Od ślubu Carlosa i Alexy, Lucy z Jamesem prawie się nie widzieli. Pojechała w trzymiesięczną trasę koncertową. Chwila rozłąki była dla niego nie do zniesienia. Wyczekiwał dzisiejszego dnia już od dziewięćdziesięciu dni. Wiedział jedno napewno. Nigdy nie kochał nikogo tak mocno jak ją. Gdyby zabrakło Lucy w jego życiu, nie widziałby sensu istnienia bez niej na tej planecie. Przechodził właśnie przez korytarz, przez piętro, na którym mieszkała. Może i była zmęczona, może i potrzebowała teraz odpoczynku, jednak chciał się po prostu z nią przywitać. Po prostu pocałować. Znów poczuć ją przy sobie i nie puszczać już nigdy więcej.
- James!- Lucy rzuciła mu się na szyję gdy otworzyła drzwi.
- Cholernie tęskniłem.- objął ją dość mocno. Jej uścisk też nie był niczemu sobie.
- Ja też cholernie tęskniłam.- uśmiechnęłan się.- Myślałam, że przyjdziesz jutro. Jest już późno...
- Nie mogłem wytrzymać. Opowiadaj jak było!- podekscytował się.
- Csiii.- przyłożyła palec do ust.- Nie zapominaj, że Diana też tu mieszka.
- Sorry.- szepnął. Lucy stopniowo zszedł uśmiech z twarzy. Odwróciła wzrok patrząc na okno. James wychwycił jej zachowanie. Podszedł do niej i objął jeszcze raz, tym razem od tyłu. Złożył pocałunek na jej szyi.- Widzę, że czymś się martwisz. Coś się stało? Powinienem o czymś wiedzieć?
- Nie nic.- odpowiedziała nadal zasmucona. Nie odwróciła głowy żeby przypadkiem nie zauważył jej smutku.- Nie myślmy o tym dzisiaj...
Zbliżała się północ. Ciemne niebo rozświetlała jasna tarcza księżyca. Nie każdy spał już o tej porze. Kendall wrócił na balkon z butelką czerwonego wina. Jo uśmiechała się kiedy nieudolnie próbował je otworzyć. Po kilku minutach starania, korek wyszedł na wolność. Chłopak rozlał im wina po jednej lampce. Blondynka spojrzała w górę gdzie nadal pojawiały się gwiazdy. Wznieśli toast i zamoczyli usta w półsłodkim winie.
- Myślisz, że gdzieś tam na górze jest moja gwiazda?- spytał Kendall.- Ta, która świeci tylko z mojego powodu? A kiedy spadnie, a ja pomyślę życzenie to je spełni?
- Jeśli tak to tamta.- wskazała palcem na największą.- Tamta od razu nad księżycem. Najpiękniejsza...
- A czy ty widzisz swoją gwiazdę?- zadał kolejne pytanie.
- Tak.- przytaknęła.- Siedzi przede mną. Świeci tylko dla mnie. Spełnia moje życzenia. Jesteś więc moją gwiazdą.
- Aww.- wychylił się, aby ją pocałować.- Bo zrobiłbym dla ciebie wszystko.
- Wiem i dziękuję ci za to.- napiła się wina. Rozsiedli się wygodnie patrząc w gwiazdy. Jo po chwili spojrzała na Kendalla.- Tyle się wydarzyło w naszym życiu oraz naszych przyjaciół. I patrz, zawsze dawaliśmy sobie radę, ponieważ mieliśmy siebie.
- To prawda.- potwierdził.- Tyle się wydarzyło.
- Spójrz ile zaszło zmian od pewnego czasu. Ile się zmieniło. Przypomnij sobie jakie było życie dwa lata temu, a jakie jest teraz. Już nic nie będzie takie samo...
- Nawet gwiazdy nie pomogą nam odczytać jaka będzie nasza przyszłość. Nie wiemy co się wydarzy, jaki będzie nasz dalszy los. Trzeba czekać. Ostatnio jest spokojnie. Ponad pół roku minęło od porwania naszych przyjaciół, ale na szczęście wszystko wróciło od normy. Znów zawitała harmonia w naszym życiu. Chociaż...
- Chociaż co?
- Mam dziwne wrażenie, że coś złego się wydarzy. Może nie teraz, ale za jakiś czas. To podejrzane przeczucie, że los chce po prostu uśpić naszą czujność, a potem znów uderzy.- na te słowa Jo wyprostowała się.
