czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 30

Marla przepłakała pół nocy, a przez drugą połowę nie mogła zasnąć. Dopiero nad ranem była tak zmęczona nocną męczarnią, że przysnęła na trzy godzinki. Budzik obudził ją o siódmej. Była w strasznym stanie. Ledwo poczłapała do kuchni i zobaczyła, że coś jej przeszkadza. Podeszła do salonu i zdjęła ze ściany portret Logana, a następnie rzuciła w kąt odwrotem do przodu tak, aby nie widzieć jego twarzy w tym mieszkaniu. Lucy też wstała. Kiedy Marla przygotowywała sobie kawę, która postawi ją na nogi, Lucy podeszła do niej.
- I jak się czujesz?- spytała cicho.
- Marnie…
- Chcesz już o tym porozmawiać?
- Nie, nie wydaje mi się.- odeszła.- Najlepiej zostałabym w domu i w ogóle nie szła na ten plan.
- Weź się w garść. Jak zostaniesz w domu będzie jeszcze gorzej. Musisz się ruszyć, bo jeszcze mi w depresje padniesz.- podstawiła jej kawę pod nos.
- Wiem, ale to jest trudne...
- Ej, głowa do góry. Postaraj się zapomnieć o tym wszystkim przynajmniej na czas kręcenia teledysku. Musisz być na nim szczęśliwa. Weź wypij tę kawę, ubierz się i idź.
- Może i masz rację. Nie wiem co by było ze mną gdybym mieszkała tu sama.
- Na szczęście masz mnie.- uśmiechnęła się do niej.

Marla z pomocą Lucy ogarnęła się do pracy. Wyszła z mieszkania i pomaszerowała do drugiej windy tak, aby ominąć mieszkanie, obok którego nie chciała stać. Weszła do windy. Gdy jej wrota już się zamykały, do windy zdążyła Camille. Marla poczuła ucisk w sercu. Camille natomiast nie dała po sobie poznać niczego co wydarzyło się wczoraj. Zachowywała się tak jakby do niczego nie doszło.
- Dlaczego to robisz?
- Co robię?- brunetka wcisnęła przycisk na parter.
- Dobrze wiesz co robisz. I co ty w ogóle tu robisz? Mieszkasz na drugim piętrze.
- Tak, ale chciałam się z tobą zobaczyć.- mówiła nadal uśmiechnięta.
- Nie bądź śmieszna. A zresztą… jesteś chora psychicznie, więc to może być normalne. Nie chcę z tobą rozmawiać.- Winda stanęła w miejscu i się otworzyła. Marla wyszła z niej jak najszybciej.
- Mam dla ciebie propozycję.- dogoniła ją.- Połączmy siły i zemścijmy się na nim.- szatynka zatrzymała się w miejscu.
- Tak jak mówiłam… idź do diabła! Już nie chcę z tobą wchodzić w żadne układy!- uciekła od niej i pobiegła przed siebie wymijając domowników.
Cała roztrzęsiona oderwała się od niej. Pomyślała, że Camille ma tupet żeby jeszcze składać jej takie propozycje. Przynajmniej na plus wyszło to, że już nie czuła się dobita tylko rozłoszczona. Dotarła do wytwórni. Gustavo czekał na nią przed budynkiem co wydało jej się dziwne.
- Trójka! W końcu jesteś. Dwie minuty spóźnienia!
- Przepraszam…
- Wsiadaj do wozu. Jedziemy na plan.- wsiadła do jego auta. Jechali za białą ciężarówką.
Podróż nie trwała długo. Zatrzymali się pod małą kawiarenką, która była taśmami zabezpieczona wokół. Przez szyby zobaczyła, że jest tam niewiele osób, a wśród nich Alexa. Marla weszła do uroczej kawiarenki przywitać się z koleżanką, ale napadło ją stado stylistów. Jeden trzymał strój, drugi aparat a trzeci pędzelek. Zdążyła jej tylko pomachać.
- Idź do przebieralni i ubierz się w to, a potem przyjdź tu z powrotem.- to działo się tak szybko. Nawet nie miała czasu o niczym pomyśleć. Spojrzała na wieszak ze swoim strojem. Widać było, że jej pastelowy styl się przyjął. Przebrała się i podeszła do Alexy.
- Cześć.- pomachała jej blondynka.- Wiesz, że dzisiaj tylko się zobaczymy na planie? I jeszcze w jakieś jednej środkowej scenie?
- To szkoda…
- Mam pytanie. Myślę o przeprowadzeniu się do Los Angeles. Pomogłabyś mi czegoś poszukać?
- Tak…- mruknęła.
- Dobrze się czujesz? Jesteś jakaś inna? Coś się stało?
- Może…nie, nic wielkiego.- Marla nie poradziła sobie z ukryciem emocji. Zaczęła płakać.
- Co się stało?- przejęła się.
- Oszukano mnie.- pociągnęła nosem.- A do tego…
- Co tu się dzieje?- podszedł Gustavo.- Tu nie ma czasu na płacze. Musimy się wyrobić z czasem jeśli chcesz coś osiągnąć w tej branży. Niech styliści przyprowadzą ją do porządku, a ty Kelly daj jej coś na… poprawę humoru.- spojrzał na asystentkę porozumiewawczym spojrzeniem.- Gdzie jest reżyser? Muszę z nim porozmawiać!- odszedł tak szybko ja się pojawił.
- Potem mi opowiesz. A teraz idź, czekają na ciebie.
- Wizażystka zrobiła jej odpowiedni makijaż ukrywając każdy mankament nieprzespanej nocy. Kelly podała jej kawę i kazała wypić, co uczyniła. Fryzjer ułożył jej włosy, a reszta dopięła wszystko na ostatni guzik. Dziewczyna po chwili poczuła się znacznie lepiej. Zapomniała o problemach, rozweseliła się, czuła się dziwnie dobrze.
- I jak? Lepiej?- spytał Gustavo. Kiwnęła głową.- To dobrze. Poznaj Petera Robinsona. Zagra twojego przyszłego chłopaka.- podszedł do niej wysoki brunet, mega przystojny i ułożony. Miał cudowne niebieskie oczy. Przywitali się podając sobie ręce. Kiedy już odszedł, Marla podeszła do stolika gdzie ma być kręcona scena. Alexa uśmiechała się do niej.
- I co? Jesteś już weselsza?- zachichotała.
- Tak, ale dlaczego ciebie to śmieszy?
- Wiesz… czasami jak ktoś jest nie w humorze podaje mu się antydepresanty.
- Ha, ha. Naćpali mnie czymś?- śmiała się do siebie.
- To zwykłe leki na depresje, ale działają.
- Dobra!- krzyknął reżyser.- Wszyscy na miejsce! Akcja!

