środa, 17 września 2014

Rozdział 68

Z samego rana poczuła jak powraca jej dobre samopoczucie. Po wczorajszym hamburgerze nie było śladu. Kiedy się obudziła, Lucy już nie było. Poszła do kuchni upichcić coś dobrego. Miała dzisiaj wyjątkowo dobrą wenę do gotowania. Niestety lodówka nie była dość zaopatrzona do takich rarytasów, a nie chciało jej się iść do sklepu. Przygotowała sobie jajecznice. Kiedy miała rano czas, oglądała powtórki serialu, w którym gra Jo. Trafiła na reklamę mówiącą, że od lipca pojawią się nowe odcinki. Po obejrzanej powtórce poszła się umyć i oporządzić. Wyciągnęła z szafy brzoskwiniową koszulę. Ubrała ją, a jej koniec wsadziła w granatowe spodenki, dla kontrastu. Dodała pasujące dodatki i założyła beżowe buty na koturnie. Taki zwyczajny zestaw na dziś.- westchnęła i powiedziała do swojego odbicia w lustrze.
Zeszła na dół do holu głównego. Po drodze spotkała trzy zawsze trzymające się Jeniferki. Jak zawsze traktowały ją jak powietrze. Nie przejmowała się tym, ponieważ wszystkich tak traktowały prócz samych siebie i swoich psiapsiółek. O dziwo, jedynymi osobami z jakimi rozmawiały trzy boginie jest BTR. Kiedy Marla zapytała się ich jak to zrobili, odpowiedzieli, a raczej Carlos odpowiedział: Trzeba mieć ten urok, no nie? Wtedy wtrącił się James i mu przypomniał: Żadna cię nie chciała. Kendall zaśmiał się: Carlos próbował poderwać każdą po kolei, ale w ostateczności nic z tego nie wychodziło. Chodziliśmy razem do jednej klasy w Palmwoods. Kiedy potrzebowaliśmy pomocy, one nam pomagały i jakoś tak wyszło. Ale nadal są nieznośne.
Marla postanowiła przejść się dla zdrowia. Gdy wyjrzała na parking, zauważyła Jo. Szybko do niej podeszła.
- Hej. Nie jesteś dziś na planie?
- Dzisiaj nie.- odpowiedziała zaskoczona blondynka.- A ty nie w Rocque Records?
- Przecież wiesz, że zaczynam o dziesiątej. Co jesteś taka spięta?
- Ładnie dziś wyglądasz… tak świeżo.- próbowała się uśmiechnąć, ale jej nie wyszło.
- Ty również. Ale nie zmieniaj tematu. Coś się stało? Czy czekasz na Kendalla?
- Tak. Czekam, ale nie na niego.- spojrzała na zegarek przegryzając wargi.
- To na kogo?- zaciekawiła się.- Jeśli mogę oczywiście wiedzieć, bo jak nie to…
- Tylko nie bądź zła.- wtrąciła.
- Dlaczego miałabym się na ciebie złościć?
- Nie na mnie.- w tej chwili na parking podjechała żółta taksówka. Zaparkowała kilka metrów od Jo. Drzwi od samochodu otworzyły się i wysiadł z nich taksówkarz, który wyciągnął walizki z bagażnika. Po chwili tylne drzwi otworzyły się. Wysiadła z nich brunetka. Miała jeszcze pełniejsze loki niż przedtem. Marla zamarła w miejscu. Jo podeszła do Camille i uściskała ją. Szatynka z wrażenia nie mogła dłużej na nią patrzeć i poszła szybkim krokiem do parku. Jo wołała ją na darmo.
- To są chyba jakieś żarty!- powiedziała do siebie i usiadła na ławeczce. Postanowiła wybrać się do Logana na piechotę. Szybkim marszem dotarła pod blade osiedle w zaledwie dziesięć minut. Zapukała do drzwi i weszła. Logan i Kendall siedzieli przed telewizorem i grali na konsoli.
- Ha!- krzyknął Kendall mu prosto w twarz.- Znowu wygrałem! Kłoń się przed swoim mistrzem.
- Chciałbyś.- objął jego twarz dłonią i odsunął od siebie.
- Logan.- wtrąciła Marla uznając, że nie słyszeli jej pukania.
- Hejka!- pomachał jej chłopak.
- Łapa!- uśmiechnął się Kendall. Wyciągnął rękę, ale Marla nie przybiła. Przeszła do rzeczy.
- Camille wróciła do Palmwoods.- jęknęła. Loganowi uśmiech zniknął z twarzy.- Widziałam jak Jo czekała na jej przyjazd. Nawet mi nie powiedziała.
- Obejmuje ją kontrakt.- rzekł blondyn.- Camille dołączyła do serialu i jest związana z kontraktem. Jo mi mówiła, że chciała ci powiedzieć. Od dawna bardzo chciała, ale...
- Ale ci to powiedziała?
- Nie. Ja się domyśliłem po naszej rozmowie.
- Hej.- przytulił ją Logan.- Nie masz po co się nią przejmować. Jakoś to będzie.
- Kiedy ja już o tym wszystkim zapomniałam to ona wraca? Nie zniosę mijać ją na korytarzach.
- Tu jesteś…- wysapała Jo.- Wiedziałam, że cię tu znajdę.- złapała powietrza do płuc.- Zanim coś powiesz, wysłuchaj mnie do końca.
- Proszę.- założyła ręce.
- Kiedy dowiedziałam się, że tą nową osobą, która dołącza do serialu jest Camille, chciałam ci powiedzieć. Niestety wiąże mnie tajemnica. Naprawdę było mi z tym ciężko, bo nie wiedziałam jak zareagujesz. Rozmawiałam z nią. Ona nie ma zamiaru wchodzić ci w drogę. Zależy jej tylko na karierze. Musisz pogodzić się z tym, że będzie mieszkać u mnie w apartamencie, bo przecież Jason zajął jej mieszkanie. Zrozum. Będę z nią pracować i nie zdziw się jak spotkasz ją w hotelu. A ja jej nie zostawię. Wiem jaka była sytuacja między wami, ale to w końcu moja przyjaciółka. I Lucy też. We trzy przyjaźniłyśmy się zanim przybyłaś do Palmwoods i ty o tym wiesz. Camille była, jest i myślę, że zostanie moją przyjaciółką. Ciebie też lubię, dlatego jest to dość ciężkie was pogodzić.
- Nie będę się z nią godzić. Chciałam o niej zapomnieć.
- Ty jesteś już trochę uprzedzona. Ona się zmieniła. Dzwoniłam dziś jeszcze do Lucy. Ona nie ma nic przeciwko.
- Może wy nie, ale ja tak.- odparła sucho.
- Proszę…- nie mogła dokończyć.- Każdy zasługuje na drugą szansę i wiem, że ona u ciebie już swoją zmarnowała. Wiem, że żywisz do niej urazę, ale postaw się też w jej sytuacji. W końcu mniej więcej odbiłaś jej chłopaka. Ona też ma uczucia. Ja próbuje zrozumieć was dwie. I sądzę, że naprawdę jesteś uprzedzona, bo ona nie zareagowała tak jak ty gdy zaczęłam rozmawiać o tobie. Zastanów się.
- Tu już nie chodzi o to czy jej nie lubię czy się postaram ją zaakceptować. Przypomina mi ciężkie czasy kiedy patrzę na nią.- usiadła. Chłopaki nie mieszali się w dyskusję.- Może i się zmieniła może i ją kiedyś zaakceptuje… Ja ją przeprosiłam za to, że tak wyszło między nią a Loganem. Ona za swoją drugą ostatnią gierkę nie przeprosiła, więc sama widzisz. Czy między nami się poukłada czy dalej będę drzeć z nią koty, to nie ma znaczenia. Czasu nie cofniemy. Ona myśli, że powie, że się zmieni i będziemy żyć długo i szczęśliwie? A masz w ogóle tyle miejsca u siebie? Twoje mieszkanko jest małe.
- Jakoś sobie poradzimy.
- Aha.- zapadła cisza.- To wiem. W ramach zadośćuczynienia za grzechy…- pokazała symbol cudzysłowia na dwóch palcach każdej ręki.- Za to, że odbiłam jej chłopaka, a ona zachowała się podwójnie jak żmija i nie chcę na nią patrzeć… mam pomysł. Niech Lucy przeprowadzi się do Diany, bo ma dużo miejsca, a Camille niech sobie zamieszka w naszych apartamencie.
- Nie rozumiem…- zmarszczyła brwi Jo.- Chcesz z nią dzielić apartament?
- Nie. Mnie tam nie będzie. Ja się wyprowadzam.
- Co?- zdziwiła się Jo. Opadła jej szczęka.- A ty gdzie się podziejesz?
- Zamieszkam u Alexy. Przypomniało mi się, że proponowała mi swoje mieszkanie, ale jej odmówiłam, bo nie byłam przekonana. A teraz sądzę, że to będzie dobry pomysł.
- Nie przemyślałaś tego porządnie…
- Słuchaj. Nie będę wtrącać się w super trio przyjaźni. Skoro twoja i Lucy przyjaciółka powraca jak syn marnotrawny to dla waszego szczęścia chcę wam to ułatwić. Nie, nie jestem na ciebie zła.- dodała widząc jej próbę zadania pytania.- Rozumiem. Przyjaźnicie się, nie będę stawać między wami. A my nadal możemy ze sobą rozmawiać. I z Lucy. Nadal między nami jest jak dawniej. Po prostu… będę mieszkać w innym miejscu.
- Czyli ty mówisz poważnie? Przez nią chcesz aż się wyprowadzać?
- Tak i zdania nie zmienię. W końcu moje dni w tym hotelu są policzone. Umowa się kończy. Porozmawiam jeszcze z Lucy i Alexą. Wie ktoś czy w domu jest Alexa?
- Poszła z Carlosem na zakupy. Dawno poszli, więc niedługo powinni wrócić.- wstał Kendall.

