sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 31


Kendall nie wierzył w to co powiedziała do niego Jo. Jak to zrywa ze mną? Dlaczego? Co takiego zrobiłem?- po jego głowie krążyły takie pytania. Nie wiedział jak się zachować. Jeszcze nikt go tak w życiu nie potraktował. Jo pokornie czekała co ma na ten temat do powiedzenia, chociaż nie była pewna czy chce tego słuchać. Jednakże po tym jak go potraktowała, uważała, że należy mu się jakieś wyjaśnienie. Ale nie mogła powiedzieć mu prawdy...
- Dlaczego?- tylko tyle był w stanie powiedzieć.
- Kendall...- westchnęła.
- Przestań wciąż powtarzać moje imię i wytłumacz się w końcu!- uniósł się.
- Nie jestem gotowa na poważny związek. Teraz moje życie wypełnia kariera i nie mogę pogodzić ciebie oraz pracy jednocześnie. Co nam po tych dwóch razach w tygodniu? Muszę skupić się na jednym, a gdy osiągnę cel, wtedy możemy być razem...- blondyn bacznie jej się przyglądał gdy mówiła do niego. Przy jej ostatnich słowach zawahała się. Znał ją dobrze, nawet lepiej niż ona sądzi. Zmrużył oczy i zaczął świdrować ją wzrokiem na wylot. Jo speszyła się.
- Aha...- założył ręce i oparł się o blat kuchenny.- A jaki jest prawdziwy powód?- spytał.
- Co?- spytała zaskoczona, z poczuciem, że została zdemaskowana.- Dlaczego?
- Wiem kiedy kłamiesz i nawet twoje talenty aktorskie ci nie pomogą. W dodatku to ty tak rozplanowałaś czas żeby się ze mną widywać. To ja się musiałem dostosować. Wcześniej ci to nie przeszkadzało, a teraz mówisz co innego. Jak chciałaś się mnie pozbyć tak raz a porządnie. Trzeba było powiedzieć, że masz kogoś innego.
- Nie chciałam cię tak zranić. I nie chciałam cię skreślać.- wypuściła powietrze patrząc w sufit.- Dobra.- rozłożyła ręce.- Widzę, że nie ma sensu tego ukrywać.
- To o co chodzi?
- O mojego tatę.- odpowiedziała.- Dobrze wiesz, że nie przepada za tobą.
- Oj przekonałem się.- kiwnął głową. Sięgnął pamięcią wstecz. Jednak poczuł ulgę, że to zerwanie nie okazało się prawdziwe.
- I pamiętasz co było ostatnim razem? Jak miałam szlaban, a ty wykradłeś mnie z domu? Jak się wtedy wściekł? Znienawidził cię.
- No przecież przeprosiłem.- wywrócił oczami. Nadal nie widział w tym nic złego.- No, ale skąd teraz ta akcja?
- No bo kiedy tata wyjeżdżał to mu powiedziałam, że zerwaliśmy.- potarła nerwowo ręce.
- Czemu mu to powiedziałaś?!- oburzył się.
- Oj no...- tupnęła nogą.- No tak wyszło. Chciałam żeby był spokojniejszy, bo wiedziałam, że gdyby się dowiedział o tym to uznałby, że jestem bezpieczna i szybciej wróciłby do domu.
- To ze mną nie jesteś według niego bezpieczna? Może ja z nim pogadam...
- Nie, nie!- zaprzeczyła.- Ojciec przyjeżdża jutro i zostaje tu na dwa tygodnie. On nie może się dowiedzieć, że my jesteśmy razem, bo będzie mi kazał wracać do domu!
- A czy wiesz, że on nie ma prawa ci tego kazać?
- Znasz mojego tatę. Jest jaki jest. Proszę, zrób to dla mnie.
- Twój ojciec to nie człowiek tylko tyran.To przed nim powinno się ciebie chronić a nie przede mną. I co? Mamy się nie widywać przez dwa tygodnie?
- Myślałam teraz może skoro już wiesz...abyśmy się gdzieś w ukryciu spotykali, z daleka od Palmwoods. Bo tata jak raz się zorientuje, że coś jest nie tak to nie spocznie póki się tego nie dowie. Nie chcę żeby się denerwował. To nie dobrze wpłynie na jego zdrowie. Obiecaj mi, że nie wejdziesz mu w paradę.
- No dobrze. Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie, bo cię kocham.- powiedział to jednak nadal uważał, że to zły pomysł.
- Ja też cię kocham.- uśmiechnęła się i mocno przytuliła padając u w ramiona.

Przez całe cztery dni Marla ciężko pracowała nad teledyskiem, aby jeszcze wkrótce klip trafił do muzycznych stacji telewizyjnych. Czasami pozwalała sobie na prace do dziesięciu godzin dziennie. Wszystko po to, aby przestać myśleć o Loganie. Myślała, że im dłużej jest na planie tym mniejsze prawdopodobieństwo, że go gdzieś spotka w hotelowym korytarzu. Miała dość jego naprzykrzania się. Codziennie próbował w inny sposób. Camille też ją irytowała. Wciąż namawiała ją do wspólnego planu zemsty. Na planie próbowała się kontrolować, aby znów jej ktoś nie dosypał czegoś do kawy. Rozumiała, że trzeba szybko to zrobić, dlatego nie zrobiła afery Gustavo. Nawet nie zapytała go co to było za świństwo na wszelki wypadek gdyby chciała to zakupić w aptece lub postarać się o receptę. Wszystko było skręcone i poszło w obieg to stacji telewizyjnych. Teledysk wyszedł świetnie. Zrobienie go zajęło tydzień, ale każdy szczegół był dopracowany, Wyglądał naprawdę doskonale, ale nie potrafiła się z tego cieszyć. Nic już ją nie cieszyło. Czuła wewnętrzną pustkę. Brakowało jej Logana. Ciągle oglądając tytuł klipu: Something to be happy, wiedziała, że Logan właśnie jest kimś kogo brakuje jej do szczęścia. Niestety wciąż pamiętała o tym co zrobił, a nie dało się o tym zapomnieć. Widok Camille w hotelu ciągle jej przypominał o wszystkim i nie pozwalało to na zagojenie się ran. Pod wieczór wróciła do mieszkania. Lucy wróciła z wytwórni wcześniej i zdążyła zrobić kolację. Lucy potem spojrzała na zegarek ścienny z niepokojem.
- Wiesz, że BTR niedługo wyruszy z trasę koncertową do Wielkiej Brytanii? Mogliby zabrać cię ze sobą żebyś odwiedziła rodzinę.
- Raczej myślałam o innej opcji, ale jeszcze o tym porozmawiamy. Nie teraz, jestem zmęczona.
- Marla? Muszę wyjść na chwilę. Wejdziesz na balkon i zwiniesz pranie, które zrobiłam?
- Tak, jasne. Zrobię to za moment.- odparła niechętnie. Jedyne czego jej brakowało, bo pracowitym dniu to zbieranie prania wieczorową porą. Lucy wybiegła z mieszkania. Nawet nie zdążyła zapytać gdzie się tak śpieszy. Marla dojadała kolację. Kiedy skończyła, podeszła do balkonu. Usłyszała jak na zewnątrz ktoś gra na gitarze. Otworzyła balkon, aby uspokoić ciekawość. Spojrzała w dół i jęknęła cicho z zaskoczenia. Na murku grała Lucy na swojej gitarze. Obok niej stał Logan. Miał na sobie czarne spodnie i białą koszulę. Fryzura była nieco zmieniona, najwyraźniej był u fryzjera. Boki miał mocniej wygolone, reszta została perfekcyjnie ułożona, choć do tego zdążyła się przyzwyczaić. Chłopak zaczął śpiewać nieznaną jej piosenkę, jednakże była prześliczna. Zasłuchała się w jego bajeczny głos nie zważając na gapiów w sąsiednich oknach. Każde jego słowo wypływało mu z serca przez ten dobrze znany wszystkim uśmiech. Dla niego też nie miało nic znaczenia. Wyobrażał sobie, że jest tu tylko on i ona. W końcu skończył piosenkę. Rozłożył ręce błagalnie i prosił ją:
- Proszę, wybacz mi! Zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła, wszystko. Na tobie najbardziej mi zależy!
- Logan… westchnęła.
- Wrócisz do mnie?
- Ja…- zamyśliła się.- Nie wiem…- spojrzała po raz ostatni na Logana. Nie wiedziała jak ma się zachować. Pokręciła głową i opuściła balkon zamykając go za sobą oraz zasłaniając żaluzją. Logan mógł spodziewać się takiej reakcji.
- Nie przejmuj się.- pocieszyła go Lucy.
- Jak mam się nie przejmować? Próbowałem już wszystkiego.
- Ej…- powiedział Kendall, który razem z Jamesem i Carlosem przyglądali się tej sytuacji w holu. James i Carlos nie mogli zachować swoich poważnych twarzy, bo coś ich rozweseliło, a jednocześnie bardzo go przybiło.- Nie mogłaby ot tak po prostu przestać cię kochać.
- Dlaczego tak myślisz? Zamknęła za sobą drzwi! Ja sobie nie daruję…a wy? Co się tak cieszycie? Nie pomagacie mi wcale!
- Może miała powód.- usprawiedliwił się James.
- Jaki?
- Logan?- z głównego wejścia w holu gdzie stali chłopaki wyłoniła się Marla. Dziewczyna rzuciła się na niego z objęciami. Logan bez słowa przytulił ją mocno do siebie. Sąsiedzi zaczęli klaskać.- Chodźmy stąd.- szepnęła do niego. Kiwnął głową z aprobatą.
Poszli do parku, było już dosyć ciemno. Usiedli na fontannie, która wieczorami była oświetlona.
- Nie mogłam już ani dnia wytrzymać bez ciebie.
- Ja też. Ciągle myślałem o tym jak znów być blisko ciebie. Powinienem wcześniej jakoś ogarnąć tą sytuację, ale jakoś wyszło. To dało mi wiele do myślenia nad moim życiem. Lecimy za szybko z tym wszystkim. Przez te trzy miesiące kiedy trzy razy w tygodniu kształciliśmy słuch i głos, kiedy współpracowaliśmy z tobą i nagraliśmy dwie piosenki zrozumiałem, że nie to jest najważniejsze. Jeśli wiesz co mam na myśli.
- Wiem. Teraz będzie tylko lepiej. Ja miałam ciężej. Gdy wy prawie cały rok pracujecie na swoim albumem, nagrywacie teledyski i taka dalej, ja musiałam wyrobić się w trzy miesiące. Nigdy tyle w życiu nie przepracowałam jak teraz. Ja też muszę spowolnić żeby mieć jeszcze więcej czasu dla ciebie. Wy wróciliście na początku roku z trasy koncertowej, mieliście kilka miesięcy wolnego, teraz znowu zaczęliście. Kiedy następna płyta?
- Dopiero w następnym roku. Wszyscy stwierdziliśmy, że należy przystopować. Po co na siłę coś robić. To nie ma sensu. Pojedziemy teraz w ostatnią trasę do Anglii promując trzeci album i damy sobie na razie spokój.
- Czyli praca nad płytą zacznie się za rok?- uśmiechnęła się.
- Tak myślę.- wziął ją za rękę.- Nie gadajmy już dzisiaj o naszych planach. Tylko o nas.
- Wiesz, że… rozmyślałam nad powrotem do domu gdyby nie ty? Nie mogłabym tak żyć bez ciebie i z Camille jako sąsiadką.
- I wybij sobie ten pomysł z głowy, bo już nic nie stanie nam na drodze.- pocałowali się.