Marla wciągu kręcenia wzięła więcej leków, aby poczuć się jeszcze lepiej. Kiedy skończyli pracę po trzeciej, Marla z Alexą spotkały się w parku i dziewczyna wszystko opowiedziała swojej koleżance z planu co się wczoraj stało, ale śmiała się przy tym. Takie leki działały trochę z opóźnieniem i dopiero teraz zaczęły ukazywać nadwyżkę swoich umiejętności. Alexa musiała jechać do swojego hotelu, więc Marla wróciła do holu. Z uśmiechem na twarzy wjechała windą na swoje piętro. Już kierowała się do swojego lokum kiedy James szedł korytarzem.
- Cześć James! Czyż nie cudowny mamy dziś dzień?
- Cześć?- zdziwiła go taka reakcja. Wczoraj zdruzgotana, a dziś szczęśliwa.- Dobrze się czujesz?
- Ja? Ja nigdy nie czułam się lepiej.- pokazał mu kciuka w górę.- Cudowny dzień na planie miałam. Ach. Taki udany… A ty? Co robisz?
- Nic ciekawego…- spojrzał w jej oczy z podejrzeniem.- Może nie powinienem pytać, ale… Czy ty coś brałaś?
- Ha, dobre. Czy ja coś brałam? Może kawę, może dwie, a nawet trzy. Może z czymś tam.- zachichotała.
- Jestem w mieszkaniu sam. Wejdziesz?
- Ok.
- Usiądź sobie na kanapie, a ja się zastanowię jak z ciebie to wypłukać.- nalał jej wody do wielkiej szklanki.- Logan by wiedział co zrobić.- mruknął. Podał jej szklankę.- Musisz wszystko wypić.
- Ja już dość dziś wypiłam. Więcej nie zmieszczę. A-a!- pokiwała wskazującym palcem.
- Zachowujesz się głupio. Musisz to wypić.
- Nic nie muszę!- wystawiła mu język.
- Proszę. Zrób to dla mnie.- złożył błagalnie ręce.
- Zrobię to, bo masz ładną buźkę chłopczyku.- uśmiechnęła się. Wypiła łyk po czym się wstrzymała.- To jest zwykła woda?
- Coś nie tak z tą wodą?
- Myślałam, że to wódka.- zaśmiała się. Zaczęła pić.
- Coś ty wzięła…?- złapał się za głowę.
- Antydepresanty.
- Antydepresanty? Ile?
- A nie wiem. Najpierw sami mi je podali, ale ile tego było to nikt nie wie, a potem sama je wzięłam i czuję się teraz wyśmienicie.- do mieszkania wszedł Logan. Ucieszył się gdy zobaczył dziewczynę siedzącą przy stole.
- Marla! Tak się cieszę…
- Logan?- wtrącił James.- To nie jest odpowiedni moment. Chłopak podszedł do niego.- Przesadziła z lekami, choć czuję, że to nie do końca były leki na depresję. Zachowuje się dziwnie. Dałem jej wody, może to pomoże. Logan potakiwał głową.
- Cześć.- podszedł do niej Logan.- Jak się czujesz?
- Tak jakby ciebie nie było, więc co ty tu robisz?- skrzywiła dziecinnie usta.
- Jesteś na mnie zła?
- Może tak, może nie… Kto to wie, kto to wie?… Nie powiem ci, ale mogę ci powiedzieć, że tak. Jesteś zły…
- Przepraszam za to wszystko. Wybaczysz mi?
- Nie-e. Spotkałam w windzie Camille i wiesz co mi ciekawego powiedziała, Logan? Że chce się ze mną pogodzić żeby tobie było smutno. Żeby cię rozerwać na małe kawałeczki.- zaśmiała się rwąc coś niewidzialnego palcami w powietrzu.
- Stary, nie rozmawiaj z nią teraz. To nic nie da.- spróbował James.
- Wiem, ale przynajmniej teraz ze mną rozmawia.
- Nie rozmawiam z tobą przecież. Ja cię nie chce znać i wcale z tobą nie rozmawiam.- zaprzeczyła.
- Widzisz jak bredzi?- James się przysiadł.- Daj jej spokój przynajmniej dopóki jej nie przejdzie.
- Ok.- westchnął brunet.- Porozmawiamy potem.
- Wcale nie.- zaprotestowała po tym jak opróżniła szklankę.- Ja muszę do łazienki.- pomaszerowała do niej i zamknęła się. Po chwili wróciła już trochę ospalsza. James wlał jej nowej wody.- Nie, ja już więcej nie wypiję… nie dam rady.
- A ze słomką?- pomachał nią w powietrzu.
- Nie…
- I plasterkiem pomarańczy.- założył plasterek na szklankę. Dodał ozdobną parasoleczkę i wlał syropu malinowego nie mieszkając tak, że powstała jej różowa warstwa na dnie.- Patrz. Masz drinka, wypij go.- Logan obserwował ich siedząc na kanapie zamartwiając się, że przez niego doprowadziła się do takiego stanu.
- Jak ładnie…- włożyła słomkę do ust i zaczęła pić. Kiedy z trudem opróżniła szklankę zrobiła się otępiała i kręciło jej się w głowie.
- James? Coś ty tam jeszcze dodał?- zapytał go Logan.
- Leki nasenne?
- Zwariowałeś? Ona musi być w ruchu, a nie wiadomo jak te leki podziałają z tymi. Ona nie może teraz zasnąć.- Logan i James wzięli ją i próbowali żeby jak najwięcej chodziła. Kendall i Carlos akurat przyszli i dla nich widok chłopaków trzymających Marlę oraz chodzących w kółko nie wyglądał normalnie. James po krótce wytłumaczył im o co chodzi i po mogli im. Niestety Marli nadal kręciło się w głowie i miała mroczki przed oczami, uginały się jej kolana. Osuwała im się na ziemię, więc położyli ją na kanapie. Natychmiast zasnęła.
- No super…- westchnął Kendall.- Co się w ogóle jej stało?
- No przecież przedawkowała.- przysiadł Carlos.- I co teraz?
- No nic… musimy przeczekać.-odparł James.- A może by ją przenieść do jej mieszkania?
- Niech zostanie.- pogładził jej włosy Logan.
- Ja rozumiem, że chcesz przy niej być, ale jak się obudzi nie będzie zadowolona.
- Mam to gdzieś. Chcę być przy niej.
Po chwili Kendall, Carlos i James odeszli zostawiając Logana z śpiącą Marlą. Cały czas patrzył na nią jak śpi. Minęło pół godziny. W końcu poszedł na chwilę po tekst piosenki, którą musi się nauczyć. Wkuwał tekst wciąż mając się na baczności. Minęło kolejne pół godziny, a Loganowi ledwo co weszło, bo wciąż myślał o dziewczynie. Po godzinie dziewczyna zaczęła się przeciągać. Złapała się za głowę i przetarła oczy. Logan odłożył to czym się zajmował. Marla ziewnęła i rozejrzała się. Gdy zobaczyła Logana, natychmiast się ożywiła i podniosła.
- Spokojnie…- powiedział.- Pamiętasz wszystko?
- Pamiętam, dlatego wychodzę.- wstała.
- Zaczekaj. Porozmawiaj ze mną. Mogłabyś to zrobić. Daj mi chwilę. Będę błagał cię na kolanach żebyś dała mi przynajmniej minutę.
- Masz minutę.- założyła ręce.
- Przepraszam, że tak wyszło. Nie kocham Camille, kocham ciebie. Ja nie powiedziałem ci, że z nią nie zerwałem, bo chciałem jej to przekazać osobiście. Nie przez telefon tylko prosto w oczy. Od dawna tamten związek nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Ty jesteś najważniejsza, ty otworzyłaś mi oczy na niektóre sprawy i tobie zawdzięczam wiele rzeczy. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty i chcę żeby było tak jak przed jej przybyciem. Chciałbym móc znów się do ciebie przytulić. Chcesz zakończyć to tak po prostu?
- Minuta minęła.- odrzekła sucho.
- Wcale nie. Dlaczego się tak upierasz? Nie pozwalasz, aby coś do ciebie dotarło.
- Bo mnie oszukałeś, a nie chce być z kimś kto naruszył moje zaufanie.
- Daj mi drugą szansę!- spojrzała na niego zimno i wyszła bez słowa.- Nie możesz tak po prostu odejść!- zamknęła za sobą drzwi.- A jednak…
- Wyszła?- wynurzył się z pokoju Carlos.
- Ja już nie wiem jak to naprawić.- załamał się.
- Daj jej trochę czasu. To wszystko dzieje się za szybko.

Do Kendalla zadzwoniła Jo. Zawsze biegł do niej jak na sygnale nawet gdy tylko puściła smsa. Nikt mu się nie dziwił. Spotykał się ze swoją dziewczyną dwa razy w tygodniu. Musieli wytrzymać jeszcze taką sytuację dopóki Jo nie skończy grać w drugim sezonie i nie nastąpi przerwa. Wbiegł po schodach na drugie piętro i zdyszany zatrzymał się przed jej drzwiami. Złapał oddech i zapukał. Dziewczyna otworzyła mu ze zrezygnowaniem. Kendalla to zaniepokoiło. Zawsze witała go ze szczerym uśmiechem na twarzy, a teraz bez słowa wpuściła go do środka. Wszedł niepewnie zastanawiając się co się stało. Chciał ją pocałować, jednak ona schyliła głowę. Widać było, że sprawia jej to trudność, dlatego nie rozumiał co się dzieje.
- Jo? Piszesz żebym do ciebie przyszedł, a jak już jestem zachowujesz się dziwnie. Coś się stało?
- Tak jakby...- przegryzła wargę.- Może lepiej usiądź, co?
- Nie, postoję.- założył ręce. Nie mógłby teraz wysiedzieć w miejscu. Irytowało go to, że Jo wprost nie chce powiedzieć o co jej chodzi tylko przewleka to w czasie.
- Napijesz się czegoś?- spytała.
- Jo! Powiesz mi w końcu czy długo mam tak czekać?
- Jak chcesz...- westchnęła ciężko.- Kendall, jest mi bardzo ciężko to tobie powiedzieć, bo jesteś naprawdę cudownym facetem no i...
- Stój.- przerwał jej analizując pierwsze słowa, a potem na jego twarzy pojawił się zmieszany uśmiech.- Weź tak nie mów, bo to trochę brzmi jakbyś próbowała własnie ze mną zerwać.
- Kendall...- skrzywiła się patrząc mu prosto w oczy. Blondynowi zrzedła mina. Domyślił się co jest grane. Zaczął kręcić przecząco głową.
- Nie, nie, nie...proszę tylko nie mów tego.
- Przykro mi, ale najlepiej będzie jak damy sobie czas...



* Rozdział z serii: Ale ta dziewczyna jest wkurzająca :)
W pierwotnym zarysie tego rozdziału nie było wątku Kendalla i Jo. Wprowadziłam go kilka dni temu dokładnie analizując komentarz Stelss pod zakładką Do Czytelników. Mówiłam, że Wasze zdanie jest dla mnie najważniejsze :)
Dlaczego Jo chce zerwać z Kendallem? Sugerujcie w komentarzach, choć z góry twierdzę, że nie traficie, bo to co wymyśliłam jest chore hahaha :) Choroba przejęła mój mózg, więc wypisuję głupie rzeczy nawet o tym nie wiedząc.

PS Wtedy sprawdzicie czy macie zdolności przepowiadania przyszłości :)

Uwaga!
Zauważyliście już na pewno, że troszeczkę odpicowałam wygląd bloga. W wersji mobilnej mnie nie zadowala :P Po prawej stronie jest ankieta. Nie wiem co się ze mną dzieje. Przez tą chorobę przychodzą mi różne pomysły :) Godzinę się zastanawiałam czy zmienić bloga :) Głosujcie!
Do soboty :)



wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 29

Logan tępo patrzył się w postać Camille stojącej w jego drzwiach. Teraz bił się w myślach, że mógł odbierać od niej te przeklęte telefony. Może mógłby być wcześniej uprzedzony. Powoli oswajał się z tym, że wróciła szybciej niż się tego spodziewał, a teraz nie wiedział co zrobić.
- Nie wpuścisz mnie?- bez słowa uchylił je szerzej.
- Co ty tu robisz tak wcześnie? Miałaś wrócić za…
- Za pięć dni. Tak, wiem. Nie takiego powitania się spodziewałam.- podniosła brwi brunetka.
- Cześć.- tylko tyle przeszło mu przez gardło. Nie wiedział co miał ze sobą zrobić.- Poczekaj, tylko posprzątam po tym kubku.- wziął miotłę i szufelkę zamiatając wszystko. W tej chwili Kendall i James wrócili do mieszkania. Spojrzeli na Logana, który zamiatał. Spojrzał na nich z miną w stylu: Błagam, wyciągnijcie mnie z tego. Nie wiedzieli o co chodzi dopóki nie spojrzeli kto stoi w kuchni. Od razu zrzedły im miny. Do tego przyszedł jeszcze Carlos.
- Jest! Umówiłem się!- spojrzał na Camille.- O jacie… szepnął pod nosem.- Cześć Camille.
- Tak, cześć.- dołączyli się do powitania. Logan odłożył miotłę.
- Dlaczego wróciłaś wcześniej?- ponowił swoje pytanie.
- Żeby coś wyjaśnić. Nie odbierasz ode mnie telefonów, a do tego w Internecie znalazłam coś bardzo interesującego.- wyciągnęła kartkę z wydrukiem jakieś strony plotkarskiej ze zdjęciami Logan i Marli. Reszta połapała się o co chodzi. Loganowi zrobiło się gorąco. Nie tak ułożył swoje plany.
- My może…- wciął się Kendall.- My nie będziemy wam przeszkadzać, pójdziemy do siebie.- pociągnął Jamesa i Carlosa do pokoju zamykając drzwi. Potem Carlos po cichu uchylił drzwi, bo chciał podsłuchać rozmowę. James się przyłączył, a Kendall sam był zaciekawiony jak to się skończy.
- Masz mi coś do powiedzenia?- zapytała go Camille.
- Posłuchaj… miałem ci to już dawno powiedzieć. To nie jest kwestia jakiegoś tygodnia czy dwóch… tylko nawet miesięcy.
- Może akurat tych miesięcy, w których Marla zawitała w nasze progi?
- To nie ma sensu. Chciałem ci powiedzieć kiedy przylecisz. To nie była rozmowa na telefon. Chciałem być fair i powiedzieć ci to prosto w oczy, ale chyba nie jestem na to gotowy…- ze spokojem próbował jej wytłumaczyć.
- Bo zostałeś przyłapany na gorącym uczynku. I co? Teraz mi będziesz mówić jaki chciałeś być honorowy i zerwać ze mną z klasą i pomyślisz, że ja to lepiej przyjmę ? Trzeba było zrobić jednak telefonicznie to bym nie robiła sobie nadziei kiedy bym wracała do domu. Ale kiedy zobaczyłam to w Internecie… wiesz jak ja się poczułam? Jakby mi ktoś wbił nóż w serce!
- Masz prawo myśleć o mnie co chcesz. Nie będę się usprawiedliwiał. Niestety nie chciałem, abyś dowiedziała się tego w taki sposób.
- Bo co? Myślałeś, że ta informacja zatrzyma się na terenie Ameryki? Co za niefart!
- Teraz nie chodzi o to. Nasz związek od dawna nie miał sensu. To było bez przyszłości.
- Ach tak!- spoliczkowała go. Logan złapał się za prawy policzek, który zaróżowił się od uderzenia.- I to dziwne, że mówisz to w taki spokojny sposób! Jakby te wszystkie spędzone razem chwile nie miały dla ciebie żadnego znaczenia!
- Ok. Należało mi się. Miały dla mnie znaczenie. Ale zrozumiałem, że to nie jest to.
- Ty świnio! Miałam cię za kogoś jedynego w swoim rodzaju, ale wy wszyscy jesteście tacy sami!- miała już wyjść kiedy do drzwi ktoś zapukał cztery razy. Logan kręcił głową modląc się, aby to nie była ona. Pierwszy raz skrzywił się kiedy Marla przyszła do niego. Akurat teraz nie chciał, ale było już za późno. Marla spojrzała na gościa z lekkim przestrachem.
- No to teraz się zacznie…- szepnął do kolegów Carlos.
- Trochę współczucia dla kumpla.- skarcił go James.
- Ciii… bo nas usłyszą.- uciszył ich Kendall.
- Camille…- Marla spojrzała na dziewczynę, która miała łzy w oczach.- Może ja przyjdę później…
- Nie, zostań!- krzyknęła do niej.- Dobrze się składa, że przyszłaś!- zironizowała.- Ty… ja uważałam cię za dobrą koleżankę aż wywinęłaś mi taki numer!- wrzasnęła.
- Posłuchaj mnie na spokojnie.- próbowała ją uspokoić, ale ta wybuchła płaczem.
- N-nie! Ciągle karzecie się siebie słuchać, a kto wysłucha mnie? Nie z nim miałaś być! Miałaś być z Jamesem!
- Ale…
- Teraz ja mówię!- przerwała jej brunetka.- Znasz ich dzięki mnie. Tyle zrobiłam, abyś mogła ich poznać. Mówiłam ci na samym początku, abyś trzymała się od Logana z daleka!
- Kazałaś jej się trzymać ode mnie z daleka?- niedowierzał Logan.
- No i co z tego? Chciałam nas bronić. To był mój pomysł żeby James był z tobą!- spojrzała na nią zabójczym spojrzeniem.- Jego miałaś wybrać!- krzyknęła jej w twarz. Marla próbowała zachować spokój, ale nie dała rady słuchać głupot jakie opowiadała. Gotowało jej się w środku aż zawrzała.
- To teraz ty mnie posłuchaj, jasne?- wydarła się na nią tak, że aż Logan podskoczył.- Nie jesteś jakimś żałosnym kupidynem żebyś decydowała kto się ma w kim zakochać. Ja robiłam to co chciałaś. Starałam się do niego nie zbliżać w ten sposób, ale się nie dało. To było silniejsze. I nie wychwalaj się tak z tym, że wszystko mam dzięki tobie, bo to nieprawda! Gdybym wiedziała, że wygram ten konkurs i że będziemy z BTR razem ze sobą pracować i spotykać wszyscy kilka dni w tygodniu to bym na tą twoją chorą grę nigdy się nie zgodziła. Przyznaję… byłam słaba i łatwowierna, ale teraz gdybym miała cofnąć się w czasie do pierwszego naszego spotkania to posłałabym cię do diabła!- napłynęły jej łzy złości do oczu.- Jesteś chora i żałosna. Chciałam załatwić to w mądrzejszy sposób, ale mi na to nie pozwoliłaś.
- Wiesz co? Wiesz dlaczego się wtedy zgodziłaś? Dałaś się wykorzystać w planie mojej zemsty. A byłaś taką desperatką i zapatrzona w nich jak w święty obrazek, że robiłaś wszystko co ci kazałam. Pamiętasz? Powiedziałaś, że zrobisz wszystko, aby ich spotkać.
- To nie ma teraz żadnego znaczenia, już ci mówiłam. I tak bym ich poznała, może w jakiś cywilizowany sposób. Ja nie chcę już więcej poruszać tego tematu, bo dawno wyrzuciłam go do kosza wszystkie rzeczy z tobą związane. Twoje śmieci są do odbioru w moim schowku.- założyła ręce.
- Ej, uspokójcie się!- wciął się między nie Logan. Nie był już taki miły jak na początku.- Camille. Dobrze, że już nie jesteśmy razem, bo widzę, że to wszystko nie miało sensu. Bo ja cię w ogóle nie znałem. Nie jesteś tą samą osobą, którą poznałem dwa lata temu.
- No to szybko się uwinęliśmy, co? Ot tak! Przyszłam, ty ze mną zerwałeś i ma być teraz ok.
- Zaraz, zaraz…- wtrąciła się Marla.- Ty z nią zerwałeś teraz?
- Ja wiem jak to wygląda.- Logan zbliżał się do niej powoli jakby bał się każdego swojego kroku jak saper.
- Chodziliśmy razem, więc myślałam, że z nią zerwałeś!- wyrzuciła z siebie szatynka.- A tu się okazuje, że miałeś dwie dziewczyny jednocześnie! Jak mogłeś mi o tym nie powiedzieć? I chciałeś to rozwiązać na szybkiego teraz za moimi plecami?
- Widzisz?- zaśmiała się Camille.- Jakie to niezłe z niego ziółko?
- Chciałem jej o tym powiedzieć osobiście. Ja ciebie tylko kocham!- wyciągnął po nią ręce. Dziewczyna odsunęła się.
- Nie mogę w to uwierzyć.- złapała się za głowę.- Spędzaliśmy razem tyle czasu kiedy ona czekała na ciebie za oceanem? Nie pomyślałeś o tym, że wyrządziłeś jej krzywdę? I mi również?
- To teraz jej bronisz?!
- Nie bronię, ale rozumiem!- spojrzała na jego policzek.- Widzę, że po Camille nie trzeba poprawiać. To koniec. - ze łzami wybiegła z mieszkania.
- Marla! Marla, zostań!- na darmo ją wołał. Nie gonił za nią. Wiedział dobrze, że teraz nic nie zdziała.
- Idę się rozpakować.- uśmiechnęła się i wyszła.
- O to ci chodziło cały czas, prawda? Super! Świetnie ci to wyszło! Nie chcę cię więcej widzieć na oczy!- wydarł się na nią przy drzwiach.
- Loganku… i kto to mówi?- pokazała ironiczny uśmieszek i poszła korytarzem. Cierpiała, ale musiała się odegrać. Logan trzasnął za nią drzwiami.- Co za jędza!- oparł się plecami od drzwi i schował twarz w dłoniach.- Zołza i manipulantka!
Carlos, Kendall i James ujawnili się. Podeszli do przyjaciela. Kendall położył mu rękę na ramieniu.
- Może przyniosę ci lód. Camille przyłożyła ci też pierścionkiem.- Carlos spojrzał na jeszcze malinowy policzek Logana i odcisk od pierścionka.
- Co z tego…- mruknął.- Już nic nie ma sensu. Co ja mam teraz zrobić?
- Porozmawiać.- naprowadził go James.
- Ona nie chce mnie znać! Wszystko poszło nie tak! Chcę zostać sam!- Logan nagle wyszedł z mieszkania.

James, Kendall i Carlos siedzieli w ciszy na kanapie zastanawiając się nad sytuacją swojego przyjaciela. Kendall, choć stało się to coś się stało, nadal uważał, że przyjaciel zrobił dobrze mówiąc Camille prawdę osobiście. James był zły na Logana za to, że skrzywdził przez to jego przyjaciółkę, jednak nie jest aż tak oburzony żeby teraz strzelać focha. Carlos natomiast był rozdarty. Podzielał zdanie obu przyjaciół. Westchnął ciężko i się podniósł. Zniknął za drzwiami sypialni. Wrócił do salonu dwadzieścia minut później odstrojony w najlepszą koszulę i spodnie.
- Idę na randkę.- wyprzedził ich tok myślenia.
- Z kim?- spytał James.- Bo jak powiedziałeś wcześniej to myślałem, że znów ci się coś przyśniło.
- Z Alexą Vega.- odpowiedział śmiesznie poruszając brwi.
- Haha.- zaśmiał się.-A tak serio?
- Nie chcesz wierzyć to nie.- założył ręce.- Kendall mi wierzy.
- Kto tak powiedział?- uśmiechnął się blondyn.
- Bardzo śmieszne.- zironizował.- Jeszcze wam udowodnię. Czekajcie w domu, bo opadną wam kopary, wy trolle.- odwróciła się na pięcie i wyszedł.

