sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 106

Minął tydzień. Marla zdążyła zapoznać Elenę z grupą jej przyjaciółek. Jo, Camille i Alexa polubiły Elenę. Wiśniowłosa miała na głowie projekt. Został jej jeszcze tydzień na jego skończenie, a dopiero była na początku drogi. Nie miała weny twórczej, opuściła ją wtedy kiedy poznała resztę BTR. Sprawili, że w jej głowie zawitał mętlik. Nie mogła skupić się na niczym. Bezczynnie gapiła się w kartkę papieru obgryzając ołówek. Nagle na białym papierze pojawiła się głowa Jamesa. Szybko się otrząsnęła. Wymazała szybko zwidy ze swojej pamięci, lecz ciągle wracały.
- No nie mogę!- wstała z krzesła i wyszła z pokoju.
- Elena. Weź klucze. Ja i Logan wyjeżdżamy. Wrócimy jutro.
- Co? Zostaje sama w domu?- jęknęła.
- Czyli nie cieszysz się, że masz chatę dla siebie? A ty gdzie się wybierasz? Miałaś robić projekt.- Marla spojrzała w jakim pośpiechu lokatorka grzebie w torebce, a potem kieruje się do korytarza.
- Nie mogę się skupić. Idę do Jamesa.- poinformowała.
- Hmm… do Jamesa.- powtórzyła dość głośno z uśmiechem na twarzy.
- Coś insynuujesz?- zatrzymała się na chwilę. Spojrzała na szatynkę podejrzliwie.
- Nie, skąd.- odwróciła się.
- Pożyczysz mi auto? Nie chce mi się pięć kolosów przemierzać.
- No jasne.- rzuciła jej kluczyki.- Może zaprosisz Jamesa wieczorem do siebie żebyś sama nie siedziała, co?
- Marla!- skarciła ją.- Spadaj swatko!- zamknęła za sobą drzwi. Gdy była na zewnątrz, zaśmiała się pod nosem. W sumie nie miałaby nic przeciwko takiemu spotkaniu.

Pięć minut później była już pod jego domem. Zapukała śmiało do środka. Dostała sygnał ze środka, że może wejść. James trudził się przy kuchni. Stał nad patelnią i męczył się z sosem do spaghetti. Przesunął go szybko na drugi palnik, aby nie spalić. W garnku makaron już bulgotał. Szybko odcedził wodę. Para wodna osadziła się na jego twarzy.
- Biedaku. Ty gotujesz?- zaśmiała się.
- Jeść coś trzeba.- odpowiedział zajęty kilkoma czynnościami naraz.
- Pomogę ci.- wzięła od niego garnek. Postawiła durszlak i przelała do niego makaron. Zalała zimną wodą i dokończyła odcedzanie.
- Dzięki. Ja umiem smażyć tylko omlety.
- Usiądź, a ja tobie to wszystko przygotuje.- szatyn posłuchał się.
- Zjedz razem ze mną.- oparł głowę o łokieć.
Po chwili do stołu przyszła Elena z dwoma talerzami spaghetti. Powiedzieli sobie smacznego jednak nie mogli tego spodziewać się po jedzeniu. James zajadał się daniem, a Elena zmrużyła oczy. Zatrzymała kęs w ustach, przemieliła z niesmakiem i z trudem przełknęła.
- Nie smakuje ci?- spytał.
- Soliłeś makaron?
- A to go się soli?- zaśmiał się.- Wiedziałem, że u Carlosa jakoś inaczej to smakowało.- rozmarzył się.- Aż takie złe? Z góry przepraszam.
- Zjadliwe.- podsumowała.- Z sosem to poszalałeś. Sam pieprz.
- No czasami brakuje mi wyśmienitej kuchni Carlita albo naleśników Logana. Logan też nie potrafi gotować, ale matka nauczyła go przygotowywać pięć dań, tak żeby nie umarł z głodu.- uśmiechnął się.- Naleśniki, kurczak, jajecznica, zapiekanka rybna i pomidorowa.- wymieniał na palcach.
- No, nadal żyje. Ale teraz żona mu gotuje.
- No…- spuścił głowę do talerza. Jakoś posmutniał.
- Pamiętasz dzień, w którym się poznaliśmy?- wypaliła. Przegryzła wargę.
- Przecież to było tydzień temu. Jak mógłbym nie pamiętać?
- Chciałam wtedy zadać ci pytanie, ale powiedziałam, że znamy się za krótko…- nie wiedziała czy go o to zapytać.- Ale teraz znam cię lepiej.
- No dajesz.- przerwał jedzenie. Oparł łokcie na stole i skrzyżował palce u rąk. Przyglądał jej się badawczo.
- Dlaczego tak fajny facet jak ty nie ma dziewczyny?- zapytała niepewnie. Jamesowi zniknął uśmiech z twarzy. W jednej chwili jego wesoła aura wyparowała. Chciał się uśmiechnąć, ale kąciki jego ust wydały mu się zbyt ciężkie.- Powiedziałam coś nie tak?- zmartwiła się. Nie, że cię podrywam albo coś, bo może tak to zabrzmiało, ale po prostu jestem ciekawa.
- Nie, no skąd. Nie mam dziewczyny, fakt. Zakończmy ten temat.- złapał z powrotem za widelec.
- Jasne. Jeśli nie chcesz to nie mów. Nie zmuszam cię.- poprawiła nerwowo włosy. Wiedziała, że palnie coś głupiego, ale nie podejrzewała, że tak zareaguje na zwykłe pytanie o dziewczynę. Taki chłopak jak on to raczej nie powinien mieć z nimi problemów.
- Poczekaj, zaraz wrócę.- James podniósł się jednocześnie wyrywając Elenę zmyślenia. Dziewczyna poczuła się dziwnie. Nie była jeszcze w takiej sytuacji. Coś jej się tu nie układało. Czuła, że coś wisi w powietrzu. Nie chciała go pytać. Już wystarczająco go zdołowała. Po chwili szatyn wrócił na miejsce.-Już jestem.- tym razem nie wziął widelca do ręki. Odsunął od siebie talerz jakby nagle stracił apetyt.
- Wszystko w porządku? Bo wyglądasz nieswojo…
- Przepraszam. Nie chciałem żeby to tak wyszło. Głupio się zachowałem.
- Nie, no co ty. Zdarza się.- odparła.- Wiesz. Ja chyba już pójdę.
- Chcesz już iść?- podniósł brwi.
- Mam jeszcze ten projekt do zrobienia, ale w ogóle nie mogę się za niego zabrać.- skierowała się do drzwi.
- No dobrze. Odprowadzę cię do wyjścia.- tak też zrobił. Pożegnali się. Elena wsiadła do samochodu i odjechała.







* Tak, tak... wiem. Krótki, ale uprzedzałam. Miałam wstawić go rano, ale skoro nie spałam, bo robię głupią stronę internetową to tak wyszło. Ale mogę Was pocieszyć tym, że W NASTĘPNYM ROZDZIALE JAMES POWIE ELENIE O LUCY! Dowiecie się o co poszło i co się wydarzyło :D To chyba wystarczająco, aby zachęcić Was do czytania rozdziału w środę :D

PS Wstawiłam Logana na bazgrołki :P Niestety...


środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 105

Elena pierwszy raz jest u Carlosa w domu. Spodobał jej się klimat i wnętrze. Zawsze patrzyła inaczej na miejsca, w których się mieszka. Czuła ich duszę, a ta była wyjątkowa pozytywna. Uśmiechała się do każdej ściany. Carlos przypatrując się jej zachowaniu, sam się uśmiechał. Elena traktowała mieszkania podobnie jak ludzie traktują zwierzęta. Przejechała palcem po komodzie z ciemnego drewna.
- Ładnie tu sobie mieszkasz.- skomplementowała.
- No wiem. Żona ma gust.- wyszczerzył się.
- To ty jesteś żonaty?!- wybałuszyła oczy.
- A nie wspomniałem?- podrapał się po głowie.
- Carlos, ah Carlos.- pokręcił głową James.
- No hello! Myślałem, że to wystarczy!- pomachał przed Eleną ręką z obrączką na palcu.- Tu jest jej zdjęcie.
- Ładna.- spojrzała na ramkę.
- Ciężko pracuje, ale może w weekend się poznacie. To jaki film będziemy oglądać? Horror, komedia, sensacyjny?
- Zdecydowanie komedia!- rzekła.
- Ja też jestem za.- odezwał się James. Usiedli na sofie przed wielką plazmą.
- Oprzyjcie się wygodnie.- włączył sprzęt.- Skoczę jeszcze po przekąski. Mam popcorn i wafelki kakaowe.
- Ty wiesz co dobre.
- To już lecę!- skoczył szybkim krokiem do kuchni. Przyniósł przekąski. Elena i James od razu się poczęstowała.
- Widzę, że ci smakują.- uśmiechnął się Carlos gdy spojrzał na Elenę, która najwyraźniej nie znała manier jedzenia u gości. Wypchała sobie wafelkiem usta.- Mam jeszcze orzechowe.
- Mmm…- pokręciła głową. Chciała coś powiedzieć, więc szybko przełknęła.- Nie. Ja ma uczulenie na orzechy.
- Za to mi przynieś.- powiedział James. Carlos poszedł do kuchni. Elena dziwnie się poczuła.
- Jest problem!- wrócił zdenerwowany Latynos trzymając opakowanie po wafelkach.
- Co znowu?- zajęczał przyjaciel.
- Te wafelki były kakaowo- orzechowe!- drżał mu głos.
- Żartujesz?!- wrzasnął James kiedy spojrzał na Elenę, która nie czuła się najlepiej. Na jej policzkach wyskoczyły czerwone plamy. Zaczęła się nadmierni pocić. Spuchły jej usta i zaczęła brać głębsze oddechy.- Elena!
- Przepraszam!- skrzywił się Carlos.
- Jedziemy do szpitala.- James wziął ją na ręce.
- Nie.- wydusiła dziewczyna.- W- domu- mam- leki.- mówiła z przerwą na oddech między każdym słowem. Zanieśli ją do samochodu Carlosa. Pojechali na sygnale łamiąc przepisy drogowe. Z Eleną było coraz gorzej. Dusiła się. James jechał zdenerwowany. Dłonie przyklejały mu się do kierownicy. To był cud, że wyrobili się w dwie minuty i nie zatrzymała ich policja. Wynieśli ją z samochodu i z impetem otworzyli drzwi.
- Ona jest cała spuchnięta na twarzy!- wrzasnął Carlos gdy kładli ją na kanapę w salonie.- Logan!- zaczął krzyczeć.- Pomocy!- po chwili na dół zbiegł Logan w samych bokserkach. Kiedy ich zobaczył, chciał się na nich wydrzeć, ale się powstrzymał kiedy zobaczył kuzynkę.
- Co jest?- spytał nerwowo.
- Alergia!- krzyknął James.
- O cholera!- Logan pobiegł na górę z prędkością światła.
- Gdzie masz te tabletki?- gorączkował się Carlos gdy po chwili zbiegł na dół.
- Jakie tabletki?- zmarszczył brwi Logan.- Na spuchnięte gardło?- przyjaciele zorientowali się w tej chwili, że Logan ściska w dłoni strzykawkę.- Pomóżcie ściągnąć mi jej spodnie.
- Słabo mi.- odparł Carlos kiedy zobaczył igłę. James szybko pozbawił ją spodni. Elena wyglądała jakby zaraz miała zejść z tego świata. Brunet natychmiast wbił jej strzykawkę w pośladek. Zrobił to bardzo precyzyjnie i fachowo.
- Zaraz poczujesz się lepiej.- Logan pogładził ją po włosach. Nie odezwała się. Zamknęła oczy kładąc głowę na udzie Jamesa.- Jak do tego w ogóle doszło?- spojrzał na nich.
- Przez przypadek.- Carlos schował twarz w dłoniach. Było mu bardzo przykro.- Nie wiedziałem, że jest uczulona.
- Ale powiedziałeś na początku, że te wafle są kakaowe.- wtrącił James.
- No tak, ale nie chciało mi się wymawiać pełnej nazwy.
- Może gdybyś się trochę wysilił to byśmy tego uniknęli.- teraz miał do niego pretensje.
- Dobra.- uciszył ich brunet.- Nie czas na kłótnie. Spojrzał na Elenę. Powrócił jej normalny oddech, a plamy z twarzy zaczęły blednąć.- Chodź tu do mnie, dziecko...
- Nie jestem dzieckiem!- zaoponowała.
- Czyli z tobą dobrze.- uśmiechnął się.- A was nawet z dorosłą kobietą zostawić nie można. To tym bardziej z dzieckiem.
- Dobra. Weź już przestań. Przywieźliśmy ją tutaj.- powiedział James.- Myślałem w drodze, że się udusisz.- spojrzał na nią z troską. 
- Nic mi na szczęście nie jest. Dzięki za szybką interwencję. A przede wszystkim mojemu braciszkowi, który odważył mi się wbić igłę w tyłek.
- No było to trochę ciężkie, ale musiałem to zrobić. Ci dwaj by się nie odważyli. Pomóc założyć ci spodnie?
- Żartujesz? Będę leżeć bez nich. Tak jest mi wygodniej. James, nie mam za ciężkiej głowy? Jeszcze zmiażdzę ci udo.- ten zaprotestował ruchem głowy.
- Ellie?- zapytał Carlos.- Jesteś na mnie zła? Znowu zalazłem ci za skórę…- miał minę smutnego psiaka.
- Najważniejsze, że wszystko jest ok. Teraz musisz mi się podwójnie odwdzięczyć.
- Będę czekał.- kiwnął głową.
- Jak jeszcze raz źle zaopiekujecie się nią to będę zły.- pogroził im Logan.
- Dobra, już weź nie udawaj takiego dobrego brata.- uśmiechnęła się.
- Co tu się wydarzyło?- na dół zeszła Marla owinięta w szlafrok. Spojrzała na przedmiot leżący na stole i go podniosła.- Po co wam strzykawka?
- Była w moim pośladku.- zabrała głos Elena. Szatynka szybko ją odłożyła.- Ratowali mi życie.
- Hmm… gdzie masz pasek od szlafroka.- zaśmiał się Carlos. Ta spiorunowała go spojrzeniem.
- Z tobą też mam coś wymyślić?
- Nie, dzięki.- odpowiedział.- Ej, Logan? Dużo macie jeszcze tych strzykawek?
- A co? Planujesz kolejny zamach?
- Dla pewności chcę wiedzieć.
- Może ja powinnam mieć tabliczkę na głowie z napisem: Uczulona na orzechy.- podniosła się Elena.
- Spokojnie. Ja cię uratuję.- zaoferował James z uśmiechem. Marla spojrzała na nich i zaśmiała się w głębi duszy zakładając ręce.
- Co?- spytał ją szatyn.
- Nie. Nic, nic...







