środa, 19 marca 2014

Rozdział 21

Gustavo nie był zadowolony, że ich dotychczasowa współpraca uszła w niepamięć. Stwierdził też, że jeśli w ciągu tygodnia nie zauważy poprawy to będzie musiał ją zastąpić kimś innym. Następnego dnia rozmawiali z lekarzem. Doktor stwierdził, że rany dobrze się goją, a głowa po wstrząsie nie miała dalszych komplikacji. Najgorszym problemem było to, że nie pamiętała ostatniego czasu ze swojego życia. Gdy doktor zobaczył w jak wielkiej grupie odwiedzają pacjentkę, natychmiast ograniczył liczbę wizytujących do dwóch osób. Postanowili połączyć się w pary i o każdej porze dnia przychodzili na zmianę. W ten sposób dotrzymywali jej towarzystwa. Logan przychodził sam o dziesiątej rano, Kendall i Carlos o drugiej, a James i Lucy po południu o piątej. Nadszedł dzień jej urodzin. Tutaj postanowili zrobić wyjątek i razem do niej przyjść. Oczywiście zapomniała, że dziś są jej urodziny, ale była mile zaskoczona. BTR zaśpiewali jej urodzinową piosenkę, a Lucy grała na gitarze. Zrobili to po cichu, aby nie przeszkadzać zbytnio pacjentom za ścianą. Złożyli jej życzenia i zjedli mini torcik.
Tak mijał już piąty dzień, a poprawy w jej pamięci nie uległy żadnej poprawie. Miło jej się słuchało wszystkich opowieści, ale żadnej nie kojarzyła. Nikt nie mógł jej powiedzieć, że może wrócić do domu, bo się załamie. Zostały dwa dni, a Logan nie wiedział co zrobić. Błagał Gustavo, aby był człowiekiem. Ten się zgodził, aby dłużej dochodziła do siebie, ale niestety w tym tygodniu musi odzyskać pamięć. Logan przeszukał w Internecie wszystko związane z zanikiem pamięci krótkotrwałej, ale nie znalazł nic, co by przyniosło jakieś skutki. Tylko James wciąż powtarzał teorię o swoim szoku, a Carlosowi jeszcze raz zdarzyło się przypomnieć o patelni. Wszyscy chcieli jej pomóc, chociaż nikt nie wiedział jak.
Następnego dnia Logan przyjechał do szpitala przygnębiony. Jutro miał być ten dzień kiedy Gustavo miał zrezygnować ze współpracy z nią. Od początku dnia myślał tylko o niej. Nie chciał się z nią żeganć. Nikt nie chciał. Wszyscy bardzo ją polubili. Z jej powodu tak dręczyło go sumienie, że wolał być na jej miejscu niż żyć z tą męką. Logan usiadł obok jej krzesła i spuścił głowę.
- Czemu jesteś smutny?- spytała go. Pierwszy raz nie cieszyła się gdy przyszedł. Wiedziała, że coś jest nie tak.
- Bo nie mogę nic zrobić. Jestem beznadziejny…- przeczesał palcami w jedną i w druga stronę swoje włosy.
- Nie jesteś beznadziejny. Jesteś najfajniejszym kolegą jakiego mogłam tylko mieć. Jesteś mądry, utalentowany, dowcipny, wysportowany, przystojny…- mówiła tak rumieniąc się patrząc gdzieś wzrokiem wbitym w kołdrę.- Wiesz, że nigdy nie spotkałam chłopaka, który jednocześnie jest taki inteligentny i wysportowany? Zazwyczaj albo chłopak kuje w szkole będąc nerdem, który tonie w książkach albo jest super przystojnym mięśniakiem, który może mieć każdą laskę. Rzadko pojawia się w moim życiu połączenie tych dwóch typów. A ty jesteś idealny. Siedzisz tu ze mną choć nie musisz. Masz dużo spraw na głowie, a przychodzisz do mnie.- miętoliła w dłoniach kawałek kołdry. Nastała cisza.- Powiedz coś. Może ty teraz opowiesz coś o mnie miłego na poprawienie dnia?- Logan podniósł głowę i pomyślał czemu nie.
- A jak odzyskasz pamięć to być może nie będziesz o tym pamiętać…
- Tym bardziej. Co ci szkodzi?
- A więc… Kiedy pierwszy raz zobaczyłem cię w windzie… Było to krótko, ale pamiętam, spowodowałaś uśmiech na mojej twarzy. A potem kiedy patrzyłem ci w oczy wiedziałem, że jesteś kimś wyjątkowym. Reszta nie miała żadnego znaczenia. Miło nam się rozmawia. Myślę, że się nawet rozumiemy. Tak… ty też jesteś piękna i utalentowana oraz mądra… też jesteś idealna.- spojrzał w jej magnetyczne oczy, które wirowały po jego twarzy. Patrzył na nią. Jego serce wypełniało teraz ciepło. Jakby nagle wszystkie jego problemy zniknęły. Przybliżył do niej krzesło jeszcze bliżej tak, że bliżej się nie dało.- Teraz dotarło do mnie, że nie tylko to, że cię lubię i czuję się winny twojemu nieszczęściu to wiem po co jeszcze tu przychodzę. Zauważyłem, że przychodzę do ciebie zmartwiony, a wychodzę szczęśliwy. Sprawiasz, że każdy mój dzień staje się lepszy. Ja chyba…- nie dokończył. Serce zabiło mu mocniej, przybliżył twarz do jej twarzy i namiętnie zaczął ją całować. Przyłożył ciepłą dłoń do jej policzka. Marla nie opierała się mu, ale całowała go cała sparaliżowana. Logan przestał, bo wskaźniki na monitorze zaczęły nagle rosnąć. Chłopak spojrzał jak szybko wzrosło jej ciśnienie, jak serce zaczęło pulsować. Spojrzał teraz na nią. Nie ruszała się. Z lekko rozwartymi ustami nie zamkniętymi po pocałunku patrzyła na niego. Oczy miała wielkie jak spodki od talerzyków. Zaczęło dziać się z nią coś niepokojącego. Podparła się na łokciach, zaczęła szybciej oddychać. Ogarniała przerażona cały pokój wzrokiem. Dotknęła swojej głowy muskając bandaż.
- Logan?- patrzyła na niego z przerażeniem.
- Nic ci nie jest? Wyglądasz… na przerażoną. Ja nie chciałem nic ci zrobić!- przestraszył się.
- A co mi złego zrobiłeś? Co ja tu robię?- rozejrzała się. Wyjęła komórkę z szufladki i jęknęła.- Czy ja byłam nieprzytomna przez sześć dni? Co się stało?
