapać i na spokojnie mu to wytłumaczyć. Marla też wybiegła, ale w końcu się zatrzymała. Upał był nie do zniesienia. Patrzyła razem z Kendallem i Carlosem jak oboje biegną. Kiedy James biegł poczuł nagły skurcz mięśni i falę gorąca, która dotarła do jego głowy. Poczuł ukłucie w sercu. Zwolnił natychmiast. Zrobiło mu się słabo. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Przed jego oczami robiło się coraz ciemniej aż w końcu upadł nieprzytomny...







* Tam tararam tam taaaam :) Nie ma to jak klimatyczna nutka grozy w moim wykonie :) Wiem, że rozdział nie jest specjalnie jakiś długi. Mogę Wam powiedzieć, że w następnym rozdziale zamknie się ten wątek, więc czekajcie na następny. I jak wrażenia? Jak to wszystko się skończy? Czy przyjaciele pogodzą się a rozbite pary znów połączą? Piszcie komentaaarzeee.  
Do środy :*

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 64

Logan nie wiedział co ze sobą zrobić. Chodził, a raczej błąkał się po domu. Niby był Carlos i Kendall, ale nie miał ochoty na rozmowy. Nie mógł się niczym zająć. Nie mógł skupić się na czytaniu książek. Do pracy nie pójdzie, ponieważ miał wolne do końca tygodnia. Potem stwierdził, że to dobrze, bo nie chce pracować z Jamesem. Nie chciał na niego patrzeć. Kendall chodził z kuchni do salonu i z powrotem. Myślał jak to wszystko odkręcić lub jakoś zaradzić. Chciał ratować tę przyjaźń. Widział jak Logan drepcze po domu i wariuje, a James zniknął. Najwyraźniej nie chce pokazywać mu się na oczy. Nie wiadomo jak on na to zareaguje. Pomyślał o wyjeździe, ale nikt by się na niego nie zdecydował. Chciał wyjechać z Jo na wycieczkę. Zostało jej jeszcze kilka dni urlopu. Blondynka wiedziała w jakiej wszyscy są sytuacji i postanowiła, że wróci do Palmwoods. Kendall nie miał sił przekonywać jej i pozwolił jej się wyprowadzić. Blondyn usiadł na kanapie opierając głowę na ręce. Myślał co dalej z zespołem. Czy jest możliwość żeby Logan zniósł Jamesa na nagraniach, koncertach, wywiadach. Wiedział, że nie. Bał się, że trzeba będzie rozwiązać zespół, a tego by nie chciał. Mogłoby nie być zespołu, ale przynajmniej niech oni w końcu się pogodzą.
Logan siedział obok niego. Kiedy do domu wrócił James ze spaceru z psem, brunet bez słowa poszedł na górę. Napięcie w domu odczuwała reszta domowników. James czuł się z tym źle. Na początku próbował z nim zacząć rozmowę, ale za każdym razem zamykał się w pokoju. Kiedy James mówił do niego przez drzwi, wychodził z domu. Nie upijał się już do nieprzytomności. Błąkał się po parkach albo rozmawiał z Natalie. Logan czuł, że tylko ona ostatnio go rozumie i może z nią normalnie porozmawiać jakby nic się nie stało. Przynajmniej tak myślał dopóki dziewczyna go nie pocałowała. Na początku nie miał nic przeciwko, ale w końcu otrząsnął się i odskoczył od niej.
- Natalie, nie mogę.- w jego myślach wciąż krążyła Marla.
- Przepraszam, ale uznałam, że potrzebujesz teraz ciepła.
- Nie jestem gotowy i nie rób tego więcej.- wciąż czuł się winny, że do tego doszło.
- Ok, ale pamiętaj, że ja będę czekać na ciebie. Powinieneś o niej zapomnieć. Zrobiła ci krzywdę.
- Nie rozmawiajmy o niej.
- Dobrze.- przytuliła go z triumfalnym uśmiechem, który ukryła za jego ramionami.

James nie raz rozmawiał o tym z Kendallem. Rozpatrzał ostateczną opcję, wyprowadzić się. Już nie mógł dłużej tego znieść. Kendall za każdym razem wybijał mu to z głowy tłumacząc, że jeśli się wyprowadzi to Logan pomyśli, że faktycznie coś zrobił i ma wyrzuty sumienia. A ma mu udowodnić, że jest odwrotnie.
James zrobił niespodziewaną wizytę w Palmwoods. Marla otworzyła mu drzwi, ale nie wpuściła go do środka, ponieważ była tam Lucy. James nie było gotowy na starcie z nią twarzą w twarz. Usiedli na korytarzu.
- Co tu robisz?- spytała go.
- Nie mam co ze sobą zrobić. A muszę z kimś porozmawiać. Boję się, że tak już będzie zawsze. Wydawałoby się tak z perspektywy kogoś innego, że to taka błahostka, bo w sumie… A tu taki bigos. Ja sobie nie radzę. W domu popiera mnie tylko Kendall, Carlos jest rozerwany pomiędzy stronami. Czasami coś powie, a czasami w ogóle się nie odezwie. Kendall próbował rozmawiać z Loganem to też się posprzeczali. On jest taki uparty…
- Wiem.
- A rozmawiałaś z nim dzisiaj?
- Przecież wiesz, że nie dałby mi dojść do słowa. Dlatego pomyślałam, że dam mu czas i wtedy strzelę z procy.
- O czym ty mówisz?- zaciekawił się James. Marla powiedziała mu wszystko co się dzisiaj wydarzyło, ze szczegółami. Przyjaciel słuchał uważnie każdego słowa wychodzącego z jej ust.- Wiesz co?- podsumował James.
- Tak?
- Ty jesteś głupia! Leć do niego natychmiast. Na co ty czekasz?
- Nie! A ty ani się waż komuś o tym choć słówka pisnąć. Rozumiano? Mam już plan. Jeśli mam rozmawiać z Loganem to muszę uzbierać wszystkie dowody. Wiem, że to Natalie. Ale czy wziąłeś pod uwagę, że ona może się wszystkiego wyprzeć? To super. Jesteśmy niewinni, ale musimy udowodnić w niej winę żeby oczyścić siebie.
- Więc co proponujesz?
- Ja z Lucy podjęłyśmy już wszelkie ryzyko. Ty też na pewno tego chcesz?
- Jesteście obłędne i tak. Nie mam nic do stracenia.- uśmiechnął się z podniecenia.
- To miej telefon na posterunku, bo jak najnowszy plan Lucy nie wypali to się przydasz.
- Jaki plan?
- Pójdę do niej jeszcze raz tylko, że z dyktafonem. Zmuszę ją do powiedzenia prawdy i wszystko będę miała czarno na białym. A potem ze wszystkimi dowodami idziemy do Logana. Wszystko będzie tak jak dawniej. Weź się tylko nie przejmuj.
- Lucy… z jaką ja byłem kombinatorką?- uśmiechnął się do drzwi.
- A ty zastanów się co czujesz. Lucy to naprawdę świetna dziewczyna mimo, że wkradała się tej jędzy do mieszkania.- zaśmiała się.
- Do zobaczenia.- wstał.
- Weź przykład ze mnie i weź się garść. I cześć.- otworzyła drzwi. Odprowadziła Jamesa wzrokiem.

