środa, 5 listopada 2014

Rozdział 86

Od ślubu Carlosa i Alexy, Lucy z Jamesem prawie się nie widzieli. Pojechała w trzymiesięczną trasę koncertową. Chwila rozłąki była dla niego nie do zniesienia. Wyczekiwał dzisiejszego dnia już od dziewięćdziesięciu dni. Wiedział jedno napewno. Nigdy nie kochał nikogo tak mocno jak ją. Gdyby zabrakło Lucy w jego życiu, nie widziałby sensu istnienia bez niej na tej planecie. Przechodził właśnie przez korytarz, przez piętro, na którym mieszkała. Może i była zmęczona, może i potrzebowała teraz odpoczynku, jednak chciał się po prostu z nią przywitać. Po prostu pocałować. Znów poczuć ją przy sobie i nie puszczać już nigdy więcej.
- James!- Lucy rzuciła mu się na szyję gdy otworzyła drzwi.
- Cholernie tęskniłem.- objął ją dość mocno. Jej uścisk też nie był niczemu sobie.
- Ja też cholernie tęskniłam.- uśmiechnęłan się.- Myślałam, że przyjdziesz jutro. Jest już późno...
- Nie mogłem wytrzymać. Opowiadaj jak było!- podekscytował się.
- Csiii.- przyłożyła palec do ust.- Nie zapominaj, że Diana też tu mieszka.
- Sorry.- szepnął. Lucy stopniowo zszedł uśmiech z twarzy. Odwróciła wzrok patrząc na okno. James wychwycił jej zachowanie. Podszedł do niej i objął jeszcze raz, tym razem od tyłu. Złożył pocałunek na jej szyi.- Widzę, że czymś się martwisz. Coś się stało? Powinienem o czymś wiedzieć?
- Nie nic.- odpowiedziała nadal zasmucona. Nie odwróciła głowy żeby przypadkiem nie zauważył jej smutku.- Nie myślmy o tym dzisiaj...

Zbliżała się północ. Ciemne niebo rozświetlała jasna tarcza księżyca. Nie każdy spał już o tej porze. Kendall wrócił na balkon z butelką czerwonego wina. Jo uśmiechała się kiedy nieudolnie próbował je otworzyć. Po kilku minutach starania, korek wyszedł na wolność. Chłopak rozlał im wina po jednej lampce. Blondynka spojrzała w górę gdzie nadal pojawiały się gwiazdy. Wznieśli toast i zamoczyli usta w półsłodkim winie.
- Myślisz, że gdzieś tam na górze jest moja gwiazda?- spytał Kendall.- Ta, która świeci tylko z mojego powodu? A kiedy spadnie, a ja pomyślę życzenie to je spełni?
- Jeśli tak to tamta.- wskazała palcem na największą.- Tamta od razu nad księżycem. Najpiękniejsza...
- A czy ty widzisz swoją gwiazdę?- zadał kolejne pytanie.
- Tak.- przytaknęła.- Siedzi przede mną. Świeci tylko dla mnie. Spełnia moje życzenia. Jesteś więc moją gwiazdą.
- Aww.- wychylił się, aby ją pocałować.- Bo zrobiłbym dla ciebie wszystko.
- Wiem i dziękuję ci za to.- napiła się wina. Rozsiedli się wygodnie patrząc w gwiazdy. Jo po chwili spojrzała na Kendalla.- Tyle się wydarzyło w naszym życiu oraz naszych przyjaciół. I patrz, zawsze dawaliśmy sobie radę, ponieważ mieliśmy siebie.
- To prawda.- potwierdził.- Tyle się wydarzyło.
- Spójrz ile zaszło zmian od pewnego czasu. Ile się zmieniło. Przypomnij sobie jakie było życie dwa lata temu, a jakie jest teraz. Już nic nie będzie takie samo...
- Nawet gwiazdy nie pomogą nam odczytać jaka będzie nasza przyszłość. Nie wiemy co się wydarzy, jaki będzie nasz dalszy los. Trzeba czekać. Ostatnio jest spokojnie. Ponad pół roku minęło od porwania naszych przyjaciół, ale na szczęście wszystko wróciło od normy. Znów zawitała harmonia w naszym życiu. Chociaż...
- Chociaż co?
- Mam dziwne wrażenie, że coś złego się wydarzy. Może nie teraz, ale za jakiś czas. To podejrzane przeczucie, że los chce po prostu uśpić naszą czujność, a potem znów uderzy.- na te słowa Jo wyprostowała się.
- Trochę przesadzasz, Kendall. Może za dużo wypiłeś. Wracajmy już do środka, co?- blondyn nic nie odpowiedział. Nie miał sił. Posłusznie wstał i wrócił z Jo do mieszkania.

Pewnego lipcowego wieczora Marla, Logan i James z Foxem na kolanach oglądali film. Dziewczyna oglądała go siedząc między swoim narzeczonym a najlepszym przyjacielem. Myślała, że nic więcej nie było jej potrzebne do szczęścia. Czuła się spełniona odkąd brunet poprosił ją, aby tutaj zamieszkała. Zaśmiała się w duchu. Carlos przeprowadził się do Alexy, a ona od niej do ich domu. Wyglądało to trochę jak zamiana miejsc. W przeciwieństwie do niej, James nie czuł się jak intruz. Nie przeszkadzało mu to, że mieszka z parą narzeczonych. Im również nie. Film się skończył i Marla poszła wziąć szybki prysznic. Nie musiała już użyczać żelu Logana, bo miała swój. Nie czuła się zmęczona, ale posłusznie wsunęła się do łóżka gdzie Logan czytał książkę. Dziewczyna odwróciła się i próbowała zasnąć. Zamknęła oczy. Leżała tak długi czas. Słyszała specyficzny dźwięk należący do zamykania książek i pstryczek od lampy, która zgasła. Nie wiedziała, która jest godzina, ale wiedziała, że jest już późno. Leniwie sięgnęła po swój niebieski zegarek i spojrzała na jego tarczę. Jęknęła gdy dostrzegła, że wskazówka wymierzyła godzinę pierwszą trzynaście. Odwróciła się w stronę Logana. Miała zamknięte oczy, ale uśmiechał się.
- Śpisz?- szepnął.
- Nie…
- Też nie możesz spać?- najwyraźniej Logan miał taki sam problem. Otworzył swoje piękne, ciemne oczy żeby spojrzeć na ukochaną.
- Najwyraźniej. O czym myślisz?
- Gdzie by tu cię zabrać…- westchnął.- A może na święta polecimy do Minnesoty? Tam poczujesz święta, bo tu w LA prędzej świnie zaczną latać niż spadnie śnieg. Poznasz moich rodziców.- wypalił. Marla drgnęła.- Nie patrz tak na mnie. Muszą cię w końcu poznać.
- A moi rodzice?- przypomniała sobie, że też muszą go lepiej poznać. Moja mama raz go widziała na oczy jak czekał pod jej domem w Londynie, ale nie rozmawiali dużo. Tylko się przywitali.
- Później możemy polecieć do Londynu.
- Teraz na pewno nie zasnę.- wyobraziła sobie ten obraz jak jej ojciec przesłuchuje biednego Logana.
- Na pewno?- zmrużył oczy. Kiwnęła głową.- To ubieraj się.
- Po co?
- Zabiorę cię w jedno miejsce. To miała być niespodzianka na później, ale nie mogę się powstrzymać.- wstał z łóżka. Przeszedł przez wielką sypialnię do drzwi gdzie znajdowała się garderoba.
- Ale o tej godzinie?
- No to kładź się z powrotem.- dziewczyna przemyślała jego słowa i wstała się ubrać.
Wyszli po cichu z mieszkania żeby nie budzić Jamesa. Wsiedli do samochodu.
- Gdzie jedziemy?- nie mogła się powstrzymać.
- Na Sunset Drive.- nie spuszczał oczu z drogi.
- Do Kendalla? To nie jest dobry pomysł…
- Nie do Kendalla.- poprawił.- Choć niedaleko. A oni przecież mieszkają na Sunrise Drive, a to jest różnica jednej przecznicy.
- Ciągle mylę te dwie ulice. Ale po co my tam jedziemy?
- Zobaczysz…
- Te twoje niespodzianki…- odwróciła się w stronę okna i oparła o podłokietnik. Logan zaśmiał się tylko pod nosem.
- Już jesteśmy na miejscu.- samochód stanął.
- Tak szybko?- nie zorientowała się jak kilka minut później przebyli ponad pięć kilometrów.
- Zdaje ci się. O tej porze ulice są raczej puste.- Logan wysiadł szybko, aby otworzyć jej drzwi. Ona zrobiła to szybciej. Nie lubiła jak to robił, choć było to bardzo kulturalne i gentelmeńskie.
- A co ja? Diwa?- wytłumaczyła gdy zamknęła drzwi od auta. Logan chciał już zaprzeczyć i opowiadać jaką jest dla niego diwą, ale się powstrzymał. Wziął ją za rękę i poprowadził.- Tutaj jeszcze nie byłam. Jak tu ładnie na tych przedmieściach.- rozejrzała się na szereg pięknych domostw stojącymi za wielkimi zdobnymi kratami.- Za dnia też tak jest?
- Tak.- stanęli przed bramą, która oddzielała Sunset Drive od kawałka Sunset na wzgórzu, do którego prowadziła droga z mozaiki grafitowych kostek brukowych. Logan wyjął kluczyki, których Marla wcześniej nie widziała na oczy. Otworzył przed nią boczne wejście. Kiedy byli już po drugiej stronie, zrobiło się jeszcze bardziej zielono niż wcześniej. Lampy, które płonęły oświetlały całą ścieżkę, która prowadziła do krótkiego szeregu pięknych domostw, a każdy z nich miał po trzy piętra. Wejście na górę nie było strome ani nie wysokie. Kiedy dotarli na szczyt, na parking, wzgórze okazało się jeszcze mniejsze. Była to zaledwie górka, naturalne wybrzuszenie Matki Ziemi. Marla rozejrzała się po pięknym widoku. Kawałek nieba, raj wycięty i wklejony do sporego pola otoczonego zdobionym murem. Uśmiechnęła się głucho. Logan poprowadził ją dalej prowadząc do szeregu domów. Było ich podajże dziewięć. Każdy był oddzielony od drugiego mosiężnym płotem przyrośniętym licznymi roślinami. Logan zatrzymał się przed siódmym domu z rzędu.