- A co pamiętasz?- ożywił się jeszcze bardziej.
- Trochę jak przez mgłę, ale wracałam do hotelu po tym jak ćwiczyliśmy choreografię i wtedy ten samochód jechał na ciebie…
- Odzyskałaś pamięć!- wstał Logan uśmiechając się.- Jeny! Co za szczęście!- z radości ucałował ją w policzek.
- Ok Logan.- odwzajemniła uśmiech i lekko pogładziła policzek gdzie wcześniej spoczęły jego miękkie usta.- Co się stało? Powiesz mi w końcu?- Logan w skrócie opowiedział jej co się wydarzyło przez ostatnie dni. Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć, ale czuła, że to prawda. Chłopak zadzwonił do Kendalla każąc mu zebrać wszystkich do szpitala wyjaśniając tylko, że Marla odzyskała pamięć.
- Tak się cieszę! Gustavo chciał już szukać kogoś na twoje miejsce.- Marli nie zaskoczyła ta wiadomość.
- Logan… zabierz mnie stąd. Nie chcę tu być. Nienawidzę leżeć w łóżku i nic nie robić. Przyprowadź lekarza. Chcę się wypisać!- walnęła pięścią o materac jak zezłoszczone dziecko.
- Teraz nie możesz. Poczekaj jeszcze trochę, nic nie wiadomo.- usiadł na jej łóżku obok kolan.- Pamiętasz więc tamten dzień?- kiwnęła głową niepewnie.- Dlaczego to zrobiłaś?
- Dlaczego co zrobiłam?
- Dlaczego ratowałaś mnie siebie narażając?- Logan myślał, że po sześciu dniach w końcu się tego dowie.
- Jesteśmy kwita. Ty uratowałeś mnie, ja ciebie. Nie ma problemu. Zareagowałam tak jak ty, więc chyba wiesz. Czy to nie wystarczające wytłumaczenie?- Marla ukryła przed nim, że zrobiła to, bo go kochała. Nie chciała komplikować sprawy.- Proszę. Zawołaj lekarza.- Logan wstał i poszedł do lekarza.
- Witam pacjentkę.- przyszedł po chwili doktor z chłopakiem.- I jak tam głowa?
- W porządku. Mam taką nadzieję. Już nie boli tak bardzo, ale wciąż muszę spać na boku.
- I jeszcze długo tak będzie. Dowiedziałem się, że przypomniała sobie Pani wszystkie zdarzenia. W takim razie będę mógł poinformować policję, że jest Pani zdolna do złożenia zeznań.
- Policji?- jęknęła.
- Tak.
- Kiedy będę mogła wyjść ze szpitala? Nie mogę tu być. Ja muszę pracować.
- Rozumiem, ale zdrowie jest najważniejsze. Zapiszę spotkanie ze specjalistą. Jeśli stwierdzi, że wszystko w porządku to za góra trzy dni będzie mogła Pani mogła opuścić szpital. No i jeszcze umówimy się na zdjęcie szwów.
- Goliliście mi włosy?- spytała jęcząc i jednocześnie próbując wymacać jakieś braki.
- Tylko trochę, ale jest to niewidoczne. Górna partia włosów dobrze to kryje. Dobra fryzura i będzie w porządku.- uśmiechnął się.- Jeszcze się zobaczymy.- wyszedł. Patrzyli jak wychodzi.
- Policja…- jeszcze raz to sobie powtórzyła.
- My już mamy to za sobą. Muszą dowiedzieć się twojej wersji wydarzeń. Możliwe, że nie obędzie się bez sprawy sądowej. Bitters został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku. Może posiedzieć rok lub dwa. Na razie pozwolili mu pracować w hotelu, ale odebrali kompletnie prawo jazdy…które było nieważne. A potem go zastąpią kimś nowym.
- Nie wiedziałam, że to wszystko tak się potoczy. Jakby tobie to się stało to wszystkie Rusherki same by go rozerwały na strzępy. Uratowałam cię nie tylko przed tym.- wskazała palcem na swoją głowę.- Ale też przed mediami.
- Długo będę ci wdzięczny.
- Daj spokój. Żartowałam. Słyszałeś. Niedługo stąd wyjdę, więc możesz powiedzieć Gustavo, że nigdzie się nie ruszam.
- I myślisz, że ci pozwolimy ot tak wrócić do pracy kolejnego dnia?- zakpił z niej.- Będziesz siedzieć w domu i wypoczywać.
- Nie mogę. Muszę nadrobić zaległości. Oj… na razie nie chcę o tym myśleć.- ktoś nagle zapukał do drzwi. Cała reszta wparowała do sali. Widać, że lecieli na sygnale, bo strasznie dyszeli. Marli było miło, że im na niej zależy. Czuła, że ma na kogo liczyć.
- Kendall, James, Carlos i Lucy!- uśmiechnęła się do nich szeroko.- Całe sześć dni was nie wiedziałam.
- Czyli już mnie pamiętasz?- zapytała rockmenka.
- Oczywiście, że pamiętam. Wszystko pamiętam. Możliwe, że za trzy dni wyjdę ze szpitala.
- To super.- ucieszył się Kendall.- Ale tych ostatnich dni w szpitalu nie pamiętasz?
- No niestety… ale przecież nic się nie wydarzyło ciekawego będąc tutaj, co?
- Nie, ależ skąd.- machnął ręką Carlos.
- I tak nagle sobie wszystko przypomniałaś?- niedowierzał James.- Logan? Byłeś tu, więc musiałeś widzieć. Co się stało, że sobie przypomniała?
- Walnąłeś ją patelnią?- zaśmiał się Carlos. Lucy go szturchnęła.
- A może ją konkretnie zszokowałeś?- założył ręce James patrząc na niego przeszywającym spojrzeniem. Marla patrzyła się na wszystkich. W sumie też chciałaby wiedzieć jak to się stało. Czy coś to spowodowało czy tak samo z siebie.
- Szok?- mruknął sam do siebie. Zastanawiał się czy było możliwe, że ten pocałunek jakoś wpłynął na to zdarzenie. Widział jak na to zareagowała. Czy doznała wtedy tak wielkiego szoku, że podziałało? Czy to w ogóle możliwe? Koledzy widzieli, że się spiął. Woleli więc na razie nie drążyć tematu.
- To wspaniale. Tęskniłam za tobą. W tym domu inaczej się mieszka bez ciebie.- przysiadła się Lucy.
- Jak dobrze, że wszystko wraca do normy.- westchnęła obandażowana.- Chcę już wrócić do domu.



