sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 51

Następnego dnia Marla z samego rana zaczęła się stroić. Jeszcze nie wiedziała dlaczego, ale czuła taką potrzebę. Chciała poczuć się jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Taki nastrój był spowodowany również wczorajszym dniem. Przez wieczór myślała czy zadzwonić pod numer na wizytówce. Zastanawiała się nad plusami i minusami. Stwierdziła, że jeśli taka sesja miałaby się odbyć, to koniecznie w jakiejś odzieży. Nie chciała nikomu innemu pokazywać swojego ciała w stroju kąpielowym. Ostatecznie skonsultowała pomysł ze swoim menagerem Gustavo. Ten na początku sceptycznie do tego podszedł, bo bał się, że porzuci śpiewanie. Jednak kiedy dowiedział się, że jego powątpiewania są mylne, nie miał nic przeciwko, choć też powiedział ( nie dosłownie) żeby wiele przed obiektywem nie pokazywać. Definitywnie zgodziła się biorąc to za dobre doświadczenie. Wzięła za telefon i umówiła się na spotkanie. Logan nie mógł jej dzisiaj towarzyszyć, ponieważ zaczynali pierwsze nagrania do nowej płyty, która zostanie wydana nie szybciej jak na początek zimy, czyli na następny rok. Ta data nie jest jeszcze pewna. Wzięła torebkę i wyszła upewniwszy się czy zamknęła drzwi. Była spokojniejsza, bo przekonała kierownika, aby wymienił zamek w drzwiach. Czekając na taksówkę, pomyślała o kupnie samochodu. Pomyślała, że to dobry pomysł. Na koncie czeka na nią ogromna suma pieniędzy, która niecierpliwi się kiedy zostanie wydana. Marla została wychowana na skąpca. Ma wiele pieniędzy, ale ich nie wydaje. Trzyma je i zbiera, ale sama nie wie na co. W końcu wsiadł do taksówki. Podała taksówkarzowi adres agencji z wizytówki. Potem okazało się, że to wcale nie było tak daleko, gdzieś za centrum miasta.

Wysiadła z taksówki. Spojrzała w górę na wielki wieżowiec i szyld Cascade Magazine. Pewnym krokiem weszła do środka. Podeszła do recepcji zgłaszając umówione spotkanie. Sympatyczna recepcjonistka wskazała jej numer drzwi, pod który ma się udać pokazując jej palcem na wielkiej tablicy wiszącej na ścianie. Dziewczyna weszła do szklanej windy, przez którą było widać pięknie urządzone wnętrze. Wjechała na trzecie piętro. Skręciła w lewo szukając drzwi numer dwadzieścia. Były na końcu korytarza. Marla zapukała do drzwi. Była to typowa sala gdzie odbywają się castingi. Sala była biała. Przy ogromnych wielkości oknach, przez które było widać pnące się w górę wieżowce stały wieszaki z kreacjami. Na końcu sali znajdowało się biurko, przy którym siedziały trzy osoby. Poznany wcześniej fotograf w szarym sweterku i szmaragdowej apaszce. Czarnowłosa kobieta z jastrzębim nosem, którą skądś kojarzyła, ale nie mogła sobie przypomnieć i druga kobieta. Miała blond włosy spięte w kok. W swoich dłoniach miętosiła pióro.
- Dzień dobry.- przywitała się.
- Pani Marla Steward.- spojrzała w kalendarz kobieta w środku.- Proszę usiąść. Nazywam się Cassie Lorenz i jestem projektantką marki odzieżowej.- Marli przypomniało się skąd ją kojarzy. Jej nazwisko to nazwa bardzo dobrej marki odzieżowej znanej w tej części Ameryki i nie tylko.- To jest redaktor naczelny czasopisma Judy Oxford, a to nasz fotograf, którego Pani poznała. Właśnie dzięki niemu tutaj dzisiaj się spotkaliśmy. Zdjęcia, które przedstawił nas zaciekawiły, więc możliwe jest, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Jak dokładnie ma to wyglądać? Nigdy jeszcze nie byłam na sesji i nie jestem zawodową modelką.
- Tak, wiem. Kojarzę Panią z telewizji. Mogę Pani mówić po imieniu?- kiwnęła głową.- Marlo. Lipcowe wydanie czasopisma to wydanie na okres letni, w którym zaprezentujesz odzież letnią. Będzie trochę przebieranek.- dziewczynie ulżyło z ulgą, ze nie musi pozować w bieliźnie.- Wszystko później wytłumaczyłby ci nasz fotograf. Mówiąc tak między nami tutaj zgromadzonymi, miło byłoby gdyby naszą markę prezentowała taka gwiazda jak ty. To dla nas spora reklama i prestiż, zarówno jak dla ciebie. Muszę to jeszcze obmówić ze swoimi współpracownikami. Aby było sprawiedliwie, musisz przejść casting jak reszta modelek, które ubiegają się o tę pracę.
- A co miałabym zrobić?
- Tam jest przymierzalnia, w której wisi kreacja. Przebierz się w nią i zrobimy ci kilka zdjęć.
- Dobrze.- szatynka wstała i pomaszerowała do szatni. Wiedziała, że ta sesja może nie być pewna, bo najpierw musi przejść wybór, ale to działo się tak szybko. Spojrzała na wieszak, na którym wisiała piękna, zwiewna pomarańczowa sukienka. Założyła ją z wielką chęcią. Wpasowała na nogi obuwie, które było trochę przyciasne i założyła biżuterię. Mężczyzna z aparatem już na nią czekał. Marla wyszła z przebieralni.
- Wspaniale. Teraz stań tu i zapozuj.- dziewczyna podeszła na wyznaczone miejsce i nie wiedziała co zrobić. Uśmiechała się, ale wciąż stała nieruchomo trochę zmieniając pozycję ciała.- rozluźnij się, zaimprowizuj. Nie ma się czego bać. Wyobraź sobie, że mnie tu nie ma, a ty jesteś sama ze swoim lustrem.- Marla spróbowała posłuchać rady. Na początku nie szło jej plastycznie, ale potem spodobało jej się miejsce przed aparatem.- Właśnie o coś takiego mi chodziło. I jeszcze większy uśmiech. Tak! Naturalność, przede wszystkim! Jeszcze trochę! Tak. Idealnie.- wkręciła się w klimat.- Prawa ręka trochę wyżej, podnieś głowę. Tutaj! Tak. Brawo. Dziękuję, to wszystko. Możesz się przebrać.- to trwało tak szybko. Marla pożegnała się z piękną kreacją. Po chwili wróciła na swoje krzesełko.
- Obejrzymy zdjęcia, skonsultujemy się i jutro o trzeciej damy znać. Proszę tylko wypełnić ten formularz z danymi osobowymi.- podała jej kartkę i długopis. Szatynka wypełniła puste pola.
- Czy to wszystko?
- Tak, dziękujemy.
- Do widzenia.- wyszła zamykając drzwi. Weszła do windy i spojrzała na zegarek. Dochodziła godzina dwunasta. Na parterze nagle pojawiła się gromadka modelek ustawiające się w kolejce do recepcji. Marla przypadkiem usłyszała, że to modelki na ten sam casting. Marla spojrzała na wszystkie dziewczyny i dopiero teraz zwątpiła w swoje siły. Tym bardziej, że Natalie również się pojawiła. Dziewczyny minęły się patrząc tylko sobie w oczy. Marla wyszła i usiadła na ławeczce przed agencją.
- Przecież mam nikłe szanse, że dostanę tę pracę…- pomyślała. Założyła okulary i zdecydowała, że wybierze się do wytwórni transportem miejskim.

BTR kończyło nagrania kiedy przyszła Marla. Opowiedziała chłopakom po krótce co się wydarzyło w agencji kiedy mijali się na korytarzu. Niedługo Marla miała swoją kolej. Pożegnała ich do piątku, bo jutro się nie spotkają. Marla jedzie rano na wywiad, a wieczorem ma występ.
W czwartek według jej planów pojechała na wywiad, w którym ogłosiła współpracę z Jeremy Watson, wokalistą dawnego zespołu grającego muzykę indie. Jeremy poprosił ją o zaśpiewanie z nim najnowszego singla i wystąpienie w teledysku, na które czeka z niecierpliwością wiele osób. Sam wokalista towarzyszył jej w telewizji. Mężczyzna zbliża się wiekiem do trzydziestki, ale nadal wygląda niesamowicie.
Kiedy wróciła do domu, Lucy oglądała telewizję.
- Oglądałam cię!- powiedziała zadowolona.
- A ty kiedy masz zamiar wystąpić, co?- uśmiechnęła się nakładając sobie zapiekanki z brokułami.
- Kapela musi się rozwijać. Na razie płyta jest na początku swojego powstawania. Wiele ludzi dziwi się, że porzuciłam karierę solową i stworzyłam zespół. Do dziś męczą mnie na Twitterze.
- Ja ci powiem, codziennie przeglądam i nie nadążam.- jadła szybko patrząc na zegarek.
- Co za dzień. Dopiero wróciłaś, teraz jesz, a za chwilę musisz przygotowywać się do następnego wyjazdu.
- Dzisiaj mam urwanie głowy. A jeszcze czekam na telefon od Lorenz.- włożyła talerz do zlewu wycierając usta.- Ja idę się myć. Tu kładę telefon, bo w łazience i tak nie usłyszę jak będę się myła. Jakby dzwonili to odbierz i daj mi znać.
- Ok… nie ruszam się stąd.
Dochodziła godzina trzecia. Lucy wciąż trzymała jej biały telefon. Nie chciała przegapić połączenia. Wsadziła go sobie do kieszeni. W końcu ktoś zadzwonił. Lucy nerwowo wzięła telefon do ręki. Niestety to nie od agencji tylko połączenie od Logana. Odebrała.
- Logan, nie teraz. Czekamy na ważny telefon!- rozłączyła się nie dając mu dojść do słowa. W końcu telefon zadzwonił jeszcze raz. Wyświetlił się numer agencji. Zaczęła walić do drzwi!- Marla! Dzwoni!- dziewczyna otworzyła drzwi w samym ręczniku. Przejęła telefon i odebrała.
- Halo?... Tak, przy telefonie… Tak…Naprawdę.- uśmiechnęła się od ucha do ucha.- Nie nic, bardzo się cieszę… Kiedy?...Pasuje mi, jak najbardziej… jeszcze raz dziękuję! Do widzenia!- odłożyła telefon.- Zostałam modelką!- krzyknęła. Dziewczyny pisnęły i przytuliły się.
- Gratulacje! Kiedy masz spotkanie?
- Dopiero w poniedziałek. A jacie, jak się cieszę.- podskoczyła.- Dobra, musze się szykować. Jeszcze w drodze się nacieszę.
- Mogę powiedzieć chłopakom czy sama chcesz im to powiedzieć? Proszę…- błagała Lucy.
- Dzisiaj nie zdążę, więc masz wolną rękę.
- Tak. Uwielbiam rozdawać newsy.- klasnęła w dłonie.

