sobota, 17 maja 2014

Rozdział 41

Po pracy szatynka poszła na blade osiedle. Tak nazwała teren gdzie mieszkali chłopacy z BTR. Spośród tych wszystkich willi pomalowanych na mdłe kolory tylko Alexy się jakoś wyróżniał. Wiedziała, że jeszcze ich nie ma. Pojechali na jakieś otwarcie gdzie mają zaśpiewać. Nacisnęła czwarty przycisk na domofonie. Alexa otworzyła jej furtkę. Przeszła się kawałek do tej cudownej willi. Dziewczyna czekała już na nią w drzwiach.
- Co tak wolno?- poganiała ją.
- Oj weź…- burknęła.
- Co ci jest?- zapytała blondynka kiedy już weszły do korytarza.
- W pracy męczy mnie Gustavo, w hotelu ten Nick. Już nie wiem gdzie mogę odpocząć. Chłopaki ostatnio ciągle gdzieś jeżdżą. Tylko tutaj mogę sobie spokojnie odsapnąć…- poprawiła sobie włosy.
- No jasne. A co znowu z tym Nickiem?
- Dzisiaj utwierdziłam się w przekonaniu, że to jakiś psychopata. Na początku było ok, potem nieznośnie, a teraz to mam go po tąd!- przecięła palcem czoło w powietrzu. On wie o mnie wszystko. Podejrzewam, że nawet więcej niż Logan, a nie wiem skąd. Niektórych informacji to nawet nie ma w moich wywiadach. Mieszka trzy piętra niżej, a piszę do mnie w ogóle jakieś listy. Aż mi się Internet od tego wiesza. Na swojej stronie opowiada każde spotkanie ze mną i chwali się nawet jeśli trwało to dwie minuty. A ludzie jeszcze to komentują… i nie dociera do niego, że jestem zajęta. Mogłabym żalić się o nim przez całe godziny. Dlaczego on nie może być tak jak ten Greg. Też wygląda na psychopatę, ale nie jest taki namolny i nie gada tyle.
- Wiesz, że coś trzeba z tym zrobić. Musisz powiedzieć mu co o nim myślisz to się odczepi.
- Chciałam, ale wiesz jaka ja jestem… za dobra. A kiedy miałam go już naprawdę dość i chciałam mu powiedzieć to mnie nie słuchał.
- Logan w ogóle widział go na oczy?- spytała blondynka podając jej kawę.
- Raz podajże i to tak przelotnie. Ale chłopaki od kilku miesięcy teraz ciężko pracują, więc Logan rzadziej mnie odwiedza. To ja muszę latać tu jak opętana kiedy tylko mogę, ale nie narzekam. Odcinam się od tej psychozy z Palmwoods.
- A mówiłaś Loganowi, że masz problemy?
- No nie...- oparła głowę na łokciu krzywiąc się.- Nie chcę go tym obarczać. Za dużo już ma na głowie ostatnimi czasy. Raz kiedy byłam mega zła na Nicka się wygadałam, ale on tylko napomniał, że sprawia wrażenie sympatycznego. Nie miałam wtedy siły na tę rozmowę.-przyjrzała się przyjaciółce.- Ali? Co ci chodzi po głowie?
- Jeszcze nad tym myślę, ale chyba wiem jak ci pomóc. Jeżeli będę pewna to cię o tym poinformuje, ok?
- Jak chcesz.- uniosła lekko kąciki ust.- Każde wsparcie się przyda.
Przyjaciółki rozmawiały ze sobą jeszcze przez jakąś godzinę. W końcu do jej domu zapukał Carlos ogłaszając, że już wrócili. Pocałował swoją dziewczynę i przywitał się z Marlą.
- Dobra. To ja wam nie przeszkadzam.- odrzekła szatynka i wyszła.