* No i proszę! Marli wróciła pamięć. Jakże Logan musi na nią działać :) No to jest dopiero szok. Pierwszy kiss, no i jest Margan :) Czy jest wam smutno, że tego nie pamięta i czy Logan coś z tym zrobi? Piszcie kochani!
Wiadomość do Beti96: Beato, rozerwę Cię na strzępy przy najbliższej okazji!
Dla niewtajemniczonych: otóż beti napisała wcześniej, że zamierzam założyć drugiego bloga co nie jest prawdą. Ja nie mam czasu, ja pisze w maju MATURĘ!!!Musiała się chyba przesłyszeć, ponieważ miałam zamiar napisać kilka jednorazówek na swoim blogu a nie tworzyć do tego specjalnie nowego. Ale jeszcze dam Wam znać co z tymi 1-razówkami jeśli oczywiście chcecie takie w moim wykonaniu.

PS Dziękuję Olivii Maslow za przeczytanie mego bloga i Mai R za udostępnienia :)
PS PS Pod ostanim postem Info powstało wielkie poruszenie ( głównie przez BTChrisa i "śledztwem" w wiadomo jakiej sprawie). Cieszyłabym się gdyby równie tyle komentarzy pojawiało się pod resztą rozdziałów. Ja wiem doskonale, że  czytacie ;) Nie wiem czy Wam się nie chce skrobnąć dobrego słowa, albo co innego. Nie zmuszam nikogo, ale mnie by to uszczęśliwiło, bo jestem głupia i cieszę się nawet z namniejszych rzeczy jak małe dziecko :D Mam nadzieję, że ogarnęliście ten pocisk informacji i wypowiecie sie zarówno na temat posta i tych moich ogłoszeń.
Do soboty! Bye bye :*

poniedziałek, 17 marca 2014

INFO

Postanowiłam jak to będzie dalej z częstotliwością wstawiania postów. Cieszy mnie, że chcecie więcej. Więc tak... do podjęcia ostatecznej decyzji naprowadziła mnie Stelss :* Otóż posty będą pojawiać się naprzemiennie. Jednego tygodnia po dwa ( środa i sobota) a kolejnego po trzy ( wtorek, czwartek i sobota). I tak w kółko. To daje nam piękną sumę 10-ciu rozdziałów miesięcznie :) Nie za mało i nie za dużo, w sam raz. W tym weeku lecimy jeszcze z dwoma, a od kolejnego z trzema. Na wszelki wypadek gdyby ktoś nie orientował się, pod każdym postem będę pisać kiedy pojawi się następny. No i jeszcze jedno. Trzeba będzie pożegnać się w takim razie z niedzielnymi bonusami ;) Ale nie smutajcie się.
Tak odbiegając od tematu chcę Was się zapytać (miałam już to zrobić jakiś czas temu, ale ciągle zapominam) czy to prawda, że Makenzie Vega jest dziewczyną Logana czy to jakieś plotki? Na insta Vegi mają razem pikną fotkę ^^
No to do środy :)


niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 20

Następnego dnia Logan wstał wcześniej. Nie mógł spać. Rzadko coś gotował, a teraz wyciągnął jajka i wbił je na patelnie. Camille znów dobijała się do niego. Tym razem postanowił odebrać telefon, bo wiedział, że i tak od niej nie ucieknie. Jako wymówkę powiedział jej o wypadku i cały czas był w szpitalu. Camille od razu przestała się denerwować na niego tylko przejęła się nieszczęśliwym losem koleżanki. Kazała mu ją pozdrowić od niej i pożegnała się. Logan zagapił się trochę i przypalił delikatnie jajecznicę. Ostatecznie spróbował jej oraz stwierdził, że jest jadalna i podał ją sobie na talerz. Kiedy ją zjadł, do kuchni przyszli James i Carlos narzekając dlaczego nie zrobił im śniadania. Logan poszedł oporządzić się w łazience i ubrał się.
- Logan! Twój telefon dzwoni!- krzyknął James. Najwyraźniej musiał go zostawić na stole gdy jadł.- To Gustavo!
- Gustavo?!- Logan przybiegł i sięgnął po niego. Rozmowa trwała krótko, a Logan już się poddenerwował.
- I co powiedział?- zapytał Carlos wcinając płatki.
- Marla obudziła się. Jadę do niej. Zdenerwował mnie, bo obudziła się przed jedenastą wieczorem, a dzwoni do mnie następnego dnia.
- Leciałbyś o tej porze do szpitala?- zmarszczył brwi szatyn.
- Tak!- zamknął za sobą drzwi.
Gdy był już w szpitalu, od razu pomaszerował do jej sali. Zapukał dla pewności, a następnie otworzył drzwi. Trafił nie w porę, bo jeszcze spała. Usiadł przy niej tak jak wczoraj i czekał aż się obudzi. W pomieszczeniu było dość zimno, więc podszedł do okna i je zamknął. Trzeszczący uchwyt wywołał niewielki hałas. Wrócił szybko na miejsce. Marla poruszyła ręką, która osunęła jej się z nogi. Delikatnie podniosła powieki i znów zamknęła nie zauważając gościa. Po chwili ponownie je otworzyła. Spojrzała się w sufit, oblizała suche usta i wzięła głęboki wdech. W końcu spostrzegła, że obok ma gościa. Logan uśmiechnął się do niej. Ona była zbyt zmęczona, aby coś powiedzieć. Dziewczyna patrzyła na niego nic nie mówiąc. Logan był przejęty tym, że nie zareagowała w żaden sposób.
- Cześć.- postanowił przerwać ciszę. Nie odezwała się.- Hej. Pamiętasz mnie?
- Logan Henderson?- wyszeptała.- Dlaczego musisz mnie widzieć w takim stanie?- zasłoniła oczy dłonią.
- Tak, to ja.- zdziwiło go sformułowane pytanie, ale cieszył się, że nie ma amnezji.
- Co Logan z BTR u mnie robi? Ale jestem farciarą…- mówiła do siebie.- Dasz mi swój autograf?- zapytała go.
- Nie wygłupiaj się. Masz mój autograf.- Logan nie wiedział jakie leki podają w tym szpitalu, ale teraz miał pewność, że są mocne.
- Przecież bym pamiętała…Pomóż mi się stąd wydostać. Ja mam konkurs. Ja muszę na nim być, muszę go wygrać.
- Co ty bredzisz? Zaraz, zaraz…- coś tu się nie układało. Logan wpadł na pomysł.- Kiedy przyleciałaś do Ameryki?
- Dzisiaj, a teraz jestem tutaj. Nikt o mnie nie wie? Gdzie jest Diana?- wymamrotała.
- Marla? Kim jest Camille? Jo, Lucy? Którakolwiek z nich.
- Nie wiem…
- O mój Boże. Masz amnezję.- złapał się za głowę.
- Nie mam. Wiem przecież jak się nazywam, gdzie mieszkam.
- Ale nie pamiętasz zapewne jak się tu dostałaś i nie wiesz, że od trzech tygodni jesteś w Ameryce. Poznaliśmy się. Cały zespół poznałaś.- próbował przypomnieć jej Logan.
- Tak? Czyli wygrałam? Ale ja nic nie pamiętam.- do sali wszedł lekarz.
- Panie Doktorze!- wstał Logan.- Ona nie pamięta ostatnich trzech tygodni ze swojego życia!
- Jest Pan pewien?
- Tak! Twierdzi, że przyleciała dziś do Ameryki, a było to trzy tygodnie temu i nie pamięta niczego z tego okresu.
- Zanik pamięci krótkotrwałej. Na szczęście da się to przywrócić, ale potrzeba czasu. Pacjentka może nawet sama sobie później zacząć przypominać. Najważniejsze jest teraz, aby nie zasypywać jej mózgu zbyt wielką ilością informacji. To musi dziać stopniowo. Jeśli tak się nie stanie będzie potrzebna pomoc specjalisty.
- Czyli my naprawdę się znamy?- zapytała dziewczyna. Logan smutnie potakiwał głową.
- A jak się dzisiaj czuje nasza pacjentka?
- Dobrze. Jak się tu znalazłam?- oczekiwała szybkiej odpowiedzi.
- Zadrasnął cię samochód. Straciłaś równowagę i upadłaś na kamień.- odpowiedział Logan.
- Głupie…- westchnęła.
- W porządku. Z zaistniałej sytuacji jeszcze do ciebie przyjdę.- powiedział lekarz. Spojrzał na jej kartę pacjenta, pożegnał się i wyszedł.
Pięć minut później do sali przyszła cała reszta. Kendall, Carlos, James oraz Lucy. Marli na ich widok oczy zrobiły się błyszczące. Czuła, że warto było wylądować w szpitalu, aby ich zobaczyć.
- O rany…- odzyskała swój głos już nie szepcząc.- Przyszedł do mnie cały BTR.
- Jak się masz?- zapytała Lucy.
- Dobrze, a czy my się znamy?- zmrużyła oczy próbując sobie przypomnieć.- Nie pamiętam cię.
- Nie żartuj sobie Marls.- powiedziała Lucy.
- Ona nie żartuje.- poinformował ją Logan.- Ona ma zanik pamięci krótkotrwałej. Nie pamięta nic od pierwszego dnia w Palmwoods do dzisiaj. Carlos przestał się uśmiechać. Wszyscy podeszli bliżej do koleżanki.
- A mnie pamiętasz?- spytał James.
- Jakbym mogła cię nie pamiętać.- uśmiechnęła się.- Dacie mi ten autograf zanim pójdziecie?
- O rajciu…- westchnął Carlos.- Kojarzy nas sprzed naszego spotkania. Ona wie, że się poznaliśmy?
- Powiedziałem jej.- wstał Logan ustępując miejsca Lucy.
- Czy tak już zostanie?- spytał Kendall.
- Nie, z czasem może sobie przypomnieć, ale lekarz nalegał, aby nie zasypywać jej informacjami. Wszystko należy robić powoli.
- A nie można by tak…- zawahał się Carlos.- Przyłożyć jej patelnią żeby sobie przypomniała?
- Carlos!- wrzasnęli na niego przyjaciele.
- To nie jest kreskówka!- skarcił go Kendall.
- Znam przypadki…- zaczął James.- Znam przypadki, w których na przywrócenie pamięci zadziałał pewnego rodzaju szok.
- Jaki szok?- spytała Lucy.
- No coś takiego, takie wydarzenie szokujące dla niej, że odzyska pamięć. Są takie przypadki.
- Przepraszam?- wtrąciła Marla.- Ja tu jestem i wszystko słyszę. Nie chciałabym się czegoś przestraszyć lub dostać patelnią. Wystarczająco boli mnie głowa.- spojrzała na brunetkę z czerwonymi pasemkami.- Lucy tak? Kim ty jesteś?
- Jestem twoją koleżanką i lokatorką.
- Jest moją dziewczyną.- dodał James.
- Wow. W gazetach o tym nie piszą.
- Dzięki tobie jesteśmy razem.- uśmiechnęła się do niej.
- Co ja jeszcze zrobiłam?
- Uratowałaś mnie od potrącenia samochodem i tak się tu znalazłaś.- oparł się o łóżko Logan. Nastała cisza. Marla rozejrzała się spoglądając na każdego po kolei.
- Warto było…
- Co za leki dają jej w tym szpitalu?- zdziwił się Carlos.
- Też bym chciał to wiedzieć…- zabrał głos Kendall.
- Czemu to zrobiłaś? Trzeba było ratować siebie.- odparł brunet.
- Czemu ja to zrobiłam? Nie wiem… nie pamiętam. Jestem zbyt zmęczona. Nie mogę nic sobie przypomnieć. Boli mnie głowa.
- Zostawmy ją w spokoju.- wstała Lucy.
- Tak. Niedługo mamy nagrania, nie możemy się spóźnić.- poinformował Marlę.
- Musimy wytłumaczyć Gustavo co się stało…-otworzył drzwi Kendall.
- Przyjdę jeszcze do ciebie.- machnął do niej Logan.
- Mam taką nadzieję.- odmachała mu. Patrzyła jak wszyscy wyszli, mijali się akurat z lekarzem w drzwiach. Dziewczyna szła na prześwietlenie.