*  Witajcie w tę jakże cudowną środę <ironia> ? Trzeba w końcu wrócić do nauki, a tak mi się nie chcę... Próbuję jakoś się pocieszać, ale będzie jazda. Never mind. System dwóch rozdziałów w tygodniu ( środa i sobota ) wrócił. Teraz będę Was zalewać krótkimi rozdziałami. Po kłótni jaka wybuchła między Jo, a jej ojcem, postanowiłam na jakiś czas ie wspominać o tym wątku. Taki zabieg celowy. Dlaczego? Decyzja o tym co zrobią z tym Jo i Kendall będzie przedstawiona w rozdziale 108. Tymczasem do soboty :*

PS Zapraszam na piąty rozdział na TWTN kto jeszcze nie czytał :)

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 104

Logan nie domyślał się, że Marla obrazi się za to co zrobił. Spodziewał się zupełnie innej reakcji. Myślał, że to fajny i kreatywny pomysł, jednak jego żona go nie doceniła.
- Marls!-krzyknął kiedy wrócił do domu.-Jesteś w domu?
- Czego się drzesz? Nie ma jej.- odpowiedział półnaga Elena.- Coś się stało?
- Nie wtrącaj się!
- Nie tym tonem, krzywa pało!- oburzyła się, ale nie chciało jej się do niego wstać.- Spytać nie można?- akurat w tym momencie Marla weszła do mieszkania.
- Nareszcie.- powiedział z ulgą.
- Daruj sobie.- zatrzymała go ruchem dłoni skierowaną w jego stronę.
- No przepraszam. To było głupie. Nie powinienem.
- Nie no skąd!- zaczęła klaskać. Elena z ciekawością przyglądała się tej scenie.- Pomysł godny podziwu. Tylko źle zaplanowany.- zbliżył się do niej.- Nie dotykaj.
- Co mam zrobić żebyś mi wybaczyła?- spytał.
- Poszukaj go sobie na chacie.- ktoś zapukał do drzwi.- Otworzę.
- Hejka.- to był Carlos. Rozejrzał się.- Co tu się stało? I gdzie Elena podziałaś spodnie?- zaśmiał się.
- Następny.- westchnął Logan. Nie chciał poruszać tej rozmowy przy świadkach, więc złapał szatynkę za rękę i zaciągnął na górę.
- Logan!- wrzasnęła.- Puszczaj! Sama umiem wejść po schodach.- po chwili byli już w ich sypialni.
- No daj spokój. Nic wielkiego się nie stało. Na żartach się nie znasz?
- To ty chyba nie umiesz ich robić! Upokorzyłeś mnie…
- Wyolbrzymiasz w tym momencie.- na początku było mu przykro, ale teraz się zdenerwował.
- Śmieszny jesteś.- zironizowała.- I poprawiam cię. Znam się na żartach.
- Nie to jest teraz najważniejsze. Zapomnijmy o tym wszystkim.
- Myślisz, że to takie proste?- uniosła brwi. Mówiła już lżejszym tonem.
- To co mam zrobić? Zrobię wszystko.- przybliżył się niebezpiecznie blisko.
- Wszystko?- przegryzła wargę poważnie zastanawiając się nad jego słowami.
- Wszystko, wszystko.- potwierdził z drobnym uśmieszkiem na twarzy.
- Rozbieraj się.- pchnęła go na łóżko.
- Na dole jest Elena i Carlos.- powiedział zszokowany leżąc na łożu.
- Nie obchodzi mnie to. Powiedziałam coś!- stanowczo dała mu rozkaz.
Zaczął się rozbierać. Marla przywarła do jego ust. Zabrała od niego koszulę. Niespodziewanie przywiązała mu jedną rękę do oparcia jego koszulą. Nie zaprzeczał. Podobało mu się to. Dziewczyna szybko sięgnęła za pasek od swojego szlafroka, który leżał nieopodal i związała drugą rękę. Kiedy przekonała się, że więzy są dość mocne, jeszcze raz go pocałowała. Przejechała palcem po jego torsie. Zaśmiała się i wstała.
- No. Teraz jesteśmy kwita.- stanęła nad nim ze zwycięstwem w oczach. Następnie skierowała się do drzwi.
- Zaraz. A gdzie ty idziesz?- spytał związany Logan.
- To jest twoja kara. Trochę sobie tutaj poleżysz, a ja idę na dół oglądać film z Eleną i Carlosem.
- Ale z ciebie przebiegła…- nie dokończył. Zaczął się szarpać. Nic to nie dało.- Rozwiąż mnie!
- Co się dzieje? Dlaczego Logen drze ryja?- Elena zerknęła przez otwarte drzwi.- Ja pitole.- na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech w kształcie banana.
- Z czego się ryjesz?- wrzasnął Logan.- Idź stąd!
- OMG!- pojawił się też Carlos.-Jacie kręce.- spojrzał na Marlę.- Za co?
- Należało mu się.
- Stary, rozwiąż mnie!- poprosił go Logan.
- Gościu…- zaczął się śmiać.- Nie mogę cię brać na poważnie kiedy jesteś przywiązany do łóżka.- wyszedł. Logan nie ukrywał swoim rumieńców. Nie miał jak.
- Mogę cyknąć mu fotę?- Elena rozradowana wyjęła telefon z majtek. Marla wybałuszyła oczy. Dopiero teraz zauważyła, że jej bielizna posiada kieszonki na pośladkach.
- Trzymasz komórkę w gaciach?- jęknął chłopak.- Fuu! A ja go wczoraj dotykałem...
- Masz szczęście jełopie, że mogłeś więc za darmo mieć zaszczyt obcować z częścią mojego pośladka.- wystawiła mu język.- To mogę mu zrobić focię?
- Ani mi się waż!- warknął Logan.
- Bez takich, Ellie.- pokręciła głową.
- To chociaż wysmarować mu brzuch majonezem?- złożyła ręce modlitewnie.
- Nawet mowy nie ma!- szarpnął się.- Taaa,  już uwierzyłem jak bardzo się zmieniłaś i wydoroślałaś, Elena!
- Czasami trzeba się rozerwać,- wzruszyła ramionami.
- No dobra.- westchnęła szatynka.- Idź po ten majonez.
- Marla! Pożałujesz!- pierwszy raz w życiu zaczął jej poważnie grozić.
- Co mi zrobisz?- patrzyła na szarpiącego się bruneta. Więzy stawały się luźniejsze.- O-oł!- uciekła schodząc na dół. Schowała się za kanapę. Marla przyłożyła palec do ust, aby dać znak przyjaciołom żeby byli cicho.
- Gdzie ona jest?- na dole zjawił się Logan. Do ręki nadal miał przywiązany pasek od szlafroka i kawałek podartej koszuli.
- Wcale nie schowała się za kanapą.- wyszczerzył się Latynos.
- Carlos!- skarciła go szatynka, która zaczęła uciekać. Logan szybko ją dogonił.
- I co teraz?
- Teraz się trochę lękam.- spojrzała mu prosto w oczy.
- Elena. Chodźmy do Jamesa. I odłóż ten majonez- szepnął Carlos jej na ucho. Elena założyła spodnie, a potem wyszli. Logan zarzucił dziewczynę na ramię jak worek ziemniaków i zaniósł do sypialni.
- Musisz mi się odwdzięczyć za porwaną koszulę.- wytłumaczył.
- Śmieszny jesteś.- zwisając tak na jego plecach, plasnęła go w pośladki.- Wolę dać ci pieniądze.
- Nie chcę twoich pieniędzy.- rzucił ją na łóżku.- Ty mi wystarczysz.
- A jeśli się nie zgodzę?- podniosła brew.
- Będę musiał zastosować bardziej praktyczne środki.- zaczął całować ją po szyi.