Marla spieszyła się jak mogła. Wyskoczyła na korytarz wprost do windy. Wściekła się kiedy przeczytała informacje, że winda jest chwilowo nieczynna. Nie miała tyle czasu, więc pobiegła w stronę schodów. Kiedy robiła zakręt, zderzyła się z kimś czołem. Prawie upadła, ale w ostatniej chwili podparła się ścianą. Podniosła głowę, aby sprawadzić z kim weszła w kolizję.
- Sorry.- powiedział.- Mogłem uważać pod nogi.
- James? Co ty tu robisz? Czy to nie dziwne, że zderzamy się ze sobą na korytarzu?
- To przeznaczenie.- zażartował.
- Czy to jest to o co ja widzę?- spytała dziewczyna kiedy zauważyła co przyjaciel trzyma w ręce. Był to serialowy kask Carlosa.- Mogę wiedzieć po co ci on?
- Dla ciebie.- odpowiedział.- Zwinąłem mu go z pokoju.
- James, spieszę się i...- już mu się powoli wymykała.
- No chwilka!- zatrzymał ją łapiąc za rękę. Nie miała innego wyjścia, bo trzymał ją mocno. Cicho jęknęła pod nosem.- Sprawę mam. Weź go i odpicuj, ok? Wykorzystaj swoje manualne zdolności i finezję, bo żaden z nas się do tego nie nadaje.
- A co za to dostanę?- droczyła się.
- Nie ma nic lepszego w podzięce od tego cudownego uśmiechu.- wyszczerzył się.
- No dobrze, zrobię to tylko puść już moją rękę.- nagle usłyszeli czyjeś kroki na korytarzu.
- A co tu się dzieje?- podeszła do nich Lucy. James natychmiast puścił Marlę z uścisku. Lucy patrzyła to na nią to na niego.
- Ja przyniosłem kask.- tylko tak umiał się wytłumaczyć.
- A ja go zabieram.- wzięła go pod pachę, ale szybko się wróciła.- No przecież nie mogę z nim iść. Wcisnęła go lokatorce do rąk.- Zostaw go w domu. Ja spadam, bo się spóźnię.
Według niej do niczego między nimi nie doszło, ale zastanawiała się jak to mogło wyglądać dla jej przyjaciółki i czy James będzie musiał się z tego tłumaczyć. Z tego co usłyszała na korytarzu to Lucy przymknęła na to oko. Szatyn zawsze umiał wyjść z opałów. No... prawie zawsze. Zbliżała się do chodów kiedy ktoś ją nagle mocno popchnął. Marla runęła na dół po schodach...






* Ta końcówka to tak na ożywienie po nudach, które czytaliście na początku :P Jeszcze ten rozdział przeżyjecie. Ale chyba nadal Wam się podoba? Kolejny będzie dłuższy i ciekawszy. I będzie biba dla Carlosa :D Jak myślicie? Kto mógł doprowadzić do upadku Marli? Jakie będą tego skutki? Zobaczycie sami :D

PS Zauważyłam, że ankiety już działają, więc w końcu ją zrobiłam. Znajdziecie ją po prawej stronie. Ta ankieta może zmienić w każdej chwili moje zdanie co do zawieszania bloga w wakacje. Prosiłabym o oddanie głosu, bo jak widać ankietę zrobiłam na 5- 6 dni. Cudów się nie spodziewam, bo znając życie większości osób nie będzie się chiało dwa razy kliknąć i będzie jakieś 10 głosów, a  27 czerwca chciałabym już ogłosić co zrobię z tym faktem.

Do środy :*


środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 50

Spędzili ze sobą wspaniałe chwile. Bawili się i wygłupiali jak małe dzieci. Logan chwalił się swoimi akrobacjami i piruetami w powietrzu kiedy wskakiwał do wody. Marla uwielbiła na to patrzeć. Wkrótce przyszedł James ze swoich zakupów z dekoracjami. Rzucił zakupy do piwnicy, również się przebrał i wskoczył do basenu robiąc im niespodziankę. Marla o mało co nie dostała zawału. W końcu z wody wynurzył się James.
- Bu!
- James!- ochlapała go wodą. Logan próbował go podtopić.
- Proszę, proszę… kto pływa w naszym basenie.- uśmiechnął się James.
- Przyszła modelka.- odpowiedział z dumą Logan.
- Twoje żarty nie są śmieszne…- zgasił go szatyn.
- Ale to prawda. Zresztą słuchaj.- Logan opowiedział mu co się stało.
- No to gratulacje!- wynurzył się z wody ukazując w świetle swoje umięśnione ciało. Woda spływała po każdym jego muskule.- Ja byłem modelem. Mogę ci pokazać jak to się robi.- zaczął głupio pozować co wywołało śmiech u dziewczyny.
- James. Schowaj się z tymi bicepsami.- ochlapała go wodą. James miał się czym pochwalić. Dużo ćwiczy na siłowni i ma najbardziej okazały kaloryfer. Szatynka czuła się trochę skrępowana jego widokiem.
- Będę robić ze swoimi bicepsami co mi się podoba.- uśmiechnął się.- Widzisz to Loggie? Musisz jeszcze trochę popracować nad swoimi.
- Nie chcę popaść w samouwielbienie…
- Logan i tak już jest idealny.- pocałowała go.
- Co tu się dzieje? I to bez nas?- zapytał Carlos, a za nim szedł jakby nieobecny Kendall.
- Basenowe party!- powiedział James.
- Nie może być imprezy, na której nie jestem!- Carlos wbiegł z powrotem do mieszkania. Wszyscy spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
- A ty co, Kend? Nie pływasz?- spytał go Logan.
- Jakoś nie mam nastroju. Myślałem, że skoro Jo ma urlop to spędzi ze mną więcej czasu. A ona wpadła w histerię przez tego Nicka, bo odniosła wrażenie, że się na nią czai. A na Marlę przede wszystko. Pakuje się właśnie w tej chwili i jedzie do babci. Chciałem ją przekonać przynajmniej żeby przeniosła się do mnie, ale ona się uparła… no i znów jestem sam. Ja już nie wiem jak mam do niej dotrzeć. Mamy dla siebie coraz mniej czasu i to nawet jeśli oboje mamy okazję to nadrobić.- usiadł na leżaku nie zważając na prażące go w twarz słońce.
- To nie będzie jej na imprezie?- wtrącił James.
- Mówiła, że będzie… A co dalej to nie mam zielonego pojęcia. Może ty być mogła z nią porozmawiać?- blondyn spojrzał błagająco na dziewczynę.
- Mogę spróbować.- Marla wyszła z wody. W tym samym czasie przyszedł Carlos.
- Ja się przebierałem, a wszyscy już wychodzą. No trudno, foch. Sam będę się kąpał.- wskoczył do basenu. Reszta usiadła na leżakach.- Wiecie co? Zdałem sobie sprawę, że mam już te prawie dwadzieścia dwa lata i…
- I nadal zachowujesz się jak nastolatek.- dodał Kendall złośliwie.
- Oj weź, stary. Każdy ma swoje dobre i złe dni. Niestety między tymi dobrymi jest więcej tych złych i to trzeba zmienić. Co wy na to żeby zaszaleć i zapomnieć o problemach? No, przyjaciele! Pamiętacie jak to było jeszcze niedawno? Kendall, jak nas zwano? No powiedz, wiem, że wiesz.
- Byliśmy porównywani do czterech jeźdźców Apokalipsy. Zmieniono to na czterech szalonych imprezowych kompanów.- odpowiedział już trochę bardziej rozchmurzony.
- Jesteśmy.- poprawił go Carlos.
- Naprawdę?- uśmiechnęła się Marla.- Widzę w tej roli tylko Jamesa i Carlosa, ale Logana i ciebie, Kendall nie bardzo…
- No to źle, że tak myślisz.- wpadł w słowo Logan.- Kiedy jesteśmy we czterech i jest impreza, ponosi nas ten klimat. Uwielbiamy imprezy oraz dobrze się bawić.
- Ludzie patrzą na nas i też zaczynają się lepiej czuć.- powiedział James poprawiając fryzurę.
- Czy jest jeszcze coś co powinnam o was wiedzieć, bo nie chciałabym w pewnym momencie zostać zaskoczona.- włożyła okulary przeciwsłoneczne.
- Taaak.- westchnął James.- Na przykład… Logan to zbok!- zaczął się śmiać.
- CO?!- podniósł się z leżaka Logan.- James!
- No przecież to prawda. Widziałaś to nagranie z Brazylii?- kiwnęła głową.- No to nie widziałaś dalszej części, która nie trafiła do sieci. Musisz ją zobaczyć.- Logan pogroził mu palcem.- No przecież każdy wie, że Logan inaczej zachowuje się przy tobie a inaczej przy nas.
- Ale tak chyba nie jest tylko w przypadku Logana, lecz prawie każdego.- próbowała go usprawiedliwić nie zważając na wyznanie Jamesa.
- Jak mamy być już szczerzy…- zaczął Logan, aby odejść od tematu z nim związanym.- To nikt z was święty nie jest. Ja mogę powiedzieć, że próbowałeś wejść na drzewo i przedostać się do pokoju naszej sąsiadki…
- Już mówiłem, że nie byłem w pełni… sobą.- usprawiedliwił się James.
- Trzeba było nie pić tyle…- wtrącił Kendall.
- A ty Kendall płaczesz na komediach romantycznych!
- To było tylko raz!- podniósł palec wskazujący, aby zaznaczyć wizualnie swoje słowa.- Miałem gorsze dni. A Carlos…
- No jeszcze mnie w to wciągajcie…- mruknął przyjaciel.- Carlito boi się klaunów. Za żadne pieniądze nie wciągniesz go do cyrku.
- Bo oni są straszni. Przypatrzcie się im pomalowanym mordom. I w dodatku… aj nie ważne. Nie będę wracał do przeszłości. Nienawidzę klaunów, a nie się ich boję.
- Taaaa.- syknął James po czym spojrzał na Marlę jakby sobie nagle coś przypomniał.- Marls? Mogę cię pożyczyć na chwilę?
- Chcesz mnie pożyczać?- zaśmiała się z źle dobranych słów.
- Zastananów się najpierw co chcesz pożyczać.- wtrącił żartobliwie Logan.- Bo mojej dziewczyny nikomu nie pożyczam. Mogę ewentualnie wynająć za drobną opłatą.- wyszczerzył się. Carlos zaczął się śmiać, a Marla uderzyła go w potylicę.- Aua!
- James, jestem cała twoja. Oddaję ci się.- wyciągnęła dostojnie rękę żeby dać się zaprowadzić tam gdzie James by chciał. W ten sposób chciała sprowokować Logana. On jednak nie dał się w to wciągnąć i udał, że go to w ogóle nie obchodzi i wrócił do rozmowy z Kendallem.