* Ta daaam! No i jednak Marla ich pamięta, a jednocześnie nie pamięta. Jestem aż tak nieprzewidywalna? Beti, no nie wiem :) Jak potoczą się dalsze jej losy? Szykuję coś specjalnego na nn rozdział. To było takie uzupełnienie poprzedniego rozdzialu. Przypominam, że dziś kończy się czas do tego ważnego pytania o liczbę postów. Jutro Wam skrobnę mój werdykt :)




sobota, 15 marca 2014

Rozdział 19

Chłopaki pomyli się i przebrali. Lucy poszła do mieszkania zebrać potrzebne rzeczy dla Marli i spakowała je w torbę. Przyszła do BTR i poczekała na nich. Dwadzieścia minut później Logan i James byli gotowi.
- Gdzie Kendall i Carlos?- spytała trzymając torbę na kolanach.
- Poszli do Gustavo. Napisali, że będą z nim na miejscu.- odpowiedział James.- Jeśli go uspokoją.
- Co to znaczy?
- Gustavo ten wypadek niszczy plany. Mam nadzieję, że ma jeszcze trochę ludzkości w sobie i litości w sercu oraz nie zrobi afery. Gustavo zresztą nie może czekać dłużej niż tydzień, bo się nie wyrobi. Oby to nie trwało dłużej, bo będzie musiał ją odesłać do domu.
- Nie pozwolę mu na to.- wtrącił Logan. Nagle zadzwonił mu telefon. Wyjął go myśląc, że to Kendall, lecz to była Camille. Patrzył się w ekran aż w końcu nacisnął czerwoną słuchawkę.
- Kto to był?
- Camille. Nie chcę z nią teraz rozmawiać.- schował telefon. Po ostatniej godzinnej telefonicznej kłótni miał już dość.- Idziemy?

