środa, 19 listopada 2014

Rozdział 90

Alexa nie odzywała się do Carlosa od wczorajszego wieczora. Miała już dość zachowania swojego męża. Nie mogła jednak ukryć, że ostatnio stała się zazdrosna o Jamesa, ponieważ Pena poświęcał mu więcej uwagi niż jej. Codziennie mówił o Jamesie, przy każdym przez nich spożywanym posiłku. Nawet gdy do niej dzwonił, pytał się czy nie widziała może Jamesa. To było dla niej męczące. Nie chciała być egoistką prosząc o więcej uwagi. Rozumiała jaka jest sytuacja ich przyjaciela, jednak to wszystko wyszło spod kontroli. To już zaczynało się robić chore. A tym bardziej to czego była teraz świadkiem. Znalazła bruneta w salonie z laptopem na kolanach. Cicho zakradła się za jego plecy. Czytał pochłonięty jakiś artykuł: Śmierć na zamówienie. Odnalazła fragment, który właśnie czytał: Drugim typem samobójcy są osoby słabe psychicznie, które nie są w stanie same wyprawić się na tamten świat. Są na tyle zdesperowane, że o pomoc proszą właśnie tzw. "zabójców na zamówienie", śmiesznie nazywanych przez krytyków "fachowcy od eutanazji na żywo". Już po tych nazwach można dowiedzieć się czym zajmują się takie osoby. Niedoszły lub słaby samobójca wynajmuje taką osobę, by ją zabiła. Samobójca, w tym przypadku, ośmielimy się nawet użyć słowa " pracodawca", określa jaką śmiercią chce umrzeć, a "pracobiorca" musi to spełnić. Oczywiście taka praca jest nielegalna...
- Carlos!- wydarła się przerażona Alexa. Chłopakowi o mało co laptop nie spadł na ziemię. Złapał się za serce. Dziewczyna stanęła przed nim.- Czy ciebie już zupełnie popierdoliło?!
- Nie strasz mnie!- wziął kilka głębokich wdechów. Zminimalizował stronę, którą czytał.
- Wiem co czytałeś. Czy ty jesteś nienormalny?- puknęła się w czoło.
- Alexa...- mruknął.- Ja po prostu się o niego boję. A jeśli ten podejrzany facet...
- Przestań!- warknęła.- Jeszcze raz usłyszę te imię w tym domu, a obiecuję ci, że źle się to dla ciebie skończy. Wybij sobie z głowy te idiotyzmy i zajmij się swoim życiem.
- Ale James należy do mojego życia.
- A ja nie należę?- spytała z zaszklonymi oczami. Carlosowi zrobiło się głupio, że doprowadził ją do takiego stanu.- Kiedy mi ostatnio poświęciłeś tyle uwagi? Kiedy mnie ostatnio zapytałeś jak się czuję, co u mnie w pracy? Jesteś tak zajęty Jamesem, że nie masz czasu dla mnie, a mi jest przykro.
- Przepraszam.- podszedł do niej i ją przytulił.- Masz rację. Może faktycznie trochę przeginam. Obiecuję już tego nie robić. Przepraszam, że nie poświęcałem ci uwagi. Wybaczysz mi?- przytaknęła delikatnie. Carlos uśmiechnął się i pocałował ją czule.

