James
zdążył już powiadomić Kendalla i resztę o tym co powiedział Alexie. Od pewnego
czas w ogóle nie wychodziła z pokoju co doprowadzało szatyna do szaleństwa.
Czuł, że popełnił błąd. Dostał narastającego bólu głowy. Poszedł do kuchni i
łyknął tabletkę. Spojrzał na zegarek. Za kilka minut miał się spotkać z
Jennifer. Nie był jednak w nastroju do rozmów, więc zadzwonił do niej i
poprosił o przesunięcie spotkania na jutro. Zgodziła się bez zbędnych pytań co
się stało. Nie wiedział co teraz zrobić. Iść do Hendersonów gdzie wszyscy
siedzą i zastanawiają się co mogą zrobić czy siedzieć tu zastanawiając się
kiedy Alexa wyjdzie z pokoju. Uważał, że to prędko nie nadejdzie, więc wsiadł
do samochodu i pojechał do przyjaciół. Drzwi otworzyła mu Elena.
-
Cześć.- przywitał się trochę zaskoczony.
-
Wejdź.- rozchyliła drzwi.
-
O, jesteś już!- zawołał Kendall.-Co z Alexą?
-
Nie wychodzi z pokoju. Słyszę tylko przez drzwi jak płacze. Mogłem trzymać
język za zębami.
-
Teraz jest za późno żeby o tym rozmyślać.- usiedli.
-
Hej Marls.- powiedział James gdy ją zobaczył.
-
Chcesz się czegoś napić?- spytała.
-
Może wody.- odpowiedział. Naprzeciwko niego usiadła Elena, która spoglądała na
niego co jakiś czas. Udawał, że nie ma w tym nic niezwykłego jednak trochę go
to peszyło. Samo siedzenie w jej obecności było trochę niezręczne.
-
A co jeśli Lily go nie odrzuci?- spytał Logan.
-
To będzie rozwód.- powiedziała Jo.- A pamiętamy wszyscy co było ostatnim razem.
Nikt nie chce z nas tego powtarzać, a potem ich godzić jak na Hawajach. Jeśli
będzie w ogóle to możliwe.
-
My jesteśmy w ogóle głupi.- westchnął Henderson.- Przejmujemy się i debatujemy,
ale tak naprawdę to gówno zrobić możemy.