Pojechali do szpitala. Wszyscy spotkali się na korytarzu. Lucy położyła Marli rzeczy na krześle. Carlos siedział i rozmawiał z kimś przez telefon.
- Gdzie jest Gustavo?- rozejrzał się Logan.
- Rozmawia w środku z lekarzem. Wszedł jakieś pięć minut temu.- usiadł Kendall. Dwie minuty później, drzwi się otworzyły i ich oczom ukazał się Gustavo. Miał kamienną twarz, nie wyrażał żadnych emocji.
- Gustavo! I jak?- Logan nie mógł usiedzieć w miejscu. Czuł się za wszystko odpowiedzialny.
- Wyjdzie z tego.- powiedział krótko.
- To wiemy. A coś więcej. Mów wszystko co ci powiedział.
- Marla miała obrażenia głowy, dosyć duże…- pierwszy raz powiedział jej po imieniu, co poruszyło wszystkich.- Znaczne wstrząśnienie mózgu, na szczęście czaszka nie została uszkodzona. Straciła dużo krwi i jest po lekach, więc szybko się nie obudzi. Uderzyła się w potylicę, ale lekarz twierdzi, że nie wpłynie to na jej widzenie, ośrodek wzroku nie został uszkodzony. Jednakże… doktor stwierdził, że może mieć zaburzenie pamięci kiedy się obudzi.
- Amnezja.- westchnął Logan.
- To nie jest jeszcze pewne, bo się nie obudziła. Zostanie jeszcze w szpitalu, a za tydzień dopiero stwierdzą czy można ją wypisać ze szpitala. Więc zawieszamy na razie wasz układ taneczny.
- Nie to jest teraz najważniejsze.
- Jestem zajęty. Muszę iść pieski.- Gustavo wyminął go i poszedł przed siebie. Doktor wyszedł ze swojego gabinetu.
- Panie doktorze? Można ją zobaczyć?- spytał ją Logan.
- Niestety, na razie jest to niemożliwe.
- Proszę. Zajmie to tylko chwilę.-Logan nie dawał się. Lekarz popatrzył na nich wszystkich i wyraził lekki grymas.
- Jest was za dużo, a w takim stanie pacjentki tylko jedna osoba może wejść i to na nie dłużej niż pięć minut. Przepraszam. Muszę iść.- mężczyzna pomaszerował korytarzem. Logan spojrzał na przyjaciół.
- Idź stary.- powiedział Carlos.- Widzimy jak ci zależy.
- Zaczekamy tu na ciebie.- powiedział James.
- Połóż to obok jej łóżka. Przyda się.- Lucy podała mu torbę. Logan wziął ją i wszedł do środka.

Była tam sama wciąż pogrążona w głębokim śnie. Logan przysunął sobie krzesełko i siadł obok jej łóżka. Położył torbę na jej szafce nocnej. Czuł się teraz zobowiązany do pomocy. Będzie odwiedzać ją i opiekować jak tylko będzie można. Było mu jej żal. Nie miała tutaj z rodziny nikogo, na kim mogłaby teraz polegać. Jej rodzice zostali już powiadomieni o wypadku, ale wytłumaczono im, że nie mają po co lecieć do Ameryki. Są informowani na bieżąco… jednak ich tu nie ma. Logan patrzył na jej obandażowaną głowę, na kroplówkę, w której powoli leciał płyn. Słuchał jak podłączone do niej maszyny wydaje z siebie krótkie dźwięki. Spojrzał na wyniki, były w normie. Żałował, że nie mógł z nią zamienić żadnego słowa. Chciał ją zapytać dlaczego to zrobiła. Dlaczego uratowała go? Siebie uratowała przed zderzeniem z pojazdem, ale nie zdążyła się odsunąć wystarczająco. Teraz żałował, że nie mógł jakoś zareagować. Złapać ją gdy się zachwiała. Ścisnął jej dłoń bez wzajemności. Leżała nieporuszenie pośród jego palców.
- Przyjdę do ciebie jutro.- powiedział do niej.-I przepraszam.- wstał i wyszedł. Na korytarzu wszyscy na niego czekali.
- I jak?- podszedł Kendall.
- Bez zmian. Mam nadzieję, że powiadomią nas jak otworzy oczy.
- Chodźmy już.- powiedział Carlos. Wszyscy skierowali się na zewnątrz.
W drodze Logan zadzwonił do Gustavo prosząc go, że gdyby dostał wiadomość ze szpitala o tym, że dziewczyna się obudzi to żeby dał znać. Kiedy dojechali na miejsce było już po piątej. Logan rozłożył się na kanapie i rozmyślał. Kendall wiedział, że jego kumpel strasznie to przeżywa, bo czuje się winny. Martwi go jednak czy to jest jedyny powód. Usiadł obok Logana nic nie mówiąc. Po prostu patrzyli na siebie w ciszy. Brunet spojrzał na niego również nic nie mówiąc. Jego komórka zadzwoniła. Logan widząc, że Camille próbuje się z nim skontaktować, znów odrzucił połączenie.
- Dlaczego nie chcesz z nią rozmawiać?
- Ja już nie chcę z nią dyskutować. Zresztą… nie wiem czy w ogóle… czy nadal chcę z nią być.- spojrzał w sufit Logan zakładając ręce pod głowę.
- Zastanowiłeś się nad tym dobrze? Nie działaj pochopnie.
- Zauważyłem, że przez ten cały czas myślałem pochopnie. Zamiast pomyśleć porządnie czy mamy znów wrócić do siebie, ja od razu przyjmowałem ją do siebie i to tak z cztery razy. Myślałem o tym, aby przypadkiem z nią nie zerwać, ale tak, abym tego nie żałował i nie musiał znów się z nią wiązać. Rozumiesz co mam na myśli?
- Mniej więcej.- wykrzywił usta Kendall.- I czy jesteś pewien?
- Jestem, ale nie mogę jej tego powiedzieć przez telefon ani przez Internet.
- No fakt. Jeżeli chcesz się zachować godnie to musisz jej to powiedzieć prosto w oczy.
- Dlatego zaczekam aż przyleci. Taka wyszła sytuacja, ale trudno. Ja już nie wierzę, że coś może z tego być.
- A czy wasze nieudane stosunki to jedyny powód?- Kendall pomyślał, że może nie powinien o to pytać, ale w końcu są najlepszymi przyjaciółmi. Chciał uniknąć przekonania, że zrywa z nią, bo czuje się winny wypadkowi Marli i nagle widzi w niej jedyną osobę, z którą mógłby być. Nie będzie przeciwko gdyby wyszło, że nagle są razem. Nie chciał tylko, aby był z nią z litości lub wyrzutów sumienia albo zadośćuczynienia.
- Czy to jedyny powód…- zamyślił się Logan zamykając oczy.- Nie wiem, ale myślę o tym nie od dziś jeśli chcesz wiedzieć. Wiem, że dzisiejszy dzień przeżyłem pod wpływem wielu emocji, ale nie działam impulsywnie. Nie czuję już tego samego co na początku, Kend.
- To mi wystarcza.- pocieszył się.