Kiedy szła chodnikiem do domu Logana i reszty, jakieś auto z tyłu zaczęło trąbić. Pojazd wjechał na pobocze i niewiele brakowało do tego, aby w ją potrącił. Dziewczyna podskoczyła z przerażenia kiedy odwróciła się oraz zobaczyła jak od jej nóg i maski auta brakowało kilka centymetrów. Była przerażona, ponieważ miała uraz od takich wypadków. Przed jej oczami znów pojawiła się ta scena z tamtego roku. Właściciel auta okazał się kobietą mniej więcej w jej wieku. Była to brunetka o długich włosach i pełnych ustach. Wyglądała jak bogini, urody jej nie brakowało. Wszystko w niej było niemal perfekcyjne. Miała idealne proporcje twarzy, która działała jak magnes i miała w sobie tajemniczość. Drogie ubrania podkreślały jej wąską figurę. Wysoka oraz szczupła dziewczyna jako odzwierciedlenie wzorca wyszła wściekła trzaskając drzwiami. Marla tak zapatrzyła się w dziewczynę, że na chwilę nie docierało do niej dlaczego się złości.
- Życie ci nie miłe?- krzyknęła słodkim a zarazem złowieszczym głosem bogini o niebieskich oczach.
- To nie jest moja wina!- otrząsła się.- Szłam po chodniku, a nie po jezdni gdzie jest miejsce na samochód.
- Ja tu mieszkam!-wskazała palcem na dom z numerem siedem.- Chciałam zaparkować tutaj. Trzeba było się przynajmniej odsunąć jak trąbiłam!
- Zauważyłam w ostatniej chwili i trzeba było poczekać, a nie na chama wjeżdżać na miejsce gdzie się nie parkuje. Tam widzę garaż.
- Nikt nie będzie mnie pouczał jak mam jeździć!- założyła ręce i stuknęła czerwoną szpilką jak mała dziewczynka.
- Co tu się dzieje?- Logan wyszedł z mieszkania słysząc hałasy pod domem. Właścicielka auta na jego widok od razu złagodniała i zaczęła robić niewinną minkę.
- Ona o mało mnie nie przejechała, a szłam chodnikiem!- wytłumaczyła mu w skrócie Marla.
- Natalie? To prawda?- zapytał ją chłopak.
- Ja chciałam tylko zaparkować. To nie moja wina, że musiała pojawić się w nieodpowiednim czasie o nieodpowiedniej porze.
- Taa…- burknęła szatynka.
- Kim ty w ogóle jesteś? Mieszkasz tu?- brunetka nonszalancko podniosła dłoń.
- To moja dziewczyna, Marla.- wytłumaczył Logan przytulając do siebie dziewczynę.
- Dziewczyna…- zrzedła jej mina.- No cóż. Sorry, że tak się stało…- powiedziała po cichu mając nadzieję, że nikt tego nie słyszał, gdyż te słowa ciężko przechodziły jej przez gardło.- Muszę iść.- odwróciła się na pięcie mierząc ją w ostateczności wzrokiem i wsiadła z powrotem do samochodu, aby wjechać nim do garażu.
- Kto to jest?- szepnęła Marla mu na ucho kiedy wchodzili do mieszkania.
- To Natalie Reed - Goldenmayer. Sąsiadka jak zauważyłaś.- odłożył klucze.
- Reed - Goldenmayer? Zamężna?- spytała niepewnie.
- Nie. Po prostu ma dwuczłonowe nazwisko. A co?
- Nie widziałam jej tu wcześniej.
- Bo była na sesji zdjęciowej… chyba to była Europa, nie wiem dokładnie gdzie. Może Francja? Tak...- zamyślił się.- To chyba Paryż, coś mi się obiło o uszy. Tam mieszkała jakiś czas. Często nie ma jej w domu. Takie już życie modelki, co nie?
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że obok was mieszka modelka?- dziewczyna zirytowała się odrobinę.
- Nie?- podrapał się małym palcem po policzku.- No może zapomniałem. Zresztą czy to ma jakieś znaczenie?- zrobił niewinną minkę.
- No na przykład gdybym wiedziała, że w ogóle ktoś tam mieszka to może bym przewidziała, że ktoś stamtąd będzie chciał mnie przejechać.
- Oh, daj spokój.- pokazał białe ząbki.- Takie sytuacje się zdarzają.- Szykuję dla ciebie niespodziankę.- szybko zmienił temat.
- Niespodziankę? Jaką?
- Gdybym ci powiedział, nie byłaby nią. Wszystko w swoim czasie. Chodź, zjemy sobie coś dobrego.- wziął ją za rękę i zaprowadził do kuchni.- Mówię ci, Gustavo nas chce chyba wykończyć.- zaczął się żalić gdy przeszli do kuchni. W salonie siedzieli Kendall oraz James. Szatynka przywitała się z nimi.
- Aż tak po was jeździ?- spytała siadając na krześle.
- Byłem tak zmęczony, że podczas przerwy między nagraniami... jak poszedłem do łazienki... przysnęło mi się na tronie.- wtrącił Kendall. James nie ukrywał swojego uśmiechu. Fox znienacka wskoczył mu na kolana.
- Co za egoista ze mnie.- powiedział Logan patrząc na Marlę.- A tobie jak minął poranek?
- Mnie?- przez chwilę zastanawiała się czy mu powiedzieć o swoich problemach.- Mnie... dobrze.- kiwnęła głową, a James zaczął się jej uważniej przyglądać bowiem w jej zachowaniu coś go niepokoiło...






* Natalie już figuruje w zakładce :D Tak trochę szlachecko brzmi jej nazwisko, ale tak już jest jak się człowiek zastanawia jakie dać nazwisko. A że zastanawiałam się nad tymi dwoma i nie mogłam wybrać to została Reed - Goldenmayer :D No bo kto bogatemu zabroni XD Dobra już...
Czy Marla powie Loganowi co ją dręczy? Macie jakieś przeczucia co do Natalie REED - GOLDENMAYER ( beka z tego powróciła mi ) ? Czy Kendall w końcu się wyśpi? hahaha :D Sorry, głupawka :) Piszcie komentarze :*

PS Marta napisała mi pod ostatnim postem, że Nick przypomina jej z opisu Harrego Pottera. I przypomniało mi się, że Greg ma dłuższe rude włosy i o lol. Greg musi być Ronem Weasley :D Nie wzięłam tego pod uwagę gdy tworzyłam te postacie, ale dzięki Marcie otóż powstało w mojej głowie nowe wyobrażenie o nich. Nie, nie czytajcie tego :) Odbija mi %-)

PS PS Piątkowy rozdział na FTS czeka na tych, którzy jeszcze nie zauważyli ;)

Do środy :*


środa, 14 maja 2014

Rozdział 40

BIG TIME PROBLEMS

W złotym Palmwoods znów nadeszły zmiany. Szczególnie dla ich mieszkańców. Na niektórych nadszedł już ten czas kiedy muszą opuścić te cudowne mury. Niby jest to dobre wydarzenie, jednakże budzą się miłe wspomnienia. W głowie pojawia się retrospekcja… Wciąż trzymają sentymenty. Przed niektórymi otwierają się drzwi do innego życia. Niestety nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Niektórym nie udało się odnaleźć w tym świecie i muszą wrócić do domu.
Marla w oknie wypatrywała jak mały rudy chłopczyk właśnie pakuje się do taksówki. Grał niekiedy w krótkich reklamach z płatkami śniadaniowymi lecz jego kariera nie mogła ciągnąć się w nieskończoność. Tępym spojrzeniem patrzyła na pojazd, który oddala się aż w końcu znika za horyzontem ulicy. Na pewno wiedziała, że jej los nie będzie tak wyglądał, wprost przeciwnie. Jej kariera pnie się po szczycie, czuję, że powoli zaczyna brakować dla niej miejsca w tym hotelu. W ciągu najbliższych miesięcy zdarzyły się dwie sytuacje kiedy ktoś z zewnątrz, jakiś fan, wkradł się do Palmwoods. Miała każdego dnia coraz większe przeczucie, że tak jak BTR, otrzyma kwitek i będzie musiała opuścić złote mury.
Spojrzała jeszcze raz przez okno. Zbliżał się początek czerwca. Jeszcze tak niewiele brakuje do tej daty… a będzie już tutaj pełny rok. Podeszła do komody gdzie stała jej nagroda z Music Awards, którą wygrała w nominacji na najlepszy teledysk. Jej wzrok poszybował wyżej, na ścianie. Obok malunku Logana, widniała złota płyta za sprzedanie miliona egzemplarzy. A wydawało się jakby to było wczoraj… Tak wyglądały jej sukcesy z tamtego roku. Jak będzie w tym? Jeszcze nie wiadomo.