Tymczasem Carlos z Eleną dotarli do domu Jamesa. Ten uśmiechnął się gdy zobaczył Elenę. Miała na sobie krzywo założone spodnie i koszulkę od pidżamy. Dziewczyna spostrzegła się dopiero na miejscu, sama zaczęła się śmiać.
- Boże! Jak ja mogłam wyjść w takim stanie?- klepnęła Carlosa w ramię.
- Na początku chciałaś wyjść bez spodni świrusko!- wyszczerzył się.
- Czy jest coś o czym nie wiem?- spytała podejrzliwie James.
- To tylko tak wygląda. Carlito zabrał mnie z domu, bo Logan zabiera się za żonę, która przywiązała go do łóżka. Nie chcieliśmy przeszkadzać.
- Co?- wybuchnął śmiechem.- Ta Marla, cicha woda brzegi rwie.
- Tak sobie pomyśleliśmy, że u ciebie coś obejrzymy.- dodał Los.
- Zepsuło mi się DVD.- westchnął.
- To zapraszam do mnie!- zawołał Carlos. Wszyscy przystali na propozycję.

- Żadnego ślubu nie będzie!- podniesiony o kilka tonów głos obił się o uszy Kendalla dudniąc w głowie z echem. Jo rozchyliła wargi z wrażenia. Kompletnie ją zatkało. Mogła się do tego przygotować. W końcu jej ojciec jest nieprzewidywalny i nigdy nie akceptował Kendalla. Pozwolił im się spotykać, jednak wiedziała, że zrobił to mając szczere nadzieje, że się wkrótce rozejdą.- Wy chyba nie mówicie poważnie?- zapadła cisza.- Kendall!- zwrócił się do niego.
- T-tak?- ledwo wydusił z siebie. Tak bardzo nie chciał tu teraz być. Miał ochotę złapać Jo za rękę, wsiąść do auta i odjechać z piskiem opon. Nawet jeśli miałby uciec z własnego mieszkania...
- Czy ty myślałeś, że oddam ci rękę swojej córki? Myślałeś, że tak bez mojej zgody, za moimi plecami możesz sobie na to pozwolić?
- Chciałem naprawdę najpierw zapytać pana, ale...
- Ale tak wyszło?- dokończył według swojej myśli podpierając ręce na talii.- Myślałem, że masz jakiś szacunek do mojej osoby wnioskując z naszego ostatniego spotkania. Jednak postąpiłeś tak jak ty chciałeś, a nie tak jak powinno to wyglądać!
- A czy ty w ogóle byś się zgodził?- Jo zabrała głos zbierając na siebie spojrzenia reszty.- Myślisz, że możesz się teraz kryć tym jakim człowiekiem jesteś, tato?
- Nie wiem o czym mówisz...
- Dobrze wiesz. Nawet gdyby Kendall przyszedł do ciebie i tradycyjnie jak to lubisz, bo ty jesteś taki tradycyjny...- westchnęła z nutą odrazy.- Wyobraź to sobie, tato, kolację dwa tygodnie wcześniej taką jak ta. Kendall w pewnym momencie wstaje i podchodząc do ciebie oświadcza swoją miłość do mnie. Prosi cię o pozwolenie oraz błogosławieństwo. Zgodziłbyś się?
- Nie będziemy teraz gdybać, Josephine!- machnął dziarsko ręką wymigując się od odpowiedzi.- Czasu nie da się cofnąć. Krzywd się nie naprawi...
- Jakich krzywd?!- Jo ściągnęła brwi.
- Myślałem, że dostałaś wystarczająco czasu do namysłu. Ja chciałem dla ciebie dobrze, ale ty jesteś taka ślepa i uparta! Ślub? W takim wieku?
- Mam dwadzieścia cztery lata. Nie jestem już twoim malutkim skarbeczkiem.- przerwała ironizując.
- Ale nadal moją córką.- dodał od siebie.- Czy tego chcesz czy nie. A moim zadaniem jako ojca jest to, żeby było dla ciebie jak najlepiej. A widząc zaistniałą sytuację ja muszę reagować! Przykro mi, że do ciebie to nie dociera i mnie nie rozumiesz. Może kiedyś to nastąpi... Niestety. My się z matką nie zgadzamy. Nie będzie żadnego błogosławieństwa. Co dalej to mnie nie interesuje. Bóg mi świadkiem, że gdybyście złamali to co przez lata wykreowały przeszłe pokolenia i mimo to postanowili wziąć ślub, moja noga w kościele nie stanie! Ale wtedy lepiej się zastanów czy chcesz się odwrócić od najbliższej rodziny na zawsze i z własnej winy.- usiadł biorąc kilka głebokich wdechów. Kendall zupełnie nie wiedział jak się zachować po tym co usłyszał. Chciał coś zrobić, ale ten człowiek to jedyne usposobienie strachu, którego się bał. A widząc napływające do oczu łzy swojej narzeczonej, miękło mu serce.
- Wiesz co?- spytała drżącym głosem.- To mi jest przykro, że mnie nie rozumiesz. I jakie my? Dlaczego wypowiadasz się też za mamę, choć słowem się nie odezwała?- spojrzała na nią z nadzieją. Pani Taylor zawsze była podporządkowana woli męża i jego zasadom. Wszystkie decyzje w domu podejmował on. Spojrzała na córkę, która szukała w jej oczach poparcia, a następnie na mężczyznę, który oczekiwał od niej tego samego. Nawet nie śmiała spojrzeć na Kendalla, chociaż nic do niego nie miała. Po prostu nie mogła. To o co prosi od niej córka wydawało się na zbyt wiele, obarczające jej okrojoną wolną wolę. W ten sposób w jej głowie powstał mętlik. Jo, widząc jej zakłopotanie, podniosła się z krzesła i z płaczem uciekła do innego pokoju zostawiając za sobą trzask drzwi oraz roztłuczoną wcześniej filiżankę.
Kendall miał teraz ochotę wyrzucić z siebie wszystkie żale i powiedzieć co leży mu na sercu, ale nie potrafił. Jednocześnie obwiniał się za to, że jest takim tchórzem oraz nie może postawić się po stronie Jo. To wszystko go przerosło. Jednak przecież wcześniej mógł o nią zawalczyć. Dlaczego więc teraz nie mógł? Nikt wraz z nim tego nie wiedział. Podniósł się i nerwowym krokiem okrążył stół. Schylił się zbierając kawałki porcelany. Matka Jo widząc co robi, też przykucnęła. Kiedy podała mu kawałek do ręki, spojrzała mu w oczy...
- Przepraszam.- szepnęła najciszej jak mogła.
- Idziemy, Susan.- powiedział ozięble do niej mężczyzna. Wstał i skierował się do drzwi. Kobieta podniosła się. Zabrała płaszcz z haczyka i niedbale zarzuciła go na siebie. Spojrzała jeszcze raz w kierunku, w którym wybiegła Jo. Blondyn widział, że chciała teraz do niej pójść, przytulić ją, porozmawiać, jednak coś jej przeszkadzało, a raczej ktoś. Gdy znikęli za drzwiami, zrobiło mu się żal pani Taylor. Współczuł jej, że przyszło jej żyć z takim potworem...