* Osobiście twierdzę, że rozdział jest nijaki. Jak to się mówi: szału nie ma, dupy nie urywa :) Tak jak wspomniałam wcześniej, jutro dodaję bonusa. Tak o 9 rano bd więc po sytym śniadaniu możecie czytac :-P On już bd o wiele ciekawszy. Mogę zdradzic, że Marla się wybudzi, ale już nic więcej. :) Jak myślicie... będzie ich pamiętała?
PS Dwa tysie wyświeeeetleeeeń! Dziękuję i do "zobaczenia" jutro :3

środa, 12 marca 2014

Rozdział 18

Mieszkanie z Lucy był bardzo dobrym pomysłem. Dziewczyny bardzo się polubiły. Miały ze sobą dużo wspólnego, a już mniej je dzieliło. Głównie rodzaj muzyki jakiej słuchały. Lucy jest gwiazdą rocka, a Marla nie jest zwolenniczką aż takich mocnych brzmień. Nie uważa natomiast, że jest zły, po prostu nie w jej typie. Lucy zaśmiała się mówiąc, że tak jej zagra, że zmieni zdanie. Ich garderoba również różniła się od siebie. Jest coś co wyszło na dobre. Lucy umie świetnie gotować. Jeszcze lepiej niż Marla. Dziewczyny podzieliły się obowiązkami.
- Tak się cieszę, że w końcu mam lokatorkę. Boję się spać sama.- powiedziała Marla.
- Boisz się?
- Nie spać… boję się ciemności, ale tylko wtedy gdy jestem sama. Jak ktoś przy mnie jest to jest o wiele lepiej. A ty czego się boisz?
- Niczego.
- Każdy się czegoś boi. Mnie możesz powiedzieć. Bycie lokatorką zobowiązuje.- czekała z zainteresowaniem na jej odpowiedź.
- Nie wiem czego się boję, ale jak się czegoś wystraszę to ci powiem.
- Wiesz co? Jak nagram kiedyś tę płytę to musimy zaśpiewać coś razem.- wpadła na pomysł szatynka.
- Po co mamy czekać?- wstała sięgnąć po gitarę.- Zaśpiewajmy coś teraz. Znasz ten kawałek?- zaczęła pociągać za struny.
- Kto by nie znał.- zaczęły razem śpiewać. Marla w końcu odnalazła bratnią duszę w tym mieście.

Od przyjazdu Lucy minął już tydzień. Dla Marli zleciał strasznie szybko. Pracuje nad kolejnym utworem do swojej płyty. Jeśli chodzi o jej prace, idzie wyśmienicie. Dziewczyna przedstawiła choreografię Gustavo i chłopakom. Przypadła im do gustu. Marla i Lucy spędziły razem ze sobą mnóstwo czasu. Lucy poznała historię, dzięki której się dostała do Palmwoods jej koleżanka. Brunetka o czerwonych pasemkach nie mogła uwierzyć w to, że Marla przebierała się za brzydkie kaczątko przez tydzień póki nie zobaczyła zdjęcia. To wywarło na niej szok. Nie mogła też uwierzyć, że jej koleżanka Camille mogła wymyśleć taki spisek. Logan rozmawiał z Camille telefonicznie. Nie była to miła rozmowa o ile można nazwać ją tak nazwać. To były same krzyki oraz wrzaski. Sąsiedzi bali się,  że komuś za ścianą dzieje się krzywda. Zamiast spytać się dziewczyny jak wrażenia, zarzucił jej dużo wyrzutów. Pokłócili się, nie wyglądało to dobrze. Jednak życie wszystkich wróciło do normy. Przez te wszystkie dni Lucy też zdążyła załapać, że jej koleżanka jest zadurzona w Loganie, ale nic z tym nie robiła.

Dziewczyny razem z BTR pojechali na prywatną plażę. Kiedy Lucy i James gdzieś zniknęli, opalała się na leżaku sama patrząc jak Kendall, Carlos oraz Logan odbijają piłkę w wodzie. Chłopaki zapraszali ją do gry nie raz mówiąc, że będą blisko brzegu, lecz nie przystała na propozycję. Wciąż miała uraz. Jednak czuła się taka samotna i przyłączyła się wkrótce do gry mając wodę do poziomu kolan. Logan zaproponował ekspresową naukę pływania. Na początku stwierdziła, że ten pomysł wziął z kosmosu, ale potem pomyślała, że należy poskromić strach i nauczyć się pływać. Początki nie były łatwe ani dla niej ani dla niego. Dziewczyna panikowała, a chłopak nie mógł jej opanować. Kendall i Carlos byli trochę uśmiani gdy patrzyli na tą scenę paniki, ale powstrzymywali się od głośnych podśmiechów. Marla nie wiedziała czy skupić się na wodzie czy na Loganie. Wyobrażała sobie go z nią w innym miejscu niż ocean. Po żmudnej godzinie Marla umiała utrzymywać się na wodzie, a pół godziny później umiała przepłynąć kawałek wody, lecz do pewnej głębokości. Gdy opanowała podstawowe zasady, potem udawała, że nadal czegoś nie umie, bo chciała, aby chłopak był przy niej jak najdłużej. W końcu nauka pływania polegała na jakimś kontakcie fizycznym. Kiedy nauka pływania przemieniła się w wodne zabawy pluskania się wodą, musiał wtrącić się Kendall, który wcześniej nie spuszczał z nich oczu. Przerwał im mówiąc żeby coś teraz zjedli. Przerwanie zabawy mu się udało, bo Logan umierał z głodu. Pływanie wzbiera niestety apetyt.