Pod wieczór Marla tak jak mówiła była pod domem Natalie. W samochodzie przygotowała dyktafon i wsadziła do kieszonki w torebce tak, aby nie zagłuszyć dostępu do niego. Marla zdecydowanym ruchem podeszła do drzwi i zapukała. Natalie otworzyła jej drzwi z wyrazem obrzydzenia.
- To znowu ty?- jęknęła.
- Nie wyjaśniłyśmy sobie wszystkiego.
- A o czym ty chcesz jeszcze rozmawiać?
- Zdziwiłabyś się. Mogę wejść?- spytała.
- Skąd ta zmiana? No cóż… wejdź, ale nie na długo. To czego chcesz?- zapytała kiedy były już w środku. Marla zagapiła się na wystrój wnętrza. Na ścianach wszędzie panowała biel, a na podłodze ciemny brąz. Jasne meble skomponowane były z czerwonymi dodatkami. Nie spodobało się jej to, że na ścianach było mnóstwo luster. Gdziekolwiek spojrzała, widziała swoje odbicie.- Hello? Ziemia! Mówię do ciebie.
- A tak… chciałam ci zadać kilka pytań. Pytanie pierwsze, podstawowe. Czy wiedziałaś co nam dosypujesz do drinków podczas imprezy?- Natalie odwróciła wzrok.
- Nie wiem o czym mówisz…
- Tak? Na twoje nieszczęście jeszcze tego samego dnia zrobiłam sobie badania. Chyba nie muszę ci mówić co tam wykryto, bo dobrze o tym wiesz!
- Co ja mam z tym wspólnego?
- Ty podałaś nam drinki, to były ostatnie jakie wypiliśmy.
- To jeszcze nie znaczy, że miałam z tym coś wspólnego. O co ty mnie oskarżasz?- zaczęła się śmiać. Marla nie wiedziała czemu.
- Z czego się śmiejesz?- zmarszczyła brwi.
- Co? Marla? Jak możesz? Ty mnie nagrywasz?
- Słucham?- coś ścisnęło jej gardło. Jednym szybkim ruchem Natalie wyciągnęła dyktafon z jej torebki i skasowała nagranie. Marla patrzyła na nią otępiałym spojrzeniem.- Skąd wiedziałaś?
- Domyśliłam się po twojej ostatniej wizycie. Czułam, że coś wiesz kiedy mówiłaś mi, że chcesz udowodnić swoje. A widać jaki jest jedyny sposób. No to się nie pomyliłam. Proszę cię, wyjdź. Nie będę marnować na ciebie czasu.- Marla nie miała już nic do powiedzenia. Wyrwała sprzęt z jej ręki i wyszła zdenerwowana. Nie mogła się powstrzymać żeby nie płakać.
Kiedy Lucy zobaczyła w jakim stanie wróciła jej przyjaciółka, która ze złością trzymała dyktafon w ręce, wiedziała już o niewypale. Bez słowa przytuliła ją do siebie. Postanowiła, że wyręczy ją w prowadzeniu samochodu. W międzyczasie zadzwoniła do Jamesa i powiedziała, że wszystko poszło nie tak. Ten poinformował, że przyjedzie jak tylko będzie mógł. Lucy nie miała pretensji o to, że Marla go zaprosiła.

