środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 182

Logan siedział zmartwiony przy oknie. Patrzył na śpiącą Marlę na jej dawnym łóżku. Była godzina czwarta nad ranem. Dopiero teraz udało jej się zasnąć, choć na trochę. I to po lekach nasennych, które sam jej dodał do herbaty. Nie mógł dłużej patrzeć na jej cierpienie. Mocno jej współczuł. Widział jak to przeżywała. Jak była zdruzgotana. Jak bardzo cierpiała. Sam był zmęczony, ale nie szedł spać. Ich przyjaciele wiedzą już o śmierci pana  Jerry'ego Steward. Zszedł na dół. Pani Agnes siedziała przy stoliku opierając głowę na ręce. Gdy zobaczyła Logana, wysmarkała nos i wyprostowała się.
- Czemu nie śpisz, Logan?- spytała.
- A mama czemu nie śpi?
- Nie mogę... Nie wiem jak teraz będzie wyglądało moje życie tutaj bez niego. Już mi go tak mocno brakuje.
- Może mama u nas zamieszkać. Nie widzę pro...
- Nie, kochanie.- przerwała mu.- Nie chcę żebyście mieli mnie na głowie. Zdania nie zmienię. Wiem, że chcesz dobrze, ale nie mogłabym. Tam to nie jest mój świat.
- Tak byłoby bliżej do rodziny.
- Wiem, ale zrozum mnie. Nie mogę. I nie nalegaj. Jeśli już miałabym się gdzieś przenosić to do Polski.
- Jak tam jest?- spytał.
- Gdzie? W Polsce? Mieszkam w Anglii od trzydziestu lat, ale moja ojczyzna jest tu.- wskazała na swoje serce.- To piękny kraj. Nauczyłam się nie tęsknić za nim. Może odwiedzę swoją siostrę w najbliższym czasie. Chyba tego potrzebuję. Może kiedy Phillip będzie większy, przylecicie z nim do Polski żeby zobaczył gdzie żyła babcia.
- Bardzo możliwe.- przytaknął. Logan zajął teściową rozmową do godziny dziewiątej. Marla wtedy przyłączyła się do nich. Nie wyglądała najlepiej. Jednak dobrze, że mogła przynajmniej trochę pospać.
- Już nie śpisz?- spytała jej mama.
- Śnił mi się tata.- przysiadła się.- Ja miałam wtedy siedem lat. Bujał mnie na huśtawce, a ja się śmiałam i kazałam mu jeszcze wyżej. Chciałam dotknąć kwitnącego kwiatu wiśni wysoko nade mną. Ale mi się nie udało. Wziął drabinę i zerwał dla mnie kwiatek. Powiedział, że jestem jego piękną córeczką i zasługuję na wszystko czego chcę.
- Pamiętam to.- uśmiechnęła się na krótko.
- Zaraz wrócę.- Logan wyszedł na zewnątrz wykonać telefon do Eleny. Pani Steward nagle posmutniała. Marla zauważyła to.
- Coś się stało?
- Nie wiem jak ci o tym powiedzieć. Nie wiem czy w ogóle powinnam.
- Ale o czym?
- Masz prawo poznać prawdę. Przepraszam, że zatrzymałam to dla siebie. Uważałam, że tak będzie lepiej. Ale teraz coś mnie natknęło. Obiecaj, że nie będziesz na mnie zła.- spojrzała jej prosto w oczy.- Proszę, to dla mnie ważne. Jak to usłyszysz, nie odwracaj się ode mnie. Nie teraz...
- No dobrze, mamo.- odpowiedziała cicho.
- Jerry nie jest twoim biologicznym ojcem.
- Co ty mówisz?- ściągnęła brwi.
- Wiem, że teraz wydaje się tobie absurdalne. Zanim poznałam Jerrego, wyleciałam do Ameryki do pracy. Tam poznałam takiego Stana. Zakochałam się w nim. Miał swój własny zespół. Grali próby w piwnicy. Byłam taka głupia. Gdy tylko spędziśmy ze sobą noc, zerwał ze mną kontakt.- płynęły jej łzy.- Potem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Koleżanka mi pomogła. Rzuciłam pracę w Ameryce dla Londynu. Tam się urodziłaś. Jakoś dałam sobie radę z pomocą przyjaciół. Kiedy miałaś dwa latka, poznałam Jerry'ego. Pokochaliśmy się, a ciebie zaakceptował. On nie mógł mieć dzieci. Ciebie pokochał jak swoje.- skończyła mówić. Marla zamilkła. Nie wiedziała co powiedzieć. Jej świat niedawno się zawalił, a teraz dowiaduje się takich rzeczy.- Proszę, powiedz coś.
- Czemu mówisz mi to dopiero teraz?
- Stwierdziliśmy oboje, że będzie lepiej jeśli jego będziesz uznawała za swojego ojca.
- Zawsze on nim dla mnie będzie.- oznajmiła.- Czyli nie mam brytyjskich korzeni? Zawsze byłam  w połowie Amerykanką...
- Przykro mi, że teraz ci to mówię. Wybacz mi.
- Nie wiem już sama.- zapadła cisza.- A ten Stan...
- Stan Monty nie żyje od trzech lat.- powiedziała.
- Już jestem.- wrócił Logan.
- Chodź.- Marla wstała.- Trzeba rozpocząć przygotowania do jutrzejszego pogrzebu.- Logan zdezorientowany dał się zaprowadzić. Spojrzał tylko na jej matkę, która odwróciła głowę.