Pojechałby pod jej hotel, ale policja zabrała mu prawo jazdy w wieku osiemnastu lat za karambol na drodze. Kiedy sobie o tym przypomniał, zaśmiał się pod nosem. Do konkretnej godziny miał jeszcze sporo czasu, więc na spokojnie zrobił sobie spacer. Po kwadransie przekroczył teren hotelu. Alexa siedziała na ławce z głową skierowaną w niebo. Miała zamknięte oczy i z uśmiechem na twarzy przyjmowała promienie słoneczne. Wyglądała tak pięknie oraz niewinnie. Zaszedł ją od tyłu kładąc ręce na jej oczach. Uśmiech na jej twarzy rozszerzył się. Wymacała opuszkami palców ręce tajemniczego gościa.
- Carlos?- spytała.
- Jak poznałaś?- zdjął dłonie z jej oczu.
- Twoje ręce były dla mnie zupełnie nowe w dotyku. Mam wielki dar do rozpoznawania ludzi samym dotykiem, wiesz?- zatrzepotała uroczo rzęsami.
- To możesz mnie za nią złapać i poznać mnie lepiej.- wyciągnął ją. Alexa przez chwilę nic nie zrobiła trzymając go w napięciu, a następnie ścisnęła jego miękką dłoń. Carlosowi zrobiło się gorąco mając ją tak blisko siebie.- Tak sobie pomyślałem, że może byśmy coś zjedli...
- O tak!- ożywiła się.- Umieram z głodu. Ja bym najlepiej wszamała teraz wielkiego hamburgera.- rozmarzyła się.
- Serio?- spytał mile zaskoczony.
- Powiedziałam coś nie tak? Aaaa... zachowuję się trochę nieprzyzwoicie, prawda?
- Nie, skąd.- uśmiechnął się szczerze- Dobrze, że jesteś sobą. Lubię cię taką i też bym wszamał hamburgera. I wiesz co? Wiem gdzie robią najlepsze buły pod słońcem. Zechciałabyś?
- Oczywiście.- kiwnęła głową.
- To super. A potem prosiłbym cię o małą przysługę. Zrobisz coś dla mnie?- złożył ręce jak do modlitwy, a dziewczyna nie miała serca mu odmówić.

Logan jeszcze nie wrócił, a tymczasem James i Kendall oglądali film. Musieli jakoś ochłonąć po tym całym dniu. Spojrzeli na zegarek. Było już dość późno. Zaczęli się martwić o Logana. Nagle usłyszeli jak otwierają się drzwi. Machinalnie spojrzeli w tamtym kierunku, ponieważ myśleli, że to ich zdołowany przyjaciel. W wejściu stanął Carlos.
- Hejka.- zarzucił.
- Jak tam twoja niby randka z wyimaginowaną Alexą?- spytał na powitanie James lekko rozbawiony.
- Myślę, że by się obraziła gdyby to usłyszała. -założył ręce Latynos.
- Uważam, że niewiele może usłyszeć z dna twojej szuflady...
- Oh wypraszam sobie!- nagle ich oczom ukazała się sylwetka dziewczyny, która stała wtedy na korytarzu wszystko słysząc.- Stoję tutaj i słyszę więcej niż myślisz.-zażartowała.
- Kendall...- szatyn szturchnął go łokciem.- Czy to prawdziwa Alexa Vega?
- Nie, fałszywa.- wywrócił oczami i wstał.- Jestem Kendall.- uścisnęli sobie ręce.- A tamta ciemna masa na kanapie to James.- blondynka pomachała szatynowi. W tym momencie do mieszkania wrócił Logan. Nawet nie zauważył co się działo w salonie, ponieważ z wbita głową w ziemię zanurzył się szybko w wnętrznościach jego sypialni. Woleli zostawić go teraz samego.
- A mu co się stało?- spytała.
- Długa historia.- odpowiedział Carlos uśmiechając się do niej. James tak się im przyglądał, że aż musiał wstać. Stanął przed nimi, a potem zlustrował Alexę wzrokiem.
- To ile ci Carlos zapłacił żebyś poszła z nim na randkę?- spytał wprost z lekkim żartem w głosie. Kendall spojrzał się na niego jak na kosmitę. Dziewczyna podniosła wysoko brwi.
- Myślisz, że nie mam co robić tylko umawiać się na kupowane randki? A Carlos to najmilszy i najsłodszy chłopak z jakim miałam do czynienia.- po tych słowach podeszła do Latynosa i pocałowała go w usta. Następnie pogładziła go po policzku i zaśmiała się lekko z jego zaskoczonego wyrazu twarzy i równie zszokowanego co u Jamesa.- No to na razie.- machnęła im na pożegnanie.- Mam jeszcze trochę do zrobienia. Będę się zmywać.
Gdy Carlos oprzytomniał, zatrzymał ją na końcu korytarza.
- Czekaj. Ten pocałunek... nie był w naszym planie.
- No wiem.- uśmiechnęła się słodko.- Ale nie podobało ci się?
- N-no p-podobało...- zająkał się.
- No to w takim razie do jutra, Carlos.- puściła mu oczko.- Lecę, bo taksówka czeka.- chłopak odprowadził ją wzrokiem do windy. Czuł się tak cudownie, jakby odżył na nowo. Jeszcze nigdy nie czuł się tak dobrze jak dzisiaj. Teraz był pewny, że kochał ją, kochał bezgranicznie.





* Jak się czujecie? Bo ja chora :P
Jak myślicie? Czy Marla wybaczy Loganowi? Czy Camille da o sobie jeszcze znać? Piszcie komcie :) W następnym rozdziale kogoś naćpamy a w dodatku zainteresujemy się w końcu Kendallem :) Mały dramacik należy się i jemu :) Mam dzisiaj poczucie czarnego humoru :P

PS Zakładkę z jednorazówkami przeniosłam na górę.
Do czwartku   (")> ♥ <(")

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 28

Logan wstał rano obudzony dzwonkiem telefonu. W tym samym momencie wybudził też Kendalla, który spał po drugiej stronie pokoju. Brunet spojrzał na wyświetlacz gdzie pokazała się informacja o połączeniu od Camille. Zanim zareagował, przestała dzwonić. Chwilę później ponownie spróbowała. Logan wyłączył telefon.
- Ej, stary…- mruknął niewyspany Kendall. Miał roztrzepane włosy i mrużył oczy z powodu pięknego wstającego słońca za oknem.- Czy to znowu Camille? Nie odbierasz od niej od tygodnia. Może chcę porozmawiać o czymś ważnym.
To pogada ze mną kiedy wróci pod koniec tygodnia, za pięć dni.- włożył urządzenie pod poduszkę. Podniósł się i wyciągnął napinając mięśnie. Przetarł swoje oczy i wyszedł z pokoju.
- Obudź mnie za pół godziny…- poprosił go kolega.
- Ok…
Logan włączył telewizję i oglądał ją wystarczająco cicho, aby nie zbudzić reszty. Poszedł włóczącym się krokiem do kuchni. Postanowił, że zrobi na śniadanie jedno z niewielu dań, które umie przyrządzić. Wyjął z lodówki mleko i jajka, z szuflady mąkę, cukier i mikser. Otworzył drzwi na balkonie, aby przygotować tam ciasto i nikogo nie obudzić. Następnie wrócił z gotowym ciastem. Przygotował patelnię do smażenia. Naleśników wyszło więcej niż się spodziewał. Porcja dla konia. Najwyżej przyjdą jego przyjaciele i zanim się obejrzy, wszystko zniknie. Wrócił do oglądania telewizji. Wziął tę nieszczęsną wczorajszą gazetę. Najbardziej lubił stronę z nowościami. Niedługo w kinach miał się pojawić film, który chciał obejrzeć. Już pomyślał o tym żeby zaprosić swoją dziewczynę do kina. Potem jego wzrok spoczął na spotkaniu z autorem jakieś powieści kryminalnej, ale to go mało obchodziło. Na samym dole jego wzrok przykuł znany widok płyty Marli. Dostępna w sklepach już od najbliższej środy. To działo się tak szybko. A wydawało mu się, że dopiero wczoraj się poznali. Martwił się jak dalej będzie z pobytem Marli w hotelu. Płyta został nagrana. Kontrakt jest zapisany na trzy miesiące z czego jest jeszcze czwarty dodatkowy miesiąc na reklamę produktu. Jeśli przez ten miesiąc dziewczyna nie zostanie zaakceptowana przez słuchaczy, będzie musiała wrócić do Anglii, a tego by nie chciał. Najwyżej będzie musiała znaleźć sobie inną pracę. Przynajmniej wiedział, że Marla wczoraj otrzymała prezent od hotelu w sprawie tej całej przykrej sprawy. Do końca roku hotel pokrywa wszystkie koszty za jej mieszkanie w ramach rekompensaty szkód jakie wyniósł ich pracownik. Wrócił do pokoju obudzić Kendalla, bo zapomniał to zrobić. Zamiast pół godziny, przespał pięćdziesiąt. Kendall nawet nie zauważył różnicy. James i Carlos też podnieśli się z łóżek. Kiedy zobaczyli na stole naleśniki, rzucili się do nich smarując je dżemem, zwijając w dłoniach, a następnie pożerając.
- Ale to dobre!- zajadał się Carlos z pełną buzią.
- Co? Nie brakuje wam już mojej cudownej mamy?- rozłożył ręce blondyn.
- Oczywiście, że brakuje, ale trzeba myśleć o tym co jest teraz. Naleśnika?
- No jasne.- Kendall dosiadł się do stołu.- Logan. A ty?
- Ja już jadłem. Zjedzcie wszystko.

Dzień aż do popołudnia minął im dość szybko i nijako. Wrócili z Rocque Records, Gustavo ani razu na nich nie nakrzyczał. Wszystko minęło dziwnie spokojnie i bez szału. Marla miała tak samo. Dzisiaj się nudziła, bo jej praca w studio się skończyła. Nic już nie nagrywała, nie przychodziła na próby dźwięku. Prace nad choreografią nie są teraz potrzebne. Spotkali się w parku siedząc na wielkich huśtawkach. Logan pchał ją, aby wzbijała się w powietrze, choć stanowczo zaprotestowała, aby to robił. Niestety na darmo. Carlos siedział na drugiej huśtawce. James z Lucy poszli gdzieś razem, a do Kendalla zadzwoniła Jo. Ten zerwał się na równe nogi i pobiegł do domu. Carlos posmutniał. Patrzył się na Logana i Marlę jacy są ze sobą szczęśliwi. Carlos czuł, że potrzebuje osoby takiej jak ona dla Logana. Kumpel spostrzegł, że coś go trapi.
- Carlito? Co się dzieje?
- Ja chyba pójdę. Nie chcę wam przeszkadzać. Dobrze się sobą razem zajmiecie.
- Zostań!- zatrzymała go Marla zeskakując z huśtawki.- Dlaczego idziesz?
- Bo każdy z was kogoś ma… wy tu jesteście razem. Teraz jest czas kiedy powinniście tak jak Kendall i James spędzać razem czas, a ja czuję się niekomfortowo. Nie, że jestem zazdrosny albo coś, po prostu… no nie wiem. Umiesz mnie zrozumieć?
- Rozumiem cię, ale naprawdę możesz tu być z nami. Jeśli my chcemy być sami to wieczorami sobie gdzieś wychodzimy. Mamy i czas dla was i dla siebie. Poczekaj…- zadzwoniła jej komórka.- Ciiii. To Gustavo.- odebrała.- Halo? Tak, Gustavo… Przecież wiesz, że nie… Serio?... Kiedy?...Na poważnie?...Oczywiście, że się cieszę!... Dobra, przyjdę. Cześć.- rozłączyła się.
- Czego chciał?
- Muszę iść do Gustavo.- mówiła uśmiechnięta od ucha do ucha.- Musimy obmówić szczegóły o moim teledysku!
- To wspaniale!- uśmiechnął się Logan.
- No pewka!- rozchmurzył się Carlos.
- Nie mogę w to uwierzyć… Co za niespodzianka! Dobra… muszę was zostawić. Pa!- pobiegła przed siebie.
- Pa! Zobaczymy się wieczorem!- pożegnał ją Logan.- No i zostaliśmy sami. Chodź. Przebierzmy się i chodźmy na boisko zagrać w kosza. Co ty na to?
- W porządku.- przybili sobie piątkę i wrócili do hotelu.