Siedziały w domu i nie wiedziały co zrobić. Inaczej to sobie wyobrażały. Teraz Natalie będzie wiedziała, żeby trzymać język na zębami za każdym razem gdy ją spotka, bo nie wiadomo kiedy zostanie nagrana. A to był jedyny sposób.
- Nie martw się. Coś wymyślimy.
- Co niby? Serum prawdy chcesz jej wstrzyknąć?- wysmarkała nos w chusteczkę. Zaczęła jeść ciastka myśląc, że może to trochę poprawi jej humor, choć sama w to wątpiła.
- Może coś podobnego…
- Proszę cię!- uspokoiła jej wyobraźnię. Zapadła długa cisza. Lucy zerkała na lokatorkę i ciągle przegryzała wargi. Marla zauważyła, że najwyraźniej chce jej coś powiedzieć.- No nie męcz się tak. Powiedz czego chcesz.
- James tu przyjdzie?
- Tak, ale możemy pogadać na korytarzu jeśli nie masz nic przeciwko.- dodała szybko.
- Nie. Ja pójdę. Ale muszę cię o coś poprosić…- podeszła bliżej.
- Oby było to coś rozsądnego…- podrapała się po policzku.
- Uwiedź Jamesa.- powiedziała krótko. Marla zakrztusiła się ciastkiem, które akurat jadła.
- CO?- krzyknęła kiedy mogła się już odezwać.- Czy ci kompletnie odbiło? O co ty mnie prosisz?
- To chyba nie jest trudne… chodzi mi o to, abyś wiesz… no…
- Nie wiem!- spojrzała na nią takim wzrokiem jakby jej w ogóle nie poznała.
- Pocałowała go. Tyle wystarczy. Wiem jak to wygląda.
- Po co mam to zrobić?! Lucy? Weź ty się lecz. Zmuszasz mnie, abym pocałowała naszego eks?
- Muszę mieć pewność dlaczego mnie rzucił. No wiesz… czy to przez niego czy przez ciebie. Nie chciałabyś tego wiedzieć? Nie masz nic do stracenia. Nie jesteś z Loganem. Ja muszę wiedzieć czy on coś do ciebie jeszcze czuje. Nikt się o tym nie dowie.
- Ale…
- Proszę. Ja pomogłam tobie. Więc ty pomóż mi.
- I nie będzie ci z tym źle?- zdziwiła się.
- Może i będzie. Nie jesteśmy już razem, więc nie mogę mieć do niego za złe. W sumie jakbym miała dopuścić żeby ktoś go całował po za mną to byłabyś to tylko ty. Innej bym łeb urwała.
- To dla mnie zaszczyt?- wybełkotała niepewnie, lekko ironicznie.
- Ja muszę to wiedzieć Marla. Od tego wszystko zależy…
- I jak ja mam to zrobić? Rzucić mu się na szyję?
- Nie wiem. Użyj swojego kobiecego wdzięku, ewentualnie talentu aktorskiego. Idę.- wzięła torebkę i wyszła.
Marla została sama ze sobą. Zastanawiała się jak mogła się na to zgodzić. Gdyby była z Loganem to nawet o tym by nie pomyślała. W sumie Lucy miała trochę racji mimo tego, że jej pomysły są specyficzne. Pomyślała: Lucy naprawdę musi mnie lubić i bezgranicznie ufać skoro powierza mi takie zadanie. Ale jak to wygląda? Logan mnie rzucił przez mój pocałunek z Jamesem i oszustwa, a teraz ja mam znowu to zrobić? Jest różnica. Teraz jestem sama i nie muszę się tłumaczyć ze swoich czynów. Logan obściskiwał się z Natalie, więc ja też mam prawo coś zrobić. Ja też chcę wiedzieć co siedzi w głowie Jamesa, a raczej kto. Usłyszała pukanie do drzwi.
- Otwarte!- zawołała. James wszedł do środka rozejrzawszy się wcześniej.
- Jest Lucy?
- Nie ma, wyszła. I prędko nie wróci.- rysowała palcem kółka na stole ze zdenerwowania.- Zamkniesz drzwi na zamek?- chłopak przekręcił klucz. Marla usiadła na kanapie. James stał tak przez chwilę, a następnie usiadł obok niej. Zapadła niezręczna cisza.- Jaka ja jestem głupia. Nie zaproponowałam ci nic do picia.
- Niczego nie chcę.- podziękował.
- Zrobię ci.- wstała. Wlała wody do czajnika elektrycznego.
- No to niech już będzie kawa.- westchnął głośno rozciągając się. Marla wyjęła dwa naczynia i wsypała do nich kawy. Wróciła na swoje miejsce.
- Więc plan nie wypalił?- zaczął James.
- Co? A, tak. Natalie mnie rozszyfrowała. Jestem kompletnie załamana. Nie wiem co robić.
- Spróbuję jeszcze nad tym pomyśleć jak wrócę do domu. A jak samopoczucie ogólne?- spojrzał jej w oczy.
- Nie wiem. Czuję się rozdarta. Raz myślę tak, a już po chwili inaczej. Dostaję kręćka. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Ale teraz jesteś jeszcze bardziej zdenerwowana niż kiedykolwiek…- zauważył. Marla przegryzła wargę.
- Widzisz jaki jesteś spostrzegawczy?- próbowała się uśmiechnąć, ale się nie dało.
- Co się stało?
- Myślałam o tobie. O tej rozmowie na ławce. Jak mówiłeś, że coś do mnie czujesz… I wiesz co? Wiem jak ci pomóc.- wzięła jego rękę. Jego dłoń na chwilę drgnęła, ale nie protestował.
- Chcesz jeszcze raz powtórzyć te swoje badania?- uśmiechnął się.
- Zapomnij o tych wygłupach James…- zaśmiała się krótko. Odwróciła nagle wzrok.
- Hej, nie odwracaj głowy jak ze mną rozmawiasz.- czuła, że się uśmiecha, choć tego nie widziała. Serce zaczęło jej mocniej bić. Ponownie spojrzała na jego twarz, a potem na usta. Przybliżyła się. Jamesowi zniknął uśmiech. Marla przyłożyła wargi do jego. Minęła chwila od kiedy zwykły kontakt warg zamienił się w namiętny pocałunek. Marla objęła go wokół szyi. Dziewczynę wypełniło dziwne ciepło. Czuła jak James ujmuje jej twarz, aby zbliżyć się do niej jeszcze bliżej. Dopiero zorientowała się, że siedziała mu już na kolanach, ale nie przestała go całować. Nagle sygnał od czajnika zadzwonił. Marla obudziła się jak z transu, podniosła się i poszła do kuchni. Nie mogła się odwrócić i na niego spojrzeć. Nie była w stanie. Drżącą się dłonią nalała wody do filiżanek. Niosła dwa naczynia skupiając się na tym, że niesie wrzątek niż na Jamesie. Usiadła teraz naprzeciwko niego. James cały zmieszany wbił wzrok w podłogę. Nie wiedziała co myśli, ale znała przynajmniej swoje .
- Przepraszam.- wybąkał w końcu.
- To ja przepraszam. Nie powinnam.
- Ja powinienem zatem się kontrolować.- po tych słowach zamilknął na chwilę.
- O czym myślisz?- była ciekawa.
- Cieszę się, że to zrobiliśmy…- odważył się spojrzeć na nią.
- Serio?
- Tak. Teraz mogę sobie wszystko poukładać. Powoli rozgardiasz, który panuje w mojej głowie zaczyna znikać. Pojawia się czysty porządek.
- Czyli…? Nie za bardzo cię rozumiem.
- Czy jest możliwe kochać dwie osoby jednocześnie?- spytał.
- Nie wiem.
- Bo tak się czuję. Ten pocałunek… Hym. Doszło do mnie, poczułem to przed chwilą. Gdy mnie pocałowałaś, część mnie chciała tego, a część karciła mnie za to i kazała myśleć o Lucy. Jeszcze nigdy tak nie było, że gdy całowałem dziewczynę, myślałem o tej drugiej. I to była ta większa część.
- I gdybyś miał to powtórzyć to…?
- Nie zrobiłbym tego.- odpowiedział zadowolony. -Kocham cię, ale chyba nie taką miłością jak ją, nie tak silną. Ja zacząłem traktować cię jak siostrę. Chyba o to uczucie mi chodziło. Jesteś dla mnie jak siostra, której nie miałem.- uśmiechnął się sam do siebie. Ten pocałunek może mnie trochę zamroczył, ciebie chyba też. Ale wiadomo… taka sytuacja, chwila desperacji, to wszystko co się teraz dzieję. Wiesz do czego czasami dochodzi gdy człowiek jest zagubiony? Nie mógłbym Loganowi tego zrobić. I z tego się cieszę.
- Ja też. Ale co teraz zamierzasz?
- Muszę się poważnie zastanowić. Teraz nie odpowiem ci na to pytanie.
- Dobrze, bracie JD.
- Mówiłem ci żebyś tak do mnie nie mówiła. Te pseudo przypomina głupią postać, którą grałem. A w dodatku to inicjały.
- Niech będzie, Jamie.- uśmiechnęła się.
- Do tego przywyknę.- łyknął kawy.- Znowu muszę ci dziękować za wszystko.
- Nie musisz.
- Muszę.- wstał.- Moje życie zmieniło się odkąd cię poznałem. Muszę już iść. Będę jeszcze myślał o tej sprawie z Natalie. Zobaczysz. Coś wymyślę.
- Do jutra!
Marla pożegnała Jamesa i ze spokojem położyła się na kanapie. Kiedy wróciła Lucy, zdała jej relacje ze spotkania. Rockmenka odetchnęła z ulgą. Kazała się dziewczynie położyć, bo jutro mają ważny dzień. Mimo, że wcześnie trafiły do łóżek, długo jeszcze nie spały myśląc o spisku. Kiedy Marla z Lucy rozmawiały ze sobą, do szatynki zadzwonił James.
- A ten czego chce o tej porze?- zdziwiła się Lucy.
- Zaraz zobaczymy.- odebrała telefon i włączyła głośno mówiący pod warunkiem, że lokatorka będzie cicho co obiecała.- Wiesz, która jest godzina?... Ano pierwsza… Tak?...No dajesz…Aha…- siedziały słuchając jaki plan wymyślił James.- Wiesz co? Jesteś porąbany, ale plan może się udać… No jasne, że w to wchodzę… Załatwimy ją własną bronią. Cześć.- rozłączyła się.
- James…- westchnęła Lucy.- Z jakim ja byłam kombinatorem.- Marla tylko uśmiechnęła się słysząc te słowa, bo takie same wypadły dzisiaj z jego ust.