To była piękna willa. Stali przed furtką i bramą włącznie, które ozdabiały dwa karłowate drzewka. Kremowa willa z grafitowym dachem i drzwiami z okiennicami w kolorze ciemnego drewna. Gdzieniegdzie akcenty różanych krzewów dodawały uroku temu miejscu. Przypatrzyła się uważnie każdemu szczegółowi i rozmarzyła się. Pragnęła też mieć taki rajski dom z takim widokiem. Zdziwiła się jak Logan przekręcił klucz w zamku i wszedł na teren posiadłości.
- Skąd masz te klucze?- spytała.
- Dostałem.
- Powiesz mi w końcu co tu robimy czy mam się domyślać? Chociaż o tej porze mój mózg nie pracuje prawidłowo.
- Podoba ci się ta rezydencja?- spytał.
- I to jeszcze jak. Istny paradise.- zaśmiała się.- Kto tu mieszka?
- My możemy, jeśli tylko zechcesz.- złapał ją za rękę.
- Słucham?- nogi zastygły jej w miejscu.
- Zamieszkamy w nim po ślubie. Oczywiście jak ci się spodoba, bo jeśli nie…
- No co ty? Jest piękny!- rzuciła mu się na szyję i zaczęła go okładać pocałunkami po całej twarzy.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. To jedna z najlepszych dzielnic w mieście. W dodatku kontakt z przyjaciółmi nadal zostanie. Kendall i Jo mieszkają przecznicę dalej, a te pięć kilosów do Carlita, Jamesa i reszty to nie dużo. Chcesz wejść do środka?
- No pewnie.
- Zdziwisz się też kto jest naszymi sąsiadami, ale to potem.- uśmiechnął się.- Tu jest wszystko czego potrzebujemy. Salon, kuchnia, garderoba, łazienka na każdym piętrze, trzy sypialnie. Piwnica też niczego sobie, taras również. Ale strych zajmuje na swoje gadżety.
- Już sobie wyobrażam jak tu mieszkam.- okręciła się ze szczęścia.
- Chodź na górę. Pokaże ci naszą sypialnię.
Wszystko było już gotowe i umeblowane. Tylko czekało aż się wprowadzą. Brakowało jedynie pościeli na łóżku, firan i dodatków. Nigdy nie mogła sobie zażyczyć lepszej sypialni. Była jeszcze większa od tej u Alexy. Naprzeciwko drzwi wielkie okiennice i wejście na balkon. Po prawej stronie spoczywało wielkie łoże z ciemnego drewna z kontrastującymi mlecznymi elementami, taka jak reszta umeblowania. W kącie znalazły się drzwi prowadzące go obszernej garderoby. Marla stała na korytarzu i z wrażenia oparła się o drzwi od ich łazienki. Wstała i weszła do sypialni. Usiadła na materacu, a jej głowa okręcała się, a swoim zasięgiem namierzyć każdą ścianę kolorze wanilii.
- Tu jest pięknie…- rzuciła się na miękki materac. Logan rzucił jej swój firmowy uśmiech i podszedł do okna. Marla dopiero teraz zauważyła, że jest stąd zauważalne wzgórze Hollywood. Mruknęła uroczo i wtuliła się w jego ramię.
Zastygli w czasie. Nie liczyła się żadna godzina, która już dawno straciła na wartości. Było tak cicho, że słyszeli bicie swoich serc, czuli krew płynącą im w żyłach. Czuli nawzajem zapach swoich ciał i rozumieli się bez słów. Nie patrząc na siebie wiedzieli, co czuje druga połówka. Kiedy on się uśmiechał, ona też. Kiedy ona go tuliła, on robił to samo. Stali się jedną nierozerwalną mocą, siłą, którą zwą miłością.

Tak. Czas stanął w miejscu jak ich spojrzenia w szyld Hollywood.





KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ

_____________________________________________________________________________________________

No i mamy za sobą. Nawet mi nie szkoda, ale sentyment zostanie. Od miesiąca czekam na kolejną część. I jak wrażenia po całym Big Time Problems? Tak jak przy końcu pierwszej części zapytam Was o ulubiony wątek z tej części. Co najbardziej się podobało. Co utknęło w pamięci :)

Dlaczego tak się sram z trzecią częścią? Odpowiedź jest prosta. To moja ulubiona część. Mam swoje powody :)  Damy Marli i Loganowi trochę odsapnąć i wgłebimy się w życie reszty bohaterów. Tak, będzie więcej i Kendalla i Jamesa oraz Carlosa.  Ta różnorodność :)  W końcu :P Mam nadzieję, że Was nie zawiodę.

Pewnie domyślacie się co teraz przykrego ogłoszę. TYGODNIOWA PRZERWA !!!
Dlatego na pierwszy rozdział nowej części zapraszam w środę 12 listopada.
Pewnie reakcja niektórych na tę wiadomość wygląda tak:

" Buuu, żal dziewczyny."



Albo taka...

" Chyba mam depresję..."



Albo taka...

" Co ona pisze?"



Możecie wybrać swój typ reakcji. Chyba, że jest jakiś inny albo zwykłe Okay :p
W każdym razie do środy :*









sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 85

Nadszedł długo wyczekiwany przez Alexę i Carlosa dzień. Ślub. I to nie byle jaki ślub, nie byle gdzie i nie byle o jakiej porze. Najbliższa rodzina i przyjaciele zlecieli się aż na Hawaje przed pierwszym dniem wiosny, aby jutro zobaczyć jak para łączy się węzłem małżeńskim. Marla miała okazję poznać ich rodzinę. Ten ślub był nietypowy, ale jaki przepiękny. Dobrali do tradycyjnej bieli nutę złota. Nawet stroje świadków, którymi byli siostra Alexy i brat Carlosa ( nie brał nikogo z przyjaciół, bo by się pozabijali o to miejsce), kreacje drużb i druhen, a przede wszystkich pary młodych musiały mieć kolory przewodnie. Alexa w pięknej białej sukni trzymała zielony bukiecik przepasany złotą wstążką. Carlos miał biały garnitur ze złotym krawatem. Kendall, James i Logan wyglądali uroczo w kremowych ( dla odmiany) garniturach ze złotymi muchami. Najmniej narzekał Kendall. Najbardziej James, który uważał, że źle wygląda w tych kolorach. Przed uroczystością wyznał Marli, że państwo młodzi nie mają za grosz wyczucia gustu. Logan obiecał sobie, że szybko pozbędzie się tej muchy, bo ich nienawidził. Taki los drużb. Marla należała do druhen wraz z Lucy, Jo i kuzynką Alexy, Amandą. Miały na sobie zwiewne sukienki w kolorze kremowym z drobnymi złotymi dodatkami, które mogły same sobie dobrać. Ceremonia odbywała się na świeżym powietrzu na łące, niedaleko plaży. Hawaje dawały temu wszystkiego egzotyczną atmosferę. Piękne, czyste niebo, a w jego centrum lekko prażące słońce. Wszyscy znaleźli miejsce na białych ławeczkach, które kontrastowały z zielenią traw. Przy altance stał już ksiądz i czekał na pannę młodą. Ślub ten wywołał sporo przyjemnych emocji, także łez u ich matek.

