środa, 15 października 2014

Rozdział 78 i 79

Następnego dnia obudzili się mniej zdołowani niż poprzedniego dnia, bo wiedzieli, że mają siebie. Nadal było im źle i marzyli o powrocie do domu. Jednak patrzenie na siebie wzajemnie łagodziło ich. Nie czuli tak wielkiej depresji. Nie dało się jednak ukryć, że mieli już dość siedzenia na metalowych krzesłach. Logan był aż tak uparty, że próbował tak długo podskakiwać żeby przeczołgać się do drzwi, lecz Marla mu to odradziła. Stwierdziła, że jak usłyszą stukot, to tu przyjdą. Logan pożałował, że siedzenie nie jest drewniane, bo by tak długo stukał póki by się nie rozpadło.
- Dzień dobry!- przywitał się z nimi Greg.- Jak wam się spało?
- A jak myślisz?- Logan spojrzał na niego jak na idiotę.
- Spaliśmy na krzesłach jeśli można nazwać to snem.- wtrąciła dziewczyna.- Trzeba było nas przynajmniej przykuć do belki tej na podłodze żeby można było się wyspać.
- To, że śpicie na krzesłach jest celowe. Logan już się przekonał. Gdy wstajecie i uciekacie, łatwo jest was dogonić, bo nie jesteście rozciągnięci. Trzeba było poprosić o poduszkę.
- W dupę możesz sobie wsadzić tę poduszkę!- wyrzuciła mu w twarz.
- Niegrzeczna…- Greg puścił jej oczko.
- Zrobię wszystko tylko nas wypuść.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo zostanę sam i będzie mi bardzo, bardzo, ale to bardzo smutno.- zaśmiał się szyderczo.
- W wariatkowie znajdziesz przyjaciół.- odezwał się Logan.
- Uwierz mi, nie są przyjaźni.- odpowiedział.
- Byłeś tam?- nie mógł się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
- Jakiś czas…
- Jakiś czas za krótko.- uśmiechnął się, bo udała mu się riposta. Greg spojrzał na niego groźnie.
- Proszę.- Marla jeszcze raz spróbowała.- Przecież po coś to musisz robić. Może poza psychiczną zemstą chcesz coś jeszcze. Co chcesz? Pieniędzy? Zażądasz okupu?
- Nie chcę pieniędzy…- przybliżył się.
- To czego?
- Ciebie.- na te słowa wzdrygnęła się.
- Mnie? Po moim trupie.
- Niech będzie.-uśmiechnął się. Włożył rękę do kieszeni. Domyśliła się, że trzyma tam pistolet.
- Czekaj. Na żartach się nie znasz?
- Chciałbym żebyś była moja…- powtórzył. Pogładził ją po włosach.
- A może coś innego?- zapytał Logan.
- Na początek chciałbym dostać coś czego nie dostałem poprzednim razem.- zaczął rudy.
- Czego?- zadała pytanie ożywiona.
- Śpiewaj Blind love.
- Teraz?
- A kiedy?- przytknął jej swoją twarz do jej twarzy drąc się.- Jasne, że teraz.
- Jesteś chory, wiesz?
- Rób co ci każe!- złapał ją za włosy i pociągnął. Logan syknął na niego, ale ten nie zwrócił uwagi. Dziewczyna zaczęła płakać.
- Nie mazgaj się!- krzyknął.- Nie da się czysto śpiewać kiedy lecą łzy.
- Czysto?- powtórzyła pod nosem.
- Masz jakiś niedosłuch? Żeby było ciekawiej…- wyciągnął broń z kieszeni i wymierzył w Logana, który podskoczył razem z krzesłem na widok pistoletu.- Zagramy w grę. Jeśli sfałszujesz to odstrzelę mu łeb. Marla spojrzała najpierw na Grega ze łzami w oczach, a potem na Logana.- Śpiewaj!
- Sometimes I feel so lonely…- ciągnęła pierwszą zwrotkę. Nagle niekontrolowanie zaciągnęła się, co było skutkiem płaczu. Chciała kontynuować, ale Greg jej przerwał.
- Zacięłaś się!- spojrzał na Logana i nacisnął na spust. Chłopak zacisnął oczy, a Marla zaczęła krzyczeć jakby ktoś darł ją ze skóry. Jednak nie było słychać strzału. Nie wiedziała co się dzieje. On wciąż trzymał broń wycelowaną w jego kierunku, ale miał uśmiech na twarzy. Logan powoli otworzył oczy. Bał się tego co zobaczy.- Ups. Zapomniałem odbezpieczyć. Niezdara ze mnie. Co? Nikt nie chce tego skomentować? Odpyskować?- Logan bardzo chciał, ale się powstrzymał.- Zacznij jeszcze raz od tamtego momentu.
- When I saw your eyes, I…- tak dokończyła całą piosenkę. Starała się panować nad swoimi emocjami. Od niej zależało życie Logana.
- No.- Greg spuścił go z celownika.- Jak ładnie.- schował broń. Logan odczuł ulgę. Greg znowu ściskał w dłoni jej czerwoną bieliznę. Przyłożył ją do nosa.
- Co ty robisz?- zapytała niepewnie.
- Sprawdzam czy pachniesz podobnie.
- To jest moja bielizna. Tylko po to wkradłeś się do mnie? Żeby skraść mi majtki?
- Mam jeszcze twoją szminkę.- wyjął ją z drugiej kieszeni.
- Myślałam, że ją zgubiłam…- Greg podszedł do niej i otworzył ją.
- Co robisz?
- Będziesz ładniej wyglądać.- zaczął malować jej usta. Z bliska jego twarz wyglądała jeszcze okropniej niż z daleka.
- Zostaw…- szepnęła.
- No i się ubrudziłaś.- zmył jej opuszkiem palca to co wyszło za linię warg.
- Zostaw ją, powiedziała.- Logan dał o sobie znać.
- Zabieraj ode mnie swoje ohydne usta!- wrzasnęła gdy chciał ją pocałować.
- Niegrzeczna… i podoba mi się.
- Jesteś żałosny. Wolę umrzeć niż cię pocałować.- popatrzyła na niego z pogardą.
- Uparta.- nie dał sobie nic przetłumaczyć, ale odsunął się od jej ust.
- Gdybym tylko mógł, porachowałbym się z tobą!- odezwał się zakładnik.
- Ale nie możesz.- Greg odpowiedział mu imitując głosem małego bezkarnego dziecka.- Jak będziesz mniej pyskować to może przeżyjesz trochę dłużej. A teraz was zostawię.
- Zostań.- zatrzymał go.
- Ty chcesz żebym został?- zdziwił się.
- Chyba mamy prawo o czymś wiedzieć. Gdzie jesteśmy i co to jest za miejsce?
- Jeśli nie zauważyłeś to stara opuszczona fabryka czegoś tam…- machnął ręką.
- Gdzie?
- Czy to ważne? Istotne, że jest dość daleko, aby nie wzbudzić podejrzeń. Pałajcie się tym widokiem, bo to ostatnie miejsce, które widzicie na swoje oczęta.
- A gdzie mój samochód?- zagadywał go.
- Gdzieś w lesie. Czy to wszystko?
- Mam jeszcze prawo do jednego telefonu.- wypalił. Marla spojrzała się na niego z zapytaniem w oczach co kombinuje.
- To nie jest komisariat, Henderson.- zaśmiał się z jego prośby.- Odpuść sobie.- wyszedł.
Zapanowała cisza na krótką chwilę. Logan był poddenerwowany. Marla wolała nie pytać go o nic dopóki sam się nie odezwie.
- Szlag!- wyrwało mu się.
- Co ty kombinujesz?
- Co tylko się da!- odpowiedział niegrzecznie. Dziewczyna zamilkła. Po chwili znowu się odezwała.
- Boję się…
- Ja też, ale nie pozwolę sobie wejść na głowę.
- Kiedy to się skończy?- to pytanie zadała bardziej do sufitu niż do niego.
- Nie prędko…- nie zauważyli kiedy do hali wtargnął Nick.- Pan małomówny przyszedł.- burknął brunet.
- Chcesz przejść na dobrą stronę mocy?- spytała go Marla z nadzieją.
- Niestety nie. Jest już za późno.
- Nigdy nie jest za późno…
- Jest.- uparł się.- Potrzebujecie czegoś?
- Wolności!- ożywił się zakładnik.
- Chodziło mi o inne potrzeby.
- Miły z ciebie porywacz.- odrzekła Marla próbując zadziałać.
- Słucham?- pomyślał, że się przesłyszał. Logan przysłuchiwał się rozmowie ukradkiem.
- Jesteś taki miły i …- spojrzała Nickowi prosto w oczy.- Choć udajesz złego, ja wiem, że nim nie jesteś. Przypomnij sobie czasy, w których przyjemnie sobie gawędziliśmy i śmialiśmy. Jak mi pokazywałeś kroki taneczne i…
- Pamiętam.- przerwał jej.- Pamiętam też dni, w których mnie unikałaś, krzyczałaś, że nie chcesz mnie znać, odtrącałaś, groziłaś policją. Mam kontynuować?- zachowywał się jak żona mająca wyrzuty do swojego męża.
- To przez to, że robiłeś rzeczy nie z własnej woli…
- Co się stało to się nie odstanie.
- Co mam zrobić żebyś mi wybaczył?
- Nic.- wyprostował się.- Pójdę już.- trzasnął za sobą drzwi.
- Super. Mój plan nie wypalił.- chciała tupnąć nogą, ale nie mogła.- Nie mam już pomysłów na rozwiązanie tego słownie.
- Próbowałaś…