Marla ocknęła się ze swych myśli kiedy z pokoju wyszła Lucy.
- Hejka! Ja lecę razem z Dianą do wytwórni. Praca, praca, praca…- wzięła ciastko z talerza i wsadziła je sobie do ust.
- Powodzenia!- odpowiedziała. Lucy wzięła drugie i wyszła z mieszkania.
Lokatorka ostatnio ma mniej czasu dla Marli gdyż na początku roku, gdzieś w styczniu, Diana i Lucy postanowiły połączyć siły i założyły rockowy zespół. Dołączył się do nich młody gitarzysta Jason. Mieszka w mieszkaniu, w którym kiedyś mieszkała Camille. Razem we trójkę pracują prawie pół roku nad swoją nową płytą. Mają nadzieję, że niedługo osiągnął sukces.
Opuściła lokum i skierowała się w stronę holu. Rozglądała się bacznie, bowiem od jakiegoś czasu próbowała unikać tajemniczych tancerzy Nicka i Grega. Greg jeszcze był do zniesienia, bo nic nie mówił i nic nie robił. Przyczepił się tego pierwszego jak rzep psiego ogona i to wszystko. Marla unika Nicka. Ten chłopak o gęstych brązowych włosach i zielonych jak jodła oczach ciągle za nią łaził od kiedy zobaczyli się po raz pierwszy, a było to w październiku. Na początku wydawał się fajny. Rozmawiali jak to sąsiedzi. Poznali się bliżej, aż w końcu Nick zaczął być natrętny. Chciał, abym spędzała z nim więcej czasu, choć nie miała na to ochoty. Wolała spędzać wolny czas z BTR. O sobie mało opowiadał, a o niej chciał wiedzieć wszystko. Pytał się o ulubione kwiaty, numer buta, a nawet o blizny czy znaki szczególne, których niekoniecznie widać na zdjęciach. Niestety chłopak czekał na nią w korytarzu. O dziwo bez towarzystwa przyjaciela.
- O Boże nie…- mruknęła do siebie.
- Cześć Marla!- podskoczył do niej.
- Cześć…- odpowiedziała od niechcenia. Nie umiała mu powiedzieć żeby zniknął z jej oczu.- Gdzie masz kolegę?
- Pokłóciliśmy się i tyle. Może to i dobrze. Mam więcej czasu dla ciebie.
- Myślę, że to nie jest dobry pomysł.- zmarszczyła brwi.
- Ej, chcę cię o coś zapytać.-złapał ją za ramię.- Znamy się już siedem miesięcy, tydzień i dwa dni… chciałbym wiedzieć na jakim etapie znajomości jesteśmy.- dziewczyna wzdrygnęła się kiedy dowiedziała się, że on to wszystko liczy.
- No wiesz… jesteś moim dobrym sąsiadem. No… dobry z ciebie kolega.- akcentowała słowa dobry dość dyskretnie, nawet się nie spostrzegł. Nie chciała być zbyt nieuprzejma.
- Tak… A myślałaś kiedyś, chociaż przez minutkę, aby było inaczej? Może coś więcej albo nawet może…
- Hej!- przerwała mu.- Pamiętasz co ci mówiłam? Mam chłopaka.- jej słowa go nie zaskoczyły. Nick udał, że w ogóle tego nie słyszał.
- A może byśmy się wybrali dziś na jakieś ciastko? Może na twoje ulubione.
- Skąd wiesz jakie lubię? Nie mówiłam ci.- założyła ręce.
- Przeczytałem w Internecie.- Marla spojrzała na niego jak na okaz jakiegoś trudnego przypadku. Ten facet był jeszcze normalny w grudniu. Co się stało, że na początku miesiąca tak się zmienił? Pomyślała: Czy on ześwirował?
- Nick. Porozmawiamy później, teraz idę do pracy.- nie czekając na żadne słowo odpowiedzi wyszła z holu na zewnątrz.- Nie chciałabym już na niego nigdy spojrzeć…- mruknęła pod nosem.
- Mówiłaś coś?- dogonił ją.
- Nie...- zaprzeczyła.
- Coś jednak słyszałem, ty kłamczuszku.- dotknął palcem jej policzka. Marla zmroziła go za ten czyn spojrzeniem. Opuścił rękę z miną dziecka, które coś nabroiło.
- Nie rób tego więcej.
- Ale masz takie słodkie, mięciutkie policzki.- wyszczerzył.- Coś ci pokażę.- wyciągnął komórkę z kieszeni. Nie chciała na to patrzeć, jednak nie miała wyjścia kiedy przystawił jej wyświetlacz przed nos.- To my...
- Widzę.- dziewczyna przyjrzała się dziwnemu zdjęciu. Nie przypominała sobie żeby pozowała do tego zdjęcia, na pewno nie w towarzystwie natrętnego sąsiada, którego obejmowała ręką.- Zaraz, zaraz... Przecież do czegoś takiego nigdy nie doszło!- uniosła brwi.- No chyba, że znów straciłam pamięć krótkotrwałą!
- No wiem. Przerobiłem je. Fajnie razem na nim wyglądamy, co?- spytał. Szatynce opadła szczęka. Zatkało ją. Palmwoods ma za zadanie strzec swoich domowników przed atakami psychofanów z zewnątrz, ale z tym nie mogła sobie niestety poradzić...







* Witam Was po przerwie. Przybywam z nowym rozdziałem zupełnie nowej części. Co myślicie o Nicku, natrętnym oraz psychicznym sąsiedzie? Czy coś z tego wyniknie? Zobaczycie sami. W następnym rozdziale poznacie nową postać :)
Ta część to okazja dla tych, którzy jeszcze nie komentowali, aby zaczęli z czystym kontem. Byłoby mi bardzo miło. Naprawdę. Kilka słów nie boli, wprost przeciwnie :)
Do soboty ludziska :*


czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 39 + Ogłoszenia

Dziewczyna postanowiła przejść się do BTR. Przestała myśleć o tym dziwnym telefonie, który dostała od jakiegoś czubka. Wyjęła z kieszonki karteczkę z adresem. Pierwszy raz słyszała o takiej ulicy, ale nie zamartwiała się. Najwyżej zapyta kogoś o drogę. Droga była spokojna i cicha. Na peryferiach miasta mało kto jeździł samochodem, nie było takiego zgiełku jak w mieście. Krajobraz był cudowny, jak na jakiejś wsi, cudownej wiosce. Kiedy skręciła w zieloną uliczkę weszła na chodnik, nie słyszała nic oprócz swoich kroków i śpiewu ptaków na drzewach. Po dwudziestu minutach doszła na teren zagrodzony wysokim mosiężnym ogrodzeniem. Spojrzała na tabliczkę: St Franz Street. Adres zgadzał się z podanym. Inaczej to sobie wyobrażała. Myślała, że to będzie jeden dom, a za tym płotem było wyodrębnione osiedle dla wielu willi. Stanęła obok furtki. Zauważyła domofon. Nacisnęła ósmy z kolei przycisk i czekała. Nikt się nie odzywał. Niepokoiła się. Zadzwoniła drugi raz, też nic. W końcu ktoś podjechał czarnym mercedesem pod bramę. Szybka otworzyła się i jej oczom ukazał się mężczyzna w średnim wieku. Był to widziany już kiedyś prezenter telewizyjny, nie pamiętała tylko z jakiego kanału. Jej mama go uwielbia.
- Przepraszam? A Pani do kogo?- wychylił głowę z samochodu.
- Ja? Ja do Big Time Rush.- przyjrzał się jej uważnie kiedy do niego mówiła. Zmrużył lekko oczy, słońce świeciło mu po twarzy.
- Ja Panią skądś kojarzę… Pani jest tą piosenkarką? A no tak!- uśmiechnął się.- Moja córka ma bzika na Pani punkcie. Zaraz Pani otworzę.- nacisnął guzik na pilocie i brama się otworzyła. Dziewczyna weszła przez bramę patrząc jak powoli zamyka za nią. Mężczyzna zaparkował przed pierwszym domem, niezwykle bogato wystrojonym, chyba najpiękniejszym z tych wszystkich. Wysiadł z samochodu i podszedł do niej.
- Mogłem otworzyć Pani furtkę, a pozwoliłem, aby weszła Pani przez bramę.
- To nie ma znaczenia.- machnęła ręką.- Pan prowadzi ten program na kanale trzecim? Mark Adams, tak?
- Tak, to ja. Jeśli miałaby Pani kiedyś wolny czas wpaść do nas, to znaczy do mojej córki jak będzie w domu… to byłbym bardzo wdzięczny.
- Dobrze. Przyjdę.
- Wspaniale. Córka zazwyczaj wraca ze szkoły o trzeciej.
- Dobrze. Yhm… mam pytanie.- rozejrzała się.- Ile tutaj jest domów, nie chciałabym się zgubić…
- Jak tak ostatnio przejeżdżałem przez cały teren to naliczyłem z osiemnaście, nie dużo. A szuka Pani Big Time Rush?- kiwnęła głową.- Tak… numer osiem, pamiętam. Każdego tu znam. To tutaj zaraz trzeba skręcić w prawo i cały czas na prosto. Po prawej stronie będzie ich dom.
- Dziękuję bardzo i do zobaczenia.
Marla przeszła się chodnikiem zachwycając się pięknem tego miejsca. Wszystkie te wille były przepiękne. Chociaż każda z nich była zazwyczaj biała albo kremowa to różniły się wielkością i zupełnie innym stylem. Każda z nich była inna. Jeden dom jej się szczególnie spodobał. Dom z numerem cztery. To jedyny dom, który łamał przyjęte tutaj zasady. Był ciemny, pomalowany na orzechowy brąz. Ściany wyglądały jakby były z ściany z cegieł pomalowanych na ten kolor. Dla kontrastu okiennice były białe, drzwi również. Przy wejściu rosły dwa wielkie różane krzewy. Obok była biała altanka z kwiatami. Przeszła trzy kroki, aby zauważyć za płotem drugi, oddzielny mały budynek. Być może składzik. Ktoś w oknie zauważył, że dziewczyna kreci się przed willą. Domownik otworzył drzwi, Marla spojrzała się na znajomą kobietę.
- Alexa?! Ty też tutaj mieszkasz?
- Ano mieszkam. Fajnie, że wróciłaś.
- Jeny. Ale masz chatę…- objęła całym wzrokiem dom.
- Cudna, nie? Kazałam ją przemalować, bo była taka mdła. Wiesz… mieszkam sama i nie chciałam, aby ten dom mnie przerażał. Ale nie narzekam na nudę. Pewnie szłaś do chłopaków.
- Tak, miałam taki zamiar.
- Dobra, pogadamy potem. Ja lecę do pracy. Idź, bo widzę, że zaraz nie wytrzymasz.
- Ok, tylko nie wiadomo kiedy będzie to potem. Obiecałam wizytę w domu u Marka Adamsa, który mnie tu wpuścił.
- O ho ho, szybka jesteś.
- Aj weź. Dobra lecę.- pomachała jej i poszła dalej.
Nareszcie dotarła do willi numer osiem. Miała tylko jedno dodatkowe piętro, ale w szerokości była obszerna. Pomalowana była w kolorze waniliowym i miała grafitowy dach. Obok znajdował się garaż. Wokół zielonej, dobrze skoszonej trawy przechodziła kamienista ścieżka. Gdzieniegdzie znajdowały się małe krzaczki. Dom bazował na prostocie, ale miał swój szyk. Zadzwoniła dzwonkiem. Czekała aż drzwi się otworzą, jednak tak się nie stało. Zza budynku słyszała jakieś głosy, czuła ich obecność. W końcu pokazał się Logan. Pojawił się nagle zza ściany i pomachał jej. Otworzył jej furtkę.
- Witamy w rezydencji Henderson'a, Schmidt'a, Maslow'a i Peny- rozłożył uroczyście ramiona pokazując piękny teren. Był w samych szortach, czapce z odwróconym daszkiem i okularami słonecznymi.
- Dziękuję.- weszła dostojnym krokiem.- W końcu mi ktoś otworzył drzwi.
- Sorry, że ci nie otworzyliśmy, ale byliśmy za domem i nie słyszeliśmy dzwonka. Wejdź, ale po cichu.- na horyzoncie pojawił się mały pies. Gdy ją zobaczył zaczął słodko szczekać i podskakiwać. Wyglądał jak husky, miał piękne, błyszczące się oczka. Marli zmiękło serce gdy go zobaczyła.
- Jejuśku jaki piękny.- kucnęła żeby go pogłaskać. Zwierzę merdało ogonem.
- To Fox, oczko w głowie Jamesa.- wziął go na ręce.- A teraz bądź cicho mały gdy zobaczysz Jamesa. Weź się nie wydaj.- szeptał do psa.
Poszli razem za dom gdzie był wielki basen. Kendall i Carlos ciągnęli po wybudowanej z kafelków ścieżce materac, na którym spał James. Gdy zobaczyli dziewczynę, pomachali jej, a następnie wrócili do swojego zajęcia. Logan odłożył psa i wziął kamerę. Włączył ją i obrócił w swoją stronę.
- Siema, tu Logan. To kolejny filmik dla naszych Rushers. Robimy super kawał Jamesowi. To będzie coś. A to Marla. Przywitaj się.
- Hejka.- pomachała do obiektywu.- Zupełnie nie wiem co się dzieje.- uśmiechnęła się zdezorientowana.
- Otóż James spał sobie na leżaku. Kendall i Carlos ściągnęli go razem z materacem na ziemię i ciągną go prosto do basenu. Zresztą, proszę.- obrócił kamerę w ich stronę. Chłopaki położyli materac z Jamesem na wodzie i pchnęli go mocno. Śpiący James popłynął na środek wielkiego basenu. Logan i Marla podeszli bliżej.
- Teraz będzie najlepsze.- szepnął Carlos do kamery.- Kendall?- blondyn wyjął z kieszeni klakson. Wszyscy zaczęli chichotać. Logan próbował trzymać normalnie kamerę, ale przez śmiech było mu ciężko. Marla przejęła od niego urządzenie. Kendall nacisnął na klakson. James obudził się gwałtownie wstając i nagle wpadł do wody. Teraz chłopaki wybuchli śmiechem. James wypłynął na powierzchnię ciskając w nich materacem.
- Nie no! Znowu?!- krzyknął James zgarniając mokre włosy z twarzy. Spojrzał na dziewczynę.- Ej?! Wy to kręcicie?- wskazał na nią palcem.- Carlos nie mógł się powstrzymać. Tak się śmiał, że potknął się o leżak. Kendall wrzucił go basenu gdzie dopadł go James. Kiedy blondyn śmiał się z bójki w wodzie, Logan wrzucił go do basenu.
- Ha!- krzyknął.- Niech was James pożre! Roar!- wydawał z siebie odgłosy drapieżnika.
- No chyba nie.- powiedziała dziewczyna. Pchnęła chłopaka do wody. Obróciła obiektyw w swoją stronę mówiąc do kamery: To jest właśnie życie z Big Time Rush.



KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
I koniec tego dobrego. Chyba bardziej się naczytacie tego co tu mam Wam to ogłoszenia niż o samym rozdziale kończącym pierwszą część Big Time Love :) Żeby było czytelnie, zaznaczę to w punktach:

1. Dziękuję wszystkim za to, że czytacie tego bloga. Jest mi niezmiernie miło. To dla mnie bardzo ważne, motywujące i podbudowujące. Wszystkim bez wyjątku dziękuję. Kocham Was :*

2. Robię tygodniową przerwę od bloga, taką między częściami. Dlatego na pierwszy rozdział drugiej części bloga zapraszam za tydzień w środę ;) Mam nadzieję, że nie zapomnicie wpaść. Czemu w środę więc, a nie w czwartek? Otóż wracam do dawnego systemu publikowania.
TYLKO W ŚRODY I SOBOTY!!!

3. Mam dla Was małą niespodziankę. Powstała zakładka Bazgroły. Chyba domyślacie się co tam może się znajdować :) Takie tam moje wypociny. Jeśli chcecie pooglądać i się pobawić w krytyków amatorskiej sztuki to manifik :D

Zostawcie po sobie komentarz. Jak wrażenia po zakończonej części? Czy macie jakieś ulubione sceny z całej części, którymi chcecie się podzielić, bo np. utkwiły Wam dobrze w pamięci? Czy jesteście ciekawi ciągu dalszego? Piszcie :) I zapraszam na drugą część pt. Big Time Problems, już w środę :*


Pozdrawiam ciepło, Marla S

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 38

Po pięciu dniach wrócili z trasy koncertowej. Marla i Lucy wróciły do Palmwoods. Chłopaki do swojego domu gdzie musieli odpocząć. Szatynka poprosiła z powrotem o swój klucz. Razem weszły następnie do windy. Poczuła się jakby nie było jej tu wieczność. Przechodząc korytarzem obok ich dawnego mieszkania 4J, westchnęła tęskliwie. Kiedyś wystarczyło przejść kilka kroków żeby się do nich dostać, teraz było to kilometr. Lucy pocieszała ją, że jak tam ją zaprowadzi to zobaczy, że to wcale nie jest tak daleko jak ona to sobie wyobraża. Dziewczyna podeszła pod drzwi. Położyła dłoń na klamce. Tego się nie spodziewała, drzwi gwałtownie otworzyły się pod jej naciskiem i wleciała do środka.
- Przepraszam!- powiedziała od razu zanim zdążyła zobaczyć kto tam teraz mieszka. Rozejrzała się. Nikogo nie było.- Czy te drzwi powinny być otwarte?
- Nie. Może ekipa tu oporządza.- stwierdziła Lucy.- Albo i nie. Tu są czyjeś rzeczy. Patrz.- po chwili drzwi od łazienki otworzyły się. Ich oczom ukazała się ładna blondynka.
- Diana!- krzyknęła Marla gdy ją zobaczyła.- Co za miła niespodzianka! Dziewczyny padły sobie w ramiona.- Co ty tu robisz? Jak…?
- Mieszkam tu. Wprowadziłam się dwa dni temu. Chciałam cię znaleźć, ale ciebie nie było. Myślałam, że już tutaj nie mieszkasz.
- Mieszkam tutaj obok, wróciłam z Anglii.- Lucy stała w drzwiach.- Diana. Poznaj Lucy, moją ukochaną lokatorkę.
- Cześć.- Diana bardzo ochoczo podała jej rękę. Lucy odwzajemniła gest.
- Cześć.- uśmiechnęła się rockmenka.- A wy skąd się znacie?
- Diana na początku roku przeprowadziła się do Londynu i do czerwca chodziłyśmy razem do szkoły. I była tu ze mną kiedy trwał jeszcze ten konkurs.- poinformowała ją Marla.- Czyli też nie poszłaś na studia?- zapytała się blondynki wnioskując jej pobyt tutaj.
- Po co studiować jak można być tutaj i spełniać swoje marzenia już teraz.
- Racja…
- A ty Lucy?- usiadła blondynka.- Ty też śpiewasz?- kiwnęła głową.- Niech zgadnę… rock, te klimaty. Tak jak moje.
- Nie widać?- zdziwiła się Lucy.- No proszę… w końcu jest ktoś kto mnie w pełni zrozumie.
- Napijecie się czegoś?
- Chętnie, ale może trochę później.- Marla położyła dłoń na klamce.- Dopiero wróciłyśmy, a ja, nie wiem jak to Lucy, jestem strasznie zmęczona.- Lucy potakiwała głową w tę i we w tę.- No to widzimy się później.- dziewczyny pożegnały się.


