wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 38

Po pięciu dniach wrócili z trasy koncertowej. Marla i Lucy wróciły do Palmwoods. Chłopaki do swojego domu gdzie musieli odpocząć. Szatynka poprosiła z powrotem o swój klucz. Razem weszły następnie do windy. Poczuła się jakby nie było jej tu wieczność. Przechodząc korytarzem obok ich dawnego mieszkania 4J, westchnęła tęskliwie. Kiedyś wystarczyło przejść kilka kroków żeby się do nich dostać, teraz było to kilometr. Lucy pocieszała ją, że jak tam ją zaprowadzi to zobaczy, że to wcale nie jest tak daleko jak ona to sobie wyobraża. Dziewczyna podeszła pod drzwi. Położyła dłoń na klamce. Tego się nie spodziewała, drzwi gwałtownie otworzyły się pod jej naciskiem i wleciała do środka.
- Przepraszam!- powiedziała od razu zanim zdążyła zobaczyć kto tam teraz mieszka. Rozejrzała się. Nikogo nie było.- Czy te drzwi powinny być otwarte?
- Nie. Może ekipa tu oporządza.- stwierdziła Lucy.- Albo i nie. Tu są czyjeś rzeczy. Patrz.- po chwili drzwi od łazienki otworzyły się. Ich oczom ukazała się ładna blondynka.
- Diana!- krzyknęła Marla gdy ją zobaczyła.- Co za miła niespodzianka! Dziewczyny padły sobie w ramiona.- Co ty tu robisz? Jak…?
- Mieszkam tu. Wprowadziłam się dwa dni temu. Chciałam cię znaleźć, ale ciebie nie było. Myślałam, że już tutaj nie mieszkasz.
- Mieszkam tutaj obok, wróciłam z Anglii.- Lucy stała w drzwiach.- Diana. Poznaj Lucy, moją ukochaną lokatorkę.
- Cześć.- Diana bardzo ochoczo podała jej rękę. Lucy odwzajemniła gest.
- Cześć.- uśmiechnęła się rockmenka.- A wy skąd się znacie?
- Diana na początku roku przeprowadziła się do Londynu i do czerwca chodziłyśmy razem do szkoły. I była tu ze mną kiedy trwał jeszcze ten konkurs.- poinformowała ją Marla.- Czyli też nie poszłaś na studia?- zapytała się blondynki wnioskując jej pobyt tutaj.
- Po co studiować jak można być tutaj i spełniać swoje marzenia już teraz.
- Racja…
- A ty Lucy?- usiadła blondynka.- Ty też śpiewasz?- kiwnęła głową.- Niech zgadnę… rock, te klimaty. Tak jak moje.
- Nie widać?- zdziwiła się Lucy.- No proszę… w końcu jest ktoś kto mnie w pełni zrozumie.
- Napijecie się czegoś?
- Chętnie, ale może trochę później.- Marla położyła dłoń na klamce.- Dopiero wróciłyśmy, a ja, nie wiem jak to Lucy, jestem strasznie zmęczona.- Lucy potakiwała głową w tę i we w tę.- No to widzimy się później.- dziewczyny pożegnały się.


Następnego dnia Marla wstała z łóżka przeciągając się jak leniwy kot. Otworzyła je lekko i widziała niewyraźnie, więc przetarła je. Spojrzała na zegarek. Wstała pięć minut wcześniej niż jej budzik. Poszła do łazienki. Kiedy wyszła, wróciła do pokoju. Po cichu żeby nie obudzić rozkudlonej Lucy podeszła do szafy. Otworzyła ją bardzo powoli, aby skrzypienie drzwiczek nie było aż tak słyszalne. Delikatnie ciągnęła je w swoją stronę. Jednym ruchem wyciągnęła kremowy sweterek oraz jasnoniebieską rozkloszowaną spódnicę, którą wzięła z domu, bo wcześniej zapomniała tak samo jak jej mama( która miała ją spakować z rzeczami do wysłania kiedy przeprowadzała się do tego mieszkania). Z szuflady wyjęła sobie ażurowe jasne rajstopy. Kiedy się ubrała, Lucy zaczęła się budzić. Jej schemat budzenia wyglądał podobnie do Marli systemu. Potem dziewczyna spojrzała zmęczonym wzrokiem na szatynkę.
- Czy to anioł?- mruknęła.
- Albo nadal śnisz albo umyj sobie oczy.- zażartowała.- Wychodzę do Gustavo. Trzeba sobie wyjaśnić parę rzeczy. A później idę zobaczyć jak tam sobie żyją chłopaki.
- Ok…
- Współczuję zawalonego dnia.- poklepała ją po ramieniu i wyszła z sypialni. Stanęła przed lustrem, aby związać swoje włosy i spiąć jej w byle jaki kok, taki misz masz. Następnie wyszła od wytwórni.
O dziwo kiedy pojawiła się na holu niektóre osoby cieszyły się na jej widok. Na przykład włochaty ogrodnik. Uśmiechnął się i powiedział: Miło mi znów Panią widzieć. W hotelu pojawiły się nowe twarze. Dwóch tancerzy wprowadziło się na teren Palmwoods. Kiedy Marla szła korytarzem, nie spuszczali z niej wzroku. Jeden z nich próbował nawet z nią zamienić kilka słów.
- Cześć. Jestem Nick, a to Greg.- uśmiechnął się brunet z gęstymi włosami. Ten drugi pomachał do niej. Miał dłuższe rude włosy i wyglądał mniej atrakcyjnie niż jego kolega.
- Marla.- zatrzymała się na chwilę.
- My tańczymy.
- A ja śpiewam. Przepraszam, ale trochę się spieszę. Może później pogadamy.- poszła. Czuła, że ta rozmowa i tak nie poszłaby w dobrą stronę.
Jedynymi osobami, które nie tęskniły się za jej widokiem były Jeniferki. Akurat to ją nie zdziwiło, bo świat ich kręci się tylko wokół nich. Przyjaciółki tylko obleciały ją wzrokiem, zadarły nosa wysoko do góry, odwróciły się na pięcie i poszły dalej. Niebawem Marla doszła na miejsce. Wjechała windą na trzecie piętro, a po chwili była już pod jego gabinetem. Wzięła głębszy oddech i zapukała. Gdy dostała znak, weszła do środka.
- Kogo moje oczy widzą.- Gustavo pogładził swój lekki zarost.
- Ciebie też miło widzieć.
- Nie było cię przez dwa tygodnie, a tyle rzeczy się działo… wiesz o nominacji?
- Tak, wiem.
- I co? Chcesz kończyć ze mną współpracę czy wracamy do tego co było, Trójka?
- Zostaję.- uśmiechnęła się.
- To super.- podarł papier, który wyciągnął z szuflady, zwinął w kulkę i wrzucił do kosza.- To skoro wróciłaś do pracy to muszę ci powiedzieć, że przed nami sporo pracy. Dam info, że wróciłaś z wakacji i wróci zainteresowanie tobą. Wznowie wywiad z tobą w gazecie, a do tego idzie sesja zdjęciowa do gazety dla tego magazynu. Za tydzień Music Awards. A potem jeszcze jeden teledysk, i to z BTR.
- Jakoś to ogarnę.
- Nie masz wyjścia. Dobra, pogadaliśmy sobie chwilę, ale mam jeszcze dużo pracy.
- No jasne, szefie…- wstała.- No to do jutra.
Kiedy opuściła wytwórnie, dała się ponieść myślom. Miała za sobą cztery miesiące pobytu w Los Angeles i tyle zdążyło się wydarzyć. Gdy przekroczyła wtedy po raz pierwszy teren Palmwoods nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy. Nie była pewna swoich umiejętności, a wygrała konkurs. Walczyła o względy Jamesa, ale pokochała Logana. Spodziewała się osiągnąć karierę, a dostała dużo więcej. Ma wspaniałych przyjaciół. Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek telefonu. Spojrzała na wyświetlacz gdzie pokazał się numer zastrzeżony. Zawahała się na moment, ponieważ nie lubiła odbierać takich połączeń, jednak tym razem się przemogła, aby sprawdzić kim jest ten Nieznajomy:
M: Halo?
N: Marla Steward?- po drugiej stronie słuchawki odezwał się męski głos, którego nie znała i chyba był czymś tłumiony, jakby ktoś mówił przez materiał.
M: Tak, ale kto mówi?- czekała na odpowiedź, ale nikt się nie odezwał.- Halo! Jest tam kto?
N: Nie ważne kto mówi...- odpowiedział.
M: Czy to są jakieś żarty?!- oburzyła się.
N: Wkrótce się przekonasz, że nie. Wiem o każdym twym kroku i...- nie mogła tego dalej słuchać i rozłączyła się. Przeszedł ją dreszcz. To musiał być któryś z kolejnych psychicznych fanów. Rozejrzała się dyskretnie dookoła, a następnie ruszyła w dalszą drogę.