Poszli razem przed dom. James oparł się o barierkę schodów tak samo jak Marla. Przez to, że wyszli z basenu nie owinięci w ręczniki, zrobiło im się trochę chłodno.
- Logan potrafi czasem zirytować.- zaczęła.
- Przecież to był żart.- obronił przyjaciela.
- Mimo to niektóre jego żarty są irytujące. A po co chciałeś mnie pożyczyć?
- Pewnie wiesz, że wkrótce nadejdzie dzień, w którym ja i Lucy będziemy obchodzić coś w rodzaju rocznicy. Ale w naszym przypadku to trochę inaczej wygląda. Sama wiesz jaka była między nami sytuacja...
- Pamiętam.- potwierdziła.
- Chciałbym jej kupić w prezencie coś wteyjątkowego żeby wiedziała jak bardzo jest dla mnie ważna.
- Aww.- uśmiechnęła się.
- No bez takich.- wywrócił oczami.- Chcę poprosić o radę. Nie wiem co by mogła chcieć, a ty znasz ją też dobrze tak jak ja... No więc połączmy siły i pomóż mi!- złożył ręce modlitewnie.
- James, no przecież wiesz, że kobiecie na takie okazje daje się biżuterię...
- A ja chciałem jej kupić nowy przedłużacz.- uśmiechnął się niewinnie. Te słowa doprowadziły ją do śmiechu.
- Już to sobie nawet wyobraziłam...- rozejrzała sie po ogrodzie. Na ziemi leżał wąż ogrodowy. Podniosła go i ładnie złożyła.- Wyobraź sobie, że to jest twój owy przydłużacz przyozdobiony czerwoną wstążką. Ja będę teraz tobą, a ty Lucy.
- Nie, nie sądzę żeby...
- Droga Lucy!- przerwała mu mówiąc głosem odrobinę patetycznym.- Dziś jest ten wyjątkowy dzień. Minął już rok odkąd jesteśmy razem. Z tego też powodu, żeby ci udowodnić jak bardzo jesteś dla mnie ważna...- James nie mógł tego znieść i schował twarz w dłoni.- Chcę ci podarować oto ten przedłużacz. Kocham cię.- szatyn podniósł głowę na te słowa, a dziewczyna się uśmiechnęła jeszcze szerzej.- Haha! Lucy by pewnie też miała taką zszokowaną minę jak ty. A gdybyś jej się kiedyś oświadczał to zarzuciłbyś jej to na szyję.- już się jednak w to nie bawiła tylko rzuciła węża tam gdzie wcześniej leżał.
- Tia...- odpowiedział.
- Brr!- zadygotała.- Jaki dreszcz mnie przeszedł. Przytul mnie, Lucy.
- No dobrze, James!- objął ją mocno i potarł jej ramiona oraz plecy żeby było jej cieplej.
- Ooo! A co tu się dzieje?- Natalie wyszła z mieszkania i zauważyła ich przytulających się do siebie. Oni odkleili się od siebie, Marla spiorunowała ją spojrzeniem, a następnie wróciła z Jamesem do chłopaków zostawiając jej słowa bez komentarza.
- ... i tak oto tym sposobem Logan wylądował  w rowie.- załapali się na końcówkę opowieści Kendalla, a Carlos zapowietrzał się ze śmiechu.
- Ha ha ha. Baaardzo śmieszne.- zironizował brunet.
- No proszę czego ja tu się dowiaduję.- przysiadła się Marla.- Też chcę to usłyszeć.
- Może Carlos ci o tym opowie, bo ja już nie mam na nic siły.- odpowiedział zielonooki.
- Bardzo chętnie, ale najpierw pytanko... To co? Robimy party?- zaoferował Latynos wracając do początkowego tematu, który chciał pociągnąć. Wszyscy spojrzeli na siebie, nie wiedzieli co powiedzieć.
- Wiesz co…- rzucił blondyn.- Nie jestem pewien… może kiedyś.- nie chciał, aby niespodzianka wyszła na jaw.- Ale na pewno w jakiejś przyszłości na taką pójdziemy.
- No dobra…- odpowiedział trochę zgaszony.- A na chwilę obecną foch!- odwrócił się z głową podniesioną do góry i wypinając w ich stronę tyłek co wywołało uśmiech nawet na twarzy Kendalla.







* To już 50-ty rozdział... Mam nadzieję, że ten rozdział nie był nudny. W sumie obejmuje samą rozmowę na basenie, ale mam nadzieję, że może troszkę poprawił Wam się humorek ;) Ostatnio nic się tu prawie nie dzieje co mnie dołuję, ale musicie wytrwać. Opłaci się Wam czekanie :)

Pod ostatnim postem zauważyłam ruch spowodowany anglojęzycznymi komentarzami. Jest to bardzo miłe, ale ( napewno powinni sobie tę stronę przetłumaczyć ) jeśli chcecie mi zareklamować swoje strony to proszę zostawić komentarz w zakładce Do Czytelników, bo inaczej to zignoruję.

PS Nie dotyczy stałych czytelników :P

PS PS 23 komentarze? Świat staje na głowie. Mam nadzieję, że taka sytuacja się kiedyś powtórzy :P Jednak zdaję sobie sprawę, że może i nie, ale poprzedni rozdział zostanie takim miłym dla mnie wspomnieniem, a co :D Przynajmniej raz poczuję się jak SUPER POPULAR :P

Do soboty :*






sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 49

Do imprezy urodzinowej Carlosa zostały trzy dni. Logan miał za zadanie wypełnić dzisiaj swoją misję i pojechać po zakupy. Marla założyła kapelusz oraz okulary tak jak zalecał jej chłopak. Wsiedli do samochodu, kierowali się w stronę miasta. Zaparkował srebrne auto gdzieś za supermarketem wpośród wysokich drzew. Jak gdyby nic weszli do sklepu. W zwyczajny dzień nie było tłumu. Marla wzięła wózek, a Logan wyciągnął listę zakupów. Lubił wszystko planować. W dodatku wolał zrobić listę żeby czegoś nie zapomnieć i nie wracać się. Dziewczyna ciągle się rozglądała. Patrzyła na ludzi czy przypadkiem na nich nie patrzą. Logan zauważył jej dziwne zachowanie.
- Wyluzuj. Wiesz jak to widać jak patrzysz się na każdego? Jak będziesz tak robiła to na pewno nas zauważą.- szepnął do niej pakując trzy torby chipsów paprykowych i cztery serowo-cebulowe.
- Ok… ale zamiast tych jednych paprykowych weź pomidorowe.- zamieniła paczki.- Ale nie uważasz, że się na nas patrzą?
- Staram się nie zwracać na to uwagi. Chodźmy teraz po napoje… długa jest ta lista.- Marla zerknęła na długą listę.
- Grzeczna ta impreza. Nie masz zapisanego żadnego alkoholu. Naprawdę, ja nie mam nic przeciwko, ale inni będą zaskoczeni.
- Postanowiliśmy, że ten produkt zakupimy oddzielnie.- uśmiechnął się. Nagle zaczął dzwonić mu telefon. Przegrzebał kieszenie. Wyjął z jednej iPhone’a z granatową obudową lecz nie on dzwonił. Wyciągnął z drugiej kieszeni mniejszy, zwykły czarny telefon.
- Musiałeś zabierać ze sobą znowu dwa telefony?- ten na to kiwnął głową i odebrał.
- Cześć Natalie.- kiedy Marla usłyszała to imię, jęknęła.- No nie wiem kiedy będę w domu, a co?... Tak? To chyba dobrze… Może się załapię… No hej.- rozłączył się.
- Czego ona chciała?
- Chciała się zapytać kiedy będę w domu, bo niedługo będzie miała sesję i to na własnej posesji. Właśnie przyjechała ekipa i wszystko tam robi. Zapytałem się jej niedawno jak wygląda jej praca, więc, aby mi pokazać, wybłagała fotografa o przeniesienie planu.
- I zrobiła to po to, abyś to obejrzał? Ach… brak mi słów.- westchnęła.- Mam pytanie. Jakbyś miał zrezygnować z jednego telefonu to z którego?
- Z tego czarnego. To oczywiste. Tamten jest o wiele lepszy, przecież wiesz. Po za tym granatowy jest prywatny i służbowy, więc mam w nim kontakty do ważnych ludzi, a czarny jest tylko prywatny. Jak gdzieś wyjeżdżam, aby odpocząć od pracy to nie korzystam z niebieskiego. Ale jest to dość rzadko. Nie mogę się bez niego rozstać, więc nosze dwa. A! Granatowy ma darmowe smsy, więc nim pisze do ciebie zazwyczaj.
- Aaa ok. To możesz go zatrzymać.- uśmiechnęła się.
Kiedy kupowali przekąski, grupa nastolatków właśnie wróciła z działu z nabiałem. Grupa stanęła za nimi i im się przyglądała. Były to trzy dziewczyny i jeden chłopak. Nastolatki zaczęły szeptać między sobą. W końcu wypchnęły go ze swojego grona w stronę pary. Ten zląkł się, bo nie chciał do nich podchodzić, ale jego przyjaciółki z klasy go zmusiły.
- Przepraszam?- nastolatek zwrócił się do Logana i Marli. Odwrócili się trochę przestraszeni, bo zaszedł ich od tyłu.- Przepraszam, ale moje koleżanki twierdzą, że jesteście sławni.- Logan uśmiechnął się, a Marla uspokoiła przestraszonego chłopaka.
- Tam stoją twoje koleżanki?- uśmiechnęła się do niego. Przytaknął.- To możesz do nich wrócić i powiedzieć, że miały rację.- chłopak wrócił do koleżanek, które czekały na niego z niecierpliwieniem. Kiedy dowiedziały się, że miały rację, zaczęły wydawać z siebie różnorodne odgłosy zadowolenia. Dziewczyny podeszły do nich.
- To naprawdę oni. Logan i Marla.- uświadomiła sama siebie stojąc przed nimi.
- Chciałybyśmy autograf, ale nie mamy nic do pisania ani żadnej kartki…- jęknęła druga. Trzecia dziewczyna nie odezwała się ani słowem. Była zbyt przejęta.
- Nie ma problemu.- odpowiedział Logan.- Macie telefon?- nastolatka na te pytanie szturchnęła kolegę łokciem, aby ten wyciągnął swój.
- Brian. Zrobisz nam zdjęcie?- przytaknął.
- A wy jak macie na imię?- spytała dziewczyn Marla.
- Ja to Olivia, to Sophie i Lea. Kochamy cię i Big Time Rush.
- No. To najlepszy dzień w moim życiu.- powiedziała jedna. Logan i Marla zdjęli nakrycia głowy i okulary do zdjęcia. Przytulili dziewczyny do siebie i zrobiono im zdjęcie. Na wszelki wypadek chłopak zrobił jeszcze jedno gdyby się rozmazało.
- Gotowe.- dał znać. Para znowu włożyła na głowę swoje akcesoria.
- Dziękujemy. Normalnie nikt by nam nie uwierzył, że was spotkaliśmy i to w supermarkecie.- uśmiechnęła się fanka.
- Nam też jest miło. Trzymajcie się.- pożegnał ich Logan i razem z Marlą poszli dalej. Dziewczyny jeszcze przez jakiś czas stały w miejscu opowiadając swoje wrażenia i oglądając zdjęcia.
Marla i Logan uzupełnili listę zakupów.
- Patrz. Ukrywamy się przed fanami, ale przecież lubimy ich. To nie jest paradoks?- dziewczyna spojrzała dyskretnie na jego twarz, aby odczytać jego reakcję.
- Masz rację, ale sama rozumiesz… Miło jest spotkać kilka osób, a trochę mniej miło jest być napastowany przez tłum, który pcha się na ciebie.
- Ale czy to źle?
- Zazwyczaj nie.- zmienił temat zerkając na telefon.- A! Wzięłaś ze sobą strój kąpielowy? Jest idealna pogoda na basen. Pływałaś w nim w ogóle?
- Wzięłam. Zostawiłam go u ciebie w łazience. A to, że nauczyłeś mnie pływać nie oznacza, że mam korzystać z basenu. Ale wiesz? Dzisiaj mam ochotę.
- Dobra. Chodźmy do kasy.- wyłożyli wszystko na taśmę. Cały sklepowy pas wypełnił się imprezowymi produktami. Za nimi powoli tworzyła się kolejka. W końcu Logan zapłacił za zakupy i razem wyszli ze sklepu. Po cichu zapakowali zdobycze do samochodu i odjechali.

