sobota, 4 października 2014

Rozdział 73

Minęły dwa miesiące. Przez ten okres wszystko przemijało spokojnie i bez żadnych problemów. Niestety był to również czas ciężkiej pracy. Marla i BTR musieli rozstać się na pewien czas. Zespół pojechał w ostatnią trasę do Ameryki Południowej przed wydaniem czwartego albumu w styczniu. Marla tymczasem prezentowała swoją markę na pokazach mody, na których musiała pokazywać się sama. Nie jeden dziennikarz pytał się o to gwiazdę. Szatynka tłumaczyła się ciągle, że jej partner ciężko pracuje próbując uśmiechać się do obiektywów. Osobiście było jej bardzo przykro. Telefon i Internet nie mogły zastąpić jej Logana, choć i to nie odbywało się zbyt często. Kiedy wracała do domu, zazwyczaj był pusty. Alexa pracowała na planie. W dodatku Lucy i Diana z Jasonem pojechali w pierwszą trasę. Nie miała z nikim porozmawiać. Jedyną osobą była Jo, jednak poza graniem na planie, wolny czas spędzała z Camille. Od tamtego dnia, w którym dowiedziała się o jej przyjeździe, nie widziała jej na oczy i wolała żeby tak zostało. Zgodnie z obietnicą chłopaki mieli przyjechać jutro. Dziewczyna nie mogła się już doczekać.
Marla obudziła się z samego rana i przygotowała się do pracy w agencji. Po chwili zadzwonił do niej Gustavo.

M: Cześć Gustavo. Wracacie z trasy?- uśmiechnęła się do słuchawki.
G: A ty wracasz do pracy. Widzimy się o pierwszej.- powiedział stanowczo. Zepsuł jej się humor. Wolała po pracy pójść do chłopaków niż iść do studia. Jednak taka praca.- Nie słyszę odpowiedzi…
M: Dobrze… będę na czas.
G: No to na razie.- rozłączył się.

Po wyjściu z agencji, Marla wsiadła do samochodu i pojechała prosto do Rocque Records. Wściekła się, bo na parkingu nie znalazła wolnego miejsca. Objechała budynek i  zaparkowała gdzie indziej. Zmęczonym krokiem doszła pod wielkie wrota wysokiego budynku. Spojrzała w górę. Studio znajdowało się na piątym piętrze. Weszła do windy. Nie miała ochoty iść na próbę głosu z myślą, że Logan teraz jest w domu. Maszerowała korytarzem do tych samych drzwi, które otwiera już przez rok i trzy miesiące. Już miała nacisnąć na klamkę kiedy usłyszała od strony korytarza znajome chrząknięcie. Na kanapie siedzieli BTR. Szatynka pisnęła ze szczęścia. Torebka ześlizgnęła jej się z ramienia i spadła na ziemię. Nie zwróciła nawet na to uwagi. Rzuciła się Loganowi na szyję i zaczęła całować go po ustach i policzkach zostawiając na nim mnóstwo śladów po malinowej szmince.
- Hej, skarbie. Przecież nie zniknąłem na zawsze.- uśmiechnął się taka jak zawsze.
- Tak. Ja też tęskniłam.- uściskała go jeszcze raz.
- Ekhem…- chrząknął Kendall.- A my?- podniósł ręce.
- No właśnie.- założył ręce James udając obrażonego.
- Za wami też tęskniłam.- wyściskała każdego po kolei.- Opowiadajcie jak tam wrażenia w Brazylii, Ekwadorze, Boliwii…- wymieniała państwa kiedy drzwi od gabinetu Gustavo otworzyły się.
- No i spóźniłaś się.- nie wyglądał na zadowolonego. Spojrzał się groźnie spod swoich brzydkich okularów z pomarańczowymi szkiełkami.
- Przecież cały czas tu byłam.- zaczęła się żalić.
- Do środka słowiku.- rozwarł drzwi szerzej.
- Nazwałeś mnie słowikiem?- zaskoczyła się pozytywnie przechodząc przez drzwi.
- Lepszy słowik niż pies!- wtrącił Carlos.
- Zamknijcie się pieski.- trzasnął drzwiami. Po chwili namysłu otworzył je z powrotem.- Wejdźcie.- podskoczyli z radości i weszli do środka.
Chłopaki przez pół godziny słuchali próby Marli. W końcu Gustavo wyłączył sprzęt.
- Coś się stało? Coś się zepsuło? Przerwa?- spytała zdezorientowana dziewczyna. Ściągnęła słuchawki z uszu i odłożyła na miejsce.
- Przyjdź tutaj. Skończysz wcześniej.- powiedział przez szybę. Marla bez słowa sprzeciwu wyszła z małego pomieszczenia. Usiadła obok chłopaków.
- Co tam?- odrzekł Carlos.
- Zadzwonił do mnie rano Griffin…- zaczął szef. Chłopaki jęknęli, bo zazwyczaj pomysły Griffina nie do końca przypadały im do gustu.- Spokojnie pieski. Nie ma się czego bać.
- To o co chodzi?- Kendall zaczął się niecierpliwić.
- Jak wspominacie granie w serialu?
- To była moja największa przygoda z aktorstwem.- wspominał mile na głos Logan.
- Chciałbyś… chcielibyście to powtórzyć? Bo możliwe jest, ale to nie jest jeszcze pewne…- trzymał ich w niecierpliwości.- Stacja myśli o piątym sezonie serialu. Wiecie… Big Time Rush i powrót w wielkim stylu.- na te słowa spojrzeli po sobie z szerokimi uśmiechami i oczami wielkości spodków od talerzy.- Na serial nadal jest smak. Młodzież nadal was ogląda mimo to, że skończyliście rok temu.
- Byłoby ekstra.- klasnął w dłonie Logan.
- No nie wiem…- westchnął Kendall pocierając podbródek.
- Nad czym ty się zastanawiasz?- potrząsł nim James.- To byłoby super niespodzianka dla naszych fanów. Przecież to jest jedno z najlepszych show.
- Przez ten serial zacząłem nosić ten kask. Leży w mym pokoju na specjalnej półce.- uśmiechnął się Carlos.- Zrył mi psychę, ale chciałbym zagrać. Nad czym się zastanawiać?
- A choćby nad tym, że pogodzenie pracy nad skończeniem płyty i serialem wymaga wyrzeczeń. Będziemy mieć jeszcze mniej czasu, a jeszcze więcej pracy. Ja nie mówię, że jestem przeciwko. Ja też się cieszę, ale jestem realistą.
- Ja też jestem realistą i zdaję sobie z tego sprawę.- dodał Logan.- Ale pomyśl… jak to było rok temu. Narzekaliśmy może na ten czas, ale na planie dobrze się bawiliśmy. Nie traktowaliśmy tego jak typowe miejsce pracy. Uczyliśmy się tylko roli. Przypomnij sobie jakie szczęście sprawialiśmy tej młodzieży i nie tylko. Nie jest to tego warte?
- A my przecież możemy zwolnić z pracą w studiu.- wtrącił Gustavo.- Będziemy rzadziej się spotykać tutaj w studio.- spojrzał na zamyśloną dziewczynę.- A ty jak myślisz?
- Myślę, że to wspaniały pomysł.
- No dobra. Niech będzie.- uśmiechnął się Kendall.
- Skoro mam waszą zgodę to pójdę do Griffina i jeszcze to przedyskutujemy. A teraz sio! Zostawcie mnie samego.
Wstali natychmiast i zostawili menagera w spokoju.