Do czwartej po południu dyskutowali o Nicku i Gregu, wyżywali się na nich słownie. Gdy im przeszło, zamilkli. Znali się już tak długo, a w dodatku byli w takiej sytuacji, że cisza już im nie przeszkadzała i nie była niezręczna. Logan zaczął martwić się o dziewczynę kiedy ta wpadła w napad panicznego śmiechu. Nie wiedział co zrobić. Śmiała się, ale był to podejrzany śmiech. Pomyślał, że powoli wariuje. To był już drugi dzień porwania. Nie jedna osoba dałaby się ponieść emocjom. Ale teraz wyjątkowo wolał żeby płakała niż się tak śmiała. Przestała się śmiać kiedy Greg przyszedł.
- Jak miło, że siedzicie na swoich miejscach.- uśmiechał się. Jego uśmiech nie wyglądał zachwycająco w towarzystwie jego drobnych piegów.
- To nie było śmieszne.- odpowiedział Logan.
- Rozluźnij się, Henderson.- najwyraźniej wrócił mu dobry humor. Logan pomyślał, że to dobrze, bo jest nadzieja, że nie będzie w niego mierzyć swoją pukawką.
- Trochę mi ciężko, bo jestem przywiązany do krzesła!
- Ach…- zaczął się do niego uśmiechać.
- Co?
- Nadal zastanawiam się co ona w tobie widzi.
- Wszystko jest lepsze od ciebie.- odpyskował.
- Jakiś ty miły…- nie przejął się.- Słyszałem kiedyś trochę o tobie.
- Niby co?- podniósł brwi.
- Na przykład, że z ciebie podrywacz i miałeś mnóstwo krótkich związków.- na te słowa Marla spojrzała się na Logana. Przypomniało jej się, że mało rozmawiał na ten temat. Słyszała jedynie o jakiejś Jeneviv z czasów liceum, ale nie wiedziała o tym co wyznał Greg. Logan zauważył jej spojrzenie, które kuło go w twarz. Przegryzł wargi delikatnie.
- To było kiedyś.- usprawiedliwił się szybko.
- Jesteś jak taka mieszkanka wybuchowa, wiesz?
- No dobra… wyżal się.
- Jesteś taki pół na pół. Nie można cię określić jednym słowem.
- Bo masz ubogie słownictwo troglodyto.
- Nie używaj słów, których nie znam.
- Właśnie.
- Życie z tobą musi być ciężkie, co? Raz jesteś poukładany, normalnie ideał. Troskliwy, inteligentny, bystry, zabawny i pomocny. A z drugiej strony jesteś imprezowiczem, który jak sięgnie do alkoholu to zmienia się nie do poznania. Widziałem cię raz w barze. Jakieś trzy miesiące temu.- Logan próbował sobie przypomnieć co wtedy się działo.
- No możliwe, że byłem w gdzieś…- pomyślał o dniu, w którym zerwał z Marlą i jak się wtedy czuł oraz gdzie poszedł.
- Widziałem cię. Siedziałem niedaleko. Jeny, beczka bez dna.
- Nie rozumiem nadal czemu tak nagle się mnie przyczepiłeś.
- Pamiętam jak przysiadła się do siebie taka ładna prostytutka w czerwonej sukience…
- Nic wtedy nie pamiętałem, a mój przyjaciel następnego dnia mi wszystko opowiedział. Do niczego nie doszło.- usprawiedliwił się gdy poczuł na sobie znowu jej przeszywający wzrok.- Ostatnio się kontroluję, bo wiem, że mam słabą głowę.
- Wiem też, że jesteś uparty, naiwny, irytujący oraz pyskaty i to z własnego doświadczenia.
- A ty jesteś zawistnym i niezrównoważonym psychicznie debilem. Weź, zejdź ze mnie.
- O co tu chodzi?- Marla nie orientowała się dlaczego Greg rozkładał Logana na czynniki pierwsze.
- Jestem zazdrosny. Ty mi powiedz co w nim widzisz.
- Dlaczego ciebie to obchodzi?- spytała.
- Żeby zająć jego miejsce.- uśmiechnął się.
- Chyba żartujesz! Nigdy nie będę twoja. Logan jest jedyny w swoim rodzaju i nikt mi go nie zastąpi. Ma swoje wady i zalety jak każdy człowiek, ale ideały po ziemi nie chodzą. A ty to jesteś do niego daleki. Musiałabym sobie poważnie uszkodzić mózg żeby wziąć cię pod uwagę.
- To się jeszcze okaże. Nieraz to sobie wyobrażałem.
- Niby co?
- Jak stoimy na ślubnym kobiercu i ksiądz wypowiada słowa: A czy ty, Marlabell Steward bierzesz za męża Grega Chase’a?
- Zaraz…- Logan myślał, że się przesłyszał. Marla chciała zapaść się pod ziemię.- Marlabell? O czymś nie wiem?
- Logan…- zaczęła nie kończąc. Nie wiedziała jak mu wytłumaczyć.
- Ha!- Greg rozbawił się całą sytuacją.- To ty nie wiedziałeś? Nie wiedziałeś, że Marla to tylko skrót od pełnego imienia twojej dziewczyny?- miał uśmiech od ucha do ucha.- Jesteś tyle czasu z osobą, której imienia nie znasz? Parodia!
- A ty skąd to wiesz?- spytała zła szatynka, której sekret wyszedł na jaw.
- Jak się włamałem to napomknąłem na różne dokumenty.
- Czy to prawda?- spytał Logan z wyrzutem. Miał zawiedziony wyraz twarzy.
- Nienawidzę swojego imienia. Wiem, że nie powinnam tego ukrywać przed tobą, ale mam alergię gdy tylko to słyszę.
- I może tylko ja o tym nie wiem!
- Nikt nie wie poza najbliższą rodziną, lekarzami i Gustavo. Tak Gustavo wie, przecież musiałam mu dać swoje dokumenty.- dodała szybko gdy Logan usłyszał to imię.- Tak to nikt nie wie. To był mój sekret.
- Ciekawe ile jeszcze tajemnic przed tobą ukrywa…- nakręcił go Greg.
- Już żaden.- dopowiedziała szybko zanim zdążył coś jeszcze powiedzieć.- Przepraszam, Logan.
- Czuję się oszukany. Nie masz do mnie zaufania?- spytał.
- Mam. To nie jest wielkie oszustwo. Ja rozumiem żeby wszyscy wiedzieli, a ty nie. Ale ukrywam to przed każdym. Uwierz mi, że miałam zamiar ci powiedzieć i jest mi przykro, że dowiadujesz się w takich warunkach. Wybacz…
- Nigdy więcej nie ukrywaj takich rzeczy.- odpowiedział tylko. Dał jej znać, że jej wybacza.
- I co?- spojrzał na nich Greg.- To wszystko? Koniec kłótni?- oburzył się.
- O co ci chodzi?- Logan spojrzał się na niego krzywo.- Kręcisz jakieś show?
- Przebaczysz jej? Nie rzucisz jej?
- Nie.
- Dlaczego? Ukryła przed tobą tożsamość.- nie mógł się z tym pogodzić.
- Na początku naszej znajomości też to zrobiła i jej wybaczyłem. I wcale nie ukryła tożsamości, bo ją dobrze znam. I kocham. A taki drobiazg nie jest tego wart, bo wiele przeszliśmy, naprawdę… gorszych kłótni. Wszystko się wyjaśniało, więc przez coś takiego nie będę niszczył naszego związku.
- Żałosne… ciekawe ile rzeczy jeszcze o niej nie wiesz.
- Odpuść sobie. Miałem taki okres w swoim życiu, że chciałem zostać psychologiem. Znam chwyty psychologiczne. Nie uda ci się nas skłócić.
- Ale ja bym chciał wiedzieć. Czy wiesz jaki jest jej ulubiony kolor? Sport? Buty? Rodzaj filmu? Owoc?
- Niebieski. Siatkówka. Baleriny. Horrory. Pomarańcze. Podać jeszcze ulubionego wokalistę?- zaśmiał mu się w twarz.
- To prawda.- potwierdziła.
- A ulubiona liczba?- Greg nie pozwolił, aby z nim przegrał.- Film? Danie?
- Czy to jest jakiś quiz? Teleturniej?- rozejrzał się nerwowo.
- Odpowiedz. Co tak milczysz? Wiesz?
- Nie…
- A ja wiem! Ha!- spojrzał na Marlę.- Jak możesz chodzić z takim ignorantem?
- Nie jestem ignorantem.- zaprzeczył mu stanowczo.
- Ciebie nie pytałem.
- Słuchaj. Fajnie, że się jarasz takimi pierdołami, ale ciekawostki z gazet i wywiadów to nie wszystko.- Logan uderzył w czuły punkt.- Są takie rzeczy, o których nie dowiesz się w ten sposób. Z kimś po prostu trzeba być żeby kogoś poznać.
- Myślę, że wiem więcej niż ty. Nie raz rozmawialiśmy…
- To nie jest jakiś wyścig tylko moja dziewczyna.
- Nie zmienia to faktu…- uparł się.
- Tak? Czy wiesz, że przed wyjściem na scenę niweluje stres tańcząc lub mówiąc do lusterka? Nie lubi fusów w herbacie, z kawy pije tylko cappuccino. Nie lubi gdy ktoś na nią patrzy jak je i pije, a oglądając horrory nie boi się, tylko śmieje. Nie lubi gdy ktoś do niej przeklina, bo sama tego nie robi. Kocha biżuterię, ale nie lubi złota. Przed snem musi się czegoś napić, bo nie zaśnie bez zwilżonego gardła. Gdy trzyma szklankę na szafce nocnej, przykrywa ją podkładką żeby nie dostał się do niej kurz. Uśmiecha się przez sen. Czasami jest tak uparta, że zrobi jakąś rzecz, której nie chcę, ale udowodni, że to zrobi. Nie lubi jak jej się prawi komplementy, bo wstydzi się rumieńców i automatycznie schyla głowę. Znam jej rozmiar ubrań, buta i co cię może zaciekawić… stanika.- uśmiechnął się triumfalnie mu w twarz. To ostatnie słowo wywołało na twarzy Grega czerwone plamy złości. Marla zrobiła się lekko różowa i odwróciła głowę.- Mógłbym tak cały czas.
- To było słodkie.- puściła mu oczko.
- Wcale nie!- zaoponował porywacz. Odwrócił się.
- Ej? Gdzie idziesz? Jeszcze nie skończyłem.- kiedy Greg dotknął klamki, Logan postanowił jeszcze bardziej go podsycić.- Dwa do jednego, ziom.- trzasnął drzwiami.- No i zniknął.
- Uśmiecham się przez sen?- spytała po krótkiej chwili.
- Za każdym razem.
- Bo jestem z tobą.
- Kocham cię.- powiedział czule.
- Ja ciebie bardziej.
- Na chwilę zapomniałem, że jesteśmy porwani.
- Ja też.- potaknęła.
- Jeszcze z tego wyjdziemy. Obiecuję.