* Na początek chciałabym uprzedzić, że Diany nie ma w zakładce Bohaterki, ponieważ nie jest ważną postacią, która miesza w fabule :D Jeszcze tylko jeden rozdział i koniec :) Jeszcze trochę się przemusicie z tymi kończącymi się watkami ;) Z mojej strony to tyle. Przypominam, że dzisiaj wstawiłam też posta na drugiego bloga, więc zapraszam. To straszny dzień, więc jeśli macie jakieś pytania to odpowiem na nie potem. MATURA Z MATMY!!! Oby zdać ;) A! Z tego też powodu uprzedzam, że mogę nie mieć czasu na czytanie Waszych blogów, więc nadrobię to jutro, ok?
Dziękuję za 8 tysięcy wyświetleń :* Do wtorku :*

PS Jestem troszkę zawiedziona ilością komentarzy pod ostatnią jednorazówką. Osobiście uważam, że to jedna z lepszych i się na nią najbardziej namęczyłam. Szkoda, że tego nie doceniacie. Mam rozumieć żeby nie pisać kolejnej ?


sobota, 3 maja 2014

Rozdział 37

Marla już przeżyła wcześniej coś takiego. Tłumy fanek, głośne piski. Na szczęście nie musiały stać w korkach i przepychać się na swoje miejsce. Przypomniała sobie jak to ona czekała na ich ostatnio na  koncercie. Wspomnienia wracały. Tym razem dzięki przepustce od Lucy może dostać się gdziekolwiek tylko chce. Dziewczyny przepchały się bocznym przejściem na sam przód. Niedługo mieli wyjść na scenę. Była taka podekscytowana.
- Lucy! Ja nie wytrzymam czekania przez cały koncert!
- A chcesz go przerwać?
- No nie…
- No to żeby uzyskać lepszy efekt poczekasz. Czy ten transparenty jest dość duży żebyśmy się dwie za nim zakamuflowały?- obejrzała go.- Ok. Jest w porządku. Mieszczę się.
Na scenie zgasły na chwilę światła. To znaczy, że za chwilę pojawią się. Muzyka zaczęła grać, światła wszędzie rozbłysły w różnych kolorach, usłyszała ich głosy.
- Witamy Londyn!- krzyknął do widowni Kendall.
- Zróbcie hałas!- podniósł ręce do góry Logan. Serce jej mocniej zabiło. Brunet stał tak niedaleko od niej, po kryjomu wychylała głowę by zobaczyć jego twarz.
- Macie ochotę na zabawę z Big Time Rush?- zapytał James. Tłum fanek oszalał i zaczął piszczeć.
- To zaczynamy!- podskoczył Carlos.
Zaczęli śpiewać główną piosenkę ze swojego trzeciego albumu. Pojawiło się więcej świateł oraz więcej pisków. Chłopaki pałali energią tańcząc na scenie co najbardziej lubiła. Na sercu zrobiło jej się cieplej i milej kiedy zobaczyła, że tańczą jej choreografię. Wzruszyła się odrobinę. Jednak miała się na baczności. BTR ciągle rozglądali się po scenie. Uśmiechali się do każdego. Dziewczyny, które były najbliżej sceny skakały z radości kiedy mogły dotknąć ich ręki kiedy się zbliżali. Marla i Lucy dobrze się bawiły, lecz czekanie było męczące. Szatynka należy do osób, które są strasznie niecierpliwe. Z nerwów trzęsła transparentem. Logan nawet kilka razy się uśmiechnął kiedy zobaczył jej transparent. Na pewno sprawiło mu to przyjemność. Po połowie koncertu byli już spoceni, ale głosy im nie słabły. W końcu nastąpiła krótka przerwa, w której przebierają się, nawilżają gardła i ogólne takie przygotowania do kontynuacji.
Wszyscy pojawili się w czarnych czapkach. Tylko Logan nosił ją daszkiem do tyłu, tak jak zawsze. Mieli na sobie granatowe bluzy, czarne workowate spodnie, a do tego idealnie komponujące się srebrne obuwie. Po dobrej zabawie nadszedł czas na klasykę każdego ich koncertu: Worldwide. Każdy wiedział, że BTR przy tej piosence bierze kogoś na scenę, a ta farciara ma zaszczyt być u ich boku. Obsługa przyniosła pięć krzeseł. Widownia piszczała tak głośno jak pozwalały im na to gardła.
- Słuchajcie!- zaczął Logan.- Kto chce z nami zaśpiewać na scenie? Marla spojrzała się na Lucy. Ta samym wyrazem twarzy odradziła jej wychylanie się. Chciała to zrobić. To było jej marzenie… aby wyciągnęli ją na scenę. Opowiadała o tym Loganowi. Zabrakło jej odwagi na wychylenie się zza sloganu. Nie rozumiała czemu Lucy tego nie rozumie, ale udało jej się ją zniechęcić. Patrzyła jak Carlos ruszył w na widownie gdzie osłaniali go obok ochroniarze. Złapał jakąś blondynkę w burym sweterku za rękę i poprowadził ze sobą. Było jej smutno z tego powodu. Patrzyła na tą szczęściarę. Wyobrażała sobie, że to ona mogła być na jej miejscu, ale jest tutaj.
- Lucy?- krzyknęła do niej, bo nic nie było słychać.
- Nie teraz. Zaufaj mi!- wyprzedziła jej pytanie rockmenka.
Piosenka doszła do końca i blondynka zeszła ze sceny gdzie jej koleżanki czekały na nią z niecierpliwością.
- Niestety powoli zbliża się koniec…- rozpoczął wątek James.
- Ale na koniec mamy coś jeszcze!- dodał Kendall.
- To jest zupełna nowość i nikt z was jeszcze tego nie słyszał.- uśmiechnął się Carlos.
- Nikt, prócz jednej osoby.- dodał Logan.- Ta wyjątkowa dziewczyna jest autorką tekstu i zadedykowała ją nam, więc ją dzisiaj zaśpiewamy. Ma tytuł: I’m sorry I’m leaving.
- On mówi o mnie!- ucieszyła się Marla.
- Lecz nie możemy jej piosenki bez niej zaśpiewać. – kontynuował. Nie wiemy też czy jest tutaj z nami czy jej nie ma, więc może ją zawołamy. Może ją już poznaliście… - rozejrzał się z nadzieją.- Marla? Jeśli jesteś wśród nas przyjdź na scenę. Proszę…- dodał.

Logan rozglądał się dłuższą chwilę. Na widowni rozległo się drobne zamieszanie. Wszyscy szukali piosenkarki wokół siebie.
- Spokojnie…- szepnął mu na ucho Kendall. Logan kiwnął od niechcenia.
- Zawołajmy ją!- krzyknął James.- Marla! Marla!...- tłum zaczął wołać jej imię aż po chwili rozniosły się oklaski. Logan zdezorientowany spojrzał w bok tam gdzie patrzyła reszta fanek i zespołu. Po scenie powoli kroczyła Marla. Kiedy się zobaczyli nie mogli się powstrzymać. Rzucili się sobie w ramiona.
- Potem dokończycie.- Kendall położył jej rękę na ramieniu.- A teraz śpiewajmy!- rozległ się pisk.
Widownia z tej perspektywy wyglądała zupełnie inaczej. To było niesamowite przeżycie. Nie miała próby, więc Carlos szepnął jej na ucho, żeby śpiewała refren, a dalej leciała na spontana. Wszystko poszło zgodnie z planem. Pod koniec wystrzeliły zimne ognie. Pożegnali się z fanami i razem weszli za kulisy.
Kiedy tylko stali się niewidoczni znowu rzucili się na siebie jakby nie widzieli się od lat. Pocałowała go. Kendall, James i Carlos udawali, że wcale tego nie widzą. Stali z boku i cieszyli się, że wszystko dobrze się skończyło.
- Przepraszam cię za to wszystko…- powiedział jej do ucha kiedy trzymał głowę na jej ramieniu.
- Nie ma za co. To ja przepraszam, że ci nie uwierzyłam. Zapomnijmy o tym.
- Zabierz swoje rzeczy i jedź z nami w trasę. A potem wrócimy do Ameryki i będzie tak jak dawniej.
- Dobrze.- uśmiechnęła się. Wargi drżały jej od wzruszenia.
- A my to co?- zapytał Carlos.
- Grupowy uścisk!- zapodał James. Wszyscy objęli się najmocniej jak mogli.