- Trochę przesadzasz, Kendall. Może za dużo wypiłeś. Wracajmy już do środka, co?- blondyn nic nie odpowiedział. Nie miał sił. Posłusznie wstał i wrócił z Jo do mieszkania.
Pewnego lipcowego wieczora Marla, Logan i James z Foxem na kolanach oglądali film. Dziewczyna oglądała go siedząc między swoim narzeczonym a najlepszym przyjacielem. Myślała, że nic więcej nie było jej potrzebne do szczęścia. Czuła się spełniona odkąd brunet poprosił ją, aby tutaj zamieszkała. Zaśmiała się w duchu. Carlos przeprowadził się do Alexy, a ona od niej do ich domu. Wyglądało to trochę jak zamiana miejsc. W przeciwieństwie do niej, James nie czuł się jak intruz. Nie przeszkadzało mu to, że mieszka z parą narzeczonych. Im również nie. Film się skończył i Marla poszła wziąć szybki prysznic. Nie musiała już użyczać żelu Logana, bo miała swój. Nie czuła się zmęczona, ale posłusznie wsunęła się do łóżka gdzie Logan czytał książkę. Dziewczyna odwróciła się i próbowała zasnąć. Zamknęła oczy. Leżała tak długi czas. Słyszała specyficzny dźwięk należący do zamykania książek i pstryczek od lampy, która zgasła. Nie wiedziała, która jest godzina, ale wiedziała, że jest już późno. Leniwie sięgnęła po swój niebieski zegarek i spojrzała na jego tarczę. Jęknęła gdy dostrzegła, że wskazówka wymierzyła godzinę pierwszą trzynaście. Odwróciła się w stronę Logana. Miała zamknięte oczy, ale uśmiechał się.
- James!- Lucy rzuciła mu się na szyję gdy otworzyła drzwi.
- Cholernie tęskniłem.- objął ją dość mocno. Jej uścisk też nie był niczemu sobie.
- Ja też cholernie tęskniłam.- uśmiechnęłan się.- Myślałam, że przyjdziesz jutro. Jest już późno...
- Nie mogłem wytrzymać. Opowiadaj jak było!- podekscytował się.
- Csiii.- przyłożyła palec do ust.- Nie zapominaj, że Diana też tu mieszka.
- Sorry.- szepnął. Lucy stopniowo zszedł uśmiech z twarzy. Odwróciła wzrok patrząc na okno. James wychwycił jej zachowanie. Podszedł do niej i objął jeszcze raz, tym razem od tyłu. Złożył pocałunek na jej szyi.- Widzę, że czymś się martwisz. Coś się stało? Powinienem o czymś wiedzieć?
- Nie nic.- odpowiedziała nadal zasmucona. Nie odwróciła głowy żeby przypadkiem nie zauważył jej smutku.- Nie myślmy o tym dzisiaj...
Zbliżała się północ. Ciemne niebo rozświetlała jasna tarcza księżyca. Nie każdy spał już o tej porze. Kendall wrócił na balkon z butelką czerwonego wina. Jo uśmiechała się kiedy nieudolnie próbował je otworzyć. Po kilku minutach starania, korek wyszedł na wolność. Chłopak rozlał im wina po jednej lampce. Blondynka spojrzała w górę gdzie nadal pojawiały się gwiazdy. Wznieśli toast i zamoczyli usta w półsłodkim winie.
- Myślisz, że gdzieś tam na górze jest moja gwiazda?- spytał Kendall.- Ta, która świeci tylko z mojego powodu? A kiedy spadnie, a ja pomyślę życzenie to je spełni?
- Jeśli tak to tamta.- wskazała palcem na największą.- Tamta od razu nad księżycem. Najpiękniejsza...
- A czy ty widzisz swoją gwiazdę?- zadał kolejne pytanie.
- Tak.- przytaknęła.- Siedzi przede mną. Świeci tylko dla mnie. Spełnia moje życzenia. Jesteś więc moją gwiazdą.
- Aww.- wychylił się, aby ją pocałować.- Bo zrobiłbym dla ciebie wszystko.
- Wiem i dziękuję ci za to.- napiła się wina. Rozsiedli się wygodnie patrząc w gwiazdy. Jo po chwili spojrzała na Kendalla.- Tyle się wydarzyło w naszym życiu oraz naszych przyjaciół. I patrz, zawsze dawaliśmy sobie radę, ponieważ mieliśmy siebie.
- To prawda.- potwierdził.- Tyle się wydarzyło.