* Czytam ostatnie zdanie i stwierdzam, że Logan kłamie haha XD Wyszło dziś trochę nudno, ale w nn będzie lepiej. Hmm... nie ma to jak konfrontacja Kendall - Pan Taylor :) Zobaczycie sami :)
Pod ostatnim rozdziałem dostałam takie cudne komentarze z pytaniami, że nie mogłam się powstrzymać żeby nie odpisywać. To bardzo miłe. I widzisz Stells ? Trafiłaś z piątym podejrzeniem na 99 %. Nie powiedziała mu, że nadal są razem tylko powiedziała ojcu, że z nim zerwała żeby był spokojniejszy i jak najzwyczajniej w życiu się go pozbyć :D Czy ojciec Jo dowie się prawdy? Zobaczycie w następnym rozdziale :)
Do środy!

PS Dodatkowo chciałabym Was pochwalić, moi kochani, z wielu powodów:
1. Dzięki Wam blog ma już ponad 5000 wejść! Woo Hoo
2. Ostatnim razem pobito rekord dziennej liczby wyświetleń. Aż 241! Niektórzy może mają też więcej dziennie z palcem w nosie, ale dla mnie to naprawdę dużo. Woo Hoo 2x
3. W czwartek ( odliczając moje odpowiedzi) w sumie pod roz. 30 i zakładce Do Czytelników, napisaliście 16 komentarzy! Woo Hoo 3x

Daliście mi tyle szczęścia, że aż powracam do zdrowia. Mam nadzieję, że taki ruch to nie będzie jednorazowa akcja :) Jeszcze raz, do środy ^^


czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 30

Marla przepłakała pół nocy, a przez drugą połowę nie mogła zasnąć. Dopiero nad ranem była tak zmęczona nocną męczarnią, że przysnęła na trzy godzinki. Budzik obudził ją o siódmej. Była w strasznym stanie. Ledwo poczłapała do kuchni i zobaczyła, że coś jej przeszkadza. Podeszła do salonu i zdjęła ze ściany portret Logana, a następnie rzuciła w kąt odwrotem do przodu tak, aby nie widzieć jego twarzy w tym mieszkaniu. Lucy też wstała. Kiedy Marla przygotowywała sobie kawę, która postawi ją na nogi, Lucy podeszła do niej.
- I jak się czujesz?- spytała cicho.
- Marnie…
- Chcesz już o tym porozmawiać?
- Nie, nie wydaje mi się.- odeszła.- Najlepiej zostałabym w domu i w ogóle nie szła na ten plan.
- Weź się w garść. Jak zostaniesz w domu będzie jeszcze gorzej. Musisz się ruszyć, bo jeszcze mi w depresje padniesz.- podstawiła jej kawę pod nos.
- Wiem, ale to jest trudne...
- Ej, głowa do góry. Postaraj się zapomnieć o tym wszystkim przynajmniej na czas kręcenia teledysku. Musisz być na nim szczęśliwa. Weź wypij tę kawę, ubierz się i idź.
- Może i masz rację. Nie wiem co by było ze mną gdybym mieszkała tu sama.
- Na szczęście masz mnie.- uśmiechnęła się do niej.

Marla z pomocą Lucy ogarnęła się do pracy. Wyszła z mieszkania i pomaszerowała do drugiej windy tak, aby ominąć mieszkanie, obok którego nie chciała stać. Weszła do windy. Gdy jej wrota już się zamykały, do windy zdążyła Camille. Marla poczuła ucisk w sercu. Camille natomiast nie dała po sobie poznać niczego co wydarzyło się wczoraj. Zachowywała się tak jakby do niczego nie doszło.
- Dlaczego to robisz?
- Co robię?- brunetka wcisnęła przycisk na parter.
- Dobrze wiesz co robisz. I co ty w ogóle tu robisz? Mieszkasz na drugim piętrze.
- Tak, ale chciałam się z tobą zobaczyć.- mówiła nadal uśmiechnięta.
- Nie bądź śmieszna. A zresztą… jesteś chora psychicznie, więc to może być normalne. Nie chcę z tobą rozmawiać.- Winda stanęła w miejscu i się otworzyła. Marla wyszła z niej jak najszybciej.
- Mam dla ciebie propozycję.- dogoniła ją.- Połączmy siły i zemścijmy się na nim.- szatynka zatrzymała się w miejscu.
- Tak jak mówiłam… idź do diabła! Już nie chcę z tobą wchodzić w żadne układy!- uciekła od niej i pobiegła przed siebie wymijając domowników.
Cała roztrzęsiona oderwała się od niej. Pomyślała, że Camille ma tupet żeby jeszcze składać jej takie propozycje. Przynajmniej na plus wyszło to, że już nie czuła się dobita tylko rozłoszczona. Dotarła do wytwórni. Gustavo czekał na nią przed budynkiem co wydało jej się dziwne.
- Trójka! W końcu jesteś. Dwie minuty spóźnienia!
- Przepraszam…
- Wsiadaj do wozu. Jedziemy na plan.- wsiadła do jego auta. Jechali za białą ciężarówką.
Podróż nie trwała długo. Zatrzymali się pod małą kawiarenką, która była taśmami zabezpieczona wokół. Przez szyby zobaczyła, że jest tam niewiele osób, a wśród nich Alexa. Marla weszła do uroczej kawiarenki przywitać się z koleżanką, ale napadło ją stado stylistów. Jeden trzymał strój, drugi aparat a trzeci pędzelek. Zdążyła jej tylko pomachać.
- Idź do przebieralni i ubierz się w to, a potem przyjdź tu z powrotem.- to działo się tak szybko. Nawet nie miała czasu o niczym pomyśleć. Spojrzała na wieszak ze swoim strojem. Widać było, że jej pastelowy styl się przyjął. Przebrała się i podeszła do Alexy.
- Cześć.- pomachała jej blondynka.- Wiesz, że dzisiaj tylko się zobaczymy na planie? I jeszcze w jakieś jednej środkowej scenie?
- To szkoda…
- Mam pytanie. Myślę o przeprowadzeniu się do Los Angeles. Pomogłabyś mi czegoś poszukać?
- Tak…- mruknęła.
- Dobrze się czujesz? Jesteś jakaś inna? Coś się stało?
- Może…nie, nic wielkiego.- Marla nie poradziła sobie z ukryciem emocji. Zaczęła płakać.
- Co się stało?- przejęła się.
- Oszukano mnie.- pociągnęła nosem.- A do tego…
- Co tu się dzieje?- podszedł Gustavo.- Tu nie ma czasu na płacze. Musimy się wyrobić z czasem jeśli chcesz coś osiągnąć w tej branży. Niech styliści przyprowadzą ją do porządku, a ty Kelly daj jej coś na… poprawę humoru.- spojrzał na asystentkę porozumiewawczym spojrzeniem.- Gdzie jest reżyser? Muszę z nim porozmawiać!- odszedł tak szybko ja się pojawił.
- Potem mi opowiesz. A teraz idź, czekają na ciebie.
- Wizażystka zrobiła jej odpowiedni makijaż ukrywając każdy mankament nieprzespanej nocy. Kelly podała jej kawę i kazała wypić, co uczyniła. Fryzjer ułożył jej włosy, a reszta dopięła wszystko na ostatni guzik. Dziewczyna po chwili poczuła się znacznie lepiej. Zapomniała o problemach, rozweseliła się, czuła się dziwnie dobrze.
- I jak? Lepiej?- spytał Gustavo. Kiwnęła głową.- To dobrze. Poznaj Petera Robinsona. Zagra twojego przyszłego chłopaka.- podszedł do niej wysoki brunet, mega przystojny i ułożony. Miał cudowne niebieskie oczy. Przywitali się podając sobie ręce. Kiedy już odszedł, Marla podeszła do stolika gdzie ma być kręcona scena. Alexa uśmiechała się do niej.
- I co? Jesteś już weselsza?- zachichotała.
- Tak, ale dlaczego ciebie to śmieszy?
- Wiesz… czasami jak ktoś jest nie w humorze podaje mu się antydepresanty.
- Ha, ha. Naćpali mnie czymś?- śmiała się do siebie.
- To zwykłe leki na depresje, ale działają.
- Dobra!- krzyknął reżyser.- Wszyscy na miejsce! Akcja!