Marla wypatrywała Alexy przez okno. W końcu zauważyła jak podjeżdżają pod dom. Dziewczyna wyszła i przybiegła do pary. Carlos pomachał jej.
- Cześć.- odpowiedziała.
- Hejka!- uśmiechnęła się Alexa niosąc torbę.
- Mam do ciebie sprawę.
- Co tylko chcesz.- zatrzymała się.- A może wejdziesz?
- Nie. Ja tylko na chwilę. Pamiętasz jak proponowałaś mi żebym się do ciebie wprowadziła?- spojrzała na nią z nadzieją, że oferta jest ciągle aktualna.
- Zdecydowałaś się?- jej twarz rozjaśnił jeszcze większy uśmiech. Marla kiwnęła głową.- To super!- zaczęły piszczeć jak nastolatki. Carlos zatkał uszy.
- Czyli znowu zostaniesz naszą sąsiadką?- zapytał.
- Na to wygląda.
- Gdzie masz walizki?- spytała aktorka.
- Nie zaczęłam się jeszcze pakować.
- To szybko!- pogoniła ją.- Jeszcze dzisiaj chcę cię mieć u siebie. Przyszykuję ci pokój, a potem mi opowiesz co się skłoniło do zmiany decyzji.
- Camille…
- Camille wróciła?- Carlos wybałuszył oczy.
- Tak. Dobra, zostawiam was. Logan pomoże mi z przeprowadzką.

Do pomocy włączyła się reszta chłopaków. Logan z Jamesem pomogli jej się pakować, a  Kendall i Carlos zajęli się przewozem. Marla wytłumaczyła Lucy swoją decyzję. Było jej przykro, że się wyprowadza, ale zrozumiała. W końcu nie przeprowadzała się na drugi koniec świata. To zaledwie tylko najbliżej położone od Palmwoods prywatne osiedle. Wszyscy w hotelu już wiedzieli, że Marla opuszcza to miejsce. Wiadomość ta doszła również do tancerzy. Nick przyszedł do niej i poprosił o rozmowę.
- Nick nie teraz.- wyprowadziła go na korytarz.- Jestem zajęta.
- Musisz się wyprowadzać?- wygęgał.
- To już postanowione. Mieszkanie tutaj już nie sprawi mi przyjemności.- wytłumaczyła po krótce.
- To moja wina? Za moje zachowanie?
- Nie, to nie twoja wina, choć jeszcze niedawno zastanawiałabym się nad tym.
- Nie możesz opuścić hotelu.- rzucił natychmiast.
- A to dlaczego?- miła rozmowa przeinaczyła się w lekko denerwującą.
- Nie mogę ci powiedzieć, ale jeśli to zrobisz to popełnisz błąd. Zastanów się. Jeszcze możesz się z tym wycofać.
- Pozwól, że nie ty o tym zadecydujesz. Powinieneś już iść.- zmierzyła go wzrokiem. Wiedział, że nic nie wskóra, więc poszedł.- Co to w ogóle miało znaczyć? Czy to była groźba?- pomyślała gdy wchodziła do apartamentu. Spojrzała na zegarek. Dochodziła już siódma. Logan podniósł ostatnie pudełko i zaniósł do bagażnika. Marla i Lucy zostały same. Przytuliły się mocno do siebie.
- Szkoda, że już nie będziemy razem mieszkać.- mruknęła Lucy.
- Ale nadal będziemy się przyjaźnić.- pocieszyła ją.
- Będę przychodzić do ciebie jak tylko się da.
- Ja też spróbuje przyjść do ciebie jak nie napotkam Camille.- uśmiechnęła się.- Czas na mnie. I wiesz co? Przeprowadź się do Diany. Będzie wam razem raźniej. 
- Wezmę to pod uwagę, bo jak mogłabym teraz sama tu mieszkać?- zrobiła jej żartobliwie wyrzuty sumienia.
- Nie sama. Możesz jeszcze mieszkać z Camille.
- Pomyślę co zrobię. Trzymaj się.
- Do zobaczenia.- wyszła.

Zeszła do recepcji załatwić formalności. Oddała klucze i usłyszała od mężczyzny: Palmowego dnia. Będzie jej brakować tego. Rozejrzała się jeszcze raz po hotelu jakby pierwszy raz go widziała na oczy. Nie traktowała tego jak pożegnania. Wiedziała, że zawsze będzie mogła tu przyjść. Wsiadła do samochodu i odjechała. Wcześniej dostała klucz od bramy. Po raz pierwszy dostąpiła zaszczytu wciśnięcia guzika otwierającego bramę, do której następnie wjechała. Zaparkowała samochód. Chłopaki właśnie odstawili wszystkie rzeczy do pokoju. Podziękowała im za pomoc i kazała odpocząć. Alexa na progu wręczyła jej klucz do mieszkania. Wyglądało to trochę jak koronacja króla, uroczyście.
- Byłaś kilka razy u mnie, więc chyba nie muszę cię oprowadzać po tym cudnym domostwie.- oznajmiła Alexa.- Twój pokój to ten na górze, po prawej.
- Super.- z dwóch wolnych pokoi, ten właśnie chciała dostać.
Sypialnia była większa niż jej poprzednia, którą dzieliła z Lucy. Nie odczuła jednak swobody i wolnej przestrzeni, ponieważ na podłodze zalegały pudła z jej rzeczami. Gdy wchodziło się do pokoju, spore łóżko znajdowało się po środku ściany naprzeciwko. Od lewej strony tkwiły w ścianie dwa wielkie okna. Ściany były koloru wrzosowego, a na ścianie, przy której stało łóżko, przez środek przechodził szeroki pas w czekoladowym kolorze na rozpiętość łoża. Meble z jasnego drewna komponowały się z całą resztą. Spodobała jej się toaletka z wielkim lustrem. Dopiero zauważyła, że ma drzwi do własnej łazienki.
- Zawsze chciałam mieszkać w takim pokoju.- uśmiechnęła się.
- To proszę, rozgość się.
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę. Będę oczywiście dokładać się do czynszu.
- Ten dom jest kupiony, a raczej dostałam go. Chciałam szukać mieszkania tu, w Los Angeles, ale okazało się, że ten należał do mojej cioci. Niestety umarła… a miała dopiero pięćdziesiąt trzy lata.
- Przykro mi.- w głębi duszy i tak da namówić Alexę na dokładanie się przynajmniej do rachunków.
- Dowiedziałam się rok temu. Dzięki, że dotrzymasz mi towarzystwa mieszkając ze mną w tym domu.
- I tak będziemy spotykać się przeważnie wieczorem.
- Spójrz na to z innej strony. Cztery numery dalej mieszka twój chłopak.
- Twój też.- dodała.
- Nie jestem taką świetną kucharką jak Lucy, więc w obawie przed zepsuciem jakiegoś dania co zazwyczaj się zdarza, zamówmy pizzę.
- Dobry pomysł lokatorko.- uśmiechnęła się.

Następnego dnia Jo i Kendall przechadzali się hotelowym korytarzem. Ich relacje poukładały się ostatnio. Zrobili wszystko żeby znaleźć dla siebie czas. Spacerowali tak jak za dawnych dobrych czasów kiedy życie nie sprawiało im tyle problemów. Po drodze minęli Camille, która zdążyła już zaklimatyzować się ponownie w Palmwoods. Pomachała im tylko i poszła dalej. Kendall nie miał nic do brunetki, ale po tym co ostatnio zrobiła jego przyjaciołom, miał do niej pewny dystans.
- Kolejne zmiany... Szkoda, że Marla wyprowadziła się. Bez was tutaj i bez niej jest tak inaczej.
- Musisz a końcu zaakceptować jej decyzję.
- Akceptuję.- wtrąciła.- Myślisz, że one kiedyś się pogodzą?- spytała.
- Nie mam pojęcia. Jakoś się nie zapowiada.- odpowiedział.
- Bo fajnie byłoby mieć je wszystkie w jednej kupie. Żebyśmy we czwórkę się przyjaźniły. 
- Nie można mieć wszystkiego, kochanie.- objął ją mocniej.- Pójdę do ubikacji. Poczekasz na mnie?
- Tak.- oparła się o ścianę.
Kiedy tak czekała na Kendalla, przez korytarz prezchodził Nick. Szybko odwróciła głowę żeby nie nawiązywać z nim kontaktu wzrokowego. Chciała tak bardzo już nigdy go nie zobaczyć. Przypominał jej złe czasy. Nadal czuła do niego strach. 
- Jo Taylor...- zatrzymał się przed nią.- Nie udawaj, że mnie nie widzisz.- dziewczyna była w szoku, że ten się do niej odezwał, bowiem wcześniej trzymał się od niej z daleka.
- Czego chcesz? Odejdź ode mnie... 
- Chcę porozmawiać o twojej bardzo dobrej koleżance Marli.
- Co?- pisnęła.- Zostaw ją. Zostaw ją w spokoju!- nie chciała, aby ona przechodziłą przez to samo co ona z nim kiedyś.
- Nic się jej nie stanie.- oparła rękę na ścianie blisko jej głowy.- Ale mam jedną małą prośbę. Spraw, aby wróciła do Palmwoods.
- Niczego takiego dla ciebie nie zrobię. Tam gdzie jest będzie jej lepiej. Niech trzyma się od ciebie z daleka.
- Popełniasz błąd, Jo Taylor...- szepnął jej do ucha.
- Ej!- nagle znjawił się Kendall. Widząc jak Nick szepcze coś do ucha przestraszonej dziewczynie, zareagował natychmiast. Odsunął go siłą od niej.
- Tylko bez nerwów...
- Masz zakaz zbliżania się do niej, rozumiano?- warknął blondyn. On też go nie lubił. Pamięta doskonale to co było kiedyś.- Bo już nie tak łagodnie się z tobą porachuję...
- Tylko spokojnie. Już sobie idę.- poszedł dalej.
- Co ci powiedział? Nic ci nie jest?- przytulił ją mocno do siebie.
- Zmieniłam zdanie. Bardzo dobrze, że Marla już tu nie mieszka...- następnie wtuliła się w jego tors.