- Spójrz ile zaszło zmian od pewnego czasu. Ile się zmieniło. Przypomnij sobie jakie było życie dwa lata temu, a jakie jest teraz. Już nic nie będzie takie samo...
- Nawet gwiazdy nie pomogą nam odczytać jaka będzie nasza przyszłość. Nie wiemy co się wydarzy, jaki będzie nasz dalszy los. Trzeba czekać. Ostatnio jest spokojnie. Ponad pół roku minęło od porwania naszych przyjaciół, ale na szczęście wszystko wróciło od normy. Znów zawitała harmonia w naszym życiu. Chociaż...
- Chociaż co?
- Mam dziwne wrażenie, że coś złego się wydarzy. Może nie teraz, ale za jakiś czas. To podejrzane przeczucie, że los chce po prostu uśpić naszą czujność, a potem znów uderzy.- na te słowa Jo wyprostowała się.
- Trochę przesadzasz, Kendall. Może za dużo wypiłeś. Wracajmy już do środka, co?- blondyn nic nie odpowiedział. Nie miał sił. Posłusznie wstał i wrócił z Jo do mieszkania.
Pewnego lipcowego wieczora Marla, Logan i James z Foxem na kolanach oglądali film. Dziewczyna oglądała go siedząc między swoim narzeczonym a najlepszym przyjacielem. Myślała, że nic więcej nie było jej potrzebne do szczęścia. Czuła się spełniona odkąd brunet poprosił ją, aby tutaj zamieszkała. Zaśmiała się w duchu. Carlos przeprowadził się do Alexy, a ona od niej do ich domu. Wyglądało to trochę jak zamiana miejsc. W przeciwieństwie do niej, James nie czuł się jak intruz. Nie przeszkadzało mu to, że mieszka z parą narzeczonych. Im również nie. Film się skończył i Marla poszła wziąć szybki prysznic. Nie musiała już użyczać żelu Logana, bo miała swój. Nie czuła się zmęczona, ale posłusznie wsunęła się do łóżka gdzie Logan czytał książkę. Dziewczyna odwróciła się i próbowała zasnąć. Zamknęła oczy. Leżała tak długi czas. Słyszała specyficzny dźwięk należący do zamykania książek i pstryczek od lampy, która zgasła. Nie wiedziała, która jest godzina, ale wiedziała, że jest już późno. Leniwie sięgnęła po swój niebieski zegarek i spojrzała na jego tarczę. Jęknęła gdy dostrzegła, że wskazówka wymierzyła godzinę pierwszą trzynaście. Odwróciła się w stronę Logana. Miała zamknięte oczy, ale uśmiechał się.
- Śpisz?- szepnął.
- Nie…
- Też nie możesz spać?- najwyraźniej Logan miał taki sam
problem. Otworzył swoje piękne, ciemne oczy żeby spojrzeć na ukochaną.
- Najwyraźniej. O czym myślisz?
- Gdzie by tu cię zabrać…- westchnął.- A może na święta
polecimy do Minnesoty? Tam poczujesz święta, bo tu w LA prędzej świnie zaczną
latać niż spadnie śnieg. Poznasz moich rodziców.- wypalił. Marla drgnęła.- Nie
patrz tak na mnie. Muszą cię w końcu poznać.
- A moi rodzice?- przypomniała sobie, że też muszą go lepiej
poznać. Moja mama raz go widziała na oczy jak czekał pod jej domem w Londynie,
ale nie rozmawiali dużo. Tylko się przywitali.
- Później możemy polecieć do Londynu.
- Teraz na pewno nie zasnę.- wyobraziła sobie ten obraz jak
jej ojciec przesłuchuje biednego Logana.
- Na pewno?- zmrużył oczy. Kiwnęła głową.- To ubieraj się.
- Po co?
- Zabiorę cię w jedno miejsce. To miała być niespodzianka na
później, ale nie mogę się powstrzymać.- wstał z łóżka. Przeszedł przez wielką
sypialnię do drzwi gdzie znajdowała się garderoba.
- Ale o tej godzinie?
- No to kładź się z powrotem.- dziewczyna przemyślała jego
słowa i wstała się ubrać.
Wyszli po cichu z mieszkania żeby nie budzić Jamesa. Wsiedli
do samochodu.
- Gdzie jedziemy?- nie mogła się powstrzymać.
- Na Sunset Drive.- nie spuszczał oczu z drogi.
- Do Kendalla? To nie jest dobry pomysł…
- Nie do Kendalla.- poprawił.- Choć niedaleko. A oni
przecież mieszkają na Sunrise Drive, a to jest różnica jednej przecznicy.