Gdy było już po wszystkim, nadszedł czas na wesele, które odbywało się w dwóch miejscach. W specjalnym weselnym pawilonie gdzie jedzono i na zewnątrz gdzie tańczono. Między tymi strefami grała kapela. Nie ważne gdzie się przebywało, każdy się dobrze bawił.
- Jak się bawisz?- spytał Logan Marlę. Nie miał na sobie już muchy. Zdjął ją od razu po zdjęciach.
- Odjazdowe weselicho. Cieszę się, że ty nadal trzymasz fason.
- Nie chcę żeby Carlito i Alexa nabijali się ze mnie do końca życia jeśli coś przeskrobię. Nie zapominajmy, że tu kręci się kamera i wszystko będzie uwiecznione. Jak już ktoś będzie robić z siebie pijaka to będzie to James, ewentualnie Kendall.
- Trzeźwy Logan na imprezie to rzadkość.- uśmiechnęła się.
- Chcę jeszcze pamiętać ślub swojego kumpla.- dokończył pić szampana.- Nadal uważasz, że to nieodpowiedni wiek na ślub?
- Nie. To nie ma żadnego znaczenia. Jeśli jest to silna miłość, która przetrwa całe życie to…- nie dokończyła tylko się rozmarzyła.
- Hejka! O czym gadacie?- z tańców wrócił James.- Chodźcie! Zaraz kroją tort.
- Uwielbiam torty!- Marla wstała natychmiast ciągnął Logana za rękę.
Po zjedzeniu tortu, Logan i Marla poszli na parkiet potańczyć trochę. Byli najlepiej tańczącą parą, ale nie chcieli się zbytnio popisywać swoimi zdolnościami, ponieważ nie do nich należał ten dzień. Bez przerwy tańczyli nie wiadomo ile czasu. W końcu zasapali się i usiedli do stolika gdzie siedział Kendall.
- Nogi mnie bolą od tego tańczenia z tobą.- rzuciła się na krzesło, a potem do szklanki z wodą.
- Mnie też…- otarł kropelki potu z czoła.
- Odpocznijmy trochę. Chyba, że chcesz zatańczyć z panną młodą to nie zatrzymuję.
- Będę miał jeszcze okazję. Teraz Carlito nie chce nikomu jej użyczyć.
- Mi też nie dał.- odezwał się blondyn.- Nigdy jeszcze tak nie żydził.- para spostrzegła, że jego mucha jest wymiętolona.
- Popraw tę muchę.- wskazała mu palcem.
- Bo wyglądasz jak menel.- zaśmiał się Logan, który potem dostał od przyjaciela po głowie.
- Się czepiacie.- poprawił ozdobę.- A ty Loggie? Zrobiłeś już to co miałeś zrobić?- wysłał mu porozumiewawcze spojrzenie, którego dziewczyna nie mogła rozszyfrować.
- Co miałeś zrobić?- nie wytrzymała.
- Miałem, ehm… no.- wstał.- Iść do toalety? Tak właśnie zrobię.- odwrócił się na pięcie i wyszedł.
- Co się tak dziwnie zachował?- spytała Kendalla.- No bo przecież chyba nie musisz mu przypominać żeby odwiedzał toaletę.
- To ten hawajski klimat tak na niego działa.- opróżnił kieliszek z alkoholem i wstał.- Powodzenia.- poklepał ją po ramieniu i poszedł. Marla nie wiedziała co to miało znaczyć, ale nie przejęła się, bo był już po kilku kieliszkach.
- Już jestem.- zaskoczył ją od tyłu Logan powodując, że poskoczyła na krześle. W międzyczasie jak go nie było, zatańczyła raz z Jamesem.
- Wszystko z tobą w porządku?- zmarszczyła brwi.
- Tak, ale dlaczego miałoby być inaczej?- zapytał odrobinę spięty.
- Patrz.- jej wzrok oderwał się od chłopaka, bo niebo zmieniało powoli kolor.- Słońce zaraz zacznie zachodzić.
- Hej.- Logan przysunął swoje krzesełko do jej siedzenia.- Możemy urwiemy się na chwilę na zewnątrz? Nikt nie zauważy, że znikniemy na chwilkę. Spędzimy trochę czasu we dwoje. Pokazać ci takie fajne miejsce?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Bardzo chętnie.- dała się poprowadzić na dwór.
- Tędy.- złapał ją mocniej za rękę.

Odwrócił się do tyłu patrząc czy nikt za nimi nie idzie.
Gdy byli już wystarczająco daleko, Logan poprowadził ją na zbocze. Dziewczyna nie wiedziała gdzie jest prowadzona, ale coraz bliżej kierowali się w stronę plaży. Tak przynajmniej myślała. Jej oczom ukazało się kamieniste wzgórze. Logan kazał jej wejść. Było jej ciężko wchodzić po kamiennych, nierównomiernych schodkach na górę w butach na obcasie, dlatego brunet asekurował ją od tyłu. To nie było zbyt wysokie wzgórze, ale wystarczające, aby podziwiać morski krajobraz wyspy. Stali teraz na wielkim szczycie w kształcie koła, porośniętym wokół krzewami i drzewami. Zachwyciła się tym i zastanawiała jak natura mogła wyrzeźbić takie cudowne miejsce. Po środku znajdowała długa ławeczka pomalowana farbą w kolorze pudrowego różu. Z tego miejsca czuła, że jest bliżej słońca i oddycha jeszcze świeższym powietrzem. W tle ćwierkały egzotyczne ptaki.
- Podoba ci się?- objął ją.
- Tu jest pięknie.- usiedli na ławeczce.- Nigdy nie widziałam równie pięknego miejsca na żywo. A ty?
- Ja widziałem…- spojrzał jej głęboko w oczy.
- Co takiego?
- Ciebie.- pocałował ją w policzek. Uśmiechnęła się.
- Nieładnie tak skradać buziaków…
- Mogę też skraść drugiego. Nikt nas tu nie zobaczy.
- No to nie omieszkam.- pozwoliła się pocałować w usta.- Wielka ta ławka, prawda?
- Jak chcesz to się na niej połóż. Nogi ci odpoczną.- położyła się na całej szerokości. Głowę położyła mu na kolanach. Patrzyła w zachodzące słońce, fale różu i pomarańczy na niebie.- Wygodnie?
- Bardzo. Mogłabym tak leżeć całą noc…
- Chciałbym żeby już zawsze tak było.- gładził ją po włosach.- I żebyś zawsze była tylko moja.
- Przecież jestem.- położyła mu dłoń na udzie.
- Widzisz ten różany krzew?- Logan wskazał palcem na roślinkę średniej wielkości.
- Tamten? Widzę.- odpowiedziała. Brunet wstał uwalniając się z jej objęć.- Gdzie idziesz?- zobaczyła jak chłopak podchodzi i zaczyna grzebać w różanym krzewie. Marla wstała kiedy zobaczyła, że Logan wyciąga coś z krzaka.- Co tam znalazłeś?- podeszła zaciekawiona.
- Nie wiem.- trzymał w dłoniach pudełeczko w kształcie róży, podobnej do tych co rosły obok. Podał jej różowe pudełko.- Weź otwórz.
- O mój Boże…- jej oczom ukazał się pięknie zdobiony srebrny pierścionek, który lśnił w blasku zachodzącego słońca. Logan w tym momencie uklęknął na jednym kolanie i złapał ją za wolną rękę. Zamarła w miejscu. Rozchyliła wargi z powodu ogromu emocji, które przechodziły przez jej ciało. Czuła dreszcze po całym ciele.
- Jesteś moją muzą, nadzieją, gwiazdą na niebie, kwitnącą różą, boginią, światłością, moją największą radością. Jesteś jak tlen, bez którego nie mogę oddychać. Uosobieniem tego wszystkiego co jest mi w życiu niezbędne. Dzięki tobie odrodziłem się na nowo, a każda rozterka spowodowała, że kocham cię jeszcze mocniej. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Ty wskazujesz mi właściwy kierunek. Jesteś jak przewodnik, który prowadzi mnie za rękę.- mówił prosto ze swojego serca. Widać było, że się denerwował, jednak uśmiech nie znikał mu z twarzy.
- Logan…- nie mogła wydusić z siebie słów.
- Może nie jestem idealny. Marny ze mnie kucharz. Ciągle się spóźniam na spotkania. Tyle razy nie było tak jak być powinno, ale mogę dać ci szczęście o jakim tylko nie śniłaś. Powiedz tylko jedno słowo.
- Ja…- emocje wciąż nią szargały. Oczy zrobiły się wilgotne.
- Obiecuję, że będę…- zaczął znowu nerwowo coś mówić byle w ciszy nie czekać na jej decyzję. Nie zdążył, bo Marla przyłożyła mu palec do ust.
- Zamilknij i daj mi dokończyć.- wzięła głęboki wdech.- Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale… nie mogę…
- Dlaczego?- nie tego się spodziewał. Dziewczyna się tylko uśmiechnęła.
- Nie mogę… też sobie wyobrazić życia bez ciebie!- dokończyła. Logan odetchnął z ulgą. Wstał i pocałowali się namiętnie.- Mówię tak!
Chciała włożyć sobie pierścionek na palec, ale Logan ubiegł ją i sam to zrobił. Otarł jej łzy z policzka, następnie znów pocałował. Ona przyssała się do jego ust i oplotła się wokół jego szyi. Brunet ujął jej twarz w dłonie. Dziewczynę rozpierała taka energia, która prosiła się, aby uwolnić ją na zewnątrz. Poczuła się bezpiecznie wśród gąszczy zieleni i jego objęć. Stanowczo przytwierdziła narzeczonego do pnia drzewa przejmując inicjatywę. Zobaczyła miłe zaskoczenie na jego twarzy. Zdjęła z niego marynarkę i rzuciła na ławkę. Odpięła trzy guziki od jego pachnącej koszuli żeby dostać się bez problemów do jego szyi. Logan dał się wciągnąć w namiętną grę i postanowił przejąć pałeczkę. Włożył dłoń pod jej sukienkę, zaczął dotykać ją po udach. Nie odklejając od siebie ust, wylądowali na ławeczce.