Kiedy przyjechali pod dom, w sąsiedniej willi zrobiło się zamieszanie. Marla zdjęła kapelusz i poprawiła sobie fryzurę. Czarna furgonetka zaparkowana była przed domem Natalie. Wyszło z niej kilka osób. Marla zerknęła przez płot. Modelka wyszła z domu w swoim szlafroku. Marla nie chciała nawet spojrzeć co miała pod spodem i skierowała się do domu.
- Logan, będę czekać na ciebie przy basenie.- powiedziała wchodząc do środka.
- Ok. Zaraz dołączę.- poinformował ją chłopak. Natalie zauważyła jego obecność.
- O! Logan! Dobrze, że już jesteś. Właśnie zaczynamy.- dziewczyna zdjęła z siebie szlafrok pokazując swoje ciało w stroju kąpielowym. Miała figurę typowej modelki. Bez zbytnio dużych krągłości, z wklęsłym brzuchem, ale nadal miała w sobie coś przykuwającego. Logana bardzo zaciekawiła praca modelki i zza płotu obejrzał jak fotograf robi jej kilka zdjęć. Po chwili fotograf spuścił aparat i podrapał się po głowie.
- Wszystko jest dobrze, ale czegoś mi tu brakuje…- powiedział mężczyzna do ekipy i modelki.- Tła… modelka jest w stroju, ale brakuje nam wody, wodnego krajobrazu. Będziemy musieli przenieść się jeszcze nad jakieś jezioro…
- To musi być jezioro?- spytała dziewczyna.- A basen nie wystarczy?
- W sumie, basen będzie odpowiedni. Tak, tylko, że ty nie masz basenu.
- Ale Logan ma.- tu skierowała głowę do przypatrującego się przypłocie sąsiada.- Logan? Czy mógłbyś użyczyć nam basenu na pół godzinki?
- No…- złapał się za głowę, bo nie wiedział co zrobić. Chłopaków nie ma, więc nie mógł z nikim tego skonsultować. W końcu uległ kiedy patrzyło na niego tyle par oczu całej ekipy.- No dobrze. Możecie się przenieść. Ja lecę.- Logan pobiegł do domu przebrać się w kąpielówki. Następnie chciał poinformować dziewczynę, że będą mieli gości. Kiedy ją zobaczył w stroju kąpielowym, zrobiła na nim ogromne wrażenie. Marla siedziała nad basenem na leżaku we fiołkowym stroju kąpielowym. Położyła ręce na płaskim brzuchu i wyciągnęła smukłe nogi. Na jej twarz i piersi padało słońce. Oczy miała zamknięte, a usta uśmiechnięte. Całym pięknym ciałem pochłaniała promienie słoneczne. Loganowi zrobiło się trochę gorąco, aż zapomniał o Natalie. W końcu się otrząsnął, podszedł do niej wcześniej mówiąc jak zjawiskowo wygląda, a dopiero potem powiedział jej, że przybędą goście.
- Słucham?- niezbyt przyjaźnie to przyjęła.- Mam się kąpać kiedy ekipa będzie cykać jej tu zdjęcia?
- Tylko przez pół godziny. Zrobią kilka fotek i pójdą, błagam.- złożył ręce jak do modlitwy.- Co ja miałem zrobić? Chciałem pomóc…
- Tylko pół godziny?- przytaknął.- Niech będzie.- rozchmurzyła się patrząc na jego wymodelowaną sylwetkę.- Ty też wyglądasz zjawiskowo.- uśmiechnęła się.
- Ekipa! Przygotować światło!- krzyknął fotograf wkraczając na posesję. Czterech fachowców, każdy od czegoś innego podeszli do basenu rozstawiając sprzęt. Dziewczyna weszła do domu po sok. Logan patrzył w jak błyskawicznym tempie zastawia się sprzęt.
- Tak ci dziękuję, Logan!- podeszła do niego Natalie.
- Nie ma sprawy.- machnął ręką uśmiechając się. Brunetka została zauroczona jego uśmiechem.
- Lubię twój uśmiech…
- Dlaczego?- spytał trochę speszony.
- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że te twoje dołeczki są takie…- przysiadła się do niego.- Takie… seksowne. A jak się uśmiechasz to prawy kącik ust unosi ci się wyżej. Lubię takie krzywe uśmieszki.
- Aha…- wziął głębszy wdech lekko odsuwając się od sąsiadki.- Nie powinnaś zrobić tych zdjęć?- przyłożył rękę do szyi.
- A no tak… Jak skończę to jeszcze sobie pogadamy.- puściła mu oczko i odeszła. Logan machnął rękami na różne strony, aby rozładować napięcie.
Modelka pozowała do zdjęć co jakiś czas zerkając do sąsiada. Nie czuł się swobodnie patrząc na to. Dopiero teraz to zauważył. Zdał sobie sprawę, że ona ciągle próbuje go poderwać i zrozumiał dlaczego jego dziewczyna ma takie o niej zdanie. Wkrótce skończyli zdjęcia i zrobili krótką przerwę. Fotograf usiadł przy laptopie sprawdzając, które zdjęcia się nadają na okładkę. W tym czasie wróciła Marla. Natalie gdy ją zauważyła, zepsuł jej się nastrój.
- Przepraszam, że tak długo…- rozejrzała się.- Jeszcze tu są?- szepnęła.
- Zaraz się zwijają. Ale nie krępuj się.- dziewczyna wzruszyła ramionami i usiadła przy basenie. Włożyła delikatnie nogi do wody mocząc je i robiąc wzory na jej tafli. Fotograf obejrzał się za nią. Gdy ją zobaczył, oczy mu zabłysły.
- Przepraszam?- wstał z krzesła zostawiając pracę.- Kim Pani jest?
- Ja?- zdziwiła się rozglądając się do tyłu na wszelki wypadek szukając jakiejś innej dziewczyny za sobą.- Marla Steward. W czymś mogę pomóc?
- Nazywam się John Michael. Jestem fotografem pewnej marki odzieżowej.- spojrzał na nią jak na obiekt, którego szukał od dawna.- Myślała kiedyś Pani o pracy jako modelka?- Marla pomyślała, że się przesłyszała. Tak jak i brunetka.
- Ja?- zaśmiała się cicho do siebie.- Skąd. Przecież ja nie nadaję się na modelkę. Jestem piosenkarką.
- Ma Pani idealne proporcje ciała, fotogeniczną twarz, no wszystko czego trzeba.
- Dziękuję…- powiedziała onieśmielona.
- Czy mógłbym Pani zrobić kilka zdjęć?- dziewczyna obejrzała się na Logana niepewnie. Nie wiedziała co zrobić. Chłopak kiwnął szybko głową.
- Ale po co chce Pan robić mi zdjęcia?
- Pokażę je odpowiednim ludziom, ponieważ bardzo chciałbym, aby wystąpiła Pani na letnim wydaniu czasopisma Cascade.
- Tej gazety modowej? I ja mam być na jej okładce?- uśmiechnęła się z zafascynowaniem. Natalie skrzywiła się.
- Możliwe. Tylko czy Pani się zgadza, bo numer wychodzi w lipcu, a ja muszę otrzymać jeszcze decyzję od mojego szefostwa.- kiwnęła głową wstając.
- To wspaniale. Tu jest moja wizytówka. Niech Pani do mnie zadzwoni, a umówię Panią na spotkanie.
- Dobrze…- po chwili zapozowała do kilku zdjęć.
- No to do widzenia.- uśmiechnął się.- Ekipa! Zwijamy się!-krzyknął. Znów powstał ruch. Natalie bez słowa się ulotniła. Potem zaczepiła fotografa z pretensjami.
- No, no, no!- klasnął Logan.- Mam dziewczynę modelkę!
- To jeszcze nie wiadomo, a nawet jeśli mi się uda to będzie jednorazowo. Ja i modeling…
- Co jesteś taka skromna. Jesteś niesamowita! No chodź tu do mnie.- przytulił ją. Potem Logan wskoczył do basenu, a Marla za nim.