- Ciągle mylę te dwie ulice. Ale po co my tam jedziemy?
- Zobaczysz…
- Te twoje niespodzianki…- odwróciła się w stronę okna i
oparła o podłokietnik. Logan zaśmiał się tylko pod nosem.
- Już jesteśmy na miejscu.- samochód stanął.
- Tak szybko?- nie zorientowała się jak kilka minut później
przebyli ponad pięć kilometrów.
- Zdaje ci się. O tej porze ulice są raczej puste.- Logan
wysiadł szybko, aby otworzyć jej drzwi. Ona zrobiła to szybciej. Nie lubiła jak
to robił, choć było to bardzo kulturalne i gentelmeńskie.
- A co ja? Diwa?- wytłumaczyła gdy zamknęła drzwi od auta.
Logan chciał już zaprzeczyć i opowiadać jaką jest dla niego diwą, ale się
powstrzymał. Wziął ją za rękę i poprowadził.- Tutaj jeszcze nie byłam. Jak tu
ładnie na tych przedmieściach.- rozejrzała się na szereg pięknych domostw
stojącymi za wielkimi zdobnymi kratami.- Za dnia też tak jest?
- Tak.- stanęli przed bramą, która oddzielała Sunset Drive
od kawałka Sunset na wzgórzu, do którego prowadziła droga z mozaiki grafitowych
kostek brukowych. Logan wyjął kluczyki, których Marla wcześniej nie widziała na
oczy. Otworzył przed nią boczne wejście. Kiedy byli już po drugiej stronie,
zrobiło się jeszcze bardziej zielono niż wcześniej. Lampy, które płonęły
oświetlały całą ścieżkę, która prowadziła do krótkiego szeregu pięknych domostw,
a każdy z nich miał po trzy piętra. Wejście na górę nie było strome ani nie
wysokie. Kiedy dotarli na szczyt, na parking, wzgórze okazało się jeszcze
mniejsze. Była to zaledwie górka, naturalne wybrzuszenie Matki Ziemi. Marla
rozejrzała się po pięknym widoku. Kawałek nieba, raj wycięty i wklejony do
sporego pola otoczonego zdobionym murem. Uśmiechnęła się głucho. Logan
poprowadził ją dalej prowadząc do szeregu domów. Było ich podajże dziewięć.
Każdy był oddzielony od drugiego mosiężnym płotem przyrośniętym licznymi
roślinami. Logan zatrzymał się przed siódmym domu z rzędu.
To była piękna willa. Stali przed furtką i bramą włącznie, które
ozdabiały dwa karłowate drzewka. Kremowa willa z grafitowym dachem i drzwiami z
okiennicami w kolorze ciemnego drewna. Gdzieniegdzie akcenty różanych krzewów
dodawały uroku temu miejscu. Przypatrzyła się uważnie każdemu szczegółowi i
rozmarzyła się. Pragnęła też mieć taki rajski dom z takim widokiem. Zdziwiła
się jak Logan przekręcił klucz w zamku i wszedł na teren posiadłości.
- Skąd masz te klucze?- spytała.
- Dostałem.
- Powiesz mi w końcu co tu robimy czy mam się domyślać?
Chociaż o tej porze mój mózg nie pracuje prawidłowo.
- Podoba ci się ta rezydencja?- spytał.
- I to jeszcze jak. Istny paradise.- zaśmiała się.- Kto tu
mieszka?
- My możemy, jeśli tylko zechcesz.- złapał ją za rękę.
- Słucham?- nogi zastygły jej w miejscu.
- Zamieszkamy w nim po ślubie. Oczywiście jak ci się
spodoba, bo jeśli nie…
- No co ty? Jest piękny!- rzuciła mu się na szyję i zaczęła
go okładać pocałunkami po całej twarzy.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. To jedna z najlepszych
dzielnic w mieście. W dodatku kontakt z przyjaciółmi nadal zostanie. Kendall i
Jo mieszkają przecznicę dalej, a te pięć kilosów do Carlita, Jamesa i reszty to
nie dużo. Chcesz wejść do środka?
- No pewnie.
- Zdziwisz się też kto jest naszymi sąsiadami, ale to
potem.- uśmiechnął się.- Tu jest wszystko czego potrzebujemy. Salon, kuchnia,
garderoba, łazienka na każdym piętrze, trzy sypialnie. Piwnica też niczego
sobie, taras również. Ale strych zajmuje na swoje gadżety.