Następnego dnia Marla wstała z łóżka przeciągając się jak leniwy kot. Otworzyła je lekko i widziała niewyraźnie, więc przetarła je. Spojrzała na zegarek. Wstała pięć minut wcześniej niż jej budzik. Poszła do łazienki. Kiedy wyszła, wróciła do pokoju. Po cichu żeby nie obudzić rozkudlonej Lucy podeszła do szafy. Otworzyła ją bardzo powoli, aby skrzypienie drzwiczek nie było aż tak słyszalne. Delikatnie ciągnęła je w swoją stronę. Jednym ruchem wyciągnęła kremowy sweterek oraz jasnoniebieską rozkloszowaną spódnicę, którą wzięła z domu, bo wcześniej zapomniała tak samo jak jej mama( która miała ją spakować z rzeczami do wysłania kiedy przeprowadzała się do tego mieszkania). Z szuflady wyjęła sobie ażurowe jasne rajstopy. Kiedy się ubrała, Lucy zaczęła się budzić. Jej schemat budzenia wyglądał podobnie do Marli systemu. Potem dziewczyna spojrzała zmęczonym wzrokiem na szatynkę.
- Czy to anioł?- mruknęła.
- Albo nadal śnisz albo umyj sobie oczy.- zażartowała.- Wychodzę do Gustavo. Trzeba sobie wyjaśnić parę rzeczy. A później idę zobaczyć jak tam sobie żyją chłopaki.
- Ok…
- Współczuję zawalonego dnia.- poklepała ją po ramieniu i wyszła z sypialni. Stanęła przed lustrem, aby związać swoje włosy i spiąć jej w byle jaki kok, taki misz masz. Następnie wyszła od wytwórni.
O dziwo kiedy pojawiła się na holu niektóre osoby cieszyły się na jej widok. Na przykład włochaty ogrodnik. Uśmiechnął się i powiedział: Miło mi znów Panią widzieć. W hotelu pojawiły się nowe twarze. Dwóch tancerzy wprowadziło się na teren Palmwoods. Kiedy Marla szła korytarzem, nie spuszczali z niej wzroku. Jeden z nich próbował nawet z nią zamienić kilka słów.
- Cześć. Jestem Nick, a to Greg.- uśmiechnął się brunet z gęstymi włosami. Ten drugi pomachał do niej. Miał dłuższe rude włosy i wyglądał mniej atrakcyjnie niż jego kolega.
- Marla.- zatrzymała się na chwilę.
- My tańczymy.
- A ja śpiewam. Przepraszam, ale trochę się spieszę. Może później pogadamy.- poszła. Czuła, że ta rozmowa i tak nie poszłaby w dobrą stronę.
Jedynymi osobami, które nie tęskniły się za jej widokiem były Jeniferki. Akurat to ją nie zdziwiło, bo świat ich kręci się tylko wokół nich. Przyjaciółki tylko obleciały ją wzrokiem, zadarły nosa wysoko do góry, odwróciły się na pięcie i poszły dalej. Niebawem Marla doszła na miejsce. Wjechała windą na trzecie piętro, a po chwili była już pod jego gabinetem. Wzięła głębszy oddech i zapukała. Gdy dostała znak, weszła do środka.
- Kogo moje oczy widzą.- Gustavo pogładził swój lekki zarost.
- Ciebie też miło widzieć.
- Nie było cię przez dwa tygodnie, a tyle rzeczy się działo… wiesz o nominacji?
- Tak, wiem.
- I co? Chcesz kończyć ze mną współpracę czy wracamy do tego co było, Trójka?
- Zostaję.- uśmiechnęła się.
- To super.- podarł papier, który wyciągnął z szuflady, zwinął w kulkę i wrzucił do kosza.- To skoro wróciłaś do pracy to muszę ci powiedzieć, że przed nami sporo pracy. Dam info, że wróciłaś z wakacji i wróci zainteresowanie tobą. Wznowie wywiad z tobą w gazecie, a do tego idzie sesja zdjęciowa do gazety dla tego magazynu. Za tydzień Music Awards. A potem jeszcze jeden teledysk, i to z BTR.
- Jakoś to ogarnę.
- Nie masz wyjścia. Dobra, pogadaliśmy sobie chwilę, ale mam jeszcze dużo pracy.
- No jasne, szefie…- wstała.- No to do jutra.
Kiedy opuściła wytwórnie, dała się ponieść myślom. Miała za sobą cztery miesiące pobytu w Los Angeles i tyle zdążyło się wydarzyć. Gdy przekroczyła wtedy po raz pierwszy teren Palmwoods nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy. Nie była pewna swoich umiejętności, a wygrała konkurs. Walczyła o względy Jamesa, ale pokochała Logana. Spodziewała się osiągnąć karierę, a dostała dużo więcej. Ma wspaniałych przyjaciół. Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek telefonu. Spojrzała na wyświetlacz gdzie pokazał się numer zastrzeżony. Zawahała się na moment, ponieważ nie lubiła odbierać takich połączeń, jednak tym razem się przemogła, aby sprawdzić kim jest ten Nieznajomy:
M: Halo?
N: Marla Steward?- po drugiej stronie słuchawki odezwał się męski głos, którego nie znała i chyba był czymś tłumiony, jakby ktoś mówił przez materiał.
M: Tak, ale kto mówi?- czekała na odpowiedź, ale nikt się nie odezwał.- Halo! Jest tam kto?
N: Nie ważne kto mówi...- odpowiedział.
M: Czy to są jakieś żarty?!- oburzyła się.
N: Wkrótce się przekonasz, że nie. Wiem o każdym twym kroku i...- nie mogła tego dalej słuchać i rozłączyła się. Przeszedł ją dreszcz. To musiał być któryś z kolejnych psychicznych fanów. Rozejrzała się dyskretnie dookoła, a następnie ruszyła w dalszą drogę.