Jo obudziła się z fatalnym nastrojem, nie czuła się za dobrze. Rozejrzała się. Kendalla już nie było. Wstała z łóżka chwiejąc się na nogach. Natychmiast musiała napić się kawy. Wstawiła wodę do czajnika. Usiadła i złapała się za głowę. Nie przychodziło jej do głowy co mogła takiego zjeść żeby jej to zaszkodziło. Nagle poczuła się jeszcze gorzej. Zemdliło ją i pognała pędem do łazienki żeby zwymiotować. Kiedy skończyła oparła się o ścianę. Zaczęła się mocno zastanawiać czy to jest o czym myśli. Ogarnęła się i skoczyła do najbliższej apteki po test ciążowy. Kiedy wróciła, zamknęła się w łazience. Z nerwów test wypadł jej z ręki dwa razy zanim go użyła. Kiedy już go zrobiła, położyła na półce przy zlewie i czekała siedząc na muszli. Pociły jej się ręce, nogi dygotały, a serce biło jak szalone. Nie mogła przez ten czas zająć się czym innym, bo była zbyt przejęta. Multum myśli przeszło przez jej głowę. Chodziła w kółko. Myślała, że zaraz zrobi dziurę w kafelkach od ciągłego dreptania wkoło. Te dziesięć minut ciągnęło się w nieskończoność. Nareszcie wyznaczony czas minął. Jo przegryzła wargę i spojrzała na wynik.
- O mój Boże…- ponownie usiadła na muszli. Musiała, bo czuła, że zaraz zemdleje. Dwie czerwone kreski na teście ciążowym. Gapiła się tępo w małe okienko. Na początku była zszokowana, ale później na jej twarzy pojawił się uśmiech. Reszta nie miała już żadnego znaczenia. Myślała tylko o dziecku, które nosi pod sercem. Opuściła łazienkę zastanawiając się jak powiedzieć Kendallowi, że zostanie ojcem. Z pracy wraca dopiero za dwie godziny. Nie wiedziała czy tyle wytrzyma. Chciała sięgnąć za telefon i zadzwonić do niego. Wolała poinformować go jednak osobiście.

Jo zaczęła się martwić, ponieważ blondyn spóźniał się już następną godzinę. Nie odbierał połączeń. W ogóle miał wyłączony telefon. Zastygła w oknie czekając na swojego chłopaka. Jest. Przyjechał swoim autem. Usiadła szybko na kanapie. Brała głębokie wdechy. Po chwili Kendall pojawił się w mieszkaniu. Wyglądał strasznie, jak ostatnie nieszczęście. Zdecydowanie niezbyt miło minął mu ten dzień. Już chciała go zapytać co się stało, ale gdy ten spojrzał na nią przeźroczystym spojrzeniem jakby nieżyjącego trupa, przeszły ją ciarki. Nie powiedział nic. Oblizał tylko wysuszone usta. Teraz zwątpiła czy to dobry moment. Jednak nie chciała dłużej czekać. Nie mogłaby z tym spać spokojnie. Poszła za nim do kuchni gdzie blondyn gasił pragnienie szklanką wody.
- Kendall? Co ci jest?
- Nic…- wydusił z siebie.- Nic wartego twojej uwagi…
- Ciężki dzień?- próbowała strzelać.
- Najgorszy. Nie wiem czy istnieje coś co mnie teraz podniesie na duchu.- westchnął ciężko i przeszedł kawałek dalej podchodząc do zlewu. Podążała za nim jak cień. Zielonooki podszedł do śmietnika. Wyjął z kieszeni jakiś mały świstek papieru i wyrzucił do kosza.
- Mylisz się. Muszę ci coś powiedzieć ważnego.
- Proszę… nie teraz.- napił się jeszcze wody. Nawet nie zdążył się rozebrać z kurtki.
- Nie utrudniaj mi tego.- jęknęła.
- Jo! Przepraszam, ale nie mam ochoty wysłuchiwać jakiś głupot. Nie jestem w nastroju!- zdenerwował się.
- Głupot?! Głupot?! Czy ja dobrze usłyszałam?- podniosła głos.
- I znowu się zaczyna…- mruknął pod nosem.
- Co się zaczyna? Masz mnie dość, tak? Wracasz z twarzą grabarza do domu. Ja się martwię, a ty tak reagujesz! Nie możesz mi poświęcić chwili uwagi.
- A masz i niby coś ważniejszego do powiedzenia? Bo ja uważam, że mogłabyś mi oszczędzić emocji jak na ten dzień. Albo rób jak chcesz…- machnął ręką.- Mnie to nie obchodzi.
- Co cię nie obchodzi? To co mam do powiedzenia?- oparła się o ścianę krzyżując ręce na piersiach.
- Może?- zaakcentował to słowo z ironią.
- Aha… no skoro uważasz, że informacja o tym, że będziemy mieli dziecko nie jest dość ważna, to może poczekać do jutra, ewentualnie tydzień skoro tak, bo…
- Co powiedziałaś?- przerwał jej marszcząc czoło.
- Zrobiłam test!- po chwili uspokoiła się i dokończyła.- Zostaniesz ojcem.
Jego twarz na te słowa zrobiła się jeszcze bledsza. Zamarzł w ruchu i nie mógł się ruszyć. Powoli do jego głowy dochodziły jej słowa. Zadrżały mu nogi, złapał się szybko za blat. Ja, ojcem. To niemożliwe! Nie teraz.- pomyślał. Oczy błądziły ślepo po podłodze. Bełkotał coś pod nosem, sam nie wiedział co dokładnie.
- Kendall?- widziała jak źle na to zareagował. Wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Przestraszyła się.
- Przepraszam…- wybąkał nawiązując z nią krótki kontakt wzrokowy po czym wyszedł z domu.
- Kendall!- wołała go, ale ten gdzieś zniknął. Odjechał samochodem.