Następnego dnia Elena i Jo spotkały się w miejskim parku. Chciała się wybrać z małym na spacer, a przy okazji z kimś porozmawiać. Jo zostawiła córkę z Kendallem. Dawno sama nigdzie nie wyszła. Mogła teraz choć na kilka chwil się zrelaksować.
- Jak ty fajnie wyglądasz z dzieckiem.- uśmiechnęła się Jo.
- Tsa. No nie pozwalaj sobie na takie stwierdzenia.- prychnęła.
- Nadal trzymasz się swojego?
- Nie planuję dzieci. Nie wiem. Po prostu nie chcę.- wzruszyła ramionami.- Zawsze mogę się Philem zaopiekować.
- Zobaczysz, kiedyś zmienisz zdanie.
- Wątpię.
- James by chciał mieć małego Jamesa...- westchnęła blondynka.
- James?- spojrzała na koleżankę.- Ale przecież...
- Tak, pamiętam nadal waszą rozmowę kiedy byliśmy na Hawajach. Ale James ostatnio się zmienił. Zrobił się wrażliwszy. Kendall mi opowiadał, że gdy James wziął tego bąbelka...- wskazała na Phillipa.- ... na ręce to zeszkliły mu się lekko oczy. Dojrzał chyba do ojcostwa.
- Może i tak, ale nie obchodzi mnie to już. Nie jesteśmy razem.- odpowiedziała naburmuszona.
- Ah, Ellie. Ale ty go nadal kochasz.
- No i co z tego? On chce poukładać sobie życie z Jennifer.
- A! Wiesz, że Jenn ma córkę?
- Co?- wybałuszyła oczy.- Wiedziałabym, że moja pracownica ma dzieci.
- Jak chłopaki rozmawiali usłyszałam, że ma na imię Rose i chodzi do przedszkola.
- No super.- posmutniała.-James ma kobietę, która może dać mu dziecko od razu...
- Ah. A może z nim porozmawiaj o tym co czujesz?- zaproponowała.
- Po co? Żebym od niego usłyszała, że nic z tego nie będzie? Słuchaj. Porzucił mnie dla Lucy, a gdy wrócił, wybrał Jennifer. Gdyby chciał to już dawno ze mną był.- zadzwonił do niej telefon od Jaydena.- Co tam? Jak panowanie firmą pod moją nieobecność? ... Jak to? ... I nic nie umiesz zrobić? ... Nie! ... Naprawdę? Teraz? ... Boże, jeden dzień mnie nie ma!- rozłączyła się.
- Co się stało?- spytała Jo.
- Potem ci powiem. Muszę wracać szybko do firmy.- podniosła się.- Cholera, Phil...
- Daj mi klucze, a ty leć. Zaopiekuję się nim.- zaproponowała blondynka.
- Serio? Dzięki ratujesz mi życie.- podała jej klucze.- Powinnam być z powrotem za jakąś godzinę lub dwie. Pa!- pobiegła przed siebie.
- No i zostaliśmy sami, malutki.- nachyliła się nad wózkiem. Chłopiec ssał smoczek i uroczo patrzył się na Jo brązowymi oczkami.- Ciocia Ellie sobie poszła, ale jest jeszcze ciocia Jo.- złapał za wózek i wyjechała z parku na pusty chodnik przy pobocznej ulicy. Gdy czekała na zielone światło na przejściu, podszedł do niej jakiś mężczyzna.
- Przepraszam? Pani jest miejscowa?
- Tak. W czymś pomóc?- spytała gdy zauważyła, że mężczyzna w kapturze trzyma mapę.
- Nie wiem którędy dojść na tę ulicę.- pokazał palcem. 
- A to całkiem niedaleko.- wzieła mapę do rąk.- Musi pan iść tędy cały czas prosto. Za kościołem skręcić w lewo, a na końcu jest most i rozwidlenie. Po prawej będzie...- przez ulicę przejechał czarne duże auto. Zatrzymało się niedaleko nich. Wysiadł z niego szybko ubrany na czarno mężczyzna otworzyć bagażnik. Ten, który stał przy Jo, nagle porwał dziecko z wózka i pobiegł w stronę auta.
- Hej! Zatrzymaj się!- zawołała przerażona blondynka. Mężczyzna z dzieckiem  wsiadł do bagażnika. Jo nie zważając na pusty wózek pobiegła za samochodem, który już ruszył z miejsca.- Stać! Porwali mi dziecko! Zatrzymać ich!- biegła jednak było już za późno. Auto przyspieszyło. Nie miała jak ich dogonić. Cała zadyszana zaczęła płakać. Syn Marli i Logana został porwany...