Kendall nie mógł skontaktować się z Jo od dłuższego czasu. Nie odbierała od niego telefonów, nie odpisywała na smsy. Postanowił odwiedzić ją osobiście po to, aby wszystko wyjaśnić jak i również przeprosić. Może faktycznie przeżywa to bardziej niż on sam myśli. Wiedział, że kobiety trudno zrozumieć. Wiedział też, że aby otrzymać spokój, trzeba przyznać kobietom rację. Zapukał do jej drzwi dwa razy, nie cztery jak zazwyczaj żeby się nie zdradzać. Przyłożył ucho do drzwi. Ucieszył się kiedy otrzymał zgodę na wejście.
- Cześć...- przywitał się niepewnie gdy zobaczył blondynkę. Siedziała na podłodze wkładając ubrania do walizki.
- Ach to ty.- westchnęła patrząc na niego, po czym znów utkwiła wzrok w walizce.- Po co przyszedłeś?
- Jak to po co przyszedłem? Po pierwsze, olewasz mnie odkąd kazałaś mi się wynosić z twojego mieszkania. Po drugie, chciałem przeprosić. Wiem, że wyszło jak wyszło. Powinienem cię zrozumieć. Nie wiedziałem, że po tylu latach ty nadal będziesz to tak przeżywać. Tak, uczucia odżywają i w ogóle... 
- To miłe, że w końcu rozumiesz.
- Spójrz na to z boku. Jaką my jesteśmy parą? Jak mają inni? James, Carlos, Logan... A my zazwyczaj musimy się o coś kłócić. Nawet o głupotę. Nie masz tego czasem dość? Czy to nie jest czas, aby dojrzeć do normalnego związku?
- Jak to dziwnie brzmi jak mówi to facet...- skończyła pakowanie.
- A co ty w ogóle robisz?
- Postanowiłam jednak, że nie zostanę tutaj przez cały swój urlop. Nie będę truć swojego drogocennego wolnego czasu. Harowałam jak wół na ten urlop. Widziałam przez okno jak Logan pomagał Marli z Nickiem. Rozmawiałam też w przelocie z Lucy na korytarzu. Marlą ma się kto zająć. Mną niezbyt.- pokręciła głową.
- Czyli, że zamieszkasz ze mną?- uśmiechnął się.
- Kendall, nie powiedziałam, że z tobą.- zaprzeczyła.- Wyjeżdżam do babci. Dawno u niej nie byłam, a teraz jest okazja.
- Żartujesz, prawda?- założył ręce.
- Czy ja wyglądam jakbym żartowała? A jeśli chodzi o tą imprezę niespodziankę dla Carlosa to przyjadę.
- Nie o to chodzi! Nie możesz tak po prostu wyjechać do niej za miasto. Zostawiasz mnie? I tak spędzamy ze sobą mało czasu. Czym ja sobie na to zasłużyłem?
- Niczym. Daj mi trochę czasu. Nick znów wstrząsnął mym życiem. Uszanuj to...
- Ok...- złapał się za głowę mierzwiąc przy okazji włosy.- Przychodzę do ciebie rozumiejąc kilka rzeczy, w dodatku przepraszając, a ty sobie wyjeżdżasz. Proponowałem pomoc z mieszkaniem? Proponowałem.- kiwnął.- Ale ty już taka jesteś. Znikąd pomocy. Jo Taylor zawsze poradzi sobie sama. Myślałem jeszcze niedawno, że to ja jestem egoistą myśląc o sobie gdy chciałem spędzić z tobą dwa tygodnie mając Nicka w dupie. Teraz przekonałem się, że to ty myślisz o sobie, bo w tej chwili mnie ranisz!- podniósł głos.- Jeśli miałaś od dłuższego czasu wbijać mi nóż w serce to mogłem pozwolić żebyś wyjechała do domu z tatuśkiem!- wyszedł trzaskając drzwiami. Nie wiedział czy dobrze zrobił. To nie było w jego stylu. Zawsze był rozsądny i opanowany, ale tym razem wyjątkowo go poniosło. Jednak nie rozumiał kobiet tak dobrze... 





* Jak myślicie? Czy Marla skorzysta z danej jej okazji? Czy Kendall i Jo się w końcu pogodzą? I kto w ogóle ma rację? Po kogo stronie jesteście? Za Kendallem czy Jo?
A ja jak to ostatnio bywa przypominam o piątkowym rozdziale na moim drugim blogu. Chciałabym żeby więcej osób go czytało... Tyle ile tego bloga przynajmniej, bo uważam, że jest ciekawy i wgl :D

Do środy :*

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 48

- Nie, nie, nie!- krzyczała wciąż niedowierzając w związek Logana i Natalie.- Jak możesz z nią być!
- Marla! Marla!- słyszała wołające swoje imię gdzieś, nie wiadomo gdzie.- Obudź się!- Marla otworzyła oczy. Rozejrzała się tępo po pokoju.- Spokojnie. To był tylko sen.
- To był koszmar, ale jaki realny koszmar.- wytarła łzę.
- Już dobrze?
- Tak, chyba tak…
- To idź spać. Napij się wody. Potem mi opowiesz co się stało.- wyszła z pokoju ziewając.
Marla spojrzała na zegarek. Nie było jeszcze piątej. Przetarła sobie wilgotne czoło. To był tylko koszmar. Przerażona przeleżała jeszcze pięć minut w bezruchu. Czuła, że już chyba nie zaśnie. Zeszła na dół napić się wody. Położyła się na kanapie patrząc się w fotel z jej snu. Potem analizowała to co jej się przyśniło. Logan by mi tego nie zrobił. Nawet jeśli to by tak nie postąpił. To wydarzyło się za szybko. To w ogóle było niemożliwe. Ponosi cię wyobraźnia. Podświadomość ujawnia twoje lęki i wykorzystuje jej przeciwko tobie.- tłumaczyła sobie w myślach. Kiedy tak rozmyślała, ze zmęczenia zasnęła.

Zbliżała się godzina dziesiąta, a Marla wciąż spała twardym snem. Nie obudziło ją nawet szczeknięcie psa.
- Fox… Cicho, bo ją obudzisz.- szepnął James patrząc na śpiącą szatynkę. Chłopaki właśnie weszli do mieszkania. Fox wybiegł na dwór.
- O rajciu. Jak tutaj czysto.- zachwycił się Carlos mówiąc szeptem tak jak reszta.
- Sprzątała pewnie wczoraj cały dzień, a dziś wyczerpana śpi, moja biedaczka.- podszedł bliżej Logan. Kendall delikatnie zamknął frontowe drzwi.
- No. Jest tu czyściej nawet kiedy Logan coś ogarnia.- uśmiechnął się Kendall. Logan przykucnął przy niej. Spojrzał jej na twarz jak uroczo spała. Miała lekko rozchylone usta.- Chcesz ją obudzić?
- Nie. Niech śpi.
- Ooo…- Carlos przybliżył się i z ukrycia zrobił jej zdjęcie telefonem.- Muszę mieć ten widok.- uśmiechnął się złośliwie.
- Co ty robisz?- zmarszczył brwi Logan.- Pogrzało cię?
- Spokojnie…- odszedł. Niechcący zahaczył nogą o stół. Dziewczyna się poruszyła. Powoli otworzyła oczy. Spojrzała na Logana niepewnie.
- O Jezu… znowu mi się to śni.- mruknęła.
- Nic ci się nie śni.- Logan pocałował ją w policzek. Kiedy doszło do niej, że to nie sen, ocknęła się nagle i jak porażona wyskoczyła z kanapy.
- Nie patrzcie na mnie i na moją pidżamę.- zasłoniła twarz. Próbowała zasłonić jak najwięcej cukierków na swojej niebieskiej pidżamie, ale się nie dało.- Jestem nieumalowana, a to to jest stara jeszcze sprzed dwóch lat pidżama…
- Ej.- złapał ją za rękę.- Nic się nie stało. Nadal wyglądasz pięknie.
- Zresztą widzieliśmy cię w gorszej wersji, pamiętasz?- uśmiechnął się Carlos.- Te musztardówki i aparat na zębach?
- Pamiętam… I… O jacie! Fox! Która godzina? Gdzie jest Fox?- spojrzała na zegarek ścienny.- Zaspałam. Za dziesięć minut muszę być w pracy. Gdzie ten pies?!- rozejrzała się.
- Opanuj się dziewczyno.- James podał jej szklankę wody.- Fox umie jeszcze się o siebie sam zatroszczyć.
- Przepraszam. Przez resztę czasu naprawdę się nim opiekowałam, ale śniły mi się jakieś koszmary w nocy, zeszłam tutaj, zaraz pierwszy raz w życiu spóźnię się do pracy.
- Nic się nie stało.
- A ja zadzwonię do Gustavo i powiem, że dzisiaj chcesz przełożyć nagrania na popołudnie.- złapał za telefon Kendall. Marla podziękowała mu. Poszedł do innego pomieszczenia, aby nikt mu nie przeszkadzał.
- Sama ogarnęłaś tę chatę?- spytał Carlos.
- Nudziło mi się trochę. I jeszcze upiekłam wczoraj drożdżówkę ze śliwkami.- Carlos na te słowa podniósł się i podbiegł do lodówki wyciągając blachę ciasta. Ukroił sobie wielki kawałek i zaczął go pożerać. Wszyscy patrzyli się na niego jak na zwierzę. Ten to zauważył i nie wiedział o co im chodzi.
- No o co wam chodzi?- mówił z pełną buzią.- Bardzo dobre. Naprawdę, pycha.
- Nie karmili was w tym San Diego?- spytała sugerując po zachowaniu Carlosa.
- Może nie tym co Carlito wolałby zjeść.- odpowiedział Logan.
- Gotowe!- przyszedł Kendall.- Na drugą masz być… czy to jest drożdżówka ze śliwkami?- skierował pytanie do Latynosa. Ten pokiwał mu szczęśliwie. Złapał za talerzyk i wziął sobie kawałek.- Jakie dobre…
- To o czym ja to mówiłem…? A tak! Może nie tym co Carlito wolałby zjeść… I Kendall.
- Daj spokój. Weź spróbuj.- podsunął mu pod nos blondyn. Logan podał talerz Jamesowi i Marli, a następnie wszyscy zajadali się wypiekiem.

