Koniec tygodnia minął spokojnie. Wszyscy znaleźli dla siebie
czas. Kendall i Jo cieszyli się ze swojej obecności póki mogą, bo od
poniedziałku Jo musi wrócić na plan. Pojechali na wycieczkę nad jezioro. Między
Jamesem a Lucy jest tak jak dawniej. Wiedziała, że mieli swoje wzloty i upadki,
ale zawsze wracali do siebie. Carlos do końca tygodnia każdą noc spędzał u
Alexy. Logan zaś próbował pogodzić się z Marlą. Dziewczyna już dawno mu
wybaczyła, ale chciała jeszcze poudawać obrażoną. Chciała, aby Logan bardziej
się o nią postarał. Jeśli chodzi o Natalie, to spełniły się jej marzenia.
Zabłysła w świetle fleszy i na okładkach gazet. Trafiła do więzienia na rok. Branża
modelingowa zrezygnowała ze współpracą z nią zrywając wszystkie umowy.
Nadszedł poniedziałek. Marla miała gotową choreografię.
Poinformowała jednak Gustavo, że to ostatnie zlecenie jakie przyjmuje, ponieważ
ma teraz za dużo obowiązków. Szef musiał się z tym pogodzić. Zdawał sobie
sprawę jak wygląda jej harmonogram. Marla czekała na BTR w sali gdzie zazwyczaj
ćwiczyli. Zdążyła się przebrać w spodenki i koszulkę. A ich nadal nie było. W
końcu zjawili się po piętnastu minutach spóźnienia.
- Przepraszamy za spóźnienie, ale Logan się nie wyrobił.
Musieliśmy czekać na niego.- wytłumaczył Kendall. Wcześniej zadecydowali, że oddzielą życie prywatne od zawodowego,
co sprawia im jeszcze większą frajdę.
- Solidarność!- krzyknął Carlos.
- Mogliśmy go zostawić, ale zespół to zespół. Razem
wszędzie.- usprawiedliwił James.
- Tak?- zaczęła liczyć.- Raz, dwa, trzy… A gdzie czwarta
sztuka?- podniosła brew Marla.
- Tutaj.- w wejściu stanął Logan z bukietem czerwonych róż.-
Przepraszam Panią Trener.- podszedł i wręczył jej kwiaty. Uśmiechnęła się i
wzięła kwiaty wąchając ich przepiękną woń.
- Za co mnie przepraszasz? Za twoje notoryczne spóźnienia?
- Nie tylko.- uśmiechnął się łobuzersko.- Nawet nie wie Pani
jaka jest dla mnie ważna. Myślę o Pani dniami i nocami i nie mogę przestać, nie
chcę nawet przestać. Pani brak doprowadza mnie do szału. Wybacz za wszystko to
za co przepraszałem Panią przez ostatnie cztery dni.
- Dobrze.- kiwnęła głową. Logan ucieszył się. Chciał ją
pocałować, ale ta położyła mu palec na ustach.
- Nie, nie, nie.- zaśmiała się.- Jesteś Henderson teraz na
próbie. Proszę wrócić do kolegów, a ja się zastanowię nad karą dla ciebie.- Logan odwrócił się szczęśliwy, ale i zaintrygowany. Carlos nie mógł się
powstrzymać żeby się nie zaśmiać po cichu.- Na co reszta czeka? Rozgrzewać się
tak jak zawsze.- westchnęli ciężko i zaczęli biegać w kółko. Wszyscy robili
ćwiczenia prócz Carlosa, który tylko biegał i czasem machnął ręką.- Pena? A ty
ćwiczeń nie pamiętasz?- spytała się go.
- Spokojnie, Pani Trener.- wyszczerzył się.- Zatańczę
dobrze, na pewno.
- Obyś był taki dobry jak to co wyprawiasz po nocach u
swojej sąsiadki.- posłała mu ripostę.
- Buuu…- Logan i James zaczęli buczeć. Carlos zmrużył oczy i
zacisnął usta dla żartów.
- Nie buczeć mi tam, bo będziecie skakać pajacyki!-
ostrzegła ich dziewczyna. Kendall schował uśmiech za ręką.- Ruchy, ruchy!- w
końcu skończyli swoją porcję ćwiczeń rozgrzewających i rozciągających.- Na
koniec brzuszki. Trzy razy dziesięć.- stanęła nad Loganem.- Ty Henderson
zrobisz czterdzieści.
- Dla Pani zawsze.- uśmiechnął się i zaczął ćwiczyć.
Po dwóch godzinach uczenia choreografii, Marla zakończyła
próbę i pozwoliła im wrócić do szatni się przebrać. Kendall, James i Carlos
wyszli zostawiając Logana na sali posyłając mu porozumiewawcze spojrzenia.