Nick przechadzał się hotelowym korytarzem. Przez jego głowę przechodziło ostatnio dziesiątki myśli. Już przyzwyczaił się, że Marla nie mieszka w Palmwoods. W sumie ile można to ciągnąć? Minęły dwa miesiące. Jednak nadal upierał się, że to nie był dobry pomysł. Wolał żeby była tutaj, żeby ją codziennie widywał gdy będą razem jechali windą. Według niego tak byłoby najlepiej. Potem pomyślał o Jo. Na początku o tym jaka była między nimi relacja kiedyś. Westchnął ciężko kręcąc głową. Potem o tym co powiedziała mu ostatnio. Miał zostawić ją i jej przyjaciół. Ale nie mógł tego zrobić. Może nie chciał, raczej musiał. Sam nie rozumiał swojego postępowania. Tym bardziej po wiadomości jaką przesłał mu ojciec. Dodatkowe problemy zwaliły mu się na głowę. Nie wiedział czy mu wierzyć. Ta informacja wydawała mu się paradoksalna, bez żadnego potwierdzenia jak na razie. Tak niewiarygodna, że wolał na razie o tym nie myśleć.
W jednej ręce trzymał czarną reklamówkę, a drugą ręką pogrzebał w kieszeni swoich spodni, aby wyciągnąć klucz. Wszedł do mieszkania i zamknął drzwi za sobą. Otworzył drzwiczki od podłużnej szafki gdzie od jej wewnętrznej strony była obklejona wycinkami z gazet, na których widniała twarz Marli. Tam gdzie na zdjęciach towarzyszył jej Logan, jego twarz była zamazana markerem. Włożył reklamówkę do środka.
- O! Już jesteś świrusie.- z drugiego pomieszczenia wyłonił się Greg.
- Niespodzianka.- mruknął bez entuzjazmu.
- A już myślałem, że gdzieś zniknąłeś szukać sobie przyjaciół.- oparł się o ścianę.
- Dobrze wiesz jaką mam opinię. Nie musisz się martwić... Chyba, że się boisz.
- Nie boję się. Jesteś moim przyjacielem.- na te słowa Nick odwrócił się od niego plecami.- Przyniosłeś paczkę?
- Schowałem ją do szafki. Na widoku raczej nie trzyma się takich rzeczy.
- Przecież i tak nikt do nas nie przychodzi.- zwrócił mu uwagę.
- Czy naprawdę jest ci to potrzebne?
- Nie mnie.- pokręcił głową.- Nam, Nick.
- Po co?
- Zadajesz za dużo pytań. Wkrótce się dowiesz...






* Na początek informuję, że ostatniego akapitu możecie nie zrozumieć. Co się tam dzieje między tancerzami? Dowiecie się w swoim czasie. Tak jak przepowiadał plan, kolejny rozdział będzie Carlosowy :)
W zakładce przeczytałam miłe słowa. Kolejna osoba niecierpliwi się na moje ponoć genialne jednorazówki. Już tłumaczyłam jak to jest
Ahh... może jakiś pomysł przyśni mi się i wtedy wena ruszy. A tak bardzo bym chciała dla Was coś napisać.

Ja zapraszam też na FTS :) I do środy :*





środa, 1 października 2014

Rozdział 72

Następnego dnia Logan obudził się wypoczęty, a raczej jak nowo narodzony. Przetarł oczy i ziewnął. Marla jeszcze spała. Nie mógł oderwać od niej wzroku, spała tak słodko. Zdjął jej delikatnie kosmyk włosów z nosa i założył za ucho. Ruszyła się lecz nie obudziła. Przypatrywał się w nią tak długo póki nie otworzyła oczu. Przywitała go uśmiechem. Uwielbiał kiedy tak się niewinnie uśmiechała.
- I jak ci się spało aniele mój niebiański?- pocałował ją w czoło.
- Hmm… niebiańsko.- mruknęła.- Tak mi tu dobrze.
- To zostań.
- Chciałabym, ale mam pracę i ty masz pracę. Idziemy o dwunastej na choreografię.
- Weźmy to odwołajmy.- wyciągnął się. Marla uśmiechnęła się i wstała. Nie przeszkadzało jej to, że była naga.
- Pozwól, że się oporządzę…- podniosła swoje ubrania z podłogi.
- Jak chcesz to mój żel to ten w pomarańczowej butelce.- poinstruował.
- Dzięki.- wyszła z pokoju.
- A potem zrobię ci śniadanie!- dopowiedział głośniej, aby usłyszała.
Po umyciu się, wrażenia z ubiegłej nocy wciąż chodziły jej po głowie. Była szczęśliwa i podekscytowana. Z trudem zapięła sobie baskinkę. Nałożyła spódnicę wyłączona z otaczającego ją świata. Zeszła po schodach boso, nie chciała szukać rajstop. I wróciła do normalnego świata. Na dole siedzieli Kendall, Carlos i James. Mieli na sobie buty, więc stwierdziła, że wrócili przed chwilą. Carlos kończył truskawki, które zostały na stole.
- Cześć chłopaki.- jak gdyby nic podeszła do kuchni, aby napić się soku.
- Jak tam randka?- spytał Carlos.
- Ty to się nie potrafisz pohamować…- dźgnął go łokciem blondyn. Marla usiadła niedaleko nich, na krześle.
- Spoko.- nie miała mu nic za złe.- Udana.
- Pachniesz jak Logan.- stwierdził James kiedy doszedł do jego nosa jej zapach. Każdy z nich jej się przyglądał.
- No tak się złożyło. Dlaczego mi się przyglądacie?
- Jesteśmy po prostu ciekawi.- odpowiedział Carlos.
- Mów za siebie.- dodał szybko Kendall.
- Co ja tu robię, tak?- strzeliła w jego pytanie.
- Nie, no to przecież jest oczywiste co tutaj robisz.- wyszczerzył się.
- Właśnie.- wdał się w słowo szatyn.- Nie jesteśmy głupi.- Carlos spojrzał się na niego porozumiewawczym spojrzeniem.- I nie ma się czego krępować.
- Ach, wy!- wstała, bo nie zniosła napięcia.- Porozmawialiśmy sobie, pojedliśmy i zasnęliśmy. Tylko. Nic więcej. A wy sobie wyobrażacie nie wiadomo co…- założyła ręce.
- Kogo chcesz oszukać?- wyszczerzył się Carlos.- Gdybyś TYLKO zasnęła…- zaakcentował słowo tylko.-… to czy byś założyła spódnicę na lewą stronę?- Marla spojrzała w dół. Dopiero zauważyła dwa szwy idące po bokach. Czuła jak się rumieni.
- Sherlocki…- burknęła pod nosem.
- Dobra, zostawcie ją w spokoju.- odrzekł Kendall.
- Ale jakby co to zawsze możesz się mnie poradzić.- zadeklarował Latynos, który opróżnił miseczkę.- Powiem ci co Logan lubi najbardziej…
- A co?- przerwała mu śmiejąc się.- Próbowałeś?
- Ooooohoho.- James uśmiechnął się od ucha do ucha.- Pocisk.
- Spokojnie chłopcy, już go rozgryzłam. W ogóle dlaczego ja z wami o tym rozmawiam?- odwróciła się od nich.
- A wy co tu robicie, młotki?- zszedł Logan na dół.
- Nasze kobiety poszły do pracy.- westchnął z bólem Kendall. Kiedy to mówił Logan podszedł do Marli i klepnął ją w pośladki. Ta skarciła go wzrokiem.
- Nie przy wszystkich.- syknęła.
- Zbok.- skomentował krótko James.
- Możemy odgrzać sobie tę zapiekankę?- spytał Kendall. Logan machnął rękę.
- Są jeszcze truskawki?- rzucił się do lodówki Carlos.
- Zrobi mi ktoś kawę?- spytał głośno James. Wszyscy spojrzeli się na niego z kamiennym wyrazem twarzy.- Ok, żartowałem.- uśmiechnął się.
Logan zrobił śniadanie dla Marli. Kiedy już każdy znalazł coś dla siebie do jedzenia i wszyscy swoje zjedli, Marla wstała od stołu.
- Dobra. Już dziesiąta. Widzimy się za dwie godziny.
- Yyyy…- jęknął Carlos.
- Nie yyy, takie życie.- podłoga pod jej stopami zrobiła się chłodniejsza. Zwróciła się do Logana.- Pójdę odwrócić spódnicę na prawą stronę. Znajdź proszę moje rajstopy. Powinny gdzieś leżeć u ciebie.- kiwnął głową. Poszła do łazienki. Logan chciał wstać, ale Carlos go zatrzymał.
- Może wtajemniczysz swoich najlepszych przyjaciół pod słońcem jak było?
- Was, trzech szaleńców?- spytał brunet z rozczochranymi włosami.
- Ty jesteś czwarty.- dopowiedział Kendall.
- Jak było?- szepnął James, którego brwi poruszały się raz w górę a raz w dół. Chłopak usiadł.
- To było coś…- zastanowił się nad użyciem odpowiedniego słowa.- Magicznego, innego niż dotychczas. Nie wiem jak to opisać. Zbliżyliśmy się do siebie. W końcu czuję, że znalazłem idealną dziewczynę dla siebie.- wyszeptał. Poszedł na górę poszukać rajstop. Marla zeszła na dół. Spódnica leżała na niej taka jak powinna. Znowu zauważyła, że się jej przyglądają.
- Ostatni raz powtarzam, że jeśli jeszcze raz będziecie się takim podejrzanym wzrokiem mi przyglądać to po kolei każdemu zrobię krzywdę.
- Tu są twoje rajstopy.- zszedł na dół Logan i podał jej do ręki. Zbliżył się jej twarzy.- Mógłbym ci je ściągać cały czas.- szepnął jej do ucha. Dziewczyna zaśmiała się i go pocałowała. Tym razem ona sprzedała mu klapsa w pośladki. Podniósł wysoko brwi do góry. Dziewczyna puściła mu oczko i zniknęła za drzwiami.
- Taaak.- westchnął James.- Pasujecie do siebie.
- I jak tu jej nie kochać?- rozłożył ręce Logan i pomaszerował do pokoju.
- A co z wami się działo?- spytał Kendall.
- Miałem zjeść kurczaka, a spróbowałem czegoś bardziej wykwintnego. Soczystych ust Alexy i smakowitego ciałka.- wyszczerzył się Carlos.
- A najadłeś się chociaż?- spytał złośliwie za co dostał poduszką od Latynosa.
- A ty się najadłeś?
- Ja? - zaśmiał się James.- Jak miałem jeść jak mi usta zakneblowano jabłkiem?
- Hahaha co ty gadasz?- zaśmiał się Kendal
- Nie chcecie wiedzieć co tam się działo, ale Lucy przeszła samą siebie.
- A biczowała cię?
- Biczowała.
- A biła?
- Raczej klapsa sprzedała.- westchnął.- A ty?- szatyn skierował pytanie do blondyna.
- A ja dzwonię do Jo. Za pół godziny idzie do pracy.- Kendall poszedł do swojego pokoju, jednak po drodze nie dodzwonił się do dziewczyny.