Marla wciągu kręcenia wzięła więcej leków, aby poczuć się jeszcze lepiej. Kiedy skończyli pracę po trzeciej, Marla z Alexą spotkały się w parku i dziewczyna wszystko opowiedziała swojej koleżance z planu co się wczoraj stało, ale śmiała się przy tym. Takie leki działały trochę z opóźnieniem i dopiero teraz zaczęły ukazywać nadwyżkę swoich umiejętności. Alexa musiała jechać do swojego hotelu, więc Marla wróciła do holu. Z uśmiechem na twarzy wjechała windą na swoje piętro. Już kierowała się do swojego lokum kiedy James szedł korytarzem.
- Cześć James! Czyż nie cudowny mamy dziś dzień?
- Cześć?- zdziwiła go taka reakcja. Wczoraj zdruzgotana, a dziś szczęśliwa.- Dobrze się czujesz?
- Ja? Ja nigdy nie czułam się lepiej.- pokazał mu kciuka w górę.- Cudowny dzień na planie miałam. Ach. Taki udany… A ty? Co robisz?
- Nic ciekawego…- spojrzał w jej oczy z podejrzeniem.- Może nie powinienem pytać, ale… Czy ty coś brałaś?
- Ha, dobre. Czy ja coś brałam? Może kawę, może dwie, a nawet trzy. Może z czymś tam.- zachichotała.
- Jestem w mieszkaniu sam. Wejdziesz?
- Ok.
- Usiądź sobie na kanapie, a ja się zastanowię jak z ciebie to wypłukać.- nalał jej wody do wielkiej szklanki.- Logan by wiedział co zrobić.- mruknął. Podał jej szklankę.- Musisz wszystko wypić.
- Ja już dość dziś wypiłam. Więcej nie zmieszczę. A-a!- pokiwała wskazującym palcem.
- Zachowujesz się głupio. Musisz to wypić.
- Nic nie muszę!- wystawiła mu język.
- Proszę. Zrób to dla mnie.- złożył błagalnie ręce.
- Zrobię to, bo masz ładną buźkę chłopczyku.- uśmiechnęła się. Wypiła łyk po czym się wstrzymała.- To jest zwykła woda?
- Coś nie tak z tą wodą?
- Myślałam, że to wódka.- zaśmiała się. Zaczęła pić.
- Coś ty wzięła…?- złapał się za głowę.
- Antydepresanty.
- Antydepresanty? Ile?
- A nie wiem. Najpierw sami mi je podali, ale ile tego było to nikt nie wie, a potem sama je wzięłam i czuję się teraz wyśmienicie.- do mieszkania wszedł Logan. Ucieszył się gdy zobaczył dziewczynę siedzącą przy stole.
- Marla! Tak się cieszę…
- Logan?- wtrącił James.- To nie jest odpowiedni moment. Chłopak podszedł do niego.- Przesadziła z lekami, choć czuję, że to nie do końca były leki na depresję. Zachowuje się dziwnie. Dałem jej wody, może to pomoże. Logan potakiwał głową.
- Cześć.- podszedł do niej Logan.- Jak się czujesz?
- Tak jakby ciebie nie było, więc co ty tu robisz?- skrzywiła dziecinnie usta.
- Jesteś na mnie zła?
- Może tak, może nie… Kto to wie, kto to wie?… Nie powiem ci, ale mogę ci powiedzieć, że tak. Jesteś zły…
- Przepraszam za to wszystko. Wybaczysz mi?
- Nie-e. Spotkałam w windzie Camille i wiesz co mi ciekawego powiedziała, Logan? Że chce się ze mną pogodzić żeby tobie było smutno. Żeby cię rozerwać na małe kawałeczki.- zaśmiała się rwąc coś niewidzialnego palcami w powietrzu.
- Stary, nie rozmawiaj z nią teraz. To nic nie da.- spróbował James.
- Wiem, ale przynajmniej teraz ze mną rozmawia.
- Nie rozmawiam z tobą przecież. Ja cię nie chce znać i wcale z tobą nie rozmawiam.- zaprzeczyła.
- Widzisz jak bredzi?- James się przysiadł.- Daj jej spokój przynajmniej dopóki jej nie przejdzie.
- Ok.- westchnął brunet.- Porozmawiamy potem.
- Wcale nie.- zaprotestowała po tym jak opróżniła szklankę.- Ja muszę do łazienki.- pomaszerowała do niej i zamknęła się. Po chwili wróciła już trochę ospalsza. James wlał jej nowej wody.- Nie, ja już więcej nie wypiję… nie dam rady.
- A ze słomką?- pomachał nią w powietrzu.
- Nie…
- I plasterkiem pomarańczy.- założył plasterek na szklankę. Dodał ozdobną parasoleczkę i wlał syropu malinowego nie mieszkając tak, że powstała jej różowa warstwa na dnie.- Patrz. Masz drinka, wypij go.- Logan obserwował ich siedząc na kanapie zamartwiając się, że przez niego doprowadziła się do takiego stanu.
- Jak ładnie…- włożyła słomkę do ust i zaczęła pić. Kiedy z trudem opróżniła szklankę zrobiła się otępiała i kręciło jej się w głowie.
- James? Coś ty tam jeszcze dodał?- zapytał go Logan.
- Leki nasenne?
- Zwariowałeś? Ona musi być w ruchu, a nie wiadomo jak te leki podziałają z tymi. Ona nie może teraz zasnąć.- Logan i James wzięli ją i próbowali żeby jak najwięcej chodziła. Kendall i Carlos akurat przyszli i dla nich widok chłopaków trzymających Marlę oraz chodzących w kółko nie wyglądał normalnie. James po krótce wytłumaczył im o co chodzi i po mogli im. Niestety Marli nadal kręciło się w głowie i miała mroczki przed oczami, uginały się jej kolana. Osuwała im się na ziemię, więc położyli ją na kanapie. Natychmiast zasnęła.
- No super…- westchnął Kendall.- Co się w ogóle jej stało?
- No przecież przedawkowała.- przysiadł Carlos.- I co teraz?
- No nic… musimy przeczekać.-odparł James.- A może by ją przenieść do jej mieszkania?
- Niech zostanie.- pogładził jej włosy Logan.
- Ja rozumiem, że chcesz przy niej być, ale jak się obudzi nie będzie zadowolona.
- Mam to gdzieś. Chcę być przy niej.
Po chwili Kendall, Carlos i James odeszli zostawiając Logana z śpiącą Marlą. Cały czas patrzył na nią jak śpi. Minęło pół godziny. W końcu poszedł na chwilę po tekst piosenki, którą musi się nauczyć. Wkuwał tekst wciąż mając się na baczności. Minęło kolejne pół godziny, a Loganowi ledwo co weszło, bo wciąż myślał o dziewczynie. Po godzinie dziewczyna zaczęła się przeciągać. Złapała się za głowę i przetarła oczy. Logan odłożył to czym się zajmował. Marla ziewnęła i rozejrzała się. Gdy zobaczyła Logana, natychmiast się ożywiła i podniosła.
- Spokojnie…- powiedział.- Pamiętasz wszystko?
- Pamiętam, dlatego wychodzę.- wstała.
- Zaczekaj. Porozmawiaj ze mną. Mogłabyś to zrobić. Daj mi chwilę. Będę błagał cię na kolanach żebyś dała mi przynajmniej minutę.
- Masz minutę.- założyła ręce.
- Przepraszam, że tak wyszło. Nie kocham Camille, kocham ciebie. Ja nie powiedziałem ci, że z nią nie zerwałem, bo chciałem jej to przekazać osobiście. Nie przez telefon tylko prosto w oczy. Od dawna tamten związek nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Ty jesteś najważniejsza, ty otworzyłaś mi oczy na niektóre sprawy i tobie zawdzięczam wiele rzeczy. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty i chcę żeby było tak jak przed jej przybyciem. Chciałbym móc znów się do ciebie przytulić. Chcesz zakończyć to tak po prostu?
- Minuta minęła.- odrzekła sucho.
- Wcale nie. Dlaczego się tak upierasz? Nie pozwalasz, aby coś do ciebie dotarło.
- Bo mnie oszukałeś, a nie chce być z kimś kto naruszył moje zaufanie.
- Daj mi drugą szansę!- spojrzała na niego zimno i wyszła bez słowa.- Nie możesz tak po prostu odejść!- zamknęła za sobą drzwi.- A jednak…
- Wyszła?- wynurzył się z pokoju Carlos.
- Ja już nie wiem jak to naprawić.- załamał się.
- Daj jej trochę czasu. To wszystko dzieje się za szybko.