Kiedy było już po wszystkim, dziewczyna położyła mu się z powrotem na udach. Patrzyli na niebo. Po słońcu nie został ślad. Zrobiło się jeszcze bardziej romantycznie. Pojedyncze gwiazdki pojawiały się na sklepieniu aż zaczęło ich migać coraz więcej. Logan gładził ją po włosach i uśmiechnął się.
- Będę musiał oświadczać ci się częściej.
- Oj będziesz. Musimy wracać. Długo nas nie było.- podniosła głowę.
- Jeszcze trochę.- zamruczał.
- Potem…- zetknęli się nosami jak Eskimosi.
- No dobrze, ale musimy doprowadzić się do porządku.- poprawili sobie nawzajem fryzury. Logan dopiął koszulę i założył białą marynarkę. Otrzepała mu plecy z resztek kory. Brunet przejechał palcem pod jej powiekami, aby poprawić rozmazany makijaż. Ogarnęła też swoją niechlujnie wygniecioną sukienkę.
- Chyba wszystko.- stwierdził.
- Rozporek.- spojrzała w dół. Logan uśmiechnął się niewinnie, a następnie wrócili na wesele gdzie zabawa dopiero się zaczynała.
- Gdzie wyście się podziewali?- u progu stał już James.- Ktoś was porwał?- szatyn uznał, że nie trafił z żartem patrząc po ich minach.- Sorry…
- Spoko. Mamy coś do ogłoszenia.- dodał Logan.
- No tutaj jesteście!- przybiegła do nich Jo.- Alexa będzie rzucać bukietem!
- O tej porze?- zdziwiła się Marla.
- To hawajski zwyczaj, więc tak. Szybko!
Alexa czekała już na szczycie schodów. Wszystkie dziewczyny ustawiały się. Marla wylądowała za Lucy. Po bokach stały Diana i Jo.
- Ja go złapię.- wskazała na siebie Jo.
- Nie żeby mi zależało, ale będzie mój!- wtrąciła wstawiona Lucy.
- Przestańcie!- uspokoiła je Diana.- Wszyscy wiedzą, że ja go złapię. Mam najdłuższe ręce.- uśmiechnęła się z przekąsem.
- Zachowujecie się jak dzieci.- westchnęła Marla, która obserwowała to wszystko z boku.
- Ty zostaniesz w takim razie starą panią z kotem!- odparła Lucy.
- Nie.- uśmiechnęła się.- Bo ja jestem…
- Uwaga dziewczęta!- wyznanie Marli przerwała Alexa.- Ustawcie się! Będę rzucać!- odwróciła się.
- Alexa! W lewo!- krzyknęła Diana.
- W prawo!
- Uczciwie po środku!- próbowała przekrzyczeć je Lucy.
- Na trzy!- oznajmiła- Raz, dwa, trzy!- zamachnęła się i rzuciła bukiecik. Całe stado dziewczyn przepychało się patrząc jak bukiecik leci w powietrzu. Marla śmiała się ze zgromadzonych, bo przypomniała jej się scena z koncertu BTR jak szalone fanki chciały ich przynajmniej dotknąć. Nagle podskoczyła w miejscu. Bukiet ugodził ją prosto w twarz, szybko go złapała. Spojrzała na niego z błyszczącymi, zwycięskimi oczętami i w wielkiej chwale podniosła go do góry. Logan widział tę scenę i uśmiechnął się.
- Złapałam!- okrzyknęła szczęśliwa, aby każdy usłyszał.- Ha!
- Nie jaraj się tak. To tylko zwyczaj.- Lucy dąsała się.
- Już się spełniło!- wyszła z kółeczka, które ją otaczało i podniosła rękę z pierścionkiem zaręczynowym.- Zostanę panią Henderson.- wszyscy spojrzeli na szatynkę z uśmiechem na twarzy. Chwaliła się każdemu. Państwo młodzi podeszli na końcu i złożyli gratulacje. Alexa pochwaliła Logana, że w taki romantyczny sposób to załatwił. O tym co zamierzał Logan, wiedział tylko Kendall, więc gdy to się wydało, brunet dostał w czerep od Jamesa i Carlosa krzycząc: Ty zdrajco! Potem jednak sami uściskali narzeczonych. Trzeba było to uczcić. Zgromadzeni poszli na parkiet i tańczyli wokół kółeczka państwa młodych i narzeczonych.






* Kto zgadł, że chodzi o wesele? Przyspieszyłam trochę bieg wydarzeń z października na marzec. W następnym będzie już czerwiec, a nawet lipiec, więc sunęłam po tym kalendarzu :D Marla zostanie panią Henderson. Cieszycie się? Bo ja tak :P
Przedostatni rozdział za nami i jeszcze tylko jeden i koniec! Nie ukrywam, że ja to bym już chciała skończyć tę część, odbębnić tygodniową przerwę między częściami i zacząć trzecią. Ah! Nie mogę się doczekać. Tyłek pali :3 Do środy - ostatniego rozdziału części:*


środa, 29 października 2014

Rozdział 84

Logan namówił Marlę, aby przenocowała u nich w domu. Zgodziła się bez namysłu. James i Carlos zostali ostrzeżeni przez Kendalla, że mają jej dać spokój do końca dzisiejszego dnia. Marla tylko ich wyściskała jakby nie widziała się z nimi przez kilka lat. Ciężko nie było im pytać o szczegóły, ale rozumieli sytuację. Carlos postanowił tę noc spędzić tutaj. Nie chciał jednak zdradzić Alexie przyczyny. Będzie lepiej gdy dowie się o tym jutro. Dziewczyna przygotowała się do snu i położyła obok Logana. Czuła się bezpiecznie w jego objęciach. W takiej pozycji też zasnęła.
Następnego dnia Marla czuła na sobie spojrzenia wszystkich domowników. Zebrała się w sobie i usiadła na kanapie wołając zaciekawionych. James, Carlos, a potem jeszcze i Alexa, Lucy i Jo słuchali historii. Tego dnia usłyszała najwięcej ciepłych słów otuchy i przytulasów bliskich przyjaciół. Marla i Logan spędzili razem cały dzień, następny i jeszcze kolejny. To przeżycie złączyło ich jeszcze mocniej tworząc nierozerwalne więzy. Byli przekonani, że jeśli przeżyli to, to przetrwają wszystko.

Z każdym dniem wszystko wracało do normy. Marla wróciła do domu Alexy gdzie mieszkała. Coraz częściej jej głowę zawracały myśli, że tylko przeszkadza narzeczeństwu. Jednak pani domu przekonywała ją wiele razy, że się myli i może tu mieszkać ile chce. Szatynka odetchnęła z ulgą, ale obiecała sobie, że po ich ślubie na wiosnę, poszuka sobie mieszkania. Nie wyobrażała sobie mieszkania z parą małżonków nawet jeśli są to jej przyjaciele i dokłada się sprawiedliwie do rachunków.
Kendall pokazał przyjaciołom apartament, który kupił. Znajduje się jakieś pięć kilometrów od bladego osiedla, na Sunrise Drive. Jo tylko czeka aż dostanie dokument od wyprowadzki. Twierdzi, że to kwestia czasu. A na razie dom stoi pusty. Oboje nie mogą się doczekać aż się tam wprowadzą. To co powiedział Kendall się sprawdzało. Czas, aby każdy z nich poukładał sobie już życie. Okazało się, że Jo wyprowadzi się z Palmwoods dopiero w listopadzie, czyli za jakieś trzy miesiące. Ten czas bardzo im się dłużył.
Carlos zebrał się w sobie i przepakował do Alexy. James cieszył się jak głupi, że ma go z głowy. Carlos nie daje mu zapomnieć o tym, że mieszka naprzeciwko. Przychodzi tak często, że prawie nie widać różnicy w tym, że już tu nie mieszka. Natomiast szybko się ulatnia gdy Alexa wraca do domu.
Kiedy nadszedł listopad, w willi mieszkali już tylko Logan, James i jego Fox.

Stacja Nickelodeon potwierdziła, że ma być wyemitowany piaty sezon serialu. BTR dostali już scenariusze, podpisali formalności i wzięli się do nauki tekstu. Następnie znikali na plan do Palmwoods gdzie był osobny przedział do kręcenia odcinków. Marla nie mogła się doczekać pierwszego odcinka sezonu. Jednak Logan ostatnimi czasy chodził jakiś przygaszony. Gdy go pytała co się dzieje, wymigiwał się zmęczeniem. Nadszedł jednak dzień, w którym odkryła co go dręczy.
- Właśnie wracam z planu.- rozgościł się i nalał sobie soku. Tym razem uważał żeby nie uderzyć się w nos.
- Dostałeś nowy skrypt czy jak to się tam nazywa? Nie będę prosić. Wiem, że nie możesz, ale gdybyś uszczknął rąbka tajemnicy to byłabym wdzięczna. Co masz tak minę?- krzywił się w tym momencie.
- Chyba wiesz, że Camille gra w serialu?- zaczął niepewnie. Bo jej bladym wyrazie twarzy stwierdził, że się mylił.
- Ale ona przecież ma teraz inny serial…
- No tak, ale poproszono ją o zamknięcie wątków z poprzedniego sezonu i się zgodziła.
- Jakiego wątku? O co ja w ogóle pytam…
- Ufam ci.- podszedł do niej i złapał ją za ręce.- Camille wystąpi w dwóch odcinkach. W serialu zyskuję wielką sławę i musi się przeprowadzić zostawiając mnie samego i takie tam…- przerwał. Logan czekał na jej reakcję.
- No przecież siłą jej się nie pozbędę skoro jest tam od samego początku.- uśmiechnęła się. Chłopak zaskoczył się takim pozytywnym nastawieniem.
- Więc nie będzie ci przeszkadzało, że w niektórych scenach będziemy musieli… no wiesz…
- Całować się? Nie…- kręciła głową.
- Serio? Znaczy tak. Miałem nadzieję, że zrozumiesz.
- W sumie oglądając kiedyś ten serial, wasz pokręcony związek podobał mi się najbardziej. I wierzę w to, że to tylko praca na planie, a nie prawdziwe życie. A ty jesteś wyśmienitym aktorem i dasz sobie radę.
- To super, że rozumiesz, bo już się bałem…- uśmiechnął się.
- Nie jestem aż taką awanturniczką.
- W ogóle nią nie jesteś.- poprawił ją.- Pomyślałem sobie, że może przyjdziesz na plan i zobaczysz to wszystko z innej strony. Ale zrozumiem, bo będzie tam ona i jeśli nie chcesz jej widzieć…
- Chętnie pójdę.
- Tak?- nie wiedział co się zmieniło od ostatniego razu.- Znaczy, cieszę się.
- To skąd to zdziwienie?
- Nie, nic…- machnął ręką.