* Ten kto niedawno pytał czemu Jo jest taka dziwna i co ukrywa dostał odpowiedź. Postanowiłam, że Camille powróci. Czy wyniknie z tego coś więcej? I czy Marla dobrze zrobiła wyprowadzając się do Alexy? Czy pożałuje swojej decyzji? Trzeba czytać mojego bloga żeby się dowiedzieć :P

Po ostatnim rozdziale 67 i wyczynach jakie tam powstały dotyczące SPAMU ( ten kto nie jest wtajemniczony może się wrócić żeby skumać o co chodzi ) coś postanowiłam. Pod okienkiem gdzie wpisuje się komentarz znajdziecie informacje dotyczące komentowania. W trzech punktach jasno się wyraziłam co i jak, więc prosiłabym się do tego dostosować :P

A ja się z Wami żegnam. Czekam aż wywołacie uśmiech na mojej twarzy i do soboty ;*

sobota, 13 września 2014

Rozdział 67

Koniec tygodnia minął spokojnie. Wszyscy znaleźli dla siebie czas. Kendall i Jo cieszyli się ze swojej obecności póki mogą, bo od poniedziałku Jo musi wrócić na plan. Pojechali na wycieczkę nad jezioro. Między Jamesem a Lucy jest tak jak dawniej. Wiedziała, że mieli swoje wzloty i upadki, ale zawsze wracali do siebie. Carlos do końca tygodnia każdą noc spędzał u Alexy. Logan zaś próbował pogodzić się z Marlą. Dziewczyna już dawno mu wybaczyła, ale chciała jeszcze poudawać obrażoną. Chciała, aby Logan bardziej się o nią postarał. Jeśli chodzi o Natalie, to spełniły się jej marzenia. Zabłysła w świetle fleszy i na okładkach gazet. Trafiła do więzienia na rok. Branża modelingowa zrezygnowała ze współpracą z nią zrywając wszystkie umowy.

Nadszedł poniedziałek. Marla miała gotową choreografię. Poinformowała jednak Gustavo, że to ostatnie zlecenie jakie przyjmuje, ponieważ ma teraz za dużo obowiązków. Szef musiał się z tym pogodzić. Zdawał sobie sprawę jak wygląda jej harmonogram. Marla czekała na BTR w sali gdzie zazwyczaj ćwiczyli. Zdążyła się przebrać w spodenki i koszulkę. A ich nadal nie było. W końcu zjawili się po piętnastu minutach spóźnienia.
- Przepraszamy za spóźnienie, ale Logan się nie wyrobił. Musieliśmy czekać na niego.- wytłumaczył Kendall. Wcześniej zadecydowali, że oddzielą życie prywatne od zawodowego, co sprawia im jeszcze większą frajdę.
- Solidarność!- krzyknął Carlos.
- Mogliśmy go zostawić, ale zespół to zespół. Razem wszędzie.- usprawiedliwił James.
- Tak?- zaczęła liczyć.- Raz, dwa, trzy… A gdzie czwarta sztuka?- podniosła brew Marla.
- Tutaj.- w wejściu stanął Logan z bukietem czerwonych róż.- Przepraszam Panią Trener.- podszedł i wręczył jej kwiaty. Uśmiechnęła się i wzięła kwiaty wąchając ich przepiękną woń.
- Za co mnie przepraszasz? Za twoje notoryczne spóźnienia?
- Nie tylko.- uśmiechnął się łobuzersko.- Nawet nie wie Pani jaka jest dla mnie ważna. Myślę o Pani dniami i nocami i nie mogę przestać, nie chcę nawet przestać. Pani brak doprowadza mnie do szału. Wybacz za wszystko to za co przepraszałem Panią przez ostatnie cztery dni.
- Dobrze.- kiwnęła głową. Logan ucieszył się. Chciał ją pocałować, ale ta położyła mu palec na ustach.
- Nie, nie, nie.- zaśmiała się.- Jesteś Henderson teraz na próbie. Proszę wrócić do kolegów, a ja się zastanowię nad karą dla ciebie.- Logan odwrócił się szczęśliwy, ale i zaintrygowany. Carlos nie mógł się powstrzymać żeby się nie zaśmiać po cichu.- Na co reszta czeka? Rozgrzewać się tak jak zawsze.- westchnęli ciężko i zaczęli biegać w kółko. Wszyscy robili ćwiczenia prócz Carlosa, który tylko biegał i czasem machnął ręką.- Pena? A ty ćwiczeń nie pamiętasz?- spytała się go.
- Spokojnie, Pani Trener.- wyszczerzył się.- Zatańczę dobrze, na pewno.
- Obyś był taki dobry jak to co wyprawiasz po nocach u swojej sąsiadki.- posłała mu ripostę.
- Buuu…- Logan i James zaczęli buczeć. Carlos zmrużył oczy i zacisnął usta dla żartów.
- Nie buczeć mi tam, bo będziecie skakać pajacyki!- ostrzegła ich dziewczyna. Kendall schował uśmiech za ręką.- Ruchy, ruchy!- w końcu skończyli swoją porcję ćwiczeń rozgrzewających i rozciągających.- Na koniec brzuszki. Trzy razy dziesięć.- stanęła nad Loganem.- Ty Henderson zrobisz czterdzieści.
- Dla Pani zawsze.- uśmiechnął się i zaczął ćwiczyć.
Po dwóch godzinach uczenia choreografii, Marla zakończyła próbę i pozwoliła im wrócić do szatni się przebrać. Kendall, James i Carlos wyszli zostawiając Logana na sali posyłając mu porozumiewawcze spojrzenia. Kiedy dziewczyna się odwróciła, zauważyła, że brunet stoi za nią. Przestraszyła się podskakując.
- Spokojnie. Chyba nie wyglądam tak strasznie.
- Zapomniałeś czegoś?- spytała wiedząc po co został.
- Tak. Próba się skończyła, a ja nie dostałem jeszcze…- nie skończył, bo dziewczyna rzuciła mu się w objęcia. Całowała go jakby nie widziała go rok czasu. Objął ją w pasie i przycisnął do siebie.- Spotkamy się potem?
- Już nie mogę się doczekać. A teraz idź się przebrać.- pokazała gest wymiatający w powietrzu. Logan puścił jej oczko i wyszedł.
Marla poszła się przebrać, zabrała kwiaty i wyszła z budynku. Nagle poczuła niesamowity głód. Szła przez uliczki miasta i natrafiła na budkę z jedzeniem. Zamówiła hamburgera. Po chwili dziwny mężczyzna w fartuchu podał jej zamówienie. Była taka głodna, że pochłonęła go prawie w całości. Do hotelu miała niedaleko. Weszła do windy i wzięła głęboki oddech. Spotkała Nicka. Kiedy zobaczył dziewczynę, wszedł do środka. Marla przypomniała sobie o jego istnieniu. Przez to co działo się ostatnio, zszedł na drugi plan. Nie była jednak już tak spięta jak wcześniej.
- Cześć.- odezwał się.- Ładne.
- Co?
- Kwiaty w sensie.- dopowiedział.
- Dziękuje.- schowała w nich nos.
- Jak tam u ciebie? Wszystko gra?- śmiał zapytać.
- Dobrze.- spojrzała na niego.- A u ciebie?- myślała, że to jedna z najlepszych rozmów jakie ostatnio ze sobą odbyli. Rozluźniła się.
- Nie za dobrze. Mam już dość Grega i jego dziwnych wybryków.
- To zrób coś. Porozmawiaj z nim.- dała radę.
- Nie znasz go. I nie mogę z nim porozmawiać.- burknął. Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi, ale nie chciała się w to mieszkać.- winda zatrzymała się na drugim piętrze. Greg wszedł do środka.
- Tu jesteś!- krzyknął na Nicka.- Wszędzie cię szukam.- spojrzał na Marlę.- Jak ja cię dawno nie widziałem.
- Jakiś tydzień.- odpowiedziała.
- To o siedem dni za dużo.- odwrócił się do swojego lokatora.- Nick. Mam nadzieję, że trzymałeś się tego co ci powiedziałem?- kolega spojrzał na niego z lekkim strachem w oczach i kiwnął głową. Marla nie mogła znieść napięcia i opuściła windę jak tylko się dało.
Wróciła do domu. Lucy siedziała z Dianą przy stole i śpiewały. Lucy w dodatku grała na gitarze. Jason wrócił z łazienki i zdążył się dopaść do ulubionych ciastek Marli.
- Siemaneczko!- powiedział.- kosmyki grzywki wychodziły mu spod czarnej czapki przykrywając jedno oko. Dzisiaj pachniał drewnem, więc zapewne coś rzeźbił.
- Hej Jason. Dlaczego nigdy nie załapałam się na próbę domową?- spytała się wszystkich.
- Normalnie tu nie ćwiczymy, ale jutro mamy występ.- uśmiechnęła się Lucy.
- Co tak blado wyglądasz?- zapytała Diana.
- Ja?- zdziwiła się.- Nie jestem blada.- spojrzała w lustro.- No dobrze, może rzeczywiście jestem bledsza.
- Dobrze się czujesz?
- Hmm…- zamyśliła się, aby ogłosić najbardziej trafną odpowiedź.- Tak obojętnie.- wsadziła kwiaty do wazonu.
- Ładne.- uśmiechnęła się Lucy.- Pogodziłaś się w końcu z Loganem?
- Tak. Już nie mogłam go tak długo trzymać. Nie wytrzymałabym tego.
- Dobra. Dajcie już sobie spokój. Rzępolimy tak już dwie godziny.- chłopak wziął swoją gitarę do ręki.- Ja spadam. Moje drewno czeka na mnie w składzie.
- Może już faktycznie czas skończyć.- wstała blondynka.- Lucy. To do jutra. A ty Marla zainwestuj w trochę słońca. Ambasadorka musi mieć promienny kolor skóry.- uśmiechnęła się zamykając za sobą drzwi.