* Na początek chciałabym uprzedzić, że Diany nie ma w zakładce Bohaterki, ponieważ nie jest ważną postacią, która miesza w fabule :D Jeszcze tylko jeden rozdział i koniec :) Jeszcze trochę się przemusicie z tymi kończącymi się watkami ;) Z mojej strony to tyle. Przypominam, że dzisiaj wstawiłam też posta na drugiego bloga, więc zapraszam. To straszny dzień, więc jeśli macie jakieś pytania to odpowiem na nie potem. MATURA Z MATMY!!! Oby zdać ;) A! Z tego też powodu uprzedzam, że mogę nie mieć czasu na czytanie Waszych blogów, więc nadrobię to jutro, ok?
Dziękuję za 8 tysięcy wyświetleń :* Do wtorku :*

PS Jestem troszkę zawiedziona ilością komentarzy pod ostatnią jednorazówką. Osobiście uważam, że to jedna z lepszych i się na nią najbardziej namęczyłam. Szkoda, że tego nie doceniacie. Mam rozumieć żeby nie pisać kolejnej ?


sobota, 3 maja 2014

Rozdział 37

Marla już przeżyła wcześniej coś takiego. Tłumy fanek, głośne piski. Na szczęście nie musiały stać w korkach i przepychać się na swoje miejsce. Przypomniała sobie jak to ona czekała na ich ostatnio na  koncercie. Wspomnienia wracały. Tym razem dzięki przepustce od Lucy może dostać się gdziekolwiek tylko chce. Dziewczyny przepchały się bocznym przejściem na sam przód. Niedługo mieli wyjść na scenę. Była taka podekscytowana.
- Lucy! Ja nie wytrzymam czekania przez cały koncert!
- A chcesz go przerwać?
- No nie…
- No to żeby uzyskać lepszy efekt poczekasz. Czy ten transparenty jest dość duży żebyśmy się dwie za nim zakamuflowały?- obejrzała go.- Ok. Jest w porządku. Mieszczę się.
Na scenie zgasły na chwilę światła. To znaczy, że za chwilę pojawią się. Muzyka zaczęła grać, światła wszędzie rozbłysły w różnych kolorach, usłyszała ich głosy.
- Witamy Londyn!- krzyknął do widowni Kendall.
- Zróbcie hałas!- podniósł ręce do góry Logan. Serce jej mocniej zabiło. Brunet stał tak niedaleko od niej, po kryjomu wychylała głowę by zobaczyć jego twarz.
- Macie ochotę na zabawę z Big Time Rush?- zapytał James. Tłum fanek oszalał i zaczął piszczeć.
- To zaczynamy!- podskoczył Carlos.
Zaczęli śpiewać główną piosenkę ze swojego trzeciego albumu. Pojawiło się więcej świateł oraz więcej pisków. Chłopaki pałali energią tańcząc na scenie co najbardziej lubiła. Na sercu zrobiło jej się cieplej i milej kiedy zobaczyła, że tańczą jej choreografię. Wzruszyła się odrobinę. Jednak miała się na baczności. BTR ciągle rozglądali się po scenie. Uśmiechali się do każdego. Dziewczyny, które były najbliżej sceny skakały z radości kiedy mogły dotknąć ich ręki kiedy się zbliżali. Marla i Lucy dobrze się bawiły, lecz czekanie było męczące. Szatynka należy do osób, które są strasznie niecierpliwe. Z nerwów trzęsła transparentem. Logan nawet kilka razy się uśmiechnął kiedy zobaczył jej transparent. Na pewno sprawiło mu to przyjemność. Po połowie koncertu byli już spoceni, ale głosy im nie słabły. W końcu nastąpiła krótka przerwa, w której przebierają się, nawilżają gardła i ogólne takie przygotowania do kontynuacji.
Wszyscy pojawili się w czarnych czapkach. Tylko Logan nosił ją daszkiem do tyłu, tak jak zawsze. Mieli na sobie granatowe bluzy, czarne workowate spodnie, a do tego idealnie komponujące się srebrne obuwie. Po dobrej zabawie nadszedł czas na klasykę każdego ich koncertu: Worldwide. Każdy wiedział, że BTR przy tej piosence bierze kogoś na scenę, a ta farciara ma zaszczyt być u ich boku. Obsługa przyniosła pięć krzeseł. Widownia piszczała tak głośno jak pozwalały im na to gardła.
- Słuchajcie!- zaczął Logan.- Kto chce z nami zaśpiewać na scenie? Marla spojrzała się na Lucy. Ta samym wyrazem twarzy odradziła jej wychylanie się. Chciała to zrobić. To było jej marzenie… aby wyciągnęli ją na scenę. Opowiadała o tym Loganowi. Zabrakło jej odwagi na wychylenie się zza sloganu. Nie rozumiała czemu Lucy tego nie rozumie, ale udało jej się ją zniechęcić. Patrzyła jak Carlos ruszył w na widownie gdzie osłaniali go obok ochroniarze. Złapał jakąś blondynkę w burym sweterku za rękę i poprowadził ze sobą. Było jej smutno z tego powodu. Patrzyła na tą szczęściarę. Wyobrażała sobie, że to ona mogła być na jej miejscu, ale jest tutaj.
- Lucy?- krzyknęła do niej, bo nic nie było słychać.
- Nie teraz. Zaufaj mi!- wyprzedziła jej pytanie rockmenka.
Piosenka doszła do końca i blondynka zeszła ze sceny gdzie jej koleżanki czekały na nią z niecierpliwością.
- Niestety powoli zbliża się koniec…- rozpoczął wątek James.
- Ale na koniec mamy coś jeszcze!- dodał Kendall.
- To jest zupełna nowość i nikt z was jeszcze tego nie słyszał.- uśmiechnął się Carlos.
- Nikt, prócz jednej osoby.- dodał Logan.- Ta wyjątkowa dziewczyna jest autorką tekstu i zadedykowała ją nam, więc ją dzisiaj zaśpiewamy. Ma tytuł: I’m sorry I’m leaving.
- On mówi o mnie!- ucieszyła się Marla.
- Lecz nie możemy jej piosenki bez niej zaśpiewać. – kontynuował. Nie wiemy też czy jest tutaj z nami czy jej nie ma, więc może ją zawołamy. Może ją już poznaliście… - rozejrzał się z nadzieją.- Marla? Jeśli jesteś wśród nas przyjdź na scenę. Proszę…- dodał.