ROZDZIAŁ 79


Następnego dnia Logan nie ukrywał swojego zdenerwowania. To już nie był tylko strach. Buzowało w nim tyle złej energii, że dziewczyna bała zamienić się z nim słowa. Kiedy ona już powoli dawała sobie spokój myśląc, że już nic ich nie uratuje, ten wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej się uparł. Trzy dni sprawiły, że na jego twarzy pojawił się zarost. Marla mogłaby się delektować jego męskim widokiem gdyby nie fakt, że jest związana. Zdziwiło ich, że porywacze nie odwiedzili ich rano jak to zazwyczaj robią. Codziennie o dziewiątej przychodzili i sprawdzali. Była już dziesiąta co go bardzo zaskoczyło. Nie wiedział co kombinują. Przez jego głowę przeszło wiele myśli: Nie zjawiają się, bo coś knują. Wbijają gwoździe do naszych trumien albo jeszcze coś gorszego. Cały trząsł się z niecierpliwości. Nie czekał na śmierć, chciał uzyskać tylko pytanie czy jeszcze uda im się stąd uciec. Do głowy przyszedł mu jeszcze jeden szalony pomysł. Nie mógł o nim powiedzieć Marli, bo by się zdenerwowała, na pewno. Wiedział, że jest to zbyt ryzykowne, ale musi ocalić swoją dziewczynę. Nie pozwoli żeby stała jej się krzywda.
- Hej!- zaczął krzyczeć.- Heeej!
- Po co ich wołasz?- pisnęła. Z obawą patrzyła na wielkie, obite metalowymi płytkami drzwi. Po chwili zjawili się Greg i Nick.
- Czego?- burknął jeden z porywaczy.
- Mam potrzebę…- odpowiedział Logan.
- Dobra.- machnął ręką Greg.- Nick, rozwiąż go.- spojrzał na zakładnika.- Tylko bez żadnych sztuczek…
- Spokojnie. Przecież bez niej nie ucieknę.- uspokoił ich. Nick puścił go z więzi lin u rąk. Kucnął przed nim, aby rozwiązać liny u stóp. Kiedy tak się nachylał, Logan zauważył jak z jego paska wystaje kawałek pistoletu. Przełknął ślinę. Spojrzał na Grega, który odwrócił się do dziewczyny. Zagadała go czymś, sam nawet nie wiedział czym. Był zbyt przejęty widokiem broni na wyciągnięcie jego ręki. Pomyślał, że jeśli nie teraz to nigdy. Gdy tylko poczuł luz w stopach, zwinnym ruchem wyrwał mu pistolet z pasa. Ścisnął go w ręce i odskoczył do tyłu celując w Nicka. Złapał go w obie ręce. Nick patrzył na niego wciąż w takiej samej pozycji. Powoli się podniósł, a potem spojrzał na Grega, który dał mu znak głową żeby się nie ruszał. Jednak nie był zbyt przejęty.
Nie tak jak sam Logan. Dzierżył w swoich dłoniach pistolet. Czuł się z tym jak przestępca. Czując każdy element pod palcami czuł się jak winny, chociaż nic jeszcze nie zrobił. Celował raz w jednego, raz w drugiego. Za każdym razem trzęsły mu się ręce. Marla zamarła widząc swojego chłopaka z bronią w dłoni. Kropelki potu wystąpiły na jej czole. Modliła się tylko żeby nie stała mu się krzywda. Trzęsła się ze strachu. Logan spojrzał w jej zaszklone oczy, a potem na twarze porywaczy. Patrzyli na niego z kamiennym wyrazem twarzy jakby czekali aż wydusi z siebie jakieś słowo. Ku jego zdziwieniu, nie widać było w ich oczach strachu, a raczej ciekawość. Może byli aż zbyt pewni, że nie strzeli. Zebrał się w sobie. Już wiedział dlaczego tak się zachowywali. Broń nie była odbezpieczona. Sięgnął pamięcią do starych filmów kryminalnych i stało się. Sam nie wiedział jak. Greg tylko szturchał Nicka, aby nie ruszał się ze swojego miejsca.
- Wypuście nas, bo zastrzelę!- krzyknął.
- Nie zrobisz tego. Nigdy nie trzymałeś w dłoni broni.- odpowiedział spokojnie Greg z lekką nutą niepewności.
- Odsuńcie się, bo nie ręczę za siebie.- posłuchali się go i posłusznie odeszli kilka kroków. Spojrzał na Grega.- Nie wyglądasz na kogoś kto się boi.
- Jestem raczej zdenerwowany.- odpowiedział. Logan przypomniał sobie te same wymienione słowa tego dnia gdy zostali porwani i uśmiechnął się drwiąco.
- Ja to zrobię…- próbował ich przekonać do tego postanowienia. Zwinął usta w cienką linię. W jego oczach płonęła desperacja. Nick zrobił krok do przodu.
- Nie, Nick!- zatrzymał go raz jeszcze pomocnik.- Daj mu się pobawić. Teraz ja coś powiem. Rzuć tę pukawkę, Henderson. Zanim stanie ci się krzywda…
- Ani mi się śni! Rozwiążcie ją!- przez sekundę spojrzał na ukochaną.
- To ci się nie uda…- założył ręce rudy i zaczął się śmiać. Logan podniósł brwi. Przekonał się czy jeszcze raz trzyma broń w dłoni. Czuł suchość w gardle.
- Z czego się śmiejesz?
- Z ciebie, no bo z czego innego? Na co czekasz? Strzelaj!- rozłożył ręce szeroko gotów przyjąć strzał.
- Chcę dać tobie szansę.
- Ja tobie też, więc zróbmy tak…
- Nie będę ciebie słuchał. To ty posłuchasz mnie!- podniósł głos.- Po raz ostatni ostrzegam!- czuł jak ręce zaczynają mu się pocić i pistolet ruchomo pływa w jego uściskach.
- Doktorek będzie w nas mierzyć? To się nie godzi z twoim przeznaczeniem.- na te słowa Grega, Logan zwątpił. Przez jedną sekundę swojego życia, zwątpił we wszystko. Ochota na zostanie lekarzem również. Jego życie przeleciało mu między oczami, choć to on teraz celował im prosto w serce. Mętlik w głowie narastał. Poczuł napływającą falę gorąca. Mieli rację, za nic nie jest w stanie w nikogo strzelić. Przeklinał samego siebie w duszy. Jęknął cicho i opuścił ręce. Pistolet delikatnie zwisał mu na palcu prawej ręki.
- Głupi jesteś, że spuściłeś broń, ale mądry, bo wiedziałeś, że to niemożliwe. Wiedziałem, że zmiękniesz.
- Tak?- Logan pod wpływem impulsu jeszcze raz podniósł broń i bez opamiętania wymierzył w niego i nacisnął na spust zamykając oczy. Problem polegał na tym, że nie trafił. Nie trafił w nikogo. Nic nawet nie wystrzeliło. Nie było naboi.- Yy?
- Co za niespodzianka?- uśmiechnął się Nick, który od początku wiedział o wszystkim.- Nie ma naboi.
- Wiedzieliście…- wymruczał. Teraz ich pewność siebie była uzasadniona. Zrobiło mu się głupio, że mieli okazję się z niego ponabijać.
- Dlatego to było śmieszne.- uśmiech z twarzy Grega natychmiast zniknął. Sam wyciągnął swoją 
broń w jego kierunku.- A wiesz co jest najśmieszniejsze? Naboje mam ja.







* Za nami przedostatnie sklejenie rozdziałów. Serio mi się spieszy do zakończenia tej części. Nie mogłabym publikować teraz pojedynczo. Zastanawiałam się jak mogłam porozbijać wątej na tyle rozdziałów. Mniejsza o to :P
Stelss ostatnio zadała ciekawe pytanie. Powstrzymałam się na odpowiedzenie na nie z tego względu, że za jakiś czas odpowiedź pojawi się i to od samego Nicka ;) No chyba, że to pytania życia lub śmierci to mogę jakoś nakierować, a może macie inne pytania to wiecie co robić. Jesteście inteligentni, więc wprost nie powiem. Nie dziś. Nie wiem co ja piszę. Mam mętlik ;/
Jako zmęczona życiem osoba nie mam najmniejszych chęci na nic. Ostatnimi siłami pytam czy choćby trochę się podobało. I do soboty :*

PS Zapraszam na nowy rozdział na RHMF

PS Nie chciało mi się tu nic poprawiać, więc gdyby coś było źle albo głupio brzmiało to sorry ;)