Zanim Jo pojechała do studia, rozmawiała z Camille, która zaprosiła ją do siebie. Nie zostałana długo. Zaledwie na piętnaście minut. Zdążyły wypić kawę. Jo dziwnie siedziało się w kuchni, w której zamiast Marli, widziała właśnie Camille. Nie mogła się przyzwyczaić. Miała wrażenie, że Marla zaraz wróci do domu i będzie jak dawniej. Opuściła apartamnent przyjaciółki. Przed wyjściem do pracy, chciała jeszcze wrócić do domu po komórkę, którą zostawiła. Szła pewnym krokiem póki nie zobaczyła swoich drzwi. Obróciła się nagle na pięcie modląc się żeby nie została zauważona.
- Czekaj!- dogonił ją Nick.
- Nie mamy o czym rozmawiać.- burknęła.- Spieszę się do pracy.
- Zajmę tylko chwilę.
- Nie mam jej dla ciebie.- chciała go ominąć, ale nie dawał się.
- Nie masz innego wyjścia.- powiedział stanowczo. Zatrzymał ją kładąc rękę na ramieniu.
- Nie dotykaj mnie psychopato!- podniosła głos.
- Cśśś... Spokojnie.- przyłożył palec do ust.- Nie mam złych zamiarów.
- Nie wierzę ci i już nigdy nie uwierzę.- starała się za wszelką cenę nie pokazać tego strachu.
- Jo Taylor...- westchnął.
- Przestań. Zamknij się. Zamilcz.- wyciągnęła rękę w jego stronę.- Znam cię. Zrobiłeś mi krzywdę. Mnie i Kendallowi. Nigdy ci tego nie wybaczę. Upiekło ci się, że nie ma tu Bittersa. Ciężko jest mi się przystosować do tego, że znowu mijam cię na korytarzach. Nie wiesz co czuję gdy cię widzę. Strach. Gniew. Żal... Ale tego już dość. Jeśli nie powiem tego teraz, nie powiem tego nigdy.- spojrzała mu po raz pierwszy od dawna w oczy. Była zdeterminowana.- Nie życzę sobie żebyś nachodził mnie na korytarzach. Nie życzę sobie również żebyś mi groził lub coś sugerował w stronę moich przyjaciół. Zostaw nas wszystkich w spokoju. To najlepsze co możesz teraz zrobić.- nie czekała na jego reakcję. I tak milczał. Wyminęła go i zadowolona z siebie poszła dalej. Poczuła się lżej, jakby wyjęła cała garść swoich problemów i wyrzuciła je do śmieci. Była z siebie dumna, że mu się postawiła. Nick nie był już jej taki straszny.






* Na początek chciałabym powiedzieć, że szanuję takich ludzi jak Dark_bunny. Nie boją się napisać co myśli. Jeśli ma jakieś uwagi, to o nich wspomina. I dobrze :)
Jeszcze raz przepraszam za trolling w ostatnim rozdziale. Jestem na telefonie, więc ciężko jest mi zrobić screena i go wstawić, ale zawiodłam się. Myślałam, że będzie więcej zboczeńców :D Na 128 wyświetleń rozdziału 71 ( to trochę mniej niż zazwyczaj, no ale cóż ) tylko 67 wejść. W ogóle ostatnio był spadek z wyświetleniami, ale ostatnio rośnie i pnie się w górę. Oby tak dalej ^ ^

A teraz zacznie się mój monolog. Dłuższy niż zwykle. Chciałabym o tym wspomnieć, chociaż było to już poruszane. Jednak ten temat ciągle wraca. Innymi słowami, ale wraca. 
Dlaczego jest tu tak dużo o Loganie i Marli, a mniej o reszcie? Słuchajcie. To nie jest tak, że ja piszę tego bloga tu i teraz. Rozdziały tego bloga sięgają roku 2013. Jestem Loganator i pewnego dnia postanowiłam napisać z nim opowiadanie. Byłam serio sfokusowana na nim. Kiedy to pisałam, wtedy by mi przez głowę nie przyszło, żeby powstał z tego blog. Pisałam to dla siebie, dla własnej satysfakcji. Dopiero w lutym tego roku, zdałam sobie sprawę, że może warto się tym podzielić. I w tamtym czasie powstawała część trzecia, do której wplotłam więcej wątków reszty bohaterów żeby jakoś to wyrównać. Dlatego jeśli czekacie na więcej z życia Kendalla, Jamesa czy Carlosa to tylko jedno mogę Wam powiedzieć... Cierpliwości. Tak jak w dobrym sklepie daję gwarancję, że Was zaspokoję. Jeśli ktoś chce nadal narzekać, że kogoś jest mało to może przestać czytać i wrócić na Big Time Tragedy. Choć mam szczere nadzieje, że będziecie ze mną cały czas :)
Naprawdę jestem wyraźnie zmieszana kiedy ktoś zwraca uwagę, że Kendalla jest mało czy co tam innego, bo jakby nic nie mogę już z tym zrobić. A każda poprawka będzie odbijać się na kolejnych rozdziałach. Więc jeśli miałabym coś doklejać to bym musiała zrobić to w stu iluś rozdziałach, bo tyle mam dla Was przygotowanych. Dlatego mówię. Jeśli ktoś jest niezadowolony to może sobie poczytać o wszystkich chłopakach z nadejściem rozdziału 87.

Uff, no i mamy to za sobą. Jeśli macie jakieś jeszcze pytania to śmiało. Możecie je pisać tutaj, ale lepiej w zakładce, ponieważ staram się ograniczać pod rozdziałem do 3 odpowiedzi co nie zawsze wychodzi. Jednak wolę się tego trzymać. A tam odpowiem na każde. Trzymajcie się i do soboty :*