* Wiecie, że na 80% myślałam, że rozdział się nie pojawi? Było jeszcze rano sześć komów, ale wyrobiliście się :) A ja zdążyłam napisać specjalne wyjaśnienie. Mam nadzieję, że nigdy nie zobaczycie go zamiast rozdziału.
Ah... gdy James i Marls się pocałowali, przypomniały się czasy jak jeszcze byli jakby razem. Te pierwsze rozdziały. Ah :) Może domyślscie się na jaki plan wpadł James? Jeszcze dwa rozdziały i zakończenie tego wątku.
Info: Rozdziały teraz częściej będą pojawiały się rano niż nocą, więc żeby się ktoś w nocy nie zdziwił, że nie ma. Do godziny 9 powinien się pojawić.
Ponieważ w ankicie wzięło udział 14 osób z czego 13 było za dwoma rozdziałami w tygodniu, ogłaszam... POWRACAM DO PUBLIKACJI W ŚRODY I SOBOTY! 
W tym tyg jeszcze nie bd w środę, ale zapraszam w sobotę  na kolejny rozdział :*

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 63

Marla włączyła telefon. Pokazało się mnóstwo połączeń o Gustavo. Postanowiła do niego zadzwonić. Wytłumaczyła, że ma zatrucie pokarmowe i nie mogła przyjść oraz najwyraźniej nie przyjdzie jutro. Menager łyknął to kłamstwo. Dał jej dwa dni wolnego. Marla ucieszyła się. Poszła na dół do recepcji odebrać pocztę. Dostała trzy listy. Jeden jak zawsze od mamy. Uśmiechnęła się w duchu, bo ciągle jej tłumaczyła, że pisanie maili będzie lżejsze, ale ona chyba się upiera. Drugi to zaproszenie na bal, który postanowiła sobie darować. Zdziwił ją trzeci list ze szpitala. Usiadła na krześle na holu głównym i wciągnęła się w list, do którego zostały dołączone wyniki badań, o których zupełnie zapomniała. Przejrzała wyniki i nie znalazła niczego dziwnego, choć mało co z tego rozumiała. Pomyślała o Loganie, bo może on umiałby to odczytać. Spojrzała na drugą kartkę. Pochłonięta w literkach czytała cicho pod nosem.
- Chcą mnie widzieć, bo coś podejrzanego jest z moimi wynikami?- powiedziała sama do siebie. Schowała listy do torebki i postanowiła od razu tam pojechać. Po dziesięciu minutach była na miejscu. Najwyraźniej było już po strajku, ponieważ pielęgniarki siedziały na swoich stanowiskach. Marla wytłumaczyła po co przyszła, pielęgniarka wskazała jej numer drzwi.
Marla zapukała niepewnie i weszła do środka.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.- odpowiedziała jej lekarka.- Pani Steward, tak?- kiwnęła głową.- Proszę usiąść.
- Przyjechałam od razu gdy dostałam powiadomienie. Czy coś jest nie tak?- przejęła się.
- Mogę zadać Pani osobiste pytanie?
- Proszę…- przyłożyła rękę do szyi.
- Uczestniczyła Pani w jakiejś imprezie w dniu badań?- Marla opuściła głowę.- Proszę się nie bać. Jestem lekarzem, ale proszę szczerze.
- Tak. Byłam.
- To wszystko wyjaśnia. W Pani badaniach krwi prócz śladowych ilości alkoholu wykryto coś jeszcze…
- Jestem w ciąży?- przestraszyła się.
- Nie, skąd. Na pewno Pani zauważyła ten skrót.- pokazała palcem na jej wynikach krwi.- To jest GHP.
- Ale co to jest dokładnie?
- To środek psychoaktywny, depresant. Może Pani nic to nie mówi…
- Mniej więcej.- podrapała się po policzku.
- Potocznie nazywa się pigułką gwałtu.- Marli oczy zrobiły się wielkości spodków od talerzy.- Ofiara nie pamięta nic już po kilku minutach od użycia. Proszę się nie obawiać. Po wynikach stwierdzono, że wszystko gra. Raczej nikt Pani nie zgwałcił. Miała Pani dużo szczęścia. Ale na wszelki wypadek radziłabym wizytę u ginekologa.
- Robiłam już testy. Ale jak to jest możliwe? A może to pomyłka?
- Nie. Badanie to ponowiono. Pamięta coś Pani z tej nocy? Może komuś nie chodziło o takie złe zamiary. Może ktoś chciał Panią okraść. W takiej sytuacji należy wezwać policję.
- Nikt mnie nie zgwałcił i nie okradł. Jestem tego pewna. I proszę mi wierzyć, zadzwonię na policję.- nad tym ostatnim jeszcze się zastanowi, ale wątpi.
- Ze względu na sytuację, ginekolog jest do Pani dyspozycji już teraz.
- Dziękuję. Do widzenia.- zamknęła drzwi. Natychmiast skierowała  się do następnego gabinetu.

Ginekolog po przebadaniu nie stwierdził żadnych śladów gwałtu. Marla odetchnęła z ulgą, choć przeczuwała to od samego początku. Zanim wyszła zapytała się czy mogłaby dostać to na piśmie. Wzruszył ramionami i wyjął kartkę. Podał ją pacjentce i wyszła.
Wróciła do domu i opowiedziała wszystko Lucy.
- Tabletka gwałtu?- pisnęła.
- Też miałam taką minę.- odpowiedziała Marla.- Teraz już wiem czemu nic nie pamiętam. Wiedziałam, że jestem niewinna. Masz! Tu są wszystkie badania. Nie spaliśmy razem i teraz mam na to dowód. Widzisz?
- Tak. Myślisz, że James też… no wiesz.
- Najwyraźniej. Mówię ci. To nie jest przypadek, że oboje… nie. Nie pamiętam tylko kto to mógł dodać nam do drinków. Muszę zapytać się kogoś kto był wtedy w miarę trzeźwy.
- Kendall!- przypomniała sobie czerwonowłosa.
- Nie chcę znowu mieszać w to Kendalla…
- A Jo?
- Jo? Tak, to może dobry pomysł.- wyjęła telefon.
- Chcesz załatwiać to przez telefon?
- Ja nie wytrzymam ani sekundy dłużej. I nie pojawię się w tym domu dopóki nie będę miała wszystkiego czarno na białym.- Jo odebrała telefon. Rozmowa trwała dość długo. Lucy chodziło w kółko po kuchni nerwowo obgryzając paznokcie. W końcu rozmowa się skończyła.
- I co?
- Dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy. Jo jeszcze przy tym była. Przyszła do nas Natalie kiedy siedziałam z Jamesem przy stole. Jo mówi, że miała tackę z drinkami i wtedy ona się ulotniła. Podobno siedzieliśmy we trójkę. A potem chciałam iść do domu. Ten drink od Natalie był ostatnim drinkiem jaki wypiłam razem z Jamesem. Czuję, że to ona. Tak! Ona to uknuła.
- Tylko jak masz zamiar to udowodnić?
- Pójdę do niej.
- I myślisz, że się przyzna? Powie, że wam to dodała, żeby cię skłócić z Loganem?
- Masz rację.- zgasiła swój zapał.
- A jeśli ci pomogę.- wpadła na pewien pomysł Lucy.
- Jak?
- Może to idiotyczny pomysł jak z seriali dla nastolatek, ale…- zawahała się.- Pójdę z tobą. To znaczy ty pójdziesz. Niech cię zaprowadzi na taras i tam ją czymś zajmiesz, a ja wtedy poszukam tego świństwa w jej mieszkaniu.
- Wiesz czym ryzykujemy?
- To jej problem. Jak wezwie policję to sama siebie wkopie. To ty masz dowody. Jak policja się w to mieszka to już po niej. Skąd w ogóle taka laska bierze takie dragi?
- Nie wiem, ale przekonajmy się.
- Czyli co? Przystajesz na to?- spytała trochę zdziwiona.
- Nic mnie nie powstrzyma. Ukatrupię tą dziewuchę.
- Podoba mi się twoje nastawienie. Na co czekamy? Jedziemy!