sobota, 11 października 2014

Rozdział 76 i 77

W tle rozniosły się stukot metalu i dziwne jęki. Marli wróciła świadomość. Powoli otworzyła oczy. Myślała na początku, że nadal śni, ponieważ znajdowała się w zupełnie innym miejscu niż wcześniej. To nie było wygodne siedzenie w samochodzie Logana tylko jakieś pomieszczenie, w którym panował półmrok. To było zbyt realistyczne żeby było snem. Rozejrzała się nieprzytomnie po wielkiej hali ze stertami urządzeń przykrytych zakurzonymi, płóciennymi płachtami. Po nogach wiał jej chłód. Chciała wstać, ale nie mogła. Poczuła jak jej nogi przywiązane są do metalowego krzesła. Zaczęła się niepokoić. Natychmiast się ożywiła. Była cała przywiązana. Nie mogła ruszyć żadną kończyną. Na nic zdawały się szarpaniny. Stukot metalowego krzesła o posadzkę był jeszcze głośniejszy. Nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Nawet jakby chciała, nie mogłaby tego zrobić. Jej usta zamaskowane były pod mocną taśmą klejącą. Poczuła jej obrzydliwy zapach. Wydobywała z siebie tylko ciche pojękiwania. Serce zaczęło walić jej mocniej. Kompletnie obezwładniona dotarło do niej, że została porwana. Znowu usłyszała stukot metalu, tylko tym razem nie z jej krzesła. Dopiero teraz zorientowała się, że w półmroku, gdzieś sześć lub siedem metrów przed nią jest ktoś jeszcze. To był Logan. Motał się i szarpał z całych sił, a liny zaciskały mu się na nadgarstkach i kostkach jeszcze bardziej. Chłopak też ją zobaczył. Spojrzeli na siebie jednocześnie, co spowodowało jeszcze większe poruszenie. Nagle gdzieś zza dziewczyny doszły do ich uszu kroki jakiegoś człowieka. Przypatrywali się ze strachem postaci w ciemnych ubraniach. Nie mogli zauważyć jej twarzy gdyż stał za daleko. Ale zbliżał się z każdym krokiem. Dało się tylko dostrzec przyciemniane okulary na jego twarzy co wydało się dziwne. Szerokim łukiem omijał strużki szarego światła, które wpadały przez malutkie szparki w ścianach. Okna były zasłonięte jakimś materiałem. Tajemnicza postać krążyła w ciemnościach i chichotała cichutko. To był głos młodego mężczyzny, lecz taki cichy, że trudno rozpoznawalny. Mężczyzna położył swoją dłoń na ramieniu dziewczyny, która machinalnie drgnęła.
- Nie szarp się tak. Nic ci to nie da.- szepnął.- Teraz odkleję ci taśmę, ale masz nie krzyczeć. Jasne?- kiwnęła głową. Włożył paznokciem między koniuszkiem taśmy na jej ustach i mocno pociągnął. Dziewczyna wrzasnęła z bólu.- Coś powiedziałem!- podniósł głos.
- Ja…- zaczęła gdy zwilżyła swoje usta językiem.- Skądś kojarzę ten głos.- postać odeszła od niej zbliżając się do Logana i postąpiono z nim tak samo.
- Nic ci nie jest?- spytał Logan gdy tylko taśma odkleiła się od jego ust.
- Jesteś przywiązany do krzesła w starym opuszczonym budynku, a ty pierwsze słowa jakie wypowiadasz to Nic ci nie jest?- w pomieszczeniu rozniósł się głos mężczyzny. Logan zamilknął.- Odpowiadaj jak do ciebie mówię!
- Czy to takie dziwne, że się martwię?- powiedział do mężczyzny, którego widać było tylko zarysowany kontur i niewiele głównych elementów jego ubrania.- Jak chcesz to proszę… Ratunku! Pomocy!- zaczął krzyczeć.
- Nikt was tutaj nie usłyszy.- zaśmiał się triumfalnie. Przykucnął przed nim, aby skonfrontować się twarzą w twarz. Jego rysy twarzy były teraz wyraźniejsze.- Niech ja ci się jeszcze raz przyjrzę, Logan.
- Skąd znasz moje imię?
- Sam podałeś mi swoje dokumenty, pamiętasz? Ale nie. Nie jestem gliną. W sumie to kiedyś cię widziałem, i to nie raz.
- Ja cię chyba znam…- zawahał się na chwilę.- To ty!- wybałuszył oczy.
- Tak, to ja.- podszedł do włącznika światła. Nad twarzą trójki rozbłysła mała żaróweczka. Wszyscy zobaczyli swoje twarze, które w jednej sekundzie stały się widzialne. Marla zamarła gdy zobaczyła oblicze porywacza. Jak mogła na początku nie skojarzyć jego głosu. Światło rozświetliło jego rude włosy i bladą twarz, która w ciemnych ubraniach wyglądała jeszcze bardziej upiornie. Na pozór miły sąsiad Greg, teraz pokazał swoją prawdziwą stronę.
- Zwariowałeś? Wypuść nas!- gdy Logan skojarzył jego osobę, nabrał większej pewności siebie.
- Nie zrobię tego.- wyszczerzył się.
- Nie ujdzie ci to na sucho psychopato!
- Niech do ciebie dotrze. Jestem teraz porywaczem. Nie powinieneś wymieniać ze mną ostrych słówek, bo coś ci się może stać.
- Daj spokój. Przecież już cię poznałem. Jesteś kolegą tego Nicka dręczyciela, ale teraz widzę, że z ciebie gorszy frik. Porównując was to tamtemu należą się przeprosiny.
- No to się pomyliłeś, bo on też tutaj jest.- zaśmiał się.
- Co?- zbladł na twarzy.
- Nick! Pokaż się naszym gwiazdom.- po chwili ciemna czupryna Nicka pojawiła się w zasięgu ich widzenia. Marli i Loganowi zrobiło się gorąco. Bez słowa wrócił do pomieszczenia, w którym przebywał wcześniej.
- Dlaczego to robicie?
- Mamy swoje powody. Nie wyglądasz na takiego, który się nas boi.
- Bo nie boję.- odpowiedział.- Jestem raczej zdenerwowany.
- To dziwne, że w obliczu zagrożenia ty się robisz taki pyskaty, Henderson. Patrz na nią.- wskazał palcem na trzęsącą się szatynkę.- Siedzi cichutko jak mysz pod miotłą.
- Ona w panice nie jest w stanie wydusić z siebie słowa.- usprawiedliwił ją Logan.
- Nie zadzieraj ze mną, bo zrobię ci krzywdę.
- Twoje istnienie do dla nas wystarczająca krzywda.
- Cholera jasna!- krzyknął rudy. Wyciągnął jednym zwinnym ruchem pistolet i wymierzył w niego. Logan przełknął ślinę. Czuł jak przez jego ciało przechodzą dreszcze i jednocześnie zalewa go fala gorąca.- I co? Chcesz odpyskować?- chłopak nawet nie drgnął. Ten spuścił go z celownika, podszedł do dziewczyny.- Marla, ah Marla… Jak miło jest mi ciebie znów zobaczyć.- czekał na jej odpowiedź, ale nawet nie otworzyła ust.- Odpowiadaj jak do ciebie mówię! Masz ze mną rozmawiać!- Marla zamknęła oczy gdy wrzeszczał jej do ucha.
- Schowaj pukawkę to pogadamy…- odważyła się zabrać głos. Greg zadowolony schował broń.- Czego od nas chcesz?- zaczął się śmiać.- Zadałam ci pytanie!
- Widzę, że wrócił ci głos na dobre. Ach… nie trzeba było opuszczać Palmwoods.
- To o to ci chodzi? Na to jesteś zły? Wypuść nas to znowu się tam wprowadzę.- skłamała.
- Proszę cię. To nie jest moje największe zmartwienie. Cofnijmy się w czasie. Do września dwudziestego. Pamiętasz co wtedy było?
- Jak mogłabym nie pamiętać pierwszego koncertu?- odpowiedziała pytaniem.
- Dobrze, że pamięć cię nie zawodzi.- wyprostował się. Zaczął chodzić w kółko.- Ale czy do końca? Podobało ci się?
- Co to za pytanie?- zmarszczyła brwi.
- Pamiętam to jak dziś. Miałaś na sobie takie miętowe spodnie, brzoskwiniową tunikę i skórzane buty…- udawał, że się rozmarza.
- Byłeś tam?- zdziwiła się.
- Pamiętasz piosenkę Blind love?- nie odpowiedział wprost, ale domyśliła się.- Opowiedz co wtedy się działo.
- A co to ma wspólnego ze sprawą?- Greg spojrzał groźnie.- No więc normalnie. Tak jak przez resztę koncertu. Śpiewałam. Tylko, że… w pewnym momencie ktoś próbował wejść na scenę.- próbowała odtworzyć z pamięci tamtą scenę.- Ochrona go zatrzymała i wyprowadziła. Nie przejęłam się nim, bo mi nie przeszko…- przerwała.- O mój Boże!
- Tak?
- Czy… czy to byłeś ty?- pisnęła.
- Brawo.- klasnął w dłonie.
- Nie zapamiętałam wtedy twojej twarzy…
- Wiem.
- O to chodzi? Mścisz się?
- Opowiem ci jaki jest mój plan.
- Nie!- wtrącił Logan.- Jeśli nam to opowie to już nas stąd nie wypuści.
- Naoglądałeś się za dużo bajek. Jednak to prawda. Ale kto w ogóle powiedział, że ja was stąd wypuszczę? A te informacje i tak zabierzecie ze sobą do grobu.
- Jeśli myślisz…- zaczął Logan.
- Jak babcię kocham zaraz odstrzelę ci ten wymodelowany łeb jeśli się nie zamkniesz!- chłopak chciał już mu powiedzieć jak stylizuję włosy, bo widać, że tego potrzebował. Jednak w ostatniej chwili powstrzymał się.
- Logan, proszę…- spojrzała na niego błagająco.
- Tak dobrze. Otóż tak, to byłem ja. Przyszedłem na koncert, na którym źle mnie potraktowano. Chciałem tylko posłuchać twojej muzyki i ciebie dotknąć… Nick to mój bardzo dobry kolega. Dowiedziałem się przez przypadek, że mieszkasz w Palmwoods od rozmowy przypadkowym ludzi na widowni. I wtedy mnie oświeciło. Powiedziałem Nickowi, że menager, który wcześniej posłał mu wilczy bilet jest w kiciu.
- Skąd ty masz takie informacje?- wtrąciła.
- Umiem węszyć. Nie przeszkadzaj. Otóż taniec to tylko przykrywka. Ja nie umiem tańczyć tak jak Nick. Namówiłem go, że skoro nie ma Bittersa to można wprowadzić się do Palmwoods. I wtedy nas poznałaś. Ucieszyłem się, że mnie nie rozpoznałaś, bo mogłem wcielić swój plan w życie. Przez pierwsze miesiące próbowaliśmy poznać cię lepiej, dowiedzieć czegoś ponadto.
- To dlaczego Nick zrobił się potem taki natarczywy?
- Bo mu kazałem. Myślałaś, że to tak naprawdę? Wszystko kazałem mu robić.
- Kto by się dał tak zmanipulować?
- Ma spory dług wdzięczności, który musiał spłacić.- założył ręce.
- To jest bez sensu. Chcieliście zdobyć moje zaufanie, a gdy tak się stało, zachowywał się jak psychol.
- Żeby odwrócić uwagę ode mnie. To, że cię nachodził, kwiaty, wszystko to mój pomysł. Mówiłem wam ostatnio, że szukacie wroga tam gdzie go nie ma. Nick był tylko marionetką, ja się za nim kryłem. Te buty w gwiazdy to też były moje.
- Ty włamałeś mi się do mieszkania?
- Tak, i to podwójnie.- Marla chciała zapytać po co, a wtedy Greg wyciągnął z kieszeni jej czerwone majtki. Wykrzywiła się z obrzydzeniem kiedy przyłożył je sobie do policzka. Logan zareagował podobnie. Wolała jednak nie wypowiadać się na ten temat.- Kiedy to zrobiłem, kazałem mu w nich chodzić żeby naprowadzić na fałszywy trop.
- Musiałeś się nim wysługiwać?
- Na wszelki wypadek gdybyś wezwała policję. Nie wykonałbym wtedy swojego planu. No, ale w końcu go zniszczyłaś. Jak miałem ciebie kontrolować skoro się wyprowadziłaś na zastrzeżoną ulicę? Chciałem was porwać później, ale gdy podsłuchałem w Palmwoods twoją rozmowę z Lucy o wyjeździe, przyspieszyłem gotowy wcześniej plan.
- I powiesz mi jeszcze, że ty go nasłałeś żeby przekonać mnie, abym się nie wyprowadzała, tak?
- Jesteś mądrzejsza niż myślałem.
- Trzymanie mnie przy sobie jest bez sensu. Nie jestem twoją własnością. Przecież te tłumaczenia nie są tego warte. Bo cię wyrzucono ze sceny? Powinieneś się leczyć.
- Nie tylko. Ja od początku ciebie pragnę.
- A dlaczego Logana w to mieszasz? On nie ma z ty nic wspólnego?
- Ma. Jestem zazdrosny…- pogładził ją po policzku.
- Nie dotykaj jej!- ostrzegł brunet.
- Na chwilę zapomniałem, że tu jesteś.- odwrócił się w jego stronę.- Logan Henderson…- westchnął.- Z tego żałosnego zespołu, ty wkurzasz mnie najbardziej.
- Vice versa.- burknął.
- Co ona w tobie widzi?- przypatrywał mu się.- przeczesał mu włosy swoimi palcami.- Fryzura już nie taka piękna…
- Zostaw go!- krzyknęła.
- Nawzajem się bronicie. Jakie to słodkie…- zironizował.- Do czasu…
- Nie znasz mnie.- powiedziała.
- Wiem o tobie więcej niż myślisz. O nim też.- odwrócił się do nich.
- Gdzie idziesz?
- Wrócę niebawem.- zniknął za małym zasięgiem światła z żarówki.