Nadszedł kolejny dzień na planie. Marla przyszła tak jak obiecała.
- Co za niespodzianka!- wyszczerzył się Carlos.- Występujesz w serialu?
- Nie.- zaprzeczyła szybko.- Przyszłam pooglądać. Logan dał mi przepustkę.
- Zobaczysz jaka zabawa jest na planie BTR.- dołączył do nich James. Kendall widząc, że rozmawiają, też się przyłączył do kółeczka.
- Co więcej moja mama i Katie wróciły na pewien czas do Palmwoods.- Marla wybałuszyła oczy na tę informacje.
- Co tak sobie rozmawiacie?- zaskoczył ją od tyłu Logan.
- Powiedziałeś Katie?- szatynka nie zważyła na bruneta, który się przykleił do jej pleców, bo imię jego siostry obijały jej się w głowie.
- Tak. Jest gdzieś tutaj i się kręci.- odpowiedział Kendall.
- Dokładnie tu, starszy bracie. Super, że znowu spędzimy trochę czasu.- podeszła do nich Katie, który jakiś czas już się przysłuchiwała im. Była mało podobna do Kendalla, ponieważ mieli innego ojca. Ojciec blondyna odszedł kiedy on był jeszcze mały.
- Kurcze, żeś wyrosła…- Carlos przyłożył wyprostowaną dłoń do jej głowy, a potem przeciągnął ją do swojej szyi.- Niedługo mnie przerośniesz.
- Jak tam życie w Minnesocie?- spytał ją James.
- Leci powoli. Tata otrzymał pracę w Arizonie. Być może przeprowadzimy się tam na stałe. Zawsze bliżej do Kendalla stamtąd niż z Minnesoty.
- Byłoby super.- ucieszył się zielonooki.
- Potem ci wszystko opowiem.- jej wzrok skierował się do na chwilę nieodzywającej się szatynki.- Cześć Marla.
- Cześć Katie. Dawno się nie widziałyśmy.
- Sorka za ten basen.- okazała wyraz skruchy.
- Już dawno o tym zapomniałam.- uśmiechnęła się do niej i przytuliła do Logana. Po kryjomu Katie puściła jej oczko.
- Dobra!- wtrącił Logan.- Reżyser każe nam wracać na stanowiska.

Marla przez godzinę obserwowała aktorów. Była pod wrażeniem, bo od tej strony to zupełnie inaczej wyglądało. Wszyscy robili sobie żarty i traktowali to na luzie, dlatego praca szła im wygodniej. Gdy przyszedł czas na przerwę, Logan przysiadł się do swojej dziewczyny.
- Jesteś świetny.
- Przestań.- machnął ręką.
- Powinieneś robić to zawodowo.- na jego twarzy zagościł uśmiech, lecz szybko się ulotnił. Camille ich zauważyła. Najwyraźniej szła w ich stronę.
- Wiem, Camille tu idzie.- wyszeptał jej do ucha.
- Cześć…- stanęła przed nimi.
- Ja muszę się czegoś napić…- chciał wstać i szybko się ulotnić.
- Zostań.- szybko dopowiedział brunetka.- Chciałabym wam coś powiedzieć, a szczególnie tobie.- spojrzała na Marlę.
- Co takiego?
- Wiem, że między nami relacje się zniszczyły i była to przede wszystkim moja wina. Sądzę, że nie ma sensu wypominać tego jeszcze raz. W skrócie chciałam was przeprosić. Nie powinnam tak postępować. To po prostu było z zazdrości…- ukazała skruchę.
- Skąd mam wiedzieć, że to nie jest twoja następna gra?- spytał Logan.
- Bo pogodziłam się z prawdą. W dodatku poznałam fajnego faceta, z którym aktualnie jestem. Możemy przynajmniej zostać przyjaciółmi?
- Nie wiem… tu nie chodzi tylko o mnie.- podrapał się w głowę i zerknął na szatynkę.
- Nie mam nic przeciwko. To wasza sprawa.
- Naprawdę?- ucieszyła się Camille.
- Tak. Prawda jest taka, że wina leży po obu stronach. Wiem, że w jakiś sposób weszłam w wasz związek. Próbuję na to spojrzeć obiektywnie. Myślę, że każda z nas ma za co przeprosić drugą i będzie kwita.- uśmiechnęła się.
- Dlaczego zmieniłaś zdanie? Kiedy przyjechałam, patrzyłaś na mnie z wrogością i jeszcze tego samego dnia wyprowadziłaś się. Unikałaś ze mną konfrontacji tyle czasu, a teraz rozmawiasz z przyjaznym nastawieniem.- cieszyła się, ale nie mogła ukryć zdziwienia.
- Ostanie miesiące mojego życia dały mi zrozumienia, że istnieją osoby, które wyrządziły mi większą krzywdę niż ty. Miałam trochę czasu, aby jeszcze kilka razy to przemyśleć.- wytłumaczyła. Logan wiedział o co jej chodziło. Położył jej dłoń na ramieniu.
- Czyli między nami Ok?
- Tak, ale wciąż będę miała ciebie na oku.- uśmiechnęła się.
- Proszę bardzo. Myślisz, że jest możliwe, że wrócimy do znajomości sprzed naszych kłótni?
- To pokaże czas.
- To co, Loguś?- Camille zwróciła się teraz do niego.- Między nami też jest Ok?
- Teraz już tak.- przytaknął.
Po tych słowach przerwa się skończyła. Logan i Camille wrócili na plan, a między wspólnymi scenami panowała lepsza atmosfera.

W godzinach wieczorowych Marla siedziała na wygodnym fotelu patrząc się w wyłączony telewizor. Alexa i Carlos wyszli razem do restauracji. Szatynka drążyła palcem kółka na oparciu fotela. Od przykrego wydarzenia w jej życiu minęły już pięć dni. Pięć dni, a ona nadal nie zdobyła się na rozmowę z Jo. Dobrze pamiętała o tym o co poprosił ją Nick. Obiecała mu. Była mu to winna. Jednak dziś zebrała się w sobie i zaprosiła ją do siebie. Przeniosła wzrok na swój niebieski zegarek. Miała się zjawić lada moment. Tak też było. Jo należała do osób punktualnych. Kiedy Marla otworzyła jej drzwi bez tego znanego uśmiechu na twarzy, wyczuła, że coś jest nie tak. Usiadły w salonie.
- Stało się coś?- spytała blondynka.- Camille powiedziała mi, że się pogodziłyście. Bardzo się cieszę tylko ty jakoś nie wyglądasz jakby...
- Nie chodzi o Camille.- wtrąciła się.- Ta rozmowa jest dla mnie równie ciężka jak dla ciebie, więc błagam. Nie utrudniaj mi tego.
- Marls, weź mnie nie strasz. O co chodzi?- ściągnęła brwi. Zacichła oczekując odpowiedzi.
- Tamtego dnia rozmawiałam z Nickiem...- zaczęła. Jo zareagowała natychmiastowo. Na początku była zszokowana samym pojawieniem się jego imienia, a potem założyła ręce kręcąc głową.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł żeby o tym rozmawiać. Ja nie chcę. Pragnę o nim zapomnieć. Tam gdzie jest teraz to idealne miejsce dla niego. Szkoda tylko, że dostał pięć lat.- prychnęła.- Mam nadzieję, że go więcej nie zobaczę.
- I nie zobaczysz jeśli sobie tego życzysz.- dodała szybko.- Obiecał ci to.
- Mnie to obiecał?- zdziwiła się.- Ciekawe kiedy.
- Powiedział to mnie. Odwiedziłam go przecież w szpitalu. Uratował mi w końcu życie.- urwała na moment, a twarz Jo złagodniała.- Chciał cię przeprosić, błagać o wybaczenie. Chciał się zmienić...
- Ale tego nie zrobił.
- Ja nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Moim zadaniem było tylko powiadomienie cię o tym. Mu jest naprawdę przykro. Nie wymaga od ciebie żebyś mu wybaczyła. Prosił tylko o przekazanie jego słów.- zapadła cisza. Jo schyliła głowę.- Proszę, nie mów tylko, że ja niczego nie rozumiem i nie wiem jak to jest być w twojej sytuacji, bo dobrze to znam, a nawet przeżyłam gorzej. I fakt, Nick był jaki był. Zawsze będę o tym pamiętać. Mimo, że w jakiś sposób odkupił swoje winy, zawsze gdzieś tam głęboko w moim sercu będzie mała zadra. Jednak jest to zadra, która mnie już prawie nie boli. Mam nadzieję, że i twój ból, może nie teraz, ale kiedyś ustąpi. Pomyśl nad tym.
- Ja... cię przepraszam.- wstała.- Muszę sama to sobie wszystko poukładać.- opuściła mieszkanie nie patrząc w oczy przyjaciółki. Marla nawet się nie odezwała. Nie próbowała jej zatrzymać. Wiedziała, że nie ma to najmniejszego sensu...