W przeciągu trzydziestu minut Marla zaczęła czuć się coraz gorzej. Położyła się w salonie na kanapie kuląc nogi. Zaczęła się pocić. Czuła nieprzyjemny ból w brzuchu. Zaparzyła sobie mięty. Działa tylko chwilę, a potem znowu to samo. Zamknęła oczy próbując zapomnieć o bólu. Lucy wróciła od Jamesa. Zaciekawiona pozycją embrionalną przyjaciółki, przysiadła obok.
- Śpisz?- spytała cicho.
- Nie. Cierpię katuszę. Jest mi niedobrze.
- Co się dzieję?
- Nie wiem. Mogłabyś zadzwonić do Logana i powiedzieć, że nie przyjadę? Ja nie dam rady.- Lucy podniosła telefon i wykonała jej prośbę.
- … Nie wiem co jej jest.- Marla usłyszała kawałek ich rozmowy.- Nie, lepiej żebyś nie przyjeżdżał… - dziewczyna poczuła jakby Lucy czytała jej w myślach.- Jak poczuje się lepiej to do ciebie zadzwoni.
- O mój Boże…- ścisnęło jej wnętrzności.
- Jak się czujesz?- odgarnęła jej włosy.
- Jakby moje wnętrzności zaczęły wirować w pralce.- wstała nagle.- Przepraszam!- pobiegła do łazienki trzaskając za sobą drzwiami. Lucy skrzywiła się słysząc jak lokatorka wymiotuje. Po pięciu minutach otworzyła drzwi od łazienki. Zmęczona usiadła bezwiednie. Rockmenka przyglądała jej się uważnie. Podała jej szklankę wody.
- Trzymaj.- powiedziała nie spuszczając z niej wzroku. Marla poczuła jej spojrzenie na sobie.
- Czemu mi się tak intensywnie przyglądasz?- wzięła kilka łyków wody.
- A może…- zawahała się.- Ty jesteś w ciąży.- na te słowa Marla zakrztusiła się płynem.
- Zwariowałaś?- odstawiła szklankę.- To pewnie ten przeklęty hamburger mi zaszkodził. Czułam, że coś tak jest nie tak…
- Sorry, tak po prostu pomyślałam.- przejechała palcem bo podbródku.
- Ja…- opuściła głowę.- To na sto procent jest pewne, że to nie ciąża, bo…- przerwała.- Ja jeszcze nigdy…- wzięła się na wyznanie, ale nie mogła dokończyć.
- Jesteś dziewicą?- zdziwiła się. Zamilkła.- Wow.
- Co wow?- zmarszczyła brwi.
- No wiesz… tutaj w Ameryce dziewczyna w wieku dwudziestu dwóch lat prawie, która nie odbyła jeszcze stosunku to rzadkość.
- To jest jakieś pocieszenie, informacja?
- Nie. No coś ty…
- Ja po prostu… Miałam kilka chłopaków w swoim życiu, ale z żadnym nie byłam aż tak blisko. Nie byłam gotowa i pewna.
- Rany, dziewczyno! Mówisz o tym jakby to był jakiś wstyd.- machnęła ręką.- Jesteśmy dorosłe. Możemy gadać o takich sprawach. Jak już sobie tak szczerze rozmawiamy to ja ci mogę wyznać, że swoją cnotę straciłam w wieku lat siedemnastu. Mówię ci, czegoś takiego się nie zapomina.
- Porozmawiamy o tym kiedy indziej. Jeszcze mnie trzyma.
- Spoko. Zrobię ci jakąś kolacyjkę.
- Nic nie przełknę.- jęknęła.
- To przynajmniej pij dużo wody. Pozwól, że cię tu zostawię. Wezmę prysznic i lecę do łóżka. Jutro jest ważny dzień.





* Ja Was bardzo przepraszam. Jest prawie siódma i dopiero wstałam. Nie wiem co napisać. Mogę Wam tylko powiedzieć, że ten rozdział jak i najbliższe do czegoś zmierzają. To tyle. Do środy :*

środa, 10 września 2014

Rozdział 66

Nie zorientował się kiedy padł na ziemię i stracił przytomność. Marla z resztą zauważyli jak James ląduje na chodniku.
- James!- krzyczała Marla. Natalie z ciekawości wyszła z mieszkania. Kiedy dziewczyna zaczęła krzyczeć, Logan zatrzymał się i odwrócił za siebie. Stał nieruchomo w miejscu patrząc na nieprzytomnego przyjaciela. Chciał uciec, ale kiedy zobaczył go w takim stanie, podszedł do niego. Kendall, Carlos i Marla dobiegli do przyjaciela.
- Trzeba wezwać pogotowie!- Carlos wyciągnął telefon i zadzwonił.
- Przecież to zwykłe omdlenie.- wytłumaczył Logan.
- Nie poznaję ciebie.- spojrzał na niego Kendall.- Mógł uderzyć się poważnie w głowę.
- Podnieś mu ręce.- powiedział Logan. Marla klęczała obok niego zdruzgotana. Kendall podniósł mu ręce.- Krew musi dopłynąć do mózgu.- kiedy to mówił sam podniósł mu nogi.
- Może dla ciebie to zwykłe omdlenie, ale to nie pierwszy raz ostatnio!- wtrąciła Marla.
- Jak to?- zdziwił się Logan.
- Niedawno zasłabł, a teraz zemdlał. Coś się z nim dzieje. Może jakbyś nie był tak uparty to byś zauważył. Myślisz, że tak by to przeżywał gdyby mu nie zależało?- spojrzała na niego z wyrzutem.
- Zaraz przyjadą.- powiadomił ich Carlos.- Was przy tym nie było, ale wczoraj wieczorem też źle się czuł.
- No super!- fuknął Kendall. Zwrócił się do Logana.- Sprawdzisz czy coś mu nie jest w tą głowę czy ja mam to zrobić i uszkodzić mu kręgosłup?- brunet bez słowa kucnął przy jego głowie. Chciał jej dotknąć, ale powstrzymał się.
- Żeby mu zrobić krzywdę?- wstał i oddalił się kilka kroków. Miał wyrzuty sumienia. Był zły na Jamesa, ale teraz nie potrafił się na niego wściekać. Patrzył jak leży taki nieprzytomny. Poczuł dziwną pustkę.
Niedługo po tym przyjechała karetka. Zabrała go ze sobą. Odzyskał już przytomność, ale ledwo kontaktował z otoczeniem. Kiedy zobaczył Logana, zamknął oczy. Marli samochód był najbliżej, więc wszyscy weszli do jego. Kendall z przodu, a Carlos z Loganem z tyłu. Logan trzymał głowę spuszczoną i siedział w takiej pozycji dopóki nie zaparkowała samochodu na parkingu. Nikt się do niego nie odzywał.