Para spojrzała po sobie zmartwionym wzrokiem. Wymienili kilka zdań, a potem zamilkli. Nie mieli sił na nic. Marla myślała, że nie zmruży oczu tej nocy. Nie zorientowała się nawet kiedy zasnęła. Logan jeszcze długo nie mógł zasnąć. Zastanawiał się jak stąd uciec. Nie mógł skupić myśli w jednym miejscu, ciągle krążyły w jego głowie w nieładzie. Nadeszła noc. Wkrótce również zasnął.


ROZDZIAŁ 77



I tak minął pierwszy dzień. Przez górne, nieprzykryte materiałem okna, które znajdowały się przy samym suficie wpadało poranne słońce. Wokół nie było słuchać nic. Okolica na zewnątrz wydawała się jakby nie zamieszkiwała jej żadna żyjąca istota. Loganowi zsunęła się głowa z oparcia metalowego krzesła. Wtedy się obudził. Ziewnął głucho i pokręcił głową w każdą stronę. Wszystko go bolało. Miał za sobą ciężką noc. W ciągu nocy budził się kilka razy tak samo jak jego dziewczyna. Chciał zdjąć z siebie liny i przynajmniej się rozciągnąć. Czuł jak wszystkie jego mięśnie napinają się przy każdym ruchu co było niewygodne. Teraz mógłby obudzić się w wygodnym i miękkim łóżku hotelowym z Marlą u jego boku. Zszedł na ziemię i jeszcze raz rozejrzał się po nieprzyjaznym otoczeniu. Szukał czegokolwiek co mogłoby pomóc mu się stąd wydostać. Niestety wszędzie były tylko pudła oraz sterty kurzu. Nagle kichnął. Marla poruszyła się delikatnie. Po chwili otworzyła oczy i jęknęła. Spojrzała na chłopaka zmęczonym wzrokiem. Zaczęła się szarpać mając nadzieję, że liny może są trochę luźniejsze. Kiedy tak się nie stało, z bezsilności zaczęła płakać.
- Nie płacz. Bądź silna.- pocieszył ją.
- Łatwo ci mówić, choć się dziwię. On przecież nas zabije.- łzy spływały jej po policzku.
- Nie wściekaj się za to co teraz powiem.- Marla podniosła na niego wzrok pytająco.- Jak zasnęłaś wczoraj w aucie, schowałem komórkę do skarpetki tak na wszelki wypadek gdybyś przeszukała mi kieszenie.- szepnął.
- Wziąłeś go?
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Dobrze zrobiłeś. To ja byłam uparta, że kazałam ci tak postąpić. Już nigdy się do tego nie przyczepie. Obiecuję. To twoja sprawa czy potrzebujesz jednego czy dwóch. Ale dlaczego pomyślałeś, że będę ci grzebać w kieszeniach skoro nigdy tego nie robiłam?
- Nie wiem.- Logan chciał powiedzieć, że to z przyzwyczajenia po Camille, która nieustannie to robiła, choć myślała, że on o tym nie wie.- Jeśli jakimś cudem do niego sięgnę to może uda nam się wezwać pomoc…
- Jak chcesz to zrobić?- odżyła w niej nadzieja.
- Nie mam zielonego pojęcia.
- Spróbuję się do ciebie przybliżyć.- zaczęła podskakiwać na krześle. Przysuwała się powoli do przodu.
- Ciszej.- syknął Logan rozglądając się czy nie idzie.
- Inaczej się nie da.- Kiedy z trudem pokonała metr, Nick otworzył drzwi.
- Co to za hałasy? Co wy robicie?- popatrzył na nich. Nie zauważył, że ich krzesła są bliżej niż zwykle.
- Nick, słuchaj…- zaczęła Marla.
- Czego?- widać było, że nie był w dobrym nastroju.
- Przepraszam cię.- wypaliła. Logan podniósł brwi z zaskoczenia. Nick również, lecz miał gorszy wyraz twarzy.
- Za co? Spójrz gdzie ty jesteś. Nie powinnaś mnie przepraszać.
- Przepraszam za wszystkie oskarżenia na twój temat. Wiem, że byłeś zmuszany, bo masz jakiś dług do spłacenia. Rozumiem twoje postępowanie.
- Kłamiesz! Nie uda ci się ta manipulacja!- uparł się.
- Zrozum. Co to za przyjaciel, który wykorzystuje drugiego. Czy z tego wyjdziemy czy nie, policja i tak was złapie. Chcesz żeby zniszczył ci życie mimo, że coś tam jesteś mu winny?
- On uratował mi życie.- odpowiedział krótko. Zapadła niezręczna cisza. Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.
- I szybko ci je zmarnuje.- odezwał się Logan przejmując pałeczkę.- Rozumiem, że żyjesz dzięki niemu , ale nie pocieszysz się tym w więzieniu. Wypuść nas, a my nie wspomnimy o tobie gliniarzom ani słowa.
- Nie mogę…
- Możesz, tylko nie chcesz. Przemyśl to jeszcze.
- Wrabiacie mnie! Nie jestem taki głupi.- założył ręce.
- Ależ jesteś, i do tego naiwny. Dajesz się wykorzystywać. Nie widzisz tego?
- Zamknij się!- podniósł głos.
- Ty wiesz, że to prawda.- nie poddawał się.
- Nie! Znam te gierki. Nie dam się podpuścić żadnym chwytom psychologicznym.- w trakcie mówienia, jakiś dźwięk rozniósł się po hali. Logan zrobił minę jakby zjadł cytrynę i przegryzł wargę. Marla z wrażenia otworzyła usta. Telefon w jego skarpetce dzwonił. Nick rozwścieczył się.- Telefon? Przecież sprawdzałem wam kieszenie… jak?- Nick podszedł do Logana i zaczął jeszcze raz sprawdzać każdy zakamarek jego ciała.
- Puszczaj!- zaczął się szargać. Nick doszedł do jego nóg. Odkrył nogawkę.
- No proszę!- telefon przestał dzwonić. Wyłączył go.- Nie wiedziałem, że należysz do osób trzymających komórkę w skarpecie.
- Bo nie należę...- odburknął.
- Kontaktowaliście się?
- Mam ręce związane za tyłem krzesła. Jasne, że nie!- przewrócił oczami.
- Macie szczęście.- schował czarne urządzenie do kieszeni i wyszedł.
- Nasza jedyna nadzieja…- jęknął Logan. Po jego słowach, drzwi od wielkiej hali znowu się otworzyły.
- No nie ładnie!- krzyknął Greg. Trzymał coś w dłoni. Przestraszyli się, bo myśleli, że coś im zrobi, aby ich ukarać.- Nie ma telefonu!- Podszedł do Marli trzymając dwa waciki i mleczko do demakijażu. Dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem.
- Żartujesz?
- Tak myślałem, że się rozmażesz, więc chciałem to z ciebie zmyć. Przypomniałem sobie, że to niezdrowe spać w makijażu.- nalał trochę mleczka na biały płatek i przyłożył do jej oka. Nie protestowała, ponieważ tego potrzebowała. Drugim przejechał jej po całej twarzy.- Nie ma za co. Nadal wyglądasz pięknie.- odpowiedział i zniknął.
- To było dziwne.- uśmiechnął się Logan.
- No tak… Ale co teraz?
- Jakoś z tego wyjdziemy…- odpowiedział.
- Jak? Nie mamy nic, zabrali ci telefon. Nie wiemy co z nami będzie, a to wszystko moja wina.
- Przestań. To nie twoja wina. Raczej wina ludzi, którzy jeszcze nie zamknęli go w pokoju bez klamek.
- Nie wiem co robić…
- Wymyślę coś. Jeszcze nie wiem co, ale wymyślę. Nie pozwolę nam zginąć.
- Proszę, tylko nie mów za dużo, bo cię zastrzelą.
- Nie zrobią tego.- pokręcił głową.
- Tego nie wiesz.
- Trzeba ich zastraszyć…- podniósł głowę i spojrzał bez celu w sufit.
- Chcesz im grozić?- pomyślała, że to niebezpieczny pomysł.
- Delikatnie ich nastraszyć, więc jak coś powiem to masz się z tym zgadzać, choćby było to nieprawdą. Jasne?- kiwnęła głową. Zauważył, że coś ją dręczyło.- Co jest?
- Umieram z głodu i chcę do łazienki…
- Właśnie!- w głowie Logana rozświetlił się pomysł.
- Co?
- Mam plan, ale muszę go jeszcze przemyśleć.
- Jaki plan?
- Powiem, że muszę skorzystać z toalety. Wątpię żeby w takiej norze było jakieś WC, więc jest możliwość, że wyjdę na zewnątrz. Skorzystam z okazji i ucieknę. Wezwę policję, aby cię odbić i wrócimy do domu. A nawet jeśli jest tu coś takiego to w łazience musi być jakiś przyrząd, który pomoże nam w ucieczce. Musimy się o to tylko modlić…
- Jesteś pewien, że to wypali?
- Masz inny pomysł?
- No nie.
Dopóki nikt z porywaczy się nie zjawiał, Logan obmyślał swój plan. Wszystkie możliwe posunięcia i opcje. Marla nie odezwała się ani słowem. W pomieszczeniu zrobiło się jeszcze jaśniej. Szukała jakiegoś zegarka ściennego. Czuła się zagubiona i niepewna gdy nie wiedziała jaka jest godzina.
- Jest osiem minut po południu.- odezwał się Logan.- Szukasz zegara? Jest za tobą.
- Super, że nie mogę go zobaczyć.
- Masz mnie.-uśmiechnął się. Było dla niej niezwykłe, że nawet w takich chwilach mógł się uśmiechać. Kilka minut później zjawił się Greg.
- No co tam?- zapytał.
- Chcę się odlać.- spojrzał na niego Logan poważnym spojrzeniem.
- To ty używasz takich stwierdzeń?
- A co ty myślałeś? Że jestem biskupem z Watykanu?
- Ja też chciałabym skorzystać z ubikacji.- wtrąciła szatynka.
- Po kolei. Nick!- zawołał asystenta. Drugi porywacz stanął w drzwiach.- Najpierw dziewczyna. Greg rozwiązał ją. Nick pilnował jej.
- Wstawaj.- odrzekł Nick. Gdy to zrobiła, poczuła ulgę. Rozprostowała wszystkie kości. Pomasował się po pośladkach, które były obolałe.
Okazało się, że toaleta jest w tym samym pomieszczeniu. Po prostu sterty rzeczy zasłoniły im widok do drzwi. Nick otworzył je. Była to mała klitka z miejscem na ustęp i małą umywalkę. Żadne z tych rzeczy nie nadawało się do użytku codziennego. Wszystko było brudne oraz śmierdzące. Rozejrzała się wokół.
- To się nazywa toaletą?- jęknęła.
- Jak ci się coś nie podoba to trzymaj aż pękniesz. Chyba, że chcesz iść do lasu.
- Wolę do lasu.
- Nie myśl o ucieczce, dlatego zrobisz to tutaj.- Greg puścił ją. Weszła do środka. Chciała zamknąć drzwi, ale Nick trzymał za klamkę.
- Chyba ze mną nie wejdziecie?
- Masz minutę, a potem otwieram drzwi.- ostrzegł.
- Tylko minutę? Nie jestem facetem.
- Dwie…- dziewczyna kiwnęła i zamknęła drzwi, w których nie było zamka. Zrobiła szybko swoją potrzebę, a z czasu , który jej pozostał, rozejrzała się za czymkolwiek co mogłoby się jej przydać. Niestety nic takiego nie znalazła.
- Wyłaź już!- dało się usłyszeć wołania zza drzwi. Z porażką na twarzy opuściła łazienkę. Poprowadzili ją z powrotem na krzesło. Po kryjomu pokiwała głową dając Loganowi znać, że nie ma żadnych szans. Związali ją z powrotem.
- Teraz ty, Henderson.- Nick zaczął go rozwiązywać.
- Idziemy do lasu?- spytał.
- Chciałbyś…- wtrącił Greg.- Jak ci się podobają lasy, to możemy cię potem tam pogrzebać. Zaprowadzili go do łazienki. Marla dziwnie się poczuła spędzając tą minutę sama. W końcu wrócili.
- Siadaj.
- No już…- burknął. Logan cały czas udawał posłusznego żeby uśpić ich czujność. Gdy złapali za liny, postanowił wcielić swój plan.- Co ona robi?!- krzyknął wskazując na nią palcem. Gdy Nick i Greg spojrzeli na nią, Logan wyrwał im się i zaczął uciekać. Marli serce stanęło w gardle.
- Osz ty!- Greg zaczął go gonić. Logan już prawie dobiegł do drzwi. Niestety w ostatniej chwili złapali go. Siłą zaprowadzili na krzesło. Ten zaczął się wyginać. Greg nie mógł go uspokoić, więc złożył rękę w pięść i przyłożył mu z całej siły w brzuch. Brunet zwinął się w pół opadając na krzesło. Związali go. Jęknął z bólu.
- Logan…- tylko tyle z siebie wyrzuciła.
- Nie umiesz uspokoić swojego kochasia?- zdenerwował się rudy.- Może po tym zacznie się grzeczniej zachowywać.
- Bądźcie grzeczni to może przyniesiemy wam coś do jedzenia.- dodał Nick.
- Naprawdę?- spytała.- Bo myślałam, że zagłodzicie nas na śmierć.- nie odpowiedzieli tylko wyszli.- Boli?- spytała Logana, który dyszał ciężko.
- Jak cholera. Skąd w takim chudzielcu tyle siły?
-  Musiałeś?
- Trzeba się stąd urwać.
- Ale nie kosztem zdrowia.- zakończyła rozmowę.
Przebywając w takim miejscu stracili ochotę na rozmowę. Logan myślał, że dziewczyna jest na niego obrażona, dlatego się nie odzywał. Marla natomiast nie odzywała się, bo sądziła, że nie chce wchodzić z nią w dyskusję. Tak zamilkli na dwie godziny. Dopiero potem przynieśli im coś do jedzenia. Były to dwie sałatki warzywne i kromka chleba. Greg stwierdził, że po tym co zaszło to sam go nakarmi. Logan oburzył się odpowiadając, że nie da się tak upokorzyć i woli zdychać z głodu niż jeść mu z ręki. Marla namówiła ich żeby ich rozwiązali obiecując, że do niczego nie dojdzie. I tak się stało. Znowu mogli poczuć luz w swoich kończynach. Nawet nie pomyśleli o ucieczce kiedy w rękach porywaczy zawisła broń. Grzecznie dokończyli jeść i pozwolili się związać. Żadne z nich nie miało ochoty na rozmowy. Siedzieli w ciszy z minami jak na skazanie.
Pod wieczór Marla czuła się tak źle z taką ciszą, że zaczęła nucić piosenkę BTR Like nobody’s around. Logan podniósł głowę. Kiedy śpiewała, podniosło go to na duchu. Przyłączył się do śpiewania. Robili tak prawie dwie godziny. Śpiewali wszystko co im przyjdzie do głowy. Jego i jej utwory. Chcieli zabić ten dłużący czas na czymś co sprawia im przyjemność. Tak poprawili sobie humory.