* Pierwszy rozdział w 2015 roku! Jeszcze trzeba przeczekać styczeń i kawałeczek lutego i minie rok na tym blogu. Jak ten czas szybko leci. Może już o tym mówiłam, ale powiem jeszcze raz. Bardzo chciałam dobić do 30 000 wyświetleń do przeszłego roku i udało się to dzięki Wam, dlatego 2014 był rokiem blogerowo spełnionym. Ciekawe co przyniesie nam ten?
Kiedy Elena chciała wysmarować brzuch Logana majonezem, zastanawiałam się czy musztarda nie byłaby lepsza :D Jednak ostatecznie zostałam na majonezie. Bardziej go lubię :D  A co w ogóle myślicie o zemście Marli? Albo o panu Taylor? Czy ślubu nie będzie? Piszcie.
Za tydzień widzimy się już w środę, a to oznacza, że wracamy do dwóch rozdziałów tygodniowo. Cieszycie się? Do środy :*

PS Nowy rok się zaczął, więc pozwoliłam sobie na małe zmiany na blogu dla odświeżenia. Pewnie zauważyliście :) Chris, niespodzianka! Bazgroły wróciły pod inna postacią :)

PS PS Chcecie się ze mną podzielić jakimiś postanowieniami noworocznymi? Bo szukam natchnienia...

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 103

Kiedy Marla wróciła od jasnowłosej przyjaciółki, Elena była już w domu. Paradowała po domu w koszulce i majtkach. Kiedy zobaczyła Marlę, pomachała jej słodko. Szatynka uznała, że już nic ją nie zdziwi. Logan uprzedzał, że Elena uwielbia chodzić po mieszkaniu w samej bieliźnie. Dobrze, że przynajmniej nie nago. Nie wiadomo czemu włączyła laptopa. Miała wyrzuty sumienia, że tak spławiła tego gościa. Zalogowała się na pocztę. Cały czas był dostępny.
S: Halo?- czytała nieodebrane wiadomości.- Jesteś tam?
Wróć. Nie skończyliśmy konwersacji.
Pojawisz się jeszcze?
Przepraszam za to, że jestem taki namolny i cię zasypuję wiadomościami.
Daj przynajmniej znak, że żyjesz. Martwię się.
Jeszcze nie zyskałem przyjaciółki, a już ją straciłem. Żyjesz?
Proszę. Daj znak.- nie mogła się powstrzymać.
M: .
S: Żyjesz! Już traciłem wiarę, że zamienimy słowo.- odpisał ekspresowo.
M: Zrobiło mi się ciebie żal.
S: Dobre i to. Myślałaś więc nad tym żeby się spotkać?
M: Nie spotkam się z tobą. Co sobie Logan pomyśli?
S: To nie jest tajemnica…
M: Jest w pracy i dziwnie to zabrzmi jak powiem mu to przez telefon.
S: Łatwizna: Halo, skarbie. Nie będzie mnie w domu, bo poszłam na kawę z nowym przyjacielem. Może będziesz miał okazję go kiedyś poznać.
M: Naprawdę? Proszę cię…- nie wierzyła w to.
S: No w czym problem?
M: W ostatniej rozmowie tkwi problem.
S: Zgadywałem twoje imię. Trafiłem?
M: Pamiętasz tę wokalistkę? Jak ją to określiłeś? Super hot? Tak mam na imię.
S: Marla? Ładnie…
M: To nie wszystko. To jestem ja, we własnej osobie z nią piszesz.
S: Żartujesz? Ha ha! Piszę maile z gwiazdą! Jaram się. Nic lepszego mnie w życiu nie spotkało.
M: Chyba rozumiesz, że nie możemy się spotkać.
S: Dokładnie rozumiem, że tacy ludzie jak ty nie mają czasu dla zwykłych ludzi takich jak ja.
M: To nie tak. Nie mogę ryzykować. Nie zmienia to faktu, że nadal cię nie znam.
S: Boisz się, że zrobię ci krzywdę albo paparazzi nas przyłapią i ten twój Logan zobaczy nas w gazecie, a ty będziesz musiała się tłumaczyć?- czytał jej w myślach.
M: Coś w tym stylu.
S: Mieszkasz w LA, prawda?
M: Nie powiem.
S: Czyli tak. Skoro nie możesz się ze mną spotkać na kawie to może przyjdziesz za godzinę pod fontannę na Savannah Square, abyś mi dała swój autograf? Chyba to możesz dla mnie zrobić i to w miejscu publicznym.
M: Mogę. Tylko po to?
S: I tak i nie. Chciałbym cię zobaczyć na żywo. Umawiasz się na ten autograf?- zastanowiła się.
M: Dla fanów wszystko. Ale jak ja ciebie rozpoznam?
S: Ważne, że ja rozpoznam ciebie. Usiądź na fontannie. Będę za godzinę. To cześć!
M: Do zobaczenia.- wyłączyła laptopa.