Czekali z niecierpliwością w szpitalnym korytarzu. Lekarze zabrali go na badania. Marla usiadła i schowała twarz w dłoniach. Kendall oparł czoło o ścianę i zamknął oczy. Carlos chodził w kółko tupiąc butami. Logan siedział zamyślony, nie kontaktował z otoczeniem. To było jedne z najgorszych pół godziny ich życia. W końcu podszedł do nich lekarz. Wszyscy się włączyli do świata ich otaczającego.
- Co z nim doktorze?- spytał Kendall.
- Pacjent przytomny. Możecie wejść do środka to razem się dowiecie co było przyczyną omdlenia.- wszyscy weszli z wyjątkiem Logana. Stanął przed drzwiami, zawahał się. Zatrzymał się przy otwartym wejściu. 
- Mogłem się tego spodziewać, że jak otworzę oczy to was zobaczę.- uśmiechnął się James. Nie miał na sobie kołnierza, więc uznali, że z głową wszystko w porządku. Miał tam tylko niewielki opatrunek.
- No Panie Maslow.- zaczął mówić lekarz.- Powinien Pan trafić do rekordów Guinnessa.
- Dlaczego?- zdziwił się James.
- Pobił Pan rekord na najszybsze wypłukanie magnezu z organizmu. Pije Pan kawę?
- Ostatnio dużo…- podrapał się po głowie. Trochę jęknął, bo jeszcze bolała. Zorientował się, że ma tam opatrunek.- Nawet kilka dziennie.
- Mówiłem ci żebyś tyle nie żłobał.- pouczył go Kendall.
- I niech zgadnę…- dokończył lekarz.- Dużo stresu. Brak magnezu powodował objawy o takich jak Pan wspominał. Ból mięśni, kłucia w sercu, odrętwienia i inne. W dodatku ciągły stres i ta parna pogoda spotęgowały działanie i stąd to zemdlenie. Podamy Panu magnez i jeśli Pan będzie chciał to wieczorem wróci Pan do domu. Przyjdzie Pan tylko na zmianę opatrunku, a przede wszystkim… zaczyna Pan przyjmować magnez i zero kawy. Rozumiemy się, Panie Maslow?- kiwnął głową.- To do zobaczenia.- wyszedł.
- Nooo.- uśmiechnął się Carlos siadając mu na łóżku. Zrobił sobie z nim zdjęcie.
- Weź tylko tego nigdzie nie wstawiaj.- ostrzegł go szatyn.
- Udostępnię po fakcie, dla dobra szpitala.- zachichotał i oddalił się.
- I jak się czujesz?- spytał Kendall.
- Głowa boli, ale leki przeciwbólowe zaczynają działać.- James zauważył dopiero Logana, który opiera się o framugę drzwi. Po chwili zniknął. Marla poszła za nim.
- A ty gdzie?- dogoniła go.
- Czy to prawda? To co mówicie?
- Prawda. To był pocałunek po pijaku i tylko tyle. Czego ty się spodziewałeś? Że wskoczyłam mu do łóżka?
- Raczej…- podrapała się zmieszany po głowie.
- Logan. Ja…- przełknęła ślinę. Nie wiedziała czy mu powiedzieć.- Jeśli tak bardzo chcesz to wiedzieć to proszę. Jestem dziewicą.- załamał jej się głos.- Może w to nie uwierzysz, ale z nikim nie byłam jeszcze tak blisko. Chyba, że nie wierzysz i chcesz sprawdzić. Ach, z resztą.- machnęła ręką. Wyjęła telefon Jamesa z kieszeni i wcisnęła mu do ręki.- Masz! Obejrzyj nagranie. Może wtedy przejrzysz na oczy jakim byłeś upartym osłem. I wiesz co jeszcze? To mnie jest przykro, że to właśnie nam nie potrafiłeś zaufać.- nie usłyszała od niego ani słowa, bo stał jak słup soli. Wróciła na salę.
- Może czegoś potrzebujesz?- zapytała Jamesa jakby za drzwiami nic się nie wydarzyło.
- Niczego mi nie trzeba.- uśmiechnął się.- Chcę tylko stąd wyjść.
- Zostaniemy z tobą aż do wieczora.- odpowiedział Carlos.
- A ty co? Już się nie gniewasz na mnie?
- Nie. Dotarło do mnie, że to musiała być pomyłka.- uśmiechnął się.
- Spoko.- przybili sobie piątkę.- Zjadłbym hamburgera.
- Pielęgniarki się przewrócą gdy zobaczą takie jedzenie na oddziale.- Marla usiadła na taborecie. James się zasmucił.- Nie przejmuj się. Zjesz coś lepszego.
- Nie o to mi teraz chodzi…
- A o co?- zapytał Kendall.
- Jest mi przykro, że Logan mi nie wierzy…- zapadła krótka cisza.
- Wierzę ci.- w drzwiach pojawił się znowu Logan. Wszedł do środka, położył jego telefon na stoliku.- Obejrzałem to. Przepraszam…- na twarzy bruneta malował się ból po tym, co usłyszał i skrucha.
- Spoko, ale to nie mnie w pierwszej kolejności powinieneś przepraszać.
- Wiem.- wstał i podszedł do Marli.- Przepraszam za niesłuszne oskarżenia. Za to, że ci nie ufałem i tak potraktowałem. Ale postaw się w mojej sytuacji.
- Dobrze zdaję sobie z tego sprawę.- siedziała nadal obrażona.- To nie jest czas ani miejsce na takie tego typu rozmowy.- Logan zawiedziony kiwnął głową i wrócił na swoje miejsce.
- Macie rację. Zachowywałem się jak uparty osioł. Mam nadzieję, że sprawy się naprostują.
- Nie mówmy teraz o tym.- powiedział James.
- A co jest na tym telefonie?- nie mógł powstrzymać się Carlos.
- Weź i sam się przekonaj.- podał mu sprzęt James. Carlos i Kendall usiedli pod ścianą, aby to obejrzeć. Lampili się w wyświetlacz z otwartymi ustami. Kiedy skończyli podnieśli głowy i spojrzeli na siebie.
- Co za larwa!- powiedzieli jednogłośnie.
- Coś tu jest nie tak.- wtrącił Kendall.- Co do tego nagrania. Jak zostało nakręcone?
- Ha, ha!- zaśmiał się pacjent.- No jak to jak? Siedziałem na drzewie.
- I to on to zaplanował.- wtrąciła Marla.- Zadzwonił do mnie w nocy powiedzieć jak nakryć Natalie. James przypomniał sobie, że za jego oknem jest drzewo, które łączy ich sypialnie.
- A no tak!- klepnął się w czoło Carlos.- Raz po pijaku próbował się przedostać to z niego spadł.
- Dlatego chciałam rozmawiać z Natalie w jej pokoju. Szczęście nam sprzyjało. Przez pogodę, okno było otwarte, więc wszystko lepiej słychać.
- James?- niespodziewanie pojawiła się Lucy. Wszyscy kiedy ją zobaczyli, nagle opuścili pomieszczenie zostawiając ich samych.
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?- zdziwił się na jej widok, ale cieszył się, że przyszła.
- Marla napisała do mnie. Niedawno, raczej dopiero co go odebrałam, bo nie słyszałam.- usiadła na łóżku.- Co się stało?
- Niedobór magnezu, stres, taka sytuacja.- odpowiedział po krótce. Spoważniał po chwili i spojrzał w jej oczy.- Przepraszam. Przepraszam za to, że cię zostawiłem. Byłem zagubiony, nie wiedziałem co mam myśleć. Moja głowa pękała od tego wszystkiego w szwach. Zwątpiłem w swoje uczucia. A z tą całą sytuacją z Marlą, nie chciałem cię zranić.
- I wcale nie jesteś taki jak mówiłeś. Że myślisz tylko o sobie. Powiedziałeś, że jesteś niebezpieczny i możesz złamać mi serce. Dotarło do mnie, że chcesz mnie bronić przed krzywdą, bo ci na mnie zależy.
- Chyba mi nie wyszło…
- Wszystko na swój sposób.
- Jesteś na mnie zła?
- Już nie.- uśmiechnęła się.
- Widzisz mój sweter tam na krześle?- zapytał.- Podasz mi go?- Lucy zrobiła jak kazała.- Miałem cię zamiar dziś przeprosić, ale… nie zdążyłem i zostanę tu do wieczora. Zrozumiałem, że cię kocham i nigdy nie czułem do żadnej dziewczyny tego, co do ciebie. Wybacz mi za wszystkie przewinienia.- wyjął z kieszeni małe, czerwone pudełeczko.- Chciałem dać ci to w środę. Prezent z okazji rocznicy.- otworzył pudełko ze srebrnym pierścionkiem.- Może to mało romantyczne miejsce na takie wyznania… Lucy Stone, czy zostaniesz jeszcze raz moją dziewczyną?
- Tak!- przyjęła pierścionek z uśmiechem i pocałowała go. Zza drzwi przyjaciele bili oklaski.
- Nieładnie tak podsłuchiwać.- zaśmiał się James, a następnie wrócił do całowania dziewczyny.

Wieczorem James został wypisany ze szpitala. Jeszcze przed tym dołączyła do nich Jo, która była zła, że tak późno jej ktoś o tym powiedział. Wszyscy wrócili do domu. Lucy opiekowała się Jamesem. Kendall i Jo sprzeczali się o to co wcześniej. Marla zaś nadal nie odzywała się Logana. Carlos patrzył w okno i dał wszystkim sygnał.
- Uwaga! Zbliża się larwa!
- I jak tam James?- Natalie zaczęła swoje wejście od pytania. Carlos zamknął za nią drzwi mrugając do Kendalla.
- Jakby cię to obchodziło…- prychnął James. Natalie spojrzała na Marlę.
- A co ona tu robi, Logan?- wszyscy spojrzeli na nią jak na idiotkę.
- Jak mogłaś?- spytał wstając do niej.- Nigdy nie spotkałem takiej manipulantki jak ty!
- Nie wiem o czym ty mówisz!
- Gra skończona.- podniosła się z krzesła Marla.- W końcu wszyscy się na tobie poznali. Pokonałam cię twoją własną bronią. Nasza rozmowa została nagrana. Może czas ściąć to drzewko?- Natalie zrobiła się czerwona na twarzy ze złości. Wiedziała, że jej słowa mało dadzą. Jednak nie mogła się powstrzymać, aby nie uderzyć Marlę w twarz. Ta zamknęła oczy i złapała za policzek. Logan zbliżył się, ale dziewczyna zatrzymała go odpychając go lekko od siebie.
- Posmakuj tego!- Marla złożyła rękę w pięść i przywaliła jej w nos, z którego zaczęła lecieć krew. Wszystkim z wrażenia opadły szczęki. Najbardziej zadowolony był Carlos z uśmiechem jak banan od ucha do ucha. Lucy spojrzała na nią jakby była z niej dumna. Natalie złapała się za nos i jęknęła. Wyjęła sobie chusteczkę, a potem przyłożyła do nosa.- Pięknie wyjdziesz na najbliższej sesji.
- Jeśli lubi czarno białe zdjęcia.- dodał Kendall wyglądając przez okno. Zza drzwi było słychać syreny wozu policyjnego. Carlos otworzył drzwi policjantowi. A drugiemu podał stary telefon Jamesa z nagraniem.
- A oto dowód.- wręczył go policjantowi.
- Co tu się dzieje? Dokąd mnie zabieracie?- spytała przerażona Natalie kiedy zakładali jej kajdanki.
- Na komisariat. Za nielegalne posiadanie narkotyków i użyciu ich na dwóch osobach.- miotała się i krzyczała. Wpakowali ją do radiowozu i odjechali.
- Drapieżnicy wygrywają, a ofiary umierają.- westchnęła Marla.- Kto wezwał policję?
- Ja.- pochwalił się Carlos.- Dziękuję, nie ma za co.- ukłonił się.
- Jak dobrze, że wszystko wraca do normy.- uśmiechnął się Kendall.
- Nie wszystko.- wtrącił Carlos.- Moja Alexa…- po chwili jak na zawołanie magiczne, Alexa weszła do mieszkania.
- A co tu jakaś impreza się szykuje?- rozejrzała się po zatłoczonym salonie.
- O! Mój tygrysek!- pisnął Carlos i rzucił się na blondynkę.- Co tu robisz?
- Stęskniłam się. Żyć bez ciebie nie mogę. Zażądałam kilka dni wolnego żeby spędzić z tobą trochę czasu.- nie mogli się powstrzymać i zaczęli się całować, a raczej pożerać swoje twarze. Nie patrząc na resztę gapiów, dziewczyna wzięła chłopaka za rękę i zaciągnęła do swojego mieszkania. Na twarzach wszystkich zawitały zawstydzone uśmieszki.
- Jak oni idealnie do siebie pasują.- uśmiechnęła się Jo.
- Teraz dopiero wszystko wróciło do normy.- Kendall objął dziewczynę i pocałował w głowę.