* Jezuu. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, że nie chciało mi się odklikać wyśrodkowanie tekstu na początku rozdziału? No klikam i nic. Masakra... Mniejsza o to.
A jednak nikt z Was nie wskazał jako takiego głównego porywacza Grega :) A jednak dobrze się kamuflował. To znaczy ja to tak rozegrałam żeby nie było aż tak przewidywalne.Pamiętacie tę paczkę, którą miał Nick. Była dla Grega, więc wsadził to do jego szafki. Nikt się nie domyślił huehue :) (prócz Stelss, która niedawno napisała kom) Co będzie dalej z naszymi bohaterami już w środę :*


środa, 8 października 2014

Rozdział 74 i 75

Po wszystkich próbach nauczenia chłopaków choreografii, nadszedł czas na teledysk do piosenki promocyjnej. Nikt nie spieszył się z jego nakręceniem, ponieważ zostało mnóstwo czasu. Idealnie, aby dopracować perfekcyjnie każdy szczegół. Marla uczestniczyła we wszystkich próbach do klipu. Nadzorowała ich taniec. Czasem poprawiała ich malutkie niedociągnięcia. Logan i Kendall byli najlepszymi tancerzami. Przykładali się całym sercem do swojej pracy. James oraz Carlos również. Szatyn, żeby osiągnąć takie efekty jak u Logana, musiał ciężej ćwiczyć. Carlos, który zazwyczaj radził sobie dobrze i często podsycał Logana do robienia z nim żartów, ostatnio zrobił się bardziej rozkojarzony.
- Carlos!- przywołała go do porządku. Chłopak spojrzał na nią przestraszony. Rozejrzał się. Reszta zespołu stała inaczej niż on.- Carlos, to nie jest teraz ten układ. Tak tańczycie pod koniec.
- Sorry.- poprawił nerwowo swoje spodnie. W tej samej chwili na plan zostały wpuszczone Lucy, Jo i Alexa. Usiadły z boku, aby nie przeszkadzać. Chłopak pomachał do Alexy.
- Carl, musisz się skoncentrować.- przywołała go jeszcze raz do porządku Marla.
- I… akcja!- krzyknął reżyser siedzący obok Gustavo.
BTR ustawili się na miejsce i zaczęli tańczyć. Marla potakiwała głową, bo wszystko szło tak jak to przygotowała. Niestety Carlos znów pomylił się w tym samym miejscu co wcześniej.
- Przerwa!- krzyknął reżyser nie mogąc znieść drugiej takiej samej pomyłki. Marla z opanowaniem podeszła do niego.
- Co się dzieje? Na próbach szło ci genialnie. Coś jest nie tak? Chcesz odpocząć?
- Nie…- odpowiedział grzecznie.- Ale…
- Tak?
- Przepraszam. Jestem trochę spięty.- chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili wymigał się tymi słowami. Spuścił głowę, po czym jeszcze raz spojrzał na blondynkę siedzącą na ławce pod ścianą. Rozmawiała o czymś z Lucy, a Jo się głośno zaśmiała. Ponieważ była przerwa, James i Kendall poszli w stronę swoich dziewczyn. Logan podszedł do stolika napić się wody.
- Alexa cię tak rozprasza?- uśmiechnęła się.
- Nie, nie o to chodzi.
- Jak coś to możemy to przełożyć…
- Nie. Po prostu ostatnio dużo myślałem nad pewną decyzją w swoim życiu.- Marla spojrzała na niego pytająco.- Jestem bardzo pewny swojej decyzji, ale jestem jednocześnie i podekscytowany i zestresowany. Pomożesz mi?
- Ale w czym?- pisnęła.
- A może jednak nie…- mruknął pod nosem do siebie drapiąc się w swoje czarne krótkie włoski. Marla klepnęła się w czoło.
- Czy możemy już zaczynać?- zapytała reżysera. Dał jej znak.- Chłopaki, na miejsca. Ostatnie podejście. Kendall? James? Chodźcie tu.
- I… akcja!- krzyknął reżyser.
Chłopcy jeszcze raz zaczęli tańczyć. Wszyscy czekali na ten moment, na którym poprzednio stanął Carlos. Marla ścisnęła kciuki. Carlosowi udało się zatańczyć tak jak powinien. Po cichu klasnęła w dłonie. Cała choreografia została perfekcyjnie wykonana. Zadowolony reżyser ogłosił koniec na dziś. Ekipa zaczęła zbierać sprzęt kiedy niespodziewanie Carlos zabrał megafon od reżysera.
- Chwila!- głośny głos chłopaka odbił się od ścian wielkiej hali. Wszyscy odstawili na bok wykonywane wcześniej przez nich rzeczy.- Zanim skończymy, chciałbym coś powiedzieć.- wypatrzył swoją dziewczynę w chaosie, który wcześniej zapanował.- Alexa, podejdź do mnie.- w jednej sekundzie dziesiątki par oczu spoczęły na aktorce. Rozejrzała się niepewnie, wstała z ławki i powoli skierowała się w jego stronę nie wiedząc co się dzieje. Nikt nic nie wiedział. Zapanowała cisza. Gdy Alexa stanęła przed nim, nawet nie zapytała po co miała przyjść. Chłopak odłożył megafon. Logan podszedł do Marli i ścisnął ją za rękę.
- Wiesz co się tu dzieje?- szepnęła mu na ucho Marla.
- Nie mam pojęcia.- odpowiedział.
Alexa nie chciała jeszcze raz patrzeć na przyjaciół i wpatrującą się w nią ekipę. Carlos uspokoił ją swoim słodkim uśmiechem. Nikt nie spodziewał się tego co zrobił. Carlos klęknął na kolanie i załapał blondynkę za rękę.
- Alexa. Odkąd cię poznałem, świata za tobą nie widzę. Za dnia myślę o tobie, a w nocy śnię o tobie. Czuję cię mocno w moim sercu nawet gdy cię nie ma obok mnie, ale to nie ma żadnego znaczenia. Czas i miejsce nie są w stanie nas rozdzielić. Od naszego pierwszego spotkania codziennie wstawałem szczęśliwy, bo wiedziałem, że mam taką niesamowitą dziewczynę jak ty.- jego druga ręka poszybowała do kieszeni w spodniach. Puścił rękę uśmiechniętej dziewczyny i otworzył małe pudełeczko z pierścionkiem.- Może i nie jestem romantykiem… ale czy chcesz wyjść za tego nie romantyka?- po hali rozniosły się westchnienia przyjaciółek.
- Oh, Carlos…- Alexie popłynęła z oczu łza.
- Zlituj się nade mną skarbie.- spojrzał jej prosto w oczy.- Strasznie bolą mnie nogi.- uśmiechnął się nerwowo.
- Przy tobie do końca życia nie przestanę się śmiać. Tak. Wyjdę za ciebie.- wszyscy zaczęli klaskać. Carlos włożył jej przepiękny pierścionek na palec, wstał i pocałowali się. Zgromadzeni zaczęli klaskać jeszcze głośniej.
- Ty ciołku!- po chwili wtrącił się między nimi James.- Zabijemy cię za to, że nic nie pisnąłeś.- roztargał mu włosy.
- Bo wszystko byście zepsuli.- zaśmiał się.
- No co ty?- dodał Logan.
- A ty szczególnie. Przyciągasz problemy.- wykrzywił się na te słowa.
- Pokaż ten pierścionek!- Marla podeszła do Alexy i ją wyściskała. Lucy i Jo zrobiły tak samo.
- Alexa Pena.- uśmiechnęła się dziewczyna.
Minęło jeszcze dużo czasu zanim opuścili plan. Ekipa zwinęła się, a przyjaciele poszli świętować zaręczyny.