Przyjaciele poszli na boisko. W drodze Carlos robił pokazy z piłką. W końcu podeszli do swojego kosza i zagrali mecz do dwudziestu, jeden na jednego. Początkowo Carlos pełen energii przejmował prowadzenie zupełnie wybijając z rytmu Logana. W końcu gdy ten przejrzał jego taktykę, wykorzystał ją przeciwko niemu i wyrównał punkty aż nareszcie wygrał. Byli już cali mokrzy, ale dobrze im to zrobiło. Carlos nie mógł dopuścić do siebie, że mógł przegrać, więc w następnej rozgrywce dał z siebie wszystko i wygrał. Wynik jeden do jednego.
- Ok, Carlito! Ten set zadecyduje kto wygra. Do dziesięciu. Jesteś gotowy?- spytał pewny swego Logan kozłując ciągle piłkę.
- Dajesz Loggie Bear!- podskoczył.
- Proszę… w twoich ustach ten pseudonim brzmi jeszcze gorzej.- zniesmaczył się. Następnie szybkim energicznym ruchem zrobił unik wykorzystując jego zamyślenie. Logan wrzucił pikę do kosza!- Ha, ha!- krzyknął z triumfem.- zobaczył, że Carlos zupełnie gdzie indziej patrzy. Teraz wiedział dlaczego. Marla wracała od Gustavo z jakąś dziewczyną. Z takiej odległości nie mogli rozpoznać kim jest owa nieznajoma. Marla zaś spostrzegła ich i im pomachała. Carlos wykonał zapraszający ruch ręką. Dwie dziewczyny szły w ich kierunku. Ich oczom twarz tajemniczej blondynki się zaostrzyła. Wyglądała dość znajomo, jakby gdzieś już ją widzieli. Logan szybko zorientował się kim jest.
- Carlos… poznajesz ją?- szepnął mu na ucho gdy się zbliżały.- Ta aktorka… Jak jej tam…
- Alexa Vega…- westchnął Carlos. Od zawsze ją uwielbiał. Filmy z jej udziałem oglądał po kilkanaście razy, a w sekrecie trzymał schowany na dnie szuflady jej plakat z filmu o małych agentach. Gdy ją zobaczył, cała reszta straciła jakieś znaczenie. Był zapatrzony w niej jak w obrazek.
- Hejka znowu.- machnęła do nich Marla.- Zgadnijcie z kim przyszłam.- wskazała na nią rękoma.- Alexa. To jest Carlos i Logan.
- Cześć.- powiedziała swoim subtelnym głosem.- Kojarzę was z zespołu.
- Tak to my!- wyrwał się Carlos.- Jestem twoim fanem.- wypalił. Logan niezręcznie uśmiechnął się i przywitał z aktorką.- Uwielbiam wszystkie filmy, w których grałaś. Ja cię ubóstwiam!- nie mógł się powstrzymać. Zawsze chciał ją spotkać. Ta jednak nie miała nic przeciwko. Uśmiechnęła się uroczo do niego.
- Przepraszam za niego.- poklepał go po plecach kumpel.- Carlos nie ma w sobie za grosz samokontroli.
- Mówię co myślę…- usprawiedliwił się.
- Gustavo powiedział mi, że teledysk zaczniemy już jutro. Im szybciej tym lepiej. Nie będziemy marnować czasu, a ja zwariuję z braku zajęcia. Postara przygotować się wszystko na jutro i myślę, że w kilka dni się wyrobimy. A Alexa będzie moją przyjaciółką w teledysku. Producent stwierdził, że ładnie razem ze sobą wyglądamy.- poinformowała ich szatynka.
- No bo wyglądamy.- potwierdziła Alexa poprawiając swoje średniej długości blond włosy.
- I tak sobie pomyślałam, że skoro mamy razem pracować to fajnie byłoby się poznać, więc szłyśmy do mnie.
- Chcecie się dołączyć?- zapytała aktorka spoglądając na Carlosa, który wydał się jej bardzo słodki.
- Z miłą chęcią…- odpowiedział bez zastanowienia. Marla i Logan wykonali potajemnie między sobą porozumiewawcze spojrzenia i we czwórkę poszli do mieszkania Marli.

Po rozmowie, w której się zapoznawali ze sobą i opowiadali swoje ciekawe historie, Alexa powoli zaczęła się zbierać. Zasiedziała się dwie godziny, a musi jeszcze jechać do swojego hotelu i załatwić formalności. Po całej trasie z miejsca na miejsce, była strasznie zmęczona. Carlos bardzo chciał żeby została, ale nie miał na to wpływu. Alexa pożegnała się i poszła. Dogonił ją potem ze spontaniczną sugestią odprowadzenia do holu.
- Widziałaś go?- założył ręce Logan.- Kompletnie oszalał na jej punkcie. Ja wiedziałem, że ją lubi, ale on ją pożerał wzrokiem.
- Daj spokój. Zresztą… on chyba też wpadł jej w oko. Wiesz, uśmiechała się tylko do niego i takie tam. Ślepa nie jestem. Skoro jest wolna i tak się miło im ze sobą rozmawia to może byśmy… ich ze sobą…
- O nie! Ja kumpla swatał nie będę! Wstaję i wychodzę.- zażartował.
- Byłoby fajnie gdyby byli razem. A jak nie to Carlos oszaleje z samotności i będzie miał coś w stylu, nie wiem jak to jest u was, coś w rodzaju męskiego przypadku starej panny z kotem.
- Ja uważam, że Carlos to fajny gość i w swoim czasie znajdzie kogoś odpowiedniego. Na razie nie wierzę żeby to była prawdziwa miłość.
- Hej ludzie!- akurat w tej chwili wrócił Carlos.- Mówię wam. Ona jest genialna! Wszystko w niej przyciąga mnie do siebie. To jak patrzy, jak seksownie pachnie…- rozmarzył się i usiadł obok Logana.
- Opanuj się. To nie jest prawdziwa miłość.- sprowadził go na ziemie.
- To niby co mądralo…
- Fanatyczne zauroczenie. Uwierz mi, nie mówię tego, aby cię zdenerwować tylko przywołać do porządku dla twojego dobra.
- Logan, nie wiesz co czuję.- podniósł lekko głos Latynos.- Pamiętasz jak było z Marlą?
- Oj przepraszam.- wtrąciła się.- Może rzeczywiście na początku byłam w was zauroczona, ale mi przeszło, bo się zakochałam. Tak to działa. Osobiście myślę, że na to uwielbienie najlepszym sposobem jest miłość. Może gdybyście spotkali się razem i byście wspólnie ze sobą porozmawiali to byś wtedy przekonał się co naprawdę czujesz.
- Masz rację.- odrzekł Carlos.
- No w końcu…- mruknął z uśmiechem Logan.
- Umówię się z nią na randkę.- wypalił Carlos. Logan klepnął się w czoło z bezsilności.
- Dobra. Ja się poddaje. Rób co chcesz…
- Marla!- podszedł do niej Carlos, złapał za ramiona i zaczął trząść do tyłu i przodu.- Musisz mi dać jej numer! Proszę!
- Ok, tylko nie potrząsaj mną jak grzechotką.- wyjęła komórkę i podyktowała mu numer. Przyjaciel uścisnął ją i wyszedł zadzwonić.- A właśnie, Logan. Dzwoniłam do ciebie. Masz wyłączony telefon?- Logan przypomniał sobie, że jego telefon leży wyłączony pod poduszką.
- Zapomniałem go włączyć. Pójdę już. Może ktoś z czymś ważnym do mnie dzwonił.- dał jej całusa w policzek i wyszedł.
Logan poszedł do sypialni. Włączył telefon. Wyświetliły mu się wszystkie połączenia. Jedno od Gustavo, dwa od swojej dziewczyny i osiem od Camille. Nie dawała mu spokoju. Pomyślał, że oddzwoni. Może to coś pilnego skoro tyle razy próbowała się z nim skontaktować. Wybrał jej numer. Nikt nie odbierał. Po chwili zadzwonił drugi raz tez bezskutecznie. No trudno… przynajmniej próbował. Potem oddzwonił do Gustavo. Ten odebrał wrzeszcząc na niego, że nie odbiera od niego telefonu i ma natychmiast iść do niego. Logan na sygnale pobiegł do Rocque Records. Zdyszany stanął przed nim i zapytał czego od niego chce.
- Dlaczego dzisiaj nikt nie odbiera ode mnie telefonu? Powiedz Kendallowi, łącznikowi między wami a mną żeby nosił telefon przy d… przy sobie.- powstrzymał się od powiedzenia za dużo.
- Dzisiaj to wyjątkowa sytuacja. Kendall jest zajęty…
- Nie obchodzi mnie to!- wręczył mu do ręki cztery kartki papieru.- To jest nowy tekst, który musicie się nauczyć na piątek.
- No dobrze…- spojrzał na tekst i na przeznaczone partie. Zdziwił się kiedy zobaczył, że ma najwięcej do nauczenia.- Dostałem główną partię muzyczną?
- Coś nie pasuje? Dawno nie miałeś swojej kolejki, a doszło do mnie, że chciałeś odejść.
- No wiadomości szybko się rozchodzą, ale to od dawna nieaktualne.
- Posłuchaj… nawet jeśli tak było to nie miałeś racji.
- Gustavo? Czy ty chcesz właśnie powiedzieć mi coś miłego?- niedowierzał własnym uszom.
- Tylko tyle, że przez dwa tygodnie pisałem ten utwór z myślą o tobie.- powiedział sucho.- Miałem tego nie mówić, ale James wyjaśnił mi tą całą sprawę z piosenką. To nieprawda, że jesteś niepotrzebny. Każdy z was, pieski, gra swoją rolę, a przedstawienie musi trwać. Więc jeśli jeszcze raz przyjdzie ci do głowy moment zawahania to módl się, abym nie musiał go tobie wybijać, jasne?
- Jasne i… dzięki za wszystko.
- Taaak.- mruknął.- I jeszcze jedno. Kiedy będziemy przygotowywać się do następnego albumu… kiedyś tam w przyszłości… to chcę, abyś był gotowy, bo poproszę cię o napisanie piosenki.
- Będę gotowy.- uśmiechnął się.
- Ok, a teraz zmykaj mi stąd!- Gustavo powrócił do swojej roli bycia wrednym szefem. Mimo to Logan był zadowolony.