Niecałą godzinę później była już na miejscu. Wyglądała nieznajomego spod ciemnych okularów słonecznych. Patrzyła na zegarek. Powinien być za dwie minuty. Cierpliwie czekała, aby nie rzucać się w oczy. I tak było mało osób.
- Marla?- nagle zza jej pleców doszedł znajomy głos.- Co ty tu robisz?
- Ja? No… czekam na kogoś.
- Na kogo?- spytał Logan.
- Na fana.- odpowiedziała krótko, ale i nerwowo.- A ty co tu robisz?
- Widzisz ten budynek?- wskazał wieżowiec palcem.- Tam miałem spotkanie i właśnie z niego wracam. Tam jest parking i samochód. I nie zmieniaj tematu.
- No dobra.- jęknęła.- Przyszłam dać komuś autograf.
- Serio?- uśmiechnął się.- Teraz trzeba się z tobą umawiać na takie rzeczy?
- Wiem jak to wygląda. Weź spadaj.
- No już się nie śmieję.- uspokoił się.- To jak ona wygląda?
- Kto powiedział, że to musi być ona.- podrażniła go trochę.
- Ohoho. Zaczynam się niepokoić, więc z tobą tu zostanę.- usiadł.- Wiesz jak wygląda?
- Nie. Po co mam to wiedzieć?
- Może cię w konia robi. No bo kto normalny umawia się z gwiazdą po autograf. Kiedy powinien przyjść?
- Powinien już być. Spóźnia się. Poczekam jeszcze chwilę. Nie będę czekać na niego w nieskończoność.- poczekali w ciszy jeszcze pięć minut. Fan nie zjawiał się.
- Mam pomysł.- odezwał się w końcu.- Chodźmy stąd. Usiądziemy sobie na tamtej ławeczce pod drzewem, bo słońce dziś strasznie praży i stamtąd go będziemy wypatrywać. Jesteś zdenerwowana?
- Nie, po prostu nie lubię spóźnialskich.- skrzyżowała ręce na piersiach.
- To mnie też nie lubisz?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Ty jesteś wyjątkiem.- złapała go za rękę. Rozejrzała się.- Chyba nie przyjdzie. O czym tak myślisz?
- Zastanawia mnie jak do tego doszło, że ze sobą rozmawialiście.
- Napisał maila.- odpowiedziała.
- Jaki nick?
- Nie śmiej się… Seksowny24hH.- spojrzała na Logana, który ukrywał uśmiech.- No wiedziałam.
- I nie domyślił się, że pisze z taką hot dziewczyną?- zaśmiał się głośniej. Marla zmarszczyła brwi.- Biedny Larry.
- To byłeś ty!- podniosła się gwałtownie. Nie spodziewała się, ze Logan jest zdolny do czegoś takiego. Patrzyła na niego wzrokiem zabójcy.- Jak mogłeś? Dobrze się bawiłeś? Dlaczego?
- Chciałem z tobą spotkać się w parku i mi się udało.
- Nie można było po prostu zapytać?- wsparła ręce na biodrach.
- Tak jest zabawniej.- pokazał dołeczki.
- Wiesz co? Twoja kochana siostrzyczka ci się udziela. Jesteś niemożliwy!- odwróciła się na pięcie i poszła jak najdalej od niego.
- Czekaj!- złapał ją za ramię.
- Że niby Seksowny24hH? Skąd ten pomysł?
- Seksowny dwadzieścia cztery godziny na dobę Henderson.- wyjaśnił.- Kiedy pisałaś maile, schodziłem na dół, aby nie robić podejrzeń wokół mojej osoby. Pisałem z telefonu...
- Zrobiłeś ze mnie idiotkę! Wyrwała się z jego ramion obrażona i uciekła.
- Marla!- zawołał jej imię. Był to błąd, bo ludzie obrócili się w ich stronę. Szybko się ulotnił. Wiedział, że Marla nie chce z nim teraz rozmawiać. Może rzeczywiście przesadził. Nie tego się spodziewał.

Alexa krzątała się po kuchni kiedy Carlos siedział zaczytany w gazecie motoryzacyjnej. Kobieta była już mocno zirytowana, ponieważ mąż nie chciał jej wyjaśnić co zaszło kiedy ostatnio był u Jamesa. Wzięła naczynia i specjalnie zaczęła nimi hałasować niechcący uderzając o ich powierzchnie. Jednak nawet to nie wynurzyło jego nosa znad gazety. Podniosła garnek i stuknęła nim o blat. Zerknęła na niego z nadzieją. Ten tylko zmarszczył brwi dalej klejąc oczy do czasopisma. Podeszła do okna próbując opanować emocje. Jej wzrok natrafił na drzwi frontowe Jamesa. Pewien umięśniony, czarnoskóry mężczyzna opuszczał jego dom.
- Carlos!- zawołała go myśląc, że wzbudzi jego zainteresowanie.- Ten facet znowu się spotkał z Jamesem.
- Mhm...- odrzekł mało poruszony tym.
- Oni się obejmują?- zmrużyła oczy patrząc w tamtym kierunku. Dokładnie to widziała. Następnie mężczyzna wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Bardziej zaskoczona była tym faktem, że Carlos nie ruszył się z miejsca.- Hej? Nie poznaję cię. Nagle nie jesteś zainteresowany swoim przyjacielem? Obejmował go jakiś nieznany facet.
- I co z tego?- podniósł wzrok lekko zirytowany odkładając gazetę.- Czy to ma może oznaczać, że są razem? Spotykają się, hmm? Nie mogą się po przyjacielsku objąć? A może o coś ich podejrzewasz?
- O co tobie chodzi w ogóle?
- O nic!
- Weź się uspokój. Gadaj lepiej co się stało. Co? Nie wierzę, że tak po prostu posłuchałeś się mnie i zszedłeś z Jamesa.
- Dobra!- uniósł ręce.- Ja myślałem, że oni są razem. Sobie winko piją siedząc blisko siebie na kanapie. Wydają dziwne dźwięki. Myślałem, że seks uprawiają, a potem byłem zszokowany propozycją gejowskiego trójkąta, który okazał się zaproszenie na ćwiczenia, bo to jego trener. Ma na imię Dave i nos taki wielki rozpłaszczony jakby kości w nim nie miał.- skończył mówić. Patrzył na żonę oczekując jakiejś reakcji, a ta po chwili wybuchła śmiechem.- No wiedziałem! Wiedziałem, że tak będzie!- wywrócił oczami.
- Wyobrażam sobie twoją minę przy trójkącie.- wyszczerzyła się.
- To nie jest śmieszne.
- Ależ jest.-przytaknęła.- I dobrze ci tak. W końcu przestałeś się zachowywać jak Sherlock Holmes. Musiałeś wyjść na kretyna żeby znormalnieć.
- Zamilcz kobieto.
- Dobra. Lecę do pracy.- wzięła szybko torebkę.- Obiad jest gotowy. Nie zrób niczego głupiego jak mnie nie będzie.
- Obiecuję...