Kiedy dziewczyna się odwróciła, zauważyła, że brunet stoi za nią. Przestraszyła
się podskakując.
- Spokojnie. Chyba nie wyglądam tak strasznie.
- Zapomniałeś czegoś?- spytała wiedząc po co został.
- Tak. Próba się skończyła, a ja nie dostałem jeszcze…- nie
skończył, bo dziewczyna rzuciła mu się w objęcia. Całowała go jakby nie
widziała go rok czasu. Objął ją w pasie i przycisnął do siebie.- Spotkamy się
potem?
- Już nie mogę się doczekać. A teraz idź się przebrać.-
pokazała gest wymiatający w powietrzu. Logan puścił jej oczko i wyszedł.
Marla poszła się przebrać, zabrała kwiaty i wyszła z
budynku. Nagle poczuła niesamowity głód. Szła przez uliczki miasta i natrafiła
na budkę z jedzeniem. Zamówiła hamburgera. Po chwili dziwny mężczyzna w
fartuchu podał jej zamówienie. Była taka głodna, że pochłonęła go prawie w
całości. Do hotelu miała niedaleko. Weszła do windy i wzięła głęboki oddech.
Spotkała Nicka. Kiedy zobaczył dziewczynę, wszedł do środka. Marla przypomniała
sobie o jego istnieniu. Przez to co działo się ostatnio, zszedł na drugi plan. Nie była jednak już tak spięta jak wcześniej.
- Cześć.- odezwał się.- Ładne.
- Co?
- Kwiaty w sensie.- dopowiedział.
- Dziękuje.- schowała w nich nos.
- Jak tam u ciebie? Wszystko gra?- śmiał zapytać.
- Dobrze.- spojrzała na niego.- A u ciebie?- myślała, że to
jedna z najlepszych rozmów jakie ostatnio ze sobą odbyli. Rozluźniła się.
- Nie za dobrze. Mam już dość Grega i jego dziwnych
wybryków.
- To zrób coś. Porozmawiaj z nim.- dała radę.
- Nie znasz go. I nie mogę z nim porozmawiać.- burknął.
Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi, ale nie chciała się w to mieszkać.- winda
zatrzymała się na drugim piętrze. Greg wszedł do środka.
- Tu jesteś!- krzyknął na Nicka.- Wszędzie cię szukam.-
spojrzał na Marlę.- Jak ja cię dawno nie widziałem.
- Jakiś tydzień.- odpowiedziała.
- To o siedem dni za dużo.- odwrócił się do swojego
lokatora.- Nick. Mam nadzieję, że trzymałeś się tego co ci powiedziałem?-
kolega spojrzał na niego z lekkim strachem w oczach i kiwnął głową. Marla nie
mogła znieść napięcia i opuściła windę jak tylko się dało.
Wróciła do domu. Lucy siedziała z Dianą przy stole i
śpiewały. Lucy w dodatku grała na gitarze. Jason wrócił z łazienki i zdążył się
dopaść do ulubionych ciastek Marli.
- Siemaneczko!- powiedział.- kosmyki grzywki wychodziły mu
spod czarnej czapki przykrywając jedno oko. Dzisiaj pachniał drewnem, więc
zapewne coś rzeźbił.
- Hej Jason. Dlaczego nigdy nie załapałam się na próbę
domową?- spytała się wszystkich.
- Normalnie tu nie ćwiczymy, ale jutro mamy występ.-
uśmiechnęła się Lucy.
- Co tak blado wyglądasz?- zapytała Diana.
- Ja?- zdziwiła się.- Nie jestem blada.- spojrzała w
lustro.- No dobrze, może rzeczywiście jestem bledsza.
- Dobrze się czujesz?
- Hmm…- zamyśliła się, aby ogłosić najbardziej trafną
odpowiedź.- Tak obojętnie.- wsadziła kwiaty do wazonu.
- Ładne.- uśmiechnęła się Lucy.- Pogodziłaś się w końcu z
Loganem?
- Tak. Już nie mogłam go tak długo trzymać. Nie
wytrzymałabym tego.
- Dobra. Dajcie już sobie spokój. Rzępolimy tak już dwie
godziny.- chłopak wziął swoją gitarę do ręki.- Ja spadam. Moje drewno czeka na
mnie w składzie.
- Może już faktycznie czas skończyć.- wstała blondynka.-
Lucy. To do jutra. A ty Marla zainwestuj w trochę słońca. Ambasadorka musi mieć
promienny kolor skóry.- uśmiechnęła się zamykając za sobą drzwi.
W przeciągu trzydziestu minut Marla zaczęła czuć się coraz
gorzej. Położyła się w salonie na kanapie kuląc nogi. Zaczęła się pocić. Czuła
nieprzyjemny ból w brzuchu. Zaparzyła sobie mięty. Działa tylko chwilę, a potem
znowu to samo. Zamknęła oczy próbując zapomnieć o bólu. Lucy wróciła od Jamesa.