Wrócił do hotelu. Jego mieszkanie było zamknięte. Szukał kluczy w swoich spodniach. Wyciągnął je i otworzył drzwi. Trzy kartki położył na stole. Jedną wziął dla siebie. Nalał sobie soku wciąż trzymając kartkę i czytając tekst. Gustavo jak zawsze, spisał się doskonale. Opróżnił kubek kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Już otwieram!- krzyknął. Nacisnął na klamkę. Kiedy zobaczył kto stoi w wejściu, z wrażenia kubek wyślizgnął mu się z ręki i stłukł. Ale nie zwracał na to uwagi. Serce podskoczyło mu do gardła. Zmroziło go w miejscu. Zupełnie nie był na to gotowy.
- Cześć Logan.- przywitała go nijako Camille...





* Witajcie moi kochani! I jak Wam się podobało? Bo ja o dziwo zadowolona :) Co wyniknie z powrotu Camille? Co powie Logan? Czy między Carlosem a Alexą będzie coś więcej? Przekonacie się już w następnym rozdziale.  Dzisiaj specjalny dzień, ponieważ mam trochę newsów...

Wiadomość 1: Postać Alexy dołączyła do Bohaterek.
Wiadomość 2: W końcu dodałam drugą jednorazówkę ( z Jamesem). Zwie się Sexy robber :3 Wszystkie jednorazówki znajdziecie po prawej stronie.
Oliwio Maslow... ta jednorazówka jest z dedykacją dla Ciebie <3
Wiadomość 3: To już ponad 4000 wyświetleń. Dziękuję!

PS Do wtorku <3

środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 27

Tydzień później dziewczyna mogła dotknąć kawałek swojej ciężkiej trzymiesięcznej pracy. Otrzymała od Gustavo swoją płytę. Trzymała ją mocno w dłoniach na wypadek żeby nie upadła, nie zarysowała się, ale to było i tak nie możliwe. Nie spuszczała jej z oczu. Dwanaście kawałków swojego głosu było zapisane na tej płycie. Tak szybko potrwało zamienienie demo w ten krążek. Spojrzała na okładkę świecącymi jak klejnoty oczami. Jej najlepsze zdjęcie z sesji widniało na przodzie.  W pastelowej tonacji jej imię i nazwisko z nazwą płyty: Something to be happy. Wiadomość o gotowej płycie rozniosła się po wszystkich dostępnych źródłach: gazet, Internetu, telewizji. Już wkrótce trafi do sklepów.
Pierwsze co zrobiła po powrocie do hotelu, poszła do chłopaków pochwalić się. Wyciągnęła przed nimi piękne opakowanie. Każdy chciał zobaczyć z bliska, dotknąć. Logan powiedział, że jak tylko trafi do sklepów to ją kupi. Ostrożnie oddali jej skarb w obawie, że jeszcze chwila i może się coś s tym stać. Cała piątka cieszyła się gdy nagle dołączyła do nich Lucy trzymając w dłoni jakieś czasopismo.
- A ty co taka dziwna?- zagadała do niej Marla.
- To wy nie czytacie żadnych gazet?- podniosła gazetę lekko do góry i potrząsnęła nią przed nimi.- Otwórz sobie na stronie trzeciej!- wręczyła jej czasopismo. Marla zrobiła tak jak kazała. Kiedy zobaczyła stronę przegryzła wargę i spojrzała na Logana. Chłopak wyczuł, że coś jest nie tak. Spojrzał na stronę. Jego oczom ukazał się wielki tytuł: Logan Henderson z zespołu Big Time Rush z nową dziewczyną. Na dole były ich cztery zdjęcia. Dwa były z dnia kiedy Marla miała wywiad w telewizji. Na pierwszym całowała się z chłopakiem, na drugim wsiadała do jego samochodu. A trzecie było z ich randki jak w strojach wieczorowych szli do restauracji. Czwarte jak przedwczoraj z Loganem i chłopakami pojawiliśmy się na chwilę na mieście.
- Wszędzie te paparazzi…- westchnął Logan. Był trochę zaskoczony, że paparazzi śledziło go przez cały tydzień próbując się czegoś dowiedzieć na temat jego nowego związku.
- I co? Nie denerwuje cię to?- zapytała.
- No niezbyt. Wiesz… musisz się przyzwyczaić do nich i z tym żyć. Tak to już jest, a niedługo sama będziesz popularna, więc to nie będzie jeden raz kiedy wystąpisz w gazecie.
- Pokaż mi to!- Carlos wyrwał czasopismo z jego rąk.- O! Ale sweet. Jesteście parą miesiąca.- zrobił dziubek. Logan zmroził go wzrokiem, uspokoił się ze swoimi wygłupami.- Ok…
- Carlito! Weź czytaj!- pospieszył go James.
- Logan Henderson (l.21) znany wszystkim z boy bandu Big Time Rush ma nową dziewczynę. Niedługo zajęło nam rozszyfrowanie tożsamości tajemniczej, pięknej kobiety. Jest nią Marla Steward (l.20) brytyjska wschodząca piosenkarka zaczynająca karierę w Stanach Zjednoczonych. Już wkrótce będzie można zakupić jej pierwszą płytę. Co spowodowało, że są razem? Tego na razie nie wiemy. Może uwiódł go jej utalentowany wokal? Z występu telewizyjnego, w którym wystąpiła można było przekonać się na własne uszy, że o tej dziewczynie szybko nie zapomnimy. Dla wszystkich fanek Logana to zła wiadomość. Niestety, Logan Henderson nie jest już wolny.
- Przynajmniej nie ma o tobie żadnego złego słowa…- podsumował Kendall. Wspomniał sobie jak Logan był jeszcze z Camille. Dobrze się kamuflowali ze swoim związkiem. Nikt z zewnątrz o nim nie wiedział. A tu wystarczyło jedno dobre zdjęcie, aby zainteresować się kimś. Dla jego związku było już za późno. Szybko się rozniosło, że chodzi z Jo. Z rozmyślań wyprowadził go James szturchając go w ramię, bo wyglądał jakby zasnął z otwartymi oczami. Carlos nadal kontynuował czytanie ciekawostek i koleżance jakie znaleźli dziennikarze.
- Ej!- zwrócił na siebie uwagę Latynos.- Tu jest napisane, że twoja mama była Polką. To prawda?
- Tak, a nie mówiłam wam?- wszyscy zaprzeczyli.- W połowie jestem Brytyjką a w połowie Polką. Po mamie mam talent i urodę, a po tacie… całą resztę razem z kolorem moich oczu.
- Moja babcia miała polskie korzenie.- uśmiechnął się Logan.
- Jakie ten świat mały, co nie?- Carlos wskoczył na kanapę.
- Dobra. Zapomnijmy o tym.- Marla zabrała im gazetę i położyła na stole.
- Właśnie.- potwierdziła Lucy.- Kiedy mamy stawić się w sądzie?
- Za godzinę.- spojrzała na swój zegarek Marla.- Boję się.
- Nie masz się czego bać.- pocieszył ją chłopak.- To on powinien się bać.
Pół godziny później wszyscy zebrali się do dwóch samochodów i pojechali na miejsce rozprawy.

Rozprawa trwała godzinę. Bitters został uznany za winnego spowodowania wypadku oraz wyrządzenia krzywd poszkodowanej. Dostał wyrok roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, pozbawienie prawa jazdy i odszkodowania dla dziewczyny w wysokości jednego tysiąca dolarów. Logan wspierał ją na każdym kroku, co pomogło jej dotrwać do końca. Wrócili do domu. Wszyscy czuli, że mają za sobą jakiś etap swojego życia. Każdy z nich pierwszy raz składał przysięgę przed sądem, ale nie roztrząsali się. Najważniejsze, że było po wszystkim.

Siedzieli w szóstkę na sofie w salonie. James spojrzał po wszystkich i zmarszczył brwi. Założył ręce i westchnął dość głośno, aby zwrócić na siebie swoją uwagę. Oparł głowę wygodnie o oparcie, jednak na darmo. Nikt tego nie zauważał.
- No ja z wami nie wytrzymam!- wyrzucił w końcu z siebie szatyn.- Będziemy tak teraz siedzieć smętni, bo niby z sądu wróciliśmy?- oczekiwał jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Co ci chodzi po głowie?- spytał Kendall.
- No ludzie... czas się pogibać trochę na parkiecie. Imprezka? Ale z was marudy...
- Ja jestem za. Tylko po Jo musiałbym zadzwonić. Może wróciła już.- blondyn podniósł się i poszedł do kuchni.
- A reszta?
- Z tobą kocie zawsze i wszędzie.- Lucy puściła do niego oczko. James się uśmiechnął.
- Przyda mi się trochę rozerwać.- stwierdziła szatynka. Logan potwierdził ruchem głowy.
- Ok.- Kendall wrócił do przyjaciół.-Zadzwoniłem. Przyjdzie.-spojrzał na Carlosa, który do tej pory się nie odezwał. Wyglądał na nieobecnego, myślami daleko stąd. Zielonooki spojrzał porozumiewawczo na Jamesa, na co ten przytaknął.
- Carlito!- klasnął w ręce wybudzając przyjaciela z transu.
- C-co?- rozejrzał się po wszystkich.
- Pobudka. Idziemy do klubu.- oznajmił mu.
- Ja nigdzie nie idę.- zaprzeczył. James wybałuszył na niego oczy.
- Nie no!- ożywił się.- Chyba nam kumpla podmienili.- zaśmiał się. Pierwszy raz spotykał się z sytuacją, że Carlos nie chce iść na imprezę. Zawsze był pierwszy lub chętny do takich spendów.
- Ja nie żartuję. Nigdzie nie idę.- przybrał poważny wyraz twarzy.
- A to dlaczego?- wtrącił Logan zaskoczony.
- Bo nie!- wydarł się tak, że Lucy drgnęła. Wstał gwałtownie i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
- A mu co?- podrapał się po głowie Kendall.
- Nie wiem...- odpowiedział James zmieszany.