Pięć minut później były już na miejscu. Marla zaparkowała samochód pod domem Alexy, której nie było. Lucy została w samochodzie. Furtka była otwarta, więc pozwoliła sobie wejść. Zadzwoniła dzwonkiem, ale nikt nie otwierał. Z tego miejsca było widać ich willę, a nawet jej tył. Nagle zobaczyła coś strasznego. Na tarasie Logan i Natalie tulili się do siebie. Marla poczuła się jakby dostała czymś ciężkim po twarzy. Widać, że szybko się pocieszył. Postanowiła jednak wziąć się w garść. Wysłała smsa do przyjaciółki, że Natalie jest obok i trochę to potrwa. Odwróciła głowę, aby nie patrzeć na nich i schowała się. Czekała pod jej drzwiami. W końcu modelka wychodząc zauważyła jak Marla stoi pod jej domem. Szatynka zaczęła się denerwować, widziała jak Lucy skrada się za samochodami. Udała, że nie patrzy w jej kierunku.
- No proszę!- uśmiechnęła się lekko szyderczo Natalie.
- Musimy porozmawiać.
- No dobrze.- wsadziła klucz od domu do drzwi i przekręciła.- To wejdź. Chyba, że chcesz rozmawiać na dworze.
- Wolę na dworze. Nie będę wchodzić do twojego mieszkania.
- Niech ci będzie… Przejdźmy bokiem na taras.- zaprowadziła ją na tyły. Kiedy tylko przeszły na taras, Marla nie mogła się powstrzymać.
- Dlaczego to zrobiłaś? Wiedziałaś, że powiem mu prawdę. Miałyśmy umowę.
- Nie masz jakiejś samokontroli dziewczyno? Słuchaj. Byłyśmy umówione, że powiecie prawdę Loganowi do pewnej godziny, a ja nie powiem co ja wiem.
- Byłoby dobrze, gdybyś się wtedy nie wtrąciła. Zrobiłaś to specjalnie, bo wiedziałaś, że wyjawimy mu prawdę. Nie mogłabyś tego wytrzymać gdyby to video się zmarnowało, prawda? Byłaś naprawdę świńska, że wykorzystałaś sytuację tylko po to, aby mnie skłócić z Loganem.
- Ja nie chcę cię skłócić z Loganem. Ja go chcę dla siebie i zrobię wszystko, aby tak się stało. No i udało mi się.
- No nie wierzę! Ty jesteś chora. Jakie ty miałaś dzieciństwo? Tatuś kupował ci wszystko czego chciałaś i to ci tak zryło głowę?
- Zdziwiłabyś się.- usiadła. Marla zrobiła tak jak ona. Czuła, że to jest potrzebne, aby zyskać na czasie. Spojrzała w górę i zobaczyła Lucy w oknie. Przełknęła ślinę.- Jak już mówiłam… moje dzieciństwo nie było najlepsze. Mój ojciec był nieznośny. Zabraniał mi wszystkiego. Miałam szesnaście lat, a wciąż traktował mnie jak małe dziecko. Nie pozwalał mi wracać samej ze szkoły, ciągle odwoził mnie samochodem. Kiedy już wychodziłam na dwór żeby spotkać się z koleżankami, to góra dwie godziny. Musiałam z każdej imprezy wracać o dziesiątej.
- A twoja mama?
- Rodzice są po rozwodzie. Dlatego tata kontrolował mnie z każdej strony, bo bał się, że mnie straci. Ale takie życie było uciążliwe. Chciałam to zmienić. Chciałam, aby mi zaufał. Doszło do takiego dnia, do studniówki. Miałam wtedy chłopaka, o którym ojciec nie wiedział. Powiedział mi, że wyjątkowo dziś mogę wrócić o północy. Byłam bardzo szczęśliwa. Na studiówcce bawiłam się wyśmienicie, ale chłopak, z którym byłam mnie zdradził. Przyłapałam go na gorącym uczynku i wróciłam zdruzgotana do domu. Była godzina dziesiąta. Wypełniona złością pod wpływem emocji opowiedziałam wszystko ojcu. Spodziewałam się, że mnie ochrzani, ale mnie tylko przytulił mówiąc, że już wcale nie jest mi potrzebny. Umiem zatroszczyć się sama o siebie i wiem co jest dla mnie dobre a co złe. Od tamtego momentu spuścił ze mnie łańcuchy i poczułam się wolna.- westchnęła.
- I jaki morał z tej historii?- uniosła brew.
- Że można osiągnąć wszystko tylko trzeba znaleźć sposób. Od tamtego dnia wiedziałam, że świat stoi dla mnie otworem. Mogę być kimkolwiek chcę i robić co tylko mi się podoba. A jeśli coś stoi na drodze do tego co mi się podoba to trzeba zniszczyć tę przeszkodę.
- Ja jestem tą przeszkodą?- spytała szatynka.
- Dobrze, że przynajmniej jesteś kumata.
- Nie widać żebyś była w nim zakochana. W przeciwieństwie do mnie.
- Oj ty biedna…- uśmiechnęła się z politowaniem.
- Ci wcale na nim nie zależy…- założyła ręce.- Nie wiem o co ci chodzi, ale nie pozwolę ci na to. Czy ty w ogóle sobie zdajesz sprawę, że rozbijasz przyjaźń? Tu już nie chodzi tylko o mnie, ale o Logana i Jamesa. To cię też nie obchodzi?
- Znają się całe życie. Pogodzą się.- machnęła ręką.
- Innej odpowiedzi się po tobie nie spodziewałam.
- Czy to już wszystko, bo mam jeszcze coś do zrobienia.- wstała. Marla pomyślała, że musi działać. Natalie nie mogła przyłapać Lucy, bo byłoby źle. Musiała ją czymś zająć. Przegryzła wargę i przymknęła oczy, aby sięgnąć do swojej pamięci.
- A może ty jesteś zazdrosna!- wypaliła. Na te słowa, Natalie odwróciła się i z powrotem usiadła.
- Że słucham?- oburzyła się. Marla cieszyła się w duchu, że połknęła haczyk.
- Nie udawaj. Pamiętasz sesję u twoich sąsiadów? Jak nagle fotograf zachwycił się mną, a ty zeszłaś na bok? Widziałam twoją minę jak składał mi propozycję. Jesteś zazdrosna, że to ja też będę na lipcowej okładce. Zrobiłaś to z zemsty. I chciałaś się mnie pozbyć już wtedy. Myślisz, że się nie dowiem, że kazałaś swojej kochanej kuzynce zrzucić mnie ze schodów?- potem dotarło do niej, że tak mogło być naprawdę i taki jest jej motyw.
- Jesteś śmieszna. Nie jestem zazdrosna o jakąś tam angielską gwiazdkę. To ja jestem modelką na pełen etat. Ja mam sesje na całym świecie i to ja miałam zaszczyt chodzić po wybiegach, o których ty możesz tylko śnić. Z ciebie żadna modelka nie będzie, spójrz na siebie.
- Sądzą, że jestem w sam raz, aby zostać ambasadorką.- Natalie została zaskoczona. Marlę nawet podsycił widok jej twarzy.- Bo właśnie do niej mówisz.
- Robisz sobie jakieś żarty? Agencja, w której pracuję wybrała ciebie na takie stanowisko?- przytaknęła.- To się w głowie mieści! Żadna z ciebie modelka. Raczej jakaś flądra na pół etatu.
- Wypraszam sobie!- zmarszczyła brwi. W tej chwili poczuła jak wibruje jej telefon. Wyjęła go. Dostała smsa od Lucy. Zadowolona schowała komórkę.- Posłuchaj, miałam ci tego teraz nie mówić, ale prosisz się. Wiem, że maczałaś palce w tym co niby zaszło na imprezie i mam zamiar udowodnić wszystkim, że to twoja wina. Mówi do ciebie angielska gwiazdka.- podniosła się krzesła.- I jeszcze nie zdajesz sobie sprawy jak silna.- odwróciła się na pięcie i poszła.
- Zobaczymy kogo wybierze Logan!- krzyknęła do niej, aby ją wkurzyć.
- Obiecuję, że długo się tobą nie zajmie.- trzasnęła furtką i wsiadła do samochodu.- Masz?
- Mam!- Lucy trzymała w rękawiczce białą foliową torebeczkę z ostatnią białą tabletką.
- Jesteś niesamowita!- uśmiechnęła się.- Mówię ci… jak ona mnie zdenerwowała.- dała gazu.
- Spokojnie. Przeszłaś to. Teraz musimy się upewnić, że to rzeczywiście jest jakiś narkotyk.
- A kto normalny trzymałby tabletki na gardło w woreczku?
- No… ale miałyśmy dużo szczęścia.- wypuściła powietrze z ust.-Ale z nas duet, co?
- Weź! Nie powinnyśmy do tego wracać.- skarciła ją przyjaciółka.
- Masz rację, ale roznosi mnie taka adrenalina.- Lucy schowała dowód zbrodni.
Pojechały do domu obmyślać plan dalszego działania.