Kendall położył nerwowo ręce przy talerzu. Drżały mu, więc żeby już się bardziej nie kompromitować, schował je pod stół, aby spoczęły na kolanach. Na jego talerzu pysznie komponowało się danie. Jednak czuł taki ucisk w żołądku, że nie był w stanie nic przełknąć. To był pierwszy raz kiedy czuł się w swoim domu niebezpiecznie. Jo, która siedziała naprzeciwko niego również nie czuła się zrelaksowana. Para spojrzała na państwo Taylor. Kendall obserwował jego dłonie. Kiedy nagle się poruszył, podskoczył na miejscu, lecz po chwili odetchnął z ulgą. Pan Taylor to zauważył i uśmiechnął się zadowolony pod nosem.
- Bardzo dobry sos przygotowałaś, córciu.- zabrała głos kobieta.
- Dzięki mamo. Uczyłam się od najlepszych przecież...
- A co się nagle stało, że nas zaprosiłaś?- spytał ojciec patrząc na blondynkę. Zupełnie zignorował Kendalla. Oczywiście inicjatywa wyszła od Jo, ale oboje zaprosili ich na obiad.
- Ekm...-chrząknęła zwracając uwagę narzeczonego. Zrobiła minę w stylu "Powiedz im." Kendall wstrzymał powietrze i delikatnie pokręcił przecząco głową.
- Dobra. Widzę, że coś tu się dzieje i chyba już wiem co.- zmierzył Kendalla wzrokiem. Ten wsadził dwa palce w swój kołnierzyk, bo miał wrażenie, że zaraz się przyklei do jego szyi.- Zrobiłeś dziecko mojej córce!
- Tato!- blondynka zmarszczyła brwi.- Uspokój się. Ja... Nie jestem w ciąży.- zrobiło jej się przykro. Jeszcze niedawno była w ciąży. Ukryła ten fakt przed rodzicami. Uznała, że tak będzie najlepiej.- Ja, to znaczy my...
- Poprosiłem Jo o rękę.- wyrzucił z siebie ten ciężar.- Zaręczyłem się z państwa córką. Uznaliśmy, że w takich okolicznościach najlepiej jest to ogłosić. I...
- O nie!- przerwał mu podnosząc się.- Żadnego ślubu nie będzie!







* Witajcie. Jak tam Wigilia i pierwszy dzień świąt? Ja spędzam je w Zakopanem gdzie prószy trochę śniegu. A czy u Was jest śnieg?
Dziś taki rozdział, nie inny :D Kto podejrzewał, że tajemniczym mężczyzną może być Logan? Jak ocenicie jego postępowanie? I co dalej u Kendalla i Jo? Czy pan Taylor zmieni zdanie? Piszcie komentarze. Do piątku :* Chyba, że do poniedziałku na TWTN ;)

PS Oliffka, speszyl for you wstawiłam o północy, bo wiem, że odliczałaś niecierpliwie czas :* Dzięki Tobie jest szybciej, bo bywa, że się nie spieszę i czasem trzeba poczekać dłużej te kilka minut, ewentualnie godzin :D