* Dobra. Seryjka przyjemnych rozdziałów się skończyła. W następnym Wami trochę wstrząsnę. I zajmiemy się też naszym Carlitem :) Do soboty

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 26

Demo od dawna było gotowe, a płyta była w procesie jej kończenia. Za trzy tygodnie wszystko się okaże. Z perspektywy czasu zdała sobie sprawę jak ten czas szybko leci i jak dużo się wydarzyło. Czas pędził jak szalony. Jeszcze niedawno wprowadzała się do swojego mieszkania na czwartym piętrze, a teraz czeka za kulisami na swój pierwszy wywiad w telewizji. Gustavo nie odczuwał takiego samego stresu jak ona. Bała się, że publicznie się pogrąży, coś chlapnie, a ona będzie skończona. Podtrzymywała się w duchu tym, że to zaledwie mniej niż dziesięć minut rozmowy i trzy minuty występu. Przez ostatni czas dużo pracowała. Zamknęła oczy kiedy charakteryzatorka poprawiała jej makijaż. Za minutę wchodzi na łamy ogólnokrajowej telewizji z wiadomościami. Siłę daje jej to, że chłopaki trzymają za nią kciuki u siebie w domu oglądając w tej chwili telewizję.
- I jak tam, Trójka? Gotowa na wyjście do kilkumilionowej oglądalności?
- Chyba tak, ale postaraj się nie mówić do mnie Trójka przynajmniej przez te dziesięć minut.
- Będę trzymać się za język.- zostali wezwani.

Występ w telewizji poszedł pomyślnie. Marla odpowiedziała na wszystkie pytania nie jąkając się zbytnio przy żadnym. Pamiętała o tym, aby się uśmiechać i wyluzować. Dobrze przekazała informacje o tym, że cieszy się, że to ona mogła współpracować ze sławnym Gustavo Rocque. Kończy swoją pierwszą płytę, która jest dla niej bardzo ważna i pojawi się w sklepach jeszcze pod koniec września, czyli za dwa tygodnie. Prowadzący zapytał ją jak przebiega z współpraca z Big Time Rush. Odpowiedziała, że nic w życiu lepszego jej nie spotkało. Chłopaki są fantastyczni i świetnie się z nimi współpracuje. Zdradziła, że osobiście ich uwielbia i cieszy się, że są utwory, które mogli razem zaśpiewać, a jeden z nich pojawi się na jej płycie. Potem zaśpiewała swoją piosenkę. Cała obsada w studio była zachwycona.
Marla i Gustavo opuścili studio. Zanim wyszli z budynku minęło dobre dwadzieścia minut jak nie więcej. Córka makijażystki, która co tydzień szła do mamy pracy, bo nie miała jej z kim zostawić, poprosiła ją o autograf. Była bardzo zaskoczona, ale zrobiło jej się miło. Wyjęła z torebki swoje wieczne pióro od BTR, które zawsze nosiła przy sobie i dała swój pierwszy autograf. Zadała jej mnóstwo pytań. Potem Gustavo myślał głośno przy Marli: Ok. Sesja zdjęciowa do okładki na płytę jest zrobiona, zdjęcie wybrane, czekam na odbiór. Wszystko jest prawie gotowe…
W końcu zebrali się i wyszli. Przed budynkiem na Marlę czekała niespodzianka. Logan oparł się o maskę swojego srebrnego samochodu.
- Gustavo…- powiedziała do niego.- Możesz wrócić sam.- ten bez żadnych pytań wrócił do swojego auta.- Hej! Co ty tu robisz?- podeszła bliżej.
- Pomyślałem, że po ciebie przyjadę. Stęskniłem się, a chciałem pobyć z tobą w samotności zanim w domu chłopaki się do ciebie dopadną. Świetnie ci poszło, wiesz?
- Wiem. I dałam pierwszy autograf.-pocałowali się.
- To super. Wsiadajmy.- pojechali do domu.- Wiesz, że Kendall dostał już swoje prawo jazdy?
- Serio?
- Tak. Ej. A może nie poszłabyś ze mną na kolację?
- Oczywiście, że bym poszła.
- Zapraszam cię do bardzo fajnej restauracji.
- Nie boisz się, że ktoś cię zobaczy i będzie zamieszanie?
- To prywatna restauracja, tylko dla… uciśnionych że tak powiem.- uśmiechnął się.- O siódmej będę u ciebie.
- Nie mogę się doczekać.
Kiedy dojechali na miejsce, zauważyli, że przy recepcji nie ma już Bittersa. Zastąpił go zastępca i najwyraźniej na stałe, bo plakietka była zmieniona. Zrobiło jej się go nawet przykro. Logan poprowadził ją dalej, aby nie rozczulała się nad tym co mógł ją zabić.
- Powinnaś o tym zapomnieć.- powiedział wchodząc do windy.
- Tak, ale dostałam już wyzwanie do sądu. Za tydzień jest rozprawa, a jutro mam spotkanie z adwokatem. Wcale nie chce brać w tym udziału.
- Wiem, ale trzeba. Takie jest prawo.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Przynajmniej nie będziesz tam sama. My też będziemy. Widzieliśmy wszystko. Zostaliśmy powołani na świadków.- winda wydała z siebie krótki komunikat i jej wrota się otworzyły. Razem poszli do jego mieszkania. Gdy otworzyły się drzwi, James dał reszcie komunikat, że już przyszli. James, Kendall i Carlos wzięli swoje notesy do ręki podbiegli do Marli.
- Jesteś sławna- krzyknął Carlos.- Dasz mi swój autograf?
- Nam też!- przepchał się James żartobliwie.
- Jesteście niemożliwi.- rozbawiła ją ta sytuacja. Wyjęła pióro i podpisała im się śmiejąc się pod nosem.
- Mnie wystarczy przytulas.- powiedział Logan, który długo nie musiał czekać. Przytuliła go mocno do siebie.
- Ej, gołąbeczki!- wtrącił Carlos.- Oglądacie z nami wieczorem mecz?
- Niestety nie…- westchnęła.
- Idziemy na randkę.- oznajmił im Logan. Chłopaki wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami.
- Ok. To bawcie się dobrze.- zrobił głupią minę Kendall.