sobota, 27 września 2014

Rozdział 71

Wkrótce Marla stała już pod ich domem. Zapukała do drzwi. Wiedziała, że może wejść, bo tak się wcześniej umówili żeby po pukaniu wchodziła, ale dzisiaj wolała poczekać za drzwiami. W końcu drzwi się otworzyły i stanął w nich Logan. Włosy jak zawsze idealne. Miał na sobie niebieską koszulę lekko rozpiętą pod szyją, bez żadnych wzorów. Na koszulę nałożony miał elegancki sweter również w niebieskim kolorze, ale o wiele ciemniejszym. Do tego spodnie w kolorze ciemniejszej szarości i czarne obuwie. Wdzięcznym gestem zaprosił ją do środka i zamknął za nią drzwi. Światła były pogaszone. W kuchni paliła się tylko mała lampka. Zaskoczyło ją to co zobaczyła w salonie. Stół przykryty był waniliowym obrusem. Fotele zastąpiły miejsca krzesłom dla dwóch osób. Zastawiony był różnymi potrawami. Po środku znajdowała się jej ulubiona zapiekanka, sałatka i owoce. Nie zabrakło też miejsca na butelkę wina. Wszystko wyglądało bardzo romantycznie w blasku dwóch świec. Na dworze było jeszcze widno, dlatego okna zostały zasłonięte. W tle leciała spokojna muzyka.
- Jaka wystawna kolacja, Panie Henderson.- powiedziała kiedy odsunął jej krzesło.
- I niczego nie spaliłem, droga Pani.- odpowiedział gdy usiadła na swoje miejsce.
- Czy będzie mi smakować?- uśmiechnęła się patrząc na kolorowe talerze, choć była pewna, że tak będzie.
- Myślę, że będziesz zadowolona, bo to szczyt moich możliwości kucharskich.- otworzył butelkę wina.
- Jesteśmy sami?- zdjęła z siebie żakiet i powiesiła na krześle.
- Zgadłaś.- nalał jej wina.
- Bo dawno nie było tu tak cicho żeby posłuchać w spokoju dobrej muzyki.
- Dlatego zapowiada się wyjątkowy wieczór.
- Już jest.- poprawiła go. Logan nałożył jej przygotowanych przez niego dań. Spróbowała kęs zapiekanki.
- I jak? Smakuje ci?- czekał na jej werdykt.
- Niebo.- rozkoszowała się smakiem.
- Ślicznie wyglądasz.- po tych słowach zaczął jeść.
- Dziękuję.
- Jak zawsze zresztą.- wziął łyk wina nie spuszczając z niej wzroku. Marla zarumieniła się i spuściła głowę do talerza.
Pół godziny później przestali jeść i zaczęli rozmawiać o najróżniejszych rzeczach. Czas przestał się dla nich liczyć. Mieli całą noc tylko dla siebie. Marla usłyszała jak zaczyna lecieć jej jeden z najbardziej lubianych utworów. Logan podniósł się, podszedł do jej krzesła i poprosił ją do tańca. Dziewczyna ucieszona wstała dając się prowadzić na wolną przestrzeń. Przytuleni do siebie kołysali się do spokojnej muzyki. Oparła głowę na jego ramieniu. Przetańczyli jeszcze kilka utworów. Marla potem usiadła na kanapie. Logan przysiadł obok.
- Jeśli chcesz coś obejrzeć to powiedz.- odrzekł chłopak.- Wypożyczyłem film…
- Nie ma takiej potrzeby.- spojrzała na niego.- Wolę patrzeć na ciebie. Uśmiechnął się pokazując dołeczki.- Ale chętnie zjadłabym truskawki.- spojrzała na miseczkę owoców w czekoladzie, która leży na stole. Brunet sięgnął po nie.
- Nie wstawaj.- powiedział do dziewczyny, która chciała podnieść głowę z poduszki.- Ja cię nakarmię.- wziął owoc do ręki i przyłożył do jej ust. Szatynka odgryzła połowę truskawki, a potem drugą. Za następnym podejściem również odgryzła jej część, ale drugą połowę postanowił otrzeć jej delikatnie o wargi, a następnie ją zjadł. Sięgnął po trzecią truskawkę i odłożył miseczkę na bok. Wsadził ją sobie do ust tak żeby jej połowa była na zewnątrz. Pochylił się nad dziewczyną. Marla ogryzła wystającą część powodując, że ich usta zeszły się ze sobą. Po chwili wyprostował się i spojrzał na jej błyszczące oczy.- Mam nadzieję, że zadbałem o wszystko.- oparł głowę o rękę.
- Jedzenie rewelacja.- pocałowała palce jak włoski szef kuchni.
- Nie tylko o tym myślałem.
- Nie patrz tak na mnie, bo się rumienie.- podniosła się.
- Lubię twoje rumieńce.- pokazał uśmieszek.- Czuję, że jesteś trochę spięta.
- Może troszeczkę…- opuściła głowę.- Bo staram się, aby ten wieczór był najlepszym wieczorem naszego życia. Wiesz jak jest. Nie chcę cię zawieść.
- Rozumiem.- westchnął.- Kiedy ja byłem w takiej sytuacji po raz pierwszy też na swój sposób odczuwałem strach. Ale wygadujesz głupoty, skarbie. Jest takie powiedzenie, że jeśli o czymś myślisz to tak się stanie, a jeśli nie chcesz żeby tak się stało to po prostu o tym nie myśl. Chyba, że nie czujesz się gotowa…- zawahał się. Marla odważyła się podnieść głowę.
- Jestem i to na sto procent. Niczego tak bardzo nie pragnę jak spędzić tę noc z tobą.
- Musisz się zrelaksować w takim razie.
- Masz jakiś pomysł?- uśmiechnęła się.
- Możliwe. Odwróć się. Zrobię ci masaż.- szatynka zrobiła to o co poprosił. Odgarnął jej włosy na lewy bok tak, że opadały na jej piersi. Na miejscu włosów zawitało spore wycięcie na plecach. Gdy położył na jej karku jego ciepłe ręce, delikatnie drgnęła. Obchodził się z nią tak subtelnie jakby trzymał drogocenną porcelanę, jednak czasami odważył się okrągłymi ruchami masować ją mocniej.- Wyłącz myślenie.- szepnął jej do ucha. Z każdym jego ruchem, dziewczyna coraz bardziej się rozluźniała. Czuł to pod swoimi palcami. Kiedy zauważył, że dziewczyna jest spokojna i do końca zrelaksowana, przestał masować jej plecy. Objął ją w pasie i zaczął słać pocałunki na jej karku. Z każdym zbliżał się coraz bliżej do policzka. Marla zachichotała i niespodziewanie podniosła się zdmuchując świeczki. Podeszła do schodów gdzie wdzięcznie stawiała kroki na stopniach zostawiając wcześniej buty na dole. Odwróciła się do zaskoczonego Logana.
- Nie siedź tak. Idź się przygotować, a ja pójdę do łazienki.- kiedy tylko usłyszał jak zamykają się za nią drzwi, wskoczył do łazienki na dole. Następnie wszedł po schodach prosto do swojego pokoju. Zapalił kilka świec. Zdał sobie sprawę, że teraz on jest trochę przejęty. Usiadł zgarbiony na łóżku.
Nie mógł usiedzieć ani minuty dłużej. Miał wrażenie, że dla niego specjalnie czas stawia opór. Wstał machinalnie i wyszedł z pokoju wprost do łazienki. Zapukał. Otrzymał sygnał, że może wejść. Marla odwróciła wzrok od lustra, aby go zobaczyć, po czym znowu utkwiła oczy w lustrze. Chłopak spojrzał w odbiciu jej wstydliwy uśmieszek. Stanął za nią i mówił tak, że czuła jego ciepły oddech na ramieniu.
- Nie mogłem się powstrzymać…
- Trafiłeś w porę.- odpowiedziała. Logan wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.- Co za romantyk.- kazała się postawić przed łóżkiem. Wpatrując się wzajemnie w swoje oczy zapomnieli o jakichkolwiek spięciach i rozluźnili się. Świata poza sobą nie widzieli.
Czekała na jego ruch. Odgarnął jej włosy do tyłu. Pachniała dziś inaczej niż zwykle. Ten słodki, a zarazem uwodzący zapach zapamięta na zawsze. Przyssał się do jej ust. Wydało mu się, że mają miodowy smak. Dziewczyna zawiesiła ręce wokół jego szyi. Czuli jak temperatura ich ciał nagle wzrasta. Nie przestając jej całować, przyłożył rękę do suwaka na jej plecach. Powoli rozpiął dziewczynie bluzkę, która padła na ziemię. Uśmiechnęła się dając mu pozwolenie na dalsze działanie. Przybliżył ją maksymalnie do siebie. Padli razem na łóżko. Marla z głową na poduszce odpinała po kolei guziki od jego niebieskiej koszuli kiedy on całował ją po szyi. Dała się porwać emocjom. Dobrała się do jego paska, którego pozbyła się bez problemu. On w odpowiedzi ściągnął z niej spódnice. Logan zobaczył jej piękne ciało w szmaragdowej bieliźnie. Ona też zauważyła jego ciało. Jego mięśnie były bardziej wyrzeźbione niż wcześniej. Jej wzrok poszybował na oczy pełne pożądania. Popatrzyła na niego spojrzeniem rozkazującym zdjęcie z niej bielizny. Tak też zrobił. Zatopiła dłonie w jego włosach kiedy całował ją po nagich piersiach. Ręce zsunęła niżej do jego bioder. Jednym ruchem pozbyła się jego bokserek, które dołączyły do ubrań leżących na podłodze. Przylgnęli do siebie czując zapach swoich ciał. Marla czuła, że jest już gotowa. Logan również. Jego męskość czekała tylko na znak.
- Tylko ostrożnie.- jęknęła słodko.
- Co tylko zechcesz.- oboje pogrążyli się w pełnych ekscytacji stosunku, dźwięków, smaków i zapachów. Namiętnych doznań.
( Ze względu na osoby młodsze, które mogą to przeczytać, dla starszych nieocenzurowana scena erotyczna znajduje się tutaj ---> klik ).