Łzy Jo wsiąkały w poduszkę zanim zdążyły popłynąć po całej długości jej policzków. Nie takiej reakcji się spodziewała. Mogła mu nie mówić. Miał rację. To nie był odpowiedni czas. Ale jeśli nie teraz to kiedy? Za dziewięć miesięcy? Dopiero by zemdlał. Myślała o tym cały czas. To dziecko zawieruszy karierę i jej i jego. O tym nie pomyślała. Może Kendall uważał, że jest za młody na dziecko. Być może dwadzieścia cztery lata to za mało, aby założyć rodzinę. Może wolał skupić się teraz na karierze, ale to teraz mija się z celem. Chłopaki chcieli wziąć dłuższą przerwę w pracy. Odpocząć od tego wszystkiego. Ale tak się nie stanie. Bolało ją to, że tak zareagował. Teraz pewnie będzie chciał ją zostawić. Zostanie samotną matką. Nie mogła spać kiedy Kendalla nie było przy niej. Wybiła trzecia w nocy, a jego nadal nie było. Najwyraźniej nie ma zamiaru się pojawić. Pytanie czy w ogóle ma zamiar jeszcze się z nią zobaczyć...







* No i co powiecie na to? Jeśli chodzi o ten artykuł to napisałam go pod wpływem chwili. Nie wiem czy w rzeczywistości coś takiego istnieje, ale potrzebowałam czegoś takiego, więc jest. Niektórzy mieli rację. Jo jest w ciąży. A kto spodziewał się takiej reakcji po Kendallu? Jak wypowiecie się na temat jego zachowania? Jestem strasznie ciekawa :) Do soboty :*

PS Czy nie macie nic do tych serduszek po prawej? Nie są tam na zawsze, ale... Zresztą co ja będę mówić. Dark Bunny pytała o to w zakładce, więc tam jest odpowiedź :)


11 komentarzy:

  1. Takiej reakcji się nie spodziewalem. Myślałem ze to mu porawi humor ze d happy i bd skakać z radosci i bla bla bla a tu proszę. Tu mnie zagiekas. Watpie żeby chciał zerwac z Jo. On taki nie jest. Wróci pewnie za jakiś czas a teraz albo się nachla albo zatrzyma u ktoregos z przyjaciół. Oni jeszcze bd szczesliwymi rodzicami. ;)
    Swietnie Ci wyszedł ten artykuł. Normalnie jakbys skads to wziea. Jak wypowiedź specjalisty. Brawo ^^
    Zasmialem się gdy wyobrszilem s przestraszonego przez Alexe Carlosa i jak mu wypada ten laptop. Wgl cala GA sytuacja mnie smieszyla. A koledzy z pokoju patrzyli się na mnie jak naidiote gdy przerwale cisze krorkim śmiechem. :D
    Genialny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja nie mogę... Chyba nie masz zamiaru zabić Jamesa, prawda? Bo jak go zabijesz, to ja... to ja... To ja zabiję Madison! O tak, uśmiercę ją jeśli Ty uśmiercisz Jamesa. Alexa strzeliła focha. No niech się pogodzą... Przecież mają A ponieważ znowu nie mam czasu, a teraz koniecznie chcę to załatwić, to nie mam nic do dodania. Rozdział świetny. czekam na nn. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogodzili się przecież :P I nie groź mi :P