* Tak więc dosłownie nie dowiecie się czy Jo wybaczy Nickowi. Sami musicie do tego dojść. Sami musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wiem, że na początku trochę przynudziłam, ale mam szczerą nadzieję, że potem było lepiej :P Camille i Marla pogodzone. Szczęśliwi? :D 
Do kolejnego rozdziału dam Wam podpowiedź co będzie, ale nie mówcie ( piszcie ) tego głośno :) 
Będą celebracje, alkoholowe libacje. Tyle wystarczy :D

Oh! Tylko dwa rozdziały i zakończymy Big Time Problems. Pewnie zauważyliście, że kolorystyka bloga trochę się zmieniła. Miałam z tym poczekać jeszcze tydzień, ale jaram się trzecią częścią. Za szybko poczułam ten stan  ( nie wiem jak Wy ), że to się już kończy i coś nowego zaczyna, dlatego w taki sposób postąpiłam. Mam nadzieję, że się podoba :* That's all. Do soboty :*

sobota, 25 października 2014

Rozdział 83

Po ciężkim składaniu zeznań, trójka przyjaciół opuściła komisariat. Kendall przytulił jeszcze raz dziewczynę pocieszając ją i wsiadł do swojego vana. Blondyn jechał do domu, a para miała jechać za nim. Logan otworzył drzwi Marli, aby weszła do jego samochodu. Była zmęczona od ciągłego płaczu i wspominaniu tych przykrych chwil gliniarzom. Logan podał jej swoją kurtkę, aby się przykryła. Kiedy wyjeżdżał na główną drogę, Marla kazała mu zawrócić.
- O co chodzi?- zdziwił się.- Po co każesz mi zawracać?
- Jedź do szpitala.
- Po co? Badał cię już lekarz…- patrzył na nią zmartwionym wzrokiem.
- Jedziesz do tego szpitala?
- No dobrze.- Logan zawrócił. Dziesięć minut później wysiedli przed budynkiem szpitala publicznego. Pogładziła plaster na swoim czole i weszła do środka.
- Po co tu przyjechaliśmy?- domagał się wyjaśnień. Nie słuchała go. Przeszła do recepcji i zapytała o jednego pacjenta. A dokładnie o Nicka Frasera. Pielęgniarka przekazała jej informacje i skierowała się do konkretnych drzwi. Przed wejściem zatrzymała się spojrzawszy wcześniej na Logana.- Jesteś pewna, że chcesz tam wejść?
- Tak. Muszę z nim porozmawiać. Jestem mu to winna.
- Może pójść z tobą?- bał się, że w środku może coś jej się stać. Odetchnął z ulgą jak zobaczył w drzwiach, które otwierała, że w środku pilnuje go policjant.
- Nie ma takiej potrzeby. Sam widzisz. Nie potrwa to długo. Poczekaj na mnie w samochodzie.- poinstruowała go. Logan kiwnął głową i poszedł. Weszła do sali. Nick spał na łóżku szpitalnym. Obok niego czuwał gliniarz.- Czy mogę z nim porozmawiać?
- Pięć minut.- burknął tylko. Wstał z krzesełka i oparł się o drzwi. Czuła jego spojrzenie na plecach, jednak wiedziała, że nie może go wyprosić.
- Nick? Słyszysz mnie?- szepnęła nad jego głową. Chłopak od razu zareagował na jej słowa. Otworzył oczy.
- Żyjesz…- uśmiechnął się wypuszczając powietrze.
- Tak. Chciałam ci podziękować.
- Nie rób tego.- odwrócił głowę czując, że po tym wszystkim mu się nie należy.
- Mimo, że wyszło jak wyszło, uratowałeś mi życie.
- Przepraszam, że musiałaś przez to przechodzić.- na chwilę się zawahał nad kolejnym pytaniem.- Co z Gregiem?
- Żyje.- odpowiedziała bez żadnych emocji.- Dostał w przedramię. Podajże leży w sali obok. Gdy tylko go wypiszą, zamkną go w psychiatryku. A co u ciebie?
- Straciłem dużo krwi, ale jeszcze kilka dni i wrócę za kratki. Wiem, że tego nie uniknę, ale przynajmniej nie dostanę dożywocia.- udał, że się cieszył.- Nie wiem ile czasu to potrwa. Odważył się spojrzeć jej w brązowe oczy.- Przepraszam, że tak wyszło. Byłem straszny… nic mnie nie usprawiedliwia.
- Ważne jest to, że próbowałeś. Może i mam jakiś uraz do ciebie, ale jestem ci wdzięczna. Za to, że zareagowałeś, choć nie musiałeś.- kąciki ust delikatnie jej zadrżały. Chciały się uśmiechnąć, ale nie mogły się podnieść.
- Może gdybym postąpił inaczej, inaczej by to się potoczyło…
- Czasu nie cofniesz.- po tych słowach na chwilę wkradła się między nimi cisza.
- Czyli co?- odrzekł.- Widzę cię po raz ostatni?
- Tak. Postanowiłam zeznawać tylko przy sędzi i ławie przysięgłych. Nie chcę na niego patrzeć. I chyba tak, widzimy się ostatni raz.
- Czemu mi się tak przyglądasz?- zapytał z ciekawością.
- Chcę zapamiętać twoją twarz, każdy szczegół.- wytłumaczyła.
- Nie chcę żebyś pamiętała mnie takiego. Jak już to zapamiętaj mnie takiego jakiego poznałaś mnie na początku.
- Niech będzie.- uśmiechnęła się. Policjant chrząknął dając znać, że czas się kończy.
- Miło było cię poznać.- wyszeptał.
- Trzymaj się.- wstała.- Muszę iść.- Kiedy odwróciła się od niego, usłyszała jeszcze raz jego głos.
- Czekaj!- zatrzymał ją.
- Tak?- zdziwiła się. Nie miała pojęcia co mógł jej jeszcze powiedzieć.
- Czy zrobisz dla mnie jedną rzecz?- zapytał niewinnie poprawiając czuprynę swoich ciemnych włosów.
- Co tylko będziesz chciał…
- Otóż jest taka jedna osoba…- zaczął niepewnie.-… którą skrzywdziłem i nie miałem okazji jej przeprosić.- przegryzł wargę.- Powiedz Jo, że żałuję za to co się wydarzyło między nami. Nie oczekuję przebaczenia. Po prostu przekaż, że jest mi strasznie przykro i zrozumiałem swój błąd.
- Na pewno przekażę.- kiwnęła głową.
- Dzięki. Wiem, że czasu nie cofnę. Z perspektywy czasu wstydzę się tego co jej zrobiłem. Chciałem się zmienić, a kiedy moje drogi i Grega się skrzyżowały...- urwał- Mogłem nie dać się tak owinąć wokół palca. Mniejsza o to. Po prostu ją przeproś. Ma moje słowo, że już mnie więcej nie zobaczy.
- Dobrze. Przekażę.- przytaknęła. Zauważyła, że teraz on jej się przygląda.- Coś nie tak?
- Ostatnio dowiedziałem się dziwnej rzeczy, takiej niedorzecznej dla mnie. Myślałem, że robią sobie ze mnie żarty, bo przecież to się wszystko nie zgadza.
- Ale o co chodzi?
- Prawda jest taka, że...- spojrzał w jej brązowe oczy. Nie mógł jej tego powiedzieć. To zmieniłoby całe jej życie. Możliwe, że nawet by mu nie uwierzyła.- Nie, jednak nic.
- No powiedz...
- Może kiedyś się dowiesz. Ale nie teraz. Nie mógłbym. I nie nalegaj, proszę.
- Niech cie będzie.- westchnęła ciężko.- Może kiedyś. Życzę ci, abyś poukładał sobie życie na nowo gdy wyjdziesz na wolność.- powiedziała kiedy oparła się o barierkę jego łóżka.
- Wrócę do Tennessee. Tam jest mój dom.
- Żegnaj Nick…
- Nicolas.- poprawił z lekkim grymasem na twarzy.- Mam na imię Nicolas.- Marla uśmiechnęła się. Nie z jego imienia, tylko z tego, że zna już jedną taką historię.
- Marlabell.- powiedziała z łamiącym się głosem jakby to imię stawało jej w gardle. Nick uśmiechnął się. Ona odwzajemniła uśmiech. Kiedy policjant otworzył jej drzwi, jeszcze raz na niego spojrzała i zniknęła mu z oczu.







* Wiem, wiem. Krótki rozdział, ale w tym tygodniu i tak dużo się naczytaliście rzeczy moich lub rozdziałów i tych, do których się przyczyniłam. Poniedziałek RHMF. Środa PPP. Czwartek RHMF. Piątek FTS. A dziś w sobotę to :)
Już tak mało zostało do końca. A ja się żegnam. Do środy :*

środa, 22 października 2014

Rozdział 82

Porywacze wrócili dopiero wieczorem. Przez ten cały czas Marla zastanawiała się co  będzie z Loganem. Czy na pewno go uwolnili a jeśli tak, to gdzie teraz się podziewa. Greg i Nick przyszli zadowoleni. Marla zdążyła pozbierać się do kupy.
- No i pozbyliśmy się tego nieudacznika.- otrzepał dłonie Greg.
- Co mu zrobiliście?- zapytała spokojnie.
- Wywieźliśmy daleko stąd jego wozem. Będzie bardzo zdziwiony…
- Ale żyje?
- Żyje…- machnął ręką.- Teraz będziemy mieć dużo wolnego czasu dla siebie.
- Teraz nie ma ochoty i miło byłoby gdybyś mnie rozwiązał.
- Jak sobie życzysz…- po chwili była już wolna.
- Greg, przecież ona ucieknie.- wtrącił Nick.
- Wcale nie i nigdzie się stąd nie ruszam. Po prostu jestem wycieńczona. Zjadłabym coś i położyłabym się do wygodnego łóżka. Kąpiel też bym wzięła.- grała na zwłokę. Jednak mówiła prawdę. Nie miała zamiaru nigdzie uciekać. Przynajmniej nie dziś. Jest już ciemno.
- Słyszałeś?- Greg szturchnął kolegę.- Wykombinuj natychmiast te rzeczy.