- Już sobie wyobrażam jak tu mieszkam.- okręciła się ze
szczęścia.
- Chodź na górę. Pokaże ci naszą sypialnię.
Wszystko było już gotowe i umeblowane. Tylko czekało aż się
wprowadzą. Brakowało jedynie pościeli na łóżku, firan i dodatków. Nigdy nie
mogła sobie zażyczyć lepszej sypialni. Była jeszcze większa od tej u Alexy.
Naprzeciwko drzwi wielkie okiennice i wejście na balkon. Po prawej stronie
spoczywało wielkie łoże z ciemnego drewna z kontrastującymi mlecznymi
elementami, taka jak reszta umeblowania. W kącie znalazły się drzwi prowadzące
go obszernej garderoby. Marla stała na korytarzu i z wrażenia oparła się o
drzwi od ich łazienki. Wstała i weszła do sypialni. Usiadła na materacu, a jej
głowa okręcała się, a swoim zasięgiem namierzyć każdą ścianę kolorze wanilii.
- Tu jest pięknie…- rzuciła się na miękki materac. Logan
rzucił jej swój firmowy uśmiech i podszedł do okna. Marla dopiero teraz
zauważyła, że jest stąd zauważalne wzgórze Hollywood. Mruknęła uroczo i wtuliła
się w jego ramię.
Zastygli w czasie. Nie liczyła się żadna godzina, która już
dawno straciła na wartości. Było tak cicho, że słyszeli bicie swoich serc,
czuli krew płynącą im w żyłach. Czuli nawzajem zapach swoich ciał i rozumieli
się bez słów. Nie patrząc na siebie wiedzieli, co czuje druga połówka. Kiedy on
się uśmiechał, ona też. Kiedy ona go tuliła, on robił to samo. Stali się jedną
nierozerwalną mocą, siłą, którą zwą miłością.
Tak. Czas stanął w miejscu jak ich spojrzenia w szyld
Hollywood.
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
_____________________________________________________________________________________________
No i mamy za sobą. Nawet mi nie szkoda, ale sentyment zostanie. Od miesiąca czekam na kolejną część. I jak wrażenia po całym Big Time Problems? Tak jak przy końcu pierwszej części zapytam Was o ulubiony wątek z tej części. Co najbardziej się podobało. Co utknęło w pamięci :)
Dlaczego tak się sram z trzecią częścią? Odpowiedź jest prosta. To moja ulubiona część. Mam swoje powody :) Damy Marli i Loganowi trochę odsapnąć i wgłebimy się w życie reszty bohaterów. Tak, będzie więcej i Kendalla i Jamesa oraz Carlosa. Ta różnorodność :) W końcu :P Mam nadzieję, że Was nie zawiodę.
Pewnie domyślacie się co teraz przykrego ogłoszę. TYGODNIOWA PRZERWA !!!
Dlatego na pierwszy rozdział nowej części zapraszam w środę 12 listopada.
Pewnie reakcja niektórych na tę wiadomość wygląda tak:

Albo taka...
" Chyba mam depresję..."

Możecie wybrać swój typ reakcji. Chyba, że jest jakiś inny albo zwykłe Okay :p
W każdym razie do środy :*
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
_____________________________________________________________________________________________
No i mamy za sobą. Nawet mi nie szkoda, ale sentyment zostanie. Od miesiąca czekam na kolejną część. I jak wrażenia po całym Big Time Problems? Tak jak przy końcu pierwszej części zapytam Was o ulubiony wątek z tej części. Co najbardziej się podobało. Co utknęło w pamięci :)
Dlaczego tak się sram z trzecią częścią? Odpowiedź jest prosta. To moja ulubiona część. Mam swoje powody :) Damy Marli i Loganowi trochę odsapnąć i wgłebimy się w życie reszty bohaterów. Tak, będzie więcej i Kendalla i Jamesa oraz Carlosa. Ta różnorodność :) W końcu :P Mam nadzieję, że Was nie zawiodę.
Pewnie domyślacie się co teraz przykrego ogłoszę. TYGODNIOWA PRZERWA !!!
Dlatego na pierwszy rozdział nowej części zapraszam w środę 12 listopada.
Pewnie reakcja niektórych na tę wiadomość wygląda tak:
" Buuu, żal dziewczyny."

Albo taka...
" Chyba mam depresję..."

Albo taka...
" Co ona pisze?"
" Co ona pisze?"

Możecie wybrać swój typ reakcji. Chyba, że jest jakiś inny albo zwykłe Okay :p
W każdym razie do środy :*