Dwa wielkie busy stanęły pod jej domem. Jeden brązowy gdzie królowali James i Carlos, drugi zaś niebieski gdzie przebywali Logan oraz Kendall. Marla wysiadła z niebieskiego pojazdu. Wróciła do domu, aby pożegnać się z rodzicami i zabrać swoje rzeczy. W domu czekała na nią również Monica. Posmutniała, bo jej koleżanka znowu ją opuszczała. W tej samej chwili próbowała na siłę ukryć swoją zazdrość, że Marla towarzyszy jej ulubionemu zespołowi w trasie. Niedawno przyjechała z ich koncertu, ale wcześniej nie załapała się na autograf. Oddała Marli pożyczoną składankę. Ruda dziewczyna o zielonych oczach spojrzała rozpaczliwie na Marlę. Ta nie mogła jej tak zostawić. W sumie to mogła, ale postanowiła, że coś dla niej jeszcze zrobi. Otrzymała pozdrowienia od rodziców i ze swoją koleżanką wyszła z domu. Szatynka zapukała w oba busy. Ich twarze można było po chwili zobaczyć w oknie, a najbardziej twarz Carlosa, którego nos rozpłaszczał się na szybie. Dała im znak żeby tu przyszli. Gdy Monica zobaczyła, że BTR stoi przed nią, ugięły jej się nogi. Dostała autograf i ciepły uścisk od jej ulubieńca Jamesa. Marla pożegnała się z nią i kazała pozdrowić wszystkich znajomych od niej. Logan wziął jej bagaże, a następnie spakował do ich pojazdu, ponieważ u nich było więcej miejsca. Lucy jeździ razem z Jamesem i Carlosem. Po raz drugi żegnała ten dom. Znowu poczuła się jakby jechała do Ameryki. Tym razem czuła się o wiele lepiej.

Nigdy nie przepuszczałaby, że autobus może tak wyglądać od wewnątrz. Środkiem przypominał skompresowany w dość wygodnickim pomieszczeniu mieszkanie. Można było przejść normalnie jak gdyby korytarzem. Po lewej stronie znajdowały się siedzenie wyglądające jak kanapa, po prawej kącik kuchenny. Za następnym wejściem był ich, jakby to ująć… mini sypialnia. Dwa składane łóżka, na których panował porządek. Szafka na ubrania i osobiste rzeczy. Była nawet łazienka.
- To przez Logana jest tu tak czysto.- powiedział Kendall kiedy oprowadzał ją po wnętrzu.- Jest jak kura domowa.
- Uważaj, bo przestanę w końcu zbierać po tobie twoje łachy.- zagroził mu Logan.
- A kto ci kazał je zbierać?
- Nikt dopóki się o nie przewróciłem!- plasnął go w potylicę.
- Jedne spodenki i tyle hałasu…- mruknął żartobliwie.- Przecież normalnie trzymam porządek.- dodał.- Możesz spać na kanapie. Jest nawet wygodna. A tu połóż swoje rzeczy.- poinstruował szatynkę.
- Ok.- usiadła.- Zapomniałabym… musieliście się przeprowadzać? Myślałam, że wam tam dobrze.
- Było nam tam dobrze i nadal jest.- westchnął Logan.- Ale wiesz, zasady są proste. Mieszkają tam ci, którzy nie są popularni. My jesteśmy już jakieś czas, ale daliśmy namówić właściciela hotelu żebyśmy zostali tam jakiś czas. Sentymenty, znajomości i te sprawy… Jednak w końcu umowa się skończyła. Zresztą było nam tam ciasno i powoli nie mogliśmy znaleźć sobie miejsca.
- Zapomniałeś dodać, że paparazzi kręciło się wśród nas i narażaliśmy innych domowników, więc za to głównie chcieli się nas pozbyć. Ciebie też to kiedyś spotka.- uśmiechnął się Kendall mrużąc oczy spod swoich gęstych brwi.
- Yyy, to też. No i jak mówiłem Gustavo załatwił nam mieszkanie niedaleko Palmwoods i wytwórni żeby było dość szybko się dostać. Tak przeprowadziliśmy się na prywatną ulicę… niedaleko.
- Szkoda… fajnie było mieć was za sąsiadów.
- Mnie też jest szkoda, ale to nie jest koniec świata. Codziennie możemy się odwiedzać.
- O! Dzwonią…- powiadomił ich Kendall kiedy ten siedział przy laptopie. James i reszta brązowego autobusu próbowała się z nimi połączyć. Tak ze sobą rozmawiają między pojazdami, 
rozmową wideo. Wszyscy wetknęli nosy w monitor i zaczęli rozmawiać.



* Wiem, lamersko wyszło. Tak miluśko wyszło, a przecież lubicie cierpienie innych  :D Przemożecie się jeszcze przez jakiś czas. Koniec części przepowiadam na rozdział 39 :) Ponieważ jesteście tym tak znudzeni, przekierowuję Was na nową jednorazówkę Possessed ( znajdziecie ją też w zakładce Jednorazówki). Specjalnie dla Chrisa, który czekał na to miesiąc :* Ostrzegam, że jest pokręcona, więc musicie uodpornić mózgi :)

Do wtorku :*

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 36

Marla spędzała w Londynie już tydzień. Jej rodzice cieszyli się z jej odwiedzin. Gratulowali jej po raz kolejny sukcesu. Byli z niej bardzo zadowoleni. Niestety ona nie potrafiła cieszyć się razem z nimi. Spotykała się ze starymi znajomymi. Mieli do niej mnóstwo pytań. Okazało się, że Marla jest bardziej popularna w Anglii niż w Ameryce. Koleżanki pękały z zazdrości, że Marla spotkała BTR. Chciały wiedzieć o nich wszystko, ale nie było jej przyjemnie o tym rozmawiać. I trudno było też o nich zapomnieć. W końcu ich popularność też nie kończyła się w USA, a wszędzie na mieście, w Internecie były informacje o zbliżającej się trasie koncertowej BTR. Znajomi oblegali ją prosząc czy przypadkiem nie wkręci ich za kulisy, ale odparła, że ona nie wybiera się na koncert. I na tym wszystkie tematy dotyczące zespołu się urwały. Nikt potem nie zapytał o nic. Czuli, że musiało się coś stać skoro wróciła i najprawdopodobniej jest to związane z BTR. Marla przysięgła sobie, że gdy usłyszy od nich cokolwiek z nimi związane, ktoś puści piosenkę albo pokaże plakat to się obrazi. Czuła, że ani z Lisą ani Monicą, jej najlepszymi koleżankami ze skończonej szkoły, nie może długo przebywać, bo nie daje sobie już rady. Tylko w domu czuła się bezpiecznie. Mama i tata nie zadawali jej zbędnych pytań. Traktowali ją tak jakby przez te ponad trzy miesiące cały czas była w domu i to ją cieszyło.