Następnego dnia Marla obudziła się na niezbyt wygodnym łóżku, równie metalowym jak krzesła. Jednak była to jakaś nowość, bo mogła się wyprostować. Szara pościel pachniała podejrzanie. Przynajmniej trochę czuła się odświeżona. Nie wiedziała do wczoraj, że za tymi wielkimi drzwiami jest zwyczajne mieszkanie, w którym nikt od dawna nie mieszka. Nick i Greg zatem tam przebywali, a ją dla pewności przetrzymywali nadal w wielkiej hali. Przeciągnęła się i przegładziła włosy palcami u ręki. Drzwi zaskrzypiały. Wyszedł z nich Nick trzymając talerz z jajecznicą i szklankę wody. Postawił to obok niej, a sam przysiadł obok. Bez słowa zaczęła jeść. Przypatrywał się jej jak jadła. Speszyła się, więc odłożyła jedzenie.
- Rzeczywiście nie uciekłaś.- rzekł.
- Mówiłam, że nigdzie się nie wybieram. Gdybym nawet chciała to nie mam szans.
- A chciałabyś?- na te słowa machinalnie wyprostowała się.
- O czym ty mówisz? Teraz ci się na to zebrało? Jest już za późno.
- Ach…
- Nie dam się nabrać. Nie jestem taka głupia.
- Ja też nie.- zwilżył wargi językiem.- Musisz go naprawdę kochać… Logana.
- Nie wiem o czym mówisz.- skłamała.
- Ja wiem.
- Dlaczego się nie poskarżyłeś?
- Mam go już po dziurki w nosie. Rozkazuje mi i traktuje jak sługusa.- zaczął się żalić.
- To ucieknijmy razem. Nie wniosę na ciebie skargi.
- W to wątpię, ale nawet jeśli mówisz prawdę, to Greg na mnie doniesie. Jak go złapią to już nie będzie mu zależało. Nie zniesie, że mi się udało, więc… A ja wiem, że i tak tego nie uniknę.
- Twoja kara może być mniejsza.
- Nie wiem…
- Nad czym się zastanawiasz?- zdziwiła się.
- Boję się.
- A ja to się nie boję? Płakałam przez sen, ale znowu skończyły mi się zły. Powoli czuję jak rośnie we mnie znieczulica. Chodźmy, ucieknijmy. Nie wiem… wyleć gdzieś do Australii.
- Gdyby było to takie proste…- wetchnął.- Dlaczego ze mną o tym w ogóle rozmawiasz. Porwałem cię i trzymam tutaj piąty dzień.
- Nie ty, tylko Greg.- wbiła wzrok w poduszkę.
- Też jestem winny.
- A chciałeś tego?
- Nie.
- Jesteś idiotą. Dałeś się wykorzystać i wciągnąć w to bagno. Rozumiem twoją sytuację. Ale przecież to jest głupie…- przeniosła wzrok na resztki jajecznicy.
- Wiem. Byłaś jeszcze kiedyś w takich beznadziejnych sytuacjach?
- Wiele razy.- uśmiechnęła się.- Ale ta jest najgorsza.
- Jak wyobrażałaś sobie bycie tutaj nadal?
- Jak teraz. Chciałam namówić cię na ucieczkę.
- Ale ja tego nie zrobię. Nie mogę…- zapierał się.
- Litości…- odważyła się spojrzeć mu w oczy.- A w zamian otrzymasz ode mnie chrześcijańskie rozgrzeszenie.
- Nie będzie mi potrzebne, bo będę smażyć się w piekle.- pogładził ręką po pościeli.
- I tak ucieknę. Z tobą czy bez ciebie.
- Nie mów mi tego!
- Za późno…- nie przejęła się tym co zrobiła. Zamyśliła się i uśmiechnęła pod nosem.
- O czym myślisz?
- Jestem głupia. Mogłabym teraz uciec daleko przed siebie, tam gdzie mnie nogi poniosą, a rozmawiam z porywaczem. Mogłabym przeprosić Logana i prosić o zrozumienie.
- Nie udałoby ci się. Greg jest na dworze i złapałby cię.
- Nie mów mi tego.
- Za późno.- uśmiechnął się.
- Co dalej ze mną będzie?- spytała.
- To nie ode mnie zależy.
- A jednak jest to najdziwniejsza rozmowa mojego życia. Nic jej chyba nie przebije.
- Wiem. Ciekawe czy za kratami za mną tęsknią…- zmienił temat.
- Proszę cię, skończ.- podniosła rękę w jego stronę.
- Może ja już pójdę.- chciał się podnieść, ale go zatrzymała.
- Zostań.
- Nie mamy o czym rozmawiać i nie powinniśmy. 
- To posiedź ze mną w ciszy. Czuję się taka samotna. Potrzebuję towarzystwa, a ponadto musisz ze mną zostać, bo nie dokończyłam jeść.
- Jesteś najdziwniejszą osobą jaką poznałem.
- Ty też to takich należysz.- dokończyła jedzenie.
- Ja jednak pójdę. Nie chcę żeby Greg nas razem zobaczył.- co było dziwne, Nick pożegnał ją szerokim uśmiechem, lecz ona go nie zauważyła.