Po godzinie skończyli. Zmęczeni położyli się na plecach wzdychając ciężko. Po tym jak powrócił im normalny oddech, otarli kropelki potu z czoła, a serce nie wyrywało się z piersi, Logan oparł się na ręce i spojrzał w jej rozpalone jeszcze oczy oraz policzki.
- Muszę wyjawić ci sekret…- uśmiechnął się. Marla spojrzała na niego z zapytaniem.- Nie wiem czy wiesz, ale strasznie cię kocham.
- Ja też cię kocham.- odpowiedziała. Logan przejechał powoli palcem po jej policzku głaszcząc ją. Zamknęła oczy.
- Jesteś śpiąca?
- Lubię po prostu jak dotykasz mojej twarzy. Lecz nie tylko…- poprawiła włosy.
- A jak się czujesz?
- Nigdy nie było mi tak dobrze.- położyła głowę na jego klatce piersiowej. Chłopak przycisnął ją do siebie. Rozmawiali jeszcze chwilkę. Nie zorientowali się nawet kiedy zasnęli we własnych objęciach.





* Stelss, zgadłaś. To rozdział poświęcony Loganowi i Marli :* Ale to chyba było do przewidzenia. Mam nadzieję, że chociaż trochę poczuliście klimat. Kliknęliście w link w rozdziale? Zaskoczeni? W środę Wam napiszę ile było do tego odsłon :D A tymczasem żegnam się z Wami. Do środy :*


środa, 24 września 2014

Rozdział 70

Po wyjściu ze studia, Marla pojechała prosto do domu. Była pierwsza godzina. Zaskoczyło ją to, że Alexa była w mieszkaniu. Drugim zaskoczeniem było to, że coś gotowała. W garnku gotował się makaron na spaghetti, a na patelni dochodził sos. W kuchni roznosił się cudowny zapach.
- Spróbujesz czy będzie ci smakowało.- powiedziała Alexa kiedy zauważyła lokatorkę siedzącą na krześle przy stole. Alexa przygotowała jej talerz i nałożyła spaghetti.
- Dziękuję.- następnie włożyła trochę dania do ust podmuchawszy wcześniej. Blondynka patrzyła na nią ściskając kciuki, które trzymała na piersiach.- Hmm… dobre. Udało ci się.
- Bo kupiłam książkę kucharską.- pokazała jej zakup.- Aż dwieście przepisów na przeróżne dania.
- To super, ale wiesz, że ja mam odrobinę więcej czasu wolnego od ciebie i to ja mogę zawsze coś przygotować?
- Ale mnie to wciągnęło.- patrzyła na książkę błyszczącymi się oczami.
- Hmm…- Marla zajadała się spaghetti.
- Upiekę dzisiaj kurczaka dla Carlosa. Przychodzi dzisiaj na noc, więc…
- Nie będę przeszkadzać. Ja też jestem umówiona.- uśmiechnęła się.- Idę ogolić nogi.- pobiegła na górę.
Zanim jednak to zrobiła, leżała na łóżku rozmyślając. Nie mogła się już doczekać godziny dwudziestej. Była podekscytowana i pewna swego. Myślała o tym nie raz. Dzisiaj zadba o każdy szczegół. Zamknęła oczy myśląc, że czas szybciej zleci. No i zleciał. Nie wiadomo jakim cudem dziewczyna obudziła się o trzeciej. Nie panikowała, ponieważ miała mnóstwo czasu. Poszła do łazienki nalewając sobie do wanny ciepłej wody. Zrobiła sobie relaksującą kąpiel. Nie spieszyła się. Czuła jak w jej ciało wsiąka aromatyczny olejek. W końcu wyszła i wysuszyła sobie włosy. Użyła odżywki żeby włosy ładnie się układały. Owinięta ręcznikiem przeszła do precyzyjnego makijażu.  Wytuszowała dokładnie rzęsy, które układały się w dwa piękne czarne wachlarzyki. Usta pomalowała delikatną różową, błyszczącą się pomadką. Dodała jeszcze kilka kosmetyków i makijaż gotowy.
Wyjęła z szafy przygotowaną wcześniej kreację nie zapominając o radach Lucy. Spojrzała na zegarek. Miała jeszcze dwie godziny czasu. Bez pośpiechu zdjęła z wieszaka czerwoną spódnicę o długości do połowy uda i baskinkę w tym samym kolorze do kompletu. Z tyłu zapinana była na złoty suwak. Przebrała się w kreację ledwo radząc sobie z suwakiem na plecach. Kiedy teraz zobaczyła się w lustrze, przeszły ją dreszcze ekscytacji. Wyjęła jasny żakiet i nałożyła na siebie. Poperfumowała się i założyła na szyję złoty naszyjnik. Założyła jeszcze czarne szpilki. Była już gotowa, a został jej czas. Postanowiła przez ten czas odwiedzić swoją stronę. Uśmiechała się do komentarzy, które dostała. Na jej głównej tablicy wyświetliło się zdjęcie od przyjaciół. Na pierwszym miejscu zdjęcie Carlosa ze szpitala. Napisała komentarz: Maslow, miałeś fachową opiekę. Po chwili pojawił się pod spodem jego komentarz: Czekam na wpisanie mnie do rekordów Guinnesa. Carlos też napisał odpowiedź: Marla, ty też dostaniesz zdjęcie ode mnie. Hihi. Szybko odpisała: Ale najpierw zastanów się czy nie ukręcę ci szyi jak je zobaczę. Szybko dostała odpowiedź: Nie groź mi publicznie! Wszyscy to widzą. Daj mi minutę. Marla założyła ręce i czekała co wymyśli Carlos. Niestety miał racje. Trzeba myśleć o czym się publicznie pisze. Pod ostatnim jego komentarzem pojawiły się nowe od naszych fanów, którzy okazywali swoje pozytywne zdziwienie tym, że piosenkarkę a BTR łączy taka bliska znajomość. Po chwili pojawił jej się komunikat, że Carlos wysłał do niej zdjęcie. Zdjęcie zostało zrobione jeszcze wtedy gdy impreza urodzinowa Carlosa się dopiero zaczynała. Zupełnie zapomniała o tym zdjęciu. Przedstawiało ich piątkę na tarasie. W tle było widać kawałek basenu z balonami. Chłopaki pozują do zdjęcia, a Marla z boku całuje Logana w policzek. Opis do zdjęcia: Przed imprezką z naszą przyjaciółką. Pierwszy komentarz należał do niej: Masz szczęście, Los. Nie ukręcę ci szyi. Znowu dołączył się James: Carlito. Zamykaj ten sprzęt, na ciebie już czas. Faktycznie trochę się zasiedzieli, dochodziła siódma. Carlos napisał ostatni komentarz: Dobrze mamo. A wszystkim życzę udanego wieczoru. PS Logan sra szcześciem w gacie i rzyga tęczą pełną ekscytacji. Marla  wybuchła głośnym śmiechem. Odpowiadała na wiadomości, te prywatne i te do fanów. A liczba komentarzy pod zdjęciem ciągle rosła.