Nie mogła wyjść do sklepu po zakupy jak to jeszcze niedawno. Gdy wędrowała z koszykiem po supermarkecie, znalazły się osoby, które zerkały na nią i zachwycone szarpały koleżankę żeby zobaczyła kto właśnie idzie tamtym działem. Marla odczuwała powoli minusy bycia popularnym. Nie było nic złego, że ludzie na ulicy proszą ją o autograf, ale myślała, że przynajmniej raz przejdzie się po mieście tak jak dawniej… jako zwykła dziewczyna, niezauważana przez nikogo. Nawet jej były chłopak z czasów kiedy jeszcze chodziła do artystycznego liceum, Nick, zaczął się nią na nowo interesować. I akurat to sprawiło jej przyjemność, że tym razem to ona dała mu kosza.
Przy namowie znajomych Marla zaakceptowała zaproszenie od dyrektora Domu Kultury w Londynie i wystąpiła na scenie. Mieszkańcy uwielbiali jej śpiew. Zarobione pieniądze postanowiła zainwestować w gitarę. W sklepie widziała taką przepiękną i niebieską. Przypomniała sobie, że James, a potem Kendall obiecali jej, że nauczą ją grać. Ciągle myślała o Loganie i reszcie, ale już nie czuła się tak fatalnie. Otoczenie pomogło jej się w tym oswoić.

Kilka dni później Marla zeszła jak co dzień na dół na śniadanie. Mama podała jej jajecznice, tosty oraz ciepłe kakao. Umyła się i ubrała. Następnie otworzyła laptopa i jak to każdego dnia, wchodziła na swoje konto na portalu społecznościowym. Czatowała, odpowiadała na pytania od fanów na specjalnym, oddzielnym dla fanów koncie. Lubiła tam wchodzić. Sprawiało jej przyjemność, że tyle osób uwielbia ją. Ale są tak zwani hejterzy. Nie zwracała na nich uwagi. Czasami nawet śmiała się z ich kreatywnych komentarzy. Spojrzała na licznik wyświetleń jej teledysku. Ogromna dla niej liczba. Nagle otrzymała od kogoś pytanie: Czy idziesz dziś na koncert BTR? I czy zaśpiewasz z nimi? Nie chciała odpowiedzieć na to pytanie, ale w końcu się skusiła: Niestety nie, ale polecam. To świetny zespół. Nagle z dołu dało się dosłyszeć wołania mamy:
- Marla! Zejdź na dół! Masz gościa. Koleżanka…
- Poproś ją do mnie na górę. Nie chce mi się schodzić!- krzyknęła mając nadzieję, że to Monica. Czekała aż koleżanka odda jej płytę ze składanką. Usłyszała pukanie do drzwi.- Wejdź.- powiedziała nie spuszczając wzroku z monitora.
- Cześć…- usłyszała ten mocny i znajomy głos. Spojrzała na gościa. Wstała i nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
- Lucy? Co ty tutaj robisz?
- Nie przywitasz się?- dziewczyny rzuciły się sobie w objęcia.- Przyszłam cię odwiedzić. Na szczęście jeszcze pamiętałam twój adres.
- Trudziłaś się, aby mnie zobaczyć?
- Powiedzmy, że jechałam na gapę. BTR jest na trasie, więc dołączyłam do nich żebym mogła ciebie odwiedzić. Przepraszam… może ty nie chciałaś w ogóle o nich rozmawiać…
- Nie, nic się nie stało. W sumie…- stęskniła się za nimi.- Możesz mi powiedzieć co tam u nich słychać. Usiądź. Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki. Chciałam cię poprosić, abyś wróciła. Ah, miałam się powstrzymać z tą prośba na później, ale tęsknie za tobą, wszyscy odczuwają twoją nieobecność. I zanim coś powiesz to wiedz, że jeśli masz nadal jakieś przykre wspomnienia z tamtym miejscem i nie chcesz nadal widzieć Logana na oczy to musisz coś wiedzieć. Już go tam więcej nie zobaczysz.
- Dlaczego?- nadal była na niego zła, ale trochę zmartwiła się tą wiadomością.
- Chłopaki już nie mieszkają w Palmwoods, a raczej nareszcie nie mieszkają. Wiesz… ten hotel to miejsce dla ludzi, którzy chcą stać się sławni i coś osiągnąć, a oni mają to zaliczone. Byli tu tylko ze względu na otoczenie, znajomych. Sami stwierdzili, że robi im się ciasno w tym mieszkaniu. Na szczęście nie muszą rezygnować z tego. Mieszkają teraz tylko kilometr dalej od hotelu. I takie tam.
- Uf… a ja już myślałam, że z mojego powodu się przeprowadzili.
- Też.- dodała.- A wiesz, że James kupił psa? Taki mały, słodki. Nazywa się Fox. Wcześniej nie mógł mieć zwierzaka, bo w hotelu jest zakaz. To jego oczko w głowie, a ja trochę zazdrosna jestem z tego powodu. No i jakoś tam leci. Ja kończę płytę. Zobaczy się co z tego wyjdzie.
- To gratulacje.
- Dzięki.- rozejrzała się po jej pokoju.- Ładnie tu sobie mieszkasz.
- Ta aranżacja jest jeszcze z czasów gimnazjum, ale nadal mi się podoba.
- To co? Wrócisz do Palmwoods?
- Nie, nie jestem przekonana. Niby pobyt tu mi pomógł. Spotkałam się z najbliższymi. Tutaj też mogę być kimś.
- Daj spokój. Chcesz przenosić karierę za ocean? Ja rozumiem, że to jest twój dom, tu jest twoje miejsce, rodzina. Ale zawsze możesz ich odwiedzać. Zresztą w Ameryce czeka cię miła niespodzianka.
- Jaka?
- Music Awards i takie tam. Dostałaś nominację i coś jeszcze, ale nie powiem. To nie jest oficjalna wiadomość, więc nie mogę się wygadać.
- Nie spodziewałam się, że w tak szybkim czasie coś osiągnę. Coś czuję, że chcesz mi jeszcze coś powiedzieć. Widzę to w twoich oczach.
- Zgadłaś. Logan poprosił mnie, abym ci coś wytłumaczyła…
- Nie, ja nie chcę tego jeszcze raz słuchać.
- Ale poczekaj. Nie wiem dlaczego jego list cię nie przekonał, ale…
- Jaki list?- podniosła brwi.
- Jak to jaki? Ten, który ci wsunął pod drzwi tego dnia, jeszcze przed twoim przyjazdem. Nie czytałaś go?
- Ja go nawet nie dostałam.- posmutniała.
- To dziwne. Było w nim napisane, że Logan ma dowód, że Camille to uknuła. Nagrał ich rozmowę, z której można to wywnioskować.
- Camille opowiada różne rzeczy…
- Wiedziałam, że to cię nie przekona, więc mam coś jeszcze. Tamtego dnia poszłam do Alexy tłumacząc jej co się stało. Okazało się, że miejsce było monitorowane. Kilka dni zajęło mi zdobycie płyty z nagraniem, bo nie łatwo o takie rzeczy jeśli nie jest się gliną czy kimś tam. Alexa się o to postarała.- wyjęła z czarnej torebki płytę.- Na tej płycie jest nagranie z tamtego wieczora, na balkonie. Wszystko widać i słychać. Daj mi tego laptopa.- wzięła komputer i włożyła krążek do środka. Lucy odtworzyła plik. Marla spojrzała na ekran. Obejrzała to w całości i nie mogła uwierzyć w to co widziała. Wyraźnie było widać, że to Camille go napastowała, a Logan ją potem odsunął od siebie. Wsłuchała się w każde słowo jakie wypowiedział na jej temat. Marli zabrakło słów na opisanie tego. Czuła się źle z tym, że nie dała mu dojść do słowa i nie wierzyła mu. Żałowała, że do tego doszło.
- Nie do wiary… Jaka ja byłam głupia i uparta!
- Widzisz? Mówiłam ci, że to zwykłe nieporozumienie. On cię kocha! Ciągle myśli o tobie. Wpadał w szał kiedy nie odbierałaś telefonów od niego, nie odpowiadałaś na wiadomości i każdą próbę skontaktowania się z tobą. Postarał się o przyspieszenie trasy specjalnie dla ciebie. Pakuj się, a po południu jedziemy na koncert. A potem w trasie wszyscy razem wrócimy do Los Angeles.
- Dobrze. Poczekaj, muszę wytłumaczyć wszystko mamie.- zeszła na dół.