Po posiłku Logan przyszedł się pochwalić swoją zdobyczą. Przyszedł ze czerwoną deską. Miała dwa srebrne, świecące kółka. Po bokach miała kolor czarny, a od spodu była namalowana grafika.
- Jechaliśmy akurat do domu. Patrzyłem sobie przez okno kiedy przejeżdżaliśmy obok sklepu sportowego. Była na wystawie. Od razu rzuciła mi się w oczy, jest taka piękna.
- Kazał natychmiast zatrzymać autobus. Przestraszyłem się, że coś się stało.- dodał Kendall.- A ten złapał za portfel i wybiegł z pojazdu prosto do tego sklepu. Po chwili wrócił zadowolony. Pod pachą trzymał tą deskę. Usiadł z powrotem wgapiony w to drewno jak w obrazek.
- Nie pytaj ile kosztowała.- powiedział po cichu Carlos. Logan to usłyszał.
- Była warta każdego dolara i każdego centa jakiego na nią wydałem.- spojrzał na deskorolkę.
- Oho.- Carlos dostał smsa.- Alexa wróciła. Sorry, że was zostawię, ale pa! Kiedy tylko zamknął drzwi, Kendall ruszył do akcji.
- Szybko, szybko! Póki go nie ma.- Logan i James zbliżyli się.- Trzeba obgadać tę imprezę. Dwa tygodnie to niewiele czasu. Musimy podzielić się obowiązkami.- dziewczyna przyglądała się zwartej akcji.- James, ty zajmiesz się wystrojem. Logan, w twoich rękach jedzenie i napoje, a co za tym idzie rachunki. Obliczysz ile to wszystko wyniesie.
- Dlaczego ja tym się zawsze zajmuję?
- Bo jesteś najmądrzejszy i najszybciej sobie z tym poradzisz.- klepnął go po plecach.
- A ty?- spytał James Kendalla.
- Ja się ogólnie zajmę organizacją. Dopilnuję listy gości, porządku i całej reszty. Gadałem z Alexą. W dzień imprezy zajmie go czymś. Nie będzie go w domu przez cały dzień. Tego wieczora nie zapomni.
- Nasz stary Carlito kończy dwadzieścia dwa lata… mnie też to w tym roku czeka.- zamyślił się Logan.
- A ja z Kendallem dwadzieścia jeden. I jeszcze Marla. Weź nie udawaj, że jesteś taki stary.
- Nie jestem, ale ten czas tak szybko leci, co?
- No właśnie, chłopcy. Czas leci, a ja będę się zbierać.- wstała.- Ogarnę się, nie potrwa to długo.- poszła do łazienki.
Czterdzieści minut później wróciła ubrana, uczesana i oporządzona.
- Już znikasz?- spytał Logan.
- Zabieram tylko swoje rzeczy i idę. Zauważyłam, że Lucy spakowała się wcześniej, bo jej rzeczy nie ma. Muszę iść. Kto zaopiekuje się moim mieszkaniem? Kto pójdzie za mnie do pracy? Wy jesteście na pewno zmęczeni i chcielibyście odpocząć. Klucze położyłam na komodzie.
- Dzięki ci za opiekę nad Foxem i tym mieszkaniem, za ciasto również.- wystąpił szatyn.
- Nie ma sprawy. Sprawiło mi to dużo przyjemności. I polecam się na przyszłość.
- Odprowadzę cię.- zaoferował Logan.
- Cześć JD.- pożegnała go Marla i razem z Loganem wyszła.
- Pomożesz mi przy tych zakupach? Nie chcę iść sam.
- W sprawie tej imprezy? No jasne.- ucieszyła się.
- Jedziemy do supermarketu, tego w mieście, bo mają najlepsze produkty. No i… najlepiej jakbyś miała ze sobą jakąś czapkę oraz okulary. Tak dla niepoznaki.
- Myślisz, że ktoś się na to nabierze?- zaśmiała się.
- Zaryzykujmy. Ostatnio mi się udało.- uśmiechnął się.- Może cię podwieźć. Nie będziesz szła na piechotę.- zaoferował.
- Wolę się przejść. Przecież muszę się ruszać, bo następnym razem zemdleję gdzieś na chodniku. Pa!- pomachała mu śląc całusa.
Dziewczyna z torbą w ręce szła do domu jak najkrótszą drogą. Nie było jej tam trzy dni, a już stęskniła się za własnym kątem. Wkrótce wkroczyła za mury Palmwoods. Szczęśliwa wjechała windą na górę. Pomyślała sobie o chłopakach, o tym, że zawsze może na nich liczyć i już nikogo ani niczego jej do szczęścia nie brakuje. Nie żałowała niczego co zrobiła w swoim życiu nawet jeśli było to według niej złe. Kroczyła przyspieszonym krokiem do mieszkania. Włożyła klucz do zamka. Zdziwiła się gdy klucz nie wchodził, drzwi były otwarte. Wszędzie było pełno piasku i trochę błota, bo rano pokropił deszcz.
- Lucy? Jesteś w domu?- odezwała się niepewnie, bo wiedziała, że jej pobyt tutaj o tej godzinie jest wątpliwy. Rozejrzała się po mieszkaniu. Wszystko wyglądało tak jak dawniej. To znowu się wydarzyło. Wiedziała, że ktoś tu się włamał, ale nie wiedziała czego ta osoba szukała. To nie wyglądało na jakiś rabunek, ale nikt przecież nie wchodzi do cudzego mieszkania bez powodu. Zadzwoniła do Lucy, ale jej telefon nie odbierał.- Niech to szlag…- Zeszła na dół do recepcji. Poprzedni recepcjonista wyjechał na urlop. Zastąpił go jakiś blondyn po trzydziestce o nieprzyjaznym wyrazie twarzy.
- Słucham?- spytał cienkim, ale chłodnym głosem.
- Czy jest możliwe, aby ktoś prócz mnie i mojej lokatorki miał jakiś zapasowy klucz do naszego mieszkania?
- Tylko personel ma dostęp do zapasowego klucza. Są pilnie strzeżone. Jest jakiś problem?
- Mam wrażenie, że ktoś mi się włamał do mieszkania.
- Czy…- zrobił się na twarzy jeszcze bardziej nieprzyjemny.- Czy coś zostało skradzione?- szepnął żeby nikt nie usłyszał. Chciał uniknął zamieszania.
- Chyba nie. Wszystko jest. Nic z wartościowych rzeczy…
- Jeśli nic nie zostało skradzione to po co to całe zamieszanie?
- Jak to po co? Drzwi były otwarte. Na podłodze jest pełno piasku nie wiadomo skąd. Powinien Pan to zobaczyć, wymienić zamek albo wezwać policję.
- Obędzie się bez policji. Radzę Pani jeszcze raz sprawdzić mieszkanie. Może to zwykłe nieprozumienie. Jeśli zorientuje się Pani, że coś zostało skradzione, wtedy proszę przyjść.
- Czyli nic z tym Pan nie zrobi? Świetnie.- odwróciła się na pięcie i wróciła na górę. Zadzwoniła do Logana, aby natychmiast przyjechał. Chłopak zjawił się w jej mieszkaniu dziesięć minut później.

- I nic nie skradziono?- zapytał kiedy się rozejrzał.
- No mówiłam przecież. Ten recepcjonista nawet nie kiwnął palcem. Już nie martwi mnie czy coś ukradli czy nie tylko, że w ogóle ktoś tu był i kto w ogóle był. Logan zajrzał do jej sypialni.
- Leżałaś na swoim łóżku?
- Nie, a po co pytasz?- zajrzała.
- Bo wygląda jakby ktoś na nim leżał i…- powąchał pościel.- Nie wiem… jakiś dziwny zapach. Może ktoś pomylił mieszkania.
- I miał klucz czy łom? Logan, proszę cię.
- Może ja z nim pogadam. W końcu trochę tu mieszkałem.
- Nie kojarzy cię. To nowy zastępca.- Logan wyszedł na korytarz gdzie przez okno wpadało słońce. Spojrzał na podłogę pod innym kątem.
- Zaraz, zaraz…- przychylił bardziej głowę.- Widzisz to? Na ziemi, widzisz?
- Piasek.
- Tak, ale to też odciski buta. Są zamazane, bo tu weszliśmy, ale w tym miejscu, o!- wskazał palcem.- Ta podeszwa ma gwiazdy i taki mniej więcej ślad buta.
- Co ja mam teraz zrobić? Przeszukać obuwie każdemu w tym domu?
- Może nie każdemu… może wystarczy trafić na właściwą osobę.- spojrzał na dziewczynę myśląc o konkretnej osobie. Marla domyśliła się kto to mógł być.
- Nick? Myślisz, że to on?
- Myślę, że to mógłby być on. Chodźmy do niego.

Zapukali do jego drzwi. Otworzył im Greg. Gdy zobaczył Marlę nawet się ucieszył, ale kiedy wychylił się Logan, uśmiech zniknął mu z twarzy. Nick często opowiadał mu, że nie darzy go sympatią.
- Tak?
- Jest Nick?- spytała.
- Wy chcecie z nim rozmawiać?- zdziwił się.
- Jest czy nie?- niecierpliwił się Logan.
- Wiecie co? Nie powinniście tak ciągle się jego czepiać. On nic nie zrobił.
- Tego chcemy się dowiedzieć.
- Hmm… a co się stało?
- Nick włamał mi się do mieszkania i to chyba nawet drugi raz.- skojarzyła wcześniejszy raz.
- Niesłusznie go oskarżacie. Macie klapki na oczach albo jesteście uprzedzeni. Czasami wróg znajduje się w miejscu, tam, gdzie się go nie spodziewacie.- spojrzeli się dziwnie na rudowłosego.- Nie ma go. I jeszcze będziecie go przepraszać.- zamknął im drzwi przed nosem.
- Nie no… kolejny dziwak.- westchnął Logan.- Chodź. Poszukajmy go w parku.
Pędem skierowali się za zaplanowane miejsce. Rozejrzeli się. Długo nie musieli szukać. Nick szedł boczną alejką z dala od innych ludzi. Podbiegli do niego.
- A co wy tu robicie?- jego reakcja gdy ich zobaczył nie była przyjazna. Kiedy Nick spojrzał na Marlę, dziewczyna nie poznała tego spojrzenia. Było takie wygasłe. Już nie cieszył się tak na jej widok, jakby stała się obojętna. Chciała się cieszyć, lecz nie mogła. Jej głowę zakrzątały przeróżne myśli. Zachowanie Logana zmieniło się nie do poznania. Była zaskoczona takim zachowaniem. Logan pchnął go w poboczną uliczkę tak, aby nikt ich nie zauważył. Przycisnął go do ściany jednym silnym ruchem swoją ręką. Nick zaczął szybciej oddychać. Nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa, był oszołomiony.
- Noga do góry…- powiedział do niego Logan.
- C-co?- wymrukał.
- Podnieś nogę!- powiedział z podniesionym o połowę tonem. Podejrzany podniósł nogę. Dziewczyna zerknęła mu na podeszwę, na której były identyczne gwiazdy jak te w jej mieszkaniu. Kiwnęła głową z potwierdzeniem.- Co robiłeś u niej w mieszkaniu?
- Ja? Gdzie? Co? Ja nic…
- Nie kłam. Twoje buty narobiły sporo śladów.- brunet nie spuszczał go z oczu.
- To nie ja. Ja nic nie zrobiłem. To mogły być buty kogoś innego. Te mam od niedawna.- odpowiedział zdenerwowany.-Nie tylko ja jeden mogę mieć takie buty.
- W tym hotelu chyba nikt takich nie ma, ale możemy sprawdzić…
- Kto powiedział, że z hotelu. To mógł być ktoś z zewnątrz. Puścisz mnie w końcu?- Logan spuścił rękę w dół. Nick otrzepał ramię jakby dotknęło go coś obrzydliwego.- Możecie mi nie wierzyć, ja swoje wiem. Nie muszę się wam tłumaczyć.
- Nadal ci nie wierzę.- Marla w końcu zabrała głos.
- Spójrz mi w oczy.- zrobiła tak.- Dałem sobie już z tobą spokój. Zresztą to od początku nie miało tak być…- machnął głową zamyślając się na sekundę.- Zresztą nieważne. Po za tym… czego miałbym u ciebie szukać? Może uważasz mnie za wariata, ale złodziejem nie jestem.- odszedł szybkim krokiem nie oczekując odpowiedzi. Marla nie wiedziała co o tym myśleć. Jej wzrok poszybował gdzieś daleko. Po jego zachowaniu było widać, że mogłaby być to prawda, ale wciąż czuła coś innego. W dodatku przez chwilę poczuła, że chłopak coś przed nimi ukrywa.
- Jeszcze udowodnię, że to on.- chłopak wyrwał ją z refleksji.- Co jesteś taka dryfująca w przestworzach?
- Myślę o nim. Przeczuwam, że stanie się coś złego. Jeszcze nie wiem co, ale to czuję.- przytulił ją i razem poszli na fontannę.
- A dlaczego wtedy tam tak dziwnie się na mnie patrzyłaś?
- Bo zrobiłeś się taki… inny. Taki, że tak powiem, niegrzeczny chłopiec.- wyjawiła. Logan uśmiechnął się.
- Coś muszę ci wyznać. Uważasz, że jestem takim grzecznym chłopcem, a nawet często są momenty kiedy tak nie jest, mówiąc szczerze…
- Nie zauważyłam.
- Ach, bo jak jestem przy tobie to staram się kontrolować.
- To przestań. To musi być męczące. Bądź sobą. Co z tego, że czasami nie jesteś moim poukładanym Loganem. I tak cię kocham.
- Ja ciebie też.- przycisnął ją do siebie.