* I tak oto w ten sposób kończy się wątek z Natalie? Zadowoleni, że już nie musicie wyzywać jej od najgorszych? :) Epicki prawy sierpowy Marli. Brytyjka potrafi :) Za bardzo nie wiem co napisać. Zostawiam to w Waszych rękach. Do soboty :*

sobota, 6 września 2014

Rozdział 65

Marla psychicznie nastawiała się na spotkanie z Natalie. Myślała, że to będzie ich ostatnia konfrontacja, która tym razem wypali. Ubrała na siebie w ten parny dzień w spodenki i bluzkę na ramiączkach. Upał był niesłychany. Założyła sandały i pożegnała się z Lucy, która postanowiła pójść dzisiaj do studia. Życzyła jej powodzenia. Marla wsiadła do samochodu. Pierwsze co zrobiła to włączyła klimatyzację. Nie brała torebki. Telefon postanowiła zostawić w samochodzie. Wysłała tylko smsa do Jamesa, że właśnie idzie do Natalie. Nie chciała mieć żadnych przyrządów, które mogłyby wzbudzić podejrzenia. Już po chwili stała przed jej domem. Niepewnie niż kiedykolwiek przekroczyła zazwyczaj otwartą furtkę. Zapukała do drzwi. Po chwili głowa Natalie pojawiła się między framugą a drzwiami.
- Nie będę z tobą dyskutowała.- poinformowała gościa na dzień dobry.
- Nie chcę się kłócić.- wytłumaczyła.- Chcę zaspokoić wyrzuty sumienia.- skłamała tylko po to, aby wpuściła ją do środka. Dla modelki wydawało się to intrygujące. Wpuściła ją.- Musimy porozmawiać.
- Tylko szybko. Logan i ja wybieramy się do parku.- Marla udała, że tego nie słyszała.
- Wolałabym porozmawiać u ciebie.
- Jesteś w moim domu. Hello!- zaśmiała się głupkowato.
- U ciebie w sypialni.
- Bo?- podniosła brew z zaciekawienia.
- Bo ściany mają uszy, okna oczy.- Natalie przez chwilę się zawahała, ale w końcu się zgodziła.
- Widzę, że szybko się uczysz. Nie widzę twojej torebki szpiegowskiej, a wątpię żebyś sobie coś wsadziła do stanika.
- Jeśli chcesz sprawdzić to proszę.- powiedziała Marla wchodząc po schodach.
- Wierzę ci.
- Serio?
- Tak. Nie masz biżuterii ani dodatków, które robiłyby za oczka szpiegowskie i Takie tam.- otworzyła drzwi do swojej sypialni. Powstał przeciąg, bo okno było otwarte. Mleczne firanki delikatnie podfruwały w powietrzu.
- Widzę, że rozmawiam z mistrzynią.- kontynuowała szatynka.
- Dobrze cię znam. Nie jesteś taka bystra.
- Ty mnie w ogóle nie znasz.- zaoponowała.- Za to ja rozgryzłam cię w całości. Jesteś fałszywa i zakłamana. Jesteś zdolna do wszystkiego, aby osiągnąć cel.
- I już to zrobiłam.- zamknęła drzwi.- I trochę zdążyłam się znudzić tym fantem.- przyjęła minę niezadowolonej dziewczynki.
- Robisz to dla zdobywania? Sprawia ci to przyjemność? Satysfakcję?
- Im trudniej zdobyć chłopaka tym cenniejsza z niego zdobycz. A ten nieźle całuje. Ciekawe czy w łóżku jest równie wyśmienity?
- Jesteś obrzydliwa. Chcesz go potem zostawić?
- Ty za to jesteś niedoświadczona o życiu.- skrzyżowała ręce na piersi.
- Przeżyłam więcej niż ci się wydaje. Nie wysuwaj pochopnie wniosków.
- Podobno coś cię tu sprowadza.- zmieniła szybko temat.
- Ty i to video, na którym całuję się z Jamesem. Chyba mam prawo wiedzieć od samej autorki, która tam była, co się tak w ogóle wydarzyło tamtej nocy. I wytłumacz dlaczego to twoja wina.
- Moja wina? Ha! Jeszcze czego.
- Tak się złożyło, że jeszcze tego samego dnia zrobiłam sobie badanie krwi. Wśród śladowych ilości alkoholu wiesz co jeszcze było w mojej krwi? Tabletka gwałtu.
- To moja wina, że ćpasz?- burknęła. Marla zauważyła w jej oczach niepokój.
- Wiesz, że nie, ale jak byłam u ciebie ostatnio miałam okazję znaleźć coś interesującego.- wyjęła z kieszeni jej torebeczkę z tabletką.
- Skąd to masz? Cały czas przy tobie byłam!- Natalie zbladła na twarzy.
- Mam swoje sposoby. Poznajesz tę torebeczkę z twoimi odciskami palców? Dowiedziałam się od Jo o tym jak na imprezie podajesz mnie i Jamesowi drinki, a potem bach! Film nam się urywa. Widziałaś jak James prowadzi mnie do pokoju, bo Jo ci się przypadkowo wygadała, że James coś szykuje dla Lucy. On chciał mi pokazać ten prezent u siebie w pokoju zanim wyszłam. Poszłaś na górę i nas sfilmowałaś.
- Bo potem się zaczęliście całować!- próbowała się usprawiedliwić.
- Przez alkohol i nie wiedzieliśmy co robimy. W dodatku on pocałował mnie, bo był bardziej pijany. Pytanie brzmi co było dalej? Po to przyszłam. Chcę wiedzieć czy poszliśmy razem do łóżka i czy w ogóle coś tam się działo. Dla własnej wiedzy…
- Nie, nic się nie wydarzyło.- burknęła.- W sumie to wycięłam najfajniejszy moment z tego nagrania. Wycięłam ten moment po tym jak cię pocałował…a usunęłam ten, w którym dałaś mu w twarz. On cię przeprosił i położył się na łóżko. Ty obok niego. Zaczęliście gadać o pierdołach i szybko zasnęliście. Znudziłam się, bo nie było akcji, więc poszłam.
- Aha… więc przyznajesz, że uknułaś to wszystko?
- A kto ci w to uwierzy? Ja mam dowody, a ty nie.
- Pójdę z tym na policję.- podniosła woreczek na wysokość jej oczu.
- Teraz na tej torebce są i twoje ślady.
- Masz!- cisnęła w nią torebeczką.- W przeciwieństwie do ciebie ja nie potrzebuję tego.- patrzyła na nią z pogardą.
- To tylko ułatwienie w osiągnięciu celu.
- Logana nazywasz celem?- pokręciła głową.- On też ma uczucia.
- Tak już jest. Drapieżniki zdobywają, a ofiary umierają.- poprawiła włosy.
- To twoje motto życiowe?- wydrwiła ją.
- Niezły pomysł.
- Ja go kocham.- wyznała jej prosto w twarz.
- A ja go wykorzystam.- zaśmiała się jak wiedźma.
- Przeklinam dzień, w którym nasze drogi się skrzyżowały!
- Czy to już wszystko co masz mi do powiedzenia?
- Tak.- odrzekła krótko.
- Będę jeszcze taka miła i odprowadzę cię do drzwi żebyś znów mi czegoś magicznym cudem nie ukradła.
- Nie mam tutaj już czego szukać.- zeszły obie na dół. Natalie otworzyła jej drzwi. Marla wyszła bez słowa. Podeszła do samochodu po telefon i skierowała się do Jamesa.
Szatyn czekał już na nią przed furtką. Poszli na taras.
- Widzisz? Przyznała się do wszystkiego!- podskoczyła z radości Marla.- Narkotyki i jej zryty czerep. Nie, nie mogę już się doczekać kiedy powiem mu prawdę.
- Masz. Wszystko jest git.- z uśmiechem oddał jej swój stary telefon. Przeszli z powrotem na przód. Marla była podekscytowana. W końcu nie wytrzymała i rzuciła się na Jamesa z podziękowaniami. Chłopak złapał ją i obracał w koło. Nie spodziewali się, że wyjdzie do nich Logan. Dopiero jak przestali się kręcić, dotarło do nich, że stoi i im się przygląda.
- I jak się bawicie?- zapytał ich Logan.- Nie martwcie się mną. Kiedy się odwrócę, możecie zacząć się całować.
- Musimy ci coś powiedzieć ważnego.- odezwał się James.
- Co niby? Zostaliście parą?- spytał ironicznie.- No gratulacje!- zaczął klaskać w dłonie. Kendall i Carlos wyszli z mieszkania. Stanęli niedaleko niego.
- Weź przestań z tą ironią. Mamy dowody na swoją niewinność.- wytłumaczył.
- Nie mam zamiaru was słuchać i tego co wykombinowaliście.
- Popełniasz błąd.- wtrąciła Marla.- To wszystko wina Natalie. Ona to wszystko zmanipulowała.
- Akurat szedłem do niej.- wyminął ich i podszedł do furtki.
- Widzę, że się szybko pocieszyłeś. Idziesz z nią na randkę?- jej słowa spowodowały, że się zatrzymał.
- Nawet jeśliby tak było czy nie mam prawa?- wycedził przez zęby. Słońce zaczęło jeszcze mocniej prażyć. James poczuł jak drętwieją mu palce.- Nie chcę na was patrzeć.- wybiegł. James zaczął go gonić. Próbował go złapać i na spokojnie mu to wytłumaczyć. Marla też wybiegła, ale w końcu się zatrzymała. Upał był nie do zniesienia. Patrzyła razem z Kendallem i Carlosem jak oboje biegną. Kiedy James biegł poczuł nagły skurcz mięśni i falę gorąca, która dotarła do jego głowy. Poczuł ukłucie w sercu. Zwolnił natychmiast. Zrobiło mu się słabo. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Przed jego oczami robiło się coraz ciemniej aż w końcu upadł nieprzytomny...