Marla wylogowała się i zamknęła laptopa. Poprawiła jeszcze drobne detale i zeszła na dół. Carlos siedział z Alexą w salonie. Poinformowała ich tylko, że wychodzi nie zaglądając do salonu. Latynos podszedł do okna. Odnalazł wzrokiem przyjaciółkę, której Logan następnie otwiera drzwi.
- Oj, będzie się tam działo...- powiedział do siebie pod nosem.
- Co się będzie działo?- podeszła do niego Alexa.
- A nic. Czy ja czuję kurczaka?- zaciągnął się tym zapachem unoszącym się w powietrzu. Danie właśnie czekało już gotowe w piekarniku.
- Nosek cię nie zawodzi.- uśmiechnęła się. Alexa wyłączyła piekarnik.
- Mój tygrysek zrobił mi kurczaka?- objął dziewczynę w talii.- A co tygrysek ma na deser?
- Nie zdążyłam nic zrobić.
- Myślę, że trzeba będzie zadowolić się innych kąskiem.- ugryzł blondynkę delikatnie w szyję.
- Carlos...- zachichotała.
- Taką to bym jadł codziennie.- zaczęli się zachłannie całować. Spleceni w swoich objęciach padli na kanapę. Zatraceni w sobie zapomnieli o czekającym na nich kurczaku.

James przekroczył już teren Palmwoods. Lucy rano zaprosiła go do siebie. Korytarz o tej porze już się rozrzedzał. Recepcjonista kilkał jeszcze coś w biurowym laptopie. Poszedł do windy, która miała go zabrać na pierwsze piętro. Wiedział już o przeniesieniu się Lucy do mieszkania Diany, czyli jego dawnym mieszkaniu. Nie było go tam od bardzo dawna. Z Dianą nie utrzymował tak dobrych stosunków żeby się spotykali, dlatego pierwszy raz od dobrych paru miesięcy będzie miał okazję tam wejść. Zdał sobie sprawę, że jest sentymentalny. Zapukał do drzwi. Od wejścia Lucy naskoczyła na niego zasłaniając oczy. Szybko zawiązała mu opaskę.
- To znaczy, że nie zobaczę jak wygląda teraz moje dawne mieszkanie?
- Tylko się nie opieraj.- zaśmiała się.- Rób to co każę...
- Nie śmiem się sprzeciwić twojemu zdaniu.- wyszczerzył się.
- Nic nie mów, bo buźkę ci zatkam.
- Nie omieszkam... Dokąd mnie prowadzisz?
- Zobaczysz w swoim czasie.
- Już mi się podoba.- szedł na oślep prowadzony przez swoją dziewczynę.
- Powiedziałam żebyś był cicho!- spoliczkowała go delikatnie.
- Przepraszam mojego drapieżnego kociaka.- zaśmiał się. Lucy pchnęła go na łóżko. James ułożył się wygodnie nadal nic nie widząc, jednak cieszył się jak głupi. Tego się nie spodziewał. Lucy zaczęła zaciskać na jego nadgarstkach kajdanki. Był podekscytowany. Takiej niespodzianki się nie spodziewał.- Czy mam się bać?
- Powinieneś. -mruknęła seksownie.- Mogę zrobić ci krzywdę.
- W takim razie się boję.- uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Lucy!- nagle Diana zawołała ją za drzwiami wejściowymi do mieszkania.- Lucy! Zapomniałam klucza!
- Ja pierdole...- przeklęła pod nosem rockmenka.- Zaraz wracam.- Lucy szybkim krokiem otworzyła drzwi.
- Uaaach, Lucy. Wyglądasz sexy.
- Czyś ty zapomniała, że miałaś zniknąć?- pisnęła.- James jest u mnie...
- Ups! Sorry.- przegryzła wargę. Lucy wcisnęła jej wkurzona klucze do ręki.- Już zmykam.
- A kysz!- zamknęła za nią drzwi. Napuszyła włosy, poprawiła biust i jak gdyby nic weszła z powrotem do sypialni.- To na czym skończyliśmy?- skoczyła na łóżko...

Niebo powoli robiło się coraz ciemniejsze. Kendall i Jo spędzali razem czas leżąc na kocu w parku w Palmwoods.  Jo oparła głowę o jego silne ramię. Patrzyli w niebo czekając na pierwsze gwiazdy. O tej porze nie było w parku nikogo innego.
- Kendall?
- Tak?- obrócił lekko głowę.
- Jak myślisz? Jak będzie wyglądać nasze życie w przyszłości?- zadała pytanie, które wzięła znikąd.
- To znaczy?- nie do końca chyba wiedział o co jej chodzi.
- No jak sobie wyobrażasz nasz związek za kilka miesięcy.
- Jesteś ty, jestem ja. Czy czegoś więcej potrzeba? Nie zastanawiałem się. Dla mnie liczy się teraz. A teraz czuję się fantastycznie, bo ty tu jesteś.- uśmiechnął się.
- Aww.- objęła go.
- A ty wyobraziłaś sobie naszą przyszłość?
- Wyobraziłam sobie nas szczęśliwych i kochających się z każdym dniem mocniej. Mieszkamy sobie w niewielkim, ale pięknym mieszkanku. Jest tam wielki balkon, na którym lubimy przesiadywać i podziwiać piękną panoramę. Czekać tam na gwiazdy tak jak my teraz. Siedzimy na wygodnych fotelach. Wznosimy toast lampką czerwonego wina, za naszą miłość...- rozmarzyła się.
- Piękne.- westchnął.- Obiecuję ci, że kiedyś tak się stanie.- pocałował ją w czubek głowy.- I zawsze będę cię kochał...






* Tak, wiem. Ten rozdział jest beznadziejny. No jednak przemęczyliście to i macie za sobą. Napisałam ten rozdział jakiś rok temu i teraz czytając go i poprawiając jak każdy, pękłam ze śmiechu kiedy Marla poszła ogolić nogi. Za nic nie wiem czemu mnie to śmieszyło, ale tak po prostu było :D

Pewnie ten kto jest bardziej zainteresowany tym blogiem lub śledzi zakładkę poświęconą Wam to wie, że jeszcze 16 rozdziałów i zakończy się druga część bloga, a zacznie się trzecia. Moja ulubiona <3 Po prostych jak budowa cepa obliczeniach ( biorąc pod uwagę rozdziały dwa razy w tygodniu) wychodzi, że koniec nastąpi za osiem tygodni, czyli dwa miesie :D

Teraz przedstawię najgorszy, a jakże żenujący trailer reszty rozdziałów Big Time Problems. Choć raz przeczytacie to potem zapomnicie:

71 - będzie namiętnie
72 - będzie lajtowo i trochę zabawnie
73 - nic specjalnego
74 - przełomowy moment w życiu Carlita
75 - będzie wielkie WTF?
76 - dzida. Opadną kopary
77 - kombinatorka
78 - skrywana tajemnica Marli wyjdzie na jaw
79 - będzie drastycznie. Zawał
80 - trudno określić...
81 - będzie boleśnie
82 - będzie się działo show. Scena z filmów akcji
83 - będzie spokojnie. Pożegnanie
84 - wyrównanie starych rachunków
85 - wesoło i romantycznie
86 - niespodzianka. Koniec

Dziwne, nie? Nie wymagajcie ode mnie więcej o godzinie nocnej. Zresztą zobaczcie o której to dodałam. Idę spać. Ja się żegnam. Do soboty :*