* Choć odrobinę zdziwieni? Zaskoczeni? Oby :) Wydało się w czym Natalie maczała łapki. Kto jej nie lubi niech pisze w komentarzu. A, i nie trzeba mnie przepraszać za brzydkie słowa jak to ostatnio było. Wolny kraj :) Czy Marla i Lucy udowodnią winę Natalie? Jak to się skończy? Przekonacie się wkrótce. Do poniedziałku :*

PS Zbliża się wrzesień. To już za tydzień, a to ostatni wakacyjny post ( choć ja mam wakacje do października). To znaczy, że czas wrócić do pierwotnego planu publikowania. Jednak zostanie to na 2 rozdziałach w tygodniu. ŚRODA I SOBOTA. Chyba, że wolicie raz w tygodniu. Pojawiła się ankieta w związku z tym. Byłoby miło gdybyście oddali głos lub napisali w komentarzu jeśli używacie wersji mobilnej. Ankieta jest na kilka dni, więc szybciutko.
Mimo to rozdział pojawi się za tydzień w poniedziałek. Wtedy Wam powiem co i jak. Głosujcie :)

PS PS Jeszcze sobie pospamuję. No bo kto mi zabroni :D Zapraszam na pozostałe blogi. Pojawiły się kolejne rozdziały:

- Find the Solution
- Revenge has many faces...



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 62

Zbliżała się północ. Kendall z telefonem w dłoni czekał na jakiś sygnał ze strony Logana. Dzwonił do niego z dwadzieścia razy. Za każdym razem słyszał w słuchawce jego nagrany głos. Jo siedziała obok oparta głową o jego ramie. Carlos zamyślony siedział na fotelu ze wzrokiem wbitym w podłogę. Kendall nie mógł znieść takiej ciszy.
- Gdzie jest Logan? Nie odbiera, a zaraz północ.
- To duży chłopiec.- odpowiedział przyjaciel.- A dziwisz mu się? Ja bym się prędko nie pozbierał.
- Ty też im nie wierzysz?- zdziwił się.
- Próbuję, ale rozumiem Logana. Przyjaciel z jego dziewczyną…
- Przestań! To zwykłe nieporozumienie.
- Nie przeszkadzajcie sobie.- zszedł na dół James.- Wiem, że gadacie o mnie.
- Nie ogarniam cię stary. Jak do tego mogło w ogóle dojść?- zamyślił się Carlos.- Byłeś aż tak pijany, że nie pamiętasz?
- On nawet nie pamiętał tego co robił pod koniec imprezy.
- Ale Marla kontaktowała jeszcze. Ona ma twardą głowę. Nie przeczuwacie, że coś tu się nie zgadza? Ile ona wypiła? Na pewno nie tyle co James…
- Nie pamiętam.- podrapał się po głowie szatyn.- Ale zapytam ją.
- Nie upiła się.- odezwała się Jo słuchając tej rozmowy.- Pamiętam jak się chwaliła, że wypiła zaledwie pięć drinków.
- I ona nie pamięta tego co zaszło?- Latynos założył ręce.
- To jest dobre spostrzeżenie. Coś tu jest nie tak, ale nie będziemy się w to teraz mieszać.- uspokoił sytuację Kendall i wstał.- A ja idę po Logana.
- Gdzie?
- No ja się domyślam gdzie on może być…- wziął kluczyki od swojego vana i wyszedł.