Do Kendalla zadzwoniła Jo. Zawsze biegł do niej jak na sygnale nawet gdy tylko puściła smsa. Nikt mu się nie dziwił. Spotykał się ze swoją dziewczyną dwa razy w tygodniu. Musieli wytrzymać jeszcze taką sytuację dopóki Jo nie skończy grać w drugim sezonie i nie nastąpi przerwa. Wbiegł po schodach na drugie piętro i zdyszany zatrzymał się przed jej drzwiami. Złapał oddech i zapukał. Dziewczyna otworzyła mu ze zrezygnowaniem. Kendalla to zaniepokoiło. Zawsze witała go ze szczerym uśmiechem na twarzy, a teraz bez słowa wpuściła go do środka. Wszedł niepewnie zastanawiając się co się stało. Chciał ją pocałować, jednak ona schyliła głowę. Widać było, że sprawia jej to trudność, dlatego nie rozumiał co się dzieje.
- Jo? Piszesz żebym do ciebie przyszedł, a jak już jestem zachowujesz się dziwnie. Coś się stało?
- Tak jakby...- przegryzła wargę.- Może lepiej usiądź, co?
- Nie, postoję.- założył ręce. Nie mógłby teraz wysiedzieć w miejscu. Irytowało go to, że Jo wprost nie chce powiedzieć o co jej chodzi tylko przewleka to w czasie.
- Napijesz się czegoś?- spytała.
- Jo! Powiesz mi w końcu czy długo mam tak czekać?
- Jak chcesz...- westchnęła ciężko.- Kendall, jest mi bardzo ciężko to tobie powiedzieć, bo jesteś naprawdę cudownym facetem no i...
- Stój.- przerwał jej analizując pierwsze słowa, a potem na jego twarzy pojawił się zmieszany uśmiech.- Weź tak nie mów, bo to trochę brzmi jakbyś próbowała własnie ze mną zerwać.
- Kendall...- skrzywiła się patrząc mu prosto w oczy. Blondynowi zrzedła mina. Domyślił się co jest grane. Zaczął kręcić przecząco głową.
- Nie, nie, nie...proszę tylko nie mów tego.
- Przykro mi, ale najlepiej będzie jak damy sobie czas...



* Rozdział z serii: Ale ta dziewczyna jest wkurzająca :)
W pierwotnym zarysie tego rozdziału nie było wątku Kendalla i Jo. Wprowadziłam go kilka dni temu dokładnie analizując komentarz Stelss pod zakładką Do Czytelników. Mówiłam, że Wasze zdanie jest dla mnie najważniejsze :)
Dlaczego Jo chce zerwać z Kendallem? Sugerujcie w komentarzach, choć z góry twierdzę, że nie traficie, bo to co wymyśliłam jest chore hahaha :) Choroba przejęła mój mózg, więc wypisuję głupie rzeczy nawet o tym nie wiedząc.

PS Wtedy sprawdzicie czy macie zdolności przepowiadania przyszłości :)

Uwaga!
Zauważyliście już na pewno, że troszeczkę odpicowałam wygląd bloga. W wersji mobilnej mnie nie zadowala :P Po prawej stronie jest ankieta. Nie wiem co się ze mną dzieje. Przez tą chorobę przychodzą mi różne pomysły :) Godzinę się zastanawiałam czy zmienić bloga :) Głosujcie!
Do soboty :)



wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 29

Logan tępo patrzył się w postać Camille stojącej w jego drzwiach. Teraz bił się w myślach, że mógł odbierać od niej te przeklęte telefony. Może mógłby być wcześniej uprzedzony. Powoli oswajał się z tym, że wróciła szybciej niż się tego spodziewał, a teraz nie wiedział co zrobić.
- Nie wpuścisz mnie?- bez słowa uchylił je szerzej.
- Co ty tu robisz tak wcześnie? Miałaś wrócić za…
- Za pięć dni. Tak, wiem. Nie takiego powitania się spodziewałam.- podniosła brwi brunetka.
- Cześć.- tylko tyle przeszło mu przez gardło. Nie wiedział co miał ze sobą zrobić.- Poczekaj, tylko posprzątam po tym kubku.- wziął miotłę i szufelkę zamiatając wszystko. W tej chwili Kendall i James wrócili do mieszkania. Spojrzeli na Logana, który zamiatał. Spojrzał na nich z miną w stylu: Błagam, wyciągnijcie mnie z tego. Nie wiedzieli o co chodzi dopóki nie spojrzeli kto stoi w kuchni. Od razu zrzedły im miny. Do tego przyszedł jeszcze Carlos.
- Jest! Umówiłem się!- spojrzał na Camille.- O jacie… szepnął pod nosem.- Cześć Camille.
- Tak, cześć.- dołączyli się do powitania. Logan odłożył miotłę.
- Dlaczego wróciłaś wcześniej?- ponowił swoje pytanie.
- Żeby coś wyjaśnić. Nie odbierasz ode mnie telefonów, a do tego w Internecie znalazłam coś bardzo interesującego.- wyciągnęła kartkę z wydrukiem jakieś strony plotkarskiej ze zdjęciami Logan i Marli. Reszta połapała się o co chodzi. Loganowi zrobiło się gorąco. Nie tak ułożył swoje plany.
- My może…- wciął się Kendall.- My nie będziemy wam przeszkadzać, pójdziemy do siebie.- pociągnął Jamesa i Carlosa do pokoju zamykając drzwi. Potem Carlos po cichu uchylił drzwi, bo chciał podsłuchać rozmowę. James się przyłączył, a Kendall sam był zaciekawiony jak to się skończy.
- Masz mi coś do powiedzenia?- zapytała go Camille.
- Posłuchaj… miałem ci to już dawno powiedzieć. To nie jest kwestia jakiegoś tygodnia czy dwóch… tylko nawet miesięcy.
- Może akurat tych miesięcy, w których Marla zawitała w nasze progi?
- To nie ma sensu. Chciałem ci powiedzieć kiedy przylecisz. To nie była rozmowa na telefon. Chciałem być fair i powiedzieć ci to prosto w oczy, ale chyba nie jestem na to gotowy…- ze spokojem próbował jej wytłumaczyć.
- Bo zostałeś przyłapany na gorącym uczynku. I co? Teraz mi będziesz mówić jaki chciałeś być honorowy i zerwać ze mną z klasą i pomyślisz, że ja to lepiej przyjmę ? Trzeba było zrobić jednak telefonicznie to bym nie robiła sobie nadziei kiedy bym wracała do domu. Ale kiedy zobaczyłam to w Internecie… wiesz jak ja się poczułam? Jakby mi ktoś wbił nóż w serce!
- Masz prawo myśleć o mnie co chcesz. Nie będę się usprawiedliwiał. Niestety nie chciałem, abyś dowiedziała się tego w taki sposób.
- Bo co? Myślałeś, że ta informacja zatrzyma się na terenie Ameryki? Co za niefart!
- Teraz nie chodzi o to. Nasz związek od dawna nie miał sensu. To było bez przyszłości.
- Ach tak!- spoliczkowała go. Logan złapał się za prawy policzek, który zaróżowił się od uderzenia.- I to dziwne, że mówisz to w taki spokojny sposób! Jakby te wszystkie spędzone razem chwile nie miały dla ciebie żadnego znaczenia!
- Ok. Należało mi się. Miały dla mnie znaczenie. Ale zrozumiałem, że to nie jest to.
- Ty świnio! Miałam cię za kogoś jedynego w swoim rodzaju, ale wy wszyscy jesteście tacy sami!- miała już wyjść kiedy do drzwi ktoś zapukał cztery razy. Logan kręcił głową modląc się, aby to nie była ona. Pierwszy raz skrzywił się kiedy Marla przyszła do niego. Akurat teraz nie chciał, ale było już za późno. Marla spojrzała na gościa z lekkim przestrachem.
- No to teraz się zacznie…- szepnął do kolegów Carlos.
- Trochę współczucia dla kumpla.- skarcił go James.
- Ciii… bo nas usłyszą.- uciszył ich Kendall.
- Camille…- Marla spojrzała na dziewczynę, która miała łzy w oczach.- Może ja przyjdę później…
- Nie, zostań!- krzyknęła do niej.- Dobrze się składa, że przyszłaś!- zironizowała.- Ty… ja uważałam cię za dobrą koleżankę aż wywinęłaś mi taki numer!- wrzasnęła.
- Posłuchaj mnie na spokojnie.- próbowała ją uspokoić, ale ta wybuchła płaczem.
- N-nie! Ciągle karzecie się siebie słuchać, a kto wysłucha mnie? Nie z nim miałaś być! Miałaś być z Jamesem!
- Ale…
- Teraz ja mówię!- przerwała jej brunetka.- Znasz ich dzięki mnie. Tyle zrobiłam, abyś mogła ich poznać. Mówiłam ci na samym początku, abyś trzymała się od Logana z daleka!
- Kazałaś jej się trzymać ode mnie z daleka?- niedowierzał Logan.
- No i co z tego? Chciałam nas bronić. To był mój pomysł żeby James był z tobą!- spojrzała na nią zabójczym spojrzeniem.- Jego miałaś wybrać!- krzyknęła jej w twarz. Marla próbowała zachować spokój, ale nie dała rady słuchać głupot jakie opowiadała. Gotowało jej się w środku aż zawrzała.
- To teraz ty mnie posłuchaj, jasne?- wydarła się na nią tak, że aż Logan podskoczył.- Nie jesteś jakimś żałosnym kupidynem żebyś decydowała kto się ma w kim zakochać. Ja robiłam to co chciałaś. Starałam się do niego nie zbliżać w ten sposób, ale się nie dało. To było silniejsze. I nie wychwalaj się tak z tym, że wszystko mam dzięki tobie, bo to nieprawda! Gdybym wiedziała, że wygram ten konkurs i że będziemy z BTR razem ze sobą pracować i spotykać wszyscy kilka dni w tygodniu to bym na tą twoją chorą grę nigdy się nie zgodziła. Przyznaję… byłam słaba i łatwowierna, ale teraz gdybym miała cofnąć się w czasie do pierwszego naszego spotkania to posłałabym cię do diabła!- napłynęły jej łzy złości do oczu.- Jesteś chora i żałosna. Chciałam załatwić to w mądrzejszy sposób, ale mi na to nie pozwoliłaś.
- Wiesz co? Wiesz dlaczego się wtedy zgodziłaś? Dałaś się wykorzystać w planie mojej zemsty. A byłaś taką desperatką i zapatrzona w nich jak w święty obrazek, że robiłaś wszystko co ci kazałam. Pamiętasz? Powiedziałaś, że zrobisz wszystko, aby ich spotkać.
- To nie ma teraz żadnego znaczenia, już ci mówiłam. I tak bym ich poznała, może w jakiś cywilizowany sposób. Ja nie chcę już więcej poruszać tego tematu, bo dawno wyrzuciłam go do kosza wszystkie rzeczy z tobą związane. Twoje śmieci są do odbioru w moim schowku.- założyła ręce.
- Ej, uspokójcie się!- wciął się między nie Logan. Nie był już taki miły jak na początku.- Camille. Dobrze, że już nie jesteśmy razem, bo widzę, że to wszystko nie miało sensu. Bo ja cię w ogóle nie znałem. Nie jesteś tą samą osobą, którą poznałem dwa lata temu.
- No to szybko się uwinęliśmy, co? Ot tak! Przyszłam, ty ze mną zerwałeś i ma być teraz ok.
- Zaraz, zaraz…- wtrąciła się Marla.- Ty z nią zerwałeś teraz?
- Ja wiem jak to wygląda.- Logan zbliżał się do niej powoli jakby bał się każdego swojego kroku jak saper.
- Chodziliśmy razem, więc myślałam, że z nią zerwałeś!- wyrzuciła z siebie szatynka.- A tu się okazuje, że miałeś dwie dziewczyny jednocześnie! Jak mogłeś mi o tym nie powiedzieć? I chciałeś to rozwiązać na szybkiego teraz za moimi plecami?
- Widzisz?- zaśmiała się Camille.- Jakie to niezłe z niego ziółko?
- Chciałem jej o tym powiedzieć osobiście. Ja ciebie tylko kocham!- wyciągnął po nią ręce. Dziewczyna odsunęła się.
- Nie mogę w to uwierzyć.- złapała się za głowę.- Spędzaliśmy razem tyle czasu kiedy ona czekała na ciebie za oceanem? Nie pomyślałeś o tym, że wyrządziłeś jej krzywdę? I mi również?
- To teraz jej bronisz?!
- Nie bronię, ale rozumiem!- spojrzała na jego policzek.- Widzę, że po Camille nie trzeba poprawiać. To koniec. - ze łzami wybiegła z mieszkania.
- Marla! Marla, zostań!- na darmo ją wołał. Nie gonił za nią. Wiedział dobrze, że teraz nic nie zdziała.
- Idę się rozpakować.- uśmiechnęła się i wyszła.
- O to ci chodziło cały czas, prawda? Super! Świetnie ci to wyszło! Nie chcę cię więcej widzieć na oczy!- wydarł się na nią przy drzwiach.
- Loganku… i kto to mówi?- pokazała ironiczny uśmieszek i poszła korytarzem. Cierpiała, ale musiała się odegrać. Logan trzasnął za nią drzwiami.- Co za jędza!- oparł się plecami od drzwi i schował twarz w dłoniach.- Zołza i manipulantka!
Carlos, Kendall i James ujawnili się. Podeszli do przyjaciela. Kendall położył mu rękę na ramieniu.
- Może przyniosę ci lód. Camille przyłożyła ci też pierścionkiem.- Carlos spojrzał na jeszcze malinowy policzek Logana i odcisk od pierścionka.
- Co z tego…- mruknął.- Już nic nie ma sensu. Co ja mam teraz zrobić?
- Porozmawiać.- naprowadził go James.
- Ona nie chce mnie znać! Wszystko poszło nie tak! Chcę zostać sam!- Logan nagle wyszedł z mieszkania.