Zaciekawiona pozycją embrionalną przyjaciółki, przysiadła obok.
- Śpisz?- spytała cicho.
- Nie. Cierpię katuszę. Jest mi niedobrze.
- Co się dzieję?
- Nie wiem. Mogłabyś zadzwonić do Logana i powiedzieć, że
nie przyjadę? Ja nie dam rady.- Lucy podniosła telefon i wykonała jej prośbę.
- … Nie wiem co jej jest.- Marla usłyszała kawałek ich
rozmowy.- Nie, lepiej żebyś nie przyjeżdżał… - dziewczyna poczuła jakby Lucy
czytała jej w myślach.- Jak poczuje się lepiej to do ciebie zadzwoni.
- O mój Boże…- ścisnęło jej wnętrzności.
- Jak się czujesz?- odgarnęła jej włosy.
- Jakby moje wnętrzności zaczęły wirować w pralce.- wstała
nagle.- Przepraszam!- pobiegła do łazienki trzaskając za sobą drzwiami. Lucy
skrzywiła się słysząc jak lokatorka wymiotuje. Po pięciu minutach otworzyła
drzwi od łazienki. Zmęczona usiadła bezwiednie. Rockmenka przyglądała jej się
uważnie. Podała jej szklankę wody.
- Trzymaj.- powiedziała nie spuszczając z niej wzroku. Marla
poczuła jej spojrzenie na sobie.
- Czemu mi się tak intensywnie przyglądasz?- wzięła kilka
łyków wody.
- A może…- zawahała się.- Ty jesteś w ciąży.- na te słowa
Marla zakrztusiła się płynem.
- Zwariowałaś?- odstawiła szklankę.- To pewnie ten przeklęty
hamburger mi zaszkodził. Czułam, że coś tak jest nie tak…
- Sorry, tak po prostu pomyślałam.- przejechała palcem bo
podbródku.
- Ja…- opuściła głowę.- To na sto procent jest pewne, że to
nie ciąża, bo…- przerwała.- Ja jeszcze nigdy…- wzięła się na wyznanie, ale nie
mogła dokończyć.
- Jesteś dziewicą?- zdziwiła się. Zamilkła.- Wow.
- Co wow?- zmarszczyła brwi.
- No wiesz… tutaj w Ameryce dziewczyna w wieku dwudziestu
dwóch lat prawie, która nie odbyła jeszcze stosunku to rzadkość.
- To jest jakieś pocieszenie, informacja?
- Nie. No coś ty…
- Ja po prostu… Miałam kilka chłopaków w swoim życiu, ale z
żadnym nie byłam aż tak blisko. Nie byłam gotowa i pewna.
- Rany, dziewczyno! Mówisz o tym jakby to był jakiś wstyd.-
machnęła ręką.- Jesteśmy dorosłe. Możemy gadać o takich sprawach. Jak już sobie
tak szczerze rozmawiamy to ja ci mogę wyznać, że swoją cnotę straciłam w wieku
lat siedemnastu. Mówię ci, czegoś takiego się nie zapomina.
- Porozmawiamy o tym kiedy indziej. Jeszcze mnie trzyma.
- Spoko. Zrobię ci jakąś kolacyjkę.
- Nic nie przełknę.- jęknęła.
- To przynajmniej pij dużo wody. Pozwól, że cię tu zostawię.
Wezmę prysznic i lecę do łóżka. Jutro jest ważny dzień.
* Ja Was bardzo przepraszam. Jest prawie siódma i dopiero wstałam. Nie wiem co napisać. Mogę Wam tylko powiedzieć, że ten rozdział jak i najbliższe do czegoś zmierzają. To tyle. Do środy :*
* Ja Was bardzo przepraszam. Jest prawie siódma i dopiero wstałam. Nie wiem co napisać. Mogę Wam tylko powiedzieć, że ten rozdział jak i najbliższe do czegoś zmierzają. To tyle. Do środy :*
No teraz to jest wszystkow normie. Logan i Marla znów są razem. Marla jaka surowa z tymi ćwiczeniami hehe. Specjalnie więcej musiał robić :) I wraca do fabuły Nick. Przypadek czy nie?