* Taaak. Zgadliście, że to był sen. Spodziewałam się też takich komentarzy, ale przynajmniej powstało jakieś poruszenie na ten temat ;) W sumie też mogłam jakoś inaczej to rozegrać, ale mi się nie chciało ;) Nie spodziewałam się aż tylu komentarzy pod tamtym rozdziałem, bo był taki sobie dla mnie, ale jestem mile zaskoczona. Nie musicie iść z widłami na Logana :p Justine, nie mam nic przeciwko do niewerbalnych wulgaryzmów ;)
Jak myślicie? Czy Nick mówi prawdę ogłaszając, że to nie on to zrobił? Czy może to rzeczywiście ktoś zza muru Palmwoods? W następnym będzie też powrót do wątku Kendalla i Jo. Czy się w końcu pogodzą?

PS Na najciekawsze komy lub te proszące się o komentarz odpiszę jak zawsze, ale dopiero po południu gdyż znalazłam wakacyjne zajęcie :D

Do soboty :*


sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 47

- Ktoś puka!- krzyknęła Lucy z łazienki.- Marla! Otwórz.- dziewczyna wybiegła w samej pidżamie z sypialni rzucając się na drzwi. Przekręciła klucz w zamku.
- James? Co ty tu robisz tak wcześnie?- zapytała zdziwiona. Potem zauważyła, że szatyn trzyma swojego pupila na rękach.
- Prośbę mam. Wiesz, że wyjeżdżamy na te trzy dni do San Diego. Kierownik ma uczulenie na sierść, więc nie mogę zabrać Foxa. Normalnie Alexa by się nim zajęła, ale jest na planie. Ja muszę jechać, a nie ma nikogo kto mógłby się nim zaopiekować.
- Ale ja nie mam zielonego pojęcia jak się nim opiekować.- złapała się za głowę.
- Normalnie. Co ty nie miałaś nigdy zwierzaka?- kiwnęła głową z potwierdzeniem.- Karmi się go dwa razy dziennie, w ciągu dnia możesz dać mu chrupkę, ale tylko jedną... ewentualnie dwie za dobre sprawowanie. Spacer trzy razy dziennie. Nie dawaj mu słodyczy ani żadnej szynki z lodówki. Pilnuj, aby nie zbliżał się do domu numer sześć, bo tam sąsiadka ma wielkiego psa, strasznie się nie lubią.- powiedział prawie jednym tchem, dziewczyna ledwo zapamiętała.- Jego karma jest w kuchni, w szafce po lewej od zlewu.
- W waszej kuchni? To jak ja mam…
- A no właśnie.- wyjął z kieszeni klucze do mieszkania.- Wiem, że w Palmwoods nie wolno mieć zwierząt, więc postanowiłem z chłopakami, że dam ci klucz do naszego mieszkania tak żebyś miała je na oku. Żeby ci nie było smutno to możesz tam się z Lucy wprowadzić na te trzy dni.
- Rany, nie wiem…
- Prosimy…- wziął łapkę Foxa i zaczął nią delikatnie machać w jej stronę.- Chcemy, aby Marla zaopiekowała się mną i domkiem kiedy nas nie będzie.- szeptał słodkim głosikiem w imieniu psa.
- No dobrze.- uśmiechnęła się.
- Dzięki ci!- wcisnął jej kluczyki do ręki i cmoknął w policzek. Dziewczyna się rozpromieniła.- Ratujesz nam życie. Naprawdę jestem twoim dłużnikiem i Fox też. Jakbyś miała jakieś pytania czy problemy to dzwoń. Biegnę, bo czekają na dole. Jeszcze raz dzięki. Słuchaj się Marli, Fox!- pies szczeknął, a James pobiegł. Dziewczyna zamknęła drzwi.
- To był James?- Lucy wyszła z łazienki.- O! Fox!- pies podbiegł do niej i zaczął skakać. Pogłaskała go.- Mamy się nim zaopiekować? Ale tu nie można mieć psów.
- Zgadza się, dlatego mam pytanie. Chcesz ze mną pomieszkać sobie przez trzy dni u chłopaków?
- No pewnie, że tak!
- To pakuj manatki i w drogę.

Godzinę później zamknęły mieszkanie. Wzięły ze sobą podręczną torbę. Marla zapięła pupilowi smycz i weszła z nim do windy. Gdy zjechały na dół, modliły się, aby nikt nie przyczepił się do obecności czworonoga. Na szczęście recepcjonista nie zauważył. Niektórzy tylko rozglądali się za nimi, ale nic nie powiedzieli. Wybrały się drogą przez park tak, aby powdychać świeżego powietrza. Kiedy przeszły te kilkaset metrów, Marla po raz pierwszy dostąpiła zaszczytu otworzenia tej wielkiej bramy od bladego osiedla.
- Wchodź do domu, Fox.- pies wszedł posłusznie i trzymał się blisko Lucy.
- Wyobrażasz sobie mieszkanie tutaj?- szatynka rozejrzała się jeszcze raz.
- Niezbyt. No wiesz… mogę, trzy dni, góra miesiąc. Ale jest tu dla mnie za spokojnie. Nie podobają mi się takie klimaty.
- Nie wiesz co mówisz. Jakbyś sobie trochę pożyła w takim stresie to chętnie byś chciała tu zamieszkać. Mówiłam ci, że Alexa zaproponowała mi mieszkanie u niej?
- Nie? Serio? I co powiedziałaś?
- No… odmówiłam.- odpowiedziała.
- Dlaczego? Przecież wspominałaś nie raz, że fajnie by było tu mieszkać.
- Tak, ale przecież cię nie zostawię.- uśmiechnęła się.
- Oooo kochana jesteś.- przytuliła ją.
- W sumie to nie mam powodu, aby wyprowadzać się z Palmwoods, prawda? Na przeprowadzki będzie jeszcze czas.
- A teraz to możesz na próbę spróbować jak tu się mieszka.
- Ty też. Może ci się spodoba.- Lucy nie była przekonana co do jej słów.
Otworzyły furtkę, a następnie wkroczyły dostojnym krokiem na posesję.
- Jak to mówił Logan kiedyś coś w stylu… Witamy w posiadłości Państwa Hendersona, Schmidt'a, Maslow'a i Peny!
- Mi casa es tu casa!*- zaśmiała się.- Czujesz to? Basen tylko dla siebie. Coś czuję, że mam ochotę się w nim zanurzyć.- weszły do środka. Zdjęły buty i położyły na podłodze swoje torby.- Kiedyś też będę miała taki dom. Mogę wchodzić tu po raz tysięczny, a ten widok cały czas będzie robił na mnie wrażenie.
- Już się tak nie fascynuj, Lucy.
Kiedy już się rozgościły, skorzystały z gier jakie posiadają. Włączyły sobie wielki, plazmowy telewizor z całym sprzętem i urządziły domowe rozgrywki. Nagle usłyszały, że ktoś na podwórku trzasnął furtką. Marla ściszyła sprzęt. Przez okno przeleciała czyjaś twarz tak szybko, że nie zdążyła zauważyć kto to.
- Włamywacze! Wzywam policję!- po okolicy zaczęły roznosić się kobiece krzyki.
- O mój Boże, to ona.- westchnęła Marla wychodząc z domu.- Czego krzyczysz?
- To ty?- Natalie zdziwiła się.
- No jak podglądasz kogoś w oknie to byś się mogła przynajmniej dobrze przyjrzeć czy to rzeczywiście złodzieje czy my.
- A co wy tu robicie?
- Dobre pytanie.- założyła ręce.
- No właśnie.- dodała Lucy.
- Chłopaki wyjechali, więc pod ich nieobecność doglądam czy tutaj nikt się nie wałęsa.
- Naprawdę nie musisz, bo to akurat jest moje zadanie. Widzisz to?- machnęła kluczami w powietrzu.- Ja dostałam klucze do mieszkania, więc pozwól, że cię wyręczę z tego zadania. Możesz już wrócić do siebie. Bo nie sądzę, żeby ktoś cię prosił, abyś to robiła.
- I co? Macie zamiar tu mieszkać przez ten czas?- oburzyła się.
- Dokładnie. Do widzenia.- Marla odprowadziła mroźnym wzrokiem modelkę, która została oburzona tym jak ją potraktowano. Odwróciła się na pięcie i zniknęła.
- Ale dałaś jej popalić… no, no, no… Marla robi się nam niegrzeczna.- Lucy była pod wrażeniem jej zachowania.
- A co miałam zrobić? Po co ona w ogóle się tu przywlekła i w okna zagląda? W dodatku drze się w niebogłosy bez powodu. I jeszcze myśli, że ktoś będzie jej potrzebował.
- Lubię jak jesteś taka agresywna.- zaśmiała się.
- Oj, przestań. Chodź. Idziemy na spacer z Foxem.