James, Kendall i Carlos siedzieli w ciszy na kanapie zastanawiając się nad sytuacją swojego przyjaciela. Kendall, choć stało się to coś się stało, nadal uważał, że przyjaciel zrobił dobrze mówiąc Camille prawdę osobiście. James był zły na Logana za to, że skrzywdził przez to jego przyjaciółkę, jednak nie jest aż tak oburzony żeby teraz strzelać focha. Carlos natomiast był rozdarty. Podzielał zdanie obu przyjaciół. Westchnął ciężko i się podniósł. Zniknął za drzwiami sypialni. Wrócił do salonu dwadzieścia minut później odstrojony w najlepszą koszulę i spodnie.
- Idę na randkę.- wyprzedził ich tok myślenia.
- Z kim?- spytał James.- Bo jak powiedziałeś wcześniej to myślałem, że znów ci się coś przyśniło.
- Z Alexą Vega.- odpowiedział śmiesznie poruszając brwi.
- Haha.- zaśmiał się.-A tak serio?
- Nie chcesz wierzyć to nie.- założył ręce.- Kendall mi wierzy.
- Kto tak powiedział?- uśmiechnął się blondyn.
- Bardzo śmieszne.- zironizował.- Jeszcze wam udowodnię. Czekajcie w domu, bo opadną wam kopary, wy trolle.- odwróciła się na pięcie i wyszedł.

Pojechałby pod jej hotel, ale policja zabrała mu prawo jazdy w wieku osiemnastu lat za karambol na drodze. Kiedy sobie o tym przypomniał, zaśmiał się pod nosem. Do konkretnej godziny miał jeszcze sporo czasu, więc na spokojnie zrobił sobie spacer. Po kwadransie przekroczył teren hotelu. Alexa siedziała na ławce z głową skierowaną w niebo. Miała zamknięte oczy i z uśmiechem na twarzy przyjmowała promienie słoneczne. Wyglądała tak pięknie oraz niewinnie. Zaszedł ją od tyłu kładąc ręce na jej oczach. Uśmiech na jej twarzy rozszerzył się. Wymacała opuszkami palców ręce tajemniczego gościa.
- Carlos?- spytała.
- Jak poznałaś?- zdjął dłonie z jej oczu.
- Twoje ręce były dla mnie zupełnie nowe w dotyku. Mam wielki dar do rozpoznawania ludzi samym dotykiem, wiesz?- zatrzepotała uroczo rzęsami.
- To możesz mnie za nią złapać i poznać mnie lepiej.- wyciągnął ją. Alexa przez chwilę nic nie zrobiła trzymając go w napięciu, a następnie ścisnęła jego miękką dłoń. Carlosowi zrobiło się gorąco mając ją tak blisko siebie.- Tak sobie pomyślałem, że może byśmy coś zjedli...
- O tak!- ożywiła się.- Umieram z głodu. Ja bym najlepiej wszamała teraz wielkiego hamburgera.- rozmarzyła się.
- Serio?- spytał mile zaskoczony.
- Powiedziałam coś nie tak? Aaaa... zachowuję się trochę nieprzyzwoicie, prawda?
- Nie, skąd.- uśmiechnął się szczerze- Dobrze, że jesteś sobą. Lubię cię taką i też bym wszamał hamburgera. I wiesz co? Wiem gdzie robią najlepsze buły pod słońcem. Zechciałabyś?
- Oczywiście.- kiwnęła głową.
- To super. A potem prosiłbym cię o małą przysługę. Zrobisz coś dla mnie?- złożył ręce jak do modlitwy, a dziewczyna nie miała serca mu odmówić.

Logan jeszcze nie wrócił, a tymczasem James i Kendall oglądali film. Musieli jakoś ochłonąć po tym całym dniu. Spojrzeli na zegarek. Było już dość późno. Zaczęli się martwić o Logana. Nagle usłyszeli jak otwierają się drzwi. Machinalnie spojrzeli w tamtym kierunku, ponieważ myśleli, że to ich zdołowany przyjaciel. W wejściu stanął Carlos.
- Hejka.- zarzucił.
- Jak tam twoja niby randka z wyimaginowaną Alexą?- spytał na powitanie James lekko rozbawiony.
- Myślę, że by się obraziła gdyby to usłyszała. -założył ręce Latynos.
- Uważam, że niewiele może usłyszeć z dna twojej szuflady...
- Oh wypraszam sobie!- nagle ich oczom ukazała się sylwetka dziewczyny, która stała wtedy na korytarzu wszystko słysząc.- Stoję tutaj i słyszę więcej niż myślisz.-zażartowała.
- Kendall...- szatyn szturchnął go łokciem.- Czy to prawdziwa Alexa Vega?
- Nie, fałszywa.- wywrócił oczami i wstał.- Jestem Kendall.- uścisnęli sobie ręce.- A tamta ciemna masa na kanapie to James.- blondynka pomachała szatynowi. W tym momencie do mieszkania wrócił Logan. Nawet nie zauważył co się działo w salonie, ponieważ z wbita głową w ziemię zanurzył się szybko w wnętrznościach jego sypialni. Woleli zostawić go teraz samego.
- A mu co się stało?- spytała.
- Długa historia.- odpowiedział Carlos uśmiechając się do niej. James tak się im przyglądał, że aż musiał wstać. Stanął przed nimi, a potem zlustrował Alexę wzrokiem.
- To ile ci Carlos zapłacił żebyś poszła z nim na randkę?- spytał wprost z lekkim żartem w głosie. Kendall spojrzał się na niego jak na kosmitę. Dziewczyna podniosła wysoko brwi.
- Myślisz, że nie mam co robić tylko umawiać się na kupowane randki? A Carlos to najmilszy i najsłodszy chłopak z jakim miałam do czynienia.- po tych słowach podeszła do Latynosa i pocałowała go w usta. Następnie pogładziła go po policzku i zaśmiała się lekko z jego zaskoczonego wyrazu twarzy i równie zszokowanego co u Jamesa.- No to na razie.- machnęła im na pożegnanie.- Mam jeszcze trochę do zrobienia. Będę się zmywać.
Gdy Carlos oprzytomniał, zatrzymał ją na końcu korytarza.
- Czekaj. Ten pocałunek... nie był w naszym planie.
- No wiem.- uśmiechnęła się słodko.- Ale nie podobało ci się?
- N-no p-podobało...- zająkał się.
- No to w takim razie do jutra, Carlos.- puściła mu oczko.- Lecę, bo taksówka czeka.- chłopak odprowadził ją wzrokiem do windy. Czuł się tak cudownie, jakby odżył na nowo. Jeszcze nigdy nie czuł się tak dobrze jak dzisiaj. Teraz był pewny, że kochał ją, kochał bezgranicznie.