Znał dobrze Logana. Wiedział w jakich miejscach może go znaleźć. Po drodze odwiedził trzy kluby. Nie było go w żadnym. Przypomniał mu się mały klub niedaleko centrum miasta. Kiedyś tam razem byli jak szukali Carlosa. Postanowił się tam wybrać. Zaparkował samochód gdzieś w oddali. Ulica wydawała się niebezpieczna o tej godzinie. Wszedł do środka. Oślepił go blask świateł i ogłuszyła głośna dyskotekowa muzyka. Przeciskał się przez pijanych i tańczących ludzi. Spojrzał na kapelę, która grała na scenie. Przypominali starych rockmenów z ulicy. Poszedł dalej, znalazł bar. Trafił w dziesiątkę. Przy barze siedział zgarbiony Logan. Pił właśnie alkohol, a obok niego siedziała nawet ładna blondynka w skąpej, czerwonej sukience. Możliwe, że miała tak na oko osiemnaście, dziewiętnaście lat. Kendall zaszedł go od tyłu i klepnął w ramię. Ten uśmiechnął się cały rozpromieniony i różowy na twarzy.
- Przepraszam Panią.- powiedział Kendall. Niezadowolona dziewczyna zeszła ze swojego miejsca i poszła na parkiet. Blondyn usiadł na jej siedzeniu.
- Barman!- krzyknął Logan.- Jeszcze jeden dla mnie i dla mojego kumpla, który mnie nigdy nie zawiódł.
- Wiedziałem, że cię tu znajdę.
- Oh Kendziu, mój kochany przyjacielu.- poklepał go po plecach.- Ty zawsze byłeś mi wierny jak pies. Dlatego cię kocham.
- No to, że mógłbyś być trzeźwy to nawet mi przez myśl nie przeszło.- barman podał im dwa kieliszki. Logan natychmiast wypił swojego.
- Pij!
- Jestem samochodem…
- To więcej dla mnie.- wziął jego kieliszek i szybko opróżnił.- Jak myślisz? Śmiali się ze mnie gdy obściskiwali się za moimi plecami? James znowu ukradł mi dziewczynę. Najpierw Jeneviv z trzeciej liceum, a teraz ona. Może to ja jestem ten trzeci i stanąłem między nimi? Przecież oni byli razem… Ale ze mnie świnia! To ja zabrałem mu dziewczynę!
- Wygadujesz głupoty.- westchnął.
- A niech leci do niego. Do tego lamusowatego lalusia. Nie potrzebuję miłości skoro mam to.- pokazał palcem na barek.- Będę pić póki trupem nie padnę. Nikt nie będzie po mnie płakał. Zostaniesz tu ze mną?
- Wracaj ze mną do domu. Nie będę z tobą rozmawiał kiedy jesteś pijany.
- Nie.- odwrócił głowę. Spojrzał na dziewczynę, która wcześniej siedziała na miejscu blondyna.- Widzisz tę dziewczynę co się na mnie ciągle patrzy? To jest laska dla mnie.
- Wygląda jak prostytutka…- skrzywił się.
- No to przejdzie na dobrą stronę mocy.- wstał.
- A ty gdzie się wybierasz? Wyjście jest tam.- podniósł gęste brwi.
- Idę poderwać tę panienkę.- pokazał łobuzerski uśmieszek.
- Lepiej się wróć zanim będziesz tego ostro żałować.
- To zatańcz ze mną.- Logan zaczął się wyginać na prawo i lewo.
- Kompletnie na mózg ci się rzuciło.
- To sam zatańczę.- odwrócił się do tłumu.- Kto chce się przytulić do faceta ze złamanym sercem?- krzyknął. Ku zdziwieniu Kendalla wiele dziewczyn się skusiło.- Ooo, teraz jest mi dobrze. Sklej moje obolałe serduszko.- przytulił się do tańczącej dziewczyny o marchewkowych włosach.
- Ohoho kolego! Tego za wiele.- przyjaciel wyciągnął go z parkietu.
- Nie dałeś mi z nią nawet zatańczyć. Czyś ty głupi? Widziałeś jaki miała… asortyment?- Kendall nic nie odpowiedział. Złapał kumpla za ramię i wyprowadził siłą z klubu. Było ciężko, ponieważ co chwilę się zataczał. Złapał powietrze kiedy stanęli przed samochodem.
- Wsiadaj.
- Ale z ciebie leszcz.- wsiadł do środka. Kierowca zapalił silnik.- I gdzie ty mnie wieziesz?
- Do domu.- odpowiedział patrząc przed siebie.
- Cholera! Nie, nie!- był zły, ale potem zaczął się śmiać.- Wrzuć na północ, młody kapralu, a potem ster na lewo! Płyniemy do Jen!
- Przecież Jeneviv wyszła za mąż. Nie pamiętasz?- zaśmiał się. Śmieszył go pijany przyjaciel.
- Brian to zawsze był z niego mięczak. Za burtę z nim! Marynarze! Przynieście rumu!- Logan wyciągnął spod kurtki butelkę z alkoholem.
- Skąd to masz?- zdziwił się Kendall, bo nie zauważył, że ma coś pod kurtką.
- Trza se radzić.- Logan pogłaskał butelkę i przyłożył ją sobie do policzka. Blondyn zwolnił.
- Super. Korek. O tej godzinie?- rozejrzał się.- Na szczęście nie długi.
- Młody kapralu, nie lękaj się gdyż rumu nam pod dostatkiem. Prędko nie zginiemy.- Logan złapał go za policzek.
- Weź ode mnie te łapy.- plasnął go po ręce.
- Statek w opałach, powoli tonie! Nie możemy marnować ostatnich chwil życia nad użalaniem się nad swoim loseeeem!
- Tu akurat się zgadzam…- kiwnął Kendall.
- Pijmy do dna, młody kapralu! Niech porwie cię ta ambrozja.- wziął butelkę do ust i skrzywił się. Otarł usta i westchnął .- Ohoho! Co za niespodzianka! To jednak wódka! Przeżyć możemy.
- Oddaj mi to.- wyciągnął rękę.
- Pocałuj mnie w dupę!- zaczął się śmiać.
- Pijany jesteś zupełnie nie do poznania. Mówię ci, robisz rzeczy, które będzie żałował. Zobaczysz jutro z jakim wstaniesz samopoczuciem…- w końcu korek minął.
- Nie pieprz! Jutro nie istnieje. Jutra nie ma. Jesteśmy tylko ty i ja… i te miasto.- spojrzał w bok.- Patrz jak LA się ładnie jara nocą.- mimo, że Kendall był zły na Logana, nie mógł się powstrzymać od śmiania się z jego zachowania.- Musimy to zaśpiewać. The city is ours, the city is ours…
- Boże, za co.- klepnął się w czoło. W końcu dojechali do domu.- Wyłazisz czy mam cię stamtąd wyciągnąć.
- Nie ruszę się stąd!
- Jak chcesz…- zabrał kluczyki żeby nie odjechał i poszedł do domu. Po chwili wrócił z Carlosem.
- Wow…- powiedział z wrażenia widząc Logana.
- Na co się tak gapisz marynarzu?- spytał go Logan.- Młody kapralu, za burtę z nim!
- Musimy go wyciągnąć.- powiedział do przyjaciela Kendall. Oboje złapali go i wyciągnęli z samochodu. Nagle butelka, którą trzymał Logan osunęła mu się z rąk, ponieważ Carlos nim potrząsnął. Butelka stłukła się z wielkim trzaskiem.
- Los!- krzyknął do Carlosa.- Zbiłeś moją panienkę, Los! Jak mogłeś? Teraz będę sam.- jęknął.
- Kac będzie jak nic…- otworzyli drzwi i rzucili go na kanapę.- Jezu jaki ciężki.- westchnął Carlos.
- O ja pierdziele. Cudowne pieśni i trele, pyszne morele na hulackie wesele.- zaśpiewał tak głośno, że James zszedł na dół zobaczyć co się stało. Widząc przyjaciela w takim stanie poczuł się winny.
- Hulackie?- spytał Carlos.- Jest takie słowo?
- Zabierzcie go!- Logan wskazał palcem na szatyna, który szybko zniknął nie robiąc problemów.- Oho!- wstał nagle.- Maiday!- pobiegł do łazienki i zaczął wymiotować. Przyjaciele pokręcili głową i poszli na górę.