Logan rozglądał się dłuższą chwilę. Na widowni rozległo się drobne zamieszanie. Wszyscy szukali piosenkarki wokół siebie.
- Spokojnie…- szepnął mu na ucho Kendall. Logan kiwnął od niechcenia.
- Zawołajmy ją!- krzyknął James.- Marla! Marla!...- tłum zaczął wołać jej imię aż po chwili rozniosły się oklaski. Logan zdezorientowany spojrzał w bok tam gdzie patrzyła reszta fanek i zespołu. Po scenie powoli kroczyła Marla. Kiedy się zobaczyli nie mogli się powstrzymać. Rzucili się sobie w ramiona.
- Potem dokończycie.- Kendall położył jej rękę na ramieniu.- A teraz śpiewajmy!- rozległ się pisk.
Widownia z tej perspektywy wyglądała zupełnie inaczej. To było niesamowite przeżycie. Nie miała próby, więc Carlos szepnął jej na ucho, żeby śpiewała refren, a dalej leciała na spontana. Wszystko poszło zgodnie z planem. Pod koniec wystrzeliły zimne ognie. Pożegnali się z fanami i razem weszli za kulisy.
Kiedy tylko stali się niewidoczni znowu rzucili się na siebie jakby nie widzieli się od lat. Pocałowała go. Kendall, James i Carlos udawali, że wcale tego nie widzą. Stali z boku i cieszyli się, że wszystko dobrze się skończyło.
- Przepraszam cię za to wszystko…- powiedział jej do ucha kiedy trzymał głowę na jej ramieniu.
- Nie ma za co. To ja przepraszam, że ci nie uwierzyłam. Zapomnijmy o tym.
- Zabierz swoje rzeczy i jedź z nami w trasę. A potem wrócimy do Ameryki i będzie tak jak dawniej.
- Dobrze.- uśmiechnęła się. Wargi drżały jej od wzruszenia.
- A my to co?- zapytał Carlos.
- Grupowy uścisk!- zapodał James. Wszyscy objęli się najmocniej jak mogli.

Dwa wielkie busy stanęły pod jej domem. Jeden brązowy gdzie królowali James i Carlos, drugi zaś niebieski gdzie przebywali Logan oraz Kendall. Marla wysiadła z niebieskiego pojazdu. Wróciła do domu, aby pożegnać się z rodzicami i zabrać swoje rzeczy. W domu czekała na nią również Monica. Posmutniała, bo jej koleżanka znowu ją opuszczała. W tej samej chwili próbowała na siłę ukryć swoją zazdrość, że Marla towarzyszy jej ulubionemu zespołowi w trasie. Niedawno przyjechała z ich koncertu, ale wcześniej nie załapała się na autograf. Oddała Marli pożyczoną składankę. Ruda dziewczyna o zielonych oczach spojrzała rozpaczliwie na Marlę. Ta nie mogła jej tak zostawić. W sumie to mogła, ale postanowiła, że coś dla niej jeszcze zrobi. Otrzymała pozdrowienia od rodziców i ze swoją koleżanką wyszła z domu. Szatynka zapukała w oba busy. Ich twarze można było po chwili zobaczyć w oknie, a najbardziej twarz Carlosa, którego nos rozpłaszczał się na szybie. Dała im znak żeby tu przyszli. Gdy Monica zobaczyła, że BTR stoi przed nią, ugięły jej się nogi. Dostała autograf i ciepły uścisk od jej ulubieńca Jamesa. Marla pożegnała się z nią i kazała pozdrowić wszystkich znajomych od niej. Logan wziął jej bagaże, a następnie spakował do ich pojazdu, ponieważ u nich było więcej miejsca. Lucy jeździ razem z Jamesem i Carlosem. Po raz drugi żegnała ten dom. Znowu poczuła się jakby jechała do Ameryki. Tym razem czuła się o wiele lepiej.

Nigdy nie przepuszczałaby, że autobus może tak wyglądać od wewnątrz. Środkiem przypominał skompresowany w dość wygodnickim pomieszczeniu mieszkanie. Można było przejść normalnie jak gdyby korytarzem. Po lewej stronie znajdowały się siedzenie wyglądające jak kanapa, po prawej kącik kuchenny. Za następnym wejściem był ich, jakby to ująć… mini sypialnia. Dwa składane łóżka, na których panował porządek. Szafka na ubrania i osobiste rzeczy. Była nawet łazienka.
- To przez Logana jest tu tak czysto.- powiedział Kendall kiedy oprowadzał ją po wnętrzu.- Jest jak kura domowa.
- Uważaj, bo przestanę w końcu zbierać po tobie twoje łachy.- zagroził mu Logan.
- A kto ci kazał je zbierać?
- Nikt dopóki się o nie przewróciłem!- plasnął go w potylicę.
- Jedne spodenki i tyle hałasu…- mruknął żartobliwie.- Przecież normalnie trzymam porządek.- dodał.- Możesz spać na kanapie. Jest nawet wygodna. A tu połóż swoje rzeczy.- poinstruował szatynkę.
- Ok.- usiadła.- Zapomniałabym… musieliście się przeprowadzać? Myślałam, że wam tam dobrze.
- Było nam tam dobrze i nadal jest.- westchnął Logan.- Ale wiesz, zasady są proste. Mieszkają tam ci, którzy nie są popularni. My jesteśmy już jakieś czas, ale daliśmy namówić właściciela hotelu żebyśmy zostali tam jakiś czas. Sentymenty, znajomości i te sprawy… Jednak w końcu umowa się skończyła. Zresztą było nam tam ciasno i powoli nie mogliśmy znaleźć sobie miejsca.
- Zapomniałeś dodać, że paparazzi kręciło się wśród nas i narażaliśmy innych domowników, więc za to głównie chcieli się nas pozbyć. Ciebie też to kiedyś spotka.- uśmiechnął się Kendall mrużąc oczy spod swoich gęstych brwi.
- Yyy, to też. No i jak mówiłem Gustavo załatwił nam mieszkanie niedaleko Palmwoods i wytwórni żeby było dość szybko się dostać. Tak przeprowadziliśmy się na prywatną ulicę… niedaleko.
- Szkoda… fajnie było mieć was za sąsiadów.
- Mnie też jest szkoda, ale to nie jest koniec świata. Codziennie możemy się odwiedzać.
- O! Dzwonią…- powiadomił ich Kendall kiedy ten siedział przy laptopie. James i reszta brązowego autobusu próbowała się z nimi połączyć. Tak ze sobą rozmawiają między pojazdami, 
rozmową wideo. Wszyscy wetknęli nosy w monitor i zaczęli rozmawiać.



* Wiem, lamersko wyszło. Tak miluśko wyszło, a przecież lubicie cierpienie innych  :D Przemożecie się jeszcze przez jakiś czas. Koniec części przepowiadam na rozdział 39 :) Ponieważ jesteście tym tak znudzeni, przekierowuję Was na nową jednorazówkę Possessed ( znajdziecie ją też w zakładce Jednorazówki). Specjalnie dla Chrisa, który czekał na to miesiąc :* Ostrzegam, że jest pokręcona, więc musicie uodpornić mózgi :)

Do wtorku :*

# Translate

# Znajdź rozdział