Rodzice zrozumieli jej decyzję. Była w końcu dorosła. Zatelefonowała do znajomych informując ich o wyjeździe. Lucy pomogła Marli się spakować. Mama Marli zaprosiła ją na obiad. Spokojnie przy obiedzie angielscy rodzice mogli poznać przyjaciółkę swojej córki, z którą mieszkała w Ameryce.
Niecałą godzinę przed rozpoczęciem koncertu Marla zorientowała się, że przecież nie ma biletu. Lucy uspokoiła ją wyciągając dwie przepustki dla VIP.
- Dobra. BTR nie mają pewności, że tam będziesz, dlatego zrobimy im niespodziankę.
- Może na sam koniec kiedy w ogóle stracą nadzieję… Tak… Przecież nawet ja tego nie wytrzymam!- zdenerowała się szatynka.
- Spokojnie. Zachowaj się tak jakbyś była zwykłą Rusherką na koncercie, która nie miała z nimi do czynienia. Ciesz się tak samo jak reszta. Idziemy w końcu na koncert, więc musimy się zabawić.
- Masz rację. Wiem. Będziemy gdzieś przy samej scenie, więc wezmę swój transparent z tamtego roku żeby mnie nie zobaczyli. Schowamy się za nim. Jest dość duży.- Otworzyła szafę. Nie mogła go znaleźć. W końcu znalazła go zwiniętego w rulon na samej górze. Marla rozwinęła transparent z napisem: Kocham Big Time Rush.- A wiesz co? Zmieści mi się jeszcze coś pod spodem. Wzięła marker i dopisała: Kocham Logana!
- Super, a teraz idziemy.
- Mamo. Zostawię walizkę na korytarzu. Przyjdę po nią wieczorem.- dała znak mamie i wyszła. Taksówka czekała pod domem, aby zawieść je do centrum gdzie miał się odbyć koncert...





* Pod wcześniejszym postem pisaliście co takiego mógł wymyślić Kendall, a podpowiedź była tam zawarta... ( kiedy James przypomniał o zbliżającej się trasie do Anglii). Ale nie chciałam Wam tego mówić żeby Was trochę pomęczyć ;p Przepraszam :*
Dziękuję również za udział w ankiecie. 93 % ankietowanych spodobały się zmiany dotyczące wyglądu bloga, pozostała reszta uznała, że może być :) Nie znalazłam hejtera, który by wcisnął, że mu się nie podoba :D

Do soboty :*

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 35

Logan w końcu wrócił do mieszkania. Był przybity. Niedawno jego życie straciło sens. Na miejscu byli już jego przyjaciele.
- Co ci się stało?- zapytał Carlos.
- Biegłem z kilometr…albo i więcej.- zdjął czapkę i rzucił ją na krzesło. Odłożył okulary na komodę. Bez tego wyglądał jeszcze gorzej, ale nikt mu tego nie powiedział. Nie wiedzieli o co chodzi, ale nie chcieli go denerwować. Logan zauważył, że Carlos trzyma w ręce kopertę.- Co to jest?
- Właśnie wróciliśmy i to leżało na ziemi. Miałem to właśnie otworzyć.- spojrzał na kopertę.- Dziwne… jest zaadresowana do mnie, Kendalla i Jamesa, ale twojego imienia na niej nie ma.- rozwinął list.
- Czytaj głośno.- powiedział James.
- Drodzy Przyjaciele,
Piszę ten krótki list, aby Was powiadomić o tym, że wylatuję do domu. Nie będę pisać dlaczego, bo możecie o to poprosić Logana. Muszę to wszystko przemyśleć na spokojnie. Nie będzie mnie w Ameryce góra miesiąc i być może gdy wrócę, to nie do Palmwoods. Nie chciałabym żegnać się z Wami na zawsze. Jeszcze nie wiem co z tym zrobię. Muszę zebrać myśli na spokojnie. Przepraszam, że musiałam zakończyć naszą współpracę oraz znajomość. Nie przejmujcie się mną. Z bólem serca żegnam się z Wami. Nigdy Was nie zapomnę. Jesteście najlepsi. Marla.
- Logan?- zapytał Kendall.- Co tu się wydarzyło?
- Jak to wyleciała? Tak po prostu?- zdziwił się James.
- Dobra. Powiem wam od początku jak to było.- Logan opowiedział im wszystko ze szczegółami. Chłopaki słuchali uważnie łącząc fakty i próbując go zrozumieć.- I tak to wyglądało właśnie.
- Nie znałem jeszcze takiej Camille…- westchnął Carlos.
- A ty, Logan. Jesteś głupi!- podsumował Kendall.- Dałeś się tej swojej byłej tak podejść. Do tego w ogóle nie powinno dojść. Trzeba było na tym balu z samego początku posłać ją do diabła!
- No. Jesteś najmądrzejszy, ale to ty ostatnio pakujesz się w największe kłopoty.- założył ręce James.
- Może ja do niej polecę…- pomyślał głośno brunet.
- To nie ma sensu.- odrzekł lider.- Nie chciała ciebie wysłuchać tutaj to nie zrobi tego tam. Ona potrzebuje czasu.
- Czy ktoś mi doradzi co mam więc zrobić?
- Na razie nie możesz nic zrobić.- Latynos odłożył kartkę. Rozumiemy cię, ale dzisiaj musisz sobie odpuścić. Może gdy wróci to uda ci się z nią porozmawiać. Przecież będzie musiała wrócić się po resztę swoich rzeczy. Dowód masz, wszystko będzie dobrze.
- Taki sobie ten dowód.- westchnął James, który sądził, że jednak jego przyjaciel powinien lecieć za nią. Nagle do Kendalla zadzwonił Gustavo. Nie odebrał. W końcu zadzwonił drugi raz. James namówił go, aby odebrał, bo jeszcze się na nich zemści.
- Gustavo, nie możesz zadzwonić później?... Tak… Nie… Jesteśmy trochę zajęci… Ok… Może tak być… Zobaczy się… No dobrze, nie krzycz… Cześć.- Kendall rzucił komórkę na poduszkę.- Gustavo chce nas wieczorem widzieć.
- Ja nie idę.- zaoponował Logan.
- No czego on od nas chce? Za dwa tygodnie jedziemy w trasę, a potem mamy dwa miesiące odpoczynku!- James wstał i poszedł do łazienki. Był trochę zły na Logana, że Marla wyjechała bez słowa, ale starał się to zrozumieć. Carlosowi i Kendallowi też było przykro, że tak nagle postanowiła ich zostawić. Współczuli Loganowi. Widzieli w jakim jest stanie.
Logan czuł się wewnętrznie rozerwany. Z jednej strony chciał lecieć do niej i jej wszystko wytłumaczyć. Wyjaśnić, że to była sprawka mściwej Camille. Plus w tym, że więcej jej nie zobaczy. Z drugiej strony bał się pomimo swojej niewinności. Dobrze wiedział, że nie będzie skora to przyjęcia informacji i go odrzuci. I być może ona rzeczywiście potrzebuje czasu. To już drugi raz kiedy Marla zawiodła się na nim, a obie sprawy tyczyły się Camille. 