* Jak się czujecie? Bo ja chora :P
Jak myślicie? Czy Marla wybaczy Loganowi? Czy Camille da o sobie jeszcze znać? Piszcie komcie :) W następnym rozdziale kogoś naćpamy a w dodatku zainteresujemy się w końcu Kendallem :) Mały dramacik należy się i jemu :) Mam dzisiaj poczucie czarnego humoru :P

PS Zakładkę z jednorazówkami przeniosłam na górę.
Do czwartku   (")> ♥ <(")

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 28

Logan wstał rano obudzony dzwonkiem telefonu. W tym samym momencie wybudził też Kendalla, który spał po drugiej stronie pokoju. Brunet spojrzał na wyświetlacz gdzie pokazała się informacja o połączeniu od Camille. Zanim zareagował, przestała dzwonić. Chwilę później ponownie spróbowała. Logan wyłączył telefon.
- Ej, stary…- mruknął niewyspany Kendall. Miał roztrzepane włosy i mrużył oczy z powodu pięknego wstającego słońca za oknem.- Czy to znowu Camille? Nie odbierasz od niej od tygodnia. Może chcę porozmawiać o czymś ważnym.
To pogada ze mną kiedy wróci pod koniec tygodnia, za pięć dni.- włożył urządzenie pod poduszkę. Podniósł się i wyciągnął napinając mięśnie. Przetarł swoje oczy i wyszedł z pokoju.
- Obudź mnie za pół godziny…- poprosił go kolega.
- Ok…
Logan włączył telewizję i oglądał ją wystarczająco cicho, aby nie zbudzić reszty. Poszedł włóczącym się krokiem do kuchni. Postanowił, że zrobi na śniadanie jedno z niewielu dań, które umie przyrządzić. Wyjął z lodówki mleko i jajka, z szuflady mąkę, cukier i mikser. Otworzył drzwi na balkonie, aby przygotować tam ciasto i nikogo nie obudzić. Następnie wrócił z gotowym ciastem. Przygotował patelnię do smażenia. Naleśników wyszło więcej niż się spodziewał. Porcja dla konia. Najwyżej przyjdą jego przyjaciele i zanim się obejrzy, wszystko zniknie. Wrócił do oglądania telewizji. Wziął tę nieszczęsną wczorajszą gazetę. Najbardziej lubił stronę z nowościami. Niedługo w kinach miał się pojawić film, który chciał obejrzeć. Już pomyślał o tym żeby zaprosić swoją dziewczynę do kina. Potem jego wzrok spoczął na spotkaniu z autorem jakieś powieści kryminalnej, ale to go mało obchodziło. Na samym dole jego wzrok przykuł znany widok płyty Marli. Dostępna w sklepach już od najbliższej środy. To działo się tak szybko. A wydawało mu się, że dopiero wczoraj się poznali. Martwił się jak dalej będzie z pobytem Marli w hotelu. Płyta został nagrana. Kontrakt jest zapisany na trzy miesiące z czego jest jeszcze czwarty dodatkowy miesiąc na reklamę produktu. Jeśli przez ten miesiąc dziewczyna nie zostanie zaakceptowana przez słuchaczy, będzie musiała wrócić do Anglii, a tego by nie chciał. Najwyżej będzie musiała znaleźć sobie inną pracę. Przynajmniej wiedział, że Marla wczoraj otrzymała prezent od hotelu w sprawie tej całej przykrej sprawy. Do końca roku hotel pokrywa wszystkie koszty za jej mieszkanie w ramach rekompensaty szkód jakie wyniósł ich pracownik. Wrócił do pokoju obudzić Kendalla, bo zapomniał to zrobić. Zamiast pół godziny, przespał pięćdziesiąt. Kendall nawet nie zauważył różnicy. James i Carlos też podnieśli się z łóżek. Kiedy zobaczyli na stole naleśniki, rzucili się do nich smarując je dżemem, zwijając w dłoniach, a następnie pożerając.
- Ale to dobre!- zajadał się Carlos z pełną buzią.
- Co? Nie brakuje wam już mojej cudownej mamy?- rozłożył ręce blondyn.
- Oczywiście, że brakuje, ale trzeba myśleć o tym co jest teraz. Naleśnika?
- No jasne.- Kendall dosiadł się do stołu.- Logan. A ty?
- Ja już jadłem. Zjedzcie wszystko.

Dzień aż do popołudnia minął im dość szybko i nijako. Wrócili z Rocque Records, Gustavo ani razu na nich nie nakrzyczał. Wszystko minęło dziwnie spokojnie i bez szału. Marla miała tak samo. Dzisiaj się nudziła, bo jej praca w studio się skończyła. Nic już nie nagrywała, nie przychodziła na próby dźwięku. Prace nad choreografią nie są teraz potrzebne. Spotkali się w parku siedząc na wielkich huśtawkach. Logan pchał ją, aby wzbijała się w powietrze, choć stanowczo zaprotestowała, aby to robił. Niestety na darmo. Carlos siedział na drugiej huśtawce. James z Lucy poszli gdzieś razem, a do Kendalla zadzwoniła Jo. Ten zerwał się na równe nogi i pobiegł do domu. Carlos posmutniał. Patrzył się na Logana i Marlę jacy są ze sobą szczęśliwi. Carlos czuł, że potrzebuje osoby takiej jak ona dla Logana. Kumpel spostrzegł, że coś go trapi.
- Carlito? Co się dzieje?
- Ja chyba pójdę. Nie chcę wam przeszkadzać. Dobrze się sobą razem zajmiecie.
- Zostań!- zatrzymała go Marla zeskakując z huśtawki.- Dlaczego idziesz?
- Bo każdy z was kogoś ma… wy tu jesteście razem. Teraz jest czas kiedy powinniście tak jak Kendall i James spędzać razem czas, a ja czuję się niekomfortowo. Nie, że jestem zazdrosny albo coś, po prostu… no nie wiem. Umiesz mnie zrozumieć?
- Rozumiem cię, ale naprawdę możesz tu być z nami. Jeśli my chcemy być sami to wieczorami sobie gdzieś wychodzimy. Mamy i czas dla was i dla siebie. Poczekaj…- zadzwoniła jej komórka.- Ciiii. To Gustavo.- odebrała.- Halo? Tak, Gustavo… Przecież wiesz, że nie… Serio?... Kiedy?...Na poważnie?...Oczywiście, że się cieszę!... Dobra, przyjdę. Cześć.- rozłączyła się.
- Czego chciał?
- Muszę iść do Gustavo.- mówiła uśmiechnięta od ucha do ucha.- Musimy obmówić szczegóły o moim teledysku!
- To wspaniale!- uśmiechnął się Logan.
- No pewka!- rozchmurzył się Carlos.
- Nie mogę w to uwierzyć… Co za niespodzianka! Dobra… muszę was zostawić. Pa!- pobiegła przed siebie.
- Pa! Zobaczymy się wieczorem!- pożegnał ją Logan.- No i zostaliśmy sami. Chodź. Przebierzmy się i chodźmy na boisko zagrać w kosza. Co ty na to?
- W porządku.- przybili sobie piątkę i wrócili do hotelu.