Zbliżało się południe. Zgodnie z prognozą pogody, temperatura wzrosła jeszcze wyżej. Zapowiadało się kilka parnych dni. Prażące słonce, które padało przez okna i wysoka temperatura sprawiły, że Logan zaczął się budzić. Otworzył oczy. Leżał w salonie na kanapie. Gdy podniósł na chwilę głowę, natychmiast ją opuścił. Poczuł niesamowity ból. Jedną ręką złapał się za obolałą głowę, a drugą zasłonił swoje oczy przed jasnym światłem. Nie czuł się najlepiej. Może i nie pamiętał do końca co zaszło w nocy, ale wie dlaczego tak się czuje. Jego gardło domagało się wody, a raczej hektolitrów wody. Suszyło go strasznie. Wstał na miękkich nogach i doczołgał się do najbliższej butelki wody mineralnej stojącej w kuchni. Wypił połowę za pierwszym razem i to duszkiem. Złapał powietrze i znów zaczął pić. Potem przeszukał szafki, aby znaleźć tabletki na ból głowy. Trzaskał szafkami z nerwów. Po chwili na dół zszedł Kendall z uśmieszkiem na twarzy.
- Jutro nie istnieje. Jutra nie ma.- zaczął imitować jego głos.- Piękny mamy dziś dzień.
- Ani słowa i nie tak głośno.- zmrużył oczy.
- Wyglądasz strasznie.
- No co ty?- odpowiedział ironicznie.
- O! Obudził się już.- pojawił się Carlos.- Logan. Spójrz na okno. Może leży tam jeszcze twoja panienka.- zaciekawiony wyjrzał przez szybę i zobaczył potłuczone szkło na chodniku. Nie skomentował tego. W końcu przestali się z nim droczyć.- Weź to.- podał mu tabletki.- Naprawdę pomagają.- bez słowa Logan łyknął jedną i popił wodą.
- Idę pod prysznic.- mruknął kiedy poczuł od siebie nieprzyjemny zapach.

Tymczasem Marla i Lucy spędziły noc na miękkim dywanie przed telewizorem. Oparte głową o siedzenie kanapy gapiły się w wyłączony telewizor widząc w nim swoje marne odbicia. Na podłodze leżała pusta butelka po winie, stosy chusteczek, papierki oraz okruszki po licznych słodyczach, którymi się opychały. Zjadły cały zapas słodyczy, opróżniły wszystkie szafki, nawet zjadły lody. Nie zostało nic. Nie zważały na to jak wyglądają i gdzie są. Nie obchodziło ich to, że nie poszły do pracy, a szefowie pewnie dobijają się do ich wyłączonych komórek. Nie chciały dopuścić do swojego otoczenia nikogo. Chciały zostać same. Być razem, ale się nie odzywać. Po prostu kontemplować. Marla spojrzała na Lucy.
- Lucy?
- Marla?
- Dlaczego?
- Dlaczego co?- odpowiadała jej głupimi pytaniami.
- Dlaczego nie jesteś na mnie zła?
- Jestem… ale nie tak jak na Jamesa. Zresztą nie mam siły jeszcze z tobą drzeć kotów.
- Jesteś dziwna…
- Wiem. Ty też.- otarła oczy.- Najważniejsze, że powiedziałaś mi prawdę i żałujesz. Jesteś moją przyjaciółką na dobre i na złe. Ja już ci przebaczyłam.
- Dzięki. Jesteś teraz jedyną osobą, która mnie rozumie. Chociaż nie spodziewałam się takiej reakcji iż twojej strony.
- Mam się fochnąć i wyprowadzić do Diany?- spytała.- Ale Diana nie zastąpi mi ciebie.
- Nie…- zapadła cisza.- Przykro mi, że James cię zostawił.
- A ciebie Logan.
- Porozmawiam z nim. Nie powinien tego robić.
- Daj spokój. Może to i dobrze, że tak się stało. Nie chcę o tym myśleć. A ty?
- Też nie chciałabym, ale się nie da.
- Co więc będziemy robić?- spytała rockmenka.
- Będziemy tak tu siedzieć i użalać się nad sobą.- westchnęła Marla.- Choć ty nie masz po co. Ty nie jesteś niczemu winna.
- Nie, nie, nie! Nie wytrzymam tego.- wstała.- Wstań! Nie będziemy się użalać nad sobą. Pokażemy im właśnie, że potrafimy bez nich żyć. Niech zobaczą, że jesteśmy jeszcze silniejsze niż kiedykolwiek. Jesteśmy silnymi kobietami. Wstań!
- Eh…- wstała nieudolnie.- Wolę użalać się.
- Otrząśnij się kobieto!- potrząsnęła ją.- Ja przyprowadzę ciebie do pionu, a myśląc o tobie zapomnę o swoich problemach.
- Nie wiem czy to aby dobry pomysł…- poprawiła włosy.
- Chcesz spędzić wieczność na podłodze wylewając łzy? Przecież nic ci to nie da. Zacznij żyć normalnie, tak jak wczoraj rano. Teraz nie masz się czym przejmować. Jesteś wolna i wolny jest twój umysł. Musimy iść do przodu. Udowodnimy, że faceci nie są nam potrzebni. I co ty na to?- Lucy spojrzała na nią z obudzonym zapałem.
- Może i masz rację. Nie można się poddawać. Trzeba wstać na nogi. Ale…
- Ale co?
- Ja się nie dam. Zawalczę o ten związek. Udowodnię swojego. Jeszcze będzie mnie przepraszał.
- No! Wojowniczko! Weź się do roboty!
- To ja zajmuję łazienkę, a ty tu ogarnij.- wbiegła szybko do łazienki żeby nie słuchać jej żali.






* Tydzień temu było ciekawie. Ten rozdział jakoś mi się nie podoba. Znaczy podobał mi się jakiś rok temu, ale teraz... no nie wiem. Nie wypowiadam się. Nie mówię, że jest zły. Kiedyś wydawał mi się lepszy. Jednakże w kolejmym rozdziale zostaniecie wtajemniczeni do pewnej intrygi ^^ Nie traileruję więcej. Nie chce mi się. Idę spać ;) Do kolejnego pn :*



# Translate

# Znajdź rozdział