Wieczorem Kendall namówił Logana, aby poszedł z nimi. Nie chciał, aby siedział sam w domu i ciągle o niej myślał. Wiedział, że to o co prosi jest bezskuteczne. Po namowach dał się zaciągnąć do Rocque Records. Gustavo czekał na nich w biurze.
- Nareszcie, pieski. Mam dla was ważną wiadomość dotyczącą Trójki.
- My już wiemy…- odparł Kendall.
- Właśnie. Jak mogłeś się zgodzić i ją tak po prostu wypuścić?- zapytał James.
- A co miałem zrobić? Przekonywałem ją żeby została, ale była bardzo zdecydowana. Nie mogłem zatrzymać jej siłą. Zawiesiłem współpracę z nią. Gdy wróci podpiszemy zerwanie umowy. No chyba powinniście to wiedzieć. I jeszcze jedno… Wiem, że pracę nad płytą zaczynamy w następnym roku, ale już mam dla was genialny kawałek.
- Musimy teraz?- jęknął Carlos.
- Nie każę wam się jej teraz uczyć. Chciałem wam tylko pokazać, bo w końcu będziecie ją śpiewać.- wstał i zasiadł do fortepianu. Zaczął stukać w klawisze. Z instrumentu wychodziły piękne dźwięki. Gustavo zaczął śpiewać. Wszyscy uważnie wsłuchali się w melodie i tekst. Logan zmarszczył brwi. Przypomniał sobie, że skądś kojarzy te słowa. W jego pamięci odtworzył się obrazek kartki z notesu Marli. Dobrze pamięta tamten dzień. Wpadł na nią na korytarzu i jej notatki rozsypały się. Została ta kartka, z tą piosenką.
- Na razie tyle.- skończył mężczyzna.- I jak?
- Jest genialna. To będzie hit.- zachwycił się James.
- Ja jej nie zaśpiewam.- odparł Logan.
- Dlaczego? Jest świetna!- uśmiechnął się Carlos.
- To piosenka Marli…- odpowiedział. Wstał i bez słowa wyszedł.
- No tak… chciałem wam teraz powiedzieć. Piosenka jest od Trójki dla was w prezencie, na pamiątkę.
- Ta piosenka?- zdziwił się Kendall.
- Dobra. Idźcie już. Rozumiem sytuację, głupi nie jestem.
Chłopaki wyszli z pomieszczenia.
- Logan! Czekaj!- zatrzymał go blondyn.
- Wszystko mi się z nią kojarzy. Wszędzie gdzie nie spojrzę to ją widzę. Mógłbym nawet być z nią gdyby miała na sobie te musztardówki i ten sztuczny aparat, no wszystko… ale żeby tu była.
- Spoko, stary…- poklepał go po plecach blondyn.- Ja coś wymyślę...i chyba wiem co.- James skojarzył o co mogłoby mu chodzić po głowie jakby czytał mu w myślach i mimowolnie się uśmiechnął.






* To chyba jeden z najkrótszych rozdziałów jaki się tu pojawił. Jakoś tak wyszło. Mam nadzieję, że pomimo tego macie coś do powiedzenia. Musicie wiedzieć, że historia ta dobiega końca. Spokojnie, dopiero pierwsza część :) To dopiero początek :*
Ponieważ mam dwa blogi, tak się złożyło, że codziennie od wtorku do soboty coś dodałam  Szaleństwo. Należy mi się jakaś nagroda za rozrzutność :) Ale to się więcej nie powtórzy :*

Do środy :*

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 34

Następnego dnia z samego rana dziewczyna podniosła się z łóżka. Nie budząc Lucy, poszła ogarnąć się w łazience. Nawet przyjemny poranny prysznic nie pomógł jej poprawić  humoru. Wiedziała, że czekają ją jeszcze dwie rozmowy. Musi wytłumaczyć się Lucy dlaczego wyjeżdża i powiedzieć Gustavo, że bierze urlop. Nic nie zjadła, nie była głodna. Po kwadransie wstała jej lokatorka. Była strasznie niewyspana.
- Ooo… Kopciuszek tak wcześnie rano wstał?- zapytała czerwonowłosa.- Co tak szybko się wczoraj zmyłaś i to po cichaczu, uaaaah…- ziewnęła.
- Wyjeżdżam.- oznajmiła krótko.
- Gdzie tym razem? Tylko postaraj się wrócić na obiad. Dziś wracam wcześniej i robię coś dobrego.
- Lucy… ja nie wrócę na obiad.- zeszkliły się jej oczy. Lucy wyczuła, że coś się stało.
- Dobra. Co się dzieje?
- Wczoraj widziałam jak Camille i Logan…- załamał jej się głos.- Całowali się. Widziałam na własne oczy.
- To na pewno jakieś nieporozumienie…- próbowała przekonać ją, choć sama osobiście myślała czy to było możliwe.
- Nieporozumienie? Widziałam… była przyklejona do niego jak rzep do psiego ogona. Jak to zobaczyłam to nie wytrzymałam. Uciekłam i wzięłam taksówkę.
- Ale rozmawiałaś z nim o tym?
- Nie! Nie chcę z nim rozmawiać. Nie chcę, aby mi się tak tłumaczył jak wcześniej Camille, bo sama bym mu przywaliła w twarz. Samolot do Londynu mam o pierwszej, czyli…- spojrzała na zegarek.- Czyli za niecałe pięć godzin.
- Proszę cię! Nie możesz wyjechać! Na zawsze?- Lucy błagała ją, aby zmieniła zdanie.- Nie warto z tego powodu uciekać!
- Wiem, ale ja potrzebuję odpocząć. Złapać powietrza. Nie na zawsze. Może na dwa tygodnie, góra miesiąc. Muszę odciąć się od Logana i wszystkiego co mi się z nim kojarzy.
- A jak wrócisz?
- To raczej nie tutaj…
- Co ty mówisz? Przemyślałaś już to? Działasz zbyt pochopnie.- ożywiła się jeszcze bardziej.
- Jak tu wrócę to tylko po to, aby zabrać resztę swoich rzeczy. A karierę, tak jak ty, przeniosę do innego miasta. Dlatego muszę porozmawiać z Gustavo.
- Nie, nie, nie… Ja nadal uważam, że robisz źle. Na spokojnie powinnaś to jeszcze raz przemyśleć i pogadać z Loganem. Nie możesz tak uciec od niego bez słowa! A my?
- Będę z tobą utrzymywać kontakt, a nawet będziemy spotykać się gdzieś na mieście.
- A Kendall? James i Carlos?
- Tam gdzie oni tam i Logan. Uwielbiam ich, ale na razie nie mogę z nimi rozmawiać. I proszę, nie zmuszaj mnie do zmienienia decyzji, bo to ci się nie uda. Wiem, że może to wygląda jak ucieczka, ale ja tak dalej nie pociągnę. Logan mieszka kilka drzwi dalej. Jak ja mam z tym żyć?
- Tak jak Camille musiała z tym żyć!
- Dobre ujęcie musiała, ale już nie musi. Wyjeżdża też dzisiaj. Proszę cię, nie dzwoń do niego. Nie chcę żeby tu przychodził. Wybacz, ale muszę iść do Gustavo.- wzięła małą torebkę i wyszła.
Lucy załamała się. Nie wiedziała co myśleć. Nie mogła dopuścić do jej wyjazdu. Miała gdzieś czy będzie na nią zła czy nie kiedy go powiadomi. Na razie do niego nie zadzwoniła. Pomyślała, że kiedy wróci jej lokatorka to jeszcze namówi ją na powrót.
Marla tymczasem nerwowo maszerowała do wytwórni. Bała się tej rozmowy. Szef jest wybuchowym człowiekiem i bardzo żywiołowym. Niestety musiała stawić mu czoło. Gdy doszła na miejsce, zapukała delikatnie i weszła.
- Cześć, Gustavo…
- Co tam, Trójka?- przekładał jakieś papiery. Były w rozsypce. Wziął łyk swojej ulubionej kawy.
- Chciałabym wziąć urlop.
- Słucham?- zakrztusił się.- Wiesz, że to teraz niemożliwe.- zaczął świdrować ją spojrzeniem.
- To w takim razie chciałabym zrezygnować ze współpracy.- wyjawiła plan B.
- Co?- podniósł głos, dziewczyna podskoczyła z przerażenia.
- Potrzebuję wyjechać na kilka tygodni do domu. Mam… problemy osobiste.
- Zdajesz sobie sprawę, że to zawaha się na twojej przyszłej karierze?
- Ta sprawa to coś o wiele poważniejszego, ale nie zamierzam rezygnować. Uznam to za promocję w ojczystym kraju. Tam też jestem popularna. Mniejsza o to… Kiedy przylecę z powrotem do Ameryki, nie wrócę tutaj. Przeniosę wszystko do innego miasta.
- Nie będę cię wprowadzać w błąd mówiąc, że tak nie można, bo można… Ale czy zastanowiłaś się nad tym? Pomyśl ile dzięki mnie zawdzięczasz. Tyle tu przeżyłaś i przepracowałaś. Chcesz to nagle opuścić? Co się w ogóle stało? Chyba mam prawo do wyjaśnień.- rzekł sucho.
- Może gdy wrócę to porozmawiamy. Teraz nie mogę. O pierwszej mam samolot.
- Yhm… no trudno. Jeśli taka jest twoja decyzja… Na twoje konto wkrótce przeleją się pieniądze, a jak wrócisz to podpiszesz umowę rozwiązującą. Czyli na razie zawieszam współpracę z tobą. Chociaż wciąż będę miał nadzieję, że zmienisz zdanie. Bo wcale bym tego nie chciał.
- Nie wyglądasz na takiego.
- A co ja muszę wyglądać? Jeśli tak mówię to tak jest.
- To ja już pójdę…
- Poczekaj.- łyknął znowu kawy.- Co mam powiedzieć pieskom? Chciałem umówić was razem na wywiad.
- Zapomniałabym… powiedz, że ich bardzo przepraszam. I chyba się więcej nie zobaczę z nimi, więc chciałabym, abyś im coś ode mnie przekazał. Słyszałam, że prace nad nowym albumem zaczynają się dopiero w następnym roku…- wyciągnęła z torebki swój notes. Pomyślała, że mogłaby reszcie pozostawić po sobie jakąś pamiątkę.- Ale chciałabym im to dać.- podała mu kartkę ze swoim tekstem piosenki, którą napisała w pierwszym tygodniu pobytu w Ameryce: I’m sorry I’m leaving. W końcu spełni to swoją funkcję.
- Co to jest?
- To jest tekst piosenki. Moją ostatnią prośbą jest to, abyś przeczytał to i mocno zastanowił się. Chciałabym dać im tą piosenkę do albumu. Jeśli ci się spodoba oczywiście, jeśli nie…
- Ale to jest dobre…- zaczął czytać.- Bardzo dobre. Nawet mam już pomysł na nią.
- To się cieszę.- uśmiechnęła się na krótko.- Muszę już iść. Do widzenia.
- Do widzenia, Trójka. I jeszcze raz… zawsze będziesz tu mile widziana.
Marla wzruszyła się głęboko w sercu, bo takich słów od niego to nawet w święta mogłaby się nie spodziewać. Z bólem serca wróciła do hotelu. Poszła do recepcji powiadomić o wyjeździe. Potem załatwiła inne formalności. Wracając do mieszkania myślała ile czasu zajmie jej dojazd na lotnisko i pomyślała o wzięciu taksówki na dwunastą. Nie wiadomo czy będą korki na drogach, a nie chciałaby się spóźnić na samolot. Otworzyła drzwi od mieszkania. Przeniosła walizkę z pokoju na korytarz. Nagle z łazienki wyszła Lucy.
- Jesteś już… Proszę cię. Nie wyjeżdżaj. Co mam zrobić, abyś zmieniła zdanie?
- Czy ty mnie nie rozumiesz? Potrzebuję tego wyjazdu. Nie widzisz mnie przecież ostatni raz.
- Tchórz z ciebie! Chciałam po dobroci, ale jak chcesz! Wróciła do łazienki i zamknęła się w niej. Wykonała telefon do Logana.
- Co ty robisz?- zapytała Marla stojąc i nadsłuchując pod drzwiami.
- Dzwonię do Logana. Tak być nie może. Nawet jego nie wysłuchałaś!
- Otwieraj te drzwi! Nie zadzwonisz do niego!- zagroziła jej.
- A zadzwonię… o, już mam połączenie. Halo? Logan. Gdzie teraz jesteś?... To musisz szybko wracać… Bo Marla chce wylecieć za trzy godziny do Anglii i to przez ciebie!... Czekam.- rozłączyła się.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Się głupio pytasz. Popełniasz błąd. Obiecaj mi, że najpierw go wysłuchasz, a potem się zastanowisz.
- O nie, nie, nie.- poszła do swojego pokoju. Znowu zaczął dzwonić do niej Logan. Nie odebrała. Wyciszyła telefon. Pożałowała, że powiedziała jej o tym. Mogła wytłumaczyć jej później żeby nie miała czasu na żadne działanie, Logan nie zdążyłby wtedy wrócić na czas. Myślała co z sobą zrobić przez ten czas. Dopiero teraz zaczęła się stresować. Nie była gotowa na to spotkanie.