      Usuń
  3. Rety, dawno nie pisałam "tak późno u cb komentarza" :P
    Na początku chcę powiedzieć... wielki szacun za artykuł 9 a raczej kawałek), który napisałaś. Wygląda jak autentyczny z jakiejś gazety, którą czyta mój ojciec :P Gdybyś napisała coś takiego to bym chętnie przeczytała :)
    Carlos serio wpada w paranoję. Mam nadzieję, że Alexa przemówiła mu do rozsądku i się opanuje. Przestanie myśleć o Jamesie i zajmie się żoną. A jeśli o to co odpalił Kendall... to tak jak Chris się tego nie spodziewałam. Nie po nim. Nie po Kendallu. Byłam w szoku jak wyszedł z mieszkania na wiadomość o tym, że zostanie ojcem. Może nie jest teraz na to gotowy?
    Muszę koniecznie przeczytać kolejny, bo wciągnął mnie ten wątek, a dopiero co wprawdzie ta część nabiera tempa :P Wspaniały rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autentyczny artykuł jak z gazety? Dziękuję :*Robiło się to i owo w przeszłości :P

      Usuń
  4. Haha jak się Carlos wystraszył. Ten się boi kto ma coś na sumieniu hehe :) A ja myślałam, że skądś ten fragment artykułu skopiowałaś, bo wydawał się taki dobry ;D Ale nie doceniałam twoich zdolności.Kendall nie cieszy sie z dziecka? po prostu wyszedł z chaty? Prawie zemdlał? O co kaman? Czemu nie? Ciekawisz:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Na samym początku tak sobie myślałam "Carlos nie zdradzaj Lex z Jamesem..." i tak cały czas. :) Dobrze, że sobie dał z tym spokój, bo to była paranoja! Artykuł wyszedł świetnie, myślałam, że skopiowałaś z internetu i uwierzyłam, że jest coś takiego i chyba jest, bo słyszałam, a po za tym idź do gazety pracuj. A jak był wątek z Jo, byłam w 100% pewna, że będzie w ciąży, ale reakcja Kendalla mnie strasznie zaskoczyła. On się boi mieć to dziecko czy jak? Nie zrobił Jo jakiś wyrzutów, czy coś tego typu więc myślę, że go zaskoczyła ta informacja i to bardzo... Pewnie wróci, a jak nie to go znajdziemy i wywieziemy do Afryki i zostawimy. Marla pewnie będzie wspierać Jo, ale boję się jednej rzeczy. Ojca Jo... Jak on się dowie, że Kendall zrobił dziecko jego córce, a potem go nie chciał to go zabije, a to gorsze od Afryki! Najbardziej się boję reakcji pana Taylora... Do soboty tyle dni... Ja nie wytrzymam... Super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracowałam w gazecie... szkolnej :P Wytrzymasz. Zanim się obejrzysz, a już będzie. Trzeba się uspokoić, bo jeszcze cię moge następnym rozdziałem rozczarować :P

      Usuń
  6. Taaak !!!!! Znowu mogę czytać. :3 Joanna jest w ciąży. :') Jestem taka dumna, A Carlos to chyba się zakochał w tym Jamesie. XD Dobra odstawiam swoje żarty na bok. :3 Już jutro sobie poczytam kolejny rozdział. :3 Będę się nim rozkoszować, bo w końcu mogę być na bieżąco. ^^
    Całuski :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. James wynajął Sobie mordercę? Nie możliwe. To jest nie do przeżycia, szok. Jeden wielki szok. Alexa ma rację, Carlos zbyt dużo uwagi poświęca Jamesowi, niech się o Niego martwi, ale bez przesady.. Może zainstaluje mu kamery w domu, będzie mógł go szpiegować cały czas. Tą ciążą to mnie zaskoczyłaś, nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji, ale reakcja Kendalla jest dziwna. Chociaż po ciężkim tygodniu nie spodziewałam się czegoś innego.
    Ale gratuluję! Czekam na następny :).

    OdpowiedzUsuń

Jak napisać komentarz "krok po kroku"?
1. Kliknij w białe pole pod spodem gdzie pisze się koma.
2. Wpisz w nią treść.
3. Kliknij "opublikuj".
Jeśli jesteś anonimem, pobawisz się w testy na roboty, np. wybierz co jest ciastem :)
4. Potwierdzasz i gotowe. Dzięki za docenienie pracy.
Widzisz? To proste i nie boli, a cieszy :D


# Translate

# Znajdź rozdział