* Tam tararam tam taaaam :) Nie ma to jak klimatyczna nutka grozy w moim wykonie :) Wiem, że rozdział nie jest specjalnie jakiś długi. Mogę Wam powiedzieć, że w następnym rozdziale zamknie się ten wątek, więc czekajcie na następny. I jak wrażenia? Jak to wszystko się skończy? Czy przyjaciele pogodzą się a rozbite pary znów połączą? Piszcie komentaaarzeee.  
Do środy :*

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 64

Logan nie wiedział co ze sobą zrobić. Chodził, a raczej błąkał się po domu. Niby był Carlos i Kendall, ale nie miał ochoty na rozmowy. Nie mógł się niczym zająć. Nie mógł skupić się na czytaniu książek. Do pracy nie pójdzie, ponieważ miał wolne do końca tygodnia. Potem stwierdził, że to dobrze, bo nie chce pracować z Jamesem. Nie chciał na niego patrzeć. Kendall chodził z kuchni do salonu i z powrotem. Myślał jak to wszystko odkręcić lub jakoś zaradzić. Chciał ratować tę przyjaźń. Widział jak Logan drepcze po domu i wariuje, a James zniknął. Najwyraźniej nie chce pokazywać mu się na oczy. Nie wiadomo jak on na to zareaguje. Pomyślał o wyjeździe, ale nikt by się na niego nie zdecydował. Chciał wyjechać z Jo na wycieczkę. Zostało jej jeszcze kilka dni urlopu. Blondynka wiedziała w jakiej wszyscy są sytuacji i postanowiła, że wróci do Palmwoods. Kendall nie miał sił przekonywać jej i pozwolił jej się wyprowadzić. Blondyn usiadł na kanapie opierając głowę na ręce. Myślał co dalej z zespołem. Czy jest możliwość żeby Logan zniósł Jamesa na nagraniach, koncertach, wywiadach. Wiedział, że nie. Bał się, że trzeba będzie rozwiązać zespół, a tego by nie chciał. Mogłoby nie być zespołu, ale przynajmniej niech oni w końcu się pogodzą.
Logan siedział obok niego. Kiedy do domu wrócił James ze spaceru z psem, brunet bez słowa poszedł na górę. Napięcie w domu odczuwała reszta domowników. James czuł się z tym źle. Na początku próbował z nim zacząć rozmowę, ale za każdym razem zamykał się w pokoju. Kiedy James mówił do niego przez drzwi, wychodził z domu. Nie upijał się już do nieprzytomności. Błąkał się po parkach albo rozmawiał z Natalie. Logan czuł, że tylko ona ostatnio go rozumie i może z nią normalnie porozmawiać jakby nic się nie stało. Przynajmniej tak myślał dopóki dziewczyna go nie pocałowała. Na początku nie miał nic przeciwko, ale w końcu otrząsnął się i odskoczył od niej.
- Natalie, nie mogę.- w jego myślach wciąż krążyła Marla.
- Przepraszam, ale uznałam, że potrzebujesz teraz ciepła.
- Nie jestem gotowy i nie rób tego więcej.- wciąż czuł się winny, że do tego doszło.
- Ok, ale pamiętaj, że ja będę czekać na ciebie. Powinieneś o niej zapomnieć. Zrobiła ci krzywdę.
- Nie rozmawiajmy o niej.
- Dobrze.- przytuliła go z triumfalnym uśmiechem, który ukryła za jego ramionami.

James nie raz rozmawiał o tym z Kendallem. Rozpatrzał ostateczną opcję, wyprowadzić się. Już nie mógł dłużej tego znieść. Kendall za każdym razem wybijał mu to z głowy tłumacząc, że jeśli się wyprowadzi to Logan pomyśli, że faktycznie coś zrobił i ma wyrzuty sumienia. A ma mu udowodnić, że jest odwrotnie.
James zrobił niespodziewaną wizytę w Palmwoods. Marla otworzyła mu drzwi, ale nie wpuściła go do środka, ponieważ była tam Lucy. James nie było gotowy na starcie z nią twarzą w twarz. Usiedli na korytarzu.
- Co tu robisz?- spytała go.
- Nie mam co ze sobą zrobić. A muszę z kimś porozmawiać. Boję się, że tak już będzie zawsze. Wydawałoby się tak z perspektywy kogoś innego, że to taka błahostka, bo w sumie… A tu taki bigos. Ja sobie nie radzę. W domu popiera mnie tylko Kendall, Carlos jest rozerwany pomiędzy stronami. Czasami coś powie, a czasami w ogóle się nie odezwie. Kendall próbował rozmawiać z Loganem to też się posprzeczali. On jest taki uparty…
- Wiem.
- A rozmawiałaś z nim dzisiaj?
- Przecież wiesz, że nie dałby mi dojść do słowa. Dlatego pomyślałam, że dam mu czas i wtedy strzelę z procy.
- O czym ty mówisz?- zaciekawił się James. Marla powiedziała mu wszystko co się dzisiaj wydarzyło, ze szczegółami. Przyjaciel słuchał uważnie każdego słowa wychodzącego z jej ust.- Wiesz co?- podsumował James.
- Tak?
- Ty jesteś głupia! Leć do niego natychmiast. Na co ty czekasz?
- Nie! A ty ani się waż komuś o tym choć słówka pisnąć. Rozumiano? Mam już plan. Jeśli mam rozmawiać z Loganem to muszę uzbierać wszystkie dowody. Wiem, że to Natalie. Ale czy wziąłeś pod uwagę, że ona może się wszystkiego wyprzeć? To super. Jesteśmy niewinni, ale musimy udowodnić w niej winę żeby oczyścić siebie.
- Więc co proponujesz?
- Ja z Lucy podjęłyśmy już wszelkie ryzyko. Ty też na pewno tego chcesz?
- Jesteście obłędne i tak. Nie mam nic do stracenia.- uśmiechnął się z podniecenia.
- To miej telefon na posterunku, bo jak najnowszy plan Lucy nie wypali to się przydasz.
- Jaki plan?
- Pójdę do niej jeszcze raz tylko, że z dyktafonem. Zmuszę ją do powiedzenia prawdy i wszystko będę miała czarno na białym. A potem ze wszystkimi dowodami idziemy do Logana. Wszystko będzie tak jak dawniej. Weź się tylko nie przejmuj.
- Lucy… z jaką ja byłem kombinatorką?- uśmiechnął się do drzwi.
- A ty zastanów się co czujesz. Lucy to naprawdę świetna dziewczyna mimo, że wkradała się tej jędzy do mieszkania.- zaśmiała się.
- Do zobaczenia.- wstał.
- Weź przykład ze mnie i weź się garść. I cześć.- otworzyła drzwi. Odprowadziła Jamesa wzrokiem.

Pod wieczór Marla tak jak mówiła była pod domem Natalie. W samochodzie przygotowała dyktafon i wsadziła do kieszonki w torebce tak, aby nie zagłuszyć dostępu do niego. Marla zdecydowanym ruchem podeszła do drzwi i zapukała. Natalie otworzyła jej drzwi z wyrazem obrzydzenia.
- To znowu ty?- jęknęła.
- Nie wyjaśniłyśmy sobie wszystkiego.
- A o czym ty chcesz jeszcze rozmawiać?
- Zdziwiłabyś się. Mogę wejść?- spytała.
- Skąd ta zmiana? No cóż… wejdź, ale nie na długo. To czego chcesz?- zapytała kiedy były już w środku. Marla zagapiła się na wystrój wnętrza. Na ścianach wszędzie panowała biel, a na podłodze ciemny brąz. Jasne meble skomponowane były z czerwonymi dodatkami. Nie spodobało się jej to, że na ścianach było mnóstwo luster. Gdziekolwiek spojrzała, widziała swoje odbicie.- Hello? Ziemia! Mówię do ciebie.
- A tak… chciałam ci zadać kilka pytań. Pytanie pierwsze, podstawowe. Czy wiedziałaś co nam dosypujesz do drinków podczas imprezy?- Natalie odwróciła wzrok.
- Nie wiem o czym mówisz…
- Tak? Na twoje nieszczęście jeszcze tego samego dnia zrobiłam sobie badania. Chyba nie muszę ci mówić co tam wykryto, bo dobrze o tym wiesz!
- Co ja mam z tym wspólnego?
- Ty podałaś nam drinki, to były ostatnie jakie wypiliśmy.
- To jeszcze nie znaczy, że miałam z tym coś wspólnego. O co ty mnie oskarżasz?- zaczęła się śmiać. Marla nie wiedziała czemu.
- Z czego się śmiejesz?- zmarszczyła brwi.
- Co? Marla? Jak możesz? Ty mnie nagrywasz?
- Słucham?- coś ścisnęło jej gardło. Jednym szybkim ruchem Natalie wyciągnęła dyktafon z jej torebki i skasowała nagranie. Marla patrzyła na nią otępiałym spojrzeniem.- Skąd wiedziałaś?
- Domyśliłam się po twojej ostatniej wizycie. Czułam, że coś wiesz kiedy mówiłaś mi, że chcesz udowodnić swoje. A widać jaki jest jedyny sposób. No to się nie pomyliłam. Proszę cię, wyjdź. Nie będę marnować na ciebie czasu.- Marla nie miała już nic do powiedzenia. Wyrwała sprzęt z jej ręki i wyszła zdenerwowana. Nie mogła się powstrzymać żeby nie płakać.
Kiedy Lucy zobaczyła w jakim stanie wróciła jej przyjaciółka, która ze złością trzymała dyktafon w ręce, wiedziała już o niewypale. Bez słowa przytuliła ją do siebie. Postanowiła, że wyręczy ją w prowadzeniu samochodu. W międzyczasie zadzwoniła do Jamesa i powiedziała, że wszystko poszło nie tak. Ten poinformował, że przyjedzie jak tylko będzie mógł. Lucy nie miała pretensji o to, że Marla go zaprosiła.