sobota, 20 września 2014

Rozdział 69

Z samego rana Marla wzięła się za rozpakowywanie reszty swoich rzeczy. Okazało się, że jest tego więcej niż się spodziewała. Na szczęście miejsca w tak dużym pokoju nie zabrakło. Rozpakowanie i postawienie wszystkiego na miejsce zajęło mniej czasu niż tego spakowanie. W końcu skończyła. Rozejrzała się po wnętrzu jeszcze raz. Musiała przywyknąć do nowego miejsca. Poszła do salonu. Usiadła na skórzanej sofie i włączyła wielki plazmowy telewizor. Wszystko tu było takie wielkie, nawet lodówka. Zamiast zwykłej otwieranej przez jedne drzwiczki, miała dwie. Wszystko było albo o dwa razy większe albo posiadało coś podwójnie. Czuła, że nim się obejrzy, się przystosuje. Niespodziewanie usłyszała dzwonek do drzwi. Podbiegła zobaczyć kto to.
- Widzę cię!- pomachał do okna Logan. Natychmiast mu otworzyła. Niósł talerz z kruchymi ciasteczkami.
- Proszę sąsiedzie.- wpuściła go do środka.
- Dziękuję. Jesteś tu nowa i pomyślałem, że przywitam sąsiadkę czymś słodkim i kokosowym.
- Uwielbiam kokosy. Sam piekłeś?
- Przecież nie umiem piec ciastek.- zaśmiał się sam z siebie. Przeszli do kuchni.- I jak ci się tu mieszka?
- Nie mogłam zasnąć z wrażenia.
- Hmm… zaraz będę musiał iść. Mamy dużo pracy.
- Szkoda…- zasmuciła się.
- Ale mam jeszcze pięć minutek.- wstał po szklankę. Gdy się podniósł, uderzył nosem o kant szafki ściennej.- Ach!- złapał się na nos. Marla podeszła do niego.
- Nic ci nie jest?- zmartwiła się.
- Tylko się walnąłem. Zapomniałem, że tu jest w ogóle jakaś szafka.
- No chodź…- pocałowała go w obolały nos, a potem przyłożyła mu paczkę zimnego mięsa w to miejsce. Logan odłożył po chwili mięso do lodówki i jeszcze raz delikatnie dotknął nosa. Było już o wiele lepiej.- Mam się tobą zaopiekować?- spytała nie oczekując odpowiedzi. Pocałowała go w usta. Nie spodziewała się jego reakcji. Złapał ją za ręce i delikatnie odsunął od siebie.
- Muszę już iść.- wyszedł szybko z mieszkania. Marla nie potrafiła zrozumieć tego co zrobił. Wydało jej się to dziwne.
Logan wrócił do domu. Kendall przyjrzał mu się.
- Co ci się stało w twarz?- spytał.
- Walnąłem się w nos. Widać?
- Taką czerwoną kreskę masz…- odpowiedział.
- A no byłem u Marli i…
- Dziewczyna go bije! Ha, ha!- zaśmiał się Carlos.
- Jedziemy czy nie?- zmienił temat brunet.
- Bo się spóźnimy!- pospieszył ich James.

Marla nie miała co ze sobą zrobić kiedy wróciła z pracy. Dała cynk Lucy, że zaraz będzie u niej. Pierwszy raz pukała do tych drzwi. Kiedy je otworzyła, Lucy siedziała nad paczkami. Było jasne, że przenosi się do Diany. Marla podeszła i pomogła spakować ostatnią paczkę.
- Zostaw te pudła. Jason je będzie dźwigał.- wypuściła powietrze.
- A jednak skorzystałaś z propozycji.
- Tak będzie najwygodniej dla wszystkich. Zastanawiałam się w nocy, z którą z nich zamieszkać. Łatwo nie było. Diana jest fajna, a z Camille dawno się nie widziałam. Jednak ostatnio zbliżyłam się do Diany, więc postanowiłam. A co tam u ciebie?
- Zaczynam podejrzewać, że Logan wystraszył się tego, że powiedziałam mu o tym, że jestem dziewicą.
- Dlaczego?- zaciekawiła się.
- Ostatnio jest taki mało czuły, trzyma mnie na dystans. A dzisiaj jak go pocałowałam to odsunął mnie od siebie. On tak nigdy nie reagował. I myślę, że to właśnie przez to.
- Tylko nie mów mu tego prosto w twarz. To są mężczyźni, oni myślą inaczej. Dam ci radę. Przekonaj go do siebie.
- Jak?
- Musisz mu pokazać, że jesteś pewna swego i wiesz czego chcesz jeśli tego chcesz oczywiście…
- Tak.- kiwnęła głową.
- To świetnie. Musisz być kokieteryjna, uwodzić spojrzeniem i każdym gestem. Na Jamesa działa.- uśmiechnęła się.- Wracając… Spraw żeby mu było gorąco na twój widok, prowokuj go.
- Prowokuj?- powtórzyła niepewnie.
- No wiesz… zalotne poprawianie włosów, bliższe podejście, seksowna gra. A najlepiej to podrasowanie wyglądu na bardziej uwodzicielski. Tobie niczego nie brakuje, ale powinnaś pokazać trochę więcej swoich atutów. Mówię ci. Złapie się na to jak nic.
- Myślisz?
- Ja mogę ci pomóc. Możesz oczywiście kupić coś nowego, a w starych ciuchach nie zakrywaj się jak zakonnica. Patrz. Masz koszulę zapiętą pod samą szyję.
- Mam odpięty jeden guzik.- wtrąciła.
- To za mało. Pokaż trochę piersi. Nie ma się czego wstydzić, wyglądasz świetnie.
- Nie wstydzę się, po prostu tak już się ubieram.
- Nie chcę zmienią twojego imagu. Tylko go podrasuj. A kiedy dojdzie już coś do czegoś… wiesz jak się ubrać w tę noc, o której marzysz?
- Nie wiem… jeszcze nie myślałam o tym. Nie mam zaprogramowane żeby natychmiast wskoczyć mu do łóżka.- zmarszczyła brwi. Nie chciała przerywać Lucy, bo widziała jak się nakręciła i trochę ją to śmieszyło.
- Najlepiej coś co można szybko ściągnąć. A jeśli chodzi o bieliznę…
- Wystarczy.- zaśmiała się.- Zrozumiałam.
- Pamiętaj. To czego potrzebujesz to już masz.- rozmawiały jeszcze długi czas.

Marla postanowiła posłuchać Lucy. Pomyślała, że James musi być ogromnym szczęściarzem jeśli ma taką dziewczynę jak ona. Poszła do łazienki i zaakcentowała bardziej swój makijaż. Poprawiła też fryzurę. Przeszukała szafę. Znalazła na samym końcu granatową sukienkę, którą zazwyczaj jak już ją założyła raz na jakiś czas to tylko z żakietem, ponieważ miał za duży dekolt, przynajmniej jej się tak wydawało. Sukienka sięgała prawie do kolan i była na dole rozkloszowana. Pomyślała, że idealnie będą do tego pasować czerwone szpilki. Poperfumowała się, a następnie zadzwoniła do Logana pytając czy jest w domu. Na jej szczęście tak było. Podekscytowana i pewna siebie chciała zapukać do ich drzwi. Nie zdążyła, bo Kendall i James właśnie wychodzili. Byli pod wrażeniem jej wyglądu.
- Gdzieś się wybierasz?- spytał Kendall.
- Nigdzie. Nie mogę sobie paradować w takich ubraniach po ulicy?- spytała.
- Oczywiście, że możesz.- odpowiedział.
- Świetnie wyglądasz.- skomplementował James.- Kendall, chodź już.
Marla weszła do środka. Carlos stał się prawie niewidoczny, ponieważ siedział na schodach zapatrzony w laptopa. Gdyby nie jego wyrazista koszulka, nie zauważyłaby go. Logan robił kanapki.
- Hendi?- Logan usłyszał jej wołanie. Szybko odwrócił głowę, bo jeszcze nigdy nikt tak do niego nie powiedział. W momencie kiedy zobaczył dziewczynę, nóż, którym smarował chleb, wyślizgnął mu się z ręki. Przełknął ślinę i podniósł nożyk. Kanapki przestały go nagle interesować. Marla udała, że nie ma Carlosa w tym pomieszczeniu, nie przejęła się jego obecnością.- Masło.
- Co?- zapytał wyrwany z rozmyślań. Spojrzał w dół.- A, tak.- chciał złapać za ściereczkę, ale szatynka była szybsza. Wzięła ją do ręki i specjalnie schyliła się na lekko zgiętych kolanach odwrócona od niego zmywając masło z posadzki. Logan nie mógł się powstrzymać żeby nie spojrzeć na jej postawę. Zaczął jeździć paznokciem po blacie. Marla podniosła się delikatnie i poprawiła zalotnie włosy. Podeszła do niego, aby odłożyć ścierkę lecz zrobiła to w taki sposób, że położyła ją za jego plecami żeby zbliżyć do niego swoje piersi. Logan przegryzł wargę i podniósł wzrok do góry kiedy maksymalnie się do niego zbliżyła. Poprawił kołnierzyk od koszuli.- Czujesz jak tu gorąco?- udało mu się wyminąć jej ciało. Podszedł do okna i je otworzył.
- Coś się stało?- stanęła za nim mówiąc przyciszonym głosem do jego ucha.
- Nie, nie. Wszystko jest ok. Po prostu ładnie wyglądasz.- powiedział patrząc w okno. Próbował się skoncentrować, ale czuł jej ciepły oddech na ramieniu. Skradła mu buziaka w policzek. Logan lekko przechylił głowę. Zamknął na chwilę oczy. Odwrócił się i posłał jej krótkiego cmoka na usta.- Muszę iść do łazienki.- znów ją wyminął. W dodatku poszedł do łazienki na górze, choć na dole miał bliżej. Carlos obejrzał się za nim, bo prawie go kopnął gdy korzystał z Internetu. Jednak zaśmiał się do siebie pod nosem. Marla podeszła do niego.
- Carlos? Czy ja robię coś nie tak?- spytała szepcąc.
- Dziewczyno, on cię zjada wzrokiem.- podniósł nos znad urządzenia.
- To o co chodzi?
- Myślę, że ty wiesz o co chodzi. Słyszałem przez przypadek co powiedziałaś Loganowi w szpitalu. Spokojnie, nikt się nie dowie.- dodał szybko.
- Czyli on się boi? Wystraszyłam go, tak?
- Nie…- machnął ręką.- Niestety muszę zgodzić się z Jamesem. Logan to zbok i ma niegrzeczne myśli. Zjawiasz się wyglądając jak do zjedzenia i wpada w szał. On się powstrzymuje, a ty go kusisz. Niektórzy faceci wtedy wolą się odsunąć na bok, bo nie wiedzą czy dziewczyna tego chce i czy jest gotowa. A Logan najwyraźniej boi się tylko o to zapytać. On szaleje za tobą, widzę to stąd. Wygląda na to, że nie chce się narzucać. Zbok, ale kulturalny.- uśmiechnął się.
- Przecież nie zrobi mi krzywdy. Czy on jest ślepy? Weź z nim porozmawiaj.- poprosiła go.
- Co? Ja? Nie wiem czy to dobry pomysł…- podrapał się po głowie.
- Daj mu tylko do zrozumienia, że…- w tej chwili drzwi od łazienki się otworzyły.
- Wyjdź na zewnątrz.- szepnął Carlos.- Spróbuję.- puścił oczko.- Daj mi trzy minuty i wejdź z powrotem.- dziewczyna po cichu wyszła na taras.
Usiadła w swojej kreacji na tarasie. Spojrzała w czystą taflę wody w basenie gdzie odbijały się promienie słoneczne. Czas dłużył się jej niemiłosiernie. Nie wiedziała jak Carlos otworzy mu oczy, ale w tym momencie jej los był w jego rękach. Po trzech nieznośnie długich minutach Marla chciała wstać. Nie zrobiła tego, ponieważ Logan przyszedł na taras z dwoma szklankami napoju w rękach. Podaj jej jedną i usiadł obok niej.
- Musiałam się przewietrzyć. Tam rzeczywiście było strasznie gorąco.
- Słuchaj…- podrapał się w policzek małym palcem gdy postawił szklanki.- Tak sobie pomyślałem, że może dasz się zaprosić na kolację.
- Bardzo chętnie.- siorbnęła soku.- Gdzie i kiedy?
- Jutro.- spojrzał jej głęboko w oczy.- Tylko ty i ja, u mnie o dwudziestej. Przygotuję coś dobrego.- mówił to tak pewnie, jednak dało się wykryć delikatne przejęcie.- Co ty na to?- czekał na jej odpowiedź ze spleconymi palcami u rąk. Marla nie wiedziała co Carlos mu powiedział, ale najwyraźniej poskutkowało.
- Nie mogę się doczekać.- schowała wstydliwy uśmieszek gdy piła sok. Zbliżyli się do siebie składając pocałunek na swoich ustach.
Rozmawiali jeszcze godzinę o rzeczach przeróżnych. Marla musiała się potem zbierać na spotkanie w agencji Cascade. Teraz nie miała na to ochoty i wolała zostać z chłopakiem. Jednak taka jest praca, są pewne wyrzeczenia.