Przyjaciele poszli na boisko. W drodze Carlos robił pokazy z piłką. W końcu podeszli do swojego kosza i zagrali mecz do dwudziestu, jeden na jednego. Początkowo Carlos pełen energii przejmował prowadzenie zupełnie wybijając z rytmu Logana. W końcu gdy ten przejrzał jego taktykę, wykorzystał ją przeciwko niemu i wyrównał punkty aż nareszcie wygrał. Byli już cali mokrzy, ale dobrze im to zrobiło. Carlos nie mógł dopuścić do siebie, że mógł przegrać, więc w następnej rozgrywce dał z siebie wszystko i wygrał. Wynik jeden do jednego.
- Ok, Carlito! Ten set zadecyduje kto wygra. Do dziesięciu. Jesteś gotowy?- spytał pewny swego Logan kozłując ciągle piłkę.
- Dajesz Loggie Bear!- podskoczył.
- Proszę… w twoich ustach ten pseudonim brzmi jeszcze gorzej.- zniesmaczył się. Następnie szybkim energicznym ruchem zrobił unik wykorzystując jego zamyślenie. Logan wrzucił pikę do kosza!- Ha, ha!- krzyknął z triumfem.- zobaczył, że Carlos zupełnie gdzie indziej patrzy. Teraz wiedział dlaczego. Marla wracała od Gustavo z jakąś dziewczyną. Z takiej odległości nie mogli rozpoznać kim jest owa nieznajoma. Marla zaś spostrzegła ich i im pomachała. Carlos wykonał zapraszający ruch ręką. Dwie dziewczyny szły w ich kierunku. Ich oczom twarz tajemniczej blondynki się zaostrzyła. Wyglądała dość znajomo, jakby gdzieś już ją widzieli. Logan szybko zorientował się kim jest.
- Carlos… poznajesz ją?- szepnął mu na ucho gdy się zbliżały.- Ta aktorka… Jak jej tam…
- Alexa Vega…- westchnął Carlos. Od zawsze ją uwielbiał. Filmy z jej udziałem oglądał po kilkanaście razy, a w sekrecie trzymał schowany na dnie szuflady jej plakat z filmu o małych agentach. Gdy ją zobaczył, cała reszta straciła jakieś znaczenie. Był zapatrzony w niej jak w obrazek.
- Hejka znowu.- machnęła do nich Marla.- Zgadnijcie z kim przyszłam.- wskazała na nią rękoma.- Alexa. To jest Carlos i Logan.
- Cześć.- powiedziała swoim subtelnym głosem.- Kojarzę was z zespołu.
- Tak to my!- wyrwał się Carlos.- Jestem twoim fanem.- wypalił. Logan niezręcznie uśmiechnął się i przywitał z aktorką.- Uwielbiam wszystkie filmy, w których grałaś. Ja cię ubóstwiam!- nie mógł się powstrzymać. Zawsze chciał ją spotkać. Ta jednak nie miała nic przeciwko. Uśmiechnęła się uroczo do niego.
- Przepraszam za niego.- poklepał go po plecach kumpel.- Carlos nie ma w sobie za grosz samokontroli.
- Mówię co myślę…- usprawiedliwił się.
- Gustavo powiedział mi, że teledysk zaczniemy już jutro. Im szybciej tym lepiej. Nie będziemy marnować czasu, a ja zwariuję z braku zajęcia. Postara przygotować się wszystko na jutro i myślę, że w kilka dni się wyrobimy. A Alexa będzie moją przyjaciółką w teledysku. Producent stwierdził, że ładnie razem ze sobą wyglądamy.- poinformowała ich szatynka.
- No bo wyglądamy.- potwierdziła Alexa poprawiając swoje średniej długości blond włosy.
- I tak sobie pomyślałam, że skoro mamy razem pracować to fajnie byłoby się poznać, więc szłyśmy do mnie.
- Chcecie się dołączyć?- zapytała aktorka spoglądając na Carlosa, który wydał się jej bardzo słodki.
- Z miłą chęcią…- odpowiedział bez zastanowienia. Marla i Logan wykonali potajemnie między sobą porozumiewawcze spojrzenia i we czwórkę poszli do mieszkania Marli.

Po rozmowie, w której się zapoznawali ze sobą i opowiadali swoje ciekawe historie, Alexa powoli zaczęła się zbierać. Zasiedziała się dwie godziny, a musi jeszcze jechać do swojego hotelu i załatwić formalności. Po całej trasie z miejsca na miejsce, była strasznie zmęczona. Carlos bardzo chciał żeby została, ale nie miał na to wpływu. Alexa pożegnała się i poszła. Dogonił ją potem ze spontaniczną sugestią odprowadzenia do holu.
- Widziałaś go?- założył ręce Logan.- Kompletnie oszalał na jej punkcie. Ja wiedziałem, że ją lubi, ale on ją pożerał wzrokiem.
- Daj spokój. Zresztą… on chyba też wpadł jej w oko. Wiesz, uśmiechała się tylko do niego i takie tam. Ślepa nie jestem. Skoro jest wolna i tak się miło im ze sobą rozmawia to może byśmy… ich ze sobą…
- O nie! Ja kumpla swatał nie będę! Wstaję i wychodzę.- zażartował.
- Byłoby fajnie gdyby byli razem. A jak nie to Carlos oszaleje z samotności i będzie miał coś w stylu, nie wiem jak to jest u was, coś w rodzaju męskiego przypadku starej panny z kotem.
- Ja uważam, że Carlos to fajny gość i w swoim czasie znajdzie kogoś odpowiedniego. Na razie nie wierzę żeby to była prawdziwa miłość.
- Hej ludzie!- akurat w tej chwili wrócił Carlos.- Mówię wam. Ona jest genialna! Wszystko w niej przyciąga mnie do siebie. To jak patrzy, jak seksownie pachnie…- rozmarzył się i usiadł obok Logana.
- Opanuj się. To nie jest prawdziwa miłość.- sprowadził go na ziemie.
- To niby co mądralo…
- Fanatyczne zauroczenie. Uwierz mi, nie mówię tego, aby cię zdenerwować tylko przywołać do porządku dla twojego dobra.
- Logan, nie wiesz co czuję.- podniósł lekko głos Latynos.- Pamiętasz jak było z Marlą?
- Oj przepraszam.- wtrąciła się.- Może rzeczywiście na początku byłam w was zauroczona, ale mi przeszło, bo się zakochałam. Tak to działa. Osobiście myślę, że na to uwielbienie najlepszym sposobem jest miłość. Może gdybyście spotkali się razem i byście wspólnie ze sobą porozmawiali to byś wtedy przekonał się co naprawdę czujesz.
- Masz rację.- odrzekł Carlos.
- No w końcu…- mruknął z uśmiechem Logan.
- Umówię się z nią na randkę.- wypalił Carlos. Logan klepnął się w czoło z bezsilności.
- Dobra. Ja się poddaje. Rób co chcesz…
- Marla!- podszedł do niej Carlos, złapał za ramiona i zaczął trząść do tyłu i przodu.- Musisz mi dać jej numer! Proszę!
- Ok, tylko nie potrząsaj mną jak grzechotką.- wyjęła komórkę i podyktowała mu numer. Przyjaciel uścisnął ją i wyszedł zadzwonić.- A właśnie, Logan. Dzwoniłam do ciebie. Masz wyłączony telefon?- Logan przypomniał sobie, że jego telefon leży wyłączony pod poduszką.
- Zapomniałem go włączyć. Pójdę już. Może ktoś z czymś ważnym do mnie dzwonił.- dał jej całusa w policzek i wyszedł.
Logan poszedł do sypialni. Włączył telefon. Wyświetliły mu się wszystkie połączenia. Jedno od Gustavo, dwa od swojej dziewczyny i osiem od Camille. Nie dawała mu spokoju. Pomyślał, że oddzwoni. Może to coś pilnego skoro tyle razy próbowała się z nim skontaktować. Wybrał jej numer. Nikt nie odbierał. Po chwili zadzwonił drugi raz tez bezskutecznie. No trudno… przynajmniej próbował. Potem oddzwonił do Gustavo. Ten odebrał wrzeszcząc na niego, że nie odbiera od niego telefonu i ma natychmiast iść do niego. Logan na sygnale pobiegł do Rocque Records. Zdyszany stanął przed nim i zapytał czego od niego chce.
- Dlaczego dzisiaj nikt nie odbiera ode mnie telefonu? Powiedz Kendallowi, łącznikowi między wami a mną żeby nosił telefon przy d… przy sobie.- powstrzymał się od powiedzenia za dużo.
- Dzisiaj to wyjątkowa sytuacja. Kendall jest zajęty…
- Nie obchodzi mnie to!- wręczył mu do ręki cztery kartki papieru.- To jest nowy tekst, który musicie się nauczyć na piątek.
- No dobrze…- spojrzał na tekst i na przeznaczone partie. Zdziwił się kiedy zobaczył, że ma najwięcej do nauczenia.- Dostałem główną partię muzyczną?
- Coś nie pasuje? Dawno nie miałeś swojej kolejki, a doszło do mnie, że chciałeś odejść.
- No wiadomości szybko się rozchodzą, ale to od dawna nieaktualne.
- Posłuchaj… nawet jeśli tak było to nie miałeś racji.
- Gustavo? Czy ty chcesz właśnie powiedzieć mi coś miłego?- niedowierzał własnym uszom.
- Tylko tyle, że przez dwa tygodnie pisałem ten utwór z myślą o tobie.- powiedział sucho.- Miałem tego nie mówić, ale James wyjaśnił mi tą całą sprawę z piosenką. To nieprawda, że jesteś niepotrzebny. Każdy z was, pieski, gra swoją rolę, a przedstawienie musi trwać. Więc jeśli jeszcze raz przyjdzie ci do głowy moment zawahania to módl się, abym nie musiał go tobie wybijać, jasne?
- Jasne i… dzięki za wszystko.
- Taaak.- mruknął.- I jeszcze jedno. Kiedy będziemy przygotowywać się do następnego albumu… kiedyś tam w przyszłości… to chcę, abyś był gotowy, bo poproszę cię o napisanie piosenki.
- Będę gotowy.- uśmiechnął się.
- Ok, a teraz zmykaj mi stąd!- Gustavo powrócił do swojej roli bycia wrednym szefem. Mimo to Logan był zadowolony.

Wrócił do hotelu. Jego mieszkanie było zamknięte. Szukał kluczy w swoich spodniach. Wyciągnął je i otworzył drzwi. Trzy kartki położył na stole. Jedną wziął dla siebie. Nalał sobie soku wciąż trzymając kartkę i czytając tekst. Gustavo jak zawsze, spisał się doskonale. Opróżnił kubek kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Już otwieram!- krzyknął. Nacisnął na klamkę. Kiedy zobaczył kto stoi w wejściu, z wrażenia kubek wyślizgnął mu się z ręki i stłukł. Ale nie zwracał na to uwagi. Serce podskoczyło mu do gardła. Zmroziło go w miejscu. Zupełnie nie był na to gotowy.
- Cześć Logan.- przywitała go nijako Camille...