OdpowiedzUsuńA ja wiem do czego to zmierza. Ja wieeeem :D Super rozdział :*
Ja szybciutko, bo się już spieszę. Rozdział cudowny. Jak wrócę to się rozpiszę :*
OdpowiedzUsuńCzekam na tę jakże recenzję. Też miałaś taki zwalony dzień jak ja? Ja 12 godzin na nogach :(
UsuńWróciłam :) Moja recenzja nie będzie jakaś wygurowana, ale śmiem w to webrnąć. Może spełnie twoim kryterium :D
UsuńJestem zadowolona jakże skromnym powrotem Margana. Riposta do Carlosa niezwykle udana. Aż domniewam, że zgasiła jego pragnienie. Nick Fraser pojawia się w fabule ponownie i to nie może być zwykły przypadek. Puszczam oko i czekam na środowy post ;)
Komentarz zacny i nie taki WYGÓROWANY jak mówiłaś. Byków nie strzelaj. Ludzie się z ciebie śmieją. Wstyd mi robisz :)
UsuńRozdzialicho przeczytałem w pracy (wzorowy ze mnie pracownik, co nie?) :D Komentuję dopiero teraz, bo to pisanie komów na tel mnie tak irytuje że ugh...
OdpowiedzUsuńLogan i Marla wreszcie się pogodzili. TAAAAK!! Biedna Marla zamiast nadrabiać stracony czas z chłopakiem obściskuje się z muszlą klozetową... Jak pech to pech...
Nick ma dosyć Grega? A to ciekawe.... Czyżby zbzikował?? Okaże sie zapewne o co w tym chodzi... I pewnie pozytywnie na naszej Marlence to się nie odbije ;p
Co do samopoczucia Marli... Na początku pomyślałem to co Lucy, ale potem sb pomyślałem że ona jest dziewicą więc nie... No chyba że o czymś nie wiemy... Albo to 2 Maryja i narodzi się zbawiciel :D
Rozdział ekstra. Czekam na kolejny ! :*
"[...] Nie uratował młodego mężczyzny, który stracił przytomność uderzając głową w kierownicę. Nie uratował także dziecka, które płacząc umierało płonąc razem z tatą.- Przewodnik otarł ręką łzę, po czym mówił dalej. - Gdy policja i straż pożarna razem z karetką dojechały na miejsce, powiadomieni przez przejeżdżających kierowców, zastali dwa doszczętnie spalone wraki. Tydzień później pochowaliśmy dwie puste trumny."
OdpowiedzUsuńCzy James Maslow z synem miał szansę przeżyć? Czytaj Believe in Angels!
http://btrwerka.blogspot.com/
TO SIĘ NAZYWA SPAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
UsuńI COOO Z TEGOOOOO? Nie można informować czytelników o nowym rozdziale? Hę?
UsuńAle, jak nie można to przepraszam za SPAM :(
Jeny, a co to się tu dzieje? ;)
UsuńJa może coś naprostuję. Fakt. Przyznam szczerze, że komentarz wygląda jak SPAM, ponieważ Rita moich blogów nie czyta, więc tylko mnie informuje. Dlatego, że ja jej bloga czytam :) Więc anonimowy komentarz może już się tak nie bulwersować :P
Szczęście w nieszczęściu ;). Już myślałam że Marla oddali się po próbie od Logana i wyskoczy z tekstem ' Henderson. Idź się wykąpać, bo śmierdzisz ' - Ale chyba brakowało jej tych pocałunków i czułości, no i smród im nie przeszkadzał :). Rozdział świetny, cieszę się że wszyscy się pogodzili. Jeżeli Marla nie jest w ciąży, to co jej dolega?
OdpowiedzUsuńczekam następny ^^.
Ooooooo Pogodzili się :) TAK! O to chodziło ^^ Dobrze, przetrzymałaś go ;) ale nie dziwię się, że poddałaś się Loganowi. Mi też by brakowało jego czułości ^^
OdpowiedzUsuńZaciekawił mnie stan Marli. W ciąży nie jest, bo przecież dziewictwo nadal ma, więc co jej jest?? Ciekawe.
No cóż.Czekać tylko na kolejny rozdział :)
Pozdrawiam Stelss :***********
Ps. Jakbyś chciała zapraszam do mnie :)
Cieszę się, ze wszystko już w porządku. na serio. Jak ja na to czekałam... No wiesz... Jak ja bym chciała, żeby Marla miała dzidziusia. To by było takie... SUUUUUUUUUPER. Wiesz o co mi chodzi. Kurczę... Brak weny. Czekam na nn! Rozdział jak zwykle super.
OdpowiedzUsuńTak bardzo mój refleks, WOAH!
OdpowiedzUsuńPrzegapiłam chyba 2 rozdziały, za co przepraszam, ale nie mam kiedy komentować, od 8-18 nie ma mnie w domu, także ten, szkoła muzyczna daje w tyłek ;>
Krótko mówiąc: Sratalie do paki, komentarz Chrisa rozwalił mnie totalnie, jest balanga, Marla.... eh, brak słów ;/ Czekam na jutro! ;*
Świetny rozdział :D Gregg taki spokojny mi się wydawał... (Rudy zdradliwy). Jak Camille coś nakręci w związku Marli i Logana to przejedź ją ciężarówką, niedawno do siebie wrócili!
OdpowiedzUsuńPozdro czekam na nn :3