Nadszedł pierwszy dzień pracy Marli. Razem z chłopakami znalazła się w sali z wielkim lustrem na całą ścianę. Stanęła przed nim jak trenerka fitness w programie telewizyjnym. W lustrze odbijały się ich twarze oraz ciała w zwykłych podkoszulkach i spodenkach. Taki sam strój miała na sobie dziewczyna.
- No dobra chłopaki. Zajęcia trwają półtorej godziny, więc przez dwadzieścia minut rozciągamy się, a przez resztę tańczymy.-uśmiechnęła się.
- Dobrze. Tylko nie katuj nas jak poprzednik.- zażartował Logan.
- Jeśli będzie potrzeba to tak postąpię.- udała poważną.- Rozgrzewka. Pierwsze ćwiczenie…- Marla przedstawiła szereg ćwiczeń, które wykonywali.- Ok. Widzieliście wcześniej choreografię w całości, a teraz chciałabym wam pokazać podstawowe ruchy. I raz i dwa i trzy i cztery!- zaczęła powoli pokazywać im kroki.- I raz i dwa i trzy i cztery! Widzicie? A teraz włączacie się ze mną.- posłusznie szli jej śladem. Powtórzyli ten krok z dziesięć razy.- A teraz coś trudniejszego, z przeskokiem.- tu James spojrzał się z miną Jak ona to zrobiła? Marla zauważyła, że się zgubił. Podeszła do niego i pokazała mu jeszcze raz.
- Nie było takie trudne.- powiedział potem.
- To dobrze. Ale to dopiero ruch na pierwszą zwrotkę. Kiedy robicie ten skok do przodu, James przestaje śpiewać i na środek przechodzi Kendall. Przejście wygląda tak jak zazwyczaj to robicie, poruszacie się po dwóch prostych, ale musicie wymijać się ramionami dość blisko, choć tak, aby siebie nie dotknąć. W ten sposób.- wyminęła zwinnie Kendalla.- Teraz połączmy to co wiemy dotychczas. Odwróciła się twarzą do nich, liczyła do rytmu, a oni tańczyli. W jednym miejscu Carlos zgubił się i trzeba było zacząć od początku.- No dobrze, choć wiem, że potraficie to zatańczyć lepiej. Teraz przed drugą zwrotką wchodzi na środek Logan, więc znowu robicie szyk przestawny. Teraz wykonujecie taki ruch.- pokazała na sobie.- Ten ruch robi tylko Logan i Carlos. Kendall i James… wy wskazujecie na nich tak.- Przedstawiła im gest. Wyszło nawet dobrze tylko, że za każdym razem Logan chwiał się na nogach gdy kończył obrót. Nie umiał utrzymać równowagi. Czas się powoli kończył.- Ok. Na dzisiaj musimy już przerwać. Potem nie będzie nic trudniejszego, abyście mogli złapać powietrza jak śpiewacie. Zobaczymy co z tym saltem w finale. Rada dla was: poćwiczcie w domu.- uśmiechnęła się. Kiedy wychodzili, zatrzymała Logana.
- Logan? Zostaniesz jeszcze na chwilę?- chłopak został gdy reszta wyszła.
- Jest jakiś problem?- zapytał trochę spocony.
- Nie chciałam cię chwalić przy wszystkich, ale jesteś najlepszym tancerzem. No, ale nawet najlepszy ma czasem jakiś problem. Chodzi o ten obrót. Nie umiesz utrzymać równowagi.
- Aż tak to widać?- Logan wiedział o swoim błędzie.
- Bardziej niż ci się wydaje. Masz jeszcze chwilkę, aby to utrwalić?
- No jasne.
- Dobrym sposobem będzie jak wypróbujesz to na kimś. Obejmij mnie tutaj.- Logan zbliżył się do niej. Złapał ją w talii.- Ważne jest, abyś był wyprostowany. Weź wdech, podnieś mnie i okręć mną. Jeśli nie spadnę to ci się uda. A beze mnie pójdzie ci potem wprost wyśmienicie. Jesteś gotów?
- Tak… chyba tak.- załapał ją trochę wyżej, aby dobrze ją chwycić. Było mu trochę niezręcznie.
- Na trzy. Raz… dwa… trzy!- Logan podniósł ją i zrobił wszystko co w jego mocy, aby się obrócić. W ostatniej chwili stracił panowanie nad sobą i upadł. Marla z piskiem spadła na niego o mało nie zderzając się z nim czołem. Marla miała jedyną okazję spojrzeć w jego głęboki brąz oczu. Logan nic nie powiedział. Otworzył lekko usta z przerażenia, ale kiedy przyjrzał się dziewczynie, coś w nim się ruszyło. Było tak blisko zbliżenia.
- Logan? Idziesz czy…- przez drzwi wszedł znienacka James. Z jego perspektywy wiadomo jak to wyglądało. Speszył się i skrzywił usta kiedy zobaczył jak Marla leży na Loganie.- Ups… już mnie nie ma.- zniknął tak szybko jak się pojawił. Zeszli z siebie. Logan nawiązał z nią krótki kontrakt wzrokowy i pobiegł następnie za kolegą. Marla czuła się zażenowana. Niby nic się nie wydarzyło, ale jednak wiedziała jak to mogło wyglądać. Pomyślała, że może go to jakoś dotknęło.
Logan dogonił Jamesa.
- Poczekaj. Tam się nic nie wydarzyło. Ona na mnie spadła i wtedy ty wszedłeś…
- Nie musisz mi się tłumaczyć.- odpowiedział James.- Przecież nie jesteśmy razem. Nawet jakbyś z nią kiedyś był to mi to nie przeszkadza.
- Nie? A jaka sytuacja była pomiędzy tobą a Kendallem?
- Ja mam miłość swojego życia. Naprawdę… jest spoko.
- Spokojnie. Nie mam zamiaru z nią być. Mam dziewczynę…- wypowiedział te słowa ze zwątpieniem.
- Myślałem, że po tej kłótni zerwaliście. Darliście się na siebie jak dwa prześcieradła.
- No tak. W sumie…muszę się nad tym zastanowić.
- Co chcesz zrobić?
- A ty jak uważasz? Powinienem zerwać z Camille?- spojrzał na niego przejęty.
- Nie powinienem podejmować takich decyzji za ciebie, ale zastanów się. Ona jest zdolna do wszystkiego. Jest fajna, ale czasem nienormalna. W końcu tyle razy zrywaliście i za każdym razem się schodziliście.
- Muszę nad tym pomyśleć.- Logan pogrążył się w swoich myślach.

