Patrzył właśnie na nią. Lucy stała przed nim. Powoli to do
niego dochodziło. Wszystko to co przeżył przez ostatnie miesiące, wróciło do
niego. Niedowierzał, że to rzeczywiście ona. Bał się jej dotknąć. Być może to
zjawa albo wytwór jego wyobraźni. W końcu nie dawała znaku życia tyle czasu i
nagle się zjawia.
- Wróciłam.- znowu próbowała nawiązać z nim jakąkolwiek
próbę rozmowy.
- To nie jest dobry pomysł. Co ty tu robisz w LA?- zadrżał
mu głos.
- Przyjechałam wczoraj wieczorem do Palmwoods.
- P-po co?- zatrząsnął się z nerwów.
- Będziemy tak stać na dworze?- spytała.
- Jamie!- w tej chwili Elena zeszła po schodach. Zdążyła się
ubrać.- Z kim rozmawiasz?- podeszła do korytarza.- O!- spojrzała na brunetkę. Z
tego co opowiadał jej James, miała czerwone pasemka. Teraz ich nie miała. Podajże
wróciła do naturalnego koloru. Była bardzo ładna. Ubrana w jeansy i
czarną skórzaną kurtkę.- Chyba przeszkodziłam…- wróciła się do salonu.
- Ale…- urwał. Spojrzał znowu na Lucy.
- Rozumiem. Jesteś teraz zajęty.- bez słowa pożegnania
opuściła jego posesję. Zamknął za nią drzwi, po czym oparł się o nie, ponieważ
myślał, że zaraz upadnie. Jego nogi były jak z gumy.
- Kto to był?- spytała Elena.
- Lucy.- przełknął ślinę.- Lucy wróciła…
- Ta Lucy?- upewniła się. James kiwnął tylko głową.- Czego chciała?- założyła ręce.