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 102

Marla nie mogła znaleźć sobie zajęcia. Przerwa w pracy doprowadzała ją do szału. Nie tak to sobie wyobrażała. Cieszyła się, że odpocznie i spędzi mnóstwo czasu ze swoim mężem, ale teraz zmieniła zdanie. Wczoraj przeczytała scenariusz. Zadzwoniła do Camille żeby umówiła ją z reżyserem. Postanowiła wziąć tą małą rolę do specjalnego odcinka. Włączyła laptopa, aby przejrzeć stronę społecznościową i dodać kilka wiadomości dla fanów. Zanim jednak to zrobiła, otworzyła skrzynkę pocztową. Logan zszedł szybko na dół, aby wziąć coś do picia i znów zniknął na górze. Kiedy przeglądała maile, natychmiast pojawił się nowy. Zmarszczyła brwi jak zobaczyła login nadawcy wiadomości.
S: Cześć.- tak brzmiała informacja.
M: Cześć. Czy my się znamy?- odpisała szybko.
S: Nie wiem. Raczej nie, ale zawsze możemy się poznać.
M: Kim jesteś?- odpisała. Zdziwiła się, bo ta osoba znała jej prywatny email.
S: Widzisz mojego maila?
M: Seksowny24hH? Nie masz imienia?
S: Wolę się nie ujawniać. Jeszcze cię nie znam.
M: Nie znasz mnie?- myślała, że napisał do niej jakiś fan, któremu udało się przechwycić jej maila, a tu taka niespodzianka.
S: To takie dziwne?- odpisał szybko.
M: Nie. Jest idealnie. Czemu piszesz akurat do mnie?
S: Szukam przyjaciół. Może dziewczyny…
M: Nie trafiłeś. Jestem zajęta.
S: Mam nadzieję, że twój chłopak nie będzie zazdrosny jeśli pochatujesz z nieznajomym. Hym?
M: Jest moim mężem.
S: Wow! To ile ty masz lat? 30?- kiedy to przeczytała, oburzyła się. wkręciła się w konwersację.
M: Bez przesady! 24 w tym roku.
S: Sorry.
M: A ty?
S: Jestem tak rok starszy.
- Marla!- zawołał Logan, który pojawił się nagle znikąd na dole.- Widziałaś mój kalendarz?
- Nie. -odpowiedziała szybko.
- Co ci jest? Wystraszyłem cię?- zaśmiał się i wrócił z powrotem na górę.
S: No to jak już nie zostaniesz moją dziewczyną, to może przyjaciółką.- pojawiła się druga wiadomość od niego. Dziewczyna nie wiedziała dlaczego prowadzi tą idiotyczną rozmowę. Może dlatego, że ma nieograniczony wolny czas.
M: Wierzysz, że można się w ten sposób zaprzyjaźnić?
S: Wszystko jest możliwe.
M: Nic o tobie nie wiem.
S: Ja też, ale czy narzekam? Nie robię nic złego…
M: A jeśli jesteś jakimś psychopatą? Zboczeńcem albo gwałcicielem?
S: No coś ty! Te głupie przesądy. Zawsze to musi być ktoś z tych typów wyżej wymienionych?
M: Wolę się upewnić.- nadal jednak się pilnowała.
S: A czy ty nie jesteś żadną z nich?
M: Oczywiście, że nie!
S: To ci wierzę…ha!
M: Co?
S: Próbuję cię rozszyfrować po nazwie. Chociaż Mar00Hen nie daje wiele do myślenia.
M: Za trudne?- uśmiechnęła się do monitora.
S: Za łatwe. Albo to pierwsze litery twojego imienia i nazwiska albo jesteś dziwna. Ale stawiam na to pierwsze, bo nie wydajesz się dziwna.
M: Bo nie jestem. Za to po twoim można się domyślać, że masz wysokie mniemanie o sobie.
S: Znów się mylisz. Tak się nazywam, bo moja dobra koleżanka twierdzi, że jestem seksowny. A ja jestem zwykłym, uroczym mężczyzną.
M: Która koleżanka mówi do kolegi, że jest hot? Może wpadłeś jej w oko.
S: Nie wiem. Nie jestem dobry w relacjach damsko- męskich. Nie gadajmy o tym.
M: A o czym byś chciał?- podniosła brwi.
S: Chciałbym cię poznać.
M: No nie wiem czy to jest dobry pomysł.
S: Nie jestem przekonywujący? Nie dziwię się. piszemy zaledwie kilka minut. Mam pomysł. Będziemy wymieniać się ze sobą informacjami. Ale jest jeden wyjątek…
M: Jaki?
S: Nie określamy tego jak wyglądamy.
M: Serio?- zdziwiła się.- Nie chcesz wiedzieć jak wyglądam? Myślałam, że poproszenie mnie o zdjęcie to kwestia czasu.
S: A czy to aż takie ważne? W dodatku nie wszyscy faceci tacy są. Znowu uległaś pozorom, po raz trzeci.
M: Te przesądy, pozory i stereotypy… To w takim razie z tobą jest coś nie tak.
S: Sądzisz, że jestem ohydnym typem, obrzydzającym i odrażającym?
M: Nie o to mi chodziło.- wyjaśniła.
S: Czy gdyby się okazało, że nie wyglądam jak Brat Pitt, to pisałabyś nadal ze mną?
M: Tak.
S: To wszystko wyjaśnione. Zaczynamy?
M: Kto zaczyna?
S: Kobiety mają pierwszeństwo.
M: No dobrze. Jestem artystką. Wydawałoby się, że potrafię w tym zakresie wszystko, ale nadal nie umiem grać na gitarze. Mój mąż namówił mnie na fortepian. Sam pięknie gra. Uwielbiam śpiewać i tańczyć.
S: Wow. Ja jestem człowiekiem sukcesu, kowalem własnego losu. Wszystko osiągam ciężką pracą, ale sprawia mi to przyjemność. Uwielbiam to robić, to jest najważniejsze. Nic więcej się nie liczy.
M: Pracoholik?
S: Nie-e! Praca jest ważna, ale bardziej liczy się pasja. Zresztą gdybym mógł, wstawałbym późno, a wieczorami degustował wino.
M: No niestety. Też mam pracę, ale nie narzekam. Teraz mam sporo wolnego czasu.
S: Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym.-szybko zmienił temat.
M: A o czym?
S: Opowiedz jaka jesteś…
M: Otwarta na nowych ludzi, umiejąca dotrzymać tajemnicy, można na mnie polegać. Jestem typem kobiety zdolnych do poświęceń, ale też z taki nastawieniem do życia: oby przebrnąć najłatwiejszą drogą. Nie zawsze się udaje.
S: Otwarta na nowych ludzi? Wciąż krąży mi to po głowie.
M: Internet to nie to samo co prawdziwe życie.
- Wychodzę!- Logan zszedł z góry.- Idę do Gustavo załatwić resztę formalności.- założył buty i wyszedł.
S: To spotkajmy się, abyś mogła się otworzyć.
M: Jeszcze nie pora i pomysł ten jest z kosmosu.
S: Dlaczego?
M: Bo jeszcze się nie dowiedziałam jaki jesteś ty.
S: Nie jestem obiektywny w opisywaniu siebie.
M: Umawialiśmy się.
S: Jestem nadzwyczaj inteligentny, dbający o siebie i bliskich, niedawno naprostowałem bałagan w swoim życiu. Na pewno nie jestem typem brutala i egoisty, ale potrafię być niegrzeczny. No nie wspomnę, że ma  poczucie humoru.
M: Rozwalił mnie tekst o brutalu.- uśmiechnęła się do monitora.
S: No wiem. Masz jakieś zwierzęta?
M: Na razie nie, ale mój mąż rozmyślał o psie.
S: Ja lubię takie wielkie, silne, które będą pilnować domu.
M: A ja miłe, słodkie, które lubią się bawić i przytulać. Mój mąż zresztą skusi się na takiego, którego będę chciała.
S: Ciągle o nim gadasz. Aż tak niesamowity jest twój wybranek?
M: Nie ciągle, a może ze trzy razy. I tak, jest niesamowity.- odpisała szybko.
S: Jak ma na imię? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.
M: Logan.
S: Logan? Co to za imię?
M: Najpiękniejsze na literę L.
S: A nie podoba ci się na przykład… Larry?
M: Larry? Tak masz na imię?
S: Nie… przecież tak tylko przykładowo napisałem.
M: Akurat! Zdradziłeś się.
S: Jak chcesz, a ty w takim razie też zdradź swoje imię.
M: Ha ha ha! Masz pecha!
S: Będę zgadywał. Znam pierwszą sylabę.
M: Nie zabronię ci się pobawić.
S: Martha?
M: Nie.
S: Maria?
M: Próbuj dalej.- nieznajomy był blisko, ale nie chciała mu tego pisać.
S: Mara, Margaret, Marcy, Marsylia?
M: Marsylia to nie imię, ale miasto we Francji.
S: Ale jak ładnie brzmi. Skąd wiesz? Może ktoś na świecie tak się nazywa?
M: Ktoś na pewno…
S: Twoje imię nie należy do najpopularniejszych, co?
M: Raczej.
S: Marica, Marina, Marion?
M: Nie-e!
S: Cholera. Nie znam więcej. Powiedz mi, plis.
M: Ale jak ci powiem to możesz sobie to z kimś skojarzyć, bo to imię jest… specyficzne.
S: Daj mi chwilę.- zdziwiła się gdy to przeczytała.
M: Ok.- czekała spokojnie.
S: Już jestem. Znalazłem ciekawe imię w necie. Taka jedna gwiazda ma tak na imię.
M: Jaka gwiazda?- wybałuszyła oczy.
S: Taka jedna wokalistka. Kliknąłem w jej zdjęcie.
M: I co?
S: O rajuśku. Jaka hot. Piękna kobieta.
M: Wiesz… ja muszę już lecieć.- spanikowała. Nie chciała, aby dowiedział się prawdy.
S: Serio? Nie znajdziesz dla mnie odrobiny czasu?
M: To nie jest dobry pomysł żebyśmy ze sobą pisali. W ogóle nie powinnam.
S: Ale co ja takiego zrobiłem? Uraziłem cię czymś?
M: Nie.
S: Ale popiszemy jeszcze kiedyś?
M: Nie będę miała czasu. Cześć.- wylogowała się i zamknęła komputer.
- Marla, jesteś głupia.- powiedziała do siebie. W jej przypadku i każdej innej sławy nie wypadało pisać z takimi ludźmi. To zbyt niebezpieczne. Westchnęła ciężko, wzięła torebkę i poszła do Jo.



* Hejoo. Dzisiaj jak czytaliście było tak chatowo. Przez ostatni czas moje życie to jeden wielki chat, więc się zgadza. Jak myślicie kim jest człowiek po drugiej stronie? Kimś dobrym czy złym? Hmm? Ostatni rozdział tutaj przed świętami :) Jeszcze to pewnie napiszę, ale Wesołych Świąt :*
Do piątku :*

PS DZIĘKUJĘ ZA 30 000 WYŚWIETLEŃ! MOJE ŻYCZENIE SIĘ SPEŁNIŁO. JESTEM TAKA HAPPY!!! AŻ TAK, ŻE CHYBA NAPISZĘ JEDNORAZÓWKĘ. TRZEBA SIĘ ZA TO WZIĄĆ, BO ZASŁUŻYLIŚCIE NA TO, DRODZY CZYTELNICY :) OBY I WASZE ŻYCZENIA SIĘ SPEŁNIŁY




# Translate

# Znajdź rozdział