* Heeej :) Witam Was w ten piękny dzień wolny. To ten jedyny czas dla mnie kiedy mogę nadrobić nie tylko godziny w spaniu a także Wasze blogi :P Ostatnio dużo mam rzeczy do zrobienia na tych studiach. Został mi niecały miesiąc do sesji. Uff...
Dziękuję za piękne wyświetlenia pod ostatnim rozdziałem :*
I jak? Zaskoczeni? Chociaż trochę? Troszeczkę? ;) Skrobnijcie coś w komciu. Poprawcie humor biednej studentce :D

14 komentarzy:

  1. Nie wyrwiesz mnie na swoje studentowanie. Kom i tak dostaniesz ;p Zabić cię tylko co taki krótki. Akcja się rozkręca. Tego nie przewidziałam. Szlachetne angielskie korzenie Marli to pomyłka. I to porwanie!! Boże święty! Przecież oni się załamią! Oni wiedzą jak to jest. W drugiej części zostali porwani (tak?) Super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurwa mać! To ta szmata! Ta szmata od Kendalla to zrobiła! Psycholka zajebana! Ciekawe czy ona zna płeć dziecka Kenda.. bo jeśli tak to powinna oddać Phila niebawem.. bo po co jej on? Gorzej jak cos z.nim.zrobi złego... Teraz powinni bardziej uważać na Chloe.. Wgl trafilem z tym porwaniem ale nie do konca... Bo jak było o kapturze to przez pll zapaliła mi sie lampka a jak.wzięła ta mapę w ręce i zaczęła tłumaczyć droge to se pomyslalem ze ten kolo złapie wózek i zacznie spierdalac... byłem blisko :p
    Marla sie załamie.. najpierw śmierć ojca potem sie dowiedziala ze to nie jej prawdziwy ojciec a teraz jeszcze porwali Philipa. Nosz kurwa mać! Biedna... Zeby sie Loganowi jeszcze nic nie stało bo ona chyba zwariuje.. Albo jej matce.. Bosz..
    Zadzwonil mi telefon i zgubilem wątek.. chyba miałem gadać o Elce. Tak! Elka pogadaj z Maslowem bo on Cie chce Ty wisniowowlosa debilko! I ciekawe co tam sie w firmie zadzialo...
    Logan jaki dobry zięć. A pani Steward tez jest spoko. Polubilem ją.. ona mi sie kojarzy z panią Parker z filmow ze Spidermanem. Ale pewnie jest młodsza :)
    Super rozdział. Czuć dreszczyk!! Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział
    Biedny maluch
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta idiotka ma pracowników którzy porwali małego. Jak to Jerry nie jest biologicznym ojcem Marli? Logan to kochany mąż.Elka kocha Jamesa. Widać to na kilometr. Widać że chce Elke a nie Jennifer.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wierzę, porwali Philipa, Marla się załamie, za dużo dla niej złych wiadomości jak na tak krótki czas :D Rozdział świetny czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubiłam i nie lubię Jo.. A ta akcja z dzieckiem to już w ogóle mnie całkowicie do Niej zniechęciła. Ma dziewczyna pecha. To się nie spodoba Marli, po tym co się teraz jeszcze stało. James, Elena przejrzyjcie na oczy! Pasujecie do Siebie! Powinniście spróbować. Życzę Wam szczęścia! Duużo akcji! Ale rodział świetny! Sama powoli wracam do bloga, i już nie długo powinnam się uaktywnić! Rozdział naprawdę świetny! Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Masakra. To się podziało. Marla amerykanko-angielko-polka jak się okazuje. I nawet jakby miała ojca, ale cóż jak oboje nie żyją :(
    Jej mama ledwie się trzyma jak i ona sama z resztą :/ fajna rozmowa między Loganem i teściową, przynajmniej się jakoś dogadują :)
    Co do Eleny no to ja nie kminie. Jennifer i tak się nie odzywa do Jamesa, zero znaków zycia czy coś, to jakby poszła i powiedziała, to nic by się nie stało :p (sama tak zrobilam, bijmy brawo dla mojej głupoty :'))
    Tak mi szkoda Jeleny.. Że aż się płakać chce :'(( ( a jeszcze we are leci i potęguje tę chwilę)
    Boze swięty! Henderson porwany.. O matko boska! Po pierwsze co musi czuc w tej chwili Jo? Co bd czuć Elena, a co dopiero Logan z Marla? :O znając życie Jo z Eleną będą się o wszystko obwiniać :/
    Supcio i czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz. Płacze będą potem ;)