Logan tak szybko jak tylko mógł przyjechał do Palmwoods. Na drodze były korki, więc zajęło mu to niecałą godzinę. Rzucił wszystko. Miał ważne spotkanie, z którego wybiegł bez większego wytłumaczenia. Myślał tylko o tym co powiedziała mu Lucy. Zdał sobie sprawę w końcu, że Marla zobaczyła coś co opatrznie zrozumiała. Musiał jej to wytłumaczyć. Winda była za wolna na jego nerwy. Wbiegł szybko po schodach. Zapukał do jej mieszkania. Nadsłuchiwał krzyków swojej dziewczyny, która krzyczy na Lucy żeby nie otwierała. Po dłuższej chwili Lucy jednak otworzyła przed nim drzwi.
- Lucy? Wpuścisz mnie?
- Wejdź…- wszedł. Rozejrzał się. Nigdzie jej nie było. Zamknęła się w pokoju.- Marla! Posłuchaj mnie. Ja wiem jak to wyglądało, ale to nie tak jak myślisz. Popełniasz błąd…
- Chyba ty popełniłeś błąd!- krzyknęła.
- Otworzysz mi?- położył rękę na klamce.
- Nie! Wyjdź stąd! Chcę zostać sama!
- To w takim razie wytłumaczę ci wszystko przez drzwi. Posłuchaj… Camille przyszła. Rozmawialiśmy aż niespodziewanie mnie pocałowała. A wtedy ja…
- Tak, na pewno ci się podobało jak się tuliliście do siebie. Nie chce mi się słuchać tego jak naginasz tą sytuację.- otworzyła drzwi.- Wyjdź stąd.- złapała go i pchnęła do wyjścia. Zamknęła mu drzwi przed nosem.
- Ok! Udowodnię ci, że to pomyłka!- Logan zdenerwowany pobiegł na drugie piętro do Camille. Na wszelki wypadek włączył w telefonie dyktafon.
Walnął mocno w drzwi. Camille otworzyła mu. Na korytarzu były jej dwie wielkie walizki.
- O, Loggie…- uśmiechnęła się.- A jednak…
- Nie jednak! Idziesz ze mną do Marli powiedzieć jej jak było naprawdę!
- Nie krzycz na mnie…
- Jesteś śmieszna i żałosna!
- Dobrze. Mogę iść powiedzieć  jak było cudownie.
- Wiesz co? Ty nie masz wstydu. Żałuję, że cię poznałem. Mam nadzieję, że cię już więcej nie zobaczę.- poszedł. Wiedział, że nie ma na co liczyć z jej strony. Zrobiła to specjalnie.
- A ja mam nadzieję, że ty też jej więcej nie zobaczysz!- krzyknęła do niego wychylona głową zza swoich drzwi.- Trzeba było mnie nie zostawiać!- trzasnęła.
Logan zdenerwowany i cały czerwony ze złości wrócił do mieszkania. Odsłuchał nagrania. Miał w ręce pewnego rodzaju dowód na swoją niewinność. Wyjrzał przez okno. Lucy gdzieś poszła. Chłopak wziął kartkę papieru i napisał do Marli list:

Marla,
Chcę, abyś wiedziała, że wszystko co widziałaś było przez Camille zaplanowane od samego początku. Działała pod wpływem zazdrości i goryczy z powodu tego, że nie jesteśmy już razem. Chciała zemścić się na nas. Wiesz co mam na ten temat do powiedzenia. Jeśli chcesz usłyszeć prawdy to tylko ode mnie. Nagrałem moją rozmowę z Camille. Można z tego wszystko wywnioskować. Udowodnię ci, że to był jej chory spisek. Jeśli mi wierzysz i chcesz to wyjaśnić, będę czekał na ciebie przy fontannie o dwunastej piętnaście. Proszę cię, nie wylatuj. Kocham cię. Logan.

Złożył list i wsadził do koperty podpisanej jej imieniem.
Akurat tym korytarzem szła Camille. Chciała jeszcze raz pokazać swój triumf i zobaczyć jak cierpi. Schowała się za filar gdy zobaczyła, że Logan wychodzi z mieszkania. Obserwowała jak brunet wkłada pod drzwi białą kopertę. Zapukał dwa razy do drzwi i wrócił do siebie. Poczekała aż Logan zamknie za sobą drzwi. Camille podeszła pod jej mieszkanie. Rożek listu ledwo było widać. Paznokciem wydłubała resztę listu dopóki nie wyciągnęła go w całości. Szybko schowała się i zerkała zadowolona jak Marla otwiera ze zdziwieniem drzwi. Szybko je potem zamknęła. Dziewczyna otworzyła kopertę i przeczytała jej zawartość. Następnie porwała na drobne kawałeczki, po czym wyrzuciła do śmieci.