Przed planowanym spotkaniem Marla szykowała się na bóstwo. Założyła swoją ulubioną, elegancką niebieską sukienkę z przyszytymi ozdobnymi kamyczkami przy dekolcie, które błyszczały jak diamenty i dla kontrastu czerwone szpilki. Zawsze uważała, że kobieta nie powinna mieć na sobie tylko jednego koloru. Uczesała sobie włosy spinając je na bok i zrobiła wieczorowy makijaż. Nałożyła dodatki dbając o każdy szczegół. Chciała wyglądać piękniej niż zazwyczaj.
- Jaka laska!- lokatorka obleciała ją wzrokiem od góry do dołu.
- Czyli dobrze wyglądam?- poprawiła włosy. Poprawiła usta błyszczykiem.
- Dobrze! I dobrze, że idziesz, bo muszę mieć wolne mieszkanie do oczyszczenia umysłu. Będę pisać piosenkę.
- Nie idziesz do chłopaków na mecz?
- Nieee. Niech sobie zrobią męski wieczór. Baw się dobrze i nie wracaj za szybko. O! ktoś puka!- poszła otworzyć drzwi. Lucy nacisnęła na klamkę, a jej oczom ukazał się Logan jakiego nie znała. Miał na sobie idealnie dopasowany garnitur. Na jego szyi widniał niebieski krawat. Wyglądał elegancko nawet z ciemnymi trampkami.
- Wow, Logan! Ale przystojniak… Wejdź. Marla zaraz przyjdzie.- wszedł ze schowanymi za plecami rękami.
- Już idę!- poinformowała z łazienki. Kiedy wyszła, jej oczom ukazał się jej chłopak i to w garniturze. W takim stroju jeszcze go na żywo nie widziała. Była oczarowana jego widokiem. Logan jest przystojny, ale teraz wyglądał zabójczo. On też zareagował podobnie. Jak ją zobaczył, oczy prawie nie wyskoczyły mu z orbit. Był oszołomiony jej widokiem aż rozwarł usta z wrażenia. Wyglądała uwodzicielsko, załopotało mu serce.
- Wyglądasz prześlicznie.- powiedział. Lucy poszła do pokoju.
- Ty też wyglądasz zabójczo. I z krawatem nawet trafiłeś pod kolor mojej sukienki. Wyglądamy jak piękna para. I wiesz co?
- Tak?
- Uwielbiam facetów w trampkach i garniturze.
- No widzisz! Akurat stoi taki jeden przed tobą. Zza pleców wyciągnął dorodną, czerwoną róże i wręczył jej.- To dla ciebie. Idziemy?- wzięła kwiatek i kiwnęła głową. Logan zgiął wpół rękę w jej stronę, aby mogła się go elegancko złapać i wyszli z mieszkania. Chłopaki patrzyli przez okno jak razem wsiadają do samochodu, oczywiście Marla i Logan ich zauważyli. Pomachała im, a następnie wsiadła do auta, a przed tym Logan otworzył jej drzwi. Pojechali. Robiło się już ciemno. Marla wyjrzała okno zachwycona jak pięknie świeci się miasto o tej porze. Na jej oczach zapalały się wszystkie światła i oświetlenia na drodze i w sklepach. Przejeżdżali niedaleko znaku Hollywood. Dziewczyna rozmarzyła się.
- O czym tak myślisz?- zapytał ją ciepłym głosem.
- Przypomniało mi się coś. Nie chcesz tego słuchać…
- Jasne, że chcę! Ciekawi mnie o czym myślisz.- cieszyła się w głębi, że tak mówi.
- No dobra. Kiedyś jak śpiewaliście na koncercie… marzyłam, abyś wybrał kogoś na scenę spośród tej obszernej publiczności właśnie akurat mnie tylko, że mnie tam nie było. Oglądałam was w telewizji. Chciałam poczuć się taka jedyna i wyjątkowa. Tylko, że wy byliście tu, a ja w swoim domu. A kiedy zdarzyła się okazja… kiedy przyjechaliście w trasę do Anglii to od razu kupiłam bilet na wasz koncert. Ale wokół było tyle dziewczyn, że zwątpiłam w swoje marzenie. Niestety. Nie wiem dlaczego ci o tym teraz opowiadam.
- Nie, spokojnie. Nic się nie stało. Jakbyśmy musieli zapraszać wszystkie fanki na scenę to koncert by się prędko nie skończył. Jedyne co mogę ci obiecać to może to, że w następną trasę pojedziesz razem z nami.
- Serio? Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Chcę spełniać twoje życzenia. To mi sprawia przyjemność.
- Ja też chciałbym w takim razie spełnić twoje.
- Moje?- spojrzał na nią.- Moje już się spełniło. Jesteś tutaj ze mną. Wszystko mam. Nic więcej mi nie potrzeba.- pokazał biały uśmiech.
- Jesteś słodki…- samochód się zatrzymał.
- No i jesteśmy na miejscu.- wysiadł, aby otworzyć jej drzwi. Był taki szarmancki tego wieczora. Podobało jej się. Rozejrzała się. Pierwszy raz widziała to miejsce. Restauracja była przepiękna. Ściany zbudowane z kamienia i ozdobione pnącymi się roślinami. Przy wielkich drewnianych drzwiach znajdowały się dwa złote wazony wypełnione różami. Lampy oświetlały wysoko osadzone okiennice. Złapała go za rękę, poszli w stronę budynku. Logan otworzył jej drzwi. W środku było jeszcze piękniej niż na zewnątrz. W tle leciała muzyka na żywo grana z jakiegoś kwartetu smyczkowego. Wszędzie było jasno jak w ogromnej sali balowej. Było mnóstwo gości. Podeszli do mężczyzny, który nadzorował wszystko.
- Witam Państwa.- powiedział delikatnym głosikiem mężczyzna w średnim wieku.
- Dobry wieczór. Mamy rezerwacje na stolik piętnasty.- oznajmił Logan. Pracownik otworzył grubą książkę i spojrzał na kartkę z dzisiejszą datą i teraźniejszą godzinę.
- Pan Henderson, tak?
- Tak.
- Zgadza się. Proszę tędy.- zaprowadził ich do białego stolika przykrytego złotym obrusem. Na środku stolika znajdował się bukiet czerwonych kwiatów. Usiedli.- Proszę, tu są karty. Niebawem podejdzie do Państwa kelner.- odszedł płynnym ruchem.
- Logan. To miejsce robi ogromne wrażenie.- Nie mogła się napatrzeć.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Chciałem, aby nasza pierwsza randka była najlepsza i wyjątkowa.
- Nie wiedziałam, że z ciebie taki romantyk. Udało ci się. To najlepsza randka w moim życiu. Tak się cieszę, że jesteśmy tu razem.
- Ja też. A więc co Pani zamawia?- zapytał parodiując głos tamtego mężczyzny.- otworzył kartę.
- Oh nie wiem. Same nazwy wyglądają apetycznie. Hmm… podaruję sobie przystawkę. Nie lubię przystawek. Moja ciocia zawsze mi mówiła: Jak jeść to raz, a porządnie.- zaśmiała się.
- Też nie lubię przystawek. No to może danie główne? Ja bym się pokusił o pozycję numer trzy.- wskazał palcem.
- Polędwiczki owijane przypieczoną szynką parmeńską w sosie z ze złotych kurek oraz grillowane ziemniaczki w mundurkach wraz z bukietem sałatki greckiej.- zabrakło jej tchu wymawiając całą pozycję.- Wow. Gastronomiczna poezja wielokrotnie złożona, ale podoba mi się. Brzmi apetycznie. Też się na to skuszę.
- A na deser?
- Ja ubóstwiam desery. Mogłabym zjeść wszystko z tej listy. Nie mogę się zdecydować. Wiesz co? Zrób mi niespodziankę i wybierz coś za mnie.- zamknęła swoje menu.
- Dobrze…
- Pozwól, że skoczę na chwilę do toalety.Zaraz wracam.- wstała poszukując drogi do łazienki. Udało jej się tam trafić. Spojrzała na wielkie oświetlone lustro. Wyjęła z torebeczki błyszczyk i poprawiła sobie usta. Patrzyła tak jeszcze na swoje odbicie śmiejąc się do siebie. Była taka szczęśliwa. Właśnie przeżywała najcudowniejszy wieczór jej życia. Poprawiła fryzurę i wróciła do stolika. Logan gdy ją zobaczył zaczął nalewać jej wina.
- To dla ciebie.
- Dziękuję. I to słodkie. Jedyne jakie mi smakuje. Czy ty kiedykolwiek nie trafisz w moje gusta?
- Staram się nie.- uśmiechnął się.
- Miło jest spędzić ze sobą czas sam na sam. Powiedz mi o sobie coś czego nie wiem.- dziewczyna była bardzo ciekawa.
- Hmm… co mogę ci powiedzieć. Wiesz, że jestem strasznie uparty? Jak byłem mały, mama mówiła mi na plaży na wakacjach żebym posmarował się kremem, bo spalę sobie skórę. Oczywiście nie posłuchałem jej. Ostrzegała mnie, że źle to się może dla mnie skończyć, ale ja nadal stawiałem za swoje. Minął jakiś czas, a faktycznie zaczęły palić mnie plecy. Doskwierało mi to, ale za nic nie posmarowałem się tym kremem, aby nie okazać słabości i udowodnić mamie, że jestem silniejszy. Skończyło się tak, że miałem poparzenie pierwszego stopnia i przez ponad tydzień musiałem spać na boku, a kiedy mama smarowała mi plecy maścią, czułem tortury. Od tamtego czasu stosuje krem z filtrem.
- Śmieszna historia. Ja w gimnazjum miałam koleżankę… nie, nie nazwę jej tak. To była wiedźma. Robiła mi głupie dowcipy w szkole. Pisała różne rzeczy na mojej szafce, raz na stołówce wylała mi zupę na bluzkę i to specjalnie. A raz na przesłuchaniach do szkolnego przedstawienia zamknęła mnie w łazience, abym nie mogła wystąpić i wiele innych. To był koszmar. Jednakże wiedziałam, że robi to z zazdrości, więc się tym zbytnio nie przejmowałam, ale pewnego dnia postanowiłam się zemścić. Kiedy on dostała tę rolę, chciałam to wykorzystać. Na widowni była cała szkoła. W pewnym momencie odłączyłam jej mikrofon i zza sceny puściłam nagranie, które dochodziło z jej mikrofonu. Puściłam nagranie niezłego bąka, które rozniosło się po całej sali. Potem powiedziałam różne dziwne rzeczy, a widownia wpadła w śmiech. Ta z płaczem zeszła ze sceny i tak pozbyłam się jej raz na zawsze.
- No proszę. Będę wiedział, aby z tobą nie zadzierać.
- Daj spokój… To były tamte lata, a ja już nie mogłam znieść takiego traktowania. Myślałam, że jak skończę szkołę to jej już w życiu nie zobaczę, ale się pomyliłam. Pamiętasz tę czarnowłosą Juliette, z którą mieszkałam kiedy trwał jeszcze ten konkurs?- kiwnął głową.- To była ona. I mam znowu nadzieję, że więcej jej nie spotkam.- podszedł do nas kelner i wręczył zamówienie.
- Ach…- powąchał danie Logan.- Pachnie cudownie.
- No to spróbujmy tego przysmaku.- zaczęli jeść.
Para zjadła i dobrze się razem bawiła. Rozmawiali w miłej atmosferze. Opowiadali różne historie ze swojego życia. Śmiali się i pili wino. Nigdy tak dobrze się razem nie bawili. Potem przyszedł kelner z deserem. Logan zamówił suflet z gorącymi malinami, lodami z polewą czekoladową i bitą śmietaną co okazało się strzałem w dziesiątkę. Marla pierwszy raz jadła suflet i od razu się w nim zakochała. Deser rozpływał się w ustach, czuła się jak w siódmym niebie. Musiała kontrolować swoje zapędy, była przecież w tak dostojnym miejscu. Kiedy skończyła, poczuła, że niczego jej już nie brakuje. Ten wieczór osiągnął swój limit przyjemności. Przynajmniej tak myślała, ale potem muzyk poprosił ją do tańca. Tańczyli razem na parkiecie przy pięknym smyczkowym akompaniamencie. Marla spojrzała na zegarek. Było już po jedenastej. Wrócili do stolika, zamienili jeszcze ze sobą kilka zdań i później opuścili restaurację.
- Będziesz prowadził gdy wypiłeś wino?
- Patrzyłem na ciebie i zupełnie zapomniałem, że jesteśmy samochodem. To tylko jedna lampka wina. No dobra, dwie. Nic się nie stanie. Patrz.- wszedł na krawężnik i przeszedł się po nim. Marla zobaczyła, że idzie równo, więc się uspokoiła.
Wsiedli do samochodu i pojechali do domu. Do północy zostało jakieś pół godziny. Logan odprowadził Marlę pod same drzwi mieszkania. Zatrzymał się przed wejściem. Przytulili się do siebie.
- To był wspaniały wieczór. Dziękuję ci za wszystko.- wyszeptała.
- Wzajemnie. Dobranoc, skarbie.- poczuła ciepło rozchodzące się po jej ciele gdy usłyszała te ostatnie słowo.
- Dobranoc. Śpij dobrze.- pożegnała go w drzwiach. Odprowadzała go wzrokiem do jego drzwi. Jednak gdy złapał za klamkę, zatrzymał się. Marla podniosła brwi. Logan odwróciła się do niej i wrócił się.
- O czymś zapomniałem.- oznajmił lekko szepcząc.
- O czym?- kiedy go o to zapytała, Logan przywarł do jej ust. Objął jej twarz, aby mieć do niej lepszy dostęp. Oboje zachłannie pieścili swoje wargi. Po chwili oderwali się od siebie, aby złapać oddech. Styknęli się czołami i uśmiechali do siebie. Logan wziął jej dłoń i przyłożył do swojego policzka z miną jakby przykładał lód do siniaka, aby odczuć ukojenie. Puścił ją i bez słowa wrócił do siebie. Marla zanim weszła do apartamentu, stała tak przez chwile w bezruchu jeszcze po ostatnim jego dotyku. Następnie otrząsnęła się i zamknęła za sobą drzwi. Usiadła na krześle. Czuła się kochana i szczęśliwa. Nic więcej się dla niej nie liczyło.


* Wiem, że wyszło tak obojętnie. Jednak po tej całej akcji trzeba znów wychillować :) Cieszcie się tymi leciutkimi rozdziałami, bo wkrótce może ich zabraknąć :) Całuśną końcówkę razem z moim buziakiem pragnę zadedykować pewnej osobie ( która już będzie wiedziała o co chodzi i nie musi się zdradzać). Rany... cztery rozdziały jednego tygodnia. Nigdy więcej :) Wracamy do porządku codziennego, więc do  środy :) 



# Translate

# Znajdź rozdział