      Usuń
  8. Biedna Marla... Czyli jej ojciec tak naprawdę nie jest jej ojcem? No to się porobiło. Co jak co, ale tego to się nie spodziewałam. Z drugiej strony mama Marli mogła z tym poczekać. Na przykład na koniec pogrzebu. Za szybko się zdradziła. Przynajmniej na Marli nie ciążyłby ten ciężar. A tak... Pójdzie na pogrzeb taty wiedząc, że ten nie jest jej ojcem. Warto wiedzieć, ale to... Sama wolałabym nie wiedzieć. Przynajmniej nie w takiej chwili. Przyznaję, byłam trochę przerażona, kiedy mama prosiła Marlę, żeby ta się od niej nie odwracała. Już mniej bym się zdziwiła, gdyby powiedziała jej, że jest całkiem adoptowana, a nie tylko w połowie. Znowu mnie zaskoczyłaś. Lubisz to robić, co nie? Zdziwiło mnie jeszcze jedno. Sen po lekach nasennych. Zwykle po takich środka odpływa się całkowicie. Chyba, że... to wcale jej się nie przyśniło. Tylko to było wspomnienie.
    Ale wymyśliłaś z tym porwaniem dziecka. No naprawdę... Scenografia jak ze starego filmu akcji. Wiesz, taka mafia... Tyko po jaką cholerę im ten dzieciak? Rozdział świetny, czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto wlaśnie chodziło i tak, lubię zaskakiwać ;)

      Usuń
  9. Czemu ja sie śmieje? Tzn. Mam dusze, nie smialam sie aż do końca, ale potem doszło do mnie jakie Ty im piekło robisz :D Matka Marli dowaliła, a potem dziecko porwali, Elena ma kłopoty, a James z jakaś Jen jesteś zamiast z Elka... Telenowela normalnie :D Lubie to :)
    Czekam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta idiotka ma pracowników którzy porwali małego. Jak to Jerry nie jest biologicznym ojcem Marli? Logan to kochany mąż.Elka kocha Jamesa. Widać to na kilometr. Widać że chce Elke a nie Jennifer
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie fanka-love-btr.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Jak napisać komentarz "krok po kroku"?
1. Kliknij w białe pole pod spodem gdzie pisze się koma.
2. Wpisz w nią treść.
3. Kliknij "opublikuj".
Jeśli jesteś anonimem, pobawisz się w testy na roboty, np. wybierz co jest ciastem :)
4. Potwierdzasz i gotowe. Dzięki za docenienie pracy.
Widzisz? To proste i nie boli, a cieszy :D


# Translate

# Znajdź rozdział