Wieczorem Marla i Lucy przyrządziły sobie smakołyki na seans filmowy. Wypożyczyły rekomendowany film, dokładnie horror. Pracownik wypożyczalni podał informację, że to zupełna nowość, więc jeśli nie chcą spać w nocy oraz zwariować to lepiej tego nie oglądać. Marla się trochę zlękła, ale Lucy jeszcze bardziej to podsyciło. Fox już dawno drzemał. Kiedy zrobiło się ciemno, Lucy włączyła film. Usadowiły się wygodnie na kanapie wokół sterty poduszek. Marla przyniosła wcześniej wszystkie przekąski i napoje, aby nie wstawać w trakcie z miejsca. Lucy nie mogła już wytrzymać, więc odpaliła film. Pierwsze minuty nie były straszne. Jednakże kiedy akcja zaczęła się rozwijać, Marla otrzymała porcję wielkich wrażeń. Lubiła oglądać horrory. Zazwyczaj ją śmieszyły, ale to było coś innego. Z dumą patrzyła na przyjaciółkę, która śmiała się z drastycznych kawałków. Marla przemogła się, przytuliła się do Lucy i oglądała dalej. Cała się trzęsła. Bała się, ale nie chciała przestać oglądać. Nie chciała wyjść na tchórza. Poduszkami próbowała stłumić swoje dreszcze. Nagle poczuła, że coś dotknęło jej łokcia. Krzyknęła i podskoczyła w górę. Fox szczeknął nie wiedząc co się dzieje.
- Ha, ha! To tylko Fox…- uspokoiła ją Lucy.
- Fox! Przestraszyłeś mnie na śmierć. Chodź tutaj.- pies wskoczył jej na ręce i do końca filmu leżał jej na kolanach. Ona jak i pupil Jamesa czuli się razem bezpiecznie. Po horrorze pies zmęczony ześlizgnął jej się z nóg i podreptał na swoje miękkie posłanie. Dziewczyna zdjęła z kanapy poduszki. Kiedy wzięła się za rozkładanie kanapy, rockmenka chrząknęła.
- Khym? Co ty robisz?
- Ścielę łóżko. Nie widać?
- Chcesz tu spać?- wskazała palcem na sofę.
- Tak. Myślałam, że razem będziemy tu spać.
- Aha… no, bo myślałam, że… a nic.
- No powiedz!
- Ja miałam zamiar spać w łóżku Jamesa. Jest takie wygodne...- rozmarzyła się.- A ty? Nie chcesz wypróbować łóżka swojego chłopaka?
- W sumie…- podrapała się po głowie.- Może masz rację. To jedyny powód?
- Nie. Ciągle śpimy razem w jednym pokoju. Weźmy sobie odpocznijmy od siebie.- powiedziała żartobliwie.
Po kąpieli dziewczyny poszły do pokoi swoich chłopaków. Marla weszła do sypialni Logana. Bywała tutaj tylko wtedy kiedy przychodziła do nich, a chcieli być sami. Wspólnie rozmawiali sobie i się całowali. Zanim weszła do łóżka zatoczyła kółko wokół wielkiego pokoju rozglądając się dookoła. Zgasiła lampkę. Tylko sufit i ściany w kolorze, które normalnie w kolorze cappuccino, a teraz ciemniejsze były widoczne jej oczom. Meble zrobiły się czarne, zdjęcia na ścianach, nagrody na półkach i dyplomy stały się rozmazane lecz z zarysowanym konturem. Położyła głowę na miękkiej poduszce i przykryła się kołdrą. Jak tak leżała, czuła jego obecność, jakby był przy niej, spał obok niej. Mimo wrażeń z oglądania horroru, zasnęła spokojnie.

Kiedy obudziła się o siódmej, w domu była tylko ona i czekający na nią Fox. Lucy wyszła do pracy. Marla założyła swój niezastąpiony zegarek. Za dwie godziny muszę iść do studia.- powiedziała do siebie. Wyprowadziła psa na krótki spacer, a po spacerze nasypała mu jedzenia do miski. W łazience zaczęła się szykować. Nigdy nie korzystała z górnej łazienki, tylko raz ją przelotnie widziała. Zawsze korzystała z tej mniejszej na dole. Zdziwiła się jak zadbana jest ta łazienka. W tym domu mieszka zespół złożony z czterech chłopaków, a tutaj było czysto. Dało się dostrzec pewne nie dociągnięcia przy sprzątaniu i trochę kurzu gdzieniegdzie, ale w końcu to zrozumiałe. Jedyne czego brakowało to ręczniki i szczoteczki do zębów, które powinny stać na tej półeczce przy zlewie, ale chłopaki je zabrali. Potem ubrała się i przyszykowała do końca. Pożegnała psa i poszła do pracy.

Kiedy wróciła do domu, jej przyjaciółki nie było i nie zapowiadało się, żeby szybko wróciła. Nie było jej tylko trzy godziny. Zabrała Foxa na dwór, aby się wyszalał. Marla poprawiła sobie humor kiedy Fox aportował frisbee. W końcu stwierdziła, że jej się nudzi i sama nie ma co do roboty. Włączyła wieżę, z której zaczęła lecieć muzyka. Przebrała się w coś lżejszego, znalazła środki czystości i wzięła się za sprzątanie. Wszędzie starła kurze. U chłopaków w pokojach szczególnie zadbała o czystość, w łazienkach poprawiła to co przykuło jej uwagę. Następnie wzięła odkurzacz i przeczesała każdą powierzchnię zarówno panelową jak i dywanową. Zrobiła pranie z rzeczy, które były w koszu do prania. Poczuła się jak prawdziwa pani domu. Od dawna sprzątanie nie sprawiło jej takiej radości. Może dlatego, że sprząta w takim bajecznym mieszkaniu. Skończyła o szóstej, aby wyrobić się na serial, który lubiła oglądać. Wciąż nie dowiedziała się kto dojdzie do serialu. W czasie na przerwę, Lucy doszła do domu z torbą zakupów.
- Jeny… jak tutaj czysto.
- Zauważyłaś.
- Byłam w naszym mieszkaniu zobaczyć czy tam wszystko w porządku, a potem zrobiłam zakupy. Mam świetny pomysł na kolację.- wyciągała produkty z reklamówki.
- To świetnie. Zrób coś dobrego, bo ja jestem wykończona.

Kolejny minął podobnie. Marla tylko zamiast robić porządki, postanowiła zrobić sernik. Będą mieli niespodziankę kiedy wrócą z koncertowania. Potem sobie przypomniała, że James nie może spożywać mleka, więc znalazła przepis w Internecie na drożdżówkę ze śliwkami. Z przyzwyczajenia chciała podlać kwiaty, ale nie była u siebie. Na zewnątrz nie mieli zbytnio dużo kwiatów. Najwyżej dwa i to stojące gdzieś w rogu. Carlos jest uczulony na pszczoły i im mniej kwiatów tym większe prawdopodobieństwo, że tu nie przylecą. Przynajmniej drzewa ogradzają płot.- pomyślała. Wieczorem zrobiła to co miała zrobić. Położyła się do łóżka myśląc o tym, że to jej ostatnia noc w tym łóżku.

Kiedy spała poczuła, że coś łaskocze ją po policzku. Delikatnie otworzyła oczy. Przetarła je, bo obraz był niewyraźny. Przed łóżkiem przykucnął Logan i czekał aż się obudzi.
- Dzień dobry. Kto śpi w moim łóżku?- zapytał żartobliwie.
- A nie wiem…- uśmiechnęła się.- Co tak wcześnie?
- Muszę ci coś powiedzieć.- uśmiech zniknął mu z twarzy. Dziewczyna bała się, że coś się stało.
- Logan? Co się dzieje? Coś się wydarzyło? Gdzie jest reszta?
- Nic im nie jest, spokojnie. Żaden wypadek.
- To co się dzieje? Zrobiłeś się taki poważny.
- Bo muszę ci coś powiedzieć… zejdź na dół.- dziewczyna założyła szlafrok na pidżamę ze zdenerwowaniem. Razem z chłopakiem zeszła schodami na dół. Na dole zauważyła, że Natalie siedzi sobie w fotelu i przegląda jakieś czasopismo. Gdy zobaczyła Marlę, uśmiechnęła się złowieszczo tak jakby właśnie coś poszło po jej myśli. Ze stołu podniosła talerz z ciastem, które upiekła wczoraj.
- Co ona tu robi?
- Może to nie pora, ale powinienem ci powiedzieć to od razu. Mogłem przed tobą tego nie ukrywać…
- Nie podobają mi się te słowa. Już skądś kojarzę ten ton. Ty tak mówisz jak…
- Poczekaj. Postanowiłem, że nie będę z tym zwlekał, a trzymanie tego w tajemnicy nie ma żadnego sensu. Ja i Natalie jesteśmy ze sobą.
- Co?!- poczuła się jakby ktoś przyłożył jej po twarzy czymś ciężkim.
- Ja i…
- Słyszałam! Nie musisz powtarzać. A jednak! Mogłam rozszyfrować to w twoim głosie. Ten ton rozstania. Camille miała rację, ty durny jegomościu! Chcesz być znowu taki honorowy?
- Historia lubi się powtarzać.- zaśmiała się Natalie.
- A ty się zamknij!
- Uspokój się…- uciszył ją Logan.
- Ty karzesz mi się uspokoić? W takim momencie? Jak długo to trwa?
- Od tygodnia. Wiem, masz rację. Może ja niepotrzebnie jestem taki spokojny i próbujący to załatwić w takim spokoju. Podaruje sobie.- Logan machnął ręką.- Więc mówię krótko. Nie kocham cię. Nie chcę z tobą być.
- Nie. No to jest jakiś koszmar.- popłynęły jej łzy.- A myślałam, że ty jesteś inny…
- To się pomyliłaś.- wtrąciła brunetka tuląc się do Logana. Pękło jej serce. Dopiero co wstała, a jej życie straciło wszelki sens...






* Moja siostra czytała ten rozdział ( zazwyczaj czyta przed publikacją ). Miała taką minę o.O Wiem...z Jamesa zrobiłam wroga laktozy, a Carlosa uczuliłam na pszczoły. Ale to chyba nie jest najważniejsze w tym momencie ;) Co myślicie o ostatnim akapicie? Jestem złaaaa buhahahaaaa >.<
* Mi casa es tu casa znaczy Mój dom jest twoim domem 

PS Dziękuję za miłe miłe słowa w zakładce. Na wszystko tam Wam odpowiadam. Założyłam się o coś z Oliwią Maslow, że nie wrzucę pewnej konwersacji z Hangouts ( serdecznie zapraszam ), która by ujawniła, że ma zapłon jak stary Japończyk
( znaczy, że strasznie wolny i zamulający ).Powiedziała, że się nie odważę. Myli się. Odważyłabym się, ale Ci tego nie zrobię :P Zatrzymaj tą dychę z zakładu, będziesz miała na te klapki :D

PS PS Kto jeszcze nie czytał nowego rozdziału na moim drugim blogu to serdecznie zapraszam ;)

Do środy :*

# Translate

# Znajdź rozdział