* Witajcie moi kochani! I jak Wam się podobało? Bo ja o dziwo zadowolona :) Co wyniknie z powrotu Camille? Co powie Logan? Czy między Carlosem a Alexą będzie coś więcej? Przekonacie się już w następnym rozdziale.  Dzisiaj specjalny dzień, ponieważ mam trochę newsów...

Wiadomość 1: Postać Alexy dołączyła do Bohaterek.
Wiadomość 2: W końcu dodałam drugą jednorazówkę ( z Jamesem). Zwie się Sexy robber :3 Wszystkie jednorazówki znajdziecie po prawej stronie.
Oliwio Maslow... ta jednorazówka jest z dedykacją dla Ciebie <3
Wiadomość 3: To już ponad 4000 wyświetleń. Dziękuję!

PS Do wtorku <3

środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 27

Tydzień później dziewczyna mogła dotknąć kawałek swojej ciężkiej trzymiesięcznej pracy. Otrzymała od Gustavo swoją płytę. Trzymała ją mocno w dłoniach na wypadek żeby nie upadła, nie zarysowała się, ale to było i tak nie możliwe. Nie spuszczała jej z oczu. Dwanaście kawałków swojego głosu było zapisane na tej płycie. Tak szybko potrwało zamienienie demo w ten krążek. Spojrzała na okładkę świecącymi jak klejnoty oczami. Jej najlepsze zdjęcie z sesji widniało na przodzie.  W pastelowej tonacji jej imię i nazwisko z nazwą płyty: Something to be happy. Wiadomość o gotowej płycie rozniosła się po wszystkich dostępnych źródłach: gazet, Internetu, telewizji. Już wkrótce trafi do sklepów.
Pierwsze co zrobiła po powrocie do hotelu, poszła do chłopaków pochwalić się. Wyciągnęła przed nimi piękne opakowanie. Każdy chciał zobaczyć z bliska, dotknąć. Logan powiedział, że jak tylko trafi do sklepów to ją kupi. Ostrożnie oddali jej skarb w obawie, że jeszcze chwila i może się coś s tym stać. Cała piątka cieszyła się gdy nagle dołączyła do nich Lucy trzymając w dłoni jakieś czasopismo.
- A ty co taka dziwna?- zagadała do niej Marla.
- To wy nie czytacie żadnych gazet?- podniosła gazetę lekko do góry i potrząsnęła nią przed nimi.- Otwórz sobie na stronie trzeciej!- wręczyła jej czasopismo. Marla zrobiła tak jak kazała. Kiedy zobaczyła stronę przegryzła wargę i spojrzała na Logana. Chłopak wyczuł, że coś jest nie tak. Spojrzał na stronę. Jego oczom ukazał się wielki tytuł: Logan Henderson z zespołu Big Time Rush z nową dziewczyną. Na dole były ich cztery zdjęcia. Dwa były z dnia kiedy Marla miała wywiad w telewizji. Na pierwszym całowała się z chłopakiem, na drugim wsiadała do jego samochodu. A trzecie było z ich randki jak w strojach wieczorowych szli do restauracji. Czwarte jak przedwczoraj z Loganem i chłopakami pojawiliśmy się na chwilę na mieście.
- Wszędzie te paparazzi…- westchnął Logan. Był trochę zaskoczony, że paparazzi śledziło go przez cały tydzień próbując się czegoś dowiedzieć na temat jego nowego związku.
- I co? Nie denerwuje cię to?- zapytała.
- No niezbyt. Wiesz… musisz się przyzwyczaić do nich i z tym żyć. Tak to już jest, a niedługo sama będziesz popularna, więc to nie będzie jeden raz kiedy wystąpisz w gazecie.
- Pokaż mi to!- Carlos wyrwał czasopismo z jego rąk.- O! Ale sweet. Jesteście parą miesiąca.- zrobił dziubek. Logan zmroził go wzrokiem, uspokoił się ze swoimi wygłupami.- Ok…
- Carlito! Weź czytaj!- pospieszył go James.
- Logan Henderson (l.21) znany wszystkim z boy bandu Big Time Rush ma nową dziewczynę. Niedługo zajęło nam rozszyfrowanie tożsamości tajemniczej, pięknej kobiety. Jest nią Marla Steward (l.20) brytyjska wschodząca piosenkarka zaczynająca karierę w Stanach Zjednoczonych. Już wkrótce będzie można zakupić jej pierwszą płytę. Co spowodowało, że są razem? Tego na razie nie wiemy. Może uwiódł go jej utalentowany wokal? Z występu telewizyjnego, w którym wystąpiła można było przekonać się na własne uszy, że o tej dziewczynie szybko nie zapomnimy. Dla wszystkich fanek Logana to zła wiadomość. Niestety, Logan Henderson nie jest już wolny.
- Przynajmniej nie ma o tobie żadnego złego słowa…- podsumował Kendall. Wspomniał sobie jak Logan był jeszcze z Camille. Dobrze się kamuflowali ze swoim związkiem. Nikt z zewnątrz o nim nie wiedział. A tu wystarczyło jedno dobre zdjęcie, aby zainteresować się kimś. Dla jego związku było już za późno. Szybko się rozniosło, że chodzi z Jo. Z rozmyślań wyprowadził go James szturchając go w ramię, bo wyglądał jakby zasnął z otwartymi oczami. Carlos nadal kontynuował czytanie ciekawostek i koleżance jakie znaleźli dziennikarze.
- Ej!- zwrócił na siebie uwagę Latynos.- Tu jest napisane, że twoja mama była Polką. To prawda?
- Tak, a nie mówiłam wam?- wszyscy zaprzeczyli.- W połowie jestem Brytyjką a w połowie Polką. Po mamie mam talent i urodę, a po tacie… całą resztę razem z kolorem moich oczu.
- Moja babcia miała polskie korzenie.- uśmiechnął się Logan.
- Jakie ten świat mały, co nie?- Carlos wskoczył na kanapę.
- Dobra. Zapomnijmy o tym.- Marla zabrała im gazetę i położyła na stole.
- Właśnie.- potwierdziła Lucy.- Kiedy mamy stawić się w sądzie?
- Za godzinę.- spojrzała na swój zegarek Marla.- Boję się.
- Nie masz się czego bać.- pocieszył ją chłopak.- To on powinien się bać.
Pół godziny później wszyscy zebrali się do dwóch samochodów i pojechali na miejsce rozprawy.

Rozprawa trwała godzinę. Bitters został uznany za winnego spowodowania wypadku oraz wyrządzenia krzywd poszkodowanej. Dostał wyrok roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, pozbawienie prawa jazdy i odszkodowania dla dziewczyny w wysokości jednego tysiąca dolarów. Logan wspierał ją na każdym kroku, co pomogło jej dotrwać do końca. Wrócili do domu. Wszyscy czuli, że mają za sobą jakiś etap swojego życia. Każdy z nich pierwszy raz składał przysięgę przed sądem, ale nie roztrząsali się. Najważniejsze, że było po wszystkim.

Siedzieli w szóstkę na sofie w salonie. James spojrzał po wszystkich i zmarszczył brwi. Założył ręce i westchnął dość głośno, aby zwrócić na siebie swoją uwagę. Oparł głowę wygodnie o oparcie, jednak na darmo. Nikt tego nie zauważał.
- No ja z wami nie wytrzymam!- wyrzucił w końcu z siebie szatyn.- Będziemy tak teraz siedzieć smętni, bo niby z sądu wróciliśmy?- oczekiwał jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Co ci chodzi po głowie?- spytał Kendall.
- No ludzie... czas się pogibać trochę na parkiecie. Imprezka? Ale z was marudy...
- Ja jestem za. Tylko po Jo musiałbym zadzwonić. Może wróciła już.- blondyn podniósł się i poszedł do kuchni.
- A reszta?
- Z tobą kocie zawsze i wszędzie.- Lucy puściła do niego oczko. James się uśmiechnął.
- Przyda mi się trochę rozerwać.- stwierdziła szatynka. Logan potwierdził ruchem głowy.
- Ok.- Kendall wrócił do przyjaciół.-Zadzwoniłem. Przyjdzie.-spojrzał na Carlosa, który do tej pory się nie odezwał. Wyglądał na nieobecnego, myślami daleko stąd. Zielonooki spojrzał porozumiewawczo na Jamesa, na co ten przytaknął.
- Carlito!- klasnął w ręce wybudzając przyjaciela z transu.
- C-co?- rozejrzał się po wszystkich.
- Pobudka. Idziemy do klubu.- oznajmił mu.
- Ja nigdzie nie idę.- zaprzeczył. James wybałuszył na niego oczy.
- Nie no!- ożywił się.- Chyba nam kumpla podmienili.- zaśmiał się. Pierwszy raz spotykał się z sytuacją, że Carlos nie chce iść na imprezę. Zawsze był pierwszy lub chętny do takich spendów.
- Ja nie żartuję. Nigdzie nie idę.- przybrał poważny wyraz twarzy.
- A to dlaczego?- wtrącił Logan zaskoczony.
- Bo nie!- wydarł się tak, że Lucy drgnęła. Wstał gwałtownie i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
- A mu co?- podrapał się po głowie Kendall.
- Nie wiem...- odpowiedział James zmieszany.




* Dobra. Seryjka przyjemnych rozdziałów się skończyła. W następnym Wami trochę wstrząsnę. I zajmiemy się też naszym Carlitem :) Do soboty

# Translate

# Znajdź rozdział