Zbliżała się godzina piąta. Niebo nadal było jasne jak zazwyczaj o tej porze roku. Kiedy Marla planowała ucieczkę, Greg przyszedł do niej.
- Tu jest moja księżniczka.
- Nie mów do mnie księżniczka.- naburmuszyła się jak małe dziecko.
- Coś się stało? Jesteś agresywna…
- Tak! Z każdą chwilą zastanawiam się czy wyjdę z tego żywa.
- Jeśli będzie grzeczna to na razie nic ci się nie stanie. Przecież wiesz.- zaczęła płakać.- Nie płacz.- chciał ją przytulić, ale ona odskoczyła od niego.
- Zostaw mnie. Chcę wrócić do domu!
- Myślałem, że chcesz zostać ze mną.- zaskoczyły go jej słowa.
- Nie! Już nie chcę.
- Pakuj się. Wyjeżdżamy!- stwierdził po chwili z wielką rozrzutnością w słowach. Dokładnie nawet tego nie przemyślał.
- Słucham?- myślała, że się przesłyszała.
- Słyszałaś. Przecież tu nie zostaniemy. Tu jest niebezpiecznie. Wyjedziemy daleko stąd.
- Jak mam się niby spakować skoro nie mam niczego przy sobie?!
- To jeszcze lepiej. Szybciej się z tym uwiniemy.
- I tak nigdzie się z wami nie wybieram.- skrzyżował ręce. 
- Wami? Nicka nie będzie. Wyślę go do domu. Nie będzie nam już potrzebny. Tylko ty i ja.- uśmiechnął się krzywo.
- Ty chyba sobie tego nie przemyślałeś. Jak ty sobie to wyobrażasz? Jestem osobą publiczną. Miliony osób zobaczy moją nieobecność i wybuchnie afera. Tego chcesz? W dodatku nie wywieziesz mnie poza teren Stanów, bo nie mam przy sobie dokumentów. A na byle jakim dworcu ktoś i tak mnie rozpozna.
- To w takim razie zginiesz szybciej…- stwierdził z łatwością.- Wiem, że będą cię szukać. Myślałem, że zdążę spędzić z tobą ostatnie chwile twojego życia, ale skoro się upierasz…
- Nie rozumiem. To nie chcesz ze mną…
- O!- przerwał jej.- Nagle chcesz ze mną spędzić trochę czasu? To już nieaktualne. Cały czas coś kręciłaś. Powinienem wrócić się po tego twojego kochasia i zabić was oboje.
- To dlaczego nadal żyję?- załamał jej się głos.
- Bo mi się tak podoba. A co? Chcesz to uwinę się z tym szybciej.- ciśnienie krwi mu podskoczyło.
- Zachowujesz się jakbyś był Panem życia i śmierci.- odsuwała się od niego powoli kiedy on się przysuwał.
- Bo nim jestem…
- Jesteś popieprzonym psychopatą. I nie jest to przekleństwo, tylko obelga.- odsuwała się tak długo dopóki nie trafiła na opór na swojej drodze, a dokładniej ścianę.
- Sama się prosisz.
- Nie zbliżaj się!- szarpnął ją mocno za rękę.- Puszczaj!- złapał ją mocno objęcia. Spanikowała.- Nick!- zaczęła go wołać mając nadzieję, że pomoże.- Nick!
- Nie wołaj tego durnia!- uciszył ją Greg i przykładając dłoń do jej ust. Szarpała się, lecz nie mogła uwolnić się z jego uścisków. Mężczyzna zaczął całować ją zachłannie po szyi. Zaczął schodzić coraz niżej. Trzymał ją mocno w talii tak, że wyrwanie mu się było prawie niemożliwe.
- Nie jestem durniem.- w drzwiach stanął Nick.
- Ależ jesteś.- Greg przerwał na chwilę swoje czynności.- Spójrz na siebie . Nędza w nędzy. Jesteś jak ten Henderson. Głupi i naiwny. Nic z ciebie nie będzie.- Marla patrzyła na Nicka z załzawionymi oczami. Wciąż ją mocno trzymał. Bała się co może dalej z nią zrobić.
- Puść ją.- ostrzegł Grega.- Puść zanim będzie za późno. Możesz się jeszcze wycofać.
- Nie mów mi co mam robić!- wrzasnął.- Ja tu rządzę.
- Puść ją, bo inaczej wezwę policję.
- Chcesz nagle przejść na dobrą stronę mocy?
- Wszędzie będzie mi lepiej niż tu!
- Ach tak!- Greg szarpnął Marlę za włosy i rzucił na ziemię. Upadła. Nie miała siły się podnieść. Przeczołgała się tylko chowając za wielki karton. Rudy wyjął swój sztylet.- Pożałujesz ty niewdzięczny nieudaczniku. Mogłem wtedy zostawić cię nad tą górską przepaścią i czekać aż zasypie cię lawina!
- Nie wzbudzaj we mnie poczucia winy, bo to już nie działa. Mam ciebie dość. Żałuję, że ciebie poznałem, nawet jeśli tobie żyję!
- Nie na długo.- czaił się na niego ściskając za rękojeść. W końcu rzucił się na niego. Marla patrzyła jak siłują się. Nick za wszelką cenę próbuję uniknąć ugodzenia sztyletem. Jednak Greg był szybszy i wbił mu go w brzuch. Marla zasłoniła sobie usta dłońmo żeby nie pisnąć Odwróciła głowę. Słyszała tylko jego jęk i dźwięk upadającego jego ciała. Dyszał głośno nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Greg znalazł Marlę i wyciągnął ją z kryjówki. - Chodź tutaj!- jednym ruchem przyciągnął ją do siebie. Zaczął ją całować.
- Nie całuj mnie! Nie dotykaj!- zaczął rozpinać jej bluzkę.
Wnet zza drzwi dało się usłyszeć jakieś odgłosy. W jednej chwili do hali wparowało kilku gliniarzy w bronią wycelowaną w porywacza. Inny czarnoskóry policjant zabrał rannego Nicka ze sobą. Dziewczyna chciała wołać pomocy, ale nóż miała przy gardle. Czuła jeszcze mocniej zapach jego potu. Bała się i dygotała. Patrzyła z przerażeniem na trzech gliniarzy.
- Stać! Policja!- krzyknął jeden z nich.
- Co?- Greg nie wiedział jak to się mogło stać.
- Nie ruszaj się! Budynek jest otoczony.
- Nie podchodźcie, bo podetnę jej gardło!- syknął ze złości. Szatynka wylewała z siebie łzy, bo wiedziała, że jest w stanie to zrobić.
- Rzuć sztylet na ziemię!
- Po naszym trupie!- przycisnął ją mocniej do siebie.
- Dajemy ci szansę. Wycofaj się. Otrzymasz mniejszą karę. Puść dziewczynę i oddaj się w ręce policji! Chcesz całe życie spędzić za kratkami?
- Ja się tam nawet nie wybieram. To wy rzućcie broń, bo zabiję.
- Wcale nie chcesz jej zabić.- upierał się gliniarz.
- Jeśli nie będzie moja, nie będzie niczyja!- Greg miał już wykonać nacięcie na jej szyi kiedy usłyszano strzał. Sztylet spadł na ziemię. Dopiero teraz zauważyła co się wydarzyło. Policjant strzelił prosto w jego przedramię. Kiedy pod wpływem bólu, nóż spadł na ziemię, dwaj policjanci zwinęli go i założyli kajdanki. Marla padła na kolana i zaczęła jęczeć. Trzeci gliniarz pomógł jej wstać.
- Chodź z nami. Jesteś już bezpieczna.
- Dziękuję…- nie mogła powstrzymać emocji i przytuliła do siebie mężczyznę. Ten wyprowadził ją na zewnątrz gdzie stały dwa trzy wozy policyjne i ambulans. Wśród tego zamieszania znalazł się jeszcze jeden samochód, van Kendalla. Rozwarła lekko usta gdy zobaczyła blondyna w środku, a serce jej zabiło kto stoi przy samochodzie. Logan oparty był o maskę samochodu. Na głowie miał przepaskę z bandaża. Gdy zobaczył Marlę, podbiegł do niej i mocno ją przytulił.
- Zrozumiałem…- tylko tyle z siebie wydusił. Nie byli w stanie nic więcej do siebie powiedzieć. Wciąż trzymali siebie w objęciach.
- Będziesz musiała jeszcze pojechać na komisariat i złożyć zeznania.- wtrącił policjant.
- Zawieziemy ją teraz.- odpowiedział za nią Logan. Spojrzał na dziewczynę.- Wejdź do środka.-zanim jednak tak się stało, Kendall wyszedł z samochodu i uściskał dziewczynę.
- Kendall. Jesteś…
- Opowiemy ci wszystko po drodze. Jesteś cała?- kiwnęła głową.
Wsiedli do samochodu i pojechali za wozami policyjnymi na komisariat. Kiedy tylko usiedli wygodnie na siedzeniach, Logan nie wytrzymał.
- Dlaczego to zrobiłaś?- spojrzał jej prosto w oczy.
- Kiedy leżałeś taki nieprzytomny, dał mi do zrozumienia, że jeśli cię zostawię to cię wypuści. Musiałam ci naopowiadać tyle przykrych rzeczy żebyś uwierzył. Wolałam żebyś nie był ze mną niż żeby cię zabili.- popłakała się. Logan objął ją mocno i pocałował w czoło. Logan spojrzał, że na szyi ma lekkie zadraśnięcie od noża, delikatnie zakrwawione. Lekko otarł palcem kropelkę krwi.
- Zabiję gnoja. Nie daruję mu tego. Mam nadzieję, że go nigdy nie zobaczę i zgnije w psychiatryku. Albo niech w ogóle idzie do paki o zaostrzonym rygorze to zrobią z nim porządek.- po chwili się uspokoił.- Na początku myślałem, że to jakaś następna gra, aby wywieźć go w pole. Potem sam dałem się na to nabrać. Naprawdę uwierzyłem, że mogłaś być zdolna do takich rzeczy…
- To wszystko co mówiłam to nieprawda. Kocham cię.
- Ja ciebie też.- głaskał ją po włosach.
- Było mi tak z tym ciężko. Modliłam się żebyś mi wybaczył kiedy być może się uwolnię.
- Domyśliłem się już po tym jak dałaś sygnał. Rzeczywiście miał rację. Jestem naiwny…- rozmowa się urwała.
- Kendall?- Marla przypomniała sobie o co chciała zapytać kierowcę o miodowych włosach.- Skąd się tutaj wziąłeś?- zielonooki nawiązywał z nią co jakiś czas kontakt wzrokowy patrząc do lusterka.
- Kiedy Logan zadzwonił do mnie i dał sygnał, wiedziałem już, że coś jest nie tak. Ostatnim razem użył tego siedem lat temu jak złamał nogę w lesie, bo ześlizgnął się z leśnej górki i potrzebował pomocy. Nawet się nie zastanawiałem co zrobić. Wiedziałem, że to nie są żarty.
- No, ale jak go znalazłeś?
- Zapomniałaś, że nasze telefony są połączone. Nie muszę też tłumaczyć co to GPS. Dlatego Logan zabrał ten telefon, bo on jest powiązany. Wsiadłem w samochód i tak trop na mapie mojego wyświetlacza doprowadził mnie do auta Logana na jakimś pustkowiu. Był ledwo przytomny, zawiozłem go do szpitala.
- Ci idioci nie zostawili ani trochę paliwa w moim wozie. A kiedy chciałem zadzwonić, telefon rozładował się. Na szczęście Kendall zdążył na czas. Moje auto jest teraz przed komisariatem.
- Ten kazał się szybko ewakuować ze szpitala i jechać na policję. Pielęgniarki chciały już go tam podczepiać, a on uciekł ze szpitala. Na komisariacie Logan opowiedział całą historię. Oni zebrali ekipę i razem z nimi pojechaliśmy cię szukać. Kazali nam zostać, ale nie posłuchaliśmy. Na początku chcieliśmy cię namierzyć, ale tamten telefon po pierwsze nie miał GPS, a po drugie był wyłączony. A za długo trwałoby inne namierzanie. Logan jednak wiedział, że była to opuszczona fabryka. Policja wiedziała gdzie to jest. I tak się zjawiliśmy.
- Jak dobrze, że to wszystko się skończyło. On chciał mnie zabić. Już nastawiałam się na to, że zginę. Chociaż Nick próbował mnie ratować.
- On?- odezwał się Logan.
- Tak. Kazał mnie puścić. Pokłócili się. Greg wbił mu nóż w brzuch. Nie wiem czy raz czy dwa razy… to było straszne. Gdyby nie on spowolnił tą akcję to pewnie byłoby po mnie…- wtuliła się jeszcze mocniej w jego ciepłe ciało.
- Byłaś dzielna. Nawet gdybym się nie zorientował, że to co mówiłaś o mnie kłamstwo, nie zostawiłbym cię tam.
- Carlos i James już wiedzą co się stało.- wtrącił blondyn.
- Nie mam sił żeby jeszcze im się tłumaczyć…- jęknęła.
- Niestety musisz teraz powiedzieć wszystko na policji.- Kendall zaparkował pod komisariatem.






* No i się skończyło :) Oczywiście nie obyło się bez akcji policji. No to musiało być, nie ma bata. Jak ocenicie postępowanie Grega a jak Nicka, który... zrezygnował z bycia tym złym? Wypowiedzcie się na ten temat. Czeka nas jeszcze jeden rozdział, który kończy ten wątek. Stells jakiś czas temu zadała mi pytanie na temat Nicka i Jo. I dowie się tego właśnie w kolejnym :-)
A tymczasem do soboty :*

# Translate

# Znajdź rozdział