Marla spojrzała na zegarek. Wybiła godzina dwunasta. Nie wyglądało na to żeby Lucy miała wrócić jeszcze przed jej wyjazdem. Chyba się obraziła.- pomyślała. Postanowiła napisać list do BTR z jakimiś wyjaśnieniami. Fakt, bez słowa odejść nie mogła. W liście wytłumaczyła im dlaczego wylatuje, co zamierza i reszta innych szczegółów. Wsunęła im kopertę pod drzwi. Następnie zjechała windą do holu. Mężczyzna z recepcji wziął jej walizkę i włożył do bagażnika taksówki. Szatynka oddała mu klucz do lokalu. Zanim wsiadła, spojrzała na hotel cały piękny w swojej okazałości. Ścisnęło jej serce, że wyjeżdża. Gdyby miała się skądś żegnać, tak by to nie wyglądało. Uroniła łezkę wzruszenia. Wsiadła do taksówki i odjechała z terenu Palmwoods w kierunku lotniska.

Tymczasem Logan wyszedł z mieszkania. Snuł się w kierunku parku z nadzieją, że gdy dojdzie do fontanny to Marla do niego przyjdzie. Pełen obaw oraz nadziei jednocześnie szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię. Przysiadł w końcu na fontannie. Dziś park nie cieszył się wielką frekwencją. Dla niego może to i dobrze. Jedyną osobę jaką chciał akurat teraz widzieć to Marla. Spojrzał na wyświetlacz telefonu. Za pięć minut będzie ustalona godzina. Nie mógł usiedzieć w miejscu. Krążył przez cały czas wokół fontanny. Z minuty na minutę stresował się jeszcze bardziej. Nie spuszczał tarczy komórki z oczu. Zmarszczył smutnie brwi. Powinna się pojawić trzy minuty wcześniej. Może się spóźni…- dodawał sobie nadziei. Rozglądał się z każdej strony. Nigdzie jej nie było. Z daleka widział tylko jak taksówka podjeżdża pod hotel. Modlił się, aby nie po nią. Odetchnął z ulgą kiedy zobaczył przy samochodzie Camille. To nie było w jego stylu, ale cieszył się, że już jej nie zobaczy. Do nikogo jeszcze w życiu nie żywił takiej nienawiści. Pomyślał w duchu jak można z miłości przejść w nienawiść. Wszystko było możliwe. Obserwował jak dziewczyna rozmawiała z taksówkarzem wskazując miejsce gdzie stał on. Jeszcze tego by brakowało żeby przyszła tu śmiać mi się w twarz…- założył ręce. Nie pomylił się. Camille szła w jego stronę. Dziewczyna rozejrzała się.
- Loggie? Czekasz na kogoś?
- Nigdy więcej nie mów tak do mnie. Nie zasługujesz na to.
- Ona nie przyjdzie… jakiś czas temu opuściła hotel. Jak chcesz się przekonać to idź do recepcji. Jej klucz wisi na ściance.
- Nie…- Logan poczuł jakby dostał tępym narzędziem w głowę i serce.- A ty? Skąd wiedziałaś, że tu na nią czekam?
- Domyśliłam się.- skłamała.- Mniejsza o to. Na pewno w tej chwili dojeżdża na lotnisko.
Logan bez słowa pobiegł przed siebie. Biegł najszybciej jak tylko mógł na parking. Przypomniał sobie, że nie wziął kluczyków. Nie wiedział, że będą mu potrzebne. Przeklął tak, że sam się zdziwił swoim zachowaniem. Wbiegł po schodach na czwarte, ostatnie piętro. Zadyszany motał się z włożeniem klucza do zamka. Nareszcie zatrzask puścił i zabrał klucze od samochodu. Nadepnął na coś, ale nawet nie zauważył. Szybko zamknął drzwi. Dobiegł na parking cały zmachany. Wsiadł do samochodu, wyparkował i docisnął gazu tak, że dymiło się za nim. Spojrzał na zegarek telefonu. Było wpół do pierwszej. Nie mógł jechać szybciej. Na drodze panował chaos. Media przestrzegały, że dzisiaj i jutro może być korek na głównych drogach miasta. Trąbienie klaksonem nic nie dało. Zdenerwował się. Wziął pod uwagę to, że skoro jest korek to ją też zatrzyma na drodze i może spóźni się na ten samolot. Nadzieja umiera ostatnia.
Gdy ruch na drodze trochę przyspieszył, Logan zjechał z głównej drogi przemieszczając się bocznymi. Tak było szybciej choć nie do końca. Nie tylko on wpadł na ten wyśmienity pomysł. Przed nim ustawił się niedługi sznurek pojazdów. Logan pomyślał, że zaraz wyjdzie z siebie i stanie obok. Zmierzwił włosy zapomniawszy zupełnie o tym, że od niedawna zmienił fryzurę. Nie obchodziło go to w tej chwili jak wygląda. Czas leciał nieubłaganie. Od lotniska dzieliły go już tylko dwie przecznice, a zostało mu dziesięć minut. Ręce trzymał mocno zaciśnięte na kierownicy, zgrzytał zębami. Z każdą sekundą miał wrażenie, że kolejka się wydłuża a wszyscy robią to specjalnie. Założył okulary słoneczne i bejsbolówkę na głowę. Zadziałał instynktownie. Zjechał na pobocze. Zgasił silnik i zamknął pojazd. Ruszył biegiem przed siebie. Biegł tak szybko jak pozwalały mu na to nogi. Jego mięśnie napinały się przy każdym kroku. Przez dwa tygodnie nie pojawił się na siłowni ani razu. Spadła mu trochę kondycja. Nie poddawał się słabości. Był już tak blisko. Widział wejście na lotnisko. Wbiegł do budynku cały spocony. Rozejrzał się po tablicy informacyjnej. Według niej pasażerowie lotu do Londynu są już na pasie startowym. Wyjrzał przez wielkie okno. Zmęczonym, bezsilnym wzrokiem patrzył jak biały samolot wzbija się w powietrze. Spóźnił się. Kopnął ze złości w metalowy śmietnik. Poczekał jeszcze chwilę. Może to nie ten samolot, może nie jest za późno. Poprosił o informacje kobiety stojącej przy barierce.
- Tak. Ten to był samolot do Londynu.- spojrzała na grafik.- Chcę Pan polecieć następnym?
- Nie, dziękuję.- posmutniał. Kobieta przypatrzyła mu się uważnie.
- Przepraszam?- zdążyła go zatrzymać, bo już miał się odwrócić.- Pan gra w tym zespole? W Big Time Rush?
- Tak.- rozejrzał się.- Ale niech Pani nie mówi tego głośno.- chciał uniknął dziś zamieszania. Nie miał siły.
- Dopiero teraz poznałam. Moja córka jest wielką fanką. Mogłabym?- wyjęła kartkę i długopis.- Dla mojej córki, Iris..- Logan wziął długopis do ręki.
- Dla Iris.…- szeptał pod nosem pisząc.- Logan. Proszę.
- Dziękuję.
- Do widzenia.- opuścił lotnisko.
Logan miał sobie za złe, że nie zdążył. Obwiniał się za wszystko. Czy to już koniec? Czy ją jeszcze kiedyś zobaczy? Ciągle zadawał sobie te pytania.





* Na początku chciałabym przeprosić za to, że osobiście nie mogłam być z Wami ostatnio, ale miałam pewne problemy. Na szczęście już jestem i nigdzie się stąd nie ruszam :)
Co powiecie dziś na temat rozdziału? Czy znienawidziliście Camille tak samo jak ja? ( poza blogiem nic do niej nie mam, ale tutaj jest mój świat)  Czy Marla wróci do LA i czy wróci do Logana? Z racji tego, że to jeden z moich ulubionych rozdziałów to prosiłabym o skrobnięcie komentarza, bo zależy mi na Waszym zdaniu :*

Do soboty :*


# Translate

# Znajdź rozdział