Kiedy byli w Palmwoods, ominęła Jamesa wizyta w szpitalu na intensywnej terapii. Menager hotelu Pan Bitters kupił nowy automobil, na którym kompletnie nie umie jeździć. Nie panuje nad pojazdem. Nie wiadomo czy w ogóle ma pozwolenie na jazdę takimi maszynami. O mało co nie przejechał Jamesa, a mogło to się skończyć tragicznie. Chłopak nawet nie zdążył na niego nawrzeszczeć, bo pojazd frunął hen daleko. Zauważyli, że przed nimi idą Kendall i Carlos. Zatrzymali się na pogawędce z Lucy, która gdzieś się wybierała. Szybko do nich dołączyli.
- No cześć piękna.-uśmiechnął się do niej James.- Gdzie idziesz?
- A raczej skąd wracam. Właśnie przed chwilą mówiłam chłopakom, że wracam z miasta. Kupowałam prezent dla Marli. Za trzy dni ma urodziny.
- I nie powiedziała nam, że ma urodziny?- oburzył się na żarty Logan.
- Tak, dwudzieste.
- No. Tak myśleliśmy czy może byśmy nie zrobili jej jakieś niespodzianki.- wtajemniczył ich Carlos.
- Ja w to wchodzę.-zaakceptował plan brunet.
- Cicho!- szepnęła Lucy.- Marla tu idzie.- nieznajomi im ludzie chcieli przejść obok nich na kamiennym chodniku. Zrobiło się ciasno, więc Logan przystanął na ulicy. O mało co nie potknął się o kamień. Nie wiedział po co chodniki ozdabiają takie niebezpieczne kamienie. Chyba po to, aby żaden samochód nie wjechał na ścieżkę.
Marla zobaczyła przyjaciół i skierowała się w ich stronę. Wszyscy patrzyli na nią jakby coś się stało. Nagle gdzieś niedaleko przed sobą zauważyła, że po drodze jedzie jak szatan, biały automobil z Bittersem na czele. Chciała podbiec do nich szybko, aby jej nie rozjechano. Nagle auto zboczyło z toru i jechało wprost na Logana. Marla z sercem skaczącym jej do gardła krzyknęła do niego, choć stała niedaleko. Wepchnęła go na chodnik. Nagle ze spóźnionym zapłonem zadzwonił klakson auta. Logan nie wiedzący co się dzieję i rzucony przez nią na chodnik krzyknął do Marli.
- Uciekaj!- auto jechało na nią. Bitters wziął kierownice w swoje ręce i ścisnął ją mocniej robiąc unik, aby nie rozjechać dziewczyny, lecz otarł o nią drzwiami samochodu. Straciła panowanie nad sobą i upadła na krawężnik uderzając mocno głową. To zdarzenie wyskoczyło znikąd, tak nagle.
- O mój Boże!- krzyknęła Lucy podbiegając do przyjaciółki. Marla leżała nieprzytomna, a przy jej głowie robiła się coraz większa kałuża krwi. Logan oszołomiony podszedł do niej i zobaczył, że dziewczyna jest nieprzytomna, przyjrzał się dlaczego.
- Uderzyła głową o kamień!- krzyknął.- Wezwijcie karetkę!- wpadł w szał. Kendall nerwowo wyciągnął komórkę i zadzwonił na pogotowie. Bitters zatrzymał się zobaczyć co się stało. Carlos i James podeszli do niego, a następnie zaczęli się z nim awanturować. Na terenie hotelu zrobiło się zbiegowisko. Lucy kucnęła przy nieprzytomnej ze łzami w oczach. Logan sprawdzał jej tętno. Cierpła mu skóra kiedy patrzył jak kałuża krwi robi się coraz większa.
- Kiedy przyjedzie ta karetka!- zdenerwowała się Lucy.
- Będzie tak szybko jak tylko się da!- odpowiedział podłamany Kendall. On też postanowił wejść w dyskusję z mężczyzną. Lucy i Logan wciąż czuwali przy niej.
- Jak oni za chwilę nie przyjadą…- złapał się za głowę Logan.- To moja wina. Gdybym nie zszedł z chodnika, nie byłoby tego.
- To nie twoja wina.- nie chciała, aby teraz się zadręczał.
- Jeszcze trzy minuty, a jak nie… to lecisz po apteczkę.
- Logan! Nie udzielisz jej pierwszej pomocy. Nie znasz się na tym!
- Ja się znam i to bardzo dobrze!
- Nie było cię na obrażeniach głowy. Bez wiedzy możesz jej tylko zaszkodzić!
- A masz jakieś inne wyjście? Jak oni nie przyjadą to się tutaj wykrwawi.- złapał Marlę za rękę.- Proszę, trzymaj się.- powiedział do niej nie wiedząc czy to słyszy.
Po pięciu minutach przyjechała karetka i zabrała Marlę do najbliższego szpitala. Przyjechała również policja i zaczęła przesłuchiwać przy radiowozie Bittersa aż w końcu zabrali go ze sobą. BTR wraz z Lucy zapakowali się w samochód. Logan jako jedyny posiadający na chwilę obecną prawo jazdy, siadł za kierownicą zdenerwowany. Przycisnął gaz i na sygnale pojechali za karetką. Jechał wstrząśnięty. Logan mocno trzymał kierownice mając jeszcze jej krew na dłoniach. Kendall, który siedział obok niego obawiał się czy go nie zmienić. Nie dostał jeszcze dokumentu, ale mógłby go zastąpić. Lucy, która siedziała z tyłu między Jamesem a Carlosem płakała wtulona w Jamesa. Głaskał jej głowę, aby ją uspokoić. Carlos otępiałym wzrokiem patrzył przez okno, dochodziły do niego tylko dźwięki syreny pogotowia. Nikt nie odezwał się ani słowem dopóki nie dojechali na miejsce. Przed szpitalem wysiedli na parkingu widząc jeszcze jak ratownicy przenoszą ją na noszach do szpitala. Pobiegli do drzwi. Wszyscy patrzyli jak wiozą ją na oddział gdzie przed nimi zamknęły się wrota. Nie mogli tam wejść. Czekali na korytarzu. Każda minuta dłużyła się w nieskończoność. Logan, który z całej paczki był w miarę opanowany, dziś nie mógł tego okazać. Dreptał wzdłuż całego korytarza nie zważając na innych. Miał ogromne wyrzuty sumienia. W jego głowie mówił do niego głos krzyczący: To Twoja wina!
- Logan. Uspokój się.-podszedł do niego Kendall.- Twoje zachowanie w niczym jej nie pomoże.- położył mu rękę na ramieniu.
- Wiem, ale nie umiem nad sobą zapanować. To moja wina. Mogłem nie wchodzić na ulicę.
- To nie twoja wina. Stałeś blisko krawężnika. To wina Bittersa, który jeździ jak ślepiec. Wszystko będzie dobrze.
W końcu wielkie drzwi się otworzyły. Pielęgniarki z lekarzem wieźli ranną dziewczynę na salę operacyjną.
- Co z nią, Panie Doktorze?- podbiegł do niego Logan.
- Wieziemy ją na salę. Nie teraz, nie mamy czasu.- zniknęli za następnym przejściem. Wyszła do nich pielęgniarka oddziałowa.
- Przepraszam?- zapytała starsza kobieta.- Przyjechaliście z nią?
- Tak.- odpowiedział Logan.
- Możesz podać mi jej dane osobowe?- Logan podyktował jej informacje.- Dziękuję.
- Przepraszam? Proszę nam powiedzieć jakie są obrażenia?
- Jesteś z jej rodziny albo któreś z was? Brat? Ktokolwiek?
- Nie, ale ona jest z zagranicy. Nie ma tu rodziny.
- Przykro mi, ale nie mogę udzielić wam żadnych informacji.- poszła dalej.
- No super… Co teraz zrobimy?- zapytał Carlos.
- Możemy tylko czekać.- odpowiedział Kendall.
Siedzieli na krzesełkach ponad godzinę. Logan wiedział, że im dłużej to trwa tym gorzej dla niej. Znaczy, że to coś poważnego. Carlos poszedł do sklepiku szpitalnego kupić przyjaciołom coś do picia. Przyszedł z gorącą kawą dla każdego. Każdy wziął i napił się z kubeczka. W końcu kawa się skończyła i znów nie było czym się zająć. Nareszcie wrota od sali operacyjnej się otworzyły. Lekarze wieźli ją w kierunku innej sali. Wszyscy gwałtownie wstali. Widzieli jak ich koleżanka leży wciąż z zamkniętymi oczyma. Jedna pielęgniarka trzymała jej kroplówkę. Logan wyobraził sobie, że to on powinien tam być. Marla miała obandażowaną głowę. Znowu zamknęły się za nimi drzwi. Wyszedł do nich lekarz, który ją operował.
- Panie Doktorze! Co z nią? Wyjdzie z tego?- spytał go wstrząśnięty Logan.
- Tak. Czy jest tutaj wśród obecnych ktoś z jej rodziny?- nikomu nie podobało się to pytanie.
- Nie. Jej rodzina jest za oceanem.
- Rozumiem… czyli jest sama. Jest pełnoletnia, ale nie ma z nią jakieś drugiej osoby albo opiekuna lub kogoś, kto bierze za nią odpowiedzialność.
- Jest… Gustavo.- podrapał się po głowie.
- No dobrze…- zlitował się nad nim.- Jeśli Pan Gustavo przyjdzie do szpitala z jej dokumentami i ubezpieczeniem to wtedy porozmawiamy.- poszedł do siebie.
- Wróćmy do domu na spokojnie, przebierzmy się z tych strojów, a następnie powiadomimy Gustavo. Nie ma co teraz tutaj czekać. Niczego się nie dowiemy.- powiedział Kendall. Wszyscy przyznali mu rację i pojechali z powrotem do hotelu.


* Podobało się? Mam nadzieję, że tak. Czekam co macie do powiedzenia. Za każdym razem próbuję Was jakoś zachęcić do komentowania co jest dla mnie bardzo ważne. Dla mnie liczy się każde Wasze słowo. <3

# Translate

# Znajdź rozdział