- Zdrowie państwa młodych!- wzniósł toast Logan podnosząc swój kieliszek.
- To jeszcze nie ślub przygłupie.- Kendall pociągnął kolegę w dół. Alexa zaczęła się śmiać.- Masz słabą głowę do alkoholu. Weź już nie pij.
- Ha! Śmieszny jesteś.- opróżnił kieliszek.
- Kocham cię, ale mógłbyś w końcu zastopować.- powiedziała stanowczo Marla.
- No co ty.- wtrącił James.- Jeszcze nikt temu imprezowiczowi nie przemówił do rozsądku.- Marla spojrzała na swojego chłopaka, który złapał się za butelkę. Ich oczy się spotkały.
- Proszę…- poprosiła cicho. Logan zatrzymał się w miejscu i przełknął ślinę. Spojrzał na szklaną butelkę, którą ściskał, po czym zwolnił uścisk i położył rękę na kolanie głośno wzdychając. Reszta spojrzała z niedowierzaniem.
- Jak ty to zrobiłaś?- spytał się jej James.
- Miłość…- usprawiedliwiła się jednym słowem.
- Właśnie, miłość…- spojrzał Carlos na Alexę i ją pocałował.
- Pamiętam Carlosa rok temu.- zaczęła Jo.
- Tak.- przytaknął Kendall.- Pamiętam jak narzekał na samotność. My mieliśmy dziewczyny, a on użalał się nad sobą. James śmiał się z niego, że zjeżdża ze zjeżdżalni samotności. A teraz proszę. Jako pierwszy zdobędzie żonę.
- Co było to było.- machnął ręką Carlos.
- I jak to będzie teraz z wami?- zapytała Lucy włączając się do rozmowy.- Kto do kogo się przeprowadza?
- W sumie to jeszcze o tym nie pomyślałem.
- Nie widzę natychmiastowej potrzeby, nasze domy dzieli uliczka.- dodała Alexa.- Ale wolałabym już żeby to Carlos wprowadził się do mnie. Nie chcę opuszczać jeszcze tego domu. Mieszkała w nim część mojej rodziny.
- Co tylko zechcesz, słońce.- objął ją ręką Latynos.
- O Boże, dziękuję ci dziewczyno.- James złożył ręce jak do modlitwy.- Weź go zabierz. Możesz już teraz. Mam go po dziurki w nosie.- Carlos wyszczerzył się.
- W sumie…- wtrącił Kendall spoglądając dyskretnie na Jo.- Miałem wam to powiedzieć, ale skoro już napoczęliście temat przeprowadzek...- westchnął. Zmieszał się. Wszyscy patrzyli na niego. Blondyn spojrzał błagalnym spojrzeniem na swoją dziewczynę.
- Mój serial jest jednym z najbardziej popularnych, a co za tym idzie, większy sukces. Palmwoods jest narażone na paparazzi, więc… muszę wyprowadzić się z hotelu. W końcu nadszedł mój czas.
- Mamy na oku bardzo ładny apartament.- uśmiechnął się niepewnie.
- Czyli rozchodzimy się?- podsumował James.
- Nie w tym sensie. No co ty.- uspokoił go Kendall.- To, że jesteśmy zespołem nie znaczy, że mamy mieszkać ze sobą do końca życia. Może czas w końcu przejść na inny poziom? Razem, ale oddzielnie.
- Rozumiem…- mruknął Logan.- Może to nawet i dobrze. Powoli miałem już was dość.- zaczął się śmiać. Carlos razem z nim.
- Zawsze możemy się spotkać. Przecież wszyscy zostajemy w LA.- rozejrzał się po stole Kendall.
- Jak ten czas szybko leci, co?- Lucy wtuliła się w umięśnione ramię szatyna. Puścił jej oczko.
- Wszyscy się wyprowadźcie.- uśmiechnął się James.- Ja nie opuszczę tego basenu. Nie-e. Mnie się tam podoba.
- Zapomniałeś o kimś?- oparł ręce na stole Logan patrząc mu prosto w oczy.
- No tak, jeszcze ty.- westchnął żartując.- W końcu potrzebny mi jest ktoś kto będzie sprzątał, gotował, prał…
- Ha, ha! Nie rozpędzaj się.- przeniósł po chwili swój wzrok na Marlę.- Skoro tak po kolei każdy coś ogłasza to ja też chciałbym. Marla, wiesz jaki zbliża się dzień?- kiwnęła głową.
- Jaki dzień?- zaciekawiła się Alexa.
- Pojutrze jest równy rok od momentu, w którym zaczęliśmy ze sobą chodzić.- pochwaliła się szatynka.
- Z tej okazji chciałbym zabrać cię w jedno miejsce. Zacznij się pakować, bo wyjeżdżamy na kilka dni.
- Super, ale dokąd?
- Niespodzianka.- odpowiedział.
- Ekstra!- krzyknął James.- Będzie wolna chata!- położył potajemnie rękę na kolanie Lucy, która zachichotała.
- Przepraszam, że przerywam…- wtrącił Carlos.- Tu siedzą narzeczeni i domagają się większej uwagi.
- No to wznawiam toast, drodzy zgromadzeni.- Logan podniósł szklankę soku pomarańczowego.- Za państwo młodych!- nikt już nie poprawił bruneta. Wszyscy poszli w jego ślad i bawili się dalej.