Siedziały w domu i nie wiedziały co zrobić. Inaczej to sobie wyobrażały. Teraz Natalie będzie wiedziała, żeby trzymać język na zębami za każdym razem gdy ją spotka, bo nie wiadomo kiedy zostanie nagrana. A to był jedyny sposób.
- Nie martw się. Coś wymyślimy.
- Co niby? Serum prawdy chcesz jej wstrzyknąć?- wysmarkała nos w chusteczkę. Zaczęła jeść ciastka myśląc, że może to trochę poprawi jej humor, choć sama w to wątpiła.
- Może coś podobnego…
- Proszę cię!- uspokoiła jej wyobraźnię. Zapadła długa cisza. Lucy zerkała na lokatorkę i ciągle przegryzała wargi. Marla zauważyła, że najwyraźniej chce jej coś powiedzieć.- No nie męcz się tak. Powiedz czego chcesz.
- James tu przyjdzie?
- Tak, ale możemy pogadać na korytarzu jeśli nie masz nic przeciwko.- dodała szybko.
- Nie. Ja pójdę. Ale muszę cię o coś poprosić…- podeszła bliżej.
- Oby było to coś rozsądnego…- podrapała się po policzku.
- Uwiedź Jamesa.- powiedziała krótko. Marla zakrztusiła się ciastkiem, które akurat jadła.
- CO?- krzyknęła kiedy mogła się już odezwać.- Czy ci kompletnie odbiło? O co ty mnie prosisz?
- To chyba nie jest trudne… chodzi mi o to, abyś wiesz… no…
- Nie wiem!- spojrzała na nią takim wzrokiem jakby jej w ogóle nie poznała.
- Pocałowała go. Tyle wystarczy. Wiem jak to wygląda.
- Po co mam to zrobić?! Lucy? Weź ty się lecz. Zmuszasz mnie, abym pocałowała naszego eks?
- Muszę mieć pewność dlaczego mnie rzucił. No wiesz… czy to przez niego czy przez ciebie. Nie chciałabyś tego wiedzieć? Nie masz nic do stracenia. Nie jesteś z Loganem. Ja muszę wiedzieć czy on coś do ciebie jeszcze czuje. Nikt się o tym nie dowie.
- Ale…
- Proszę. Ja pomogłam tobie. Więc ty pomóż mi.
- I nie będzie ci z tym źle?- zdziwiła się.
- Może i będzie. Nie jesteśmy już razem, więc nie mogę mieć do niego za złe. W sumie jakbym miała dopuścić żeby ktoś go całował po za mną to byłabyś to tylko ty. Innej bym łeb urwała.
- To dla mnie zaszczyt?- wybełkotała niepewnie, lekko ironicznie.
- Ja muszę to wiedzieć Marla. Od tego wszystko zależy…
- I jak ja mam to zrobić? Rzucić mu się na szyję?
- Nie wiem. Użyj swojego kobiecego wdzięku, ewentualnie talentu aktorskiego. Idę.- wzięła torebkę i wyszła.
Marla została sama ze sobą. Zastanawiała się jak mogła się na to zgodzić. Gdyby była z Loganem to nawet o tym by nie pomyślała. W sumie Lucy miała trochę racji mimo tego, że jej pomysły są specyficzne. Pomyślała: Lucy naprawdę musi mnie lubić i bezgranicznie ufać skoro powierza mi takie zadanie. Ale jak to wygląda? Logan mnie rzucił przez mój pocałunek z Jamesem i oszustwa, a teraz ja mam znowu to zrobić? Jest różnica. Teraz jestem sama i nie muszę się tłumaczyć ze swoich czynów. Logan obściskiwał się z Natalie, więc ja też mam prawo coś zrobić. Ja też chcę wiedzieć co siedzi w głowie Jamesa, a raczej kto. Usłyszała pukanie do drzwi.
- Otwarte!- zawołała. James wszedł do środka rozejrzawszy się wcześniej.
- Jest Lucy?
- Nie ma, wyszła. I prędko nie wróci.- rysowała palcem kółka na stole ze zdenerwowania.- Zamkniesz drzwi na zamek?- chłopak przekręcił klucz. Marla usiadła na kanapie. James stał tak przez chwilę, a następnie usiadł obok niej. Zapadła niezręczna cisza.- Jaka ja jestem głupia. Nie zaproponowałam ci nic do picia.
- Niczego nie chcę.- podziękował.
- Zrobię ci.- wstała. Wlała wody do czajnika elektrycznego.
- No to niech już będzie kawa.- westchnął głośno rozciągając się. Marla wyjęła dwa naczynia i wsypała do nich kawy. Wróciła na swoje miejsce.
- Więc plan nie wypalił?- zaczął James.
- Co? A, tak. Natalie mnie rozszyfrowała. Jestem kompletnie załamana. Nie wiem co robić.
- Spróbuję jeszcze nad tym pomyśleć jak wrócę do domu. A jak samopoczucie ogólne?- spojrzał jej w oczy.
- Nie wiem. Czuję się rozdarta. Raz myślę tak, a już po chwili inaczej. Dostaję kręćka. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Ale teraz jesteś jeszcze bardziej zdenerwowana niż kiedykolwiek…- zauważył. Marla przegryzła wargę.
- Widzisz jaki jesteś spostrzegawczy?- próbowała się uśmiechnąć, ale się nie dało.
- Co się stało?
- Myślałam o tobie. O tej rozmowie na ławce. Jak mówiłeś, że coś do mnie czujesz… I wiesz co? Wiem jak ci pomóc.- wzięła jego rękę. Jego dłoń na chwilę drgnęła, ale nie protestował.
- Chcesz jeszcze raz powtórzyć te swoje badania?- uśmiechnął się.
- Zapomnij o tych wygłupach James…- zaśmiała się krótko. Odwróciła nagle wzrok.
- Hej, nie odwracaj głowy jak ze mną rozmawiasz.- czuła, że się uśmiecha, choć tego nie widziała. Serce zaczęło jej mocniej bić. Ponownie spojrzała na jego twarz, a potem na usta. Przybliżyła się. Jamesowi zniknął uśmiech. Marla przyłożyła wargi do jego. Minęła chwila od kiedy zwykły kontakt warg zamienił się w namiętny pocałunek. Marla objęła go wokół szyi. Dziewczynę wypełniło dziwne ciepło. Czuła jak James ujmuje jej twarz, aby zbliżyć się do niej jeszcze bliżej. Dopiero zorientowała się, że siedziała mu już na kolanach, ale nie przestała go całować. Nagle sygnał od czajnika zadzwonił. Marla obudziła się jak z transu, podniosła się i poszła do kuchni. Nie mogła się odwrócić i na niego spojrzeć. Nie była w stanie. Drżącą się dłonią nalała wody do filiżanek. Niosła dwa naczynia skupiając się na tym, że niesie wrzątek niż na Jamesie. Usiadła teraz naprzeciwko niego. James cały zmieszany wbił wzrok w podłogę. Nie wiedziała co myśli, ale znała przynajmniej swoje .
- Przepraszam.- wybąkał w końcu.
- To ja przepraszam. Nie powinnam.
- Ja powinienem zatem się kontrolować.- po tych słowach zamilknął na chwilę.
- O czym myślisz?- była ciekawa.
- Cieszę się, że to zrobiliśmy…- odważył się spojrzeć na nią.
- Serio?
- Tak. Teraz mogę sobie wszystko poukładać. Powoli rozgardiasz, który panuje w mojej głowie zaczyna znikać. Pojawia się czysty porządek.
- Czyli…? Nie za bardzo cię rozumiem.
- Czy jest możliwe kochać dwie osoby jednocześnie?- spytał.
- Nie wiem.
- Bo tak się czuję. Ten pocałunek… Hym. Doszło do mnie, poczułem to przed chwilą. Gdy mnie pocałowałaś, część mnie chciała tego, a część karciła mnie za to i kazała myśleć o Lucy. Jeszcze nigdy tak nie było, że gdy całowałem dziewczynę, myślałem o tej drugiej. I to była ta większa część.
- I gdybyś miał to powtórzyć to…?
- Nie zrobiłbym tego.- odpowiedział zadowolony. -Kocham cię, ale chyba nie taką miłością jak ją, nie tak silną. Ja zacząłem traktować cię jak siostrę. Chyba o to uczucie mi chodziło. Jesteś dla mnie jak siostra, której nie miałem.- uśmiechnął się sam do siebie. Ten pocałunek może mnie trochę zamroczył, ciebie chyba też. Ale wiadomo… taka sytuacja, chwila desperacji, to wszystko co się teraz dzieję. Wiesz do czego czasami dochodzi gdy człowiek jest zagubiony? Nie mógłbym Loganowi tego zrobić. I z tego się cieszę.
- Ja też. Ale co teraz zamierzasz?
- Muszę się poważnie zastanowić. Teraz nie odpowiem ci na to pytanie.
- Dobrze, bracie JD.
- Mówiłem ci żebyś tak do mnie nie mówiła. Te pseudo przypomina głupią postać, którą grałem. A w dodatku to inicjały.
- Niech będzie, Jamie.- uśmiechnęła się.
- Do tego przywyknę.- łyknął kawy.- Znowu muszę ci dziękować za wszystko.
- Nie musisz.
- Muszę.- wstał.- Moje życie zmieniło się odkąd cię poznałem. Muszę już iść. Będę jeszcze myślał o tej sprawie z Natalie. Zobaczysz. Coś wymyślę.
- Do jutra!
Marla pożegnała Jamesa i ze spokojem położyła się na kanapie. Kiedy wróciła Lucy, zdała jej relacje ze spotkania. Rockmenka odetchnęła z ulgą. Kazała się dziewczynie położyć, bo jutro mają ważny dzień. Mimo, że wcześnie trafiły do łóżek, długo jeszcze nie spały myśląc o spisku. Kiedy Marla z Lucy rozmawiały ze sobą, do szatynki zadzwonił James.
- A ten czego chce o tej porze?- zdziwiła się Lucy.
- Zaraz zobaczymy.- odebrała telefon i włączyła głośno mówiący pod warunkiem, że lokatorka będzie cicho co obiecała.- Wiesz, która jest godzina?... Ano pierwsza… Tak?...No dajesz…Aha…- siedziały słuchając jaki plan wymyślił James.- Wiesz co? Jesteś porąbany, ale plan może się udać… No jasne, że w to wchodzę… Załatwimy ją własną bronią. Cześć.- rozłączyła się.
- James…- westchnęła Lucy.- Z jakim ja byłam kombinatorem.- Marla tylko uśmiechnęła się słysząc te słowa, bo takie same wypadły dzisiaj z jego ust.






* Wiecie, że na 80% myślałam, że rozdział się nie pojawi? Było jeszcze rano sześć komów, ale wyrobiliście się :) A ja zdążyłam napisać specjalne wyjaśnienie. Mam nadzieję, że nigdy nie zobaczycie go zamiast rozdziału.
Ah... gdy James i Marls się pocałowali, przypomniały się czasy jak jeszcze byli jakby razem. Te pierwsze rozdziały. Ah :) Może domyślscie się na jaki plan wpadł James? Jeszcze dwa rozdziały i zakończenie tego wątku.
Info: Rozdziały teraz częściej będą pojawiały się rano niż nocą, więc żeby się ktoś w nocy nie zdziwił, że nie ma. Do godziny 9 powinien się pojawić.
Ponieważ w ankicie wzięło udział 14 osób z czego 13 było za dwoma rozdziałami w tygodniu, ogłaszam... POWRACAM DO PUBLIKACJI W ŚRODY I SOBOTY! 
W tym tyg jeszcze nie bd w środę, ale zapraszam w sobotę  na kolejny rozdział :*

# Translate

# Znajdź rozdział