Wieczorem James i Kendall wrócili z Palmwoods. Logan i Carlos zagapili się patrząc w laptopa. James zaciekawiony spojrzał Carlosowi przez ramię. Szatyn zobaczył na swojej tablicy na Twitterze przesłane zdjęcie ze szpitala, które wtedy zrobił.
- Miałeś tego nie wstawiać!- krzyknął strasząc siedzącego z przodu Carlosa i Logana. Aż podskoczyli z wrażenia.
- Powiedziałem, że wstawię po fakcie. No patrz jak świetnie wyglądasz.- wyszczerzył się.- Nawet na łóżku szpitalnym robisz wraże…- nie dokończył, bo James rzucił się na niego. Ten mu się wyrwał i zaczął uciekać. W końcu dorwał go na podłodze i szarpał. Carlos bronił się oraz śmiał jednocześnie. To nie była prawdziwa bójka tylko zwykła szarpanina.
- Wstawię twoje zdjęcie z imprezy jak udajesz psa!- powiedział Carlosowi o jego planie zemsty.
- Spróbuj tylko!- zagroził mu leżąc głową na dywanie. Logan patrzył na nich śmiejąc się. Kendall przeszedł obok nich jakby to co robili było codziennością.
- Mógłbyś przynajmniej spojrzeć…- wtrącił Logan patrząc na zdjęcie Jamesa z kawałkiem gazy z bandażem na głowie i Carlosem, który swoją głową wszedł w połowę kadru.- Masz prawie pięć tysięcy komentarzy, a minął kwadrans.
- CO?- podniósł głowę James.
- Mój biedny James… żeby tylko wrócił do zdrowia. Albo to- Co mu się stało? Czy on żyje?- Logan czytał komentarze.- Kocham BTR. Kocham Jamesa. Co sobie zrobił? Ten kto mu to zrobił gorzko tego pożałuje. No chyba nie będziecie odpisywać jak to się stało? O! to jest the best!- uśmiechnął się Logan.- Marzę o byciu pielęgniarką żebym mogła zająć się takim seksownym pacjentem.
- Daj mi to.- szatyn podniósł laptopa z jego kolan. Na szybkiego przeleciał wzrokiem część ostatnich komentarzy uśmiechając się. Patrząc na taką troskę ze strony fanów, przestał się złościć. Zwrócił się do Carlosa.- Tym razem ci się upiekło, ale następnym razem mógłbyś uprzedzać. Kiedy Kendall znowu pojawił się w salonie, Logan przypomniał sobie coś ważnego.
- Ej! Słuchajcie mnie wszyscy.- zwrócił na siebie uwagę brunet.- Nie wiem jak to zrobicie, ale jutro macie się ulotnić do siódmej i nie wracać na noc.
- A co? Szykujesz bibę bez nas?- zapytał się podejrzliwie James.
- Spoko. Ja mam załatwione.- Carlos posłał mu porozumiewawcze spojrzenie. Kendall to zauważył i się domyślił.
- Da się załatwić.- blondyn klepnął przyjaciela po ramieniu.
- Dlaczego tak wszyscy patrzycie się na siebie dziwnie, a ja nie wiem o co chodzi?- zmrużył oczy James.
- Randkę mam.- uśmiechnął się Logan.
- Aaaa…- rozjaśniło go i klepnął się w czoło.- Jestem głupi.
- Raczej nieogarnięty.- poprawił Kendall.
- Co ty gadasz Kend?- wtrącił Carlos.- Przecież on jest głupi.- James spojrzał się na niego wzrokiem mordercy.- I do tego łatwo wyprowadzić go z równowagi.
- Chcesz jeszcze raz przekonać się na własnej skórze?- powoli odpuścił mówiąc na żarty.
- O niczym innym nie marzę.- wyszczerzył się złośliwie.
- Uspokójcie się- usiadł Kendall.
- Dobrze, mamo!- zaśmiał się Carlos.





* Czy Wy widzicie jaki mamy numer rozdziału? A wiecie co przepowiada ta liczba? Czy wiecie co wkrótce tu się może wydarzyć? Huehue If You know what I mean? :D
Przez chorobę nie mam głowy do trailerowania, cho c jest już ze mną lepiej. Pewnie jak to czytacie jestem w drodze do pracy albo już pracuję. Nie ma mnie dziś od 10 do 21, więc wieczorem odpiszę jak zawsze na niektóre komentarze ;)
Witam za to na pokładzie nową czytelniczkę Dark_bunny :* Podziwiam ją, bo nadrobiła tyle rozdziałów  w dość krótkim czasie z tego co domniemywam :)
Do środy :*

PS Czy widzieliście już odmienioną zakładkę z bohaterami? Jeśli nie to zapraszam ;)

PS PS Ludzie! Czy Wy widzicie to co ja? Czy mnie oczy nie mylą? To już 20 000 wyświetleń!!! Mam ochotę wykonać taniec szczęścia i nie przeszkadza mi to, że jestem chora! No szok! O wow!  Dziękuję <3




# Translate

# Znajdź rozdział