ROZDZIAŁ 75



Nastał piękny poranek. Marla wstała jeszcze przed budzikiem. Leżała chwilę na poduszce wpatrując się w mały punkcik na suficie. Wczoraj zapomniała zasłonić firanek, dlatego teraz światło przebijało się do jej pokoju. Ziewnęła głośno i przeciągnęła się. Pomyślała o wczorajszym dniu. Cały dzień spędziła w Palmwoods rozmawiając z Lucy o tym co mógł zaplanować Logan na trzydniową wycieczkę w okazji rocznicy bycia parą. Do teraz nie wiedziała gdzie jedzie, ale była podekscytowana tym. Walizeczka czekała przy komodzie. Zadzwonił budzik, który natychmiast wyłączyła i poszła do łazienki. Potem pokierowała nogi do swojej szafy wyciągając zestaw ubrań na dzisiejszy dzień. Gdy się ubrała, zeszła po cichu na dół, aby nie budzić Alexy i Carlosa. Jest teraz najczęstszym gościem tego domu. Wprawdzie można powiedzieć, że już tutaj mieszka, jednak nie jest aż tak zorganizowany żeby zabrać wszystkie swoje rzeczy. Otworzyła lodówkę i zaczęła przygotowywać sobie szybkie śniadanie. Zjadła szybko, ponieważ za kwadrans miała wyjść. Pobiegła umyć zęby i poprawiła włosy. Wzięła pod pachę walizeczkę. Zamknęła dom. Logan stał już przed domem czekając na dziewczynę z otwartym bagażnikiem. Kiedy ją zobaczył, pomachał do niej. Logan wziął od niej walizkę, a następnie włożył do środka. W tym samym czasie pozwoliła sobie otworzyć drzwi od strony pasażera. Logan dosiadł miejsca przy kierownicy, włożył klucz do stacyjki i zapalił samochód uśmiechając się. Nie odezwała się dopóki nie opuścili Los Angeles.
- Włączyć radio?- odezwał się w końcu.
- Jak chcesz…- chłopak westchnął i wcisnął przycisk.
- Czemu nic nie mówisz? Jesteś zła?- spojrzał na nią z zaciekawieniem i zmartwieniem jednocześnie.
- Nie. Wstałam wcześnie, jeszcze się nie wyspałam.
- To połóż się.
Nie odezwała się. Ziewnęła tylko, ale nie poszła spać. Widok z okna ją zaciekawił.
- Możesz mi powiedzieć gdzie mnie wieziesz?
- Mówiłem, że to niespodzianka.- uśmiechnął się zadziornie.
- Muszę wiedzieć czy trafiłam z ubraniami. Mam same letnie rzeczy i zaledwie jeden sweter.
- Jak to? Teraz mi mówisz?- zatrzymał samochód na środku pustej drogi. Marla przestraszyła się.- Jedziemy do miejsca, w którym się wychowywałem.
- Do Minnesoty?- pisnęła.- Przecież tam jest śnieg!
- No trudno. Najwyżej zmarzniesz…- zaczął się śmiać. Zapalił samochód.
- Z czego się śmiejesz. To nie jest śmieszne!
- Żartowałem. Nie jedziemy do Minnesoty.- dziewczyna uderzyła go w ramię.- Auć…
- Miało boleć.- zamilkła na kilka sekund.- To dokąd jedziemy?
- Stan Teksas, mała.- puścił oczko.- North Richland Hills. Tam się urodziłem i spędziłem siedem lat swojego życia.
- Wiem.
- Podoba ci się?
- No jasne. Zastanawia mnie czy trudno było ci się tak przestawić na inny klimat.
- Na początku… Ale potem mi się nawet spodobało. Poznałem chłopaków. To chyba jakieś przeznaczenie, bo Carlos dwa miesiące po moim przyjeździe do Minnesoty przyjechał z Columbii.
- Trochę daleko do tego Teksasu…
- Trochę. Będziemy też przejeżdżać przez Arizonę. Zwiedzisz trochę kraju. A może kiedyś pojedziemy w taką wycieczkę po całych stanach, co?
- Bardzo chętnie.- uśmiechnęła się.
Po trzech godzinach przekroczyli granicę Kalifornii. Marla wzięła głęboki wdech żeby sprawdzić jak się oddycha powietrzem z Arizony. Mimo, że nie czuła różnicy, cieszyła się. Nie miała okazji zwiedzić żadnego stanu nawet będąc w trasie. Nie miała wtedy czasu na turystykę, ponieważ szybko trzeba było przedostać z jednego punktu do drugiego.
- Masz ochotę coś zjeść? Coś wykwintnego lub niezwykłego?
- Mam ochotę pochłonąć zwykłego hot doga ze stacji, ewentualnie zapiekankę.- ścisnęła się za brzuch.
- Ok. A ja zatankuję przy okazji. Jest gdzieś taka stacja z takim dobrym żarełkiem…- rozejrzał się po obu stronach drogi.
- Weź najpierw zwolnij…
- Spokojnie. To tutaj.- wskazał palcem na stację paliw na poboczu.
Założyli okulary i wyszli z samochodu. Marla oparła się o maskę auta wpatrując się na Logana, który tankuje. Założyła ręce oraz skierowała twarz w stronę słońca. Gdzieś w międzyczasie przejeżdżał wóz policyjny, jednak nie zwróciła na niego uwagi gdy zaparkowali po drugiej stronie. Para poszła potem do środka kupić coś do jedzenia. Zdziwili się ogromną wielkością hot doga, który był jak zwyczajne dwa. Usiedli przy stoliku, aby spokojnie je zjeść. Gdy skończyli, wrócili do samochodu. Furgonetki policyjnej już nie było. Po chwili znowu znajdowali się na drodze. Pół godziny później wyjechali za miasto. Logan przyspieszył. Dziewczyna skrzywiła się i ścisnęła pas.
- Co ci jest?- spojrzał w jej stronę.
- Boję się. Czasami jeździsz jak szatan. Albo demon szybkości.
- Nie lubisz czasem poszaleć na szosach?- uśmiechnął się.
- Jeszcze chciałabym sobie pożyć…- westchnęła. Na te słowa Logan trochę zwolnił.- Dziękuje i za to.
- Spokojnie. To nie ja straciłem prawko na dwa lata i nie rozbiłem wozu.
- Właśnie. Jest możliwe żeby ot tak zabrano prawko na taki czas?
- Inny stan inne prawo. W sumie nie pamiętam gdzie to się wydarzyło. Nie jest to teraz istotne…
Rozmowa urwała się na chwilę. Marla podziwiała piękny zielony krajobraz uśmiechając się do szybki w samochodzie. Jej wzrok znów stał się nieobecny. Logan znowu musiał zapytać.
- O czym myślisz?
- Dlaczego ciągle mnie o to pytasz?
- Jest wiele powodów.- odpowiedział zanim zdążyła zapytać.- Jestem ciekawy, nie podoba mi się muzyka w radiu i chciałbym zagłuszyć ją twoim głosem i martwię się dlaczego nie rozmawiasz ze mną tak jak zazwyczaj. Nudzę cię?
- Nie nudzisz. Po prostu, tyle się dzieje, że nie wiem kiedy o tym myśleć. Teraz na przykład myślę o Carlosie i Alexie.
- Zastanawiasz się czy to nie za szybko na ślub?
- Czytasz mi w myślach.
- Jeśli są tego pewni to niech robią co chcą. Pasują do siebie. Mówi się, że po ślubie to człowiek już się nie pobawi, ale oni są podobni. Mogą szaleć razem. Ale sama słyszałaś. Ślub planują dopiero na maj. Będą mieli wiele czasu, aby się zastanowić czy odpowiada im życie ze sobą na wieki.- wyłączył radio.- O tym ciągle myślisz?
- Nie.- zaprzeczyła.
- To o czym?- podniósł brew.
- Miałam ci nie mówić, ale ciągle po głowie chodzi mi taki jeden mężczyzna.
- Hmm… jak wygląda.- zdjął okulary i odłożył je patrząc na drogę.
- Może go znasz. Pociągający brunet, niezwykle przystojny. Te oczy, te usta, po prostu me gusta.- pocałowała palce jakby oznajmiała, że smakuje jej jakieś danie.- Ma niesamowicie seksowny uśmiech. Mam kontynuować?
- Myślę, że wiem co to za gość.- spojrzał na nią kładąc rękę na jej kolano. Chciał ją pocałować, ale się odsunęła.
- Patrz na drogę.- nakierowała jego policzek w stronę przedniej szyby. Westchnął ciężko.
Po chwili odpięła pas. Podniosła ręce do góry, a następnie wsunęła je sobie za koszulkę macając po plecach. Robiła przeróżne kombinacje rąk wyginając jej w każdą stronę.
- Co ty ćwiczysz?- zaśmiał się.
- Ramiączko mi się odpięło i próbuję je zapiąć…- wysapała. Logan zareagował natychmiast. Skręcił w boczną ścieżkę prowadzącą do gęstego lasu. Samochód stanął.- Dlaczego tu stanąłeś?
- No przecież trzeba ci pomóc. Sama tego nie zrobisz.- Marla uśmiechnęła się. Odwróciła się od niego plecami. Wsunął swoje ręce pod jej bluzkę. Zachichotała cicho. Zamiast zrobić co trzeba, objął ją w pasie i zaczął całować po szyi. Przekręciła się, aby znaleźć jego usta. Połączył ich namiętny pocałunek. Obejmowali się wzajemnie. Kiedy jego dłonie powędrowały nieco niżej, przestała go całować. Spojrzała mu prosto w oczy. Ich twarze były tak blisko, że stykali się nosami.
- Zostawmy sobie takie wrażenia na później, kiedy dojedziemy. Zapniesz mi te ramiączko?- bez słowa zrobił co trzeba.- Dziękuję.
- Masz, kusicielko.- zapiął swój pas i odpalił samochód wciąż się jej przypatrując.
- Uaaach!- ziewnęła głośno.- Niewyspanie daje mi się we znaki. Pozwól, że się położę.- oparła się wygodnie.
- Wyśpij się, bo będzie ci to potrzebne.- wjechał na główną drogę. Nagle zadzwonił telefon Logana. Dziewczyna zdziwiła się, bo czarny telefon leżał na półeczce, ale nie on dzwonił. Skrzywił się i wyciągnął niebieskiego iPhone’a z kieszeni. Odebrał.

K: No co tam Logan?- krzyknął Kendall przez słuchawkę.- Włącz głośnomówiący to sobie we trójkę pogadamy.- posłuchał przyjaciela.- Dlaczego tak bez pożegnania uciekliście?
L: Przecież nie żegnamy się na zawsze. Za trzy dni wracamy.
K: No wiem. Weź się nie powtarzaj. Marla? Jak tam nastrój?
M: Jestem zła, bo Logan miał zostawić pracę w domu, a rozmawia właśnie z tego telefonu.
L: Wydałeś mnie.- dodał Logan.
K: No sorry, ale przecież i tak zazwyczaj dzwonię na ten numer. Zgubiliśmy numer do tamtego telefonu, musisz później podać. Wyczuwam niepozytywne wibrację, więc pogadamy później. Koniecznie zadzwońcie kiedy dojedziecie na miejsce.
L: Ok.
K: Narka.- rozłączył się.
- Tia…- spojrzał ostrożnie na swoją dziewczynę przegryzając wargę.- Jesteś zła?
- Umawialiśmy się, że zostawisz jeden telefon kiedy wyjedziemy. A szczególnie ten niebieski.
- Przepraszam, ale jak zadzwoni do mnie ktoś ważny z branży to…
- To mogą zadzwonić do Kendalla, Jamesa albo Carlosa i wtedy podadzą twój drugi numer.- przerwała.
- O tym nie pomyślałem. Może dlatego, że do niego jestem bardziej przywiązany. Ale masz rację. Mówiłem, że odpuszczę i skłamałem. Patrz.- otworzył szafeczkę od strony pasażera i włożył tam niebieski telefon.- Nie ma go już.- drugą komórkę wrzucił za siebie na siedzenie.- Tej drugiej też. Należy mi się.- dziewczyna uśmiechnęła się i położyła na boku.
- Pójdę już spać.
Siedem minut później Marla zasnęła twardym snem. Logan sprawdził czy rzeczywiście śpi. Sięgnął do tyłu po telefon i po cichu podwinął nogawkę u spodni. Wsadził komórkę do skarpetki u lewej nogi. Wiedział, że robi źle, ale nie mógł wytrzymać bez łączności. Kiedy wjechał na główną drogę gdzie nie jechał żaden pojazd, postanowił przyspieszyć. Docisnął gazu, od razu poczuł się lepiej. Na zakręcie zauważył, że z bocznej uliczki wyjechał wóz policyjny. Natychmiast zwolnił. Zauważył gesty policjanta przez lusterko, który daje mu znak, że ma zjechać na pobocze. Ścisnął z nerwów kierownice i przeklął pod nosem. Ostrożnie zjechał na pobocze. Spojrzał na Marlę modląc się żeby się nie obudziła. Po chwili wysoki policjant w przyciemnianych okularach zapukał w szybę. Stanął tak, że nie było widać jego twarzy. Logan rozsunął szybę.
- Prawo jazdy i dowód rejestracyjny proszę.- zabrzmiał młody głos. Brunet był taki roztrzęsiony i zły na siebie, że wszystko dookoła przestało istnieć. Ze wzrokiem wbitym w kierownicę wręczył dokumenty.- Wie Pan, że przekroczył dozwoloną prędkość?
- Nikt nie jechał i nie jechałem tak szybko.- był pewien, że nie przekroczył prędkości, ale w toku mówienia zwątpił w to.
- Nie zauważył Pan znaku dwieście metrów temu?- oddał dokumenty.
- Tam był jakiś znak?- zdziwił się. Sięgnął pamięcią wstecz te kilka minut wcześniej.
- Proszę wysiąść z samochodu. Dmuchnie Pan w alkomat.
- A proszę bardzo!- otworzył drzwi.- Jestem zupełnie trzeźwy.- wysiadł w samochodu. Nagle ktoś złapał go mocno od tyłu i przyłożył coś do ust. Zanim zdążył zareagować, zmiękły mu nogi. Poczuł dziwną, nieznaną woń i odpłynął.






* Niespodzianka! Supraaajs! Czy byliście zdziwieni dwoma rozdziałami? Część może i tak :) Przejrzałam parę rozdziałów naprzód i stwierdziłam, że takie sklejenie jest potrzebne. Nadchodzący wątek był rozbity na kilka rozdziałów. Chciałabym przyspieszyć akcję. Będzie szybciej nam do części trzeciej :D Takich duplikacji możecie spodziewać się jeszcze trzy razy. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Ja tam mogę to porozbijać jeśli większości się nie spodoba ten pomysł. A jeśli ktoś ma silną wolę to może jeden rozdział przeczytać jednego dnia następnym razem, a drugi kolejnego. I w takim razie komentarze dłuższe by się przydały huehue. Żartuję :P
Czy popieracie decyzję Carlosa? Co powiecie na temat przeprowadzki Kendalla? I co z końcówką? Tu jestem bardzo ciekawa. Do soboty :